- Opowiadanie: tymoteusz123 - Dosyć

Dosyć

Wstępnie była to wprawka opublikowana na forum: weryfikatorium.pl/forum/ pod tytułem Miłość?
Postanowiłem po paru miesiącach wrócić do tekstu, trochę go wyszlifować, załatać błędy / koślawe zdania i zobaczyć co z tego wyszło.

Docelowo miało być to treningiem pisania wyrazistych scen o objętości do 5k znaków,  nie jestem w 100% przekonany czy wyszło, tak więc postanowiłem, spróbować wrzucić poprawioną wersję tutaj i zobaczyć, jaki będzie odzew.

Mam nadzieję, że będzie to przyjemna lekturę i tym razem udało się coś z siebie wykrzesać.
Pozdrawiam.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Dosyć

Dosyć

 

Aine miała już tego wszystkiego dość. Ściskając zdobiony sztylet, wyłoniła się zza aksamitnej kotary i spojrzała na śpiącą królową. Dostrzegła alabastrowe udo odcinające się od głębokiej purpury, jedwabnej pościeli. Światło księżyca wpadając przez okno, muskało czerwień włosów, nadając srebrzystym pasemkom przeplatającym gdzieniegdzie czuprynę iście magicznego wyglądu.

Przez sen wydawała się jednocześnie kusząca i niewinna, prawdziwie senna iluzja. Sztylet ślizgał się w spoconych palcach, nigdy przedtem nie zabiła człowieka. Mdłości napływały falami.

Ciekawe czy będzie wierzgać jak kura składana w ofierze? A może odejdzie spokojnie, niczym zbyt zmęczony pies w wyjątkowo upalny dzień? – pomyślała i nerwowo oblizała wargi.

Czuła bicie serca, skołatane jak zagubione, zaszczute zwierzę. Zrobiła krok do przodu i cofnęła się po chwili, nasłuchując uważnie. Jedwabna pościel powoli spłynęła na podłogę, nieubłaganie odsłaniając kolejne tajemnice leżącej kobiety.

Jej skóra nie jest tak idealna, jakby tego chciała. – Utkwiła wzrok w drobnych piegach pokrywających krągłe piersi. Znała każdy centymetr ciała królowej, została do tego zmuszona, perfekcyjnie wytrenowana tuż na granicy tresury.

– Wystarczy jeden płynny ruch nadgarstka. Przecież nikt nie usłyszy, jak dławi się krwią, a ty będziesz wolna. W końcu prawdziwie wolna… – Słodki, głęboki głos wypełnił  umysł. Sączył te brudne myśli noc w noc, godzinę za godziną, uniemożliwiając sen.

– Przecież dała ci dach nad głową, była dla ciebie taka dobra – usłyszała słaby, dziwnie znajomy jęk, dobiegający gdzieś z odmętów świadomości.

– Tak, i codziennie kazała grzać łoże. Traktowała jak zabawkę, którą nie oszukujmy się, przecież jesteś – syczał ten drugi – na każde skinienie, mimo bólu, mimo zmęczenia. Zawsze chętna, zawsze miękka, zawsze gotowa.

– Dość – powiedziała głośno i od razu zakryła usta dłonią.

Królowa spała dalej, jedynie odrobinę zmarszczyła nos i poruszyła nerwowo nogą.

– Chcesz wolności? – zapytał. – Chcesz uciec?

– Tak.

Nawet nie wiedziała, jak znalazła się na rogu rozłożystego łoża. Pochylała się nad bladą szyją pokrytą siateczką drobnych naczynek i paroma wyraźnymi, zielonymi tętnicami.

– Tylko jeden szybki ruch nadgarstkiem – szeptał. – Tylko jeden.

– Zginiesz. Strażnicy cię zabiją! – Rozpoznała paniczny krzyk, rozbrzmiewający tuż pod czaszką. W przeciwieństwie do poprzedniego ten należał do niej. Wstrzymała dłoń ze sztyletem tuż przy delikatnej skórze, nacinając ją odrobinę.

– Spójrz na nią, wygląda tak niewinnie, dała ci miłość, te wszystkie szczęśliwe chwile.

– Wstydzi się ciebie! Jesteś tylko niewolnicą wyciągniętą z rynsztoka! Ofiarą dla świątyni niczym więcej! – Nieznajomy głos stał się zimny jak stal, dziwnie parzył lodowatym prętem, wetkniętym prosto w serce.

– Aine, co robisz? – Aksamitny głos królowej był przesiąknięty nutką strachu. – Piękna, co się stało?

Ocknęła się z dziwnego transu i spojrzała w wielkie, przerażone oczy pani zamku. Powiodła w dół i ujrzała sztylet przystawiony do łabędziej szyi, rozcięta skóra broczyła perlistymi kroplami szkarłatu.

– Dlaczego? – zapytała królowa.

– Nie wiem pani, ja nie wiem – wyjąkała roztrzęsiona i wypuściła broń z ręki. Uklękła i zakrywszy rękoma twarz, zaczęła szlochać.

– Spokojnie, nie musisz się już niczego bać. To tylko zły sen – Królowa pochyliła się, aby podnieść sztylet, jednocześnie otulając delikatnie drugą ręką ramię nałożnicy. – Po prostu przyśniła się tobie mara, teraz musisz dojść do siebie.

Aine przytaknęła i pociągnęła nosem. Palce drżały w niekontrolowany sposób, a z twarzy odpłynął cały kolor, pozostawiając jedynie pergaminową szarość. W niczym nie przypominała tej gorącej niewolnicy z królestwa Sekh, teraz była jedynie roztrzęsionym kłębkiem skołatania i wątpliwości.

– Aine? – zapytała królowa i obróciła dziewczynę w swoim kierunku.

– Tak pani? – odpowiedziała.

Wzrok niewolnicy powędrował ku otwartemu oknu, na parapecie siedział drobny ptaszek o żółtym dziobie i piórach w odcieniach czerni, granatu, brązu i głębokiej zieleni.

 Szpak tutaj? O tej porze? –  przeszło jej przez myśl i poczuła gwałtowne pchnięcie w okolicach splotu słonecznego.

– Przekaż to swojemu nowemu panu – dokończyła królowa.

Lodowata fala rozlała się po całym ciele młodej dziewczyny, dreszcze wstrząsnęły mięśniami, adrenalina uderzyła do głowy.

Co się dzieje? Czemu robi się tak zimno? –  spojrzała w dół na ręce i zobaczyła, wielką ciemną plamę rozchodząca się błyskawicznie po lnianej koszuli nocnej.

Tak zimno… – Nagle znalazła się na podłodze, próbując wydusić ostatnie słowa, które ugrzęzły w gardle.

– Kocham… – urwała, wpatrzona pustym wzrokiem w spowite bladym światłem loki, przeplecione żywym srebrem.

Takie piękne.

– Ja ciebie też – odpowiedziała królowa.

Koniec

Komentarze

Przykro mi, Tymoteuszu, ale nie bardzo wiem, co miałeś nadzieję opisać w tej scence. Zapowiedzianej miłości nie dostrzegłam, no, chyba że pokazałeś jednocześnie miłość i nienawiść.

Zauważyłam natomiast, że brakło tu fantastyki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za przeczytanie i komentarz. Miłości nie chciałem zapowiadać, tak nazwałem opko w pierwotnej wersji, ale ze znakiem zapytania jako niedopowiedzeniem, nie narzucam interpretacji. Co do elementów fantastyki, to rzeczywiście jest ich mało, najczęściej w postaci "głosu w głowie". Jeszcze raz dzięki :)

Głosy w głowie to nie taka znów fantastyka :P Do mnie opowiadanie też nie bardzo dotarło, taka sobie scenka wyjęta z kontekstu. Scena jest dramatyczna, ale nie wiele tu dramatyczności. Ja przynajmniej jej nie odczułem. Nie było mi też żal bohaterki, taka postać-kukła. Napisać dobrego szorta to też sztuka, ten moim zdaniem jest słaby.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

No trudno, nie pozostaje nic innego jak próbować dalej.

Ja też nie widzę fantastyki.

Co najwyżej w tym, że królowa pozwala niewolnicy bawić się sztyletem sam na sam ze śpiącą władczynią.

Babska logika rządzi!

Ze sztyletem się nie zgodzę.

 

Co do fantastyki: do interpretacji czytelnika pozostawiłem głosy w głowie bohaterki: czy jest chora i ma wszystkiego dosyć, czy jest tylko elementem większej intrygi – magicznej układanki.

Mogło nie wyjść, właśnie dlatego wstawiam tekst, aby zobaczyć co nie gra i gdzie skoncentrować siły podczas treningu.

 

 

 

 

 

Podchodziłam trzy razy z autentycznie dobrą wolą, ale opowiadanie wymaga ode mnie nadmiaru zawieszenia niewiary; szczegóły wypunktowali przedpiścy. Z fantastyką mam tu najmniejszy problem, choć istotnie same głosy to trochę mało.

Pozwolę sobie również zwrócić uwagę na zdanie z przedmowy, na którym się zawiesiłam:

“Mam nadzieję, że będzie to przyjemna lekturę i tym razem udało się coś z siebie wykrzesać.”

Co autor miał tu na myśli?

No i wymiękam na perlistych kroplach szkarłatu oraz aksamitnych głosach, niestety…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przedmowa odnosi się do moich poprzednich opowiadań.

Nadmiar porównań rozumiem, w tekście jest ich całkiem sporo, bo postanowiłem je poćwiczyć.

 

 

Co do zawieszenia niewiary → jeżeli chodzi o to, że miała dostęp do broni, to jak już wcześniej wspomniałem, nie zgadzam się.

Niewolnik, niewolnikowi nierówny, a ona była nałożnicą królowej. Nie chce rozpisywać się na pół strony dlaczego mogła przemycić broń, która dostała / zwędziła / wymieniła się.

 

Za podjęte próby dziękuję, szkoda, że się nie spodobało. Może następnym razem.

Takie tam pitu-pitu. Widać, że się starałeś. Szkoda, że od początku było wiadomo co się stanie. Postacie drętwe.

 

Chciałeś zachwycić czytelnika rozbuchanym stylem, Tymoteuszu, ale nie bardzo się udało. Niektóre przenośnie czy porównania zupełnie nietrafione. Określenia typu “czupryna” przy opisie włosów śpiącej kobiety wywołują śmiech.

Trafiają się jakieś zgrzyty stylistyczne. Już w pierwszym zdaniu "Aine miała już tego wszystkiego dość." – wstawiłeś "tego", które brzmi nieliteracko i jest zupełnie niepotrzebne.

Szwankuje język i styl, w niektórych miejscach popisy autora niweczą wszelkie próby wywołania nastroju w tekście i napięcia u czytelnika.

 

Ciekawe czy będzie wierzgać jak kura składana w ofierze? A może odejdzie spokojnie, niczym zbyt zmęczony pies w wyjątkowo upalny dzień?

Wierzgać jak kura składana w ofierze? Odejdzie niczym zbyt zmęczony pies w wyjątkowo upalny dzień? Gdzie ten pies odchodzi zdaniem autora? W cień? I jest zbyt zmęczony na co? Przecież to bez sensu i wydumane na siłę.

Królowa spała dalej, jedynie odrobinę zmarszczyła nos i poruszyła nerwowo nogą.

Zaczynam rozumieć te wcześniejsze porównanie królowej do psa. Czy również strzygła uszami przez sen?

 

Masz sporo nietrafionych określeń:

 

Palce drżały w niekontrolowany sposób… – czy to znaczy, że autor potrafi sprawić, że jego palce drżą w sposób kontrolowany?

 

pozostawiając jedynie pergaminową szarość… – pergamin kojarzy się raczej z czymś pożółkłym.

 

 

Zdarzają się powtórzenia:

Nieznajomy głos stał się zimny jak stal, dziwnie parzył lodowatym prętem, wetkniętym prosto w serce.

– Aine, co robisz? – Aksamitny głos królowej był przesiąknięty nutką strachu. – Piękna, co się stało?

Ocknęła się z dziwnego transu(…)

Oraz przegięcia w opisach:

Wzrok niewolnicy powędrował ku otwartemu oknu, na parapecie siedział drobny ptaszek o żółtym dziobie i piórach w odcieniach czerni, granatu, brązu i głębokiej zieleni.

– może jeszcze miał nóżki brązowo-szaro-brunatne i niebiesko-zielono-piwne oczka?

 

Gubisz czasem podmiot tak jak w poniższym fragmencie:

Przez sen wydawała się jednocześnie kusząca i niewinna, prawdziwie senna iluzja. Sztylet ślizgał się w spoconych palcach, nigdy przedtem nie zabiła człowieka. Mdłości napływały falami.

 

Podsumowując. Za dużo pompy w tym tekście, patosu i emfazy. Samej fantastyki brak. Można sobie przedstawioną sytuację umiejscowić w jakimś świecie fantasy, ale równie dobrze można potraktować "głosy w głowie" jako spór sumienia z żądzą zemsty, a akcję osadzić w jakichś realiach historycznych.

Moja sugestia (nie rada, bo żaden ze mnie fachowiec) – pisz prostszym językiem, wywalaj wszelkie ozdobniki i poetyckie wstawki. Opowiedz interesującą historię, stosując proste środki wyrazu. Na górnolotne porównania i kwieciste metafory przyjdzie czas, gdy osiągniesz prawdziwą wprawę w machaniu piórem. Ale wtedy pewnie uznasz, że takie pierdolety wcale nie są potrzebne w dobrze napisanym tekście.

Na pewno masz zadatki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Językowo poprzednicy już skomentowali, więc ja tylko dwa słowa o samej fabule.

Trudno ten fragment ocenić, bo jest wyrwany z kontekstu. Nic nie wiemy o bohaterkach, o ich relacjach, historii, łączących je emocjach (Kto tu kogo kocha? Kto kogo tak naprawdę pożąda? Skąd – poza faktem, że nie miała dachu nad głową – wzięła się Aine i co znaczy, że była ofiarą dla świątyni?) ani o świecie (czym jest ten szpak?). To nie jest tak, że ten świat, który kreujesz, nie ma potencjału – można umieścić w nim ciekawą opowieść, rozbudować postacie, być może wzmocnić motyw fantastyczny (albo po prostu pójść w napisanie lesbijskiego romansu bez happy endu, co kto lubi w końcu) – ale w obecnej postaci tekst jest niepełny i przez to nużący w lekturze i mało zrozumiały.

Muszę się zgodzić z przedmówcami. Opowiadanie niestety nie broni się jak szort, chociaż zapewne mógłby sobie poradzić jako element dłuższego tekstu. Niestety z pisaniem szortów nie ma tak łatwo, że wystarczy napisać dowolną scenę czy wyjąć fragment z opowiadania i mamy gotowy utwór. Szort powinien być dobrze przemyślany i zaplanowany, wszystko powinno być skompresowane i każde słowo ma służyć konkretnemu celowi, nie ma miejsca na zupełnie zbędne ozdobniki i rozbuchane opisy czy porównania, a to dokładnie to, co robisz w tym tekście.

Oczywiście jak sam mówiłeś tekst był pisany bardziej jako wprawka niż konkretne opowiadanie. W takiej sytuacji można ci tylko polecić dalsze ćwiczenia. Jest potencjał, ale i pracy sporo potrzeba.

Nie wiem czemu, ale miałem przed oczami najnudniejszą dla mnie scenę z Hamleta – gdy ten ma zabić modlącego się wuja. “No zrób to wreszcie!” – krzyczałem w myślach, gdy Szekspir w nieskończoność ciągnął dylematy księcia.

Tutaj jest podobnie. Scena pełna emocji i impulsu dłuży się przez pompatyczność. Słuszne pytanie o sztylet i zakończenie jest raczej efektem braku kontekstu – ciężko zawiesić niewiarę, gdy nie ma sytuacji, do której można to odnieść. Jestem sobie w stanie ułożyć historię, która doprowadziła do przedstawionej sceny, ale nie każdy musi lubić takie ćwiczenia.

Tak więc nie tym razem. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wszyscy krytykują Hamleta, że taki wahadłowy… Ty byś zabił krewnego tylko dlatego, że jakiś duch kazał Ci tak zrobić? A jeśli duch kłamie?

Babska logika rządzi!

Wszyscy krytykują Hamleta, że taki wahadłowy… Ty byś zabił krewnego tylko dlatego, że jakiś duch kazał Ci tak zrobić? A jeśli duch kłamie?

“Do or do not. Never try” – Yoda, Mistrz Jedi ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A Hamlet próbował czy podejmował decyzję?

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie, jak już idziesz do kogoś ze sztyletem w dłoni, to lepiej bądź pewien decyzji. Inaczej ciężko się będzie wytłumaczyć i uniknąć konsekwencji (co w tekście Tymoteusza nawet rozsądnie wybrzmiało – na miejscu królowej też bym dźgał i nie pytał o rozterki potencjalnego mordercy) :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wydaje mi się, że poległeś przez nadmiar pretensjonalnego słownictwa. Pełno epitetów, które rysują w wyobraźni obraz, ale odciągają też od akcji, rozpraszają mnie, rozwiewają napięcie. Dwukrotnie (w kolejnych akapitach) wspomniałeś o ściskanym w dłoni sztylecie – po co? To raptem cztery zdania przerwy, a ja przecież nadal pamiętam pierwszą wzmiankę. Jeśli nic się nie zmieniło (sztylet nadal jest w dłoni), to nie ma sensu tego powtarzać.

 

niczym zbyt zmęczony pies w wyjątkowo upalny dzień

Przesadziłeś. Kto podczas próby morderstwa wymyśla takie porównania?

Nowa Fantastyka