- Opowiadanie: ocmel - Purgatorium

Purgatorium

Dzień dobry ;) To moja pierwsza “scena walki”, dlatego chciałabym, żebyście zerknęli na nią i podpowiedzieli, co mogłabym poprawić. Zdaję sobie sprawę z tego, że fragment jest lekko wyjęty z historii, ale całe opowiadanie nie jest jeszcze skończone, a naprawdę zależy mi na dopracowaniu tej jego części. 

Oceny

Purgatorium

Ruszyliśmy w jedynym możliwym kierunku, zupełnie rezygnując z ustalonego wcześniej ustawienia. Na przedzie szedł Hugh, ja półtora metra dalej, Aaron z Rose kilkanaście kroków za mną, a Joseph zupełnym krańcem doliny, oświetlając zbocze w poszukiwaniu drogi na górę. Cisza przeciągała się niemiłosiernie, ale wypadek Rose skutecznie pozbawił mnie znużenia. Bawiłam się klejnotem, przerzucając go z ręki do ręki, kiedy chrzęst trawy i opadłych liści dobiegł od strony zbocza, przy którym szedł Hugh.  

Podniosłam głowę akurat w momencie, gdy potężne stworzenie nieprzypominające nic, co dotychczas widziałam wyskoczyło z zarośli, powalając chłopaka, któremu kryształ wypadł z ręki i przetoczył się w moim kierunku. Bestia przytknęła pysk do jego twarzy, węsząc. Przerażony Hugh odwrócił głowę, instynktownie próbując oddalić się do ogromnych zębisk, które szczerzyły się tuż przy jego policzku. Stworzenie miało, na oko, półtora metra w kłębie i monstrualne łapy na wzór dzikiego kota. Ogromny łeb o długim pysku i szerokiej szczęce przypominał osobliwego basiora z uszami lwa oraz krótką grzywą otaczającą górną część karku. Jednak dopiero po chwili dostrzegłam najdziwniejszą część ciała tej istoty – żywy ogon, który wił się, strzelając na boki rozdwojonym językiem. Małe szparki zamiast oczu łypały groźnie naokoło.

Moje obserwacje zajęły zaledwie kilka sekund, w czasie których nikt się nie ruszył. Zerknęłam na Rose i Aarona, osłaniającego częściowo dziewczynę swoim ciałem. Joseph zamarł w pół kroku z kryształem uniesionym wysoko nad głowę. Chwilę później wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Aaron ruszył pierwszy, wyciągając zza paska nóż dużo okazalszy niż ten, który ja nosiłam.

– Joe, lina! – zawołał w biegu, zrzucając plecak na ziemię.

W okamgnieniu Rose znalazła się u mojego boku, a Joseph wyszarpnął z porzuconego plecaka zwój sznura i podążył za Aaronem. Bestia zdążyła zauważyć nadciągające zagrożenie i najeżyła się, z zamiarem walki o swoją ofiarę. Ugięła przednie łapy gotowa do skoku, a moja noga odruchowo oderwała się od podłoża, zupełnie bez konsultacji ze mną. Rose przytrzymała mnie za ramię.

– Ani drgnij – wysyczała mi do ucha. – Nie dasz rady pomóc.

Z bólem serca musiałam przyznać jej rację i chociaż nie należałam do najodważniejszych, ciężko było patrzeć, jak inni się narażają, a ty nie możesz nic zrobić. Więc tylko stałyśmy wgapione w całą sytuację, ja nadal podtrzymywana przez Rose, jakby bała się, że zrobię coś głupiego.

Dosłownie w ostatnim momencie przed skokiem bestii Aaron pochylił się i sypnął jej piachem w ślepia. Gdybym mrugnęła to przegapiłabym całe zajście. Potwór zawył, cofając się o krok i w tym momencie Aaron prześlizgnął się koło niego, tnąc pierś porośniętą gęstym futrem. Hugh odczołgał się kawałek i wymierzona na oślep łapa trafiła jego nogę, zamiast głowy, która znajdowała się tam chwilę wcześniej. Joseph obiegł w tym czasie bestię z drugiej strony, rzucając jeden koniec liny Aaronowi, kiedy ten dał mu znak.

– Zostań tu – poleciła mi Rose i rzuciła się w kierunku leżącego Hugh.

Patrzyłam, jak pomaga mu się podnieść i prowadzi poza zasięg potwora, którego chłopaki zaczęli odciągać w przeciwnym kierunku. Nagle bestia zmieniła front i z wyciem odwróciła się w ich stronę. Aaron był już gotowy. Ponownie zamachnął się nożem, po czym wbił go po samą rękojeść w wilczą czaszkę. Bestia szarpnęła głową, powalając go u stóp Rose i Hugh, który częściowo opierał się na dziewczynie, a następnie potrącając po drodze Josepha, odbiegła tam, skąd przyszła. Jeszcze przez jakiś czas słychać było jej wycie pełne bólu.

Pospieszyłam w kierunku reszty, po drodze zbierając plecak Aarona i rzeczy, które z niego wypadły. Prawa nogawka Hugh nasiąkała powoli krwią, ale nie wyglądał na poważnie rannego. Joseph pochylił się nad Aaronem dźwigającym się z ziemi i wyciągnął w jego kierunku rękę.

– Wszystko w porządku, stary?

W odpowiedzi Aaron uścisnął pomocną dłoń i z sapnięciem stanął na nogach. Obaj popatrzyli na Hugh. W świetle kryształów porozrzucanych dookoła i tego w mojej dłoni był trochę blady, ale uśmiechnął się pokrzepiająco.

Koniec

Komentarze

Scena walki przypomina wiele innych, kiedy to napadnięty/ napadnięci usiłują pokonać napastnika, w tym przypadku akurat osobliwe zwierzę, tu akurat przy pomocy noża i lin.

Nie mam pojęcia, jak walczy się z potężnymi stworzeniami, nieprzypominający nic, co dotychczas widziała narratorka, więc nie umiem powiedzieć, czy opisana walka ma ręce i nogi, ale nie wydaje mi się możliwe, aby Aaron, zamachnąwszy się nożem, mógł go wbić w czaszkę zwierzęcia, w dodatku po samą rękojeść. Gdyby to jednakowoż okazało się możliwe, to wydaje mi się, że owo zwierzę, trafione w mózg, chyba nie powinno oddalić się już z miejsca walki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Ogólnie nie jest źle, ale jeśli chcesz propozycji co poprawić, to muszę się poczepiać. ;)

Ofc to tylko moje odczucia, ekspertem nie jestem. :)

 

Dobrze byłoby, gdyby opis potwora wyskakującego z krzaków był od razu, kiedy bestia się pojawia. Nie musi to być opis dokładny, raczej tylko to, co zdążyła zauważyć bohaterka/narratorka. Później możesz stopniowo uzupełniać go o inne elementy.

stworzenie nieprzypominające nic, co dotychczas widziałam wyskoczyło z zarośli,

Taki opis nic nie mówi czytelnikowi. Może to być dodatkową informacją, ale przydałby się opis bardziej obrazowy, bo tak, to nie wiem, jak mam sobie wyobrażać to coś, co wyskoczyło z krzoków.

 

Ogromny łeb o długim pysku i szerokiej szczęce

To jest lepsze, choć też niewiele mówi, bo: nie wiem, czy “ogromny” oznacza wielki jak łeb krowy, czy jak łeb tyranozaura, czy może jak dom? ;) Gdybym chociaż wiedział jaki wysoki był potwór sam w sobie, to bym się rozmiarów tego łba domyślił. W tej chwili opis potwora jest zbyt enigmatyczny,.

 

Zerknęłam na Rose i Aarona, osłaniającego częściowo dziewczynę swoim ciałem.

To też trudno mi sobie wyobrazić, bo nie wiem co oznacza “częściowo osłaniać swoim ciałem”.

 

Postaci jest kilka i to sporo jak na taki krótki tekst, ale skoro to fragment czegoś większego to spoko. Tak czy inaczej, postacie dobrze byłoby rozróżnić, bo w tej chwili różnią się tylko imionami. Mogłabyś np. napisać że: Bartek ma brodę i miecz, Zosia warkocze i kuszę, a Franek jest opojem i flejtuchem, ale dobrze rzuca fireballe. ;) Tak sobie śmieszkuję, ale chyba wiesz o co mi chodzi. ;) Oczywiście nie chodzi o opisywanie na początku każdej z postaci, tylko wplecenie w tekst jakichś drobnych wzmianek o cechach postaci. Inna sprawa, że jeśli to tylko fragment, to czytelnik może znać postacie z wcześniejszych partii tekstu.

Trochę mentorsko mi to wyszło, ale się nie przejmuj i rób po swojemu, a to tylko takie moje odczucia.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ocmel, może lepiej by było, gdybyś takie kawałki, na dodatek od razu w przedmowie opisane jako wprawki i nietłumaczące się fabularnie fragmenty, wrzucała na betalistę?

http://altronapoleone.home.blog

Zgadzam się z Lobo, że pierwszy opis potwora, który był “z twarzy podobny zupełnie do nikogo”, nie spełnia swojej funkcji. Nawet, jeśli bohaterowie nie mają okazji się przyjrzeć, a prowadzisz narrację z ich perspektywy, możesz napisać “niewyraźny, rozpędzony kształt” albo cokolwiek, co odzwierciedla spostrzeżenia postaci.

Druga i ważniejsza rzecz: sukces sceny akcji zależy od stawki. Jeśli znany i lubiany bohater może zginąć, jeśli cel znajduje się w zasięgu ręki, amulet hrabiny został skradziony, kadłub kosmicznego krążownika rozszczelnia się zagrażając załodze, to czytelnik rozumie, że od przebiegu sceny zależy coś istotnego i może śledzić rozwój wydarzeń z zaangażowaniem.

Tutaj nie znamy postaci, nie znamy kontekstu, nie znamy przeciwnika, więc to, czy zwierzak kogoś zagryzie, jest czytelnikowi w zasadzie obojętne. Nie ma sensu oceniać tak małego fragmentu akcji.

W dodatku, gdybym już koniecznie musiał oceniać ten fragment, to oceniłbym go na minus. Dobra sekwencja akcji kończy się, zostawiając bohaterów w innym położeniu, niż znajdowali się uprzednio. Tymczasem tutaj nic się nie zmieniło. Potwór przyleciał, poleciał, rozsypały się kryształy i tyle. Wydarzenie nie ma żadnych widocznych konsekwencji ani też nie stawia przed bohaterami nowych wyzwań.

The fair breeze blew, the white foam flew, The furrow followed free: We were the first that ever burst Into that silent sea.

Dziękuję bardzo za wszystkie wskazówki!

Nowa Fantastyka