- Opowiadanie: wisielec - Ciemność

Ciemność

Stawiamy Lovecrafta na głowie. Raczej przyczynek do dyskusji, niż wielkie dzieło słowa.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Darcon, Użytkownicy, MrBrightside

Oceny

Ciemność

Bezoka istota zbliżyła się do urządzenia. Rdza, wilgoć i upływ czasu stopiły starożytną maszynę ze skałą. Kultury siarkowych bakterii zaściełały podłoże łatami brudnej żółci.

Antyczne sensory uchwyciły ruch intruza. Przebudzona aparatura ziewnęła buczeniem generatorów. Ze sklepienia sypnęły się iskry, gdy elektryczność popłynęła przez zapomniane obwody.

Zapachy i odgłosy były niepokojące. Stworzenie rozdęło skrzela i wydało z siebie ultradźwiękowy świergot. Przebudzone urządzenie odpowiedziało przeciągłą wibracją o niskiej częstotliwości.

Dźwięk był przerażający, lecz pobrzmiewała w nim obca, nieuchwytna harmonia. Rezonująca membrana wewnątrz stalowego pudła przykuła bezoką istotę mocą hipnotycznej fascynacji, wbrew instynktowi przetrwania.

Ziemia zerwała się z grawitacyjnego postronka i poleciała w kosmos, jak pocisk wystrzelony z procy. Specjaliści z IAA obliczyli, że kometa uderzy w Księżyc.  Z początku sądziliśmy, że czeka nas powtórka z zarania kenozoiku: skalne odłamki zbombardują powierzchnię planety, a atmosfera wypełni się pyłem na kilka wieków. Dlatego ukryliśmy się pod ziemią. Przewidzieliśmy kolizję na pięćdziesiąt lat przed jej nastąpieniem, więc czasu było dość na przygotowania. Powstały podziemne labirynty, zdolne pomieścić pół miliarda przedstawicieli ludzkiego gatunku. Oczywiście, wybuchła wojna. Populacja globu była dwudziestokrotnie liczniejsza, więc zgotowaliśmy sobie nuklearną uwerturę do nadchodzącej symfonii zagłady.

Mimo światowego konfliktu prace nad bunkrami postępowały nieprzerwanie. Przywodziły na myśl monumentalne konstrukcje starożytnego świata. Ludzkość nigdy wcześniej nie była równie zgodna w jednym przedsięwzięciu. Zryliśmy skorupę planety wznosząc podziemne mrowiska. Piliśmy gorącą krew Ziemi, która płynęła w magmowych tętnicach. Atom miał ogrzać paleniska naszego domu. Tysiącletni sen czekał na szczęśliwców w komorach hibernacyjnych. Pokolenia mieszkańców spoza elity miały żyć i umierać pod ziemią. Cywilizacja stanęła w obliczu unicestwienia, lecz miała wyjść z tej próby zwycięsko.

Pomyliliśmy się.

Otworzyłem oczy w świecie zupełnie różnym od tego, w którym zasypiałem. Obudzono mnie przedwcześnie, licząc, że moja wiedza jako botanika będzie w stanie odwrócić nieuchronną zagładę.

Kometa, która uderzyła w księżyc, zatańczyła z Ziemią szalonego walca i niczym prawdziwa femme fatale wyrzuciła nas w pustkę głębokiego kosmosu. Przelotna kochanka wyrwała planetę z orbity rodzimej gwiazdy i poleciała hen, w nicość, po własnej trajektorii.

Gdy relacjonuję wydarzenia na głos, wydaje mi się to zupełnie absurdalne, jak gdyby Stwórca pomylił astronomię z grą w bilard. Co się stało z harmonią sfer niebieskich? Gdybyśmy trzymali się metafizyki Arystotelesa, nie doszłoby do tej kosmicznej farsy.

Zderzenie z rzeczywistością kazało nam pożegnać technologiczny triumfalizm. Opadł pył kolizji, atmosfera oczyściła się. Wielka, czarna bila Ziemi mknęła przez bezkresną nicość do nieznanej łuzy. Temperatura na planecie spadła do minus osiemdziesięciu stopni Celsjusza. Morza i oceany ścięła wieczna zmarzlina. Na nielicznych lądach oszczędzonych przez wojnę i kataklizm można było znaleźć drzewa zastygłe w glacjalne posągi.

Byliśmy przygotowani na zlodowacenie. Istniały projekty wznowienia upraw w miejscach ogrzewanych przez procesy hydrotermalne: w Nowej Zelandii i Yellowstone, na Islandii i Kamczatce, gdzie z ziemi wybijają życiodajne gejzery. Tymczasem jednak uciekliśmy od słońca na taką odległość, że roślinność okazała się niezdolna do fotosyntezy i nic nie chciało rosnąć. Z każdym rokiem Ziemia pogrążała się w głębszej ciemności.

Zapasy żywności zostały wyczerpane. Atomowe piece przepaliły resztki substancji rozszczepialnych. Pozbawiona światła flora zaścieliła glob celulozowymi szczątkami. Zginęli roślinożercy i pozbawione pożywienia drapieżniki. Przez pewien czas owady władały królestwem trupojadów. Nie trwało to długo, wkrótce i one pomarły z głodu. Długie lata trwała niewidzialna agonia bakterii. Wreszcie powierzchnia Ziemi została niemal ogołocona z materii organicznej.

Podzielona ludzkość wciąż trwa w odseparowanych mrowiskach. Są to jednak ostatnie dni człowieczego rodzaju. Kosmiczny traf przypomniał nam o tym, co wiedzieli starożytni: jesteśmy niewolnikami Ra i Amaterasu, Heliosa, Mitry i Szamasza. Słońce dało nam życie, słońce stworzyło człowieka. Nasz czas przeminął.

Nie mamy infrastruktury ani zaplecza przemysłowego, by gruntownie przepoczwarzyć matczyną cywilizację, by prowadzić badania nad alternatywnymi źródłami energii oraz kulturami roślin bezsłonecznych. Bilans energetyczny jest nieubłagany. Wykrwawiliśmy w zimną pustkę zbyt wiele ciepła i zamiast zbawczej Arki, zdołaliśmy wznieść jedynie groteskowe, monumentalne, podziemne grobowce – pomnik głupoty i krótkowzroczności.

Przygotowuję to świadectwo, aby nasza historia nie została zapomniana. Przeszłość uczy, że dziejowe załamanie zawsze skutkuje zagubieniem wiedzy i nigdy nie wiadomo, który zapis zdoła przetrwać agonię mrocznych wieków. Żywię nadzieję, że zgromadzone przeze mnie materiały zostaną w przyszłości odnalezione i przysłużą się pionierom odrodzonej ludzkości.  Być może przyjdzie dzień, gdy zabłąkana Ziemia odnajdzie nowe słońce. Być może nasi dalecy potomkowie będą mieć szczęście i przemrożona skała trafi na stabilną orbitę w ekosferze.

Tymczasem, życie przetrwało w oceanach. Pokrywa lodu skuwająca wodne tafle na całym globie skutecznie izoluje morskie dno od zabójczego mrozu i pozwala zachować ciepło płynące z otwartych żył Ziemi. Szkaradne stworzenia głębokiego abysalu tworzą ekosystemy prawie nietknięte geologiczną katastrofą. Tam powinniśmy byli szukać naszej przyszłości. Teraz jest już za późno.

Przedziwny zaśpiew ucichł, lecz echa obcego dźwięku wciąż huczały w uszach bezokiej istoty. To straszne miejsce skrywało doniosłe znaleziska, których znaczenia nie sposób było się domyśleć. Stworzenie zawróciło i popełzło w drogę powrotną. Należało powiadomić miot.

Koniec

Komentarze

ehh, znowu fantazy, nie podoba m-

O, przepraszam!

Fajny tekst, mógłby być dłuższy (a sam “zaśpiew” krótszy), ale stawia na głowie tylko małą część Lovecrafta, więc spoko. Całkiem niezła imitacja języka, na pewno nie siliłeś się jakoś mocno (dobrze, że nie ma ani “niewypowiedzianych”, ani “nienazwanych” rzeczy). Podobało mi się, potwory mamy już odhaczone, czy mam spodziewać się kiedyś np. Josepha Curwena jako protagonisty albo historii wąskiego kółka religijnego nękanego przez nieproszonych, niestabilnych emocjonalnie intruzów?

Wisielcze! Zlikwiduj kropkę w tytule!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kropka jest częścią tytułu. Czy to niedozwolone? Skoro hasztagi bywają zawarte w tytułach…

Fajny tekst, mógłby być dłuższy (a sam “zaśpiew” krótszy), ale stawia na głowie tylko małą część Lovecrafta, więc spoko.

DziękI! Czytam akurat zbiór “Przyszła na Sarnath zagłada” i wpadło mi do głowy, że byłoby zabawnie, gdyby dla odmiany stwory z oceanu odnalazły dziwne ruiny. ;D  Staram się pisać różne szorty. Niektórzy wstydziliby się przyznać, ale mojemu sercu bliżej do Howarda, niż Lovecrafta.

Kropki nie stawia się po tytule. Wisielec jednak utrzymuje, że jego kropka stanowi (w domyśle: integralną) część tytułu. Czyli formalnie wszystko jest poprawnie! Dobre :)

Kolego Wiszący, punkt dla Ciebie.

Ale i tak można się kłócić. Ponadto – tak czy owak – ten zabieg razi, bo kropek na końcach tytułów się nie widuje. No, chyba że w baaardzo starych książkach albo tych nieprofesjonalnie zredagowanych. A kto będzie wnikał w Twoje intencje? Niewielu, znacznie więcej osób uzna, że autor gapa. Ja bym na Twoim miejscu spasował.

 

Kometa, która uderzyła w księżyc, zatańczyła z Ziemią szalonego walca i niczym prawdziwa femme fatale wyrzuciła nas w pustkę głębokiego kosmosu. Przelotna kochanka wyrwała planetę z orbity rodzimej gwiazdy i poleciała hen, w nicość, po własnej trajektorii.

A w finale Wimbledonu mucha zderzyła się z opadającą w kierunku kortu piłką, która wskutek tego zdarzenia wyleciała ponad trybunami poza stadion. Sorry, ale w fizyce jest coś takiego jak zasady zachowania (np. energii i pędu).

Obrazek niezły. Koncepcję Ziemi wytrąconej z orbity wykorzystał kiedyś Fritz Leiber (czy był pierwszy – nie wiem) w opowiadaniu “Wiadro powietrza”. W jego historii oziębienie klimatu okazało się, jak można się domyślić na podstawie tytułu, jeszcze bardziej drastyczne niż u Ciebie. Przy czym Leiber dość szczegółowo opisywał, w jaki sposób radzą sobie ludzie, którzy przetrwali. Jeżeli po napisaniu powyższego tekstu nadal masz fazę na krioapokalipsę – polecam “Wiadro…”.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

historii wąskiego kółka religijnego nękanego przez nieproszonych, niestabilnych emocjonalnie intruzów?

To jest dobry pomysł :)

A w finale Wimbledonu mucha zderzyła się z opadającą w kierunku kortu piłką, która wskutek tego zdarzenia wyleciała ponad trybunami poza stadion. Sorry, ale w fizyce jest coś takiego jak zasady zachowania (np. energii i pędu).

Ja to sobie wyobrażałem w taki sposób, że kometa (duża, wielkości planety) zmiotła księżyc i weszła z Ziemią w niestabilny, podwójny układ. Kometa i Ziemia zakręciły się kilka razy wokół wspólnego środka masy, a potem obie polecialy w przeciwne strony.

Wydaje mi się, że to możliwe, a jeśli szalenie nieprawdopodobne, to nie przeszkadza w tym opowiadaniu ;) popraw mnie, jeśli się mylę.

Leibera znam z przygód Fafryda i Szarego Kocura, o Wiadrze słyszałem i pewnie sięgnę, skoro polecasz.

Z kropką może wydziwiam, miała być częścią tytułu jako metafora końca ludzkości. Usuwam, ale teraz tytuł już mi się nie podoba :P

Mam wrażenie, że to tylko wstęp do nieopowiedzianej historii. Może być ciekawie, może być bezsensownie. Do samego pomysłu nie przyczepię się, ponieważ nie mam naukowego sposobu myślenia i abstrakcja trafia do mnie. Tyle że tu jest tylko pomysł i nic więcej :(

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Jest tu ciekawy koncept, ale właściwie to tyle, co mogę powiedzieć. Przekuć to w coś większego, niech ten zaśpiew przemówi obrazami i bohaterami ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ten tekst miał udawać opowiadania Lovecrafta, którym nieraz brak rytmu, opowiadają jakąś dziwną historię i urywają się w dziwnym miejscu. Bohaterowie często natrafiają na labirynty niezrozumiałych ruin pozostawionych przez wymarłe, podmorskie cywilizacje.

Powiedziałem tu wszystko, co chciałem powiedzieć ;) Historii takiej lub innej apokalipsy było we współczesnej SF czternaście tysięcy i pomysł kriozagłady nie jest czymś, co chciałbym rozwijać, bo inni zrobili to już wcześniej w bardzo rozbudowany sposób.

Najciekawszym aspektem powyższej wizji są dla mnie rozważania dotyczące losów Ziemi pozbawionej słonecznego światła. Planeta jako układ fizyczny jest “zasilana” słońcem i w tym względzie współczesna nauka zgadza się z antyczną intuicją kultów solarnych.

Przygnębiający list samobójcy, który w sumie zabił się już jakiś czas temu, ale optymizm nakazuje mu spisać myśli. Na początku bardzo poetycka "rozmowa" dźwięków, niezmiernie mi się to podobało. Momentami przesadnie obrazowo, jakby gość na raz kpił, żałował i podziwiał całość tragedii. Jeśli tak miało być, to Ci się udało. Ogólnie to już któryś Twój tekst, po którego lekturze jestem zdania, że masz talent do malowania dosadnych, soczystych scen. Ciężko mi powiedzieć, czy lovecraftowe, bo ja pana HP znam raczej od strony lelków, chaotycznych wpisów w dzienniku protagonisty i mabrycznych zwrotów akcji; koniec się wpasowuje w to ostatnie ;)

Ja to sobie wyobrażałem w taki sposób, że kometa (duża, wielkości planety) zmiotła księżyc i weszła z Ziemią w niestabilny, podwójny układ

Komety zazwyczaj definiuje się jako obiekty małe – nie większe niż, powiedzmy, duże miasto – i takie są niewątpliwie w powszechnym odbiorze. Poza tym w szorcie nawiązujesz do katastrofy sprzed 65 milionów lat. To może jedynie utwierdzać czytelnika w przekonaniu, że chodzi Ci o ciało o średnicy plus minus 10 kilometrów. Do obiektu, który sobie wyobraziłeś, bardziej pasowałoby określenie "planeta" (nawet jeśli IAU namieszała tu z formalną definicją) albo "zbłąkana planeta". Nie sądzisz, Wiszący?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Hmm. Z Lovecrafta to ja tu widzę przegadanie przekazu.

Nie ma tu wielu rzeczy, które mnie u pana L. drażniły: powtarzalności fabuły, przewidywalności, protagonistów wybijanych jedną sztancą, rasizmu, niepojętych strasznych istot opisywanych ciągle tymi samymi słowami… Ale i tak tekst mnie nie uwiódł. Może dlatego, że to tylko pomysł, a może już zbyt wiele podobnych pomysłów było.

Też miałam wątpliwości, czy kometa może wyrwać planetę. Ale ja się nie znam.

Za to napisane przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Mnie się podobało, nawet jeżeli naukowa strona jest równie “wiarygodna”, jak u autorów z pokolenia Lovecrafta (a nie mam kompetencji, żeby argumentować: możliwe czy nie). Ładny obraz ludzkiej arogancji wyszedł. Autorowi udało się mnie zmylić, bo byłam prawie pewna, że mamy tu “kosmicznych archeologów” odkrywających resztki po ludzkiej cywilizacji, a nie istoty z dna oceanu. Podobała mi się też stylizacja językowa, całe te przegięte chwilami metafory i porównania właśnie jak z prozy Lovecrafta.

Nie było zapowiadających zagładę lelków :(

 

A tak serio to fajny pomysł miałeś. Na pewno postarałeś się bardziej niż Lovecraft ;) On pewnie nie powstrzymałby się i dodał, że istota kiedyś była człowiekiem. Albo sługą Przedwiecznego – kto, co lubi.

Serdeczne dzięki! Odbiór opowiadania jest zaskakująco pozytywny jak na tak niepełną formę. Pomysł leżał mi na wątrobie od jakiegoś czasu i chciałem się go pozbyć. Rozważałem opakowanie tego konceptu w dłuższą formę, ale zdecydowałem, że niewiele więcej mam na ten temat do powiedzenia i szkoda mi czasu na konstruowanie fabuły wokół ekspozycji, którą mogę streścić na dwóch stronach :)

Komety zazwyczaj definiuje się jako obiekty małe

Według astronomicznej definicji kometa może być dowolnie duża, ale masz rację: kojarzy się z mniejszym obiektem.

Wybrałem określenie kometa zamiast planetoidy czy innego meteoru, gdyż “kometa” jest ładniejsza zarówno jako słowo, jak i obiekt astronomiczny, a także posiada omeniczną symbolikę.

Może dlatego, że to tylko pomysł, a może już zbyt wiele podobnych pomysłów było.

Dobrze o tym wiem, dlatego nie chciałem spuszczać na to więcej tuszu. ;]

Na początku bardzo poetycka "rozmowa" dźwięków, niezmiernie mi się to podobało.

Ponieważ istota jest ślepa, to starałem się oddać sposób, w jaki wchodziła w interakcję z eksplorowanym otoczeniem, na gruncie innego zmysłu. Cieszy mnie Twoje uznanie.

Momentami przesadnie obrazowo, jakby gość na raz kpił, żałował i podziwiał całość tragedii.

Tak miało być :) W osobie narratora przecieka mój własny zmysł estetyczny: lubię jak rzeczy się walą i rozpadają. Uwielbiam gwałtowną pogodę, burze (zwłaszcza w górach), sztormy, pieruny, wysadzane budynki i zamieszki. Na widok takich rzeczy ogarnia mnie przyjemne poczucie pierwotnej trwogi i realnego kontaktu z rzeczywistością, która na codzień jest oswojona i przewidywalna zarówno w sferze fizycznej, jak i społecznej.

Ogólnie to już któryś Twój tekst, po którego lekturze jestem zdania, że masz talent do malowania dosadnych, soczystych scen.

Piszę od niedawna, ale od bardzo dawna prowadzę erpegi. Gracze usypiają na długich opisach ;) Trzeba ich walnąć w łeb czymś, co jest obrazowe i angażujące.

Odkąd zacząłem pisać widzę, że erpegi uczą wielu przydatnych umiejętności: budowania klarownych intryg i wiarygodnych postaci, konstruowania kulminacji, a także rozwijania bohaterów na przestrzeni dłuższej formy. To smutne, jeśli na wejściu i na wyjściu powieści bohater jest ten sam i taki sam.

Też miałam wątpliwości, czy kometa może wyrwać planetę. Ale ja się nie znam.

Poczekamy, może się wypowie jakiś fizyk albo astronom :D Sądzę, że odpowiednio duże ciało mogłoby dokonać tej sztuki.

Wpadłem na ten pomysł na podstawie konceptu “procy grawitacyjnej”.

https://en.wikipedia.org/wiki/Gravity_assist

Statek kosmiczny może wejść na orbitę ciała niebieskiego i wykorzystać jego grawitację do zmiany kierunku ruchu i uzyskania dodatkowego napędu.

Zadałem sobie pytanie: co gdyby dwa ciała niebieskie weszły nawzajem na swoją orbitę (tzn w układ podwójny) i “rozpędziły” się wzajemnie? W tej sytuacji mogą wydarzyć się tylko trzy rzeczy:

  1. Planety złapią stabilną orbitę i będą tak sobie krążyć wokół siebie po kres wieczności.
  2. Planety spadną na siebie nawzajem, tzn. zapewne będą krążyć po coraz ciaśniejszej orbicie, aż w końcu się zderzą.
  3. Planety polecą w przeciwnych kierunkach (jeśli siła odśrodkowa będzie większa od wzajemnego przyciągania). Stąd porównanie z walcem.

Guzik się znam, spekuluję ;)

Podobała mi się też stylizacja językowa, całe te przegięte chwilami metafory i porównania właśnie jak z prozy Lovecrafta.

Aktualnie jestem w trakcie lektury. Cieszę się, że stylizacja jest odczytywalna :)

A tak serio to fajny pomysł miałeś.

Też tak sądzę! :D Zdaje sobie sprawę, że nie ma tu wiele więcej, poza pomysłem. Może powinienem dać lelka? ;>

Wytrącenie Ziemi i jej kosmiczny dryf akceptuję. Niemożliwe, ale na potrzeby utworu przecież trzeba wymyślić jakąś koncepcję, prawda?

Podobało mi się. Krótka forma i zamknięta historia – według mnie wydłużanie tego tekstu byłoby męczeniem buły.

 

A kto wie, czy jacyś Przedwieczni nie śpią pod lodem na Enceladusie?

Co śpi na Enceladusie, to już Bella opisała. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja nie stąd, nie wiem o co chodzi.

Bardzo dobry tekst, jak masz ochotę, to rozejrzyj się po piórkowych. A kawałka nawet można posłuchać – link znajdziesz w którymś z konkursowych wątków Darcona.

Babska logika rządzi!

Że dobrze trzymasz styl – to nie ulega wątpliwości. Poetycko napisane i sens ma. A teraz (^v^) czepialstwo:

 zaściełały podłoże łatami

Czy łaty zaścielają?

 ziewnęła buczeniem

Kurczę, dobre i niedobre. Dobre, że ziewnęła generatorami, ale czy mogła ziewnąć buczeniem?

 membrana wewnątrz stalowego pudła przykuła bezoką istotę mocą

Przykuć musiała do czegoś. Może przykuła jej uwagę?

 Ziemia zerwała się z grawitacyjnego postronka i poleciała w kosmos, jak pocisk wystrzelony z procy. Specjaliści z IAA obliczyli, że kometa uderzy w księżyc.

Związek między tymi zdaniami widać dopiero po paru akapitach.

 Oczywiście, wybuchła wojna. Populacja globu była dwudziestokrotnie liczniejsza, więc zgotowaliśmy sobie nuklearną uwerturę do nadchodzącej symfonii zagłady.

Dałoby się to poprzestawiać, żeby było jaśniejsze, ale możesz woleć lovecraftowską ciemność – więc tylko zaznaczam.

 zgodna w jednym przedsięwzięciu

Dziwne sformułowanie.

 mieszkańców spoza elity

Mieszkańców czego?

 Kometa, która uderzyła w księżyc

To już Ci wytknięto, więc powiem tylko – gdyby uderzyła, to nie byłoby grawitacyjnego walca. Może: która miała uderzyć? (tj. astronomowie źle wyliczyli trajektorię)

 Gdybyśmy trzymali się metafizyki Arystotelesa

… tylko, jeśli myśli ludzi kształtują wszechświat bezpośrednio :P

 pożegnać technologiczny triumfalizm

Don't be too proud of this technological terror you've constructed.

 drzewa zastygłe w mroźne posągi

Zmrożone, albo lodowe – mroźne jest powietrze.

 piece przepaliły resztki

Wypaliły, albo spaliły, albo zużyły – przepala się dziurę w czymś.

 fauna zaścieliła glob celulozowymi szczątkami

Fauna nie jest z celulozy :P

 odseparowanych mrowiskach

Odseparowanych = oddzielonych. Od czego?

 przepoczwarzyć matczyną cywilizację

Sama nie wiem, czy mi się to podoba.

 alternatywnymi źródłami energii

Wobec czego? Słońce napędza wiatr i wodę, paliwa kopalne powstały ze szczątków organicznych – energia odnawialna pochodzi w całości ze Słońca, poza geotermalną, która też się kiedyś wyczerpie, a zapasy paliw atomowych już wyczerpane. All is lost.

 kulturami roślin bezsłonecznych

Nie ma czegoś takiego. Mogą być chemoautotrofy, ale one też potrzebują energii. All is lost.

 Wykrwawiliśmy w zimną pustkę zbyt wiele ciepła

Troszkę przesadzasz – wykrwawia się ktoś, nie krew z kogoś. Ja dałabym: zbyt wiele ciepła przepuściliśmy przez palce w zimną pustkę.

 powinniśmy szukać naszej przyszłości

A nie "powinniśmy byli"?

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

 ziewnęła buczeniem

Kurczę, dobre i niedobre. Dobre, że ziewnęła generatorami, ale czy mogła ziewnąć buczeniem?

Jeśli można śpiewać altem, to prawdopodobnie można też ziewać buczeniem. Można też uderzyć wypadem albo, jak w wiedźminie, uciec piruetem.

membrana wewnątrz stalowego pudła przykuła bezoką istotę mocą

Przykuć musiała do czegoś. Może przykuła jej uwagę?

To jest mistyczne przeżycie. Istota została przykuta i tyle :P Przykucie uwagi to co innego, niż totalne zahipnotyzowanie obcym zjawiskiem.

Ziemia zerwała się z grawitacyjnego postronka i poleciała w kosmos, jak pocisk wystrzelony z procy. Specjaliści z IAA obliczyli, że kometa uderzy w księżyc.

Związek między tymi zdaniami widać dopiero po paru akapitach.

Wiem, zastanawiałem się nad tym. Zdecydowałem się na taką konstrukcję wypowiedzi, żeby zahaczyć czytelnika dziwaczną frazą, której znaczenie wyjaśnia się w dalszej części tekstu.

 Kometa, która uderzyła w księżyc

To już Ci wytknięto, więc powiem tylko – gdyby uderzyła, to nie byłoby grawitacyjnego walca. Może: która miała uderzyć? (tj. astronomowie źle wyliczyli trajektorię)

Widziałem to w ten sposób, że kometa zmiotła księżyc, zasypała Ziemię odłamkami, zakrecila się kilka razy “w walcu” z naszą planetą i poleciała w kosmos.

fauna zaścieliła glob celulozowymi szczątkami

Fauna nie jest z celulozy :P

Fauna jest z różnych rzeczy, ale celuloza jest głównym składnikiem błon, prawda? Inaczej z czego byłby robiony papier? Nie jestem specjalistą, mogę się mylić :(

https://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82onnik

Bardzo dziękuję za łapankę, bezbłędnie wychwytujesz nieadekwatne złożenia. Niektórych sformułowań jestem skłonny bronić, w imię wolności :) Zwykle masz jednak rację.

Ładnie opisany obrazek, klimacik porządny, ale tego tekstu nie kupuję. Pewnie dlatego, że nie przepadam za Lovecraftem, a i inspiracje jego pisaniem… no, czasem trafiają, ale nie tym razem.

Jeśli można śpiewać altem, to prawdopodobnie można też ziewać buczeniem.

Źle to powiedziałam – nie chodziło mi o to, że ziewnęła dźwiękiem X, tylko o to, czy buczenie jest ziewliwe (słowotwórstwo, jej :D).

 Widziałem to w ten sposób, że kometa zmiotła księżyc, zasypała Ziemię odłamkami, zakrecila się kilka razy “w walcu” z naszą planetą i poleciała w kosmos.

No, właśnie nie jestem specjalistką, więc lepiej spytaj kogoś, kto się zna, bo może się okazać, że to Ty masz rację.

 Fauna jest z różnych rzeczy, ale celuloza jest głównym składnikiem błon, prawda?

Nie – głównym składnikiem błon komórkowych są tłuszcze. Nazwa "błonnik" jest w tym kontekście trochę myląca, bo celuloza buduje właśnie nie błony, a ściany komórkowe roślin (ale nie grzybów) – czyli flory. Fauna to zwierzątka, a one ścian komórkowych nie mają.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Nie – głównym składnikiem błon komórkowych są tłuszcze. Nazwa "błonnik" jest w tym kontekście trochę myląca, bo celuloza buduje właśnie nie błony, a ściany komórkowe roślin (ale nie grzybów) – czyli flory. Fauna to zwierzątka, a one ścian komórkowych nie mają.

Chodziło mi oczywiście o roślinki , a napisałem fauna :( Nie wiem, co miałem w głowie.

Źle to powiedziałam – nie chodziło mi o to, że ziewnęła dźwiękiem X, tylko o to, czy buczenie jest ziewliwe (słowotwórstwo, jej :D).

Jeśli nie przez podobieństwo dźwięków, to przez pokrewny kontekst: maszyna się budzi, więc ziewa :D

No, właśnie nie jestem specjalistką, więc lepiej spytaj kogoś, kto się zna, bo może się okazać, że to Ty masz rację.

Też nie wiem ;D w tym wypadku skrót SF rozwija się do Silly Fiction. Podstawą “naukową” mojego pomysłu była proca grawitacyjna. Wydawało mi się, że jeśli obiekt wchodzący na orbitę będzie odpowiednio masywny, może wyrzucić planetę z orbity. Nie chciałem bezpośredniego zderzenia z Ziemią, bo sądzę, że to po prostu zniszczyłoby oba ciała.

Jak dla mnie to jest wstęp do czegoś większego. Fajnie się czyta, ale mam wrażenie nagłego przerwania transmisji.

przez pokrewny kontekst: maszyna się budzi, więc ziewa :D

I to właśnie mi się spodobało (bardzo) tylko nie wiem, czy buczenie nie psuje efektu.

w tym wypadku skrót SF rozwija się do Silly Fiction

Yay! ^v^

Wydawało mi się, że jeśli obiekt wchodzący na orbitę będzie odpowiednio masywny, może wyrzucić planetę z orbity.

Mnie też się tak wydaje, ale zakładać się o to nie mogę.

Nie wiem, co miałem w głowie.

Jak to, co? Smardze.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Całkiem dobrze ułożony szort, w sensie fabularnie. Warsztatowo też jest ok, już to wcześniej zauważyłem. Trochę zgrzyta przesłanie bohatera, nie lubię oczywistości.

Oczywiście, wybuchła wojna.

Nie wszystko dla wszystkich jest tak samo oczywiste. Także ton “notatki” nie bardzo mnie przekonuje. To brzmi trochę, jak tłumaczenie zagadnienia dziecku w szkole, a nie jak rozpaczliwy manifest. A jeśli ginie ludzkość, coś z emocjami bardziej powinno się tu dziać.

Jednak sama treść mnie chwyciła, ta wizja, te fakty i tłumaczenia. Jest w tym jakiś wzniosły klimat. Lubię takie apokalipsy.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję, Darconie! Zgadzam się, że zagłada ma swój szczególny urok i dostojeństwo.

Jeźdźcy Apokalipsy się zebrali i omawiają piękno zagłady, ja też chcę.

 

Uwielbiam gwałtowną pogodę, burze (zwłaszcza w górach), sztormy, pieruny, wysadzane budynki i zamieszki. Na widok takich rzeczy ogarnia mnie przyjemne poczucie pierwotnej trwogi i realnego kontaktu z rzeczywistością

Człowieku Powieszony, podzielam Twój zachwyt nad nieposkromioną pogodą, ale to o wysadzanych budynkach jest niepokojące :) Już wiadomo komu nie dawać do wisielczej łapy wiaderek trytolu.

ale to o wysadzanych budynkach jest niepokojące

Oglądałem kilka wyburzeń, zawsze chciałem też zobaczyć pożar, chociaż oczywiście nikomu nie życzę pozbawienia domu.

W literaturze też lubię patrzeć, jak rzeczy się walą, zarówno obiekty nieożywione, jak i struktury społeczne. Być może to upodobanie bierze się z niezgody na głupiejący porządek świata, w którym żyjemy.

Czasami ekosystem potrzebuje pożaru. Poza tym jest jakaś dziecięca radość w oglądaniu destrukcji.

https://www.youtube.com/watch?v=5mZ0_jor2_k

:D

Nie spodziewałem się, że ten tekst dostanie jakiekolwiek kliki, a tutaj nawet dyskusja się wywiązała.

Trochę taki strumień świadomości. Nie przepadam. Niestety jakoś nie porwał mnie ten tekst. Nie poczułam klimatu. :(

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bezoka istota zbliżyła się do urządzenia. Rdza, wilgoć i upływ czasu stopiły starożytną maszynę ze skałą. Kultury siarkowych bakterii zaściełały podłoże łatami brudnej żółci.

Antyczne sensory uchwyciły ruch intruza. Przebudzona aparatura ziewnęła buczeniem generatorów.

Nigdy nie czytałem Lovecrafta, ale czy on tak pisze? Pięć zdań o identycznej konstrukcji obok siebie? Koszmarnie to wygląda – i to jeszcze w otwierających akapitach.

 

Specjaliści z IAA obliczyli, że kometa uderzy w księżyc

Jeśli chodzi o naturalnego satelitę Ziemi to – Księżyc.

 

Napisane całkiem porządnie i nawet byłbym usatysfakcjonowany lekturą, ale warstwa science jakoś mnie gryzie. Co prawda z fizyki nigdy orłem nie byłem, ale to przecież nie tak, że orbita planety jest jak sznurek, po którym ona lata w kółko, tylko wraz z gwiazdą przyciągają się wzajemnie, więc cóż to musiałoby być za uderzenie komety, które zamiast zwyczajnie tę orbitę zmienić, wypchnęłoby Ziemię hen w kosmos, jednocześnie nie rozwalając jej na pół? :p Do tego ktoś tam pod koniec snuje przypuszczenie, że może kiedyś Ziemia trafi do innej gwiazdy i odzyska siły w jej ekosferze – tylko że do najbliższej nam gwiazdy są ponad cztery lata świetlne, leciałoby się tam cztery lata, lecąc z prędkością światła, a przecież Ziemia mogła zostać wybita w którąkolwiek stronę. Czyli nim ta biedna planeta gdziekolwiek by doleciała, zamieniłaby się najpewniej w lodowy kamulec, bo procesy geotermalne na bank by ustały, pozbawione ciepła Słońca.

Temat na pewno do dyskusji i chętnie zobaczyłbym, co ktoś znający się na rzeczy ma na ten temat do powiedzenia. Niemniej czytało mi się nieźle.

Zdaję sobie sprawę, że opisany przeze mnie scenariusz jest skrajnie nieprawdopodobny. “Ciemność” to z jednej strony eksperyment myślowy, z drugiej – katastroficzna alegoria. Nie należy brać tego za realistyczną prognozę.

Jak wyjaśniłem w komentarzach, kometa nie uderzyła w ziemię. Zmiotła księżyc i weszła w niestabilny uklad podwójny z ziemią. Ich wzajemna orbita poluzowała się, a potem oba ciała “uciekły” w przeciwnych kierunkach. Obrazek poglądowy:

https://astropolis.pl/uploads/monthly_2018_04/Orbit5.gif.22fe994ebe7e06b5aab8ad833a7f9263.gif

Pięć zdań o identycznej konstrukcji obok siebie? Koszmarnie to wygląda – i to jeszcze w otwierających akapitach.

Takie biolo :D

Czyli nim ta biedna planeta gdziekolwiek by doleciała, zamieniłaby się najpewniej w lodowy kamulec, bo procesy geotermalne na bank by ustały, pozbawione ciepła Słońca.

No jasne. Nagrany gość sam mówi, że to mało prawdopodobne (zarówno wytrącenie, jak i znalezienie nowego słońca). Łudzi się nadzieją. Znam z grubsza skalę kosmicznych przestrzeni.

Słońce służy tu zarówno jako rzeczywiste ciało niebieskie, jak i symbol korzeni ludzkości. Przypowieść dotyczy tego, że fundamenty cywilizacji technologicznej są, wbrew triumfalistycznemu zarozumialstwu, bardzo kruche. Jeśli pozbawić ludzi źródła ich sily, rasa zginie. To źródło można rozumieć różnie, to temat na długą dyskusję.

Obraz Ziemi lecącej przez pusty kosmos wydał mi sie poetycki i przerażajacy, więc nie chciałem, żeby względy prawdopodobieństwa przeszkodziły mi w napisaniu powyzszego szorta :)

Sensownie wyjaśniłeś trapiące mnie kwestie, Wisielcze, zatem klikam. :)

Fajny tekst, trochę poetycki, trochę ,,naukowy’’. Dobry, zamknięty short. Jedno co mnie osoboście razi to: Piliśmy gorącą krew Ziemi.

 

 Zryliśmy skorupę planety wznosząc podziemne mrowiska. Piliśmy gorącą krew Ziemi, która płynęła w magmowych tętnicach. Atom miał ogrzać paleniska naszego domu.

 

Atom miał nas ogrzać, skorupa – schronić, a magma… nakarmić???

Dlaczego nie? Niezłe źródło energii.

Babska logika rządzi!

Atom miał nas ogrzać, skorupa – schronić, a magma… nakarmić???

Nakarmić w sensie alternatywnego źródła energii, tak jak mówi Finkla.

Podobało mi się :)

;) Dzięki, Anet. Szalenie mi miło, bo czytasz niemal wszystkie moje teksty. W ogóle wolumen opowiadań, które połykasz, jest imponujący.

Na szczęście jest przycisk “przeczytane”, bo bym się zagubiła ;)

Usnąłem.

Nowa Fantastyka