- Opowiadanie: Szantar - Anatomia śmierci I

Anatomia śmierci I

Jest to mój pierwszy tekst opublikowany na niniejszej stronie i, szczerze mówiąc, nie za bardzo wiem, czego właściwie mam się spodziewać. Przede wszystkim liczę na konstruktywną krytykę - potrzebną, aby dalej się rozwijać. Nieco przerażona i zdenerwowana oddaję w Wasze ręce ów krótki utwór, mając nadzieję, że przypadnie wszystkim do gustu.

Oceny

Anatomia śmierci I

W rękach gruby konopny powróz. Na twarzy pozorny spokój. Jak wiele kosztował? Jak długo przyzwyczajali się do swojego fachu? Dłużej niż ja? Krócej? Ile razy załamywali się, ile razy byli łajani? Ile razy spartaczyli robotę przez trzęsące, niewprawne dłonie? A może przeciwnie – wprawne, ale niepewne, poruszone, wahające się w kluczowym momencie?

Zaiste, co za przewrotność Losu, myśli Lynx Lotigen spoglądając w ciszy na trójkę cieni.

Chcą już zaczynać, stwierdza w duchu. Są gotowi, by zacząć robotę. Ale czy ja jestem gotowa, by skończyć? Skończyć żywot?

My przecież wszyscy tak kończymy, myśli gorączkowo Lynx. Ale czy ja będę inna? Czy mi się uda? Tyle ścieżek, lecz wszystkie wydeptane, wszystkie przebyte, znane, prowadzące tutaj, nigdzie indziej. Wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy docieramy do jednego punktu, różnymi drogami, różnymi sposobami, ale wszystko i tak sprowadza się do tego jednego miejsca. Nie ominę go, tak jak inni nie ominęli. Tutaj jest kres, tutaj jest koniec. Czyż nie?

Szarpię się, kopię, gryzę, jak zwierzę. Tak bardzo chcę uciec, ale ucieczka jest bezsensowna. Walka jest głupia, jest beznadziejna. Nie umknę przed nieuchronnym. To zawsze się kończy, to jest ułudne, nieprawdziwe, fałszywe. Szorstki sznur, zawsze miałam go w rękach, teraz mam na szyi. Myśliwy zmienia się w ofiarę, ofiara w myśliwego. Koło się toczy, toczy, toczy…

Pętla zaciska się na jej szyi, Lotigen wyrywa się, wyrywa ręce, chwyta za powróz. Oprawcy wciągają ją wyżej, sapią, zmęczeni jej oporem. Aż wreszcie Lynx stoi na pieńku, na czubkach palców, rozpaczliwie wpija palce w sznur, toczy dzikim spojrzeniem po bezimiennych sylwetkach. Oni zaś podchodzą, siłą wyłamują jej ręce, krępują z tyłu. Lotigen przed oczyma ma ludzi, tylko ludzi, samych ludzi. Tych, których wysłała na drugą stronę. Widzi usta łapiące powietrze, otwierane i zamykane, jak u ryby. Jaką świetną krotochwilę opowiedziało życie, myśli. Teraz ja zawisnę, chwilę połapię powietrze jak szczupak, podyndam w drgawkach. Jak oni. Jak wszyscy.

Wisielec jest bardzo widoczny, efektowny, jeśli tylko wybrano drzewo przy odpowiednio uczęszczanym miejscu. Wisielec to niezwykły znak. Znak o milionie znaczeń. Ozdoba, brzydota, groteska, zwycięstwo, klęska, przestroga.

Lynx Lotigen dusi się własnym śmiechem.

I tak, myśli, i tak następni będą zbyt dumni, zbyt butni, by zrozumieć, będą sprytni, będą oszukiwać samych siebie, jak ja, dokładnie jak ja. A gdy zrozumieją, będzie za późno, będą już dyndać, może na tym drzewie lub tamtym…

Lynx rzęzi, parska, nikt nie rozumie, że właśnie śmieje się do rozpuku.

Umieram ze śmiechu, zaiste, umieram.

Po jej twarzy ciekną łzy, z ust wydobywa się urywany rechot.

Kopie ich po rękach, kopie po twarzach. Obcasy miażdżą nosy, rozrywają usta, wyciskają oczy.

I co? Tacy żeście chytrzy? Ale to ja przeżyłam więcej, ja zabiłam więcej, zatem ja jestem chytrzejsza! Zwierzęce prawo.

Przewracają pieniek, Lynx krztusi się, rzęzi, wisi, wytrzeszcza oczy.

Och, Lynx, droga Lynx! Jesteś niczym, jesteś tylko drobinką, pyłkiem na kartach historii!

Jak wszyscy, jak my wszyscy, myśli Lotigen. Każdy mój poprzednik, i każdy, który będzie następny po mnie. Umieramy cicho, nocą, w ciemności. Ukatrupieni przez zwykłych ludzi. Taka jest kolej rzeczy. Świat po nas nie płacze, świat nas nie pamięta. Bo świat już nie takie rzeczy widział, żeby uznać nas za coś godnego pamięci lub łez.

A mogłam wyjechać na wieś, mogłam żyć z dala od polityki, od miast i ludzi, mogłam sprawić, by wszyscy o mnie zapomnieli, by czas zatarł moje ślady.

Mogłam. Przecież mogłam wszystko.

Jakże byłam głupia, że tak nie uczyniłam, jakże byłam zapatrzona w pieniądze, władzę, kontakty. Jakże zaślepiona możliwościami, które sprowadzały się przecież tylko do takiej właśnie nocy, po której już mnie nie będzie. Ale my wszyscy tacy jesteśmy, wszyscy łapiemy się wciąż w te same sidła, w te same pułapki. My zawsze kończymy jednako.

Lynx śmieje się, już nawet nie oddycha, ale wciąż rechocze.

***

Medyk, wezwany na miejsce by potwierdzić zgon, był zdziwiony.

Jak to tak?, myślał, spoglądając na trupa. Jak to tak: umierać z uśmiechem na ustach?

Koniec

Komentarze

mając nadzieję, że przypadnie wszystkim do gustu.

To jest niemożliwe, ale nie ze względu na tekst, tylko z powodu natury rzeczywistości (są różni ludzie, każdemu podoba się co innego), nie musisz się przejmować.

Szarpię się, kopię, gryzę, jak zwierzę.

Bardzo ciekawa jest w tym tekście narracja, bo niby trzecioosobowa, a jednak bohaterka komentuje na bieżąco swoje poczynania. Rozumiem, że to pewna refleksja, ale czy na pewno człowiek kopiący i gryzący myśli jednocześnie o tym, że kopie i gryzie? A może to metafora i chodzi o szarpanie się z życiem (chyba jednak nie)?

Obcasy miażdżą nosy, rozrywają usta, wyciskają oczy.

Jest to praktycznie niemożliwe, to znaczy, no cóż, podejrzewam że wisielca przygotowuje się uważnie do zawiśnięcia (np. rozbiera się go, bije i tak dalej, żeby nie sprawiał problemów), ale nie jestem pewny, być może jakiś ekspert się jeszcze wypowie.

Przewracają pieniek, Lynx krztusi się, rzęzi, wisi, wytrzeszcza oczy.

Chyba nie tak to wygląda. Zdaje się, że przyczyna zgonu przy powieszeniu to zazwyczaj przerwanie rdzenia kręgowego.

 

Poza tym, jeśli ona faktycznie się dusi, to później wydaje z siebie naprawdę potężny monolog wewnętrzny, i chyba tylko to jest “fantastyką” w tym tekście, czyli dziwność sytuacji i nierealność zachowania bohaterki. To bardzo niebezpieczne komentować jako pierwszy, bo ciągle mam odczucie, że nie zrozumiałem czegoś kluczowego, ale ani “Lynx”, ani “Lotigen”, ani oba naraz nie dają absolutnie nic wartego uwagi w google, więc podejmuję ryzyko. Podobał mi się styl, bo jest bardzo fajny, w ogóle nawet na upartego, gdyby nic nie analizować, to podobał mi się też cały tekst, ale – o co chodzi? Te rozkminy o śmierci to jest sedno, a może to wstęp do czegoś większego? 

Nieco przerażona

będzie dobrze, wrzuć coś dłuższego…

Zdaje się, że przyczyna zgonu przy powieszeniu to zazwyczaj przerwanie rdzenia kręgowego.

Jak by powoli wieszać, to chyba może być uduszenie, ale ekspertem nie jestem ;) Niemniej w tekście jest garota, a to albo broń szybkiego duszenia, albo podrzynania gardła, zależy jaka konkretnie… Natomiast zasadniczo się na niej nie wiesza, więc garota i wisielec jakoś mi nie podchodzą.

 

“siłą załamują jej ręce” – tego nie rozumiem, załamywanie rąk to gest rozpaczy, a nie synonim łamania rąk

 

“z ust wydobywa się urwany rechot“ – chyba urywany?

 

“Kopie ich po rękach, kopie po twarzach. Obcasy miażdżą nosy, rozrywają usta, wyciskają oczy.“ – jak już zauważył przedpiśca, no way, nawet w szpilkach.

 

“Lynx śmieje się, już nawet nie oddycha, ale wciąż rechocze.” – to też trochę no way, ale na fantastykę za mało

 

No, zmartwię cię, autorko, ale captatio benevolentiae nie zadziałało i jakoś szczególnie mi to opowiadanie do gustu nie przypadło. Scena jest sugestywna, a styl oraz sposób prowadzenia narracji interesujący (choć ten drugi też lekko irytujący), ale to właściwie wszystko. Szort nie musi wyjaśniać świata, więc się nie czepnę, że nie wiem, gdzie to się dzieje, kim są “oni wszyscy”, kim jest bohaterka, dlaczego umiera, choć w sumie jako czytelniczka chciałabym o tym cokolwiek wiedzieć. Dajesz fajerwerk, ale jest to bardzo zimny ogień, bo tak radykalnie nie wiedząc nic o bohaterce, nie sposób się z nią w jakikolwiek sposób utożsamić, współczuć jej albo choćby czuć ulgę, że społeczeństwo się jej pozbyło. W rezultacie: do przeczytania bez bólu, ale i do zapomnienia bez bólu.

 

PS. tekst kompletnie nie tłumaczy tytułu, chyba że coś epicko przegapiłam

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

 

lk i drakaino – Bardzo dziękuję za komentarze! Nawet nie wiecie, jak się cieszę! Czegoś takiego mi brakowało, bo do tej pory teksty trzymałam raczej w szufladzie. Właściwie jesteście jednymi z pierwszych osób, które pomagają mi polepszyć warsztat :)

 

Błędy (załamywanie rąk etc.) już lecę poprawić, zaś parę kwestii szybko wyjaśnię, gdyż nie za bardzo wiedziałam, jak uczynić to wcześniej, przy publikacji szorta:

Wewnętrzny, bardzo długi monolog bohaterki ma swoje źródło w jej, zdaje mi się, fantastycznych zdolnościach – mianowicie, może ona przeżyć wiele śmierci. Na dodatek, doskonale o tym wie. Dlatego zamieściłam strach, lekkie oszołomienie, jednak pragnęłam również uwydatnić fakt, że jest w stanie zachować racjonalność.

Nie chciałam zaznaczać tego w utworze, żeby czytelnik mógł sam to odkryć (gdyż tekst ma kontynuację, której jeszcze nie odważyłam się opublikować). Pierwsza część miała być tajemnicza i rzeczywiście niezrozumiała. Następne, a jest ich jeszcze cztery, miały dowieść, że, paradoksalnie, swoją śmierć bohaterka przeżyła nie raz.

Próbowałam wskazać to tytułem – „Pierwsza śmierć Lynx Lotigen”. Miał sugerować, że może być ich więcej, ale mam wrażenie, że zrobiłam to (bardzo) nieumiejętnie. Postaram się, żeby następnym razem nie było takich kłopotów ;)

Całokształt miał się nazywać „Anatomia śmierci”, jednak zupełnie nie wiedziałam jak to zaznaczyć na tym portalu (jak już wspominałam, jestem całkowicie zielona).

 

Jeśli chodzi o miażdżenie nosów i inne przyjemności, wyobraziłam to sobie jako swoistą szaleńczą obronę głównej postaci – chociaż rozumie, że przeżyje, jej ciało mimo wszystko wyrywa się spod kontroli i, wspomagane adrenaliną, nawet balansując na jednej nodze, a drugą kopiąc przeciwników (no dobrze, to jest już trochę komiczne, jak tak się temu coraz bliżej przyglądam ;D) robi im jakąś krzywdę.

 

Z tego, co wiem, przyczyny zgonu mogą być dwie – najczęstsza, przerwanie rdzenia kręgowego lub rzadsza, odcięcie dopływu natlenionej krwi z płuc do mózgu, wówczas zgon następuje chyba po czterech minutach. Ale mogę się mylić. I bardzo przepraszam za garotę – to również dowód mojej „niefachowości”. Następnym razem spróbuję ugryźć temat bardziej profesjonalnie ;)

 

Co do informacji o postaci, o oprawcach i świecie – są one bardzo skąpe, lecz pomyślałam, że to trochę taka specyfika szorta. Dodam jeszcze, że bohaterka ma nakreśloną przeszłość, ale obawiam, się, że powieść ta ma zbyt niską jakość, by ją tutaj publikować. Dlatego też zdecydowałam się na wariacki ruch, żeby wstawić szorta, o którego postaciach właściwie nic nie wiadomo.

 

Jeszcze raz dziękuję za czas poświęcony na skomentowanie moich wypocin :)

Dzięki za wyjaśnienie, ale w takim razie, skoro to początek większej całości, oznaczenie powinno być "fragment", a nie szort… Od szorta wymagany jednak domknięcia opowieści, którego tu brakło. Ale jest to pierwszy od dawna fragment, na którego kontynuację czekam, mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Już poprawiam, dziękuję. Zmieniłam również tytuł, gdyż stary nie pasował do całości.

Ojeju, to teraz, mówiąc szczerze, odczuwam lekki stres :P Mam nadzieję, że podołam oczekiwaniom.

Zostawiłabym poprzedni tytuł jako tytuł rozdziału – był dobry, ale do zamkniętej całości nie pasował :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ot, scenka pozbawiona kontekstu, a przez to nieczytelna. Naprawdę nie bardzo wiem, Szantar, co miałaś nadzieję opowiedzieć. :(

 

Jak to tak?, my­ślał, spo­glą­da­jąc na trupa. –> Po pytajniku nie stawia się przecinka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytało mi się dobrze, z tym, że nie bardzo się wczułam :(

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka