- Opowiadanie: trukszyn - Jesteśmy zamrożeni (2)

Jesteśmy zamrożeni (2)

Grupa ludzi z różnych czasów zostaje wciągnięta przez anomalię czasoprzestrzenną. 

Jest to opowieść nie o anomalii (jej istnienie zostanie wyjaśnione naukowo), ale o ludzkiej psychice i ludzkich reakcjach na perspektywę życia wiecznego.

Tą opowieść traktuje jako ćwiczenie pisarskie, nic więcej.

Rozdział I 

Oceny

Jesteśmy zamrożeni (2)

(Poprzedni fragment: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21019)

ROZDZIAŁ II

Tomek otarł pot z czoła. Oparł dyszel dwukołowego wózka –  wypełnionego kartonami przemoczonymi przez morską wodę – o schodek werandy. Z trudem wyprostował plecy. Alice siedziała w swoim ulubionym fotelu, z podkurczonymi nogami. Położyła na kolanach książkę. Czytała ją z miną osoby całkowicie pochłoniętej tym, co robi.

– Ja pierdolę – powiedział głośno – ledwo to dotachałem.

– Już jesteś? – ucieszyła się – to siadaj, podam ci śniadanie. Usmażyłam naleśniki i zrobiłam warzywny farsz, taki jak lubisz – dodała z uśmiechem, zerwała się z fotela, zatupała bosymi stópkami o drewnianą podłogę przebierając nóżkami lekko niczym baletnica w “Dziadku do Orzechów” (od czasu, kiedy zobaczył przedstawienie “Bolszoja”, uważał te baletowe pod-biegiwanka za bardzo kobiece), dobiegła do otwartych drzwi i zniknęła wewnątrz chatynki.

Tomek z trudem wdrapał się na przedsionek. Ból w krzyżu sprawiał, że każdy krok kwitował cichym jękiem. Opadł bezwładnie w swój trzcinowy, wygodny fotel.

Alice uwinęła się szybko. Wkroczyła triumfalnie, trzymając w rękach trzcinowy stoliczek, na którym ułożyła dwa, gliniane talerze: jeden z pagórkiem, utworzonym z pięciu naleśników, drugi z farszem, poza tym drewnianą łyżkę, widelec, oraz wydrążony z kamienia kufel, wypełniony piwem po brzegi. Położyła to wszystko przed Tomaszem, zwichrzyła mu dłonią czuprynę, po czym wróciła na swój fotel, aby ponownie zatopić umysł w czytanej opowieści.

Nieśpiesznie nałożył farsz, zawinął dokładnie naleśnik, wsadził sobie do ust, odgryzł. “Smaczne” pomyślał.

– Wkurwia mnie, to codzienne zbieranie kartonów – powiedział z pełnymi ustami – może to dobry pomysł, co proponuje Jack?

– A co proponuje? – zapytała obojętnie Alice spoza kartek książki.

– Żeby zbierać to całe gówno do jednego magazynu i stamtąd rozdzielać każdemu, kto potrzebuje – wyjaśnił – a najlepiej powołać jakieś służby, które by się tym zajęły. Jakby nie patrzeć, większość z nas pochodzi z cywilizowanych państw. Powinniśmy się w końcu, kurwa, jakoś zorganizować, nie?

– Yhm – odpowiedziała – kiedyś mówiłeś, że to socjalizm i że my, ze Starszych Epok, mamy się od was uczyć.

– Po prostu wkurwia mnie, to codzienne zbieranie kartonów.

– To tylko dwie godziny wysiłku, potem możesz się lenić.

– A ogród warzywny? – zapytał Tomek wchłaniając kolejnego naleśnika. – Sam się zrobi?

– Nie wciskaj mi gówna, Tom. Nikt ci nie każe tego robić. Lubisz tam siedzieć. Masz duszę farmera.

Zgodził się. Bez swojego ogrodu warzywnego dostałby szału. Wielu z nich już pękło, jak – chociażby – ta biedna kobieta, co się błąka po dżungli, czekając na ratunek od Władimira Putina. Irena. Ładna, a do tego Polka. I też się dobrze pieprzyła. Poza tym nie lubiła awantur. Zawsze taka łagodna, uśmiechnięta… odbiło jej. Szkoda dziewczyny. Westchnął. Co tu dużo mówić…osiem godzin codziennej, ciężkiej pracy w polu, trzymało go w pionie.

– Co czytasz? – zapytał.

– Książkę z twoich czasów – odpowiedziała Alice głosem pełnym anielskiej cierpliwości.

– Ale jaki tytuł?

– Harry Potter i Komnata Tajemnic.

– Czytałem. Wciągające. Ale wiesz, co…? – Tomek przełknął ostatni kęs, chwycił kufel z piwem i wcisnął się w oparcie fotela. – To jest chujowe.

– Co jest chujowe? – Nie zrozumiała.

– Ogólnie wszystko, co dotyczy Harry’ego Pottera – wyjaśnił. – Wytłumacz mi, po co tworzyć jeszcze jeden chujowy świat? Mamy naszą, pojebaną rzeczywistość i to wystarczy, nie uważasz? Autorka tworzy nową przestrzeń tylko po to, żeby ją obsrać tym samym gównem, które widzi wokół siebie. Chora dziwka, nie sądzisz?

Alice odłożyła książkę. Spojrzała na niego ze złością.

– Jak zwykle! Masz pełny brzuch i zebrało ci się na wykład! – powiedziała podniesionym głosem. – Ty i te twoje oceny! Wskazujesz palcem i osądzasz: to jest chujowe, a to nie! A kto ciebie pyta o zdanie? Myślisz, że w ogóle kogoś obchodzi, co myśli taki nieudacznik, jak ty?

– Nie mogę mieć własnej opinii?

– Tom, do diabła! Nie dajesz ludziom wolności! Wszystko chcesz kontrolować i układać po swojemu! Jesteś wypełniony pychą, a przecież nie jesteś nikim wartościowym!!! Nie masz w sobie ani trochę skromności, ty cipo! – krzyknęła.

– Czemu “cipo”? – zainteresował się.

– Wszyscy z twoich czasów, to cipy! A szczególnie polacks! – Alice wydęła wzgardliwie usta. – Kim ty jesteś, Tom? Dostałeś wszystko za darmo! Od dziecka miałeś ciepłe mieszkanie, pełny żołądek, edukację, wakacje nad morzem. Skończyłeś bezpłatne studia. Dzięki koneksjom swojego ojca dostałeś pracę w urzędzie, gdzie nie miałeś nic do roboty. Poznałeś fantastyczną kobietę, którą zostawiłeś bez powodu! I jeszcze unikałeś płacenia alimentów! Całe życie byłeś obrażony na świat, bo nie docenił twojego rzekomego geniuszu! Niczego nie potrafisz docenić, bo wszystko za łatwo ci przyszło!! Zawsze narzekasz! Ciągle masz pretensję! Nieustannie się wymądrzasz! Umierasz, kiedy masz przyciągnąć lekki wózek! Jesteś słaby, głupi, leniwy, wiecznie obrażony, skrzywdzony, ty miękki fiucie! Mój ojciec, gdyby wiedział, że jestem z tobą, to by mi sprał tyłek, ale ciebie by nie tknął, bo dla niego takie coś jak ty, nie byłoby godne manta! Prawdziwy mężczyzna nawet by się do ciebie nie odezwał, nie mówiąc o biciu! To by było poniżej jego godności!

Zabolało.

– No i? – zapytał, siląc się na lekceważący ton.

– Zastanawiałeś się nad tym, że może ta książka o młodym sierocie, który okaże się być wielkim czarodziejem, jest komuś potrzebna? Komuś, kto jak Harry, siedzi bez rodziców kątem u rodziny, wykorzystywany, obśmiewany, skazany już za dziecka na bylejakość, pozbawiony złudzeń, marzeń… i wszystko co ma, to tą opowieść o tym, że jego życie może się zmienić, że może stać się kimś innym? Czy ten twój cyniczny, polaczkowy łeb, chociaż przez sekundę pomyślał, że ta książka, może właśnie teraz, ratuje komuś życie?

Ziewnął ostentacyjnie. Przeciągnął się, wyprostował nogi, potem zgiął i jeszcze raz wyprostował. Wstał, podskoczył kilka razy.

– Idę robić przy ogrodzie – oznajmił. Nie patrząc na nią, zszedł po schodach werandy. Zatrzymał się.

– Mam prośbę – powiedział, patrząc przed siebie – nie oceniaj ludzi z moich czasów, ani Polaków, przez pryzmat mojej osoby. To jest dla nich bardzo krzywdzące.

– Tom – szepnęła Alice – Tom…

– No? – Odwrócił się.

– Kocham cię – powiedziała cicho, nieśmiało – i wiem, że jestem czasami głupią dziwką. Przepraszam.

Milczał. Czuł, że trudno mu jest tak zwyczajnie oznajmić: nie było sprawy. Tak się nie da. Kolejny cios, kolejna rana. Zostanie tam już na zawsze. Zabliźni się, ale jeszcze nie raz ją poczuje.

– Okay – rzekł – właściwie, mam tylko ciebie. I ogród. Bez was… no to chyba tylko dżungla…

Nie powiedziała nic, uśmiechnęła się tylko, ale znał ją bardzo dobrze i wiedział, że jest mu wdzięczna. Znowu, wspaniałomyślnie, uwolnił ją od poczucia winy. Nieważne. Teraz liczył się już tylko Ogród. Osiem godzin wolności od myślenia o Wyspie.

 

(ciąg dalszy nastąpi)

 

Koniec

Komentarze

Już wiem, że będę czytał kolejne epizody. Druga część podtrzymała wrażenie z pierwszej.

Relacja między bohaterami oscyluje dynamicznie i zaprzecza oczekiwaniom. Znowu kojarzy mi się z Bukowskim, a to naprawdę duży komplement.

Tylko wyrzuć te wielokrotne wykrzykniki, na miłość Wotana. Niczemu nie służą.

Ok, dzięki, poprawiłem.

 

POZDRAWIAM :)

Czytało mi się całkiem dobrze, tylko dla mnie to są za krótkie fragmenty – gdzie ta niezwykła anomalia czasoprzestrzenna? Na razie wiem tyle, że jest dżungla i ludzie przez dwie godziny dziennie zbierają mokre kartony. Trochę mało :(

Znam tylko pięć liter ;)

Anet – dzięki. Niedługo opublikuje następne fragmenty. Cała opowieść będzie tutaj wystawiona, jako ćwiczenie warsztatowe, także wszystkiego się dowiesz.

 

Pozdrowienia.

No cóż, rozdział drugi prezentuje się nieco lepiej, choć także napisany jest nie najlepiej. Nic więcej na razie nie umiem powiedzieć, bo po dwóch fragmentach trudno się zorientować, o co tu chodzi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Treść postu usunąłem.

Czy dobrze rozumiem, Trukszynie, że zamieszczając streszczenie opowieść postanowiłeś, że kolejnych rozdziałów już nie będzie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomyślałem, że streszczenie może ułatwić lekturę dalszych fragmentów. Muszę brać pod uwagę, że macie tutaj ogromną ilość tekstów do przeczytania i pewnie to męczy, kiedy akcja rozwija się w ciągu trzech, czterech obszernych fragmentów. Inaczej jest chyba, kiedy się czyta “na raz”. Wówczas dajemy Autorowi (przynajmniej ja tak robię) czas do – powiedzmy – sześćdziesiątej strony, i jak dalej nic nie rozumiemy, no to odkładamy książkę. Ja teraz czytam “Mroczną Wieżę – Ziemie Jałowe” i jestem przy czterdziestej stronie i ziewam, ale z szacunku dla nazwiska brnę dalej :D Nie jest to powieść, która mnie wciągnęła, jak dotąd. Konkludując: mając streszczenie, może będzie łatwiej “kleić” poszczególne fragmenty.

Trukszynie, nie wiem jak do streszczeń podchodzą inni użytkownicy, ale mnie Twoje spoilery skutecznie zniechęciły do dalszej lektury. Po co mam czytać kolejne rozdziały, skoro powiedziałeś tak wiele?

I nie musisz przejmować się ilością tekstów, które czytamy – każdy czyta tyle, ile chce. Zważ jednak, że na tej stronie z założenia zamieszcza się opowiadania. Nie powieści, nie fragmenty, nie prologi i nie pojedyncze rozdziały, choć oczywiście nikt nikomu tego nie zabrania. Tyle że każdy autor takich niedokończonych tekstów musi liczyć się z tym, że spotkają się one z małym zainteresowanie, a odzew komentujących będzie raczej niewielki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm, no to się pomyliłem, bo pomyślałem, że może tego brakuje przy takiej specyficznej publikacji… to teraz już sam nie wiem, czy zostawić to streszczenie, czy usunąć? 

Mam jednak nadzieję, że parę ciekawych uwag/poprawek/wskazówek wpadnie. 

Trukszynie, wyraziłam jedynie swoje zdanie i teraz mogę tylko pozostawić Cię z nadzieją, że może wypowiedzą się jeszcze inni użytkownicy i zostawią bardziej konstruktywne uwagi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję.

Bardzo proszę. Jeśli w czymś pomogłam, to bardzo się cieszę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka