- Opowiadanie: trukszyn - Jesteśmy zamrożeni(1)

Jesteśmy zamrożeni(1)

Grupa ludzi z różnych czasów zostaje wciągnięta przez anomalię czasoprzestrzenną. 

Jest to opowieść nie o anomalii (jej istnienie zostanie wyjaśnione naukowo), ale o ludzkiej psychice i ludzkich reakcjach na perspektywę życia wiecznego.

Tą opowieść traktuje jako ćwiczenie pisarskie, nic więcej.

Rozdział II

 

Oceny

Jesteśmy zamrożeni(1)

Rozdział I

– Miałem wtedy czternaście lat – powiedział Tomek. Siedział na werandzie, w wygodnym, wyplatanym z trzciny fotelu. Nogi oparł o drewnianą balustradę. W dłoni trzymał pękatą butelkę wypełnioną do połowy szlachetną whiskey Ballantine's 12yo. Druga połowa krążyła już w jego układzie krwionośnym.

– Ojciec załatwił mi kolonie na Węgrzech.To było coś! – Pociągnął z butelki solidnie. – Ty tego nie zrozumiesz. W tamtych czasach, wyjechać za granicę…

– Wiesz, że gówno mnie to obchodzi? – przerwała mu Alice.

– Siedziałem koło jakiejś cipy w autobusie, jechaliśmy z Dworca Głównego w Budapeszcie do ośrodka kolonijnego w Szeksardzie. Iza zajęła miejsce rząd obok, miała odsłonięte nogi. Co to był za widok! Nie mogłem oderwać wzroku! Cały czas mi stał. Nie wiedziałem wcześniej, że on może być taki twardy.

– Twój angielski jest beznadziejny – stwierdziła Alice – nienawidzę tego słowiańskiego akcentu.

– Jak to jest…? – zapytał refleksyjnie. – W szkole, wszystkie dupy mnie ignorowały, na podwórku też. Byłem zerem. Nie brali mnie do drużyny na wuefie, nie miałem dobrych ocen… a na koloniach, superbohater. Zawsze byłem grupowym, zawsze miałem koło siebie jakichś przydupasów, którzy pragnęli się ze mną zakumplować, ulubieniec wychowawców, nieustannie wybierany na prowadzącego wszystkie imprezy, wreszcie dupy… jakby dostały szału… siadały mi na kolanach, lizałem się z nimi w kiblu… umiesz mi to wyjaśnić patrząc z perspektywy kobiecej logiki?

– Spierdalaj. – Usłyszał w odpowiedzi.

– Najpierw doczepiła się do mnie taka starsza, nie pamiętam jej imienia. Właziła mi do łóżka i waliła konia. To było przyjemne. Czułem, że powinienem ją bzyknąć, ale nie wiedziałem jak, a ona, akurat do bzykania się nie paliła. Wracając do Izy… kiedy ją widziałem, dostawałem pierdolca! Ewidentnie kobieta mi przeznaczona. Dobrałem się do niej dopiero po zakończeniu turnusu. W pociągu. Dali nam łóżka w jednym przedziale. To musiał być znak.

Alice pokazała mu środkowy palec.

– Mieliście wtedy w Ameryce kuszetki? Nieważne, chuj mnie to obchodzi.Jechaliśmy kilkanaście godzin. Jakiś czas, wiesz, podchodziliśmy do siebie, a to flircik, a to gadka-szmatka, siadanie na kolanach, całuski, coraz śmielej, lizaczek, macanko, atmosfera konsekwentnie ładowana erotyzmem cały dzień, czujesz to? Zapadł wieczór, laska wchodzi mi do łóżka. Dotykamy się, rozsuwam jej nogi, wchodzę na nią,  wkładam go… i słyszę, że krzyczy! Przestraszyłem się i też wrzasnąłem! Błąd – jak się okazało. Obudziliśmy współpasażerów, w tym dwoje szacownych Czechów. Pomoc, pomoc – ryczą jak opętani! Ktoś pociągnął za hamulec awaryjny, pociąg się zatrzymuje, przybiega pijany wychowawca. Noooo… – Tomek pokręcił głową z podziwem. – To też były niezłe typy, mam na myśli naszych opiekunów. Przez cały turnus, w dzień handlowali na węgierskim rynku jakimiś ręcznikami, czy chuj wie czym, a wieczorem chlali. Wszystko mieli w dupie. Pewnego razu, pojechaliśmy z chłopakami na wycieczkę do Budapesztu. Wróciliśmy późnym wieczorem, schlani tanim wińskiem. Niczego nie zauważyli. Ale wtedy byli czujni, skurwysyny! Więc wychowawca przybiegł, oczywiście też zaczął wrzeszczeć!! Ludzie z całego pociągu się zbiegli no i podziwiają scenkę – wybuchnął śmiechem – wyobrażasz sobie? Ja, ze sterczącym zakrwawionym lekko fiutem, ona rozhisteryzowana, że krew jej leci z cipy, pijany wychowawca wrzeszczy, Czesi wrzeszczą, konduktor wrzeszczy, pociąg stoi gdzieś polu w środku Czechosłowacji … jaja, mówię ci!!!

Śmiał się długo.

Wieczorny mrok szybko otulał werandę drewnianej chaty. Z dżungli wyłoniła się kobieta w średnim wieku, koszmarnie brudna, zaniedbana, ubrana w stare szmaty. Wyglądała okropnie, lecz poruszała się całkiem zgrabnie. Tomek opróżnił kilkoma głębszymi butelkę do jednej trzeciej. Kobieta, lekko jak duch, przeszła przez wykarczowane pólko z grządkami warzywnymi, weszła  na schody werandy i bez słowa podała mu dużą, wilgotną kartkę papieru.

– Rebus Kryminalny – przeczytał po polsku, nie bez trudności z powodu zapadającego mroku. Szum w głowie też nie pomagał.

 

REBUS KRYMINALNY

Mojego Męża Rodowego Władimira Putina Prezydenta Federacji Rosji.

Na świecie są teraz dwa prawidłowe ucha igielne. Jedno w Polsce, a jedno u mojego męża rodowego.

Jednego człowieka z uchem igielnym prawidłowym mój mąż rodowy Putin zastrzelił z broni palnej z powodu zazdrości politycznej.

Czy ktoś z Państwa wie kogo?

Moje potrójne ucho igielne zostało bardzo pogwałcone lecz się buduję i go odzyskuję.

Chciałam nadmienić, że po zczytaniu mnie metodami KGB oraz SB inaczej funkcjonuję w pozycji leżącej kiedy śpię i po przebudzeniu, inaczej w pozycji siedzącej, a inaczej też w pozycji stojącej.

W pozycji stojącej na wysokich obcasach, gdzie osiągam wzrost od 182-186,7cm czuję się najlepiej i oświadczam, że w moim obejściu lubię biegać na obcasach do "zmęczenia materiału" czyli mojej osoby pełnej Godności.

Po wstaniu z łóżka rano dochodzę do siebie od dwóch do nawet czterech godzin z powodu zmiany pozycji z leżącej na siedzącą i stojącą.

Czy miał taką sytuację były Prezydent Polski Lech Wałęsa?

 

– Nie wiem, Irenko – odpowiedział Tomek.

Kobieta kiwnęła głową, najwyraźniej usatysfakcjonowana. Odwróciła się i odeszła tą samą drogą. Obserwował ją beznamiętnie, dopóki nie zniknęła w mroku dżungli.

– Kiedy miałem siedemnaście lat – rzekł – popiłem z kolegami. Wracałem autobusem, no wiesz, byłem trochę zamroczony. Siedziałem. Tłoczno, dupa przy dupie. Poczułem, że dotykam kobiecej nogi. Zacząłem ją pieścić, odruchowo. Delikatnie, po prostu…jak to powiedzieć… koniuszkami palców. Spojrzałem na nią. Stała nade mną, patrzyła i uśmiechała się, więc ja, niewiele myśląc, myk … rękę do majtek. Wypalcowałem ją w tym autobusie – roześmiał się – nic nie powiedziała. Na przystanku “dwudziestego szóstego kwietnia” wysiadła, ja za nią. Zawołałem coś… odwraca się… i co widzę? Śmieje się, suka! Miała ze czterdzieści lat, ja siedemnaście, ładna, zadbana, zgrabna, przyjemna buźka, pyta: czego chcesz? Coś tam powiedziałem, nie pamiętam co. Zaciągnęła mnie do swojego mieszkania. To było najlepsze ruchanko w moim życiu! Bogowie, co ta kobieta wyprawiała!

Dokończył butelkę. Z trudnością rozpoznawał kształty werandowych mebli. Alice zniknęła gdzieś w mroku nocy. Popatrzył na nieruchomy księżyc.

“Zawsze ten sam, w tym samym układzie gwiazd” pomyślał i poczuł, że wściekłość doprowadza jego krew go do wrzenia.

– A z tym przystankiem, to też się wiąże śmieszna historia – wybełkotał z trudem – kiedyś wracaliśmy z córką, autobusem…

– … i ona, usłyszawszy zapowiedź przystanku o nazwie “dwudziestego szóstego kwietnia”, powiedziała:“tato, ale fajne macie autobusy w tym Szczecinie, potrafią podróżować w czasie”!!!! – wybuchnęła Alice – kurwa, kurwa, kurwa, ty jebany matkojebco, opowiadasz mi te historie już tysiąc lat, tysiąc pierdolonych lat!!!!

Alice zanurzyła się w spazmatycznym szlochu. Pochlipywała, jak mała dziewczynka, lecz co jakiś czas jej kruchym ciałem wstrząsał dreszcz. Wtedy, z piersi dziewczyny wydobywało się rozpaczliwe wycie.

Tomek kiwał obojętnie głową. Słodka melodia szlagieru: “It had to be you” w aranżacji na saksofon (usłyszał ją kiedyś na żywo w gorzowskim klubie “Pod Filarami” i zachwycił tak bardzo, że zainteresował się jazzem)  wypłynęła z głębin jego, zamroczonej alkoholem, podświadomości, a potem rozlała się po okolicy, wypełniając sobą werandę, dżunglę, szumiący za plecami ocean, rozgwieżdżone niebo, okrągły księżyc, na ostatku: Kosmos.

Why do I do, just as you say – zabeczał przeraźliwie – why must I just, give you your way, why do I sigh, why don't I try to forget – zawiesił ton – It must have been, that something lovers call fate, kept me saying: "I have to wait"  

And saw them all – zawył pytająco, podnosząc głos i dokończył – Just couldn't fall until we met.

Wstał, chwiejąc się zszedł po schodach. Spojrzał na Księżyc.

– It had to be you! – zaskrzeczał entuzjastycznie – I wandered around, and finally found the somebody who, could make me be true, and could make me be blue! – Całkowicie zgubił melodię.

Zamknij się!krzyknęła Alice.Zamknij mordę!!

– Even be glad, just to be sad – ryczał, jak stado wściekłych demonów – Thinking of you – wybełkotał, po czym zamilkł. Patrzył nieruchomo w swoje stopy.

– Tom – rozległ się w ciemności głos Alice, nagle słodki i powabny. – Choć się pieprzyć. Zaraz północ. Nie zdążymy skończyć, jeśli teraz nie zaczniemy.

– Czemu nie pójdziesz do swoich? – zapytał z trudem. Czuł narastający, nieprzyjemny skurcz, niestety, gdzieś w okolicach żołądka. To mogło znaczyć tylko jedno.

– Bo tylko ty, potrafisz tak mnie pieprzyć – mruknęła z rozkoszą Alice. Wstała ze swojego fotela, przeciągnęła się, unosząc wysoko ręce, roześmiała srebrzyście, lekko, niewinnie. Widział zarys konturów jej ciała tylko dzięki białej, długiej do kolan koszuli, która kontrastowała z mrokiem nocy.

– Ja ci zrobiłem tą…yh… koszulę – powiedział, pochylił się i rzygnął przed siebie. Uśmiechnął półgębkiem…poprawił… wyprostował plecy, niedobrze… pochylił się…jeszcze poprawił… tym razem to wystarczyło… co za ulga! Odetchnął. Wytarł usta rękawem koszuli. Schował głowę w dłonie.

– Jestem zmęczony, taki zmęczony…– szepnął cicho.

Alice, śpiewając wesoło coś pod nosem, weszła do chaty. Tomasz stał przez kilka minut z głową wtuloną w dłonie, lecz w końcu opuścił ręce, spojrzał na Księżyc, westchnął. Bez entuzjazmu podążył jej śladem.

Trzydzieści minut później, pólko z grządkami warzywnymi przeszył (niemal w tej samej chwili), krzyk rozkoszy dwóch kobiet. Jedną z nich była Alice. Roztapiała się, jak masło na rozgrzanej patelni, w wielokrotnym orgazmie, nad którym z dzikim zaangażowaniem pracował Tomek. Drugą: zaniedbana kobieta, która przyniosła Rebus Kryminalny, a teraz, oparta plecami o palmę i z rozchylonymi udami, masturbowała się gwałtownie, myśląc intensywnie o tym, jak drobna, ciepła i wilgotna wagina Alice, przyjmuje wielkiego, twardego, tomkowego członka.

(Następny fragment: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21022)

Koniec

Komentarze

Niestety, to nie dla mnie. Nie mam problemów z wulgaryzmami w opowiadaniach, ale tutaj, miałem wrażenie, występowały w każdym zdaniu. Poza tym monolog sprośnych przechwałek bohatera to nie jest coś, co zachwyci czytelnika.

Wyczuwam vibes’y Bukowskiego. Trzeba przyznać, że ta scena ma dobrą konstrukcję: jest napięcie, jest konflikt, jest rozstrzygnięcie.

Jest też pewna dawka strawnie sprzedanego absurdu; styl zagadki kryminalnej jest ucieszny.

Nie mam pojęcia, dokąd to zmierza, ale podobało mi się, bo zdania są mocne, a narracja wciąga przez to, że co kilka zdań zaprzecza oczekiwaniom czytelnika.

Inna sprawa, że jest to fragment wulgarny i pornograficzny :)

“Roztapiała się, jak masło na rozgrzanej patelni”

Jak nie lubię postpsychoanalitycznego dramatu amerykańskiego, tak jako metaforę seksapilu wolę jednak kotkę na gorącym blaszanym dachu i to zasadniczo podsumowuje mój stosunek do tego tekstu. Oraz: usiłowałam doszukać się w tym bełkocie fantastyki, ale nie zdołałam.

 

PS. Wisielcze: vibesy bez apostrofu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziesięć tysięcy znaków to jeszcze nie powieść :P Also – why the English title? Eh?

wyplatanym z trzciny, fotelu

To nie wtrącenie, więc przecinek niepotrzebny.

 obszerną, pękatą butelkę

Wystarczy jedno określenie – ja zostawiłabym "pękatą" bo odpowiedniejsze i bardziej obrazowe.

 typowany na prowadzącego

Raczej – wybierany. Typowany na X to taki, co do którego przewiduje się, że zostanie Xem.

 Z dżungli wyłoniła się kobieta…

Hę? Z jakiej dżungli? Nic nie mówiłeś o dżungli. Zupełne non sequitur.

 Tomek opróżnił kilkoma głębszymi butelkę do jednej trzeciej.

Tak, ot? I nie jestem pewna, czy "kilka głębszych" to idiom odnoszący się do łyków – czy do kieliszków.

 wie kogo

Wie, kogo.

 go odzyskuję

Jeśli ucho, to je odzyskuję. Przed "lecz" przecinek.

 zczytaniu

Sczytaniu.

 Czy miał taką sytuację

Czy był w takiej sytuacji. Cały ten rebus wygląda na płód umysłu zwałęsiałego.

 aż do momentu w którym zniknęła w mroku dżungli.

Zgrabniej byłoby: dopóki nie zniknęła w mroku dżungli.

 Zawsze ten sam, w tym samym układzie gwiazd

Hę?

 zanurzyła się w spazmatycznym szlochu

Bardzo purpurowe.

 Wtedy, z piersi

Zbędny przecinek.

 głos Alice, nagle słodki i powabny

Huśtawka nastrojów, czy postanowiła go zwabić, zamordować i zakopać w ogrodzie, byle się zamknął?

 Mógł widzieć zarys

Anglicyzm. Widział zarys.

 

Twój bohater, wybacz, jest palantem. Jeśli o to Ci chodziło – OK. Ale nie widzę, po co tyle wulgaryzmów, przypadkowego seksu, ani w ogóle o co chodzi w tym tekście. Na pewno nie jest to kryminał (chyba, że Alice zamorduje tego faceta nożem do chleba). Napięcia nie stwierdziłam, nie stwierdziłam również fantastyki, poza tym, że ja osobiście nie tknęłabym tego gościa długim kijem. No, może, żeby go zdzielić w łeb.

 Poza tym monolog sprośnych przechwałek bohatera to nie jest coś, co zachwyci czytelnika.

O, to, to. A nic więcej tu nie ma.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

A moja ocena tego tekstu jest pozytywna. Autor rozumie, jak budować scenę i utrzymać zaangażowanie czytelnika. Czytałem wiele opowiadań z dobrym pomysłem, które wyłożyły się przez brak tej umiejętności.

Ludzie, dajcie Tomkowi szanse :) Przecież to jego pierwsze wejście! Wszystko się wyjaśni. To jest FRAGMENT… mam wrażenie, ze to wam umknęło, hę? ;)

 

Tarnina, dzięki, poprawiłem, oprócz listu Irenki, który jest autorski i Irenka nie wybaczy mi żadnych poprawek ;)

 

Wisielec, dzięki za dobre słowo. :)

Pomijając, że twoja wypowiedź brzmi, hmmm, wieloznacznie – niestety, pierwsze wrażenie bywa decydujące i warto o tym pamiętać…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

mam wrażenie, ze to wam umknęło, hę? ;)

Na początku – owszem. Potem spojrzałam. Ale to nie zmienia faktu, że ten fragment nie jest kryminałem (gdzie trup?), tylko porno. Ani, że bohater jest palantem.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnina:

Zgadza się, to nie jest kryminał, (jak dotąd) ma jedną scenę erotyczną i pijane wywody sfrustrowanego człowieka, który nie radzi sobie z sytuacją, w której się znalazł ;) To za mało, aby opisać całą treść, zwykłym “to porno” ;)

Zgadza się, to nie jest kryminał, (jak dotąd) ma jedną scenę erotyczną i pijane wywody sfrustrowanego człowieka, który nie radzi sobie z sytuacją, w której się znalazł ;) To za mało, aby opisać całą treść, zwykłym “to porno” ;)

Całą treść tego fragmentu – nie czytam Ci w myślach, wiem tyle, ile mi powiedziałeś. A powiedziałeś sporo wulgaryzmów, nagadałeś o seksie (skąd niby mam wiedzieć, że facet jest sfrustrowany czym innym, niż swoim życiem płciowym, skoro nie mówi o niczym więcej?) i nie zachęciłeś mnie do dalszej lektury. Nie mój kierunek. Że to kryminał pomyślałam, bo w poprzednim opisie wspomniałeś o kryminale – w zmienionym mówisz o anomalii czasoprzestrzennej, ale też jej nie widać.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

jak dotąd) ma jedną scenę erotyczną i pijane wywody sfrustrowanego człowieka, który nie radzi sobie z sytuacją, w której się znalazł ;) To za mało, aby opisać całą treść, zwykłym “to porno” ;)

Ten niewielki objętościowo fragment ma wulgarnie opisaną, długą i dość dosłowną scenę erotyczną, co więcej – ostatnie zdanie fragmentu bardzo mocno podkreśla, że to właśnie jest jego treścią. Co to w takim razie jest, jak nie porno?

Ja w każdym razie nie czekam na dalszy ciąg, bo początkiem mnie nie zainteresowałeś.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zupełnie nie rozumiem Waszego oburzenia. W literaturze zdarzają się mocne fragmenty erotyczne, jak również wulgaryzmy. Rzecz w tym, czy są one uzasadnione, czy ich zastosowanie ma udział w budowaniu przekazu.

Podpowiem Wam, że tutaj tak jest, społeczeństwo to utknęło w dziwnej sytuacji i jest sfrustrowane. Tomek jest wulgarnym “bogiem”, utknął w wieczności, żyje tam już co najmniej tysiąc lat i nie ma pomysłu, jak z tego wybrnąć. Jakbyście się czuli w jego sytuacji?

Wszystko się wyjaśni dalej. Będzie też zawarte całkiem logiczne (zgodne z zasadami fizyki) wyjaśnienie, skąd się wzięła ta anomalia czasoprzestrzenna (zresztą, bardzo ciekawy pomysł, moim zdaniem). 

Będzie też filozoficznie. Mówi się nam, że nasze życie na Ziemi to “forma larwarna”, a czeka nas wieczne życie w jakiejś Kosmicznej Formie Bytu. Zycie wieczne to wyzwanie. Jeśłi religie mają rację… jesteśmy przygotowani na zycie w “Królestwie Bozym”?

 

Podpowiem Wam, że tutaj tak jest, społeczeństwo to utknęło w dziwnej sytuacji i jest sfrustrowane.

A skąd my mamy o tym wiedzieć? Hmm?

 Wszystko się wyjaśni dalej. Będzie też zawarte całkiem logiczne (zgodne z zasadami fizyki) wyjaśnienie, skąd się wzięła ta anomalia czasoprzestrzenna (zresztą, bardzo ciekawy pomysł, moim zdaniem).

Dobrze, wszystko się wyjaśni dalej i będzie pięknie, logicznie, fizycznie et caetera. Nie możemy oceniać Twojej wizji, dopóki nam jej nie pokażesz, to raz. Po drugie, czy naprawdę nie można pokazać frustracji faceta inaczej, niż przez

 wulgarnie opisaną, długą i dość dosłowną scenę erotyczną

(wybacz, drakaino, że podkradam Twoją wypowiedź, ale nie umiem tego opisać lepiej)? Jego wspominki seksualne nijak się mają do frustracji – bohater wydaje się je wręcz smakować. Mnie wydał się całkiem zadowolony z życia (przy całej denności swoich aspiracji).

 Jeśłi religie mają rację… jesteśmy przygotowani na zycie w “Królestwie Bozym”?

Która konkretnie religia? Każda głosi trochę co innego. Nie każda głosi nawet życie wieczne (hinduizm, buddyzm, nie wiem, czy nie shinto – musiałabym sprawdzić).

 

Reasumując – myślę, że mierzysz za wysoko, jak na początek.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

(wybacz, drakaino, że podkradam Twoją wypowiedź, ale nie umiem tego opisać lepiej)

You’re more than welcome :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tarnina:

 

Wszystkie religie głoszą jakiś rodzaj życia wiecznego.

Wierz mi, bo byłem prawie w każdej.

 

Reasumując – myślę, że mierzysz za wysoko, jak na początek.

 

Dzięki za opinię. Jestem tutaj, aby ćwiczyć warsztat, ponieważ chcę w przyszłości wydać dobrą książkę. Pisząc “dobra”, mam na myśli taką, która MNIE się podoba, ale mogę ją wydać bez wstydu dla nazwiska.

Zarabiam wystarczająco dużo pieniędzy, aby traktować moje pisanie jako hobby, nic więcej :)

Lubię krytykę, zwłaszcza ostrą, bo to mnie motywuje do działania. 

 

A ja uważam, że to była umiejętna zahaczka. Frustracja może odbijać się przeróżnie na zachowaniu człowieka, może także erotycznymi przechwałkami.

Bawią mnie komentarze o treści: a czemu rycerz Janusz się śmieje, jak powinien być smutny?

Czytając jakąkolwiek fikcję, staram się zakładać, że rzeczy maja sens, a autor wie co robi, przynajmniej dopóki nie zaprzeczy sobie w oczywisty sposób. Uważam, że to dobra praktyka.

Czytając jakąkolwiek fikcję, staram się zakładać, że rzeczy maja sens, a autor wie co robi, przynajmniej dopóki nie zaprzeczy sobie w oczywisty sposób. Uważam, że to dobra praktyka.

Wisielcze, ja też. Tylko, że sens nie wisi w powietrzu – żeby to zilustrować, wezmę Twój przykład:

a czemu rycerz Janusz się śmieje, jak powinien być smutny?

Załóżmy, że autor opisuje sytuację następującą: rycerz Janusz klęczy nad zwłokami cnej i pięknej kasztelanki Agnieszki – i śmieje się. Może to być zasadne, albo nie, zależnie od tego, co do tej sceny doprowadziło i co autor chce nią osiągnąć:

  • jeśli kasztelanka Agnieszka, cnotliwa dziewica, wzbudziła w Januszu nienawiść i żądzę zemsty, odrzucając jego awanse – zinterpretujemy to jako zasadne, psychologicznie sensowne i budujące postać Janusza jako koncertowego drania
  • jeśli kasztelanka Agnieszka, dama januszowego serca, zmarła z żalu na moment przed tym, jak ją uratował z wieży podłego czarownika Bzdziciela – też uznamy scenę za psychologicznie zasadną, emocjonalnie nośną (o ile będzie dobrze zrobiona – istnieją, u ciężkiego licha, jakieś kryteria – o tym za chwilę) i wskazującą na jakąś krwawą jatkę w przyszłości (powiedzmy, oszalały z żalu rycerz zacznie mordować chłopów i wielmożów, którzy wyglądają podobnie do złego Bzdziciela, a wtedy któryś z towarzyszy będzie musiał się tym zająć – i jaka piękna tragedia!)
  • jeśli po prostu sobie wszedł do komnaty, w której nieznana mu bliżej Agnieszka spoczywa na marach, to będzie odpowiednie tylko do pokazania, że z Januszem jest coś poważnie nie tak.

Teraz kryteria – scenę powyżej (jak każdą) można zrobić dobrze – albo źle. Dobrze jest wtedy, kiedy wrażenie odniesione przez czytelnika pokrywa się z tym, co autor zamierzył. Jeśli czytelnik jest zdezorientowany, to autor poniósł klęskę. Poniesienie klęski nikomu nie uwłacza – musisz z niej wyciągnąć wnioski, otrzepać się i próbować dalej. I tyle. Jeśli chcesz pokazać Janusza jako podłego lubieżnika, użyjesz innych środków, niż gdybyś chciał, żeby Janusz był rycerzem bez skazy i zmazy. Jeżeli w pierwszym rozdziale pokazałeś (albo, gorzej, tylko powiedziałeś), że Janusz dobry był i szlachetny, to śmiech nad marami nieszczęsnej Agnieszki nie pasuje do tej charakterystyki. Jest zgrzytem.

Tekst należy oceniać jako całość – wiem, że sama mam z tym kłopoty, ale tak jest, bo każdy tekst jest całością. Rzeczy wynikają jedne z drugich – wtedy jest sens. Sprzeczność w tekście niekoniecznie polega na złamaniu prawa wyłączonego środka – czytelnik zawsze wyciąga jakieś wnioski z tego, co przeczytał wyżej, a jeśli one się nie zgadzają z tym, co czyta później, to nie zawsze jest wina głupoty czytelnika – ale często braku wprawy, nieuwagi, niewiedzy albo zwykłego lenistwa ze strony autora.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Zgadzam się z przeprowadzoną przez Ciebie analizą, z wyjątkiem tego zdania:

Jeśli czytelnik jest zdezorientowany, to autor poniósł klęskę.

Bo w ten sposób można budować zaciekawienie. Jeśli jestem zdezorientowany, to zwykle nie odkładam tekstu, tylko czytam dalej, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.

W historii Tomka “zgrzyty” i wyboje w relacji miedzy bohaterami zachęcały mnie do tego, żeby poznać dalszy rozwój sceny.

Inna rzecz jest, kiedy autor nie szanuje czytelnika i wysnuwa jakiś strumień świadomości, każąc mi się domyślać, co miał w głowie. Wtedy rzeczywiście mogę się zirytować.

Myślę, że w tym przypadku deska rozszczepia się na takim sęku: ja uważam, że Trukszyn dobrze zbudował scenę, a Ty uważasz, że zbudował ją nieumiejętnie :)

Bo jeśli chodzi o pryncypia, to pozostajemy (przeważnie) w zgodzie.

Jeśli jestem zdezorientowany, to zwykle nie odkładam tekstu, tylko czytam dalej, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.

Ale tego rodzaju kredyt zaufania jednak u większości czytelników wyczerpuje się po jakimś czasie. Jeśli trzy rozdziały dalej dezorientacja nie mija, to zamiast żółtego pali się u mnie już czerwone światełko. Owszem, zdarzają się teksty, które dezorientują na całego, a wszystko wyjaśnia się dopiero w finalnym twiście, ale zazwyczaj pośrodku są na tyle dobrze napisane (bo np. autor umiejętnie rozrzuca z jednej strony foreshadowingi, z drugiej red herringi – czyli zapowiedzi i zmyłki), że tak naprawdę nie ma dezorientacji, ale właśnie zaintrygowanie. Ale na to naprawdę trzeba być mistrzem pióra.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zobaczymy, co powie rynek. Książka do nabycia pod koniec roku.

 

Hmmm, ok, Tarnina pojechała mi po ambicji i poniosły mnie emocje, przyznaję i gratuluję, bardzo rzadko, ktoś jest na mnie w stanie wymóc emocjonalną reakcję :D

Ale ja tak nie postępuję, zawsze podążam według wyznaczonego wcześniej planu, a plan był taki, żeby tą opowieść “wystawić na ostrzał poligonowy”. I tego się będę trzymał. Nie będę inwestował pieniędzy w tą opowieść, nie jest dostatecznie dobra, moim zdaniem.

Także wracam do pierwotnej koncepcji, czyli lecimy z warsztatem. Możecie się spodziewać następnej publikacji i liczę na ostrą krytykę. 

 

 

Mam wrażenie, Trukszynie, że to, co przeczytałam, to nie najlepiej napisane zwierzenia mitomana. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Treść postu usunąłem.

Konkludując: interesują mnie uwagi, interesuje mnie krytyka, pokazywanie kierunku… ale Wasze opinie niespecjalnie ;)

I ja, Trukszynie, powiem szczerze – niespecjalnie interesują mnie pojedyncze rozdziały, prologi, tudzież fragmenty opowieści/ powieści, bowiem nigdy nie mam pewności, czy autor opublikuje dalszy ciąg. Innymi słowy – szkoda mi czasu na teksty, których końca nie widać. ;)

Przeczytałam pierwszy rozdział Twojej opowieści, bowiem zamiast włączyć do kolejki, niechcący zaznaczyłam, że fragment jest przeczytany, więc poczułam się do zostawienia komentarza. W komentarzu nie zawarłam żadnej opinii, a jedynie wrażenie, jakiego dostarczyła mi lektura. ;)

 

zwierzenia mitomana

Moje? :)

Nie, Trukszynie, nie Twoje. Miałam na myśli bohatera opowiadającego swoje przeżycia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Treść postu usunąłem.

No i kolejny spoiler!

Dziwi mnie Twoja mała wiara w czytelnika, ale też – widząc Twoje poczynania – zastanawiam się, czy rzeczywiście napisałeś taką książkę, że bez wyłożenia kawy na ławę, zrozumieć się jej nie da?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tego nie umiem ocenić. Moim zdaniem narracja jest bardzo prosta. Więc co radzisz, usunąć streszczenia?

Ja bym usunęła, a w to miejsce dałabym notatkę, że każdemu, kto będzie miał kłopoty z rozeznaniem się w tym, co czyta, wyślesz podpowiedź-streszczonko na priv. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka