- Opowiadanie: wybranietz - Dysonans

Dysonans

Słuchowisko, będąc słuchowiskiem ma inne możliwości niż zwykłe audiobooki i starałam się je maksymalnie wykorzystać.

 

Jest słoń.

 

Za betowanie dziękuję Staruchowi, wisielcowi, drakainie i Żonglerowi ;)

 

Zapraszam!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Dysonans

– Pełno?

– Pełno. Idziemy dalej.

Ula i Sanda spacerowały uliczkami w centrum miasta. Nie do końca taki miały plan – chciały gdzieś usiąść i napić się piwa, ale był piątek wieczór, właśnie rozpoczął się Festiwal Sztuki Ulicy i o miejsce w knajpach było trudniej niż zwykle. Impreza przyciągała miejscowych oraz turystów; na ulicach było głośno, co chwilę rozbrzmiewały wybuchy śmiechu, okrzyki zaskoczenia i westchnienia podziwu. Muzyka płynąca z lokali i towarzysząca występom zlewała się w strumień dźwięków, który opływał Ulę jednostajnym szumem. Dziewczyny rozglądały się na wszystkie strony, szukając ciekawych instalacji i wolnych miejsc w ogródkach.

– Teraz to nawet nie wiadomo, czy jak ktoś wyskoczy i zażąda portfela, to słuchać czy nie, bo diabli wiedzą, czy to rabunek, czy performance – powiedziała Ula w zamyśleniu.

Sanda spojrzała na przyjaciółkę z rozbawieniem.

– I to taki interaktywny, zmuszający do myślenia: będzie wpierdol czy nie będzie.

– Oj tam, oj tam. Patrz, to żółte między płytkami: musztarda czy artystyczna reinterpretacja japońskiej sztuki kinkutsuroi, gdzie artysta, używając złota jako spoiwa, naprawia przedmioty, podkreślając jednocześnie ich niedoskonałości, by wydobyć prawdziwe piękno – powiedziała dziewczyna poważnie.

– Uleńko.

– Co? Polska wyglądałaby jak Kraina Oz, z piękna, żółtą drogą… Nawet Czarnoksiężnik w Szmaragdowym Grodzie by się znalazł…

– Uleńko, skończ. Chodźmy może do Bączka, co? Tam powinno być miejsce. – Sanda zatrzymała się przed ciemną alejką, łączącą dwie większe, oświetlone ulice.

– Tędy? – zapytała Ula z powątpiewaniem. Przejście było wąskie i połowę jego szerokości zajmował wielki kubeł.

– Ano. Tędy jest bliżej.

Dziewczyny weszły między budynki. Uliczny hałas przycichł trochę, jakby dobiegał zza grubej zasłony. Ula aż się odwróciła, zaskoczona. Sanda pociągnęła ją za łokieć. Z naprzeciwka szedł mężczyzna. Przyśpieszyły kroku, by nie mijać się z nim przy kuble, ale źle wymierzyły czas i odległość. Otarł się o śmietnik. Kątem oka Ula zobaczyła, że patrzy w ich stronę z niechęcią.

– Przepraszam – mruknęła.

Potem poczuła słaby powiew wiatru i usłyszała, jak stukot obcasów zamienia się w szelest foliowych torebek. Po niebie przewalały się grzmoty, choć noc była bezchmurna. Kroki mężczyzny zagłuszyło strzelanie popcornu. Sanda chyba coś mówiła, ale Ula słyszała tylko ptasi świergot. Serce waliło jej jak młot, uderzało w kowadło. Sanda przestała świergotać, stała blada, nieruchoma, pot perlił się jej na czole.

Wynoś się stąd! – wrzasnął Głos w jej lewym uchu.

Ula chwyciła Sandę za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia z alejki. Dziewczyna zrobiła dwa chwiejne kroki, zanim osunęła się na ziemię. Upadkowi towarzyszył wystrzał korka z butelki szampana.

No, rusz się! – krzyknął do prawego. Ula puściła dłoń Sandy, niepewnie poszła w stronę ruchliwej ulicy. Plątały jej się nogi, jakby miała ich nie jedną parę, a dwie, dwie miednice, dwa kręgosłupy, całe ciało podwoiło się i rozdzieliło na dwie części, dwie lewe ręce. Rozpadłaby się, ale śruby w prawym przedramieniu trzymały ją jak zawiasy.

Wypadła z alejki, ale nie potrafiła złapać równowagi, zatoczyła się i zderzyła z grupką przechodniów, któraś z jej rąk kogoś złapała, inna próbowała wskazać na Sandę, leżącą w przejściu. Ula chciała coś powiedzieć, ale z jej ust dobywał się tylko gwizd czajnika.

Zrobiło się zbiegowisko, ktoś nią potrząsnął, pewnie o coś pytał, ale dźwięki nie pasowały do rzeczywistości. Zamiast słów słyszała muczenie, ktoś spuścił wodę i dziewczyna zemdlała.

 

***

 

Przytomność odzyskała chwilę po tym, jak przyjechało pogotowie. Najpierw do świadomości Uli przebiła się melodyjka jak z auta z lodami, która płynnie przeszła w sygnał karetki.

Sandę położono już na noszach, przy Uli klęczał ratownik.

– Piłyście? – zapytał.

– Nie zdążyłyśmy – odpowiedziała Ula powoli, w obawie, że znowu zagwiżdże. Słowa jednak brzmiały normalnie.

Ratownik, tłumiąc uśmiech, pomógł jej wstać. Posadził ją na fotelu w karetce.

– Co z Sandą? Sandrą. – Poprawiła się odruchowo.

– Nie wiem. Jest nieprzytomna, chyba ma złamany nos. Bierzemy was na SOR.

Poświecił jej w oczy, by sprawdzić reakcje źrenic.

– Nie zdążyłyśmy – powtórzyła dziewczyna ze smutkiem w głosie.

– Dobra, dobra.

Przymknęła powieki.

Nienawidzę szpitali – pomyślała.

Ja też. Oby z naszą historią medyczną nie trzymali nas tam zbyt długo – odpowiedział Głos.

To nie moja wina – wyrwało się Uli automatycznie. Głos litościwie powstrzymał się od komentarza. Przez chwilę jechali w milczeniu. Ula wsłuchiwała się w szumy auta i sygnał karetki. Brzmiały dokładnie tak, jak powinny.

Co to było?

Cisza.

Ej! Kazałeś mi uciekać, bo coś działo się z dźwiękiem. Co to było?

Kazałem ci uciekać, bo słyszałem, że coś się dzieje, a nie chcę, byśmy mieli kłopoty. – Po chwili dodał, z pewnym ociąganiem. – Jest przecież koncert w niedzielę.

Ula jęknęła.

– Wszystko dobrze? – zapytał ratownik.

– Tak, przepraszam.

A to rozdwojenie? Czułam się, jakby ktoś książkę otworzył…

Książkę od razu? Nie schlebiasz sobie?

Ej, koncert.

Nie wiem, co to było. Sama prosiłaś, bym się wycofał w trakcie tego spotkania, słyszałem tylko koniec. Muszę to przemyśleć. Ty za to pilnuj, by nie zostawili nas na obserwacji, bo…

…bo koncert w niedzielę. Tak, wiem. Choćby miało mnie to zabić.

Głos tylko zaśmiał się sucho, nieprzyjemnie. Nie byli przyjaciółmi.

Ula nigdy nie chciała być swoim największym wrogiem, ale coś w jej głowie uparło się, że nie będzie też swoim przyjacielem.

W szpitalu zabrali Sandę, potem dokładnie odpytali Ulę, co się stało. Co mogła powiedzieć? Były w alejce, a potem zwariowały dźwięki, zwariowało ciało i zemdlała. Najszybsza droga na oddział zamknięty, kiedy już ma się żółto w papierach, to przyznawać się do halucynacji. Nie wspominała więc o dźwiękach i posłusznie poddała się badaniom. Korpulentna blond pielęgniarka pobrała jej krew, potem pozwoliła zajrzeć do Sandy. Nieprzytomna dziewczyna leżała w szpitalnym łóżku, otaczały ją piszczące urządzenia. Ula wsłuchała się w pikanie.

Było tak, jak na filmach.

 

***

 

Ula nie mogła się na niczym skupić przez cały weekend. W niedzielę, zgodnie z obietnicą, poszła do filharmonii i kiedy rozpoczął się koncert, miała nadzieję, że Głos się ożywi. Zwykle czuła jego obecność, niskie drgania rezonujące w jej ciele, jakby mruczał albo nucił. Od rozmowy w karetce nie odezwał się do niej ani razu i dziewczyna mogła się poczuć jak normalny człowiek.

Samotnie.

Głos wciąż milczał.

Hej, zły koncert? spróbowała zagaić, ale pozostała bez odpowiedzi.

Nigdy nie była pewna, czy grają dobrze czy nie. Sama sobie zazdrościła tego absolutnego słuchu, do którego nie miała świadomego dostępu.

Po koncercie, zamiast jak zwykle wytłumaczyć jej, co usłyszała i co powinna o tym sądzić, Głos rzucił tylko: Idź na spacer. Tam, gdzie był wypadek.

Chciałam iść odwiedzić Sandę…

W odpowiedzi usłyszała wysoki, nieprzyjemny pisk.

Dobra, pójdę! Ale potem – szpital.

Pisk ucichł. Ula westchnęła i powoli poszła w stronę feralnej alejki. Czasami przystawała przy śladach działalności festiwalowych artystów. Pojawiły się nowe murale, graffiti, ktoś zupełnie serio zakleił pęknięcia w płytach chodnikowych kolorową żywicą epoksydową.

Ula lubiła patrzeć na płaskie obrazy. Głos nie mógł się wtedy wypowiedzieć i mogła myśleć, co tylko chciała.

Daleko jeszcze?

Nie, już nie. Przecież wiesz, gdzie jesteśmy.

Nie do końca – wzruszyłby ramionami – przez festiwal jest mnóstwo nowych obiektów, dźwięków i ludzi. Krajobraz akustyczny idzie w rozsypkę, jeśli go nie pilnuję. Pośpiesz się.

Ula skrzywiła się do swojego odbicia w szybie wystawowej.

Skręć w lewo.

Skręciła. Czasem Głos opowiadał jej, jak wygląda miasto słuchane, a nie oglądane. Inny świat. Nieodwracalny. Można zawrócić i spojrzeć ponownie, ale dźwięki nigdy nie zatrzymują się w bezruchu, nie można usłyszeć ich raz jeszcze. Nie dają drugich szans.

Po chwili wyszła na jedną z większych ulic. Zebrało się sporo ludzi, najwyraźniej czekali na rozpoczęcie jakiegoś happeningu. Ula wmieszała się w tłum, przecisnęła na drugą stronę ulicy, zrobiło się trochę luźniej. Odetchnęła i kiedy tuż za jej uchem zatrąbił słoń, podskoczyła z zaskoczenia.

O kurwa. – Ktoś spojrzał na nią ze zdziwieniem. Musiała to powiedzieć na głos. Stłumione rozmowy czekających ludzi brzmiały jak tłuczenie szkła i stukot kół pociągu. W całym ciele czuła wibracje. Powietrze przeszyła seria z karabinu maszynowego i Ula bez namysłu padła na kolana, osłaniając głowę. Ktoś dotknął jej ramienia, ale słowa znikły w stukaniu dzięcioła. Chciała wstać, ale nie wiedziała, na której parze nóg powinna się oprzeć.

Ktoś chwycił ją mocno za ramiona i postawił do pionu. Ostrożnie prowadził ją w stronę niedalekiej ławki.

Szła powoli stawiając kolejne kroki, bo czuła, że znowu w całości trzyma ją tylko śruba w prawej ręce. Bała się, że zawias nie wytrzyma i jedno pół zniknie, jakby coś je oderwało.

Dotarli do ławeczki, Ula usiadła z ulgą. Spojrzała na swojego wybawcę.

– …wszystko dobrze? – głos chłopaka przebił się przez melodię pozytywki.

– Tak – odpowiedziała z wysiłkiem. Ciągle miała wrażenie, że wyskoczy z siebie, jeżeli tylko poruszy się zbyt gwałtownie. Chłopak usiadł koło niej. Chyba byli w podobnym wieku. Rudawy, piegowaty, wyłamywał sobie palce.

Każ mu przestać – syknął Głos.

Odruchowo posłuchała.

– Czy mógłbyś przestać?

Chłopak uśmiechnął się lekko.

– Przepraszam. Nie będę, skoro ciebie to drażni.

Czy jej się wydawało, czy jakoś bardziej zaakcentował to „ciebie”?

– Nie, nic, po prostu… – urwała.

Jak ja mam się wytłumaczyć? Trochę pomocy?

Nie mój problem. Po co w ogóle chcesz się tłumaczyć?

– Atak paniki, co? Zdarza się, hałas, stres, nieoczekiwane dźwięki… – powiedział chłopak z naciskiem na ostatnie dwa słowa.

Ula zmarszczyła brwi. Coś jej chyba umykało.

– Dziękuję za pomoc. Sama pewnie nie dałabym rady odejść na bok.

– Nie ma sprawy. Czasem pomaga, jak człowiek oddali się od złych wibracji.

Ula była całkiem pewna, że nie rozmawiają o tym samym. Chłopak najwidoczniej doszedł do podobnego wniosku i postanowił nie drążyć tematu.

– Aron – przedstawił się, wyciągając rękę.

– Ula. – Uścisnęła ją.

– Czy na pewno wszystko dobrze? Odkąd zaczął się ten festiwal, ciągle dzieje się coś dziwnego.

– Ha ha… Dziwniejszego niż kolorowe płytki chodnikowe?

– Co? Nie, nie o to mi chodziło. Ktoś zrobił jakąś instalację, która źle wpływa na ludzi. Nie jest to raczej żaden oficjalny, festiwalowy artysta, ale mnóstwo się tu kręci takich, co chcą być drugim Banksym. Ta instalacja wywołuje jakieś ataki, jakby paniki albo padaczki. Trzy osoby są przez to w śpiączce.

Ula spojrzała na niego z powątpiewaniem.

– Nie jest to jakaś miejska legenda? Rozdmuchany news?

Dobrze, dowiedz się więcej. Tylko lepiej nie mów, że to od ciebie się zaczęło.

Dziewczyna skrzywiła się lekko.

– Bo wiesz, Aron, to chyba przeze mnie poszła taka plotka. Ja i moja przyjaciółka… W piątek straciłyśmy przytomność w alejce niedaleko i teraz Sanda leży w śpiączce. Nie pamiętam, żebym wcześniej słyszała coś dziwnego.

Brawo. Dzięki.

A proszę cię bardzo.

– Wiem – odpowiedział poważnie chłopak.

– Huh? Skąd?

Aron milczał przez chwilę.

– Byłem tamtej nocy na SOR-ze i widziałem, jak przyjechałyście. Szum się zrobił, bo wcześniej też ktoś zasłabł przez ten festiwal – powiedział z pewnym ociąganiem.

Zapytasz gdzie? Czy znowu będziesz manifestować…

– Wiesz, gdzie to się stało?

Aron pokręcił głową.

– Gdzieś tu, ale szukaj pomiędzy dziełami sztuki, z których połowa z założenia jest pochowana. Moja teoria jest taka, że ktoś przygotował jakieś nagranie, które działa na mózg podobnie jak stroboskopowe światło. Bo żadnych świateł nie widziałaś, nie?

– Nie… No, ale też nic nie słyszałam. Nie ma tego komu zgłosić, nie? Nie zamkną przecież festiwalu z tego powodu…

A ty? Co wtedy słyszałeś? – zwróciła się do Głosu.

Teraz będziesz słuchać, co mam do powiedzenia?

I tak wiedział…

Właśnie, zapytaj, co robił na tym SOR-ze.

– A ty?

– Ja? Ja też nie zamknę festiwalu – odpowiedział lekko zaskoczony chłopak.

– Ach, nie o to mi chodziło. Co robiłeś na SOR-ze?

Aron odwrócił głowę, zgarbił się trochę.

Dyplomacja dziesięć na dziesięć.

Ula już chciała przepraszać i gorączkowo szukała innego tematu.

– Mam przeszczepioną wątrobę – powiedział w końcu niechętnie. – Trochę trwało, zanim organ się przyjął, a jak w piątek zaczęło mnie coś straszliwie boleć, to wolałem pojechać na pogotowie. Znajoma matki miała dyżur, nawet się wami zajmowała, to poopowiadała mi ploteczki. – Uśmiechnął się kwaśno. – Stąd wiem o tych nagłych, festiwalowych śpiączkach.

Kolega nie mówi całej prawdy. Uważaj, zaraz…

– Nie podoba mi się to – kontynuował poważnie Aron. – Chciałbym dorwać bydlaka, nim skrzywdzi kogoś jeszcze. Wiem, że coś jest na rzeczy, ale nie potrafię dokładnie powiedzieć co. Czy ty… Skoro twoja przyjaciółka…

W głowie Uli rozległ się wysoki wizg, coś między ostrzeżeniem a zakazem. Dziewczyna zgięła się w pół, uderzając głową w kolana. Jęknęła. Aron patrzył na nią zaskoczony.

– Jeżeli nie czujesz się na siłach…

– To nie to – przerwała mu ze złością, masując czoło. – Daj mi pomyśleć.

Co to do diabła było? – zapytała z wyrzutem.

Sprzeciw – odpowiedział chłodno Głos.

Ula spojrzała w niebo, przewracając oczami, po chwili przypomniała sobie o chłopaku obok. Zarumieniła się lekko.

– Zostaw mi jakieś namiary na siebie, co? Przemyślę to i dam ci znać. I jeszcze raz dziękuję za pomoc.

Zaskoczony Aron podał jej numer telefonu i Ula, wciąż trochę chwiejnym krokiem, poszła w stronę przystanku.

Teraz szpital? – zapytał Głos.

Ula pokręciła głową.

Musi poczekać do jutra.

Nie odwróciła się, by spojrzeć na chłopaka.

Aron patrzył, jak odchodziła. Nieświadomie drapał bliznę po operacji.

 

***

 

Autobus był pusty, co nie powinno dziwić Uli: było poniedziałkowe, wczesne popołudnie. Ula widziała, jak rośnie bryła budynku i czuła, że denerwuje się coraz bardziej. Ciekawe, czy Sanda czuła się podobnie, kiedy jeździła w odwiedziny do niej. W szpitalu, zaraz przy wejściu, Uli udało się złapać blond pielęgniarkę, która pobierała jej krew.

– Dzień dobry! Wie pani co z Sandrą? Przywieźli nas razem w piątek…

– Pamiętam, złotko. Ciągle nieprzytomna. Nie mamy jeszcze wszystkich wyników. Jutro powinniśmy wiedzieć coś więcej. Chcesz ją zobaczyć?

Ula pokiwała głową. Poszła szpitalnym korytarzem za pielęgniarką, podeszwy skrzypiały na linoleum. Ściany pomalowano na słoneczny żółty, który wyglądał jeszcze gorzej, niż standardowa szpitalna zieleń.

Usiadła na taborecie koło łóżka. Wszystko dookoła pikało miarowo. Sanda leżała nieruchomo w pościeli. Ula wzięła przyjaciółkę za rękę, uścisnęła, tak jak zawsze robiła Sanda, kiedy chciała dodać jej otuchy.

Na samym początku, kiedy się poznały i mała Ula płakała, bo nie potrafiła powiedzieć „r”, Sandra wybuchnęła śmiechem.

– No i dobrze. Od dziś jestem Sanda! – oznajmiła stanowczo.

Stłukła pierwszego chłopaka, który nierozważnie zawołał za nią: – Sandał!

Podrapana, ale dumna, uśmiechała się do Uli.

Po wypadku, kiedy Ula ćwiczyła leworęczność, bo prawą rękę w całości trzymały tylko stalowe śruby i płytki, Sanda mówiła z przekonaniem:

– Pisanie lewą ręką jest superfajne!

Czasami jakiś rówieśnik szeptał złośliwie:

– Ty wiesz, że ona cię trzyma tylko po to, by wyglądać lepiej?

Ale Sanda nie opuściła jej nawet wtedy, kiedy Ula trafiła do psychiatryka, bo Mały Książę, wymyślony w szpitalu, po wypadku, dorastał i potrzebował coraz więcej miejsca w jej głowie. Kusił i groził, żądał, by pozbyła się śrub.

– No, nie martw się, Uleńko. Co to za ul, w którym jest tylko jedna pszczoła? Zobaczysz, jeszcze zagonisz trutnia do roboty. Nigdy, nigdy więcej tego nie rób i nie myśl o usuwaniu tych śrubek. Przecież nawet lekarz mówił, że w twoim przypadku to nie jest wskazane, prawda?

Sanda, jak zawsze, miała rację i Ula w końcu zagoniła Głos do roboty. No, może raczej podpisali pakt o nieagresji.

A teraz… Teraz Sanda leżała nieprzytomna i nikt nie wiedział, dlaczego.

Dziewczyna podjęła decyzję. Pomoże Aronowi.

Wyszła ze szpitala i siedząc w autobusie przywołała Głos:

Hej? Hej-jej-ej-jej-ej?

Litości, co się stało?

Chcę pomóc Aronowi. Tylko nie piszcz – dodała pośpiesznie, jakby chciała uprzedzić cios.

I czemu mi o tym mówisz?

Chcę mieć pewność, że nie zaczniesz mi znowu wyć do ucha.

Przez tego chłopaka będą kłopoty.

Tylko tak mogę pomóc Sandzie… I nie zamierzam siedzieć bezczynnie. Jeżeli znajdziemy ten dźwięk, przez który jest nieprzytomna, to może lekarze coś wymyślą? Bo to o dźwięk chodzi, nie?

Fale dźwiękowe… Pod jednym warunkiem: będziesz mnie słuchać.

Wiesz, że nie mam wyboru. Ciebie się nie da wyłączyć. Co to było w piątek? Od czego to się zaczęło?

Wysoki świst zasygnalizował koniec rozmowy. Najwyraźniej wciąż się nie przyjaźnili.

Po południu Ula zadzwoniła do Arona.

Początek rozmowy był raczej sztywny, w końcu oboje naraz powiedzieli:

– Czy ty…

– No, bo…

Głos tylko westchnął.

– Czy myślałaś o tych poszukiwaniach?

– Tak. I mogę posłużyć jako kanarek w kopalni.

– Dziękuję. – W jego głosie brzmiała ulga. – Nie martw się, nie pozwolę, by stała ci się krzywda.

Umówili się na spotkanie wieczorem, tego samego dnia.

 

***

 

Z pewną niechęcią Ula zgodziła się spotkać w tym samym miejscu, w którym straciła przytomność trzy dni wcześniej. Powoli zbliżała się do alejki, ale nie pojawiły się żadne dźwiękowe anomalie.

Idzie z lewej.

Ula odwróciła się, Aron był kilkanaście metrów od niej. Pomachała mu nieśmiało.

– Hej.

– Cześć. To to miejsce? Czujesz teraz coś… dziwnego?

– Tak i nie, wygląda normalnie. Przechodzimy?

– Aha. – Aron podał jej ramię z uśmiechem. – Na wszelki wypadek.

– To idziemy.

Mijając śmietnik, za którym w piątek wszystko się zaczęło, Ula czuła, jak bardzo jest spięta. Nic się jednak nie wydarzyło. Kiedy przeszli na drugą stronę, puściła Arona i odetchnęła z ulgą.

– Jakiś pomysł, czego tak właściwie szukamy?

– Głośnika. Może telefonu? To coś niewielkiego, nierzucającego się w oczy, więc musimy kierować się twoimi wrażeniami.

– Ciekawe, jak to działa.

Używa się przecież bębnów do leczenia, nie? I gongów, i mis, i kamertonów? – zapytała Głos.

Cicho – fuknął w odpowiedzi.

– Mam swoją teorię. – Aron patrzył na nią kątem oka. Odchrząknął, jakby chciał się upewnić, czy go słucha. – Człowiek składa się z atomów. Atomy są jednocześnie cząstkami i falami. Drgają nieustannie. A zatem: atomy składają się z drgań. Czyli człowiek składa się z drgań. Więc co, jeśli drgania z muzyki zawieruszą się w człowieku, między drganiami atomów?

Ula nie odpowiedziała. Usiłowała sobie wyobrazić jak idzie, zaplątana w dźwięki.

– E-ee – wyjąkała w końcu. – Nie będzie raczej tak, że fale dźwiękowe o pewnej częstotliwości jakoś wpływają na organizm?

– Jak chcesz. W każdym razie, tworzy się interferencja. Niezgodność. Dysonans – powiedział z naciskiem. Patrzył jej w oczy, jakby chciał przejrzeć ją na wylot.

Znowu miała wrażenie, że Aron mówi o czymś, czego ona nie dostrzega. Czekała, aż Głos to skomentuje, ale ten milczał, jak rzadko zamyślony.

Spacerowali nieśpiesznie uliczkami. Co chwilę przystawali, by przyjrzeć się czemuś dokładniej, ale znajdowali albo śmieci, albo instalacje artystyczne, zresztą czasami nie było wiadomo, co jest czym. Aron znalazł gdzieś mapkę instalacji i happeningów. Teraz pilnował, by nie przeoczyli żadnego zaułka, szeleszcząc od czasu do czasu papierem.

Po dwóch godzinach Ula zaproponowała przerwę.

– Chodź gdzieś usiąść i napić się czegoś. Może szukamy w złym miejscu?

– Nie, to musi być gdzieś tu. Nawet jeżeli to nie jest oficjalny, festiwalowy artysta, to i tak chciałby, żeby ludzie mogli go odnaleźć. Widocznie jest jakieś okienko czasowe, w którym puszcza te nagrania. Albo coś przeoczyliśmy.

– Sądząc po zapachu, to fire show. Trochę śmierdzi benzyną. – Dziewczyna rozejrzała się w poszukiwaniu wolnego miejsca. – Tam! – Chciała powiedzieć, ale tylko zabrzęczała jak komar.

Chwyciła Arona za łokieć prawą ręką, rozejrzała się, wszyscy przechodnie z każdym krokiem beatboksowali. Ula słyszała, że zaczyna się rozdzierać się na pół, zupełnie jakby ktoś darł papier.

Hej? Słyszysz to? Wiesz skąd dochodzi ten dźwięk?

Wiem – Głos na szczęście brzmiał tak jak zawsze – spójrz w lewo…

Ula obróciła głowę, gdzieś wściekle trąbił klakson i wył alarm. Po lewej był śmietnik, obok niego mężczyzna, który patrzył na nią ze zdziwieniem, pewnie wyglądała tak źle, jak się czuła, zobaczyła jak ktoś, przechodząc, wrzucił żarzącego się peta do śmietnika.

Uważaj! – krzyknął Głos.

Śmietnik stanął w płomieniach cykających świerszczy. Ktoś musiał wcześniej nawrzucać petard do śmietnika, bo w końcu huki wyparły cykanie. Kiedy umilkły, usłyszała normalny, choć wyraźnie zdenerwowany, głos Arona:

– Ula? Ula, nic ci nie jest?

– Chodźmy stąd. – Ścisnęła go mocniej za rękę. Ktoś z pobliskiego baru gasił płonący śmietnik, ktoś dzwonił na policję, Ula skupiła się na stawianiu kroków. Siedli w ogródku kawałek dalej. Dziewczyna przez chwilę nasłuchiwała, ale dźwięki były na swoich miejscach.

– Już chyba wszystko wróciło do normy.

– Jeżeli wszystko wróciło do normy po tym, jak śmietnik spłonął… I jeżeli w tej alejce wcześniej też wszystko działo się przy śmietniku…

– Myślisz, że poukrywał głośniki w śmietnikach?

– Czemu nie? Tam nikt nie będzie ich szukał, a dźwięki wydobywające się spomiędzy śmieci to całkiem sensowna koncepcja artystyczna.

– Taaak? – spytała Ula z powątpiewaniem.

– No… – Aron brzmiał mniej pewnie. – Stan dzisiejszego rynku muzycznego?

– Ehe. I dlatego nie jest w oficjalnym obiegu, tylko uprawia jakąś partyzantkę?

Aron spojrzał na nią z lekkim wyrzutem. Chrząknął, zakłopotany.

Chyba mówił serio.

Cicho.

– Jak ty tak właściwie odbierasz to nagranie? – zapytał, jakby chciał zmienić temat.

– Najpierw sypie się logika dźwięków. Ludzie muczą, drzewa śpiewają, nic się nie zgadza. Kosmos. Byłoby zabawnie, gdyby nie to, że zaraz po tym mam wrażenie, że rozpadam się na pół. Wychodzę z siebie. Nagle mam dwie pary nóg i nie wiem, na której z nich mam się oprzeć. – Podwinęła rękaw na prawej ręce, pokazując grube blizny na przedramieniu. – I tylko te śruby w ręce trzymają mnie w całości, jak zawias.

– Co się stało?

– Wypadek samochodowy. Zderzenie czołowe. Dość dawno, dość poważny. Poskładali mi rękę, połapali śrubami, rehabilitacja trwała wieki i teraz sobie radzę.

Aron zbliżył palce do jej ręki, jakby chciał dotknąć blizn.

– Dysonans – powiedział cicho, jakby do siebie. – Mogłem się tego spodziewać.

Chodźmy już stąd – powiedział Głos poważnie.

Ale…

Ula, idziemy. Obiecałaś słuchać.

Dziewczyna wstała od stolika.

– Na mnie już pora. Mam dość na teraz. Co dalej?

– Spotkamy się jutro i będziemy spacerować szlakiem śmietników. To dobre miejsce na schowek, choć mało ekonomiczne. Artyści. – Aron brzmiał, jakby chciał przekonać sam siebie, choć Ula musiała przyznać, że nie miała lepszego pomysłu.

Zmusiła się do uśmiechu na pożegnanie i wyszła na dwór.

Co się stało?

Głos nie odpowiedział.

Dziewczyna przez chwilę usiłowała zwrócić jego uwagę, ale Głos uparcie milczał. W końcu zrezygnowała. Mimo wszystko, lepiej go nie prowokować – dźwięki, jakimi wyrażał swoje niezadowolenie, odbijały się w niej echem, skutkując paskudnym bólem głowy.

W autobusie, z ukłuciem winy, pomyślała, że i tak nie powiedziała Aronowi całej prawdy. Że to pół, które się odrywa, ma własną osobowość. Bywał złośliwy i marudny, ale towarzyszył jej tak długo, że Ula nie była pewna, czy chciałaby, żeby Głos z niej tak po prostu wywiało.

Tylko jak miała o tym powiedzieć Aronowi?

„A, bo wiesz, zapomniałam ci powiedzieć. Nie wiem, czy ktoś z drugiego auta zginął w tamtym wypadku, bo nigdy mi tego nie powiedziano. Kiedy się zbudziłam potem obolała w szpitalu, to już nie byłam sama. Coś równie obolałego jak ja płakało gdzieś z tyłu mojej głowy i nie chciało się uspokoić. Nazwałam go Małym Księciem, nie wiem dlaczego, może ubzdurałam sobie, że to kosmita. Na samym początku był osowiały i skarżył się, że boli go ręka, ale ja też byłam smutna i też mnie bolało, to się szybko dogadaliśmy. Nudziło mi się. Przyjaciela sobie znalazłam. Tylko wiesz, co potem? On wcale nie zniknął, kiedy wyszłam ze szpitala. Och, przez pierwszy rok było fajnie, ale potem… Miałam pełnoetatowego, złośliwego krytyka przez całe dorastanie, który na dodatek lubił sobie pokrzyczeć. Lubił też powyć, jak pies na łańcuchu. Nawet nie miałam halucynacji, w które mogłabym rzucać butami. Nie mogłam zakryć uszu, bo słyszałam ten głos w środku, i wiesz, kiedy on podsunął mi myśl, że to wszystko przez śruby, prawie się wykrwawiłam usiłując je wyciągnąć.

No, potem w szpitalach nasiedziałam się pewnie tyle co ty, tylko u psychicznych. I całe liceum byłam zaćpana psychotropami. Nic do mnie nie docierało z rzeczywistości, ale ten cholerny głos w mojej głowie nie przycichł ani trochę. Wyobrażasz to sobie? Twój mózg gra przeciwko tobie? I na dodatek wygrywa”.

Jak już będziesz mu to mówić, to pamiętaj, żeby dodać, jak bardzo byłaś zadowolona, kiedy dyktowałem ci odpowiedzi na sprawdzianach i maturze. Przystanek, wysiadaj.

Ula w ostatniej chwili wyskoczyła z autobusu. Była zmęczona i przygnębiona. Nie chciała tego myśleć głośno.

 

***

 

Następnego dnia spotkali się przy jednej z festiwalowych instalacji – inspirowana harfami Eola, zamiast świstów i brzdąknięć wywołanych przez wiatr, wyrzucała z siebie kłęby szarego dymu, co jakiś czas w głębi konstrukcji strzelała rura wydechowa i słychać było gazowanie silnika. Aron wyjął swoją mapę. W ciągu dnia zaznaczył na niej krzyżykami miejsca, gdzie doszło do incydentów, ale Ula nie widziała w nich żadnego sensu.

Miała wrażenie, że chłopak zaczął traktować ją z dystansem. Dobrze, że nie powiedziała mu o Głosie.

Tęsknię za Sandą – pomyślała.

Cisza, ale czego mogła się spodziewać?

Poszli w stronę tymczasowej ulicy mimów i żywych posągów. Ktoś grał na saksofonie, szemrał deszcz.

Deszcz? Przecież nie padało.

Zatrzymała się w miejscu, szarpnęła Arona, ale nic więcej się nie stało. Rozejrzała się. Obok dziewczyna z długimi dredami bawiła się kijem deszczowym. Ula odetchnęła z ulgą.

– Przepraszam, nie spodziewałam się usłyszeć prawdziwego instrumentu.

– Nic nie szkodzi.

Chłopak prowadził dziwnym slalomem tak, by zatrzymać się na moment koło wszystkich śmietników.

Ula po godzinie miała już tego dość.

Pewnie dlatego nie zauważyła, kiedy światła zaczęły skrzypieć. Obok ktoś odbijał szablony i każdy psiknięcie farbą z puszki brzmiało jak trąbka. Głosy przechodniów zmieniły się w trzaskanie ogniska.

Nie! Idź stąd! – krzyknął Głos, ale było już za późno.

Ula oparła się na śmietniku, naciskając całym ciężarem ciała na prawą rękę, jedyny pewny punkt w rzeczywistości. Aron, widząc jej nieskoordynowane ruchy, niezgrabnie wyszarpnął kubeł ze stojaka, wysypał śmieci na chodnik i zaczął je rozgrzebywać. Widziała turlające się butelki, ale słyszała tętent koni.

Ludzie zebrali się dookoła, ciekawi nowego performance. Ula spojrzała w tłum.

Nie, nie, nie, nie – odbijało się słabym echem w jej głowie.

Mężczyzna stał w pierwszym rzędzie gapiów. Ula widziała go już wcześniej. Wczoraj. Uśmiechnął się, pokazując małą piszczałkę, którą trzymał w zębach.

Dmuchnął.

Ula poczuła niskie wibracje, potem uderzył w nią powiew wiatru, szklane dzwonki rozdzwoniły jak szalone, stała, opierając się o śmietnik, i jednocześnie fruwała na wietrze, łopocząc jak chorągiewka, trzymała się kurczowo śrub w ręce. Mężczyzna gwizdał raz za razem, przymykał oczy, jakby sprawiało mu to przyjemność, wydawał się drżeć, choć może to ona drżała, bo czuła, jak śruby wibrują coraz mocniej.

Bolało.

Puściła śmietnik, straciła oparcie, poleciała na chodnik. Obok Aron zwinął się w kłębek i drgał konwulsyjnie. Zanim straciła przytomność, zdążyła tylko pomyśleć:

Ten gnojek skrzywdził Sandę.

 

***

Ula śniła sen, który nie był jej. Grała rolę, której nie rozumiała, w filmie, którego scenariusz pozostawał zagadką. Mogła tylko obserwować, jak rozwija się akcja. Nasłuchiwać swoich-nie-swoich myśli. 

Dookoła niej była cisza. To niedobrze. Cisza sama w sobie nie jest zła, cisza to możliwości, ale cisza kosmicznej próżni to wieczność bezruchu. Żyli w innym wymiarze, ale poruszali się w falach pierwszych czterech.

Podróżowali. Skryli się w komecie. Nie mogła jej usłyszeć, ale czuła ją całą sobą. Drgała. Drżała. Wszyscy skryci w komecie drgali i drżeli, z niepokojem nasłuchując wibracji jej jądra. Bali się, że interferencje fal rozsadzą i to schronienie, tak, jak rozsadziły ich dom.

Nie mieli wpływu na kierunek podróży i kiedy wpadli w pole grawitacyjne planety, z radością usłyszeli pierwsze odgłosy tarcia. Byli w atmosferze. To dobrze, gazy łatwo przenoszą drgania, nie kruszą się jak skała.

Potem uderzyli o powierzchnię planety i z hukiem rozeszli się na wszystkie strony tego świata.

Na planecie było życie, choć jego drgania były oblepione warstwami atomów. Teraz obumierało, pozbawione słońca, skrytego przez gęste chmury pyłu. Bała się, że kolejna planeta umrze w ich obecności.

Przetrwała jednak, a oni wreszcie mogli poruszać się swobodnie przez powietrze i wodę, tylko tam trudno było znaleźć odpoczynek bezruchu. Nie chcieli dotykać skał, za bardzo przypominały o planecie, którą roztrzaskali wcześniej.

Ta jednak miała coś lepszego.

Rośliny.

Wsuwali się między korę a łyko, między ściany komórkowe, drżeli w rytmie cząsteczek drzew i paproci.

Na planecie, tak pełniej wibracji, mogli żyć spokojnie.

Nasłuchiwali, jak rozrastało się inne życie. Dzikie, nieokiełznane, niespokojne, tak samo nieustannie w ruchu jak i oni. Inne od roślin.

Byli biernymi obserwatorami i nigdy nie chcieli być niczym więcej, ale nie zostawiono im wyboru. Tamto dzikie życie w końcu znalazło dźwięk i zrobiło małe piszczałki, które budziły drzewa do śmiechu. Tamci tańczyli i padali na kolana. Potem zbudowali nowe, takie, które bezdusznie głusiły drgania dźwięków we wszystkich wymiarach. Drzewa umierały, a oni tańczyli z jeszcze większą radością.

Nie mieli wyboru. Musieli ich powstrzymać. Opuścili schronienie w roślinach i zadrgali wraz z ludźmi. Dali im muzykę i śpiew, instrumenty i mowę. Pilnowali, by zapomnieli o piszczałkach.

Ula-nie-Ula zapadła się w ludzkość i sama nie wiedziała, czy jest pasożytem czy duszą, bo wrastała w życie od samego początku, przestrajanie się w trakcie było zbyt trudne, dopiero śmierć wstrzymywała drgania i pozwalała dopasować się do nowych. Usłyszała szum pędzącego samochodu, huk wypadku, wyrzuciło ją z ciała, już miała rozprysnąć się po atmosferze, gdzie zgubiłaby swoją harmonię, bo nie zdążyłaby się dostroić do powietrza, kiedy nagle wpadła w coś miękkiego, ludzkiego, o prawie takich samych drganiach…

…a potem wbili jej metal w rękę, śruby o innych amplitudach, dysonans, który nie pozwala się dostroić, który nie pozwala uciec.

W ciemności słyszy:

– Kochanie? Wszystko będzie dobrze.

Chce odpowiedzieć, ale robi to ktoś inny.

– Mamusiu…

Powtarza jak echo: mamusiu.

Może tylko słuchać.

I płakać.

 

***

 

Ulę obudziło pikanie. Poczuła szpitalny zaduch i zapach środków dezynfekcyjnych. Leżała nieruchomo, pikanie wciskało się w uszy, jak igiełki pod paznokcie prawej ręki. Śniła? Miała halucynacje?

Czy Głos chciał jej coś przekazać?

Hej-jej-ej-jej-ej?

Cisza.

Może to i lepiej. O co miała go zapytać? Czy to prawda?

Czy od lat trzyma w głowie obcego zbudowanego z drgań i fal dźwiękowych?

Pierdolony Mały Książę na komecie.

Czy Aron nie mówił czegoś podobnego?

Aron…

Ula otworzyła oczy, chciała je przetrzeć, ale prawą rękę miała unieruchomioną. Rozstroiła się? Pamiętała, jak mocno drgały śruby. Oprzytomniała, zaraz przyszedł ból i igiełki pod paznokciami już nie były problemem. Za bólem przyszła pielęgniarka. Blond i korpulentna.

– Jak się czujesz? Drugi raz jesteś tu przez omdlenie. I co robiłaś z tą ręką? Nie wygląda zbyt dobrze…

– Ja nic… – Ula znowu chciała ruszyć ręką, syknęła. – Tam przytomność stracił ktoś jeszcze. Aron. Z wątrobą – dodała. Widocznie niezbyt mądrze, bo pielęgniarka spojrzała na nią z politowaniem.

– Jakby był bez wątroby, to byłaby sensacja. Ale wiem o kogo chodzi, też nam go przywieźli, on, na szczęście, nie jest w śpiączce.

– A jak Sanda?

– Wciąż nieprzytomna. Przykro mi. Idź jeszcze spać. Noc jest.

Ula zasnęła, choć nie była pewna, czy chce.

Tym razem nic się jej nie śniło.

Rankiem, zaraz po obchodzie, odwiedziła Sandę. Była środa, czyli piąty dzień leżała nieprzytomna. Wyglądała, jakby spokojnie spała, ale…

Hej-jej-ej-jej-ej?

Cisza.

Czemu się nie odzywał?

Jeżeli sen, który pokazał jej Głos, zakładając, że zrobił to specjalnie, był prawdą, to Sanda… To Sandy mogło już nie być. Została wyciszona, zagłuszona piszczałką. Mogło jej nawet nigdy nie być, był za to inny Głos w jej ciele. Dlatego ktoś chciał ją skrzywdzić?

Rozległo się stukanie i przez jedną, straszną chwilę Ula myślała, że to znowu mężczyzna z gwizdkiem.

Odwróciła się, ale w drzwiach stał tylko Aron.

– Hej. Jak się czujesz? – zapytał z niepewnym uśmiechem.

– Jakby coś mnie rozjechało – odpowiedziała bez namysłu.

Aron wyglądał na zmartwionego.

– Coś z ręką?

– To też, ale mam jej nie przeciążać, to się zagoi. Tak powiedział lekarz. A ty? Co się stało?

– Zawał Zahna. To znaczy, pseudozawał. Będzie dobrze. Wątroba się na szczęście regeneruje. I nie boli. To ta twoja przyjaciółka?

Ula przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć.

– Tak. To ona – wydusiła w końcu. I chyba tak było, bo nawet jeżeli kiedykolwiek znała inną Sandę, to już jej dawno nie pamiętała. Szkoda, że Głos milczał i nie mógł odpowiedzieć na żadne pytania.

– Wychodzisz dziś, czy kazali ci zostać?

– Chcieli, żebym została, ale się postawiłam. A ty?

– Podobnie. Mam przyjść na kontrolę do szpitala za kilka dni.

– Mhm. To pozbieram swoje rzeczy i spotkamy się przy wyjściu.

Kiedy Ula załatwiała formalności, z tyłu jej głowy, tam, gdzie zawsze czuła obecność Głosu zaczynał narastać zimny, lepki, nieprzyjemny strach.

Co, jeżeli jego też już nie ma?

Spacerowała przed wejściem czekając na Arona. Nasłuchiwała, sama nie wiedziała czego: Głosu? Chaosu? Piszczałki? Echem odbijały się dziwne półsłówka Arona, które nagle nabierały sensu. Skoro ciebie to drażni… nieoczekiwane dźwięki… Czasem pomaga, jak człowiek oddali się od złych wibracji…

Chłopak w końcu wyszedł z budynku szpitala.

– Co tak długo? Zresztą, nieważne. Aron, co ty wiesz? Tak naprawdę?

– Tak naprawdę?

– Tak!

Aron westchnął ciężko, ruszył powoli przed siebie. Ula szła obok.

– Przecież sama wiesz. Pamiętasz, co mówiłem o drganiach schowanych między drganiami? To nie tylko przypuszczenie. Ta wątroba, którą mi przeszczepiono… Ona była czymś takim zainfekowana. Czułem, jak pulsuje, jak coś usiłuje się wydostać, przedostać – wzdrygnął się z wyraźnym obrzydzeniem – ale na szczęście było zbyt słabe, by mi zaszkodzić. Czasem śnią mi się strzępki wspomnień tego… czegoś. Kosmos. Inne życia. Psychiatra mówił mi, że to tylko moja podświadoma niechęć do wątroby kogoś innego w moim ciele. Co bym zrozumiał, co bym naprawdę zrozumiał, bo sama myśl, że w moim środku jest kawałek, który należał do kogoś innego, był przez niego używany, ba, nadal należy, w końcu wciąż muszę łykać te pierdolone immunosupresanty… – Aron mówił coraz szybciej i coraz bardziej gorączkowo. Ula aż zatrzymała się w miejscu, zaskoczona. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Chłopak musiał zauważyć jej reakcję, zatrzymał się, wziął głęboki oddech. – Przepraszam. W każdym razie, kiedy zaczął się festiwal i kiedy w szpitalu wpadłem na pierwszego nieprzytomnego, coś się zadziało w tej nieszczęsnej wątrobie.

– Zadziało?

– No właśnie. Zadziało, zadrgało, poczułem coś dziwnego co zwróciło moją uwagę. I wtedy, i wkrótce potem, jak przywieźli tę twoją przyjaciółkę – wypluł to słowo jak coś obrzydliwego – i ciebie – powiedział trochę łagodniej, ale Ula czuła staranie skrywaną niechęć w jego głosie. – To wtedy pomyślałem, że może coś się dzieje. Że w trakcie tego festiwalu coś musi szkodzić tym… tym… pasożytom.

Ula się skrzywiła. Sanda pasożytem? Nie, już prędzej Głos… Choć najgorsze, co robił, to domagał się koncertów. Nigdy nie chciał niczego więcej. Nawet trafił do niej przez przypadek.

Cichy, złośliwy głosik, całkiem jej własny, wyszeptał: może nie mógł zrobić nic więcej? Pamiętasz, co było wcześniej? Co, gdyby nie było tych śrub?

– Właśnie. Dysonans. Jak mówiłam o wypadku. O co ci chodziło?

– No, właśnie o to. Musiało chcieć cię zainfekować, ale nie zdołało, właśnie przez te śruby. Coś w tobie, co nie jest twoją częścią, ale czego nie możesz się pozbyć. Kolczyki czy plomby by tak nie działały, są na zewnątrz, ale jak coś jest wrośnięte w środku… Tworzy dysonans. Nie może się zgrać z całym twoim ciałem, więc nie może cię opanować.

Ula przymknęła oczy.

Co, jakby był tam przed tobą? Od początku? Od narodzin? zasugerował głosik. Czy narzucają wtedy swoją formę? Czy rosną razem z człowiekiem? Czy rosną zamiast niego? Piskliwy głosik, nędzna karykatura Głosu roześmiał się radośnie.

– I w dodatku miałaś szczęście, że spotkałaś to dopiero później. Ktokolwiek instaluje te nagrania musiał znaleźć sposób, jak się ich pozbyć. Nie martw się, pomożemy i tobie.

Dziewczyna już miała zaprotestować, że nikt nic nie instaluje, że to kwestia świstawki, ale ugryzła się w język. Lepiej, by na razie zachowała to dla siebie.

– To jak ma się do tego dźwięku ta twoja wątroba? – zapytała zamiast tego. – Też zemdlałeś.

Aron skrzywił się okrutnie.

– Zbieg okoliczności. – Machnął ręką. – To tylko kawałek, echo, z którymi nic nie mogę zrobić. Sny. Czasem tylko mogę domyślać się, kto jest zakażony. Ale wcześniej, przecież kiedy ty słyszałaś ten chaos, nic mi nie było, prawda? Skoro to we mnie jest niekompletne, to pewnie nie da się tego usunąć. Niestety. Pecha miałem i tyle. – Wzruszył ramionami.

– Hm, co chcesz zrobić, jak już znajdziemy…

Ula urwała.

Usłużny głosik podsunął: Czasem się domyśla kto, hohoho!

Czy to znaczy, że Głos wiedział o Sandzie? Zapytała sama siebie.

Czy to znaczy, że Sanda wiedziała o Głosie? Przedrzeźniał ją. Wiedzieli i nie mówili?

Wiedziała i mówiła, że zagonię trutnie do pracy. Że mam nawet nie myśleć o wyjmowaniu tych śrub!

Zupełnie jakby chciała, byś została sobą. Zupełnie, jakby usłyszała w tobie coś specjalnego. Coś znajomego. Głosik zachichotał cienko i dziewczyną wstrząsnęły dreszcze.

– Ula? Ula?!

– Ach? Przepraszam, ja… To co chcesz zrobić?

– Podjąć działania na szerszą skalę, oczywiście.

– Co?

– Skopiować nagranie i wrzucić w internet. Dotrzeć do jak największej liczby odbiorców.

– Kurwa, Aron! Ilu ty ludzi chcesz ześpiączkować?

– Ula, to nie ludzie. A od samego początku mówiłem, że chcę pomóc ludziom, prawda?

Ula nic nie odpowiedziała. Aron mówił z takim przekonaniem, że nie wiedziała, jak ma zareagować. Chyba trochę się bała. Do której kategorii on ją zalicza?

– Spotkamy się wieczorem?

Ula najchętniej by odmówiła, ale… co, jeżeli on rzeczywiście dostanie tę piszczałkę?

Czyli jednak nie ma racji? usłużnie podsunął głosik. Będziesz bronić tych obcych?

Nie wiem. Ale nie chcę, by podejmował pochopne decyzje. Wolę mieć rękę na pulsie. No i Sanda…

Tak to sobie tłumaczysz.

Boże, jestem dla siebie samej bardziej złośliwa niż był Głos.

Głosik zachichotał cienko.

– Tak, spotkajmy się – odpowiedziała Ula. – Wieczorem.

 

***

 

Wieczorem Ula wciąż nie wiedziała, co powinna zrobić. Na wszelki wypadek wzięła gaz pieprzowy. Snuła się wraz z Aronem od instalacji do instalacji, od śmietnika do śmietnika. Chłopak patrzył na nią z wyczekiwaniem, ona rozglądała się po przechodniach. Dziś nie było ich zbyt wielu, nie widziała też mężczyzny z piszczałką.

Skąd ją miał? Przypomniała sobie jego obleśny uśmiech. Jak się dowiedział o jej właściwościach? Pewnie przez przypadek, jak ci ludzie z jej snu. Kontynuował gwizdanie mimo tego, że wiedział, jak to działa. Patrzył na nią i usiłował stłumić jej Głos. 

Aron pewnie bez problemu się z nim dogada…

– Wszystko dobrze? Blado wyglądasz – zapytał z troską chłopak, wyrywając Ulę z zamyślenia.

– Denerwuję się po prostu. Ale, jak na razie, dźwięki się zgadzają.

– Hm, szkoda, że moja… że wątroba, którą mam, nie jest bardziej użyteczna. Przy odrobinie szczęścia, dziś będzie ostatni raz.

– O?

– Tym razem mam z sobą dyktafon, nagram ten dźwięk zamiast szukać sprzętu. Zresztą… Czy jesteś pewna, że ten pasożyt dalej w tobie siedzi? Siostra mówiła, że jakoś poluzowały ci się te śruby…

– Co? Ach tak, racja. – Ula zaklęła w myślach. Liczyła na to, że rozpozna mężczyznę jak go zobaczy, niezależnie od tego co stało się z Głosem. Aron nie musiał o tym wiedzieć. – Nie wiem. Ale chyba nie mamy innego sposobu, jak tylko mieć nadzieję, że jakieś echo zostało, prawda?

Chłopak pokiwał głową. Szli w milczeniu.

Ula nasłuchiwała, rozglądała się po ulicy i choć go szukała, to i tak zaskoczył ją widok mężczyzny. Stał, odwrócony bokiem, najwyraźniej ich nie zauważył. Pociągnęła Arona w bok, tak by zasłonił ich knajpiany ogródek.

– Co?…

– Ludzie się dziwnie na nas patrzą. Pewnie ktoś zapamiętał nasz wczorajszy performance – rzuciła ponuro, rozpaczliwie szukając sposobu, by się go pozbyć.

Powinnam była tu przyjść sama.

Mądra Ula po szkodzie, chichotał głosik.

– Wiesz… tak teraz myślę, że z twoją wątrobą lepiej nie ryzykować. Zostaw mi dyktafon, pochodzę tu jeszcze. Idź odpocząć.

– Ale…

– Nie musisz się martwić. – Uśmiechnęła się. – Mnie nic nie grozi, nie?

– Och… Jasne. No i ciebie nie kojarzą z grzebaniem w śmietniku – powiedział chłopak ze smutkiem.

Ula uśmiechnęła się, celowała w uśmiech przepraszająco-pocieszający, potem mu to jakoś wytłumaczy, postanowiła. Teraz musi zostać sama.

– To będziemy w kontakcie?

– Mhm. Uważaj na siebie!

Aron odwrócił się i odszedł. Dziewczyna dopiero po chwili przypomniała sobie, że miała wziąć od niego dyktafon. Wzruszyła ramionami. Trudno. To nie dyktafonu potrzebowała. Odszukała mężczyznę i poszła za nim w rozsądnej odległości. Rozglądał się, patrzył po ludziach, widziała, jak czasami przystaje i najwyraźniej gra na piszczałce. Dźwięki pozostały jednak normalne i Ula wolała nie zastanawiać się, co to może znaczyć. W końcu wszedł do wąskiej alejki. Dziewczyna wsunęła się za nim. Niepewnie przytuliła się do ściany, schowała za śmietnikiem… Przecież to było miejsce, gdzie wszystko się zaczęło. Już chciała wyjść na środek przejścia, kiedy nagle mężczyzna pojawił się przed nią. Uśmiechnął się szeroko, pokazując piszczałkę i…

Ula psiknęła w jego stronę gazem pieprzowym. Nie trafiła w twarz, ale musiało go zapiec, bo krzyknął. Piszczałka wypadła mu z ust i potoczyła się w stronę wyjścia z alejki. Ula uchyliła się przed nieporadnie wymierzonym ciosem i pchnęła go mocno, mężczyzna stracił równowagę, potknął się, upadł na ziemię. Ula skoczyła w stronę, w którą poturlała się piszczałka, ale zamiast niej zobaczyła parę butów. Podniosła oczy.

Aron stał, lekko zgarbiony. Śledził ją? W palcach trzymał piszczałkę.

– Ula… – Patrzył na nią smutno. – Dlaczego?… Myślałem, że mnie rozumiesz – powiedział z wyrzutem. – Że wiesz, jak to jest, kiedy coś obcego zalęga się w tobie… Kiedy twoje ciało nie jest już twoje.

– Akurat ciało cały czas było moje… – usiłowała przerwać mu Ula, ale Aron tylko podniósł głos.

– Nie słuchałaś mnie. Mówiłem, że mam znajomości w szpitalu. Przecież wiem. Podpytałem pielęgniarkę i mówiła, że leczyłaś się psychiatrycznie, próba samobójcza…

– To nie do końca tak…

Aron pokręcił głową.

– Zaraz się skończy. Zaraz będziesz wolna od tego pasożyta. – Wziął piszczałkę do ust i mocno dmuchnął. Ula napięła całe ciało, jakby szykowała się na przyjęcie ciosu, ale nic się nie stało. Aron spróbował ponownie. Z ziemi usłyszeli rozbawiony chichot.

– To tak nie zadziała. Daj, pokażę.

Dziewczyna usiłowała złapać Arona, kiedy ją mijał, ale chłopak tylko pchnął ją na ścianę. Cały impet uderzenia skupił się akurat na prawej ręce i Ula jęknęła z bólu. Osunęła się po ścianie. Kiedy walczyła z mroczkami przed oczami, mężczyzna coś wyszeptał Aronowi. Chłopak wyprostował się, wyszczerzył zęby, zupełnie jak tamten wcześniej i z całej siły wciągnął powietrze.

Ula poczuła, że coś jest inaczej. Nie czuła fal, tylko słyszała zniekształcone dźwięki. Zawyło, jakby ktoś machał blachą. A potem Ula usłyszała ciche trzaski, jak ktoś zgniatał folię bąbelkową. Coraz głośniej i szybciej, folia stała się gradobiciem i nagle wszystko ucichło. Aron stał nieruchomo, na twarzy wciąż miał szaleńczy uśmiech, i tylko z kącików ust ciekła mu ślina. Wypluł piszczałkę, Ula rzuciła się, by ją złapać, ale w alejce byli tylko oni. Mężczyzna zniknął w trakcie nawałnicy. Aron upadł na kolana, strasznie zdziwiony.

Zemdlał.

 

***

 

Ula po raz kolejny trafiła do szpitala. Korpulentna blond pielęgniarka, wcześniej tak przyjazna, teraz patrzyła na nią z jawną niechęcią.

Teraz pewnie nie obejdzie się bez policji. Tylko co im powie?

Ula wędrowała od nieprzytomnej Sandy do drzwi, za którymi zniknął Aron, wieziony na szpitalnym łóżku. Kiedy w końcu zastała przy nich znajomą pielęgniarkę, rzuciła się do pytań:

– Co z nim? Co się stało? Czy wydobrzeje?

Pielęgniarka pokręciła głowa.

– Nie wiemy jeszcze nic pewnego, ale jego organizm chyba odrzuca przeszczep. Robimy, co możemy, ale nie możemy zbyt wiele. Jest poważna obawa, że dojdzie do zawału serca albo niewydolności wielonarządowej. Ty na razie masz tu czekać. Siądź w jakimś kącie, żebyś nikomu więcej nie mogła zaszkodzić. – W jej głosie nie pozostał nawet ślad wcześniejszej sympatii.

Ula wsunęła dłoń do kieszeni i zacisnęła palce na piszczałce.

Na razie nikt się nią nie interesował, więc dziewczyna wyszła na dwór. Siadła na ławce, wyjęła piszczałkę. Była niewielka, brudnożółta jak stara kość, ukruszona na końcach, pusta w środku. Wyglądała, jak zagubiony drobiazg z jakiś wykopalisk. 

Aron wciągnął powietrze, zamiast wydmuchiwać. Pewnie dlatego wszystkie drgania skupiły się na nim. Oby tylko ten facet nie miał tego więcej.

Położyła ją na ziemi i uderzyła obcasem.

– Za Sandę.

Rozgniotła.

– Za Głos.

Pieczołowicie rozdeptywała kość na proch.

– Za Arona.

Dziękuję – powiedział Głos.

Co? Jak? Jesteś? DLACZEGO? – krzyknęła w myślach.

To miała być twoja decyzja. Nie chciałem przeszkadzać.

Ty bydlaku. TY BYDLAKU!

Ula pociągnęła nosem i otarła oczy. Potem zaczęła się śmiać.

Koniec

Komentarze

No i co? Gdzie ten styropian albo tablica? Hmm? ;P

 

Liczyłem na ciekawy pomysł i w sumie nie zawiodłem się. Ładnie połączyłaś realizm magiczny z fizyką kwantową i obwiązałaś to wszystko wstęgą surrealizmu (och jej, Count pisze jak wytrawny krytyk, wohoho!). Pod kątem słuchowiskowym wyszło rzeczywiście ciekawie – możliwości zespołu byłyby wystawiona na próbę, gdybyś wygrała ;)

Świetne są momenty, w których dźwięk rezonuje ze śrubami i Ula zaczyna się przepoczwarzać w to dziwaczne, czteronożne coś. Swoją drogą, gdyby ktoś to zekranizował, wyszłoby nader groteskowo ;D

Dobrze to opisałaś. Podobnie scenę z rozpadaniem się na fale dźwiękowe – hrabiowska wyobraźnia odtworzyła to bez większych problemów i Twoja w tym zasługa.

Bohaterowie nieźli, choć to podporządkowanie się Uli głosowi trochę wkurzało. Wolę bardziej zdecydowane dziewczyny ;P A ta grzecznie realizowała każdy rozkaz…

Wspomnienie z Sandą/Sandrą (Sandałem XD) i to drugie, odnośnie śrub i trzymania za rękę, fajnie przełamują charakter opka i budują więź z bohaterką.

Bierność Uli irytowała mnie też trochę pod kątem relacji z Aronem. Chłopina od początku wydawał się podejrzany jak cholera (Dlaczego poszedłeś na SOR? Bo bolała mnie przeszczepiona wątroba XDDD Jeśli to nie jest podejrzane, to nie wiem, co jest ;D), a ta nie dość że mu pomaga, to jeszcze ufa. Albo na odwrót. Szczególnie, że później dowiaduje się, że Aron ma nieco inne cele.

No i zaprasza dziewczynę na randkę szlakiem śmietników – też dobre XD

 

W kilku miejscach szwankuje mi też immersja. Chociażby w tym fragmencie:

Człowiek składa się z atomów. Atomy składają się z cząsteczek, które jednocześnie są falami. Drgają nieustannie. A zatem: atomy składają się z drgań. Czyli człowiek składa się z drgań. Więc co, jeśli drgania z muzyki zawieruszą się w człowieku, między drganiami atomów?

Nie dość, że z tymi atomami i cząsteczkami to raczej na odwrót, to jeśli chciałaś zabawić się teorią strun, powinnaś wniknąć nieco głębiej. Atomy nie są falami, choć przyznaję, że ujednolicenie zastosowałaś w sumie słuszne.

Pielęgniarka pokręciła głowa.

– Nie wiemy jeszcze nic pewnego, ale jego organizm chyba odrzuca przeszczep. Robimy, co możemy, ale nie możemy zbyt wiele. Jest poważna obawa, że dojdzie do zawału serca albo niewydolności wielonarządowej. Ty na razie masz tu czekać.

Ta scenka też niewiarygodna. Pielęgniarka nigdy nie mówiłaby o pacjencie obcej dziewczynie. Ją też obowiązuje tajemnica lekarska. No i poczytaj sobie o GVHD ;)

Scena z kontrolą za kilka dni na SOR-ze, też niewiarygodna. Nie robi się tak.

No i poluzowanie śrub – jakby pokruszyło jej kości, to pewnie obudziłaby się w gipsie, na ortopedii…

 

Zakończenie… dziwne. Muszę się jeszcze nad nim zastanowić, bo trochę mnie wytrąciło z równowagi.

Tytuł – dobrze koresponduje z treścią, ale mogłaś postarać się bardziej ;)

Warsztat – piękniusio, płynąłem ;D

Ach, jeszcze te angielskie zwroty… Happening, performance. Wkurzały mnie, aczkolwiek to dość subiektywne odczucie.

 

No. Ładnie, Wybranietzko. Trzymaj primagrodzki stempel jakości i zajrzyj do mojej listy usterek (pewnie jest wybrakowana, bo jednak nie chciało mi się przerywać lektury na wynotowywanie…)

 

– No[+,] nie martw się[+,] Uleńko.

Cienie się nie da wyłączyć.

Literówka

Popołudniu Ula zadzwoniła do Arona.

Pisownia rozdzielna. Albo – popołudniem

Coś niewielkiego, nierzucającego się w oczy, więc musimy kierować się twoimi wrażeniami.

Czegoś?

Obok ktoś odbijał szablony i każdy psiknięcie farbą z puszki brzmiało jak trąbka.

Każde

Potem zbudowali nowe, takie, które bezdusznie głusiły drgania dźwięków we wszystkich wymiarach.

Fajne słowo ;D Ludzie będą Cię gnębić, ale zostaw :)

Czy od hoduje w głowie obcego zbudowanego z drgań i fal dzwiękowych?

Coś się tu pokręciło ;/

– To też, ale mam jej nie orzeciążać, to się zagoi.

Literówka

Uśmiechnął się szeroko, pokazując piszczałkę i…

Nie trafiła w twarz, ale musiało go zapiec, bo krzyknął. Piszczałka upadła mu z ust i potoczyła się w stronę wyjścia z alejki.

Ubawne :D Nie wkładał tej piszczałki do ust, a nawet jeśli, to co najwyżej… wypadła ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jest słoń zamiast styropianu ;D

 

Bohaterowie nieźli, choć to podporządkowanie się Uli głosowi trochę wkurzało. Wolę bardziej zdecydowane dziewczyny ;P A ta grzecznie realizowała każdy rozkaz…

Bo w większości były po jej myśli ;) a poza tym, Ula wychodzi z założenia, że jej podświadomość (za która bierze Głos na początku) chce mimo wszystko dobrze. No i nie chce słuchać jego piszczenia ;P

 

Co do relacji z Aronem – najpierw myśli, że chłopa chce dobrze, potem stara się patrzeć, co on robi. I jakby ktoś mi zaserwował przeszczepioną wątrobą, to też bym nie drążyła tematu ;P

 

Co do pielęgniarki – kobieta ma ją opatrzoną przez ten tydzień, a i Aron o nią wypytywał – to teraz chce jej powiedzieć, że jest z nim źle i to jej wina – czy to przeformułować na jakieś ogólniejsze, złowieszcze stwierdzenie?

O GVHD poczytam, ale pamiętaj, że to jest kosmiczna wątroba, która została wygwizdana ;)

 

Z tymi śrubami to myślałam raczej o jakimś wielkim bolesnym siniaku a nie o całkowitym pogruchotaniu kości. 

Czy to nie ma szans tak zadziałać?

 

Happening, performance – nie ma odpowiednika po polsku.

 

 

Resztę usterek poporawiałam, dzięki za łapankę i stempelka ^^

I would prefer not to.

starałam się je maksymalnie wykorzystać.

Oj, tak :) widać.

 musztarda czy artystyczna reinterpretacja japońskiej sztuki kinkutsuroi

… kocham Cię. :D (Chociaż tak dokładnie, to nie jest złoto, ale złoty lakier, ale co tam.)

 No rusz się! – krzyknął do prawego.

No, rusz się! I troszkę się potknęłam na podmiocie domyślnym, ale skoro to Twoja narratorka jest zdezorientowana, to chyba ja też mogę.

 wciąż nie miała kontroli nad ciałem

Trochę to kliniczne – może lepiej byłoby opisać, jak się zatacza?

 Nie będę, skoro ciebie to drażni.

 Czy jej się wydawało, czy jakoś bardziej zaakcentował to „ciebie”?

Nie musiał – neutralne byłoby "cię", "ciebie" już podkreśla, że chodzi o rozmówcę.

 No ale też nic nie słyszałam

No, ale. Dalej się nie czepiam, bo dialog i może być kolokwialnie.

 Ściany pomalowano na słoneczny żółty

Dodałabym tutaj "kolor", bo takie gołe przymiotniki trochę dziwnie wyglądają.

 No bo

No, bo.

 nie było wiadomo co jest czym

Nie było wiadomo, co jest czym.

 sypie się logika dźwięków

To nie jest logika, tylko powiązanie ze zjawiskami – ale nie-logik może i by tak pomyślał. Nie wiem. Zaznaczam na wypadek, gdybyś tego potrzebowała.

 wyrzucała z siebie kłęby szarego dymu, co jakiś czas w głębi konstrukcji strzelała rura wydechowa i słychać było gazowanie silnika

Czad. Nie widzę tego, ale czad.

 z długimi dreadami

Słownik mówi, że można to już spolszczyć.

 usłyszeli pierwsze tarcie

Może raczej: odgłosy tarcia?

 coś się zadziało

Kolokwializm, który odpuszczam, bo dialog, ale zaznaczam dla porządku.

 najgorsze co robił

Najgorsze, co robił.

 No właśnie

No, właśnie.

Ilu ty ludzi chcesz ześpiączkować?

Znowu – tylko w dialogu. Ale pasuje do Uli, więc plusik.

 

Całkiem fajne – troszkę brakuje opisów, ale skoro jest przeznaczone na słuchowisko, to niewielki problem. Tylko nie rozumiem rozwiązania – to czym w końcu jest Głos? Zgadzam się z Hrabią, że Aron od początku wygląda podejrzanie.

 to teraz chce jej powiedzieć, że jest z nim źle i to jej wina

Ale dlaczego to ma być wina Uli? Czy pielęgniarki to specjalnie nie obchodzi i tylko jest zaharowana, zła i szuka kozła ofiarnego? :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Woah, jak króciótko! ;)

Usterki poprawiane ;)

No, rusz się! I troszkę się potknęłam na podmiocie domyślnym, ale skoro to Twoja narratorka jest zdezorientowana, to chyba ja też mogę.

Tu Głos, ale jak go dorzucę do narracji, to będę miała dwa właściwie takie same zdania prawie jedno nad drugim i to by nie wyglądało dobrze…

 

Ale dlaczego to ma być wina Uli? Czy pielęgniarki to specjalnie nie obchodzi i tylko jest zaharowana, zła i szuka kozła ofiarnego? :)

Pielęgniarka jest cały czas jedna i ta sama – czyli to ona zna się z matka Arona i chłopakiem, dlatego jak przywożą na półmartwego chłopaka wyzłośliwia się na Uli.

 

Tylko nie rozumiem rozwiązania – to czym w końcu jest Głos?

Pozwól, że odwrócę pytanie – jak Ty myślisz, czym jest Głos?

I would prefer not to.

Woah, jak króciótko! ;)

Hrabia już połowę zrobił :)

Tu Głos, ale jak go dorzucę do narracji, to będę miała dwa właściwie takie same zdania prawie jedno nad drugim i to by nie wyglądało dobrze…

Wiem, i nie naciskam – chociaż dałoby się, przy odpowiedniej determinacji.

Pielęgniarka jest cały czas jedna i ta sama – czyli to ona zna się z matka Arona i chłopakiem, dlatego jak przywożą na półmartwego chłopaka wyzłośliwia się na Uli.

To jasne, że jest ta sama (uwierz w siebie :) ) – i z tego, co mówisz, wnioskuję, że jest zaharowana, zła i się wyżywa.

jak Ty myślisz, czym jest Głos?

Oo, śmierć autora :P Myślałam z początku, że dziewczę ma schizofrenię, potem, że to faktycznie kosmita, a teraz już nie wiem.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Jest zaharowna, zła i się wyżywa ;)

 

Oo, śmierć autora :P Myślałam z początku, że dziewczę ma schizofrenię, potem, że to faktycznie kosmita, a teraz już nie wiem.

Ostatnio dostałam wieloakapitową, rozbudowaną sugestię, żeby patrzeć na to co piszę w komentarzach i nie odkrywać wszystkich kart ^^

To i niech tak zostanie – pomiędzy – przynajmniej póki nikt się nie przyczepi, że nie ma fantastyki ;)

I would prefer not to.

Nie ma fantastyki. 

Ej, nie ma fantasyki!

Reklamacji od betujących nie uwzględnia się ;P

I would prefer not to.

Aaa tam. Fantastyka jest gdzie trzeba, wystarczy w nią uwierzyć. Zresztą po co kombinować ze schizofrenią, skoro pierwiastek nadnaturalny zdaje się znacznie bardziej atrakcyjny? ;)

 

Z tym Głosem, to w pewnym momencie (tuż za tym fragmentem, w którym Ula zmieniła się w WibrUlę ;) ) myślałem, że jest on częścią Uli, który przez jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni wrócił do właścicielki z przyszłości. Napisałaś:

W ciemności słyszy:

– Kochanie? Wszystko będzie dobrze.

Chce odpowiedzieć, ale robi to ktoś inny.

– Mamusiu…

Powtarza jak echo: mamusiu.

Może tylko słuchać.

I płakać.

W tym momencie zrozumiałem, że opisujesz to z perspektywy Uli-Głosu. Wtedy bardziej klarowna stała się też dla mnie spolegliwość autorki. W końcu nikomu nie ufamy tak bardzo, jak sobie samemu.

Niemniej końcówka trochę zagmatwała sprawę.

Że niby jednak Aron? A może Głos zmienia naturę? Sam chętnie poznałbym wersję autorską, coby zweryfikować wrażenia.

 

Podejścia pielęgniarki nie kupuję, bo jest totalnie nieprofesjonalne, ale z drugiej strony… ludzie są różni. I dzięki temu możesz wyjść z tej sceny obronną ręką. Ja pewnie poprzestałbym na złośliwym ogólniku z jej strony – byłoby bardziej złowieszczo, a ponadto bardziej zasadniczy czytelnik mógłby uznać, że kobieta kłamie, by sprawić Uli przykrość.

Z tymi śrubami to myślałam raczej o jakimś wielkim bolesnym siniaku a nie o całkowitym pogruchotaniu kości.

Czy to nie ma szans tak zadziałać?

To prawe i jak najbardziej słuszne, że masz taką wiarę w zdolności predykcyjne Counta (szczególnie w zakresie własnego świata XD), ale muszę Cię zawieść, droga Wybranietzko – nie wiem. Opis dałaś na tyle drastyczny, że wyobraziłem sobie coś znacznie gorszego niż siniak.

Happening, performance – nie ma odpowiednika po polsku.

Czyżby? Myślę, że dałabyś radę je czymś zastąpić ;) Ale, jak pisałem, w tym względzie moje odczucia są bardzo subiektywne.

O GVHD poczytam, ale pamiętaj, że to jest kosmiczna wątroba, która została wygwizdana ;)

Dobra dobra, poddaję się ;P

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Sam chętnie poznałbym wersję autorską, coby zweryfikować wrażenia.

Poczekam, czy może rozwinie się tu jakaś dyskusja, a jak nie, to wtedy prześlę w PW co autor miał na myśli (zanim umarł i oddał władzę czytelnikom ;P)

I would prefer not to.

póki nikt się nie przyczepi, że nie ma fantastyki ;)

Wiesz, a ta fantastyka… :D Sama mam na warsztacie bohatera z fantastyczną wcale-nie-schizofrenią, więc chętnie się dowiem, co to-to było.

Hipotezy Tarniny:

Ula ma schizofrenię

Albo rozdwojenie jaźni i głos pochodzi z jej podświadomości

Głos to kosmita zbuntowany przeciwko kolegom-kosmitom i nie pozwalający im opanować Ziemi (za pomocą piszczałek)

Głos to kosmita, który bardzo chce opanować Ulę i Ziemię, ale piszczałki mu nie pozwalają

Głos (i piszczałki/grający na nich) należy do longaevi i ma jakiś swój cel, zupełnie niezwiązany z opanowaniem Ziemi (słuchać muzyki? zmonopolizować uwagę Uli?)

Aron ma jakieś konszachty z Głosem (wymaga przyjęcia którejś z hipotez o kosmitach i longaevi)

W końcu nikomu nie ufamy tak bardzo, jak sobie samemu.

Nie zawsze.

Autor – zombie :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Bardzo dobrze napisane opowiadanie oparte na szalenie interesującej koncepcji. Count mnie tu ściągnął, kusząc piórkową jakością i cóż, na wielu poziomach ten tekst z pewnością piórkowy jest. Sam gdzieś za połową poczułem te “piórko vibes”. Ale ostatecznie Count do piórka nie nominował, a i ja mocno się waham. Powodów jest kilka.

Zabrakło mi pewnej jasności przekazu, a może skróty myślowe, które stosowałaś, mogły mnie przerosnąć. Parokrotnie musiałem się wracać o 2-3 akapity, bo nie ogarniałem, co się właściwie stało. Nie wiem, czy wszystko zrozumiałem, ale po świecie zdają się chodzić osoby, które są ludźmi tylko z pozoru, a tak naprawdę są kontrolowane przez kosmiczne nie wiadomo co? Sanda jest podejrzewana o bycie taką osobą, a para głównych bohaterów jest w pewien sposób niewrażliwa na dźwięki piszczałki, bo zachodzi w nich tytułowy dysonans. Składanie tej wersji wydarzeń zajęło mi chwilę, a i tak mam w niej dziurę, bo nie wiem, kim jest i czego chce facet z piszczałką. Jeśli interpretuję poprawnie, to historia bardzo przypomina mi “Intruza” S.Meyer – całe szczęście, że nam oszczędziłaś miłosnego trójkąta między ludźmi i galaretkami. ;)

Pod kątem słuchowiska. Masz fragment, w którym >coś< przylatuje na Ziemię i panuje wtedy absolutna cisza, za to pełno jest drgań i innych doznań sensorycznych. Trochę mi się to rozjeżdża z ideą słuchowiska. Nie jest to też tekst lekki, jak już mówiłem, parokrotnie musiałem się cofać, a przy nagraniu taki zabieg byłby niewygodny. Sam nie wiem, mam wątpliwości. Wydaje mi się, że ta historia może wypadać lepiej w wersji pisanej.

Bardzo fajne dialogi, swoją drogą, takie naturalne. Tak między żywymi postaciami, jak i między głosami w głowach. Tylko tutaj pojawia się kolejny problem. Może to epicka historia o dwójce młodych ludzi, na swój sposób próbujących uratować ludzkość przed inwazją obcych. A może to tylko spotkanie dwóch schizofreników. Sprowadzenie fantastyki do głosów w głowie i takiej niepewności, czy coś faktycznie zaistniało, czy nie, to zagranie, którego nie lubię, bo przypomina mi klasyczne “a potem się obudzili” w ostatnim akapicie.

Chciałem poczytać interpretacje innych czytelników, ale wiele w komentarzach jeszcze nie ma. :< Dlatego klikam, może ściągnę tym kogoś jeszcze i jakaś dyskusja się wywiąże.

Powodzenia w konkursie!

Parokrotnie musiałem się wracać o 2-3 akapity, bo nie ogarniałem, co się właściwie stało.

Pamiętasz, które miejsca to były? Bo może mogę coś tam rozjaśnić ;)

 

I dzięki za długi, niesłużbowy komentarz ;D

I would prefer not to.

Interpretacje czytelników ;)?

No tak. Jak zwykle popłynęłaś z wyobraźnią ;). Interesujące, acz czasem trochę przeszarżowane, logika się ledwie, ledwie trzyma. Tak się zastanawiałem, czy nie ciekawsze by było, gdyby Głosy to były nasze „dusze”, a bez nich bylibyśmy nierozumnymi zwierzątkami?

Może być?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ej, kawałki gdzie było coś nielogicznego poprawiłam ;<

 

I jakby to były dusze, to by piszczałka nie miała sensu, bo wszyscy by pomarli. A tak – to obcy mogą być i mentorami, i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ludzie byli rozumnymi zwierzątkami, wśród których żyją takie (u)duszone Głosem?

I would prefer not to.

Wybranietz – interpretacje czytelnika są interpretacjami czytelnika, nawet jeśli drgania nie są duszami ;).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Powtórzę w skrócie swoją opinię z bety:

świetny pomysł, doskonale wybrane miejsce akcji, natomiast kontrukcja wydaje mi się chaotyczna i mogłaby być lepiej przemyślana. Bohaterowie trzykrotnie wracają w te same miejsca (szpital, śmietniki). Przez to poszczególne sceny trudno od siebie odróżnić.

Opowiadaniu przydałby się konspekt, żeby poukładać sekwencję wydarzeń w bardziej elegancki i przejrzysty kształt.

I ponieważ jestem wielkim fanem czarnych charakterów, rozczarował mnie antagonista :( Okazał się być randomowym złośnikiem.

Chylę jednak czoła przed autorką, bowiem sypie soczystymi pomysłami jak z rękawa.

Hmm. Bardzo spodobał mi się pomysł na szkodzącego odbiorcom artystę. Koncepcja rezonansu rozwalającego coś w człowieku też niezła, chociaż trochę mi się wewnętrzny fizyk zjeżył. Ludzie nie mosty, żeby tak reagować na dźwięki. No, infradźwięki zdrowe nie są, ale tu nie o nie chodzi…

A potem mnie gdzieś zgubiłaś. Myślałam, że rozmijam się z tekstem, bo z muzyką jestem na bakier, ale to chyba nie to. Przestałam rozumieć bohaterów. Ula regularnie traci przytomność i ląduje w szpitalu, ale ciągle wraca. Głos czegoś od niej chce, ale nic nie wyjaśnia (gdyby taki zamieszkał we mnie, to szybko by się na tej strategii przejechał). Aron ma jakiś swój tajemniczy plan i udaje przyjaciela Uli, mając kompletnie w dupie jej zdrowie. A ona mu ufa. Heloł!

Nie chwytam Twojej koncepcji na kosmicznych pasożytów – wrastają od dziecka czy pojawiają się później? Piszczałka działa na człowieka czy na pasożyta? Dlaczego ofiar jest tak mało? Tylko w przypadku ludzi z obcymi kawałkami pojawia się punkt zaczepienia? No to dziwne miejsce wybrał facet z piszczałką na łowy… W skupisku staruszków miałby większe szanse.

Rezultat jest taki, że nie mam pojęcia, o co tu biega.

takie, które bezdusznie głusiły drgania dźwięków we wszystkich wymiarach.

Hę? A co znaczy “głusiły”? Zagłuszały?

Babska logika rządzi!

@wisielec

ej, oni nie wracają do jednego śmietnika tylko chodzą po festiwalu…

co do antagonisty – jak sam pisałeś,

prawdziwy konflikt “Dysonansu” umieszczony jest gdzie indziej, a kolo z dmuchawką służy tylko temu, żeby go zainicjować. 

;)

 

@Finkla

Ula przytomność straciła dwa razy – raz na samym początku i raz wraz Aronem, więc to nie jest tak regularnie – do szpitala trafia częściej, bo odwiedza najpierw przyjaciółkę a potem jedzie na końcu z Aronem.

Z Głosem dziewczyna jest już parę lat i uznaje go za część swojej podświadomości – dopiero w śnie/wizji okazuje się, że to coś innego – czyli nie ma powodów, by mu nie ufać (szczególnie, że ten jej nie raz pomagał). Po za tym, Głos ma argument – może zacząć wrzeszczeć a Ula z doświadczenia wie, że ona go nie przetrzyma. 

Ale przecież Ula ma własną motywację do działania – chce się dowiedzieć, co stało się Sandzie i czy może jej jakoś pomóc, a tak ma kogoś, kto wie co się z nią dzieje i kto jej potrzebuje w całości.

 

Pasożyty wrastają od dziecka:

sama nie wiedziała, czy jest pasożytem czy duszą, bo wrastała w życie od samego początku, przestrajanie się w trakcie było zbyt trudne, dopiero śmierć wstrzymywała drgania i pozwalała dopasować się do nowych.

piszczałka działa na pasożyta – dlatego ofiar jest tak mało, bo nie wszyscy takiego mają. Ofiary są dlatego, że dźwiękowe pasożyty ciągną do różnych dźwięków – więc festiwal jest dla nich fajnym miejscem.

 

Tylko w przypadku ludzi z obcymi kawałkami pojawia się punkt zaczepienia?

E, nie. Normalnie ma się pasożyta od urodzenia – Ula dostała swojego w wypadku i pasożyt zgłupiał, jak ich zaśrubowali, Aron dostał swojego w przeszczepie – i dlatego są odporni na piszczałkę – Uli jest zaśrubowany, a Arona niekompletny i nie reagują przez to jak inne.

 

głusiły – głuszyły i dusiły.

 

 czy to coś rozjaśniło?

I would prefer not to.

Odautorska egzegeza zawsze coś tam wyjaśnia, ale to nie o to chodzi… Po przeczytaniu zostałam z WTF.

Cytat o wrastaniu od początku – ale to jest o Uli, nie o pasożycie. Że dziewczyna nie wie, co jest grane, to ja się nie dziwię.

Tylko dwa razy? Pierwszy z Sandą, potem miałam wrażenie, że odjechała na chwilę przy podpalonym śmietniku, potem kiedy Aron grzebał w śmietniku. Kiedy Aron wziął dyktafon, a Ula gaz, też nie skończyło się dobrze. OK, może nie za każdym razem lądowała nieprzytomna w szpitalu, ale ciągle wstawała i szukała dalej. Głupia czy jak?

Wrastają od dziecka, ale można się nimi zarazić z przeszczepem albo w wyniku wypadku? Nadal nie kumam, czym one są.

A czy zamiast “głusiły” nie lepiej by się sprawdziło “wytłumiały”?

Babska logika rządzi!

Pasożyt pokazuje Uli jak to jest być nim – taka projekcja we śnie, postaw się na moim miejscu zamiast monologu – tam dopiszę wyjaśnienie.

 

Przy podpaleniu odjechała, ale na chwilę, więc nie wzięła tego do siebie. 

Miała nie szukać? Przecież o jej najlepszą przyjaciółkę chodziło – raczej jedyną po jazdach i otumanieniu w liceum. Po za tym, po drugim poważnym omdleniu wiedziała już, że musi szukać faceta a nie nasłuchiwać po kubłach.

 

Wrastają – czyli przerastają człowieka – jak korzenie ziemie, więc można je złapać przez przeszczep. a to, że Głos wyleciał w trakcie wypadku ze swojego ciała/nosiciela i wpadł w Ulę to rzadka sytuacja – miał szczęście, że natrafił na kogoś nadającego na bardzo podobnych falach. 

 

Głusiły mi się podoba jako moje słowotwórstwo ;)

I would prefer not to.

I pomogła przyjaciółce? IMO, lepiej by wyszło, gdyby przekazała sprawę fachowcom. A tu jedyne, co wszystkim wychodzi dobrze, to przemilczanie kluczowych informacji.

Babska logika rządzi!

Potem, kiedy wiedziała już, że nie może pomóc (po śnie) i sama czuła się pewnie (bo Głos zniknął) po prostu chciała się zemścić i przejąć szkodliwą piszczałkę – jej przyjaciółki nikt nie zwróci, ale po co kto inny ma tracić bliskich? 

 

I jakim fachowcom miałaby to przekazać? Odesłano by ją do psychiatryka i tyle.

 

Dzięki za uwagi, postarałam się doklarować parę rzeczy ;)

I would prefer not to.

No, choćby glinom. Jeśli zależałoby im na złapaniu kogoś, kto wysłał kilka osób do szpitala, to powinni jej posłuchać. Przecież we krwi żadnego świństwa nie mieli, musi być jakieś inne wytłumaczenie, może i dźwięki.

No, ale to Twój tekst. Tym razem do mnie nie trafił. :-/

Babska logika rządzi!

 

Przykro mi ;(

I would prefer not to.

Nie martw się ani nie stresuj. Jeszcze się taki nie urodził… ;-)

Babska logika rządzi!

Niepokojąca tematyka, tajemnica zalatująca legendą miejską, odpowiednio dziwni kosmici – albo odpowiednio poważne urojenia – czyli wszystko, co lubię. Połączenie oniryczno-paranoidalnego klimatu z kluczową rolą, jaką odgrywała wpadająca w jakiś chory rezonans chirurgiczna śruba sprawiło, że autentycznie przechodziły mnie ciary. Bardzo podobał mi się też sen ze wspomnieniami Głosu i historią wibrostworzeń.

Opowiadanie, zwłaszcza jeśli nie analizować go za mocno na poziomie intelektualnym, tylko chłonąć tak, jak się chłonie – nomen omen – dźwięki, jest rewelacyjne. Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że jest nielogiczne, pełne dziur fabularnych, bo to nieprawda, ale klimat i mentalne obrazy, jakie stwarza, są jego najmocniejszą stroną. I pewnie między innymi dlatego tak dobrze nadaje się na słuchowisko.

Jeśli miałbym na coś czysto subiektywnie ponarzekać, to Aron wydał mi się odrobinę zbyt nijaki jak na rolę, jaką odgrywa. Ja rozumiem, że to nieśmiały chłopak, ale zabrakło mi czegoś, co by urealniło, drobnego dziwactwa, jakiegoś szczegółu z przeszłości, pasji, nie wiem, czegoś jeszcze. Ale tak tylko na siłę się czepiam ;)

Klikam, bo nie kliknąć to ciężkiego kalibru grzech zaniedbania. Ponad arkusz tekstu śmignął nie wiadomo kiedy, dzięki!

^____________^

Dziękuję za klika i za komentarz ;D

Cieszę się, że lektura dała radę ;D

 

uwagę o Aronie odnotuję na przyszłość ;)

I would prefer not to.

Moją opinię znasz, ale też coś naskrobię, a co mi tam. Chętnie bym przeczytała coś więcej o Głosie, który jest zdecydowanie najciekawszym bohaterem opowiadania. Bo historia Uli i Arona, jakkolwiek nie “dźwięczna”, wydaje mi się jedynie tłem dla fabuły głębszej niż ujęcie Włóczykija grającego na piszczałce za śmietnikami. Mając nadzieję, że Ula wyniosła trzeźwą i świadomą rozdwojenia jaźni głowę z tego całego zamieszania, można spokojnie wypatrywać naszej niezłomnej bohaterki w części drugiej. I przyznaję, że wolałabym coś w stylu: “Ula i Głos, morderczy duet” niż “Ula na oddziale zamkniętym”. Jeżeli Głos był zupełnie jej częścią, to czy straci rozum razem z nią, czy też jest np pasożytem żywiącym się… no właśnie, czym? Taki wszechwiedzący głos to otwiera naprawdę wiele dzwi, tyle że trzeba zostawić za sobą upierdliwego gościa z rozwaloną wątrobą (no bo nie powiecie mi, że nie był chłopak upierdliwy).

Kliknęłam, bo wciągnęło :) Co prawda, mi się wydawało, że Głos to dziecko z wypadku, które nie miało tyle szczęścia, co Ula i się w niej ‘zaczepiło’, koncepcja z kosmitami średnio mi podeszła. Najbardziej mnie ugryzło, jak Aron mówi o atomach :P Kłamie, po tym co powiedział, Ula nie powinna za nic mu wierzyć! :D Ja w każdym razie, nie ufałabym komuś, kto wygłasza teorie, że atomy to tylko drgania :P Też mi się podobały fragmenty o rozdzielaniu Uli na pół.

można spokojnie wypatrywać naszej niezłomnej bohaterki w części drugiej. I przyznaję, że wolałabym coś w stylu: “Ula i Głos, morderczy duet”

A to jest akurat do zrobienia ;D

Jak Ula odnajdzie dźwięk, który boli Głos, to im się stosunek sił wyrówna. Aron ma przed sobą już tylko pogrzeb, a potencjalnych antagonistów jest mrowie ;)

 

Edytka:

Ciesze się, że wciągnęłam ;) i dzięki za klika!

A dzieciak, w pewien sposób dalej jest z Ulą, choć ducha planowałam jako mylny trop.

Aron stosował skróty myślowe. A drgają? Drgają ;)

 

I would prefer not to.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo ciekawy pomysł, świetne połączenie psychozy z elementami fantastycznymi. Fakt, że nie do końca wiadomo, czy była to tylko psychoza – a więc nie fantastyka – czy może obcy lub jeszcze coś innego, wcale mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie.

Zgodzę się z przedpiścami, że momentami można się pogubić w fabule. Szkoda, bo myślę, że tekst wiele by zyskał, gdyby był nieco jaśniejszy. :)

Rzeczywiście mnóstwo smacznych kąsków dla słuchowiska. 

Na plus również postacie, zwłaszcza Uli oraz Głosu.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dzięki za komentarz ;)

 

Czy możesz mi wskazać miejsca, gdzie coś było niejasnego?

Bo póki nikt mi takiego kawałka nie pokaże, to nie będę wiedziała, na co mam uważać ;_; 

I would prefer not to.

Ok, odezwę się, postaram się wskazać. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Przeczytałem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

No więc nie do końca zrozumiałem sen i skąd wzięła się ta piszczałka, oraz w jaki sposób trafiła do rzeczywistości i czym tak naprawdę była. W zakończeniu nie było dla mnie jasne co się stało z głosem i dlaczego.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Z przykrością wyznaję, że Dysonans, niestety, nie spodobał mi się. Czytałam kolejne zdania i w miarę rozwijania się sytuacji rozumiałam coraz mniej, a lektura komentarzy niewiele pomogła w przybliżeniu i pojęciu istoty rzeczy. Poza tym raczej nie przemawia do mnie umieszczanie w snach bohaterów wątków kluczowych dla opowieści, tak samo zresztą jak sugestie zawarte w informacjach o pobycie dziewczyny w szpitalu psychiatrycznym.

 

Serce wa­li­ło jej jak młot, ude­rza­ło w ko­wa­dło. –> Co było kowadłem, w które uderzało serce?

 

Wy­pa­dła z alej­ki, ale nie po­tra­fi­ła zła­pać rów­no­wa­gi, za­to­czy­ła się i wpa­dła w grup­kę prze­chod­niów… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Przez chwi­lę je­cha­li w mil­cze­niu. Ula wsłu­chi­wa­ła się w szum jazdy i sy­gnał ka­ret­ki. –> Jak wyżej.

 

– … wszystko dobrze? – głos chłopaka przebił się przez melodię pozytywki. –> Zbędna spacja po wielokropku.

 

I na do­da­tek wy­gry­wa.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

Ula po­czu­ła, ni­skie, ba­so­we wi­bra­cje… –> Masło maślane. Czy mogła usłyszeć wysokie basowe wibracje?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Teraz to nawet nie wiadomo, czy jak ktoś wyskoczy i zażąda portfela, to słuchać czy nie, bo diabli wiedzą, czy to rabunek, czy performance

XDDD

 

Podobało mi się. Może nie tak jak “Spadkodawcy”, ale tu i tu zaliczam się do targetu. Fajne urban fantasy, trochę niepokojące, trochę przygodowe.

Na pewno bardzo dobrze napisane, dialogi też wyszły naturalnie. W ogóle postaci mnie przekonały.

Kawał porządnego opowiadania. Powodzenia w konkursie. :)

@El Lobo

Dzięki za informacje ;) 

Piszczałka jest po prostu piszczałką, tylko piszczy ze specyficzną częstotliwością ;)

A Głos, po tym jak się wypowiedział we śnie, wycofał się i czekał, co zrobi Ula – dlatego odezwał się dopiero, jak rozwaliła piszczałkę.

 

@regulatorzy

spodziewałam się, że nie będziesz zadowolona. Mam nadzieję, że przynajmniej forma bolesna nie była ;)

na moją obronę: sen to nie jest zwykły sen, tylko monolog Głosu w formie, w której Ula nie ma możliwości dyskutowania z nim.

 

@Rossa

Bardzo mnie to cieszy ^____^

I would prefer not to.

Twoja nadzieja, Wybranietz, nie jest płonna – owszem, lektura nie była bolesna, ale nieco mnie znużyła. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam :)

oby z przyjemnością ;)

I would prefer not to.

Przeczytane.

Tylko nie "Tęcza"!

to pozostaje już tylko czekać ;)

I would prefer not to.

W zasadzie, to prosty chwyt – słuchowisko, więc zagrajmy na dźwiękach. Ale muszę przyznać, że dobrze trafiony. Czasami proste wybory, są tym najlepszymi. I tak, jak doceniam sam pomysł, tak trochę gorzej jest z realizacją. Pierwsze, na co zwróciłem uwagę po przeczytaniu, to liczba bohaterów. W zasadzie są to (tylko) trzy osoby. Ula, Aron i Głos. Sandry i pielęgniarki jest zbyt mało, by liczyć je jako ważnych bohaterów. Co prawda, nikt nie mówi, że musi być ich tabun, ale jeśli jest trójka, to przynajmniej interakcja powinna być między nimi większa. Tak, aby przełamać monotonię tych samych osób. Zabrakło mi tego, bowiem przekomarzanie się głównej bohaterki z Głosem nie budzi większych emocji, ot jest. Nie bałem się o nią, wiedziałem, że Głos nie zrobi jej krzywdy, zbyt wyraźnie zaznaczyłaś ich wspólną zależność, taka neutralność, nie robimy sobie nic złego nawzajem. To znacznie obniżyło emocje. Także pojawienie się Arona niewiele wnosi (emocjonalnie). Choć akcja nabiera tempa, to jednak chłopak jest gdzieś z boku dziewczyny i także nie wzbudza mojego zainteresowania, podobnie, jak Głos. Nie bardzo wierzyłem, że może w jakiś sposób, dynamicznie i dramatycznie, wpłynąć na Ulę. Z tych powodów poczułem się rozczarowany, nie iskrzyło między bohaterami i nie mam na myśli miłości, ale jakichkolwiek żywiołowych uczyć, jak nienawiść, gniew, radość czy zazdrość.

Mam wrażenie, że zbyt mocno skupiłaś się na dźwiękach oraz psychologicznej stronie Uli, wręcz psychodelicznej, a zaznaczałem w warunkach konkursowych, by nie iść w strumienie świadomości bohaterów. Oczywiście, daleko z tym jeszcze u Ciebie, ale powiedziałbym, że obrałaś kurs w tamtą stronę. :)

Podsumowując, ciekawy pomysł, sprytnie pomyślany pod względem słuchowiska, ale nie sprostało mu wykonanie, a raczej fabuła, bo wykonanie jest porządne.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Celowałam w coś, co sama chciałabym usłyszeć – tekst, który naprawdę zyskałby na udźwiękowieniu. No szkoda, że nie wyszło.

 

Roztrząsanie psychologii przeważa nad wywoływaniem emocji? Nie do końca tak miało być, pewnie to, co ja uznałam za wartość emocjonalną, okazało się psychologią.

Inna rzecz, że mnie bardziej ciekawi fabuła i procesy zachodzące w postaciach niż wywoływania emocji (no, może poza przytłaczającą, egzystencjalną grozą, ale to chyba nie emocja :)

 

Chyba mogłabym tu Finklę cytować ;)

 

 

I would prefer not to.

Przybij piątkę! ;-)

Babska logika rządzi!

(*●ω●)人(●ω●*)

I would prefer not to.

Tak, tak, a na końcu i tak są cycki, jak widzę.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Początek mnie zaintrygował – fajny, oryginalny pomysł, bardzo ciekawy motyw z rozdwajaniem się. Setting też oryginalny, cały ten festiwal dźwięków. Nawet trochę szkoda, że sztuka okazała się grać mniejszą rolę, niż wydawało się na początku, choć patent na obcych też dał radę :)

Całość jednak zostawiła mnie ze sporymi znakami zapytania, i to nie tymi, które lubię. Bo generalnie nie mam nic przeciwko niedopowiedzeniom, które zostawiają jakieś otwarte furtki do interpretacji, ale tutaj dostrzegłam raczej dziury fabularne, bo te niedomówienia dotyczyły kwestii zbyt istotnych – jak na przykład tożsamości człowieka z piszczałką i jego motywów. W moim odbiorze był to po prostu jakiś zły, który pojawił się, żeby był. Czy coś mi umknęło?

Trochę mało przekonująca była dla mnie relacja Uli i Arona, a motywacja chłopaka jakoś mi się rozmywała. Ale skoro o relacjach mowa, to zwróciłam uwagę na dialogi – bardzo dobre, naturalne, dodające tekstowi lekkości i dynamizmu.

jak na przykład tożsamości człowieka z piszczałką i jego motywów.

starałam się zasugerować, że rezonans w jaki wpadają kosmici wraca do niego jako przyjemność w bardziej fizycznym wymiarze – jak zaśwista w odpowiednią stronę, to robi mu się fajnie, więc śwista dalej. Nie ma więc żadnych głębszych motywów, a tożsamość też nie jest istotna. Chyba zbyt to zakopałam…

Pamiętasz, jakie były inne znaki zapytania?

 

Dobrze, że chociaż dialogi dobre ;)

I would prefer not to.

Nowa Fantastyka