- Opowiadanie: fizyk111 - Przykre skutki naukowej nierzetelności

Przykre skutki naukowej nierzetelności

To moje pierwsze dopieszczone dziecko. Jeśli się spodoba to może ponownie sięgnę do źródła inspiracji. Wielkie dzięki dla Issandera i Tellurskiego za bety.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Przykre skutki naukowej nierzetelności

Ko­lo­ni­za­cyj­na jed­nost­ka “Id En” klasy Pe­ne­tra­tor szła peł­nym cią­giem hamującym w kie­run­ku trze­ciej pla­ne­ty żół­te­go karła typu G. Jak zwy­kle w tego typu ukła­dzie, w ekos­fe­rze znajdowała się tylko jedna. Cza­sem tra­fia­ły się dwie, było ja­kieś pięć pro­cent szans na do­dat­ko­wy zysk, ale tym razem się nie udało.

– Prze­szli­śmy pas aste­ro­id. Ad Em, sko­ry­guj kurs. – Jak zwy­kle przy pod­cho­dze­niu Ja We sta­wał się for­ma­li­stą.

– Od­chył­ka zero, zero dwa jeden, ko­rek­ta ppn o sto dwu­dzie­ścia jed­no­stek wpro­wa­dzo­na – od­po­wie­dział Ad Em

– Kurs stycz­ny do or­bi­ty geo­sta­cjo­nar­nej, po­twier­dzam. Iv Aa, kiedy ak­tu­ali­zo­wa­łaś wi­zu­ali­za­cje?

– Przed wej­ściem do ukła­du, ostat­nia to­po­lo­gia po­wierzch­ni Ee Rt do­ko­na­na dwadzieścia go­dzin temu, naj­now­sze wi­zu­ali­za­cje będą do­stęp­ne za… – Po­trze­bo­wa­łam chwi­li na po­łą­cze­nie z cen­tral­nym kre­ato­rem. – Za zero sześć pięć go­dzi­ny.

– Prze­ślij na­tych­miast, jak będą go­to­we – od­po­wie­dział Ja We i się roz­łą­czył.

Gdy tylko kre­ator za­koń­czył ob­li­cze­nia, prze­rzu­ci­łam je na wi­zu­ali­za­tor i za­czę­łam na­no­sić po­praw­ki. Wie­dzia­łam, że mam ja­kieś pół go­dzi­ny, jak się nie wy­ro­bię w tym cza­sie, to Ja We za­cznie gro­zić kon­se­kwen­cja­mi służ­bo­wy­mi za opóź­nie­nie pro­gra­mu.

Na po­cząt­ku szło do­brze, potem za­czę­łam mieć kło­po­ty.

Przy­szedł Sn Ek i za­py­tał, jak mi idzie.

– Kiep­sko.

– To sko­rzy­staj z mo­du­łu dobra i zła.

– Ale Ja We za­bro­nił.

– Co się przej­mu­jesz, jeśli wi­zu­ali­za­cja bę­dzie OK, to nawet nie zer­k­nie na MDZ.

– Nie, spró­bu­ję dać sobie radę sama.

– Dobrze wiesz, że nie dasz rady. Zrób to razem z Ad Em, a Ja We nawet się nie zo­rien­tu­je.

– Idź już, nie kuś, dam sobie radę.

– Jakby co, to tu masz kody do­stę­pu, ich jed­no­cze­sne uży­cie na obu wej­ściach nie spo­wo­du­je alar­mu.

Wy­szedł.

Wal­czy­łam dalej, ale nic się nie skła­da­ło. Drze­wa cią­gle zja­da­ły di­no­zau­ry, mię­so­żer­na ro­ślin­ność naj­pierw się ple­ni­ła eks­po­nen­cjal­nie, a potem wpa­da­ła w funk­cję delta, gdy za­czy­na­ło bra­ko­wać po­ży­wie­nia. Zo­sta­ło mi ja­kieś sie­dem minut i nie mia­łam już żad­nych wię­cej po­my­słów. Na pul­pi­cie, tuż pod wi­zu­ali­za­to­ra­mi, le­ża­ła karta do­stę­pu do MDZ. Wy­wo­ła­łam myślą Ad Em.

– Mo­żesz przyjść do mnie? Mam pro­blem.

– Już idę, co się dzie­je?

– Wi­zu­ali­za­cje flo­ra-fau­na nie są zbież­ne – po­wie­dzia­łam, gdy wszedł. – Wy­glą­da na to, że wa­run­ki ze­wnętrz­ne de­ter­mi­nu­ją mię­so­żer­ność tu­tej­szej flory, fauna ewo­lu­uje dużo wol­niej i w ten spo­sób roz­wi­ja się do­dat­nie sprzę­że­nie zwrot­ne. W re­zul­ta­cie naj­pierw giną wszyst­kie zwie­rzę­ta, potem zanikają ro­śli­ny mię­so­żer­ne i zo­sta­je tylko trawa. To się nie spodo­ba Ja We.

– Za­kła­dam, że zro­bi­łaś opty­ma­li­za­cję mo­du­łu agre­sji?

– Tak, wszyst­kie stan­dar­do­we pro­ce­du­ry, mi­ni­ma­li­za­cja agre­sji, opty­ma­li­za­cja stra­chu, wypłasz­cze­nie krzy­wej do­bo­ru na­tu­ral­ne­go, nic nie po­ma­ga.

– No to po­zo­sta­je tylko jedna opcja – po­wie­dział Ad Em wcho­dząc do wi­zu­ali­za­tor­ni.

– Tak, wiem, był tu Sn Ek i su­ge­ro­wał to samo, zo­sta­wił nawet kody do­stę­pu.

– No, to na co cze­kasz. Ko­piuj kody i wcho­dzi­my rów­no­cze­śnie, moduł nad­zo­ru mo­ral­no­ści wpad­nie w in­ter­fe­ren­cję i He Ru nawet ostrze­że­nia nie zo­ba­czy, nie mó­wiąc już o alar­mie.

Nie byłam do końca prze­ko­na­na.

Zo­sta­ły dwie mi­nu­ty.

– No dobra, da­je­my.

– Wpro­wa­dza­my kod na trzy. Raz, dwa, trzy, po­szło.

– Dzię­ki Ad Em, wy­sy­łam wi­zu­ali­za­cję do szefa. Muszę wziąć prysz­nic, mo­żesz tu jesz­cze przez chwi­lę zo­stać?

– Iv Aa, je­steś tutaj? – Za­py­tał Ja We wcho­dząc do wi­zu­ali­za­tor­ni.

– To ja, Ad Em. Iv Aa bie­rze prysz­nic.

– Świet­na ta wi­zu­ali­za­cja – po­wie­dział. – Tak się przez chwi­lę za­sta­na­wia­łem nad wa­run­ka­mi pla­ne­tar­ny­mi. Czy te ro­śli­ny nie po­win­ny być bar­dziej agre­syw­ne? Może nawet mię­so­żer­ne?

– Nor­mal­nie to były, ale jak do­da­li­śmy tro­chę em­pa­tii, to wszyst­kie oscy­la­cje się wy­rów­na­ły i ko­eg­zy­sten­cja ga­tun­ków stała się zbież­na.

Ja We spoj­rzał takim wzro­kiem, że Ad Em aż sku­lił się w sobie. Zro­zu­miał, że pal­nął ab­so­lut­ne głup­stwo i nie ma już od­wro­tu, a ich oszu­stwo wyj­dzie na jaw.

– Em­pa­tii!!!! – Wrza­snął Ja We. – Skąd, do cho­le­ry, wzię­li­ście em­pa­tię? Czy może sko­rzy­sta­li­ście z mo­du­łu dobra i zła, z któ­re­go za­bro­ni­łem wam ko­rzy­stać?

– Iv Aa dała mi kody do­stę­pu i pro­si­ła, że­by­śmy je wspól­nie wpro­wa­dzi­li, to zdąży zro­bić wi­zu­ali­za­cję na czas – strach wgry­zał się w jego  trze­wia. Ad Em do­brze wie­dział, czym grozi gniew do­wód­cy.

– Iiiiv Aaaaa!!!! – Za­ry­czał po­now­nie Ja We.

Gdy Iv Aa usły­sza­ła jego krzyk, za­rzu­ci­ła szla­frok na mokre ciało i wy­pa­dła z ła­zien­ki. Wie­dzia­ła, że jest źle, bar­dzo źle – Ja We nigdy nie pod­no­si głosu. A przy­naj­mniej nie robił tego aż do dzi­siaj.

 

Gdy­bym nie ro­zu­mia­ła po­wa­gi sy­tu­acji, to na ich widok wy­bu­chnęłabym śmie­chem. Ad Em był blady jak ścia­na, cała krew od­pły­nę­ła nie wia­do­mo gdzie. Ja We prze­ciw­nie, czer­wo­ny jak świe­żo ugo­to­wa­ny rak, pra­wie wi­dzia­łam stru­mie­nie pary bu­cha­ją­ce mu z uszu. Wy­mie­rzył we mnie palec wska­zu­ją­cy i skan­du­jąc słowa dźgał po­wie­trze pytając:

– Dla­cze­go. Do­da­łaś. Em­pa­tię. Do. Eko. Sys­te­mu?

Stru­mie­nie pary buch­nę­ły teraz z noz­drzy.

– Skąd. Wzię­łaś. Kody. Do. MDZ?

Byłam ugo­to­wa­na. Przez pa­mięć prze­le­cia­ły mi wszyst­kie znane kon­se­kwen­cje uży­cia mo­du­łu dobra i zła – wszyst­kie były pa­skud­ne. Dla­cze­go do­pie­ro teraz do­zna­łam tych nomen omen wi­zu­ali­za­cji. Moż­li­wość zwy­cię­stwa za­śle­pia, po­raż­ka wy­da­je się tak nie­praw­do­po­dob­na, że nawet naj­gor­sze kon­se­kwen­cje nie od­stra­sza­ją. Co mo­głam po­wie­dzieć?

– To Sn Ek przy­niósł mi kody i sku­sił do ich uży­cia. Taka pięk­na była ta pla­ne­ta po wpro­wa­dze­niu odro­bi­ny em­pa­tii.

Wie­dzia­łam, że moje tłu­ma­cze­nie nie przy­nie­sie żad­ne­go skut­ku. No, może po­grą­ży do­dat­ko­wo też Sn Ek.

– Cała trój­ka – Ja We prze­stał krzy­czeć, jego głos był lo­do­wa­to zimny – lą­do­wa­nie i pobyt w try­bie pe­ni­ten­cjar­nym z kwa­ran­tan­ną na trzy ty­sią­ce osiem­set ob­ro­tów wokół lo­kal­nej gwiaz­dy, aż do czasu przy­by­cia zba­wi­cie­la.

– He Ru, wy­ko­nać wyrok na­tych­miast. Za­mknąć do­stęp do Id En dla wszyst­kich ska­zań­ców na czas wy­ro­ku.

Koniec

Komentarze

I znowu kod Biblii…

 jednostka “Id En” klasy penetrator

"Penetrator" kojarzy się trochę… a może to ja jestem zboczona.

 szła pełnym ciągiem hamującym

Na pewno tak się to nazywa? Bo jakoś mi wygląda na oksymoron.

 Jak zwykle w tego typu układzie, w ekosferze znajdowała się tylko jedna.

Niezgrabne. Ja dałabym tak: Układ był typowy – w ekosferze znajdowała się jedna skalista planeta. (Tak w ogóle, to ekosfera zależy od tego, jakie konkretnie życie miałoby w niej mieszkać, ale to drobny szczegół).

 było jakieś pięć procent szans na dodatkowy zysk

Jak to zysk? Oni dla forsy kolonizują (terraformują?) te planety?

korekta ppn o sile stu dwudziestu jednostek

Czy korekta może mieć siłę?

 ostatnia topologia powierzchni Ee Rt (…) najnowsze wizualizacje

Tu mam zastrzeżenia na głębszym poziomie – oni tę planetę zastali i mają terraformować – czy ją odkrywają? Bo jeśli odkrywają, to robią to właśnie strasznie nierzetelnie, podciągając wyniki symulacji pod widzimisię szefa.

 zapytał jak mi idzie

Zapytał, jak mi idzie. Dialog jest drewniany – przekazuje minimum informacji.

 Wygląda na to, że warunki zewnętrzne determinują mięsożerność tutejszej flory, fauna ewoluuje dużo wolniej

Wiesz, naturalnie, że to się nie trzyma kupy? Rośliny polegają właśnie na tym, że tkwią w miejscu i fotosyntezują – mięsożerne stają się przy niedoborze azotu w glebie (a i to nie wszystkie). Poza tym – przyroda nie znosi pustych nisz ekologicznych – jak jest miejsce, żeby coś wyewoluowało, to pewnie wyewoluuje.

 optymalizację modułu agresji

I dalej – organizmy zżerają się nawzajem nie dlatego, że są agresywne, czy że brakuje im empatii – ale dlatego, że są głodne.

 wypłaszczenie krzywej doboru naturalnego

Technogadka powinna przynajmniej udawać, że coś znaczy – to nic nie znaczy.

 No to na co czekasz

No, to na co czekasz?

 jak dodaliśmy trochę empatii to

Jak dodaliśmy trochę empatii, to.

 koegzystencja gatunków stała się zbieżna

Znowu – nieudana technogadka.

Skąd do cholery wzięliście

Skąd, do cholery, wzięliście.

 strach wgryzał się w jego trzewia

Nagle, ni stąd, ni skądinąd, taka metafora. Zupełnie nie pasuje do całości.

 wybuchła bym

Wybuchnęłabym.

 rytmicznie skandując słowa

Nie można inaczej skandować. W każdym razie źle to brzmi.

 doznałam tych nomen omen wizualizacji

Hę? Rozumiem, ale mimo wszystko brzmi to dziwacznie.

 Taka piękna była ta planeta po wprowadzeniu odrobiny empatii.

Strasznie mnie kusi, żeby tu napisać coś zgryźliwego, ale bohatersko się powstrzymam.

 No może pogrąży dodatkowo też Sn Ek.

No, może pogrąży dodatkowo Sn Ek. Imiona nie powinny się odmieniać?

 przestał krzyczeć, jego głos był lodowato zimny

Trochę za abstrakcyjne – może opisz, jak on mówił?

 

Jakieś to takie… zdawkowe. Niby masz coś do powiedzenia, ale nie wygląda to na owoc głębszych przemyśleń, ot, takie "a gdybyśmy tak byli mili dla siebie nawzajem?" Gdyby było zgrabniej napisane, porównałabym ten tekst z "Imagine" – prezentuje podobny ogląd świata, ale pod względem technicznym do Johna Lennona jeszcze Ci daleko. Gitara (albo pióro) w łapki i ćwiczyć.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Podobny motyw jest rozwinięty w opowiadaniu Zajdla “Relacja z pierwszej ręki”. Jak kończyłem ten tekst, miałem łzy w oczach.

Tarnina jesteś strasznie cięta i sądze, że część z wypunktowanych sformułowań można obronić. Ciąg hamujący też mnie zakłuł w oczy: zrozumiałem to tak, że hamowali z pełną mocą silników. W sf funkcjonuje taka konwencja podróży kosmicznej, że przez pół drogi sie przyspiesza, a drugie pół – hamuje.

Nie do końca zrozumiałem przesłanie tekstu. Wydał mi się po prostu transkrypcją biblijnej legendy na kosmiczne realia, bez myśli przewodniej.

Podoba mi się natomiast styl, który trochę przypomina starą, polską sf.

Tarnina,

wielkie dzięki za naprawdę dokładne przeczytanie mojego tekstu oraz jego wnikliwą krytykę. Nie chciałbym tutaj wyjść na kogoś, kto zawzięcie broni każdej napisanej przez siebie bzdury, jednak do pewnych Twoich krytycznych uwag chciałbym się odnieść bardziej szczegółowo.

– Tak Tarnino, to jest komercyjne przedsięwzięcie mające na celu odkrywać nowe planety i przygotowywać je do zasiedlenia. Za każdą terraformowana planetę dostają piec milionów kredytów albo tonę paliwa do silników hiperprzestrzennych albo dziesięć procent zysku ze sprzedaży działek.

Bardzo dużą uwagę zwracasz na coś, co nazywasz „technogadką”. Oczywiście w niektórych przypadkach musze Ci przyznać całkowita rację. „Zbieżności koegzystencji gatunków” nie da się obronić,  „wypłaszczenie krzywej doboru naturalnego” z trudem, ale dałbym radę, natomiast optymalizację modułu agresji z łatwością.

Sporo Twojej uwagi przyciągnął fragment „Wygląda na to, że warunki zewnętrzne determinują mięsożerność tutejszej flory, fauna ewoluuje dużo wolniej”. Twoje stwierdzenie, iż „Rośliny polegają właśnie na tym, że tkwią w miejscu i fotosyntezują” jest zawężonym „ziemiocentrycznym” spojrzeniem na ewolucję – przemieszczające się rośliny są stosunkowo łatwe do wyobrażenia. I dalej piszesz „mięsożerne stają się przy niedoborze azotu w glebie” – no tak, przecież i ja napisałem, że „warunki zewnętrzne determinują mięsożerność tutejszej flory”.

Twoje stwierdzenie „jak jest miejsce, żeby coś wyewoluowało, to pewnie wyewoluuje” jest głęboko filozoficzne i nie bardzo wiem, w jaki sposób odnosi się do tekstu, w którym jest napisane, że fauna ewoluuje wolniej niż flora. Flora jest mięsożerna, w trakcie ewolucji pojawiają się mechanizmy pozwalające efektywniej zdobywać pożywienie, czyli zabijać zwierzęta. Ewolucja zwierząt przebiega wolniej i mechanizmy obronne pojawiają się za późno.

I jeszcze ta agresja. Piszesz „organizmy zżerają się nawzajem nie, dlatego, że są agresywne, czy że brakuje im empatii – ale dlatego, że są głodne.” – i owszem, zżerają się właśnie, dlatego, ale zabijają się nie zawsze z głodu – bywa że ze strachu również. Są takie, które w przypadku zagrożenia uciekają, są też takie, które atakują i zabijają.

To tyle tytułem polemiki, całą resztę uwag biorę sobie do serca i rozumu. Kusi mnie żeby się dowiedzieć, jak chciałaś skomentować fragment „Taka piękna była ta planeta po wprowadzeniu odrobiny empatii.”.

Przy „Penetratorze” pozostanę chyba właśnie, dlatego że od teraz też mi się będzie kojarzył.

 

Do przyrzeczonych już na 2018 ćwiczeń interpunkcji dokładam ćwiczenia stylistyczne.

 

Raz jeszcze dziękuję, Twoje uwagi pozwoliły mi na przemyślenie pewnych nie do końca uświadomionych aspektów Raju.

Taaaa, złoty wiek polskiej fantastyki…. Też zrobiło mi się nieco rzewnie. Ale aż takiego gniewu Szefa się nie spodziewałem, z tekstu nie do końca on wynika, w przeciwieństwie do Pisma…

Nostalgiczne wędrówki w tekstach mi pasują od zawsze. Po raz tysięczny odniesienia do Biblii z perspektywy kosmicznej? Niestety, mam dużą słabość i próg krytyki spada łeb na szyję w dół. 

Fajny klimat zawarłeś w historii – ciekawe, co zaprezentujesz jeszcze :)

@wisielec, @rybak, @Deirdriu

Dzięki za miłe słowa.

 

@wisielec

Konwencja podróży kosmicznych w tym przypadku jest następująca: Przyśpieszenie, wejście w nadswietlną, wyjście z nadświetlnej, koniecznie w dużej odległości od najbliższej planety, hamowanie – taki kosmiczny standard w sf.

Podobny motyw jest rozwinięty w opowiadaniu Zajdla “Relacja z pierwszej ręki”.

Hmm. Podobny, ale Zajdel robi to jakoś sensowniej, sięgając do wyższych wymiarów i takich tam. No, i nie przypisuje empatii dzbanecznikom :) Na mnie też "Relacja…" mocno oddziałała, luby wisielcze, chyba dzięki mocnemu zakończeniu. To bardzo spójne opowiadanie, zbudowane w oparciu o rzadziej używaną na Zachodzie strukturę – i po prostu jest dobrze napisane. Tyle.

 Tarnina jesteś strasznie cięta i sądze, że część z wypunktowanych sformułowań można obronić.

Ja zła kobieta jestem :P. Wszystko można obronić, jak się ma chęć – tylko czy warto?

 komercyjne przedsięwzięcie mające na celu odkrywać nowe planety i przygotowywać je do zasiedlenia

Dobrze – ale czemu tego nie zaznaczysz wyraźniej?

 „Zbieżności koegzystencji gatunków” nie da się obronić, „wypłaszczenie krzywej doboru naturalnego” z trudem, ale dałbym radę, natomiast optymalizację modułu agresji z łatwością.

Gdzie dobór naturalny ma krzywą? Co do optymalizacji modułu agresji może nie wyraziłam się jasno – samo sformułowanie jest w porządku (zakładając, że coś gdzieś tu ma taki moduł, a nie jest jasne, co i dlaczego), natomiast nie jest w porządku traktowanie agresji jako przyczyny mięsożerności. Pomijając fakt, że wiele roślinożernych zwierząt potrafi być bardzo agresywnych (poszukaj sobie czegoś o polowaniach na hipopotamy), biologia tak nie działa. Mięsożerność daje określone korzyści (możesz mieć krótszy układ pokarmowy, więc jesteś lżejszy i szybszy, chociażby), a ewolucja wypełnia wszystkie dostępne nisze. Jeśli istnieją roślinożercy, pojawią się też drapieżniki, padlinożercy, destruenci. Mięsożerne rośliny, jak już mówiłam, łapią owady, żeby uzupełnić niedobór azotu w glebie, ale poza tym fotosyntetyzują normalnie (są rośliny pasożytnicze, ale one żerują na innych roślinach). To nic osobistego, tylko walka o byt. I dalej:

 Twoje stwierdzenie, iż „Rośliny polegają właśnie na tym, że tkwią w miejscu i fotosyntezują” jest zawężonym „ziemiocentrycznym” spojrzeniem na ewolucję – przemieszczające się rośliny są stosunkowo łatwe do wyobrażenia.

Do wyobrażenia – tak. Oczywiście, że są. Ale primo – to ma być Ziemia, więc ziemiocentryczność jest zasadna. Secundo, roślina z definicji jest fotoautotrofem (te pasożytnicze stały się takie wtórnie i po prostu nie ma ich gdzie zaklasyfikować) – a to nakłada na nią pewne ograniczenia. Z jednej strony musi się wystawiać na słońce – ale z drugiej strony wydajność fotosyntezy jest ograniczona (choć i tak większa, niż ogniw słonecznych). Roślinie po prostu się nie opłaca marnować energii na włóczęgi – ona musi zakwitnąć, wydać owoce (to kosztowne!), a nie potrzebuje szukać pożywienia, bo sama je sobie wytwarza. Jest wyspecjalizowana, i tyle.

 

Wymyślić można absolutnie wszystko, co nie jest logicznie sprzeczne – ale żeby to umieścić w opowiadaniu i nie stworzyć wrażenia deus ex machina (które większość czytelników odstręcza), trzeba ustalić pewne reguły. Twój tekst jest krótki, nie ma w nim miejsca na wykłady – to nie wada, ale musisz wiedzieć, że czytelnik weźmie te reguły ze swojego doświadczenia, bo skąd?

 Twoje stwierdzenie „jak jest miejsce, żeby coś wyewoluowało, to pewnie wyewoluuje” jest głęboko filozoficzne

Nie jest filozoficzne – "na pewno" było z mojej strony nadużyciem, za które powinien mi się ukazać wkurzony duch Davida Hume'a :), bo to twierdzenie ma podstawy czysto empiryczne (o których napisałam już wyżej).

 nie bardzo wiem, w jaki sposób odnosi się do tekstu, w którym jest napisane, że fauna ewoluuje wolniej niż flora.

Szybkość ewolucji, tak w ogóle, to szybkość zmiany pokoleń (plus mutacje). Ale mniejsza – skoro jest wolna nisza "zjadacz roślin" to coś ją w końcu wypełni. Czemu nie roślina? Istnieją, jak już mówiłam, rośliny pasożytnicze, a skoro uważasz, że taksony to arbitralne etykietki (”przemieszczające się rośliny są stosunkowo łatwe do wyobrażenia”) , nie możesz twierdzić, że roślina nie da rady wykształcić układu trawiennego, nie? Ekosystemy są homeostatami – bez zakłóceń z zewnątrz ekosystem nie powinien sam siebie podkopać.

 zabijają się nie zawsze z głodu – bywa że ze strachu również

Tak, ale co to ma do rzeczy? Przecież pisałeś o zależnościach w sieci pokarmowej? Motyw z mięsożernością roślin wskazuje na pewną tezę, z którą się nie zgodziłam – przypisałeś im zdolność do empatii, moim zdaniem bezzasadnie. Można by stąd dojść nawet do emotywizmu etycznego, gdyby ktoś był bardziej konsekwentny (złośliwy?) ode mnie.

 Raz jeszcze dziękuję, Twoje uwagi pozwoliły mi na przemyślenie pewnych nie do końca uświadomionych aspektów Raju.

Proszę bardzo. Miło, że mogłam pomóc.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

W świetle uwag Tarniny o technogadce, przyszło mi do głowy, że tytuł opowiadania jest autoironiczny. 

@wisielec

To samo mi przyszło na myśl disiaj rano.

@Tarnina

 Raz jeszcze dzięki za polemikę, myslę że możemy na tym zakończyć – moje możliwości zgłębiania tajników biologii i ewolucji są zbyt małe. Tak z ciekawości, jesteś profesjonalistką czy pasjonatką?

moje możliwości zgłębiania tajników biologii i ewolucji są zbyt małe. Tak z ciekawości, jesteś profesjonalistką czy pasjonatką?

… w jakiej dziedzinie? Jestem absolwentką liceum (klasa biologiczno-chemiczna) i mam w domu parę książek. To naprawdę nie jest wiedza tajemna.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Sympatyczne.

Różnych, także kosmicznych, inscenizacji tego kawałka było a było. Ale niech będzie. Ładnie to wszystko przystosowałeś do wersji SF.

Babska logika rządzi!

Ach, znów to "zapomniane ogniwo" w ludzkiej ewolucji.

W ogóle, to zasadność przedsięwzięcia jest jakaś taka… żadna. Otóż grupa szuka planet, których habitat jest możliwie bliski kosmitom (ludziom?)… ale z głupowego powodu (MDZ to Macierz Dobra i Zła?) pozostawia za karę dwójkę załogantów i znika sobie na prawie cztery tysiąclecia. Oznacza to, że zapomnieli o planecie i zostawili, by krążyła sobie odłogiem? Uznali za niewartą do zasiedlenia (cyt. “sprzedania działek”)?

 

wypłaszczenie krzywej doboru naturalnego” z trudem, ale dałbym radę

W sensie, że wypłaszczenie rozkładu normalnego (Gaussa)? Na genetyce/biologii znam się raczej średnio, ale podeprę się doświadczeniem z analizy matematycznej. Przejrzałem źródła i kojarzę to z doborem apostatycznym, czyli tym, w którym faworyzowani są odchyleńcy (duża dewiacja w zbiorze genów/osobników/przedstawicieli).

Czy oni (załoga) mutowali na prawo i lewo, i oczekiwali jakichś konkretnych wyników?

 

zawężonym „ziemiocentrycznym” spojrzeniem na ewolucję

Mamy przykład jakieś innej? 

Nie czepiam się, ale ciekaw jestem, czy są chociaż jakieś teoretyczne modele (naukowe, nie te z filmów z żółtymi napisami)?

 

Szorciak nawet okej, choć raczej średniak, który nie wybije się z tłumu podobnych. Bo jest kolejną wariacją powtarzanego od dawna pomysłu, ale taką bezpieczną – nie wywróciłeś niczego do góry nogami, nawet mnie w tyłek nie kopnąłeś. Machnąleś sci-fi pełne trudnych zwrotów, za którymi ukryła się szarość kalki.

 

Powiem najpierw, co mi się nie podobało. Skaczesz z narracją, zaczynasz tekst jakby z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego, a po chwili przeskakujesz do tego, co widzi Iv Aa. Wrzucasz też sporo totalnie bezsensownych (lub bezsensownie użytych) pseudonaukowych określeń typu wizualizacja, inferencja itd. Apogeum technogadki jest jakaś korekta ppn. Ok, to opowiadanie fantastyczne i można sobie dla efektu powrzucać jakieś kosmicznie brzmiące terminy, ale gdy w tak krótkim tekście pojawia się ich aż tyle robi się zabawnie i bełkotliwie.

Mam przy tym wrażenie, że zupełnie błędnie używasz słowa wizualizacja, bo według mnie oznacza ona jakieś przedstawienie graficzne, obrazowanie czegoś, a u Ciebie to chyba coś jakby tworzenie życia na planecie. Bo jeśli to jednak wyłącznie wizualizacja, to skąd ten gniew i dotkliwa kara dla nieuczciwych członków załogi?

Od początku (głównie z powodu swojsko brzmiących, mimo zniekształcenia, imion) wiadomo o co chodzi. I tylko znając biblijny kontekst można sobie wyjaśnić wydarzenia na pokładzie Penetratora "Id En", bo w tych wizualizacjach flora-fauna, empatiach, modułach (udających biblijne drzewo), optymalizacjach modułu agresji itp. robi się lekki chaos i zamieszanie, a koncept rozmywa się i zaczyna sprawiać wrażenie naciąganego.

Na plus zaliczam pomysł (przypomniały mi się komiksy z serii "Bogowie z kosmosu") i poprawny styl oraz skutecznie naprowadzające czytelnika imiona bohaterów. Ogólnie konwersja motywu biblijnego na s-f ciekawa, ale lekko zepsuta wykonaniem – i uwzględniam tutaj także wszystkie babole wyłapana przez Tarninę i innych komentujących.

 

 

Kolonizacyjna jednostka “Id En” klasy Penetrator szła pełnym ciągiem hamującym w kierunku trzeciej planety żółtego karła typu G. Jak zwykle w tego typu układzie, w ekosferze znajdowała się tylko jedna. Czasem trafiały się dwie, było jakieś pięć procent szans na dodatkowy zysk, ale tym razem się nie udało.

Co jedna? Jedna planeta (jak się domyślam)? Przecież sam napisałeś, że to była trzecia planeta w układzie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale jedna w ekosferze.

Babska logika rządzi!

A teraz załapałem. Racja, Finklo. Cofam zarzut. Jakoś mi to dziwnie zabrzmiało ale to nie wina autora tylko mojego rozkojarzenia.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Chętnie poczytam więcej takich parazajdlowych opowiadań. Liczę na kolejne!

@stn

Szorciak nawet okej, choć raczej średniak, który nie wybije się z tłumu podobnych. Bo jest kolejną wariacją powtarzanego od dawna pomysłu, ale taką bezpieczną – nie wywróciłeś niczego do góry nogami, nawet mnie w tyłek nie kopnąłeś. Machnąleś sci-fi pełne trudnych zwrotów, za którymi ukryła się szarość kalki.

Na tę chwilę nie mogę tego potraktować inaczej niż jako pochwałę, dzięki. 

ale z głupowego powodu (MDZ to Macierz Dobra i Zła?) pozostawia za karę dwójkę załogantów i znika sobie na prawie cztery tysiąclecia.

Użycie modułu dobra i zła obwarowane (MDZ) jest kilkoma warunkami. Po pierwsze może on być użyty tylko w przypadku modyfikacji nowo odkrytych prymitywnych cywilizacji. Po drugie cywilizacje  te muszą posiadać potencjał rozwojowy, przynajmniej do poziomu handlu międzyplanetarnego. I po trzecie wreszcie ceną ze jego użycie jest nałożenie czterdziestoprocentowego podatku od zysku z handlu, ale nie mniej niż milion kredytów.

Przejrzałem źródła i kojarzę to z doborem apostatycznym…

Naprawdę? Gdy napotykasz w powieści opis działania napędu hiperprzestrzennego toteż sięgasz do źródeł? To samo dotyczy ewolucji. Oczywiście że nie znamy innej niż ta ziemska, ale możemy założyć że istnieją i próbować je sobie wyobrażać – polecam Fiasko S.Lema.

Raz jeszcze dzięki za uwagi, które pozwoliły mi na dalsze uściślenie praw rządzących w Raju.

 

@mr.mars

Dzięki za pochwały, mobilizują równie dobrze jak krytyka (no, może ciut bardziej).

Ok, to opowiadanie fantastyczne i można sobie dla efektu powrzucać jakieś kosmicznie brzmiące terminy, ale gdy w tak krótkim tekście pojawia się ich aż tyle robi się zabawnie i bełkotliwie.

OK, przyjąłem i postaram się…. No jakoś powściągnąć.

Mam przy tym wrażenie, że zupełnie błędnie używasz słowa wizualizacja

Moje niedopatrzenie, niestety kolejne z serii. Wizualizacja jest ostatnim etapem tworzenia modelu ewolucji na danej planecie dokonywanej przez kreatora. Pozwala po prostu na przedstawienie wyników w formie zrozumiałej dla… No właśnie, dotarłem do momentu, w którym wypadałoby jakoś nazwać moich kosmitów. Rasa Go Od może?

 

@Finkla

Dzięki za pomoc podczas mojej nieobecności

 

@wisielec

Postaram się, chociaż ze smutkiem informuję, że jak na razie moja płodność jest raczej powolna.

Użycie modułu dobra i zła obwarowane (MDZ) jest kilkoma warunkami.

Ale nie powiedziałeś tego, ani nie zasugerowałeś na tyle wyraźnie, żebyśmy mogli się domyślić (przynajmniej ja – ktoś inny?).

 Gdy napotykasz w powieści opis działania napędu hiperprzestrzennego toteż sięgasz do źródeł?

Non sequitur. To dwie różne rzeczy, zob. tutaj. Jeśli piszesz "T'titi weszła do teleportu i znalazła się na planecie Tratata" – to nie potrzeba wyjaśnień, bo liczy się skutek, który T'titi mogła osiągnąć inaczej. Ale jeśli opierasz fabułę na szczegółach działania jakiegoś gadżetu, musisz je wyjaśnić wcześniej, żeby to było zrozumiałe.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dlatego tak pomarudziłem przy szorcie, bo tekst napisałeś dość krótki, ale wszystkie wyjaśnienia i komentarze, którymi go uzupełniasz zaczynają być już dłuższe i bardziej od niego złożone. 

 

I po trzecie wreszcie ceną ze jego użycie jest nałożenie czterdziestoprocentowego podatku od zysku z handlu, ale nie mniej niż milion kredytów.

Za Tarniną – dlaczego nie ma tych wyjaśnień w tekscie, dlaczego nie wynikają z treści? Pamiętaj, że czytelnik nie wie, co w danym momencie sobie autor pomyślał, co piszącemu podpowiedziała jego własna mapa skojarzeń.

 

Naprawdę? Gdy napotykasz w powieści opis działania napędu hiperprzestrzennego toteż sięgasz do źródeł? 

Jeśli czegoś nie rozumiem, a z czymś mi się kojarzy – jak najbardziej. To jest sci-fi, a ów tag ma swoją konotację, której z uporem będę się trzymał. Mam w głowie utrwalone pewne terminy, zaś tekst o kilka z nich zahaczył, ale w taki sposób, że zamiast mi te “pudła” ułożyć, rozrzucasz je po pokoju. Rozumiesz?

Gdy napotykam tak wiele dumnych i trudno brzmiących słów, jak w Twoim tekście znalazłem, to zaczynam mieć nadzieję, że faktycznie jest tutaj coś z "science" ukrytego; twardego, smacznego, zmuszającego do rewizji własnych spostrzeżeń lub doświadczeń. Nie marudź więc, że w szorciaku dojrzałem wydmuszkę. Ładną, ale pustą w środku. Pomijam nawiązania biblijne – te mnie nużą.

 

To samo dotyczy ewolucji. Oczywiście że nie znamy innej niż ta ziemska, ale możemy założyć że istnieją i próbować je sobie wyobrażać – polecam Fiasko S.Lema.

No właśnie dlatego pytałem – byłem ciekaw, czy wpadłeś na coś konkretnego. Coś opartego na krzemie, może na siarce?

Lema lubię, ale zbyt szybko przejadają mi się jego wywijasy językowe. Powoli zaczyna się też (niestety) dewaluować (ale to już wina płynącego czasu i naszego rozwoju).

Lema lubię, ale zbyt szybko przejadają mi się jego wywijasy językowe. Powoli zaczyna się też (niestety) dewaluować (ale to już wina płynącego czasu i naszego rozwoju).

A tam, dewaluować. Iliada się nie dewaluuje, Lem też nie. :D

Ot, zaledwie taka sobie zdała mi się scenka, a i pomysł na nią niezbyt odkrywczy. Przeczytałam bez przykrości, ale w pamięci raczej nie zachowam.

 

– Iv Aa, je­steś tutaj? – Za­py­tał Ja We wcho­dząc do wi­zu­ali­za­tor­ni. –> – Iv Aa, je­steś tutaj? – za­py­tał Ja We, wcho­dząc do wi­zu­ali­za­tor­ni.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

– Em­pa­tii!!!!Wrza­snął Ja We. –> – Em­pa­tii!!!wrza­snął Ja We.

Trzy wykrzykniki wystarczą aż nadto.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka