- Opowiadanie: Revlis - Zeus Europejczyk

Zeus Europejczyk

Kolejna przygoda Zeusa. Tym razem wraz z żoną i dwójką dzieci wybrał się na wczasy na słoneczną Kretę. Oryginalny tytuł brzmiał “Zeus na Krecie” ale myślę że ten pasuje bardziej. 

*Tekst nie każdemu przypadnie do gustu. Szczególnie osobom które nie czytują mitologii. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Zeus Europejczyk

Palące promienie letniego słońca otulały całe piaszczyste wybrzeże greckiej wyspy zwanej Kretą. Dziesiątki kurortów, wodnych atrakcji, sklepów z pamiątkami i budek z jedzeniem sprawiały, że było to jedno z najczęściej wybieranych przez wczasowiczów miejsc na spędzenie wakacji. Każda grecka rodzina marzyła o wybraniu się w te okolice. Niezależnie od swojego statusu.

– No, wreszcie dotarliśmy – rzekł czerwony z wysiłku Zeus, zrzucając na gorący piasek sporych rozmiarów podróżny plecak. – Teraz tylko znaleźć jakieś dogodne miejsce – wymamrotał rozglądając się po plaży pełnej turystów.

– Czas najwyższy – odparła stojąca obok niego kobieta, ubrana w strój kąpielowy zdobiony szykownymi falbankami, trzymająca sporych rozmiarów, kolorowy parasol. – Ostatni raz nad morzem byliśmy całe milenia temu. I mówię to dosłownie.

– Wiesz dobrze czemu – burknął pan Olimpu, wyjmując z kieszeni swoich krótkich spodenek ciemne okulary. – Mój braciszek dalej gniewa się za to, że wypuściłem Krakena.

– Rasowego Krakena – dodał idący za dwójką muskularny mężczyzna, ubrany jedyne w ciemny hełm zakrywający całą jego twarz, oraz dmuchane koło do pływania z wizerunkiem żółtej kaczuszki. – A ładny był. Łapę dawał i aportować umiał.

– Tylko pamiętaj co ci mówiłam, Aresku –  przerwała mu pani Olimpu wyjmując z leżącego na piasku plecaka dmuchane rękawki. – Pod żadnym pozorem nie pływaj poza żółtą boją, bo się utopisz. Albo co gorsza, wujek Posejdon pomyśli że przyjechaliśmy go odwiedzić. A tego przecież nie chcemy, bo znowu się z twoim ojcem pobije.

– Hera, skarbie, daj Areskowi trochę swobody – mruknął Zeus, przyglądając się swojej żonie zakładającej dmuchane rękawki na bicepsy boga wojny. – Jeśli Posejdon chce, niech przyjdzie. Kiedyś pogodzić się trzeba. A jeśli będzie niewygodny, może mnie cmoknąć w sandał.  

– A skoro już o sandałach mowa – wtrącił stojący obok mężczyzna, do którego butów przyczepione były ptasie skrzydła. – Ja wiem tato, że jesteś nieco staromodny, a jeśli ktoś nosi sandały przez tysiąclecia, to odzwyczaić się niełatwo. Ale czy musiałeś dobierać do nich skarpety? Ludzie się na ciebie gapią!

– Od tego mają oczy, żeby mnie podziwiać – rzekł dumnie Zeus zakładając ciemne okulary. – Zamiast krytykować, zrobiłbyś coś pożytecznego. Przejdź się może do budki z hot-dogami i kup wszystkim coś do jedzenia.

Posłaniec bogów nie zwlekał z wykonaniem polecenia pana Olimpu. W mgnieniu oka skoczył w kierunku najbliższego stoiska z ulicznym jedzeniem, pozostawiając Zeusa, Herę i Aresa w tumanie piasku.

 

*****

 

– Cztery hot-dogi proszę – wycedził Hermes, który przybył pod przenośną budkę z hot-dogami z taką prędkością, że podmuch wiatru niemal wprawił w ruch wszystkie jej kółka.

– Jakie sosy? – zapytał stojący po drugiej stronie stoiska osobnik o ciemnej karnacji z głową szakala, otwierający właśnie pojemnik z gotowanymi parówkami. 

– Oho, imigrant – wymamrotał pod nosem Hermes. – Mogą być mieszane. Jak dzisiejsza populacja Grecji. Ile się należy?

– Za każdy trzy – odparł, pokazując na palcach wymienioną liczbę.

– Trzy czego? – burknął Hermes. – Trzy sztuki złota? Srebra? Platyny?

– Euro – rzekł osobnik o głowie szakala, wyciągając otwartą dłoń w kierunku boskiego posłańca.

– A tak, zapomniałem że zasady tu ustalają nie bogowie, a Unia Europejska – wymamrotał Hermes. – Ironia sytuacji polega na tym, że jej obecność na tej wyspie wiąże się bezpośrednio z wybrykami ojca – dodał zaglądając do swojego portfela. – I oczywiście euro brak. Ares w swojej głowie zamiast oleju ma smalec, więc swojego portfela na pewno nie zabrał, a macocha Hera kieszonkowe daje tylko własnym dzieciom, więc na jej pomoc liczyć raczej nie mogę.

– Przelewy kartą też przyjmujemy – przerwał mu sprzedawca, wyciągając z ukrytej w budce szuflady niewielki czytnik kart kredytowych.

– Tato! – wrzasnął Hermes. – Masz coś na koncie?

Zza pleców boskiego posłańca bez ostrzeżenia wyskoczył oślepiający piorun, który z trzaskiem trafił w leżące na bufetowej ladzie urządzenie. Lampka w czytniku zaświeciła się na zielono.

– I to się nazywa przelew błyskawiczny – rzekł z szerokim uśmiechem Hermes, odbierając od sprzedawcy zakupione hot-dogi.

 

*****

 

– Kochanie, zdejmij te skarpety – mruknęła Hera, nakładając na swoje brzoskwiniowe ramiona olejek przeciwsłoneczny. – Gdyby Edyp cię teraz zobaczył, bez wątpienia wydłubałby sobie oczy. Drugi raz.

– Nie stawiaj mnie proszę między Scyllą a Charybdą – burknął Zeus, rozkładając na piasku sporych rozmiarów ręcznik. – Ludzie muszą widzieć, że bogowie zdolni są do rzeczy, których zwykły śmiertelnik w życiu by się nie podjął.  Poza tym, niech tylko spróbują się zaśmiać, to…

– Wyślesz im w podarku drugą Puszkę Pandory? – przerwała mu Hera.

– Puszka była tylko dodatkiem – syknął Zeus. – Prawdziwym kataklizmem było wysłanie im kobiety – wycedził po chwili, ledwo powstrzymując się od śmiechu.

Nagle cała plaża zatrzęsła się rytmicznie, zmuszając Zeusa do położenia się na ręczniku, przewracając większość przechadzających się na molo turystów, oraz na chwilę wzburzając opływające je wody.

– Widzisz? – parsknął Zeus. – Nawet stary Atlas się śmieje!

– No oczywiście, wam wszystkim to tylko baby we łbach siedzą – warknęła pani Olimpu, podnosząc garść piasku. – A tobie to w szczególności, degeneracie jeden – dodała ciskając nią w stronę męża.  

– Nic na to nie poradzę – odparł szyderczo Zeus, wypluwając kilka ziaren piasku. – Taka już moja natura, że panny za mną przepadają. Wszak od dziecka byłem bardzo urodziwy.

– O tak, nadal pamiętam jak matka podmieniła cię na kamień w pieluszce, by uchronić cię przed  apetytem taty – odparła Hera uśmiechając się. – Żeby własny ojciec nie odróżnił cię od kamienia, to trzeba być naprawdę pięknym– odparła Hera, szczerząc zęby.

Niespodziewanie, boska para pokryta została tumanem piasku sygnalizującym przybycie najszybszego na świecie posłańca. Przed ich oczyma stanął Hermes, trzymający hot-doga w każdej ręce.

– Ja już swojego zjadłem – zaczął, wręczając pokryte piaskiem jedzenie Zeusowi i Herze.

– A co z Areskiem? – zapytała pani Olimpu, odgarniając ze swojej przekąski ziarna piasku. – Jak rozumiem, dałeś mu jego porcję przy kąpielisku?

– Zjadłem za niego, bo swojej nie chciał – odparł sucho Hermes. – Był za bardzo zajęty jazdą na koniku.

– Jakim znowu koniku? – syknęła Hera, ukradkiem zerkając na marszczącego brwi Zeusa.

– Na morskim koniku – rzekł boski posłaniec, wskazując palcem na burzące się w oddali morze. – No takim dużym, z ogonkiem. Zdaje się, że wujek Posejdon mu pożyczył.

– No i przyszedł skubaniec – syknął Zeus podnosząc się z ręcznika. – Cóż, prędzej czy później i tak musiałbym się z nim pogodzić, więc równie dobrze mogę spróbować teraz. Skarbie, jeśli chcesz, możesz zostać i się poopalać.

– Żebyś bez mojej wiedzy znowu oglądał się za babami? – warknęła Hera, chwytając swój kolorowy parasol. – Na minutę cię z oczu nie spuszczę!

– Ech, wiedziałem że tak łatwo się jej nie pozbędę – mruknął Zeus, ruszając w stronę wody.

– To ja tu zostanę – rzekł Hermes, rozkładając się na ojcowskim ręczniku – i odpocznę trochę.  

 

*****

 

– Wio koniku! – wrzasnął Ares, siedzący na grzbiecie sporych rozmiarów konia morskiego, który wierzgał się wszystkie strony. 

– Tylko nie spadnij! – zawołała Hera, podążająca wraz z mężem wzdłuż piaszczystej plaży.

– Patrzcie kto postanowił nas odwiedzić! – krzyknął donośnie mężczyzna stojący po kolana w wodzie, ubrany w przemoczoną, hawajską koszulę i czapkę z daszkiem, pod którą na haczykowatym nosie kiwały się ciemne okulary – Kochany braciszek Zeus – dodał spoglądając na stopy władcy Olimpu, powstrzymując się od śmiechu.

– Akurat byłem w okolicy, więc pomyślałem że przyjdę się przywitać – odparł oschle Zeus, spoglądając na pływającą obok pana mórz deskę surfingową – O, widzę że szykuje się małe prasowanko.

– Miałeś się z nim pogodzić, a nie przekomarzać – syknęła Hera, godząc męża łokciem w bok.

– Śmiej się, śmiej braciszku – przerwał jej Posejdon, którego zielona jak morskie odmęty broda falowała na delikatnej bryzie. – Gdy tylko pstryknę palcami, fale same pozwolą mi się ujeżdżać. Wystarczy że pokażę się tak na desce surfingowej, a wszystkie panny będą moje!

– Wiedziałam – burknęła pani Olimpu. – Im zawsze tylko baby w głowach siedzą…

– Panny? – wymamrotał Zeus, podnosząc brwi. – Ekhm, drogi braciszku. W sprawie tego Krakena, to ja… Cóż, chciałem przeprosić. Wiem dobrze ile dla ciebie znaczył.

– Jakiego Krakena? – fuknął Posejdon, wychodząc z wody. – Wiem że ostatnio nie rozmawiało się nam najlepiej, ale na pewno nie z powodu jakiegoś filmowego potwora z lat osiemdziesiątych.

– Tak? – odparł zaskoczony pan Olimpu. – To za co jesteś na mnie obrażony?

– Pamiętasz swoją ostatnią wizytę na Krecie? – rzekł władca mórz, zbliżając się do brata. – Pomijając twoje dziwne fetysze ze zmienianiem się w zwierzęta, przypominasz sobie coś narobił?

– Jeśli mnie pamięć nie myli – zaczął Zeus, ostrożnie spoglądając na mrużącą podejrzliwie oczy Herę – to przyniosłem tu niejaką Europę. Ale to chyba nie było nic złego, prawda?

– Nic złego? – burknął Posejdon. – Dałeś początek Europie! Co gorsza, był to mityczny początek, a więc utwierdzony został w ludzkich wierzeniach! Rozejrzyj się wokół! Kryzys walutowy! Kryzys migracyjny! Nie rozumiesz? Nieświadomie dałeś początek… Unii Europejskiej!

– Czyli jednak była druga Puszka Pandory – stwierdziła chłodno Hera.

– Aaa, więc o to chodzi! – parsknął Zeus klepiąc Posejdona po ramieniu. – Spokojnie braciszku, nie zapominaj że w środku oryginalnej puszki, prócz chorób i nieszczęść, była także nadzieja. Może i z tej całej Unii Europejskiej będzie kiedyś jakiś pożytek.

– Ech, długo gniewać się nie mogę – odparł Posejdon poprawiając swoją czapkę z daszkiem – Może powspominamy stare czasy? Niedaleko jest dobry klub. Jeśli mnie pamięć nie myli, nazywa się Labirynt. A przynajmniej nazywał, dwa milenia temu.

– Żebyście mogli małolaty podrywać? – fuknęła Hera, zagradzając bogom drogę. – Idę z wami i basta!

– Mama, patrz! – wrzasnął pływający na morskim koniu Ares. – Znalazłem pana ze skrzydłami!

– Aresku zostaw, to tylko Ikar!- krzyknęła Hera, odwracając się w stronę morza. – Nie dotykaj, bo może jakieś zarazki przenosić! No, to teraz możemy… – Zaczęła spoglądając na miejsce, w którym kilka sekund temu stał jej mąż.

Zarówno Zeus, jak i Posejdon, dali nogę gdy tylko wypatrzyli ku temu okazję. Ich ślady na plaży zostały zmyte przez pieszczotliwie obejmujące ją zielonkawe fale.

– Tylko baby im we łbach siedzą – powtórzyła ze zrezygnowaniem Hera, po czym rozłożyła swój kolorowy parasol i wzdychając ciężko usiadła na piasku.

 

Koniec

Komentarze

Sympatyczne, choć nie powaliło. Niektóre zdania fajnie Ci wyszły, przy niektórych scenach nawet się uśmiechnąłem bądź zaśmiałem.

Jednak wszystko to nie wina Tuska, a Zeusa :O Całe życie w błędzie :( :P

Niezależnie, od swojego statusu. – zbędny przecinek.

Pozdrawiam ;)

Mam podobne odczucia jak Realuc. Fajne opowiadanie, czytało się bez większych zgrzytów, a i porównanie boskiej rodziny do typowej polskiej rodziny na wakacjach wyszło nader komicznie :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Nic nie urywa, ale sympatycznie.

Oj, faktycznie, Zeus to był straszny pies na baby. I byk, i łabędź, i… ;-)

Przecinkologia Ci kuleje. Na przykład wołacze, Revlisie, oddzielamy obustronnie przecinkami od reszty zdania. Trochę literówek.

że było to jedne z najczęściej wybieranych przez wczasowiczów miejsc na spędzenie wakacji.

Jedno. “Jedne” to liczba mnoga.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za wskazanie baboli i kilka cennych wskazówek. Naniosłem już drobne poprawki. 

Fajnie, że wyłapane zostało porównanie do polskiej rodziny, bo dokładnie o taki efekt mi chodziło. 

Uczę się na błędach, więc każdy kolejny twór, nieważne jak błahy, powinien mieć ich mniej. 

Jest to generalnie przeżuwanie znanych mitów i niczego nowego nie odkrywamy w tym tekście.

ALE

Względem Pantarei zrobiłeś wielki przeskok stylistyczny. Teraz Twoje teksty daje się czytać i to nawet z przyjemnością. Zuch chłopak! Spróbuj napisać, co Ci w duszy gra, równie wartkim stylem. Jak na sześciolatka idzie Ci doskonale :D

Poważne formy też mogą mieć wartką akcję popychaną przez dialog.

 

Jest to nieco długi żart, w którym daremno wypatrywać puenty. Ale czyta się z uśmiechem i napisane jest w sumie lepiej niż poprawnie. Dobre nawiązania i dowcipy przeplatasz słabszymi jednak ogólna koncepcja wydaje się sympatyczna, a całość sprawia pozytywne wrażenie. W lekki, oparty na ciekawym pomyśle tekst wypełniony umiarkowanie śmiesznym humorem wplotłeś politykę i wyszła taka wakacyjna publicystyka na wesoło. Mnie zastanowiło tylko dlaczego hot-dogi sprzedaje facet z głową szakala. Na tej plaży nie było zwykłych ludzi tylko same postacie z mitologii? A jeśli byli, to dlaczego jakieś bóstwo sprzedaje hot-dogi?

 

Jest w tekście jeszcze trochę baboli, ale nie będę wnikał. Wytknę dwie rzeczy:

 

Hera zaczyna dwie wypowiedzi od dziwnie brzmiącego i wyglądającego: "Co,(…)"

 

oraz

W mgnieniu oka skoczył w kierunku najbliższego kłębowiska stoisk z ulicznym jedzeniem (…)

Kłębowisko stoisk nie wydaje mi się trafionym związkiem.

– Jakie sosy? – zapyał stojący (…)

Zżarło "t".

Po przeczytaniu spalić monitor.

mr.maras dzięki za opinię i znalezienie błędów. Co do sprzedawcy, to chciałem zwrócić uwagę na fakt, iż jest on imigrantem. Ponieważ tekst opiera się na mitologii greckiej, przedstawienie go jako osoby z innej mitologii (głowa szakala kojarzy się z mitologią egipską) wydało mi się dobrym pomysłem. A dlaczego sprzedaje akurat hot-dogi? Bez wyraźnej przyczyny. Po prostu zawsze na plaży ktoś to robi. 

Jak już wspomniałam przy okazji Zeusa Olimpijczyka, niestety, nie bawią mnie perypetie postaci mitologicznych przeniesionych do czasów nam współczesnych, więc i Zeus Europejczyk ani nie rozbawił, ani w pamięci nie zostanie.

 

ubra­ny je­dy­ne w ciem­ny hełm… –> Literówka.

 

– Wy­ślesz im w po­dar­ku drugą Pusz­kę Pan­do­ry? –> – Wy­ślesz im w po­dar­ku drugą pusz­kę Pan­do­ry?

 

– Czyli jed­nak była druga Pusz­ka Pan­do­ry… –> – Czyli jed­nak była druga pusz­ka Pan­do­ry

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Rasowego Krakena – dodał idący za dwójką muskularny mężczyzna, ubrany jedyne w ciemny hełm 

Literówka.

– Tylko pamiętaj[+,] co ci mówiłam, Aresku –  przerwała mu pani Olimpu wyjmując z leżącego na piasku plecaka dmuchane rękawki. – Pod żadnym pozorem nie pływaj poza żółtą boją, bo się utopisz. Albo co gorsza, wujek Posejdon pomyśli[+,] że przyjechaliśmy go odwiedzić.

– Wio[+,] koniku!

– Patrzcie[+,] kto postanowił nas odwiedzić!

Zwróć uwagę na przecinki. Zawsze oddzielamy nimi wołacze, stawiamy przed że, który. Tak samo jak masz dwa czasowniki – coś je musi rozdzielać (albo łączyć).

Czytało mi się dobrze :)

 

Łatwo weszło, łatwo się zapomni. Lekka narracja niosła mnie przez opowiadanie o równie lekkiej treści – to nie jest zarzut ani też wada tekstu, to jego cecha. Ale rodzaj humoru skojarzył mi się mocno z polskimi kabaretami, które… przestały śmieszyć mnie dekadę temu. Ciągłe wrzutki “babskie”, czyli damsko-męskie perypetie, żarty opierające się na prostych skojarzeniach i powiązaniach, są dla mnie po prostu za słabe, nie zaskakują. Za mitologię grecką łap jednak ogromnego plusa, mam do niej słabość.

Nowa Fantastyka