- Opowiadanie: Tomasz R.Czarny - SEN

SEN

Jetsem nowy i właśnie usiłuje się wkręcić  pierwszym utworem, opowiadaniem. Umieszczam krotkie opowiadanie z nutką dreszczyku i zagadką w tle.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

SEN

Ciemność. Wokoło panowała wszechogarniająca ciemność. Ciemności towarzyszyła przeraźliwa cisza. Piotr Halicki zastanawiał się skąd się tu wziął, a co najważniejsze, gdzie w ogóle się znajduje. Nie pamiętał jak tu się znalazł. Niewiele pamiętał.  Nic nie widział. Ciemność przesłaniała mu oczy. Nie bardzo wiedział, co ma robić, gdzie iść.  Usiłował się skupić. Spokojnie powtarzał sobie w duchu. Jednak z niewiadomych przyczyn nie potrafił opanować wewnętrznego niepokoju. Coś w środku jego ciała nie pozwalało mu się uspokoić. Teraz zdał sobie jeszcze sprawę z całkiem innego odczucia, które przez cały czas mu towarzyszyło. Miał wrażenie, że nie jest tu sam. Ktoś jeszcze mu towarzyszył. Czuł jakąś obecność. Piotr zamarł. Przestał na chwile oddychać i zaczął nasłuchiwać. Jedynie, co usłyszał to głucho dzwoniąca cisza. Powoli sięgnął prawą ręką do lewego boku gdzie miał przytwierdzona kaburę z bronią. Miał w każdym razie taką nadzieję, że pistolet jest tam gdzie powinien. Nigdzie nie ruszał się bez niego. Zdejmował szelki z kaburą tylko w swoim domu a był raczej pewny, że nie znajduje się w swoim mieszkaniu. Namacał miejsce gdzie powinna być umieszczona kabura z pistoletem. Natrafił na wybrzuszenie. Namacał i stwierdził, że kształt odpowiada temu, co się spodziewał tam zastać. Dziwne, do tej chwili nie czuł przywieszonego pistoletu, ale odkąd namacał go i stwierdził, że jest tam gdzie powinien od razu czuł, że ma go w kaburze przytwierdzonego na szelkach przy lewym boku pod ręką. Poczuł się trochę bardziej pewnie. Teraz mógł się zająć tym kimś, kto się czaił w ciemnościach.

– Jest tu ktoś? – rzucił pytanie w ciemność Piotr jednocześnie odpinając kaburę i chwytając kolbę pistoletu do reki. Nikt mu nie odpowiedział. Cisza, jaka panowała wręcz z powrotem zaczęła mu wciskać słowa do ust. 

– Jestem policjantem. – spróbował ponownie nawiązać kontakt i efekt był taki sam. Miał wrażenie, że słowa nie wydobywają się na zewnątrz tylko wracają do niego. Gdzie on do cholery się znajduje? Wyjął pistolet mocno ściskając go w ręku.

– Posłuchaj kimkolwiek jesteś, mam broń nie chcę jej używać, ale jeżeli będę zmuszony nie zawaham się jej użyć. – Piotr pomyślał, że groźba użycia broni zmusi tego kogoś do ujawnienia się albo choćby do jakiejś reakcji. Nic takiego się nie stało. Co robić? Gdzie jestem? Jak się tu znalazłem? Kto tu jest? Grad pytań zaczął atakować umysł Piotra. Zaczął się pocić. Zapalniczka. Wpadł nagle na pomysł. Przecież powinien mieć zapalniczkę. Palił papierosy. Lewą ręką sięgnął do kieszeni gdzie spodziewał się znaleźć zapalniczkę. Była na miejscu. Wyciągnął zapalniczkę z kieszeni i zapalił ją. Zaskoczyła za pierwszym razem. Płomień oświetlił ciemność. Na niewiele się to jednak zdało. Ciemność, jaka go ogarniała była tak gęsta, że niewiele było widać. Co się u licha dzieje?  Widział jedynie na jeden metr. Obrócił się wokół własnej osi oświetlając otoczenie. Nikogo nie zobaczył. Nawet nie był w stanie stwierdzić gdzie się znajduje. Jedna wielka pustka a tam gdzie promień światła się kończył panowała czarna ciemność. Ciemność, która przybierała fizyczną formę. Musiał coś zrobić. Ruszyć się. Cokolwiek. Nie mógł tak stać w miejscu. Jeszcze raz spróbował się wyciszyć i skupić myśli. Gdzie jest? Jak się tu znalazł? Musiał znaleźć odpowiedzi na te pytania. Postanowił najpierw przywołać ostatnie wspomnienia chwil z przed tego jak się tu znalazł. Nie potrafił przywołać wspomnień, nie potrafił przywołać swojej pamięci, jakby nic wcześniej nie istniało, jakby jego Zycie zaczęło się dopiero przed chwilą. No i to pieprzone uczucie, że jest obserwowany, że ktoś jest jeszcze w tej cholernej ciemności. Ruszył przed siebie. Zrobił jeden krok do przodu. Nic się nie stało. Zapalniczka zaczynała się rozgrzewać i parzyć go w palce. Zanim stała się gorąca na tyle, że musiał ją zgasić Irbil jeszcze cztery kroki. Płomień zgasł i ciemność natychmiast go otuliła. Zrobił pięć kroków przed siebie w linii prostej i nic. Nie natrafił na żadną ścianę albo jakiś mebel. Pomieszczenie, w którym się znajdował musiało być dość duże i puste. Jedno wiedział na pewno znajdował się w jakimś pomieszczeniu. Powietrze, jakie go otaczało wskazywało, że nie jest na dworze. Nie było czuć tego ruchu powietrza charakterystycznego dla dworu. Miał swoją odpowiedź przynajmniej na jedno pytanie. Był w pomieszczeniu. Teraz stał i nasłuchiwał. Nic nie było słychać. Wrażenie czyjejś obecności nadal mu towarzyszyło. Zaczął się zastanawiać czy przybliżył się do tej obecności czy też oddalił. Nie był w stanie tego stwierdzić. Uczucie się nie zmieniło. Piotr ukucnął i dotknął podłoża. Zimne, twarde, sztuczne. Wstał. Zrobił trzy kroki w lewą stronę. Nic się nie stało. Nie natknął się na ścianę ani na żaden przedmiot. Wróciła miejsce i to samo zrobił w prawą stronę ponownie nic. Zaczął powoli iść do przodu, jednocześnie nasłuchując odgłosów. Musi w końcu coś usłyszeć. Nic. Głucha dzwoniąca w uszach cisza. Ponownie przystanął.

– Kim jesteś i czego ode mnie chcesz? – Piotr ponowił próbę nawiązania kontaktu z tym kimś. Żadnej odpowiedzi.  Zaczynał się niepokoić. Kolejne dwa kroki do przodu. Nagle przystanął. Teraz wyraźnie wyczuwał czyjąś obecność na wprost przed sobą. 

– Albo się odezwiesz albo za chwile zacznę strzelać. – powiedział zdesperowany Piotr. Nic. Żadnej odpowiedzi, żadnej reakcji. Już miał strzelić, ale się powstrzymał i zerwał się do sprintu przed siebie. Był przygotowany, że jego reakcja zaskoczy tego kogoś i dopadnie go. Był przygotowany na walkę wręcz. Ubiegł sześć kroków w bardzo szybkim tempie i zderzył się ze ścianą. Uderzenie było zaskakujące i bardzo mocne. Na chwile stracił orientację. Ustał na nogach, ale uderzenie wytrąciło mu pistolet z ręki. Chwile musiał poświecić na to by dojść do siebie. Potem wyciągnął ponownie zapalniczkę i zapalił ją. Oświetlił najbliższe otoczenie w poszukiwaniu pistoletu. Był leżał obok niego na podłodze. Kucnąłby podnieść go i wtedy poczuł lekki powiew powietrza, a raczej nie powiew tylko ruch powietrza. Szybko zerwał się na wyprostowane nogi. Zapalniczka wypadła mu z ręki, ale pistolet miał w ręku. Ktoś musiał przebiec bardzo szybko w bliskiej odległości od niego. Wycelował broń w kierunku, w którym ten ktoś pobiegł. Przywarł do ściany bokiem i powoli opierając się o ścianę ruszył do przodu z wymierzona bronią przed siebie gotowy do strzału w każdej chwili.  Szedł zdecydowanym krokiem. Przez cały czas miał wrażenie, że ten ktoś jest przed nim. Pomimo tego, że Piotr szedł przed siebie nie czuł żeby się zbliżył do tego kogoś.  Czuł jak wzbiera w nim niemoc i złość. Miał wrażenie, że im bardziej on się wściekał tym bardziej ten ktoś jest zadowolony. Piotr przystanął. Odczucie czyjejś obecności nagle zniknęło. Zaczął nasłuchiwać. Nic. Był sam. Powoli ruszył dalej przez cały czas opierając się prawym barkiem o ścianę. Po kilku krokach natknął się na koniec ściany. Nie był to jednak róg pomieszczenia. Natrafił na drzwi. Odszedł od ściany na kilka kroków i wycelował w drzwi pistolet a potem wolno przeszedł na druga stronę, za drzwiami w oddali zauważył jakieś światełko. Jakby gdzieś na końcu korytarza była zapalona jakaś lampka. Wyszedł z pomieszczenia przez drzwi i znalazł się w jakimś korytarzu. Był cały spocony.  Wymierzył pistolet w kierunku światła i ruszył do przodu bardziej zdecydowanym krokiem.  Nagle jakaś postać przesłoniła światło i stanęła naprzeciwko Piotra. Piotr zatrzymał się mocniej ściskając pistolet w ręku.

– Nie ruszaj się, bo będę strzelał. – powiedział drżącym głosem Piotr. Postać nie zareagowała. Stała nieruchomo. Piotr powoli ruszył w jej kierunku. Miał wrażenie, że w ogóle się nie zbliża do postaci. Odległość miedzy nimi nie zmniejszała się, pomimo że Piotr przez cały czas szedł do przodu. 

– Kim ty do cholery jesteś?! – rzucił wściekle Piotr. Nie było żadnej odpowiedzi. Nagle postać zniknęła tak samo jak się pojawiła i Piotr zobaczył drzwi do pomieszczenia, w którym panował półmrok. Był całkiem blisko. Przyspieszył kroku. Dalej nic nie było słychać, ale przynajmniej ciemność zelżała przeradzając się w półmrok. Był już przy wejściu do pomieszczenia gdzie paliło się światło jak nagle poczuł czyjąś obecność za plecami. Szybkim ruchem odwrócił się za siebie i zobaczył w ciemności jakąś postać kilka metrów za sobą. 

– Podnieś ręce do góry i podejdź bliżej! – powiedział Piotr w kierunku postaci. Nie wykonała żadnego ruchu.  Nagle ciszę przeszył przeraźliwy krzyk.

– Nie! – Piotr aż drgnął ze strachu. Przeszył go strach. Krzyk dobiegał z pomieszczenia gdzie paliło się światło. Piotr przestał zawracać sobie głowę postacią i ruszył do pomieszczenia. Po prawej stronie pomieszczenia stało łóżko a po bokach jego były zapalone pochodnie. Na łóżku leżała kobieta a nad nią stał mężczyzna odwrócony plecami do Piotra miał uniesioną rękę w powietrzu a w dłoni miał dziwny nóż ze zdobieniami. Mężczyzna zamierzał się do zadania ciosu nożem kobiecie. Kobieta miała przywiązane ręce do poręczy łóżka.

– Stój, bo strzelam. – wrzasnął Piotr w kierunku mężczyzny. Ten nawet nie drgnął. Nie obejrzał się na Piotra jakby wcale nie był zaskoczony jego pojawieniem się. Stał nieruchomo. Kobieta s[pojrzała w kierunku Piotra. Dziwne, ale jej oczy nie wskazywały na strach. Na jej ustach jakby gościł uśmiech. Mężczyzna zaczął opuszczać ręce kierując ostrze noża kierunku kobiety. Piotr nie wahał się ani chwili strzelił. Huk wystrzału jakby został zagłuszony przez powietrze. Kula poszybowała ugadzając mężczyznę w plecy po lewej stronie i mężczyzna padł pchnięty siła strzału do przodu na kobietę. W pomieszczeniu rozległ się przeraźliwy chichot. Piotr ruszył w kierunku łóżka. Chichot aż mroził krew w żyłach. Piotr zatrzymał się kilka kroków przed łóżkiem widząc, że to kobieta chichocze. To nie była radość z tego, że uniknęła śmierci. Ona chichotała tryumfalnie. Była zadowolona jakby to ona wygrała w tej potyczce. Jej reakcja zbiła z tropu Piotra.

– Nic pani nie jest? – zapytał się Piotr kobiety. Przestała chichotać i teraz spojrzała na Piotra. Nic nie odpowiedziała. Miała jakiś dziwny demoniczny wzrok. Była bardzo atrakcyjna kobietą. Miała coś w sobie w tym typie urody. Coś, co chwytało za serce i sprawiało, że zaczynało bić mocniej. Piotr czuł, że mógłby się w niej zakochać na zabój. Czuł, że gdyby chciała mogłaby zrobić z nim, co by tylko chciała. Miała w sobie to coś, co pozwalało jej zniewalać mężczyzn. Jednocześnie miał coś w sobie demonicznego.

– Co tu się dzieje? – zapytał się Piotr. Ona nadal nie odpowiedziała. Podszedł bliżej i chwycił leżącego mężczyznę za ramię i odwrócił go na plecy ściągając z leżącej kobiety. Zamarł. Stanął jak skamieniały. Mrożący pot zlał jego ciało. Żyły wypełnił lód. Patrzył w martwe oczy… swoje oczy. Patrzył na siebie. To był on. Wszystko zaczęło mu wirować. Rzeczywistość zaczynała się rozmywać, otoczenie zaczynało się kręcić wokół niego jego uszy wypełnił chichot i jakiś szept. Nie był w stanie nic zrobić. Ruszyć się czy też wydobyć z siebie głosu choćby jakiegokolwiek dźwięku.  Chichot przerodził się w pisk a potem w dzwony. Piotr zlany potem zerwał się jakby był sparaliżowany i nagle wrócił do sprawności fizycznej. Otworzył oczy. Był w swojej sypialni, siedział na swoim łóżku zlany potem. To był ten cholerny koszmar. Ten sam, który nękał go, co jakiś czas. Za każdym razem był taki sam. Dyszał jak jakby przez cała noc uciekał przed niebezpieczeństwem. Powoli dochodził do siebie. W uszach nadal słyszał hałas. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że to telefon. Wziął telefon do ręki i spojrzał na wyświetlacz. To z pracy. Odebrał.

– Piotr? – usłyszał glos dyżurnego.

– Tak. – odpowiedział usiłując jednocześnie wyrównać oddech.

– Bzykałeś? – zdziwił się dyżurny.

– Nie.

– Dyszysz jakbyś ostro dymał.

– Dzwonisz żeby sprawdzić moje życie seksualne?

– Nie, mamy zabójstwo. – domyślał się tego jak tylko zobaczył, kto dzwoni. Zawsze po tym śnie dowiadywał się o robocie dla niego. Był gliniarzem w wydziale zabójstw. 

 

Koniec

Komentarze

IMO bardzo słaby tekst, rozumiem, że powtarzanie o ciszy i ciemności miało być straszne czy cokolwiek, ale wrażenie zostało rozwiane przez absurdalny styl bazujący na zdaniach pojedynczych i podobnych wyrażeniach:

Jedynie, co usłyszał to głucho dzwoniąca cisza.

 jednak zupełnie nie wiem, co one znaczą.

 

Ogarnij sobie to: https://fantazmaty.pl/2018/01/04/jak-zapisywac-dialogi/ bo praktycznie wszędzie tam, gdzie możesz popełnić błąd, to go popełniasz. Poza tym być może ktoś będzie tak miły, by wypisać wszystkie literówki, ale godzina nie jest najwcześniejsza, tym bardziej że zdarzają się nawet takie o:

s[pojrzała

więc ja się nie podejmuję.

 

Policjant, na końcu jakiś pseudośmieszny dialog “DYSZYSZ JAKBYŚ OSTRO DYMAŁ XD”, gatunek – słabo przetłumaczony amerykański horror z lat 80, patrz wczesne wydania Mastertona i Kinga. Długa droga przed Tobą, ale nie poddawaj się!

 

Dzięki za konstruktywne uwagi, fakt muszę bardziej zwracać uwagę na literówki, wszystkie uwagi przyjmuję z pokorą tylko z jedna uwaga co jest złego w horrorach z lat 80 i policjant może nie jest pseudośmieszny a realny. 

co jest złego w horrorach z lat 80

Chyba nic, dlatego dodałem “słabo przetłumaczony”, poza tym wybierając jakąś prostą konwencję trzeba wyróżnić się wykonaniem, a to raczej średnio wyszło, literówki wyłapie word czy nawet, w większości, google docs, poza tym w szczytowych osiągnięciach Kinga, Mastertona i innych mainstreamowych pisarzy słowo “ciemność” raczej nie występuje w różnych wariantach ponad 10 razy na przestrzeni ~~5 tysięcy znaków.

Czyli – paranormalne strzelaniny i dziwne sny na raz? Policjanci? Kupiłbym to wtedy, gdyby było dobrze napisane, bo brak oryginalności trzeba czymś nadrabiać (i wiele osób robi to z powodzeniem, patrz polskie militarne sf albo polskie fantasy).

 

Mnie też nie ujęło. Dzieje się niewiele. Zakończenie z rodzaju tych, które potrafią zabić każdy pomysł. Można próbować go bronić tylko wtedy, jeśli stanowi wstęp do właściwego tekstu. Koszmar powtarzający się w określonych sytuacjach to najciekawszy pomysł. Ale nie ciągniesz go dalej, nic nie wyjaśniasz.

Z wykonaniem słabo. Interpunkcja kuleje na obie nogi. Głównie to brak przecinków, ale inne zaniedbania też się trafiają. Zrób coś z tymi wielkimi akapitami – takie ściany tekstu odstraszają czytelników. Do tego zagęszczenie literówek, powtórzenia, zapis dialogów do remontu…

To tylko przykłady:

Nie bardzo wiedział, co ma robić, gdzie iść.

Dokąd iść.

Powoli sięgnął prawą ręką do lewego boku gdzie miał przytwierdzona kaburę z bronią.

“Bok” skojarzył mi się z kaburą przy pasie, jak mają kowboje i zazgrzytało mi, że sięga prawą ręką na lewą stronę. Dopiero potem okazuje się, że pistolet był pod pachą. BTW, przecinek po “boku”. Literówka. “Z bronią” do wywalenia – wiadomo, do czego służy kabura.

rzucił pytanie w ciemność Piotr jednocześnie odpinając kaburę i chwytając kolbę pistoletu do reki.

“Piotr” niepotrzebne, a już na pewno nie w tym miejscu. Zaraz po tym przecinek. Wiadomo, że chwycił do ręki – gdyby złapał w zęby, to by dopiero był ewenement, o którym warto wspomnieć. BTW, literówka.

Pomieszczenie, w którym się znajdował musiało być dość duże i puste. Jedno wiedział na pewno znajdował się w jakimś pomieszczeniu.

Powtórzenia. Przecinek po pierwszym “znajdował”. I jakiś znak przestankowy po “pewno” – dwukropek, myślnik. Od biedy przecinek.

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję za komentarz i trafne uwagi, niestety interpunkcja zawsze u mnie kulała, taki jestem odporny na interpunkcję, żartuje z siebie, że jestem prekursorem białych opowiadań. Wiem że tekst d… nie urywa, ale w zamysle miałem kolejne opowiadania w roli głównej z Piotrem Halickim, to miało być takie wprowadzenie. Jeszcze raz dziękuję. Uwagi bardzo cenne. Dzięki Finkla

Cóż, pomysł jakiś jest – lepszy lub gorszy, można się spierać – dla mnie z gatunku tych, które w pojedynczym, konkretnym tekście szału nie robią, ale mają potencjał kontynuacyjny. Znaczy, najciekawsze jest to, co dopiero może nastąpić – wyjaśnienie, jaki związek ma powtarzający się koszmar z popełnianą właśnie zbrodnią itd. 

Oczywiście wykonanie pozostawia wiele do życzenia, ale są to raczej typowe bolączki początkującego, łatwe do ogarnięcia drogą treningu i doświadczenia. Zdanie przytoczone przez Finklę jest świetnym przykładem – powtórzenie wyrazów, które jest klasycznym błędem stylistycznym, oraz powtórzenie informacji (wiemy, że bohater znajduje się w pomieszczeniu, nie trzeba tego jeszcze raz podkreślać). Coś podobnego powtarza się często i jest to jedna z głównych rzeczy, na które musisz zwrócić uwagę.

Dalej – rytm zdań i budowa akapitów. Fakt, używanie krótkich zdań dynamizuje akcję, ale jeśli cały, długi akapit jest zbudowany ze zdań o podobnej długości i stopniu skomplikowania, to czytelnik usypia ululany. Trzeba różnicować tempo, stosując zdania proste i krótkie gdy chcemy przyspieszyć, naprzemiennie z wielokrotnie złożonymi, gdy bardziej zależy na opisie, gdy chcemy czytelnika nieco przytrzymać, zmusić do wyobrażenia sobie czegoś.

Podobnie warto skracać same akapity, zwłaszcza w tekście dynamicznym, w którym bardziej chodzi o akcję, mniej o opisy. Czasami nawet pojedyncze zdanie może służyć za cały akapit, jeśli chcemy mocno podkreślić myśl albo informację, jaką niesie. 

No i jeszcze jedna rzecz – dbałość o porządek w tekście. Niezależnie od jakości samego tekstu, literówki i głupie błędy, wynikające z pośpiechu i niedbalstwa, odrzucają. Co innego, gdy tekst jest porządny – nawet jeśli kiepski stylistycznie czy fabularnie, czytelnik myśli sobie – okej, autor jeszcze zielony i sporo się musi nauczyć, ale widać, że się przykłada, że wkłada w pisanie sporo wysiłku i dba o czas czytelnika, starając się podać mu najlepsze, na co go stać. Zupełnie inaczej podchodzi się do takich tekstów i takich autorów. 

Generalnie, to początek drogi, ale potencjał jest. Rozwiń pomysł, może wyjść z tego całkiem fajny, metafizyczny kryminał. No i (uwaga banał) pisz naokrągło, a szybko będzie coraz lepiej! 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie dostrzegłam ani horroru, ani demonów, a tylko – jak zapowiada tytuł – opis czyjegoś snu. A ponieważ uważam, że opowiadanie snów jest równie nudne jak prezentowanie filmu z wesela, przez tekst brnęłam z trudem tym większym, że jest on fatalnie napisany. Tym razem nie zrobiłam łapanki, bo poprawienia wymaga niemal każde zdanie, a ja, Tomaszu, nie mogę, niestety, napisać Twojego opowiadania. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sen jak sen, nie czułam grozy, ale na pewno daje okazję do rozwinięcia – teraz bohater może mieć milion przygód ;)

Gliniarz z wydziału zabójstw może mieć koszmary związane z morderstwami. Jaki jest jednak związek między zastrzeleniem siebie samego we śnie, a kolejnym morderstwem w realu. Co autor chciał przez to powiedzieć?

Nowa Fantastyka