- Opowiadanie: magnolia - Crack - szczelina

Crack - szczelina

Nasz mózg to niezwykły narząd, który, jeśli jest sprawny, może przyswoić nawet 34 gigabajty informacji każdego dnia. Co się jednak stanie, gdy w tym systemie pojawi się niechciany crack, drobna szczelina, która spowoduje wyciek danych i coraz większe błędy w ocenie sytuacji?  

Czy warto obciążać tą wspaniałą część ciała zabójczymi dla niej substancjami, które mogą zmienić jej działanie już na stałe? 

  

Zapraszam Cię, Czytelniku, w jednodniową podróż do świata pewnego nastolatka, który, wcale tego nie pragnąc, znalazł odpowiedź na to pytanie. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Crack - szczelina

– Zabrałeś kanapki, Krystian? – zapytała go mama z łazienki.

– Tak! – krzyknął, pakując do plecaka termos z gorącą herbatą i ukochany, nowiutki telefon.

Wyszła na korytarz perfekcyjnie umalowana i wyciągnęła czarny płaszcz z szafy.

– No to pospiesz się, bo inaczej znowu będę miała pogadankę od szefa! Ostatnio ciągle się przez was spóźniam… – narzekała, starając się wyjątkowo szybko założyć buty.

– No spieszę się, spieszę… 

Jego ubieranie poszło sprawnie: adidasy, bluza, plecak na ramię i był gotów.

Ze zdziwieniem obserwował jak rodzicielka nietypowo wiąże pasek: zamiast – jak zwykle z przodu – zawiązała go zupełnie z tyłu, ozdabiając w ten sposób nowoczesny w kroju płaszcz wielką, staromodną kokardą.

– Ale dziwnie wiążesz ten pasek… – uśmiechnął się z niedowierzaniem. 

– Dziwnie? No co ty? – mama wyglądała na zaskoczoną. – To ostatni krzyk mody! No, szybko.

Zamknęli drzwi na klucz, po czym wsiedli do samochodu. 

Siedząc wygodnie w fotelu, Krystian zastanawiał się, czy Kamila okaże mu dzisiaj więcej życzliwości. Ostatnio ciągle coś jej nie pasowało i sam już nie wiedział, czy to ona jest taka humorzasta, czy też to jednak on robi ciągle coś niewłaściwie…

Ruch był umiarkowany, więc pokonywali kolejne przecznice bez większych przeszkód. Chłopak spojrzał na zegarek: mieli całe dziesięć minut na dojazd, a potrzebowali może trzech, więc obawy rodzicielki były mocno przesadzone. 

Na ostatnich światłach musieli czekać, więc z konieczności obserwował poranny ruch, tłumy ludzi spieszących do pracy i coraz liczniejsze grupki uczniów.

Nagle jego wzrok przykuła para na przystanku, około dwudziestu metrów od nich. Dziewczyna stała na palcach, żeby znacznie wyższy chłopak mógł ją lepiej słyszeć, a on obejmował ją ramieniem, uśmiechając się lekko. Nie wierzył własnym oczom. Chłopaka nie znał, ale przecież ta dziewczyna… Nie, nie mógł się mylić – zbyt dobrze znał te ciemne włosy, bluzę z fioletowymi naszywkami i czarny plecak w złote gwiazdki. Był to nikt inny jak tylko jego dziewczyna i zupełnie obcy facet obok niej. Jego Kamila…

Światła zmieniły się i mama ruszyła ostro, żeby nie tracić ani chwili. Ścianki wiaty przysłoniły widok pary, ale wrył się on w jego pamięć tak mocno, że mógłby opisać całą scenę ze szczegółami, a nawet bardzo precyzyjnie narysować. Poczuł szczypanie pod powiekami i mocno zacisnął usta, żeby opanować narastające emocje. Nie pokaże jej, jak bardzo go to dotknęło. A myślał, że jest inna, lepsza, po prostu wyjątkowa…

Mama zatrzymała się na parkingu szkoły i odwróciła się, żeby go ponaglić.

– Przecież jest dopiero za pięć ósma, mamo! – krzyknął zirytowany. – Masz całą godzinę i pięć minut, żeby dojechać na tą swoją dziewiątą! 

– Jaką dziewiątą, dziecko?! – zdziwiła się rodzicielka. – Przecież od pół roku pracuję od ósmej trzydzieści! Co ci się dzisiaj pomyliło? 

– Że co? – Patrzył na nią zaskoczony. Co ona wygaduje?! Kiedy zmieniła godziny, pół roku temu? Kojarzyłby przecież. 

– Pogadamy później! A teraz już leć, synku. Powodzenia!

Z piskiem wyjechała na ulicę i od razu dodała gazu. Naprawdę się spieszyła. “Zmieniła te godziny? Serio? Jak, kuźwa? Kiedy?” – Nie miał czasu myśleć o tym dłużej, bo za chwilę czekało go spotkanie z Kamilą. Nie wiedział, co ma jej powiedzieć, ani co powinien zrobić. Jak się dowiedzieć, co ją z tamtym gostkiem właściwie łączy?

Wszedł do szatni. Byli już: Arek, Maciek i Emil. Ten ostatni może coś więcej wiedzieć jako bezpośredni sąsiad Kamili. 

– Hej, Emil – zagadnął. – Co tam, jechaliście razem z Kamilą? – zapytał lekko, jakby pytał o pogodę.

– Nie, nie było jej na przystanku. A wczoraj mówiła, że jest chora i leci z nóg, że chyba dzisiaj nie przyjdzie… 

“Chora? Nie przyjdzie? No tak, wszystko jest już jasne – wagary z nowym ukochanym. Niech to szlag… “ 

Poszli na pierwsze piętro, do klasy. Był przygotowany na polski, jednak polonistka nie przyszła. Zamiast niej zobaczył matematyka, wnoszącego poranną kawę i swój kiepski nastrój.

– No to wyciągamy karteczki. – Ogłosił, gdy drzwi zamknęły się za ostatnim wchodzącym, a w klasie zapadła względna cisza.

– Jak to matma? – zapytał szeptem kolegę z ławki. Usiadł z Krzyśkiem, bo jego najlepszy kumpel, Seba, jeszcze się nie pojawił. – A co ze sprawdzianem z polaka?

– Przecież Skalska tydzień temu złamała nogę! – Krzychu zmarszczył się, jakby widział go pierwszy raz w życiu. – Wciąż nie mogą znaleźć zastępstwa. Coś ty wczoraj brał, chłopie!? Masz oczy czerwone, jakbyś ćpał przez tydzień. – Krzysiek pokręcił głową z politowaniem, myśląc pewnie, że jak się chce brać, to najpierw trzeba wiedzieć jak.

“Narkotyki? Ale po co miałbym to robić?!” – myślał intensywnie. Był na naturalnym haju, jaki daje totalne zauroczenie i nie był mu potrzebny żaden crack. Jednak faktycznie nie potrafił wyjaśnić, jak to się stało, że zapomniał o wypadku polonistki. Coś było z jego pamięcią nie tak, choć nie umiał jeszcze wyjaśnić tej sytuacji szczegółowo. 

Poczuł, jak zimny pot pojawia się na jego czole. Rozejrzał się po klasie jakby widział ją po raz pierwszy. Czy da radę napisać tę kartkówkę? “Przekonamy się” – pomyślał odważnie, jakby właśnie ucieszył go ten test, dzięki któremu mógł sam zweryfikować swoją wiedzę.

Zadania, jakie podał matematyk wydały mu się dziecinnie proste. Chłopak patrzył na tablicę i od razu miał w umyśle gotowe odpowiedzi. Odetchnął z ulgą – chociaż o ocenę nie będzie musiał się martwić. Po dziesięciu minutach skończył wszystkie pięć zadań i odłożył długopis. Kolega nie miał tyle szczęścia i Krystian widział jego kartkę, na której nie było nic, poza suchymi pytaniami.

– Ale ty dobry jesteś teraz! – skomentował Krzysiek, gdy wyszli już na przerwę. – A nie kumałeś nic tak samo jak ja. Może dasz jakieś korki, co?

Krystian zastanowił się przez chwilę. Nie pamiętał wcale, żeby był kiedyś kiepski z matmy. Przejrzał szybko swój zeszyt, pełen skreśleń, kiepskich ocen i zadrżał. Kiedy dostał tą jedynkę? A kiedy robił to zadanie? Nie pamiętał niczego. Kiedy pisał te wszystkie polecenia i narysował wielki rysunek ptaka w locie, z przedziwnym napisem na ogonie?!

Zrobiło mu się gorąco i słabo jednocześnie. Podszedł do okna. Na parapet wyrzucił wszystkie książki, zeszyty i zaczął je gorączkowo przeglądać, kartka po kartce, mając nadzieję znaleźć odpowiedź na pytanie o to, co się z nim dzieje. Ale nie rozpoznawał ani jednej uwagi, ani jednego z zadań, ani jednej linijki z wypracowań…

Nie rozpoznawał żadnych rzeczy w swoim plecaku, ani nawet swojego pięknego, nowego telefonu.

“Jakiego nowego telefonu?” – poczuł, jak cierpnie mu skóra, gdy przyjrzał się bliżej urządzeniu. Miało zdartą miejscami obudowę, zarysowany ekran, zaplamione szkło. Ten telefon nie był na pewno nowy. Był używany i to przez dłuższy czas! 

Krystian osunął się na podłogę. Wokół niego zebrali się koledzy, pytając, co mu jest. 

Nie rozpoznawał ich twarzy, nie pamiętał wszystkich imion. Ze zgrozą stwierdził w końcu, że nie kojarzy nawet miejsca, w którym się wszyscy aktualnie znajdują. 

– Bardzo źle się czuję – wyszeptał, patrząc tępo przed siebie. – Wezwijcie karetkę. Szybko…

 

Obudził się w doskonałym nastroju. 

Rozejrzał się wokół z zainteresowaniem. Znajdował się w sali pomalowanej w całości na biało. Po drugiej stronie pokoju, leżał na łóżku śpiący staruszek. Przez nieduże okna wpadały intensywne promienie słońca, nadając pogodny charakter całemu pomieszczeniu. Wszystko wskazywało na to, że jest w szpitalu. Odetchnął z ulgą, pełen nadziei na pomoc. 

Ale co mu się właściwie stało? Może ktoś mu czegoś dosypał? Ale gdzie i kiedy? Czy była ostatnio jakaś impreza? Kurwa, czy on był kiedykolwiek na imprezie?! 

Zanim zdążył się ponownie zdenerwować, przy jego łóżku pojawił się mężczyzna w białym fartuchu. Przyglądając się uważnie, zbadał tętno Krystiana, ruchy gałek ocznych, po czym przejrzał dokumenty, jakie miał w drugiej ręce.

– Jak się czujesz, kolego? – zapytał przyjaźnie.

– Bardzo dobrze, panie doktorze! – odpowiedział z nadzieją w głosie. – Tylko nie rozumiem co się ze mną dzieje. Nie rozpoznaję żadnych swoich rzeczy, nie mogę sobie przypomnieć wielu spraw i twarzy… Co się ze mną stało? Czy ja wyzdrowieję?

– Nie denerwuj się, wkrótce zrobimy badania toksykologiczne, które wskażą nam dalszy kierunek terapii. Na razie podejrzewamy zatrucie substancjami psychoaktywnymi. Czy mogłeś ostatnio zażyć coś takiego? Mam na myśli narkotyki, dopalacze, leki psychotropowe… 

– Właśnie tego nie wiem… – odpowiedział Krystian zupełnie szczerze. – Mam takie dziury w pamięci, że nie potrafię skojarzyć nawet tego, co robiłem wczoraj… 

Lekarz przytaknął ze zrozumieniem.

– A więc musimy czekać na wyniki badań. One zadecydują co dalej. Jesteś w dobrych rękach – dodał jeszcze uspokajająco. – Powiadomiliśmy też twoją rodzinę, przyjadą wkrótce.

– Och, to dobrze! Proszę mi wszystko powiedzieć, ja chcę wiedzieć wszystko, co jest ze mną…

– Oczywiście. Staraj się teraz odpocząć. Najważniejszy w takiej sytuacji jest sen.

Lekarz wyszedł, a Krystian poczuł, że musi poszukać łazienki. Nie było jej w pokoju, więc wyszedł na korytarz. Szybko znalazł WC, było o kilka sal dalej. Skorzystał z pisuaru, a potem podszedł do umywalki, aby umyć ręce. Nabrał mydła z dozownika, puścił wodę i odruchowo popatrzył w lustro, zamontowane tuż nad zlewem. W tym momencie wszystkie włosy stanęły mu dęba. W lustrze odbijały się płytki, dmuchawa gorącego powietrza i po prostu wszystko to, co znajdowało się za nim, jednak nie było tam tego, czego spodziewał się najbardziej… W lustrze, na które patrzył Krystian, nie było wcale jego odbicia! Po prostu nic, jakby w ogóle nie istniał. Poczuł, jak serce wali mu jak oszalałe. Usiadł na podłodze i zaczął sprawdzać całe swoje ciało: miał nadal ręce, nogi, a dotykając głowy stwierdził, że i tam wszystko jest na swoim miejscu. Jednak, gdy znów spojrzał w lustro, odbijała się w nim tylko łazienka i nic więcej. Mózg nie notował jego obecności i musiał w końcu odwrócić wzrok, żeby do końca nie zwariować. 

Wracał do sali bardzo szybko, nie patrząc nawet na ludzi w korytarzu. W pokoju wszystko było tak, jak wcześniej, staruszek spał nadal, a słońce świeciło radośnie.

Położył się na łóżku, naciągając kołdrę aż na głowę. Nie mógł zapomnieć widoku lustra bez jego odbicia. Gdzieś w sobie czuł narastającą panikę. “Nie, nie jest dobrze” – myślał drżąc z lęku, co jeszcze przyjdzie mu zobaczyć. “Nie jest wcale dobrze. Ani trochę.” 

 

Siedzieli we czwórkę w gabinecie. Lekarz – przy wielkim biurku, zawalonym dokumentacją, a oni – na kanapie przeznaczonej dla rodziny pacjentów, po drugiej stronie biurka. 

Nastolatek spojrzał na mamę. Ukrywała niepokój pod wysyłanymi do niego uśmiechami, ale na czole, między brwiami, rysowały się wyraźne zmarszczki, które pojawiały się zazwyczaj, gdy bardzo się czymś martwiła. Ojciec nie zdradzał emocji, spokojnie czekając na opinię specjalisty. 

Lekarz dokończył robić notatki, a następnie odłożył pióro i spojrzał na nich. 

– Zaprosiłem tu państwa, aby przekazać, co się dzieje z Krystianem. Mamy już wyniki wszystkich badań i możemy z dużą pewnością stwierdzić, że u syna wystąpiło zatrucie substancjami psychoaktywnymi. 

Rodzice spojrzeli na siebie nawzajem, Krystian, natomiast, wlepił wzrok w lekarza, mając nadzieję, że ten wyjaśni im kompletnie wszystko, łącznie z tym, jak, gdzie i kto mu takie świństwo podał. 

– Znaleźliśmy w jego organizmie – ciągnął doktor – ślady wielu substancji, w tym licznych leków psychotropowych. Jednak nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co Krystian faktycznie zażył, ani jak to dokładnie zadziałało, bo są to już końcowe metabolity i to w ilościach śladowych. Natomiast skład dopalaczy jest zupełnie dowolny i niemożliwy przez nas do żadnego precyzyjnego określenia. Skutki zażycia tych środków nie zawsze kończą się po paru godzinach. Czasem przypominają się po wielu miesiącach, lub nawet latach, łamiąc zabezpieczenia logicznych procesów w mózgu, niczym crack w programach komputerowych. A bywa, że nawet z dużym opóźnieniem aktywują ukryte choroby psychiczne, które, bez ich użycia, nigdy by się nie ujawniły. Obawiam się, że u Krystiana wystąpiła któraś z tych sytuacji. Wyczerpaliśmy już możliwości leczenia na naszym oddziale. Konieczna jest dalsza, specjalistyczna terapia w szpitalu psychiatrycznym. 

Zapadła zupełna cisza. Rodzice potrzebowali trochę czasu, żeby przyswoić sobie druzgocącą diagnozę, a także wszystkie skutki, jakie się z nią wiążą. 

Krystian chciał głośno zaprotestować, ale powstrzymał go fioletowy aligator, który wygramolił się z szafki na leki i położywszy się na grzbiecie, przebierał łapkami, niczym słodki szczeniak, który domaga się pogłaskania po brzuszku. Krystian patrzył na to z wisielczą fascynacją, doskonale zdając sobie sprawę, że jest jedyną osobą w pokoju, która dostrzega ten fenomen. Gdyby podszedł i dotknął zwierzaka, poczułby pewnie jego wilgotną skórę i cuchnący oddech. “Niewiarygodne…” – pomyślał. 

– Panie doktorze – odezwał się w końcu tata. – Ale jakie są rokowania? Czy te efekty będą mijać? Czy za jakiś czas Krystian będzie zdrowy? 

– Nie jestem w stanie powiedzieć nic pewnego, najlepiej oceni to specjalista z zakresu psychiatrii. Ale na pewno wszystko zależy od tego, czy jest to tylko opóźniony efekt zatrucia, czy też początek poważnej, ukrytej dotąd choroby. W takich sytuacjach trzeba uważnie obserwować pacjenta. 

A potem dodał, kończąc spotkanie: 

– Możemy wypisać syna od nas i skierować do zwykłej poradni psychiatrycznej. Albo możemy przenieść go do innego szpitala, na zamknięty, specjalistyczny oddział. Decyzja należy do państwa. Musicie przemyśleć, czy będziecie w stanie zapewnić bezpieczeństwo wszystkim zainteresowanym. 

Rodzice patrzyli na siebie niepewnie, a w ich oczach Krystian rozpoznał strach. Bardzo podobny do tego, który czuł, gdy wrócił z łazienki. 

– Mamo, – powiedział błagalnie – przecież mnie znasz, muchy bym nie skrzywdził. Nie zmieni tego żaden kolorowy krokodyl. 

Ona najpierw spojrzała na niego z przejęciem, a potem wbiła wzrok w podłogę. 

– Podejmiemy to ryzyko – oświadczył w końcu tata w kierunku doktora. – Zapewnimy mu najlepsze leczenie i opiekę, na jakie nas stać. Proszę przygotować wypis. 

Około czternastej byli już gotowi do powrotu do domu. Ojciec zabrał torbę z rzeczami Krystiana, a mama prowadziła go za rękę korytarzami szpitala, jakby mógł jej się po drodze zgubić. Pozwalał na to bez protestów, zajęty radosnymi planami na dalszą przyszłość. Nie było wątpliwości, że pokona wszelkie trudności i wróci do pełni zdrowia już wkrótce. 

Wsiedli do samochodu. Siedział z tyłu, patrząc na drogę przed nimi, ciesząc się, że znowu widzi świat z perspektywy wolnej osoby, bo nawet tak krótki pobyt w murach szpitala kojarzył się w pewien sposób z więzieniem. 

Mama wyraźnie odzyskała dobry humor. Radośnie opowiadała, co planuje na obiad i wydawało się, że w rodzinie na powrót zapanował spokój. 

Nagle Krystian zobaczył, jak tir na pasie z prawej strony, niebezpiecznie zbliża się do nich. 

– Co ten palant robi? – zapytał rodziców, wskazując ciężarówkę. 

– Kto? – zapytała mama. Tata nawet się nie odwrócił. 

– No ten kretyn na prawym pasie. Przecież zaraz w nas wjedzie! 

– Ależ, Krystianku, dziecko, prawy pas jest… – mama przerwała, widząc jego twarz, w ogromnym napięciu, niemal przyklejoną do szyby. 

Dokończył za nią ojciec. 

– Prawy pas jest wolny, Krystian. 

– Jak to wolny?! Przecież… 

Zrozumiał – to znów były tylko jego fantazje. Umilkł zawstydzony, lecz nie na długo. 

Już w chwilę później głośno krzyczał, gdy do samochodu zaczęły wpełzać wielkie ośmiornice, a spod siedzeń wymaszerowały setki mrówek. 

Nie to, jednak, było najgorsze.

Prawdziwy problem stanowiły stada dinozaurów, które opanowały miasto, a teraz w szalonym tempie zbliżały się do ich samochodu… 

 

Krystian otworzył oczy. Był w pokoju, panował półmrok. 

Rozejrzał się. Znał dobrze to pomieszczenie, był to pokój Seby. 

Ten właśnie wchodził, niosąc w ręku dwie małe torebeczki. 

– No, stary, masz – powiedział, podając Krystianowi jedno opakowanie. – Trzymałem dla siebie, ale czego się nie robi dla przyjaciela w potrzebie… 

– Co to jest? – zapytał Krystian, biorąc do ręki pakunek. 

– Zajebisty towar, dopalacz pierwsza klasa. Weź, a zapomnisz o bożym świecie, a zwłaszcza o tym, że cię ta Kamila zostawiła.

– Kamila zerwała ze mną? – podskoczył jak oparzony. 

– No, tak mówiłeś… – speszył się Seba. – Jak przyszedłeś godzinę temu, grożąc, że się teraz zapijesz na śmierć. 

– Jezu, więc to dlatego miałem wziąć to świństwo… – powoli wracały do niego zdarzenia sprzed paru godzin, gdy Kamila go olała. – Seba, słuchaj, nie wiem, jak to jest możliwe, ale ja widziałem, że mi po tym totalnie odbije! Przed chwilą, jak wyszedłeś z pokoju, nagle trafiłem w jakiś, kurwa, alternatywny wszechświat, w którym wszystko, kurna, wszystko się spieprzyło! Przez to hujstwo! Wypieprz to, natychmiast! Zakop, czy spal, czy co… 

– Czyś ty oszalał?! Do czego doprowadzą nas kiedyś te baby… – gderał Seba. – Weź się w garść! Brałem nie raz, dobry towar! 

– Nie! Daj mi to, nie pozwolę ci tego wziąć! – Krystian wyrwał mu z ręki drugą torebkę, a potem szybko wybiegł z mieszkania. Wypadł na ulicę. Seba gonił go przez chwilę do głównego wyjścia, po czym stanął, z niedowierzaniem patrząc, jak jego przyjaciel biegnie, jakby goniło go stado wygłodniałych dinozaurów. 

 

Dwie ulice dalej Krystian zatrzymał się, zdyszany, żeby odpocząć. 

 

Patrzył na ulicę, pełną ludzi, z których każdy dążył w jakąś stronę, realizował swe marzenia najlepiej jak potrafił. Miał ochotę krzyczeć do nich, żeby nie bali się wysiłku i nie szukali zbyt łatwych rozwiązań. Że każdy prosty trud jest lepszy od kolorowych krokodyli, luster bez odbicia i jazdy drogą bez powrotu. Ale czy będą go słuchać? Czy jego podróż szczeliną pomiędzy alternatywnymi światami nie pójdzie na marne? 

 

Popatrzył na piękny, do bólu racjonalny świat, mając taką właśnie nadzieję. 

 

Koniec

Komentarze

Kocham literaturę science-fiction. To wspaniała wycieczka w przestrzeń światów równoległych, skarbnica wiedzy na temat tego: "Co by było, gdyby…?" Dzięki niej możemy podejmować lepsze decyzje w świecie realnym i uniknąć wielu pułapek, jakie wiążą się zazwyczaj z podejmowaniem jednorazowych, nieodwracalnych decyzji. 

 

Najlepiej czuję się w literackiej formie krótkiego opowiadania, które ma być tylko zarysem i wstępnym impulsem do indywidualnych przemyśleń czytelnika.

-Zabrałeś kanapki? – Zapytała go mama z łazienki.

Spacje się pogubiły. Obiecuję, że przeczytam, tylko popraw.

Tak jak napisała Deirdriu, brakuje spacji, ale oprócz tego jest więcej problemów z zapisem dialogów. Przeczytaj to. Nie będę ich wypisywać pojedynczo.

 

Krzyknął(+,) pakując do plecaka termos z gorącą herbatą i swój nowy telefon. 

wyciągnęła swój czarny płaszcz z szafy. 

Narzekała(+,) próbując szybko założyć buty

Jego garderoba poszła szybko: adidasy, bluza, plecak na ramię(+,) i był gotów.

“Garderoba” jest teoretycznie poprawna, ale chyba tak jak większość kojarzy mi się raczej z pomieszczeniem. “Strój” byłby bardziej na miejscu i jednoznaczny.

Ze zdziwieniem obserwował(+,) jak rodzicielka nietypowo zawiązuje pasek płaszcza.

Dwa czy trzy zdania wcześniej masz wspomniane, że jest to pasek płaszcza.

Zamiast normalnie, z przodu - jak zwykle, wiązała go zupełnie z tyłu, ozdabiając w ten sposób swój płaszcz wielką, staromodną kokardą.

Wtrącenia muszą być oddzielone z obu stron tym samym znakiem interpunkcyjnym. Oprócz tego może to być przecinek, półpauza lub nawias, ale nie myślnik. Sugeruję:

Zamiast normalnie – jak zwykle z przodu – zawiązała go z tyłu, ozdabiając tym samym wielką, staromodną kokardą.

Zamknęli dom drzwi i wsiedli do samochodu.

Wiem, że tak się mówi, natomiast nie wydaje mi się, by było to poprawne w języku literackim, chyba że faktycznie chodziłoby o zamknięcie domu (tj. obejście go i zamknięcie wszystkich okien i drzwi).

Siedząc wygodnie w fotelu(+,) zastanawiał się(+,) czy Kamila obdarzy go dzisiaj jakimś milszym nastrojem.

Nie wiadomo, kto jest podmiotem, jedyny możliwy, który pojawia się od początku fragmentu, to dom. Nie można obdarzyć kogoś nastrojem. Sugeruję:

Chłopiec, siedząc wygodnie w fotelu, zastanawiał się, jaki nastrój będzie dziś miała Kamila/czy Kamili poprawił się nastrój/czy Kamila okaże mu dzisiaj nieco więcej życzliwości.

sam już nie wiedział, czy to ona jest taka humorzasta, czy też to jednak on robi jej ciągle coś na przekór… ​

Robienie czegoś na przekór zakłada umyślność. Sugeruję “nie wiedział, czy to jednak on robi jej coś ciągle nie po myśli.”

Ruch był spory, ale pokonywali kolejne przecznice bez większych przeszkód. Spojrzał na zegarek.

Ruch nie może patrzeć na zegarek. Nie rozumiem, też całej środkowej części. Sugeruję:

Szło im sprawnie, mimo sporego ruchu. Chłopiec spojrzał na zegarek.

W tak dobrym szybkim tempie będą znajdą się w szkole za jakieś 10 dziesięć minut, więc obawy rodzicielki co do spóźnienia były mocno przesadzone.

Liczby zapisuje się słownie. Powtarzasz “będą”. Wiadomo, o jakie obawy chodzi, bo żadne inne się nie pojawiały.

Obserwował pospieszny ruch poranny, tłumy ludzi zdążających do pracy i grupki uczniów, które pojawiały się coraz liczniej, bo znajdowali się już bardzo blisko szkoły. 

Wypisujesz kolejne rzeczy o tym samym znaczeniu, czy też raczej doprecyzowujesz, więc moja sugestia (oprócz tego oprawionych kilka pomniejszych błędów):

Obserwował pospieszny poranny ruch: tłumy ludzi dążących do pracy i grupki uczniów, coraz liczniejsze blisko szkoły.

Nagle jego wzrok przykuła jakaś para na przystanku, około 20 dwadzieścia metrów od nich.​

a ona mówiła coś do niego bardzo przejęta, stojąc na palcach, aby znacznie wyższy partner mógł  lepiej słyszeć.

aby znacznie wyższy partner mógł ją lepiej słyszeć. Nie wierzył własnym oczom…

Tak, jak jest to napisane, to partner nie wierzył własnym oczom. W tym miejscu przydałoby się imię bohatera, bo “chłopiec” też będzie nieco dwuznaczne. Możesz dać “pasażer”, ale to moim zdaniem w opowiadaniu w narracji trzecioosobowej powinno pojawić się imię głównego bohatera, inaczej jest zbyt bezoosobowo.

Chłopaka nie znał, ale przecież ta dziewczyna… Nie, nie mógł się mylić, zbyt dobrze znał te ciemne włosy, związane w kucyk,

Sugestia:

Nie kojarzył chłopaka, ale przecież ta dziewczyna… Nie, nie mógł się mylić. Zbyt dobrze znał te ciemne, związane w kucyk włosy

To nikt inny, ale właśnie jego dziewczyna przytulała się do tego obcego gościa, który z pewnością nie był jej kuzynem, ani też jej bratem, bo nigdy takiego ich nie miała. Jego Kamila…

Wkrótce ściany przystanku wiaty przysłoniły mu widok tej pary, ale ich obraz wrył się w jego pamięć tak mocno, że mógłby opisać całą scenę ze szczegółami, a nawet bardzo precyzyjnie narysować.

Obraz z całą pewnością nie mógłby opisać sceny.

Kim był ten chłopak, do cholery??

To są myśli chłopca. Narracja jest trzecioosobowa, więc należy to stosownie zaznaczyć. Nie stosuj wielokrotnych znaków interpunkcyjnych, chyba, że masz w tym jakiś cel i jesteś jego absolutnie pewna. W tym przypadku zamiast “??” powinno znaleźć się “?!”.

Kim był ten chłopak, do cholery?? Nie znał go, nigdy go nie widział, więc raczej musiał być z jakiejś innej szkoły. Poczuł szczypanie pod powiekami i mocno zacisnął usta, żeby opanować narastające emocje.

Znowu mieszają ci się podmioty domyślne.

Nie pokaże jej(,+) jak bardzo go to dotknęło.

To jej jest nie na miejscu, bo ani Kamili nie ma w pobliżu, ani nie wiedziałaby, o co chodzi, zanim bohater by jej nie powiedział.

A myślał, że ona jest inna… Lepsza… Była dla niego wyjątkowa… 

Wielokropkoza. No i wiadomo, że ona i wiadomo, że dla niego. Sugeruję:

A myślał, że jest inna. Lepsza. Nawet wyjątkowa…

Mama zatrzymała się na ulicy na parkingu pod szkołą i odwróciła się do niego, żeby go znów ponaglić.

-Przecież jest dopiero za dziesięć ósma, mamo!-Krzyknął zirytowany. – Masz dobrą godzinę i 10 minut, żeby dojechać na tą swoją 9-tą!

-Jaką 9-tą?! – Zdziwiła się rodzicielka. -Przecież ja pracuję od 8.30 do 16.30! Co ci się, dziecko, pomyliło?? 

-Że co??? – Popatrzył na nią zaskoczony. – Przecież zawsze jeździsz na 9-tą i te 70 minut bez problemu ci starczą w tak umiarkowanym ruchu jak dziś! 

Nie rozumiem. Nawet udało ci się zapisać poprawnie godzinę… A potem wracasz do błędnego zapisu. Oprócz tego w niektórych miejscach w środku dialogu brakuje ci spacji i używasz myślnika zamiast półpauzy. Znowu wielokrotne znaki zapytania, zamień je na “?” lub “?!”. Aha, i na przyszłość, jak już zapisujesz godzinę liczbowo, to godzinę od minut oddziela się dwukropkiem, a nie kropką. Na koniec niekonsekwencja – parę zdań wcześniej napisałaś, że ruch był spory.

No coś, ty!

Bez przecinka.

Już pół roku temu zmieniłam dawne godziny,

Patrzył na nią(+,) jak na ufo.

Pamiętałby przecież, to jest  było niemożliwe! 

Patrzył na nią jak na ufo. Co ona wygaduje?! Kiedy zmieniła godziny? Pół roku temu? Pamiętałby przecież, to jest niemożliwe! 

-Dobra, później pogadamy, teraz leć, synku! Muszę już jechać. Powodzenia! 

Z piskiem wyjechała na ulicę i od razu dodała gazu. Naprawdę się spieszyła. Zmieniła te godziny? Serio? Jak, kuźwa? Kiedy? 

Należałoby jakoś zaznaczyć, że są to myśli bohatera.

Nie wiedział(+,) co ma jej powiedzieć. Co powinien zrobić?? Jak się dowiedzieć(+,) co ją z tym gostkiem właściwie łączy? 

Przywitał kumpli: Arek, Sebastian, był też Emil Arka, Sebastiana, zobaczył też Emila.

On może coś wiedzieć jako bezpośredni sąsiad Kamili. Mieszkał w bloku o parę drzwi od niej.

Bezpośredni to bezpośredni, a nie o parę drzwi. Całe drugie zdanie bym wywalił, bo jest niepotrzebne i sprzeczne z pierwszym.

Nic ci nie napisała??

Choć tu by uszło bez tego “na” jako celowy błąd, bo jest to kwestia mówiona przez nastolatka.

Niech to jasny szlag… 

Najpierw polski, sprawdzian z całego półrocza. Był dobrze przygotowany(+,) na szczęście, więc o jeden stres mniej.

Kto był dobrze przygotowany? Polski, czy sprawdzian?

Trzeba będzie na chwilę zapomnieć o tym(+,) co dziś widział(+,) i skupić się na tym sprawdzianie teście.

Chwilę wcześniej też masz sprawdzian.

Zamiast niej zobaczył matematyka, niosącego poranną kawę i swój kiepski nastrój. 

To jest fajne zdanie, ale nie można nieść nastroju. Sugestia:

Zamiast niej zobaczył matematyka, który wszedł do sali z poranną kawą i kiepskim nastrojem.

-No to wyciągamy karteczki. – Ogłosił nauczyciel, gdy drzwi zamknęły się za ostatnim wchodzącym

Znowu miesza ci się podmiot.

-Jak to matma?? – Zapytał szeptem kolegę obok z ławki.

Krzysiek zmarszczył się(+,) jakby pierwszy raz go widział.

Coś ty wczoraj brał(+,) chłopie!? Masz oczy czerwone jak królik(+–) Krzysiek pokręcił głową z politowaniem,

Zabrakło ci przecinke i półpauzy. Oprócz tego po pierwsze wcześniej zaznaczyłaś, że bohater powstrzymał się od płaczu, więc skąd czerwone oczy? A po drugie, króliki nie mają czerwonych oczu. Czerwony kolor oczu jest jednym z efektów albinizmu i dotyczy wszystkich gatunków. Jeśli chcesz koniecznie użyć jakiegoś zwierzęcia, sugeruję “macz oczy czerwone jak szczur laboratoryjny” – w badaniach używa się specjalnie wychodowanej rasy albinosów, bo na nich łatwiej zaobserwować zmiany.

Narkotyki?? On?? Po co miałby to robić? Był na najlepszym haju zakochania w Kamili i myślał tylko o niej. Nie potrzebny Niepotrzebny mu jakiś żaden crack…

Ale jak to się stało, że zapomniał o wypadku polonistki?? Poczuł(+,) jak zimny pot pojawia się na jego czole. Coś było nie tak, choć nie umiał jeszcze szczegółowo tego określić tego w szczegółach. Rozejrzał się po klasie(+,) jakby widział niektóre rzeczy po raz pierwszy. Czy w ogóle pamięta cokolwiek z tej matematyki? Czy da radę napisać tę kartkówkę?

Zadania, jakie podał matematyk(+,) były dziecinnie proste. Patrzył na tablicę i już znał odpowiedzi. Odetchnął z ulgą. Chociaż o to nie musi się martwić…

Znowu mieszają ci się podmioty. Sugestia:

Zadania podane przez matematyka okazały się dziecinnie proste. Krystian raz spojrzał na tablicę i już znał odpowiedzi. Odetchnął z ulgą, choć to nie o to powinien się martwić.

Krzysiek patrzył spojrzał na niego z niedowierzaniem, gdy po 10 dziesięciu minutach skończył i odłożył długopis.

Mieszają ci się podmioty. Tak, jak jest to napisane, to Krzysiek skończył i odłożył długopis.

Najwyraźniej Krzysiek pojęcia nie miał(,+) jak się do tego zabrać. U niego odpowiedzi pojawiły się w umyśle bez żadnego wysiłku.

Krzysiek z jednej strony nie miał pojęcia, jak się zabrać za test, a jednocześnie w jego umyśle pojawiły się odpowiedzi?

U niego odpowiedzi pojawiły się w umyśle bez żadnego wysiłku. Podał je szeptem zaskoczonemu koledze, który szybko uzupełnił swoją pracę.

Na matematyce same odpowiedzi na niewiele się zdadzą, a już na pewno nie wystarczą do uzupełnienia pracy.

Po dzwonku Krzysiek dziękował mu gorąco. 

-Dzięki, stary (…)!

Zastanawiał się przez dłuższą chwilę.

Mieszają ci się podmioty.

Przejrzał zeszyt, pełen skreśleń i kiepskich ocen(,+) i zadrżał. Kiedy dostał jedynkę?? Kiedy robił to zadanie? Nie pamiętał… Kiedy pisał te wszystkie polecenia? Kiedy rysował ten rysunek ptaka w locie, z jakimś dziwnym napisem w na ogonie?

zaczął je gorączkowo przeglądać wertować, kartka po kartce

Ale nie rozpoznawał żadnej ani jednej z uwag, ani jednego z zadań, ani jednej linijki z wypracowań…

W takich wyliczankach należy być konsekwentnym. Alternatywnie możesz wszędzie dać “żadnej”.

Jakiego nowego telefonu?? Zzapytał siebie przerażony. Pozdzierana obudowa, zarysowany ekran, wypalcowane szkło…

Należy oznaczyć jakoś myśli bohatera, poza tym nie ma takiego słowa jak “wypalcowany”. Wiem, co miałaś na myśli, tym niemniej skojarzyło mi się z zupełnie czymś innym i chyba większość czytelników w tym miejscu parsknie śmiechem, próbując to sobie wyobrazić :)

Ten telefon był używany i to przez dłuższy czas…

Osunął się na podłogę.

Telefon osunął się na podłogę?

 

Wokół niego zbierali się zebrali się koledzy(,+) pytając(,+) co mu jest, co się z nim dzieje.

Wyszeptał(+,) patrząc tępo przed siebie,

Obudził się(+,) czując się nadzwyczaj dobrze.

Powtórzone “się”. Może “mając nadzwyczaj dobry humor”?

Rozejrzał się wokół ciekawie z ciekawością/zainteresowaniem.

Na łóżku(+,) po drugiej stronie pokoju leżał śpiący staruszek.

Przez nieduże okna wpadały jasne promienie słońca

W przeciwieństwie do np. ciemnych promieni słońca?

Ale co mu się właściwie stało? Może ktoś mu czegoś dosypał? Ale kiedy? Gdzie była ta impreza? Czy była ostatnio jakaś impreza?? Kurwa! Czy on był kiedyś gdzieś kiedykolwiek/ostatnio na jakiejś imprezie ??? 

Coś się w tym akapicie złego stało z formatowaniem tekstu. Jakieś za krótkie te wiersze. Oprócz tego należy jakoś zaznaczyć, że to są myśli bohatera.

-Bardzo dobrze, panie doktorze! - Powiedział z niekłamaną nadzieją w głosie.-Tylko nie rozumiem(+,) co się ze mną dzieje.

Brak spacji, myślniki zamiast półpauz…

-Proszę się nie denerwować, jesteśmy w trakcie badań. Niedługo otrzymamy wyniki toksykologiczne i wtedy będziemy wiedzieli z czym walczymy.

Żadne badanie nie mają miejsca, więc nie jest to prawda. Lekarz może tak powiedzieć, gdy jeszcze nie zna przyczyny dolegliwości i nie może powiedzieć nic pewnego, ale nie do pacjenta – ten przecież doskonale wie, czy ktoś go bada, czy nie. Oprócz tego wyniki badań przeważnie nie są jednoznaczne. Sugestia:

– Proszę się nie denerwowaćn, niedługo otrzymamy wyniki toksykologii i wtedy będziemy mieli lepsze pojęcie o tym, z czym walczymy.

One zadecydują pokażą(+,) co dalej. Jesteś w dobrych rękach. -Dodał uspakajająco. - Już powiadomiliśmy twoją rodzinę.

Półpauzy.

Doktor miał dobrą przyjazną twarz i łagodny uśmiech. Uspokajający dDo tego stopnia uspokajający, że Krystian od razu odwrócił się do ściany uszczęśliwiony, aby usnąć.

Znowu mieszają ci się podmioty.

Jednak gdy lekarz wyszedł, musiał wstać,

Lekarz musiał wstać? Sugestia:

Jednak po wyjściu lekarza musiał wstać

aby poszukać gdzieś łazienki

Wytężył słuch najmocniej(+,) jak się dało

 

 

To tyle, jeśli idzie o łapankę ode mnie, choć czuję się nieco oszukany. Z braku czasu staram się czytać przynajmniej wszystkie szorty na portalu, a tu jest pełnoprawne opowiadanie podszywające się pod szort :) Ponieważ łapanka wyszła spora, za chwilę w osobnym komentarzu napiszę ogólną opinię.

 

ironiczny podpis

Najpierw ogólnie o błędach. Jest ich sporo, ale wiele z nich pojawia się wielokrotnie, więc łatwo będzie ci poprawić się na przyszłość. Zwróć uwagę na to, by:

– oddzielać zdania podrzędne przecinkami.

– poprawnie zapisywać dialogi, jeszcze raz podaję link do poradnika.

– zapisywać poprawnie liczby, daty, godziny (słownie!).

– oznaczać myśli bohatera w narracji trzecioosobowej (na przykład kursywą, lub podobnie do dialogów, ale bez osobnych akapitów i otwierających półpauz).

– pilnować podmiotów. W przypadku podmiotu domyślnego, automatycznie przyjmuje się, że wykonawcą czynności jest ostatni wymieniony podmiot z pasującym rodzajem. U ciebie bardzo często prowadzi to do nieporozumień, co zresztą widać w mojej łapance.

 

Teraz ogólnie o treści. To nie jest szort. Jest to początkowy fragment dłuższego opowiadania i jako taki nie jest zły. Myślę, że zainteresował mnie na tyle, że przeczytałbym resztę. Natomiast głównym problemem jest to, że tej treści nie ma.

Bardzo mocno sugeruję, byś przeczytała opowiadanie “Ostatnia sprawa Umneya”, autorstwa Stephena Kinga. Zaczyna się ono dokładnie takim samym motywem, co twoje. Ten motyw może zainteresować czytelnika, ale sam w sobie nie stanowi dobrego tekstu. Decyduje o tym to, czemu ten motyw służy, jaką ciekawą sytuację wprowadza…

ironiczny podpis

Chłopakowi posypała się poczytalność, co jest nawet intrygujące, ale brak rozwinięcia tego pomysłu pozostawił mnie rozczarowanym.

Ponadto wydaje mi się, że rozwarstwienie osobowościowe można zilustrować ciekawiej, niż na przykładzie spóźnienia i kartkówki. Mimo, że tekst nie jest długi, to wiele zdań wydaje mi się próżnym przelewaniem wody.

Intryguje mnie, gdzie znalazł się bohater w finale. Podobno nie w szpitalu, a jednak nie-lekarz zachowuje się jak lekarz i nawet nosi biały fartuch. O cóż tu chodzi? Może jesteśmy w rzeźni i przerobią go na pasztet?… ;)

Przeczytałem i jak dla mnie jest bardzo fajne. Wprawdzie nic do mojego życia nie wniosło ale to jeszcze nic pewnego.

Hmmm. Pokazujesz jakiś problem, ale na zarysowaniu się kończy. Co mu się właściwie stało? Dlaczego? Gdzie się bohater znalazł? Jak się to skończy? Dlaczego “lekarz” go okłamuje, a matka nie poznaje?

Przy tym słabo z wykonaniem. Zapis dialogów do remontu. Często brakuje spacji przy myślnikach, interpunkcja kuleje na obie nogi, inne błędy. Nawet wyjustowanie tekstu poprawiłoby odbiór. I po tytule nie stawia się kropki.

W tak dobrym tempie będą w szkole za jakieś 10 minut,

W beletrystyce liczby raczej pisze się słownie.

Co powinien zrobić?? 

Jeden pytajnik albo trzy.

Czy da radę napisać tą kartkówkę? 

Tę kartkówkę.

Babska logika rządzi!

Młodemu odbija po dopalaczach – można mieć dziesiątki pomysłów jak dalej pójść, ale tak jak jest teraz, to o wiele za mało. Najwyżej straszak na branie narkotyków o nieznanym składzie chemicznym, chociaż jego objawy to i tak łagodne. Gdybyś szła w realizm, musiałby brać nie raz ani dwa. Gdybyś wprowadzała jakąś nową substancję, no to hulaj dusza.

Tak, Deirdriu, wiele potencjalnych kierunków i korciło mnie, żeby iść w sensację (-mafia medyczna), albo metafizykę, ale mam wrażenie, że wszystko w tym temacie już było i to zrobione epicko. Więc wybrałam pogadankę dydaktyczną i to tak, żeby zbytnio nie wystraszyć bardzo młodego czytelnika. I może to był błąd, bo historia straciła rozpęd. 

Coś tam jeszcze pokombinuję z tym tematem, bo ma potencjał.

Dzięki! 

 

Pomysł mi się podoba, tylko kończy się bardzo moralizatorsko ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Opowiadanie, niestety, zupełnie nie przypadło mi do gustu. Jak dla mnie, zbyt wiele tu kawy wyłożonej na ławę. Nie wiem, jak zachowuje się i jakie omamy ma nastolatek po dopalaczach, ale opisani rodzice wydali mi się mało wiarygodni – odniosłam wrażenie, że zupełnie nie przejęli się wiadomością o ćpaniu syna.

Z przykrością zauważam, że w tekście nie znalazłam ani odrobiny zapowiedzianego tagiem science fiction. Nie dostrzegłam też choćby śladu jakiejkolwiek fantastyki.

 

Kiedy do­stał je­dyn­kę? –> Kiedy do­stał je­dyn­kę?

 

na­ry­so­wał wiel­ki ry­su­nek ptaka w locie… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

“Nie jest wcale do­brze. Ani tro­chę.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

– Mamo, – po­wie­dział bła­gal­nie… –> Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

 

oświad­czył w końcu tata w kie­run­ku dok­to­ra. –> Można udać się w jakimś kierunku, ale w kierunku nie można niczego oświadczyć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka