- Opowiadanie: Domino276 - Fosforos Odrodzenie

Fosforos Odrodzenie

To moja pierwsza publikacja na tej stronie. Zajmuję się amatorskim pisaniem opowiadań od sześciu lat. Jestem ciekaw, czy to co piszę ma jakiekolwiek ręce i nogi. Dlatego też proszę o konstruktywną krytykę:)

 Opublikowana treść to prolog i pierwszy rozdział tytułowego opowiadania. Łączy ono rożne aspekty mitologiczne (postacie, miejsca, itd.) ze światem rzeczywistym. Ukazuje życie mitologicznych stworzeń w naszym świecie. Sposób w jaki przystosowują się do warunków oraz problemów realnego życia. Ich nastawienie do ludzi i odwrotnie. Próby wpłynięcia na otaczającą rzeczywistość. Te dobre, jak i złe.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Fosforos Odrodzenie

Πρόλογος

Wrzesień 467 rok przed naszą erą.

 

– Generał! – krzyknął barczysty żołnierz o ciemnych kręconych włosach.

Jego dwaj towarzysze, również cechujący się silną posturą, spojrzeli z podejrzeniem na niego.

– To już czwarta partia w której masz generała, Steliosie – powiedział jeden z nich.

– No i? Po prostu mam szczęście – powiedział z pewnością siebie.

Mężczyźni siedzieli przy niewielkim, drewnianym stoliku i grali w kości. Każdy z nich trzymał gliniany kubek, a w nim pięć sześcianików. Zostały one wykonane z tego samego materiału co naczynie. Na każdym ich boku widniała odpowiednia liczba oczek.

Gra polegała na tym, że wojacy w jednym momencie wyrzucali zawartość kubków na stół w taki sposób, by kości jednego kamrata nie zmieszały się z sześcianami drugiego. Po rzucie następowało liczenie oczek i przydzielanie punktów. Jedna sesja składała się z dziesięciu rzutów. Po rozegraniu całej serii, sumowano punkty. Ten kto miał największa ich liczbę, wygrywał set.

Żołnierze z ubioru przypominali greckich hoplitów, aczkolwiek pod żelazną zbroją posiadali zieloną koszulę z długimi rękawami, schowanymi w karwasze i spodnie tego samego koloru, co górna część odzienia. Za nimi mieścił się namiot w kształcie strzelistego ostrosłupa. Nie był on jedyny w okolicy. Wszędzie wokół mieściło się wiele innych pałatek o podobnym wyglądzie. Przy nich kręcili się też inni wojacy. Jedni ostrzyli broń i polerowali zbroje, wraz z tarczami. Drudzy natomiast prali odzienie, rozmawiali z towarzyszami przy gorzałce oraz mierzyli się w walce na pieści. Ogółem można stwierdzić, że okolica tętniła życiem.

– A słyszeliście co odwalił Achilles? – rzekł do swych kamratów, Stelios.

– Nie – odparł pierwszy z kamratów po lewej.

– Co narobił? – zapytał, drugi na prawicy

– Tydzień temu jego lochagos załatwił z pobliskich ludzkich osad panienki dla całego oddziału. Chłopcy dawno nie moczyli, więc chciał rozładować ich napięcie.

– Pół roku już siedzimy na tej cholernej pustyni…

– Prawda, prawda. Ale wróćmy do tematu. Dziewczynek było koło trzydzieści.

– Tylko tyle?! Na cały oddział?! Przecież to pięćset chłopa. No może trochę przesadziłem. Odliczmy kobiecą część oddziału i ich chłopów, to będzie z trzysta, góra czterysta klientów. Oj biedne te panienki

– Nie miały, aż tak źle. Lochagos nakazał nie naprzykrzać się pannom i czekać cierpliwie na swoją kolej.

– I co? Achilles pewnie stracił cierpliwość? Od zawsze był w gorącej wodzie kąpany.

– Nie, poczekał na swoją kolej.

– Tak? No to co takiego narobił?

– Wszystko zaczęło się od Homera. Nie chciało mu się czekać, więc podczas nieobecności Achillesa wkradł się do jego namiotu i skorzystał z usługi. Wtedy też wrócił sam Achilles. Zobaczył ich w akcji. Zalała go krew. Homera zatłukł na śmierć, a dziwkę obdarł ze skóry.

– Pojeb… I co teraz z nim?

– Siedzi w klatce od pięciu dni i czeka na osąd.

– Pewnie ukrócą go o głowę – powiedział, pierwszy towarzysz Steliosa.

– No co ty! – rzekł drugi – Za zabójstwo innego żołnierza z rozsądnym motywem, dostanie najwyżej miesiąc odsiadki, albo prac obozowych.

– A kurtyzana?

– A od kiedy za zabicie kurwy i to w dodatku ludzkiej, kara się śmiercią?

– Ale za niewysłuchanie rozkazu, już tak.

– Dobra panowie – przerwał, Stelios – Wracajmy do naszej gry.

Żołnierze wrzucili kości do kubka. Każdy z nich zatrzasnął całością i wyrzucił na stół.

– Cztery trójki! – zakrzyknął jeden entuzjastycznie – Skoro już mówimy o naszym pobycie na tym cholernym pustkowiu, jak myślicie? Ile będziemy tu siedzieć? I Po co? A w kwestii Rzeźnika z Atlantydy. Mamy już tylu drakongenów, że Epimeteusz może pokonać go z palcem w dupie. Zamiast tego cały czas gromadzi co raz to nowe siły.

– Słyszałem od naszego lochagosa, że szykuje się ostra jatka. Za kilka miesięcy mamy wyruszyć na kontynent za wielkim morzem – rzekł Stelios.

– Za morze?! Ale po co? Słyszałem, że na tamtych ziemiach prócz dżungli i mieszkających w niej ludzkich dzikusów, nic nie ma. Po za tym jak mamy się tam wybrać? Nie mamy żadnych statków.

– Epimeteusz wynajął chińskiego inżyniera, Xiao Minga, posiadacza największej stoczni w Suzhou

– Suzhou? A gdzie to? – zapytał towarzysz po lewej.

– Jetem żołnierzem, a nie geologiem.

– Chyba mapografem. Geolog zajmuję się ziemią, a nie mapami – poprawił Steliosa, drugi z wojaków.

– Patrzcie jaki mądry! Skąd mam wiedzieć, gdzie mieści się Suzhou? Powtarzam jedynie słowa lochagosa.

Spór przerwała przechodząca koło nich przeszła młoda dziewczyna o długim, złotym warkoczu. Odznaczała się drobną sylwetką, ale dobrze wysportowaną. Nosiła grubą, płócienną koszulę i workowate spodnie. Głowę, przedramiona i uda, owijał niezbyt gruby, płócienny materiał. Każdy z elementów odzienia odznaczał się żywym, czerwonym kolorem. Jedyną metalową ochroną, jaką posiadała, to jednoczęściowe karwasze, przypięte skórzanymi paskami. Jej oblicze owiewała tajemnica. Para czerwonych oczu, która cechowała również żołnierzy, to jedyny element mogący charakteryzować jej prawdziwy wygląd.

– Siemasz Kieł! – przywitał ją, Stelios

– No Hej – odparła dziewczyna.

– Co tam porabiasz?

– Przygotowuję się na misję.

– Pewnie tą samą, jak sądzę.

Niewiasta na słowa wojaka mruknęła coś pod nosem z niezadowoleniem.

– Gramy w kości, przyłączysz się?

– Nie mogę. Jutro wyruszam w drogę

– Jak mus, to mus. Innym razem.

– Będę się zwijać.

– Połamania nóg.

Złotowłosa skinęła głową, po czym ruszyła w dalszą drogę

– Chociaż wolałbym, żebyś wróciła w jednym kawałku! Masz najładniejszy tyłeczek w calutkim obozie! Na co ja potem oko zawieszę! – krzyknął, Stelios do oddalającej się dziewczyny.

Ta w odpowiedzi pokazała mu środkowy palec.

– Ty, ja bym na twoim miejscu nie wyjeżdżał z takimi słowami do niej. Pamiętasz co zrobiła z Doroteuszem? – powiedział towarzysz po prawej.

– Gdyby ktoś próbował cię zgwałcić, też tak byś zrobił.

– Ale ucinać kutasa? To już lekka przesada.

– To stąd wziął się jej pseudonim, Krwawy Kieł? – zapytał kamrat siedzący na lewo.

– A co to ma do rzeczy? Zaganiacza urżnęła nożem, a nie zębami

– Rany! Jak ty wszystko dosłownie bierzesz… Wiesz co jest przenośnia? Jak kieł obrysujesz na desce, to masz sztylet.

– Widzisz Steliosie, jaki pomysłowy! Może jeszcze poetą zostaniesz, co?

– Wiesz co? Chrzań się!

Panowie! – rzekł stanowczo, Stelios – Mamy ładny dzień. Słonko grzeje…

– Grzeje? Ono napierdala prosto w łeb! To od tego wszystkim palma odbija.

– Ja tam jakoś się trzymam. Rozchodzi mi się o to, że siedzimy sobie tutaj na luzie i gramy w kości. Nie trzeba mam spięć. A co do pseudonimu naszej złotowłosej dziewojki, wziął się on z jej sposobu ataku. Podobno często szarżuje na przeciwnika z dwoma sztyletami w rekach, co przypomina uderzającego węża z wyszczerzonymi kłami. Tak przynajmniej słyszałem

– Ciekawe dlaczego prze cały czas zakrywa twarz?

– Pewnie ma mnóstwo szram – stwierdził wojak na prawicy.

– Kij ją wie… Oho! Panowie, hierarchia idzie.

Żołnierze spojrzeli na prawo w ich stronę szła kolejna niewiasta. Starsza od złotowłosej. Każdy hoplita którego mijała stawał na baczność i salutował na jej widok. Cechowała ją wysoka i wysportowana postura, brunatne włosy i szrama na prawym oku, które wydawało się ślepe. Ta blizna była jedyną rzeczą jaka szpeciła jej nieprzeciętna urodę. Jako odzienie miała na sobie segmentową zbroję. Każdy element chroniący ciało składał się z dwóch nachodzących na siebie metalowych płyt w kształcie rozwartej litery „V”. Wyjątek stanowiły części osłaniające kończyny. Te składały się ze znacznie większej liczby segmentów. Przy pasie po lewej nosiła miecz, przypominający katanę. Od tradycyjnego japońskiego miecza różnił się tym, że nie posiadał tsuby1. Zamiast tego miał krótki jelec mieczowy o dłuższym ramieniu po ostrej stronie głowni. Łączył się on z rękojeścią, dopasowaną do wygiętej klingi, stanowiącą jedną czwartą długości miecza. Uchwyt owijał piaskowy sznurek, który zapobiegał wyślizgnięciu się miecza z dłoni. Garda jak i trzymadło broni zostały wykonane z nieznanego tworzywa, charakteryzującego się brunatną barwą. Pochwa niczym się nie różniła od sayi2. Do jej wykonania użyto tego samego materiału, jak w przypadku rękojeści i jelca.

Gdy stanęła przed żołnierzami, ci zerwali się z miejsc i zasalutowali.

– Dzień dobry, pani strateg! – powiedział pewnie Stelios.

– Spocznijcie. Wiedzieliście może Kła? – zapytała wojaków

– Przechodziła tędy chwile wcześniej. Mówiła coś o przygotowaniu się do misji, więc pewnie udała się do swego namiotu.

– Znacie ją żołnierzu? – zdziwiła się przywódczyni.

Stelios uśmiechnął lekko pod nosem i oznajmił:

– Od czasu, do czasu wymienimy dwa zdania i tyle.

Przywódczyni pożegnała żołnierzy i udała tą samą drogą co szukana, przez nią dziewczyna. Po jakimś czasie dotarła do strzelistego namiotu, który jak reszta odznaczał się jasnym ubarwieniem. Wyróżniały go jedynie czerwone pasy biegnące po środku każdego z siedmiu boków pałatki.

Gdy pani strateg weszła do namiotu, ujrzała tam Krwawego Kła. Młota niewiasta właśnie przygotowywała ekwipunek w swym namiocie. Siedząc po turecku na posłaniu z grubej tkaniny, przypinała niewielkie sztylety do grubego skórzanego pasa. Rzemień był na tyle szeroki, że z łatwością można było go pomylić z gorsetem.

Złotowłosa spojrzała na swego gościa, po czym zajęła się dalszymi przygotowaniami. Chwyciła leżące obok, dwa duże sztylety o wygiętej głowni i przypięła je do pasa.

– Szykujesz się na misję? – zagadała przybyszka do dziewczyny.

– Nasi tropiciele wreszcie trafili na jego trop w środkowej Persji. Tym razem mi nie ucieknie – odpowiedziała, dziewczyna nie przerywając zajęcia.

– Ilu masz dostać pod komendę?

– Trzydziestu pierwszej generacji.

Młoda niewiasta podniosła się z posłania i odziała pas. Kobieta w ciężkim pancerzu przyjrzała się jej i rzekła:

– Może powinnaś odpuścić, co?

– Odpuścić? – zdziwiła się złotowłosa

– To już twoje trzecie podejście. Z drugiego ledwo uszłaś z życiem. Wiesz jak może się to teraz skończyć.

– Co cię to interesuje? – warknęła – To moja sprawa, Ateno.

– Po prostu się o ciebie martwię.

– Martwisz… Nie jesteś moim bliskim, tylko osobą, która przyjmuje rozkazy od tego samego dowódcy, co ja.

– Masz rację. Ale widzę w co brniesz. Stoisz nad krawędzią przepaści, której ty najwyraźniej nie widzisz.

– Aha – odparła lekceważąco złotowłosa.

– Rzeźnik z Atlantydy nie jest typowym oprychem, którego możesz pokonać wymyślną taktyką. To że przeżyłaś z nim dwa starcia, było zależne wyłączne od jego woli. 

– Chcesz mi powiedzieć, że darował mi życie? On?

– Być może zobaczył w tobie swe własne obicie. Albo zobaczył małą, rozzłoszczoną dziewczynkę, która nie umie się pogodzić tym, co otrzymała od życia. Twe gniewne pokrzykiwania o sprawiedliwości, musiały rozbawić go do rozpuku.

Krwawy kieł w złości wyciągnął sztylet z pochwy. Złapała panią strateg za ramię i wymierzyła nóż w jej stronę.

– Serio? – powiedziała niewzruszona, Atena – Wiesz, że za zabójstwo wyższego rangą dowódcy pójdziesz wisieć. O ile ja cię nie zabiję wcześniej. Lubie cię, naprawdę. Ale to nie powstrzyma mnie przed bronieniem się. Urżnę ci łeb zanim ty zdążyć wykonać jakikolwiek ruch. Zatem jak to będzie? Bawisz się dalej swoją głupią zemstę, czy jednak masz dosyć życia i chcesz dołączyć do swych rodziców w zaświatach? Wybór należy do ciebie.

Po tych słowach, dziewczyna wróciła do zdrowego rozsądku. Pościła kobietę i schowała nóż.

 

Πρῶτον Ἐπεισόδιον

Dwanaście dni później

 

Mimo silnego upału, miejskie targowisko w Persepolis pękało w szwach od zebranego tłumu. Lud powolnym krokiem przesuwał się między straganami, zatrzymując co chwila przy stoisku i dokonując. zakupu. Można tu było kupić niemal wszystko, czego się zapragnęło. Od podstawowych artykułów spożywczych, ubrań i drogocennej biżuterii, po zwierzęta hodowlane oraz egzotyczne.

Tamtego dnia na miejskiej agorze stało sporo sprzedawców kóz i bydła, gdyż ostatnimi dniami wzrosła potrzeba ich kupna wśród mieszkańców metropolii. Działo się tak, ponieważ zbliżało się wielkie święto boga Waju – władcy wiatru. Prócz panowania nad niebiosami, idol ochraniał śmiertelnych przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Jakość protekcji otrzymywanej przez wyznawcę równoważyła się z hojnością złożonej ofiary, lub od wielkości jego mieszka ze złotem. Wiernym nie wolno było składać zwierząt z własnego chowu. Świadczyłoby to o braku szacunku do samego boga. Tak przynajmniej twierdzili kapłani. Dlatego też mieszczanie kupowali bydło specjalnie przygotowane do rytuału.

Wśród gawiedzi znajdowała się również Kassandra - ciemnowłosa piękność o bladej karnacji, czerwonych oczach, posiadająca dobrze wysportowaną sylwetkę. Mimo widocznych umięśnionych ramiom, nie można było jej odmówić kobiecej subtelności. Miała na sobie brunatną skórzane odzienie, idealnie dopasowane do ciała. Identycznym wykonaniem i barwą odznaczały się również spodnie, które ukazywały jej kobiece kształty. Ramiona zasłaniała biała przewiewna peleryna z kapturem, a biodra opasał czarny pas. Przy nim nosiła jedynie bukłak i mieszek z pieniędzmi.

Mijając stoiska ze zwierzętami, Kassandra dojrzała handlarza niewolników. Rzuciła okiem na ludzi, jakich wystawił na sprzedaż. Jeden z jego „towarów” przykuł jej uwagę. Był nim wysoki mężczyzna o herkulesowej budowie. Odznaczał się rozczochranymi, kasztanowymi włosami oraz bujnym zarostem. Siedział na ziemi, oparty o wysoką masywną kolumnę, do której został przykuty łańcuchem. Brudny i zaniedbany patrzył na ciemnowłosą zimnym spojrzeniem. Jego oczy również miał czerwone tęczówki

– Widzę, że chcecie kupić niewolnika, moja pani – zagadał handlarz, widząc zainteresowanie Kassandry.

Ciemnowłosa szybko wyczuła sztuczność w jego uprzejmości. Jego postawa pełna niechęci wyraźnie mówiła, iż interesuje go jedynie biznes

– Ile chcesz za tego wysokiego? – wskazała palcem na mężczyznę.

– Ten? – handlarz spojrzał na mężczyznę. – Sprzedam go za półtora talenta.

– Półtora talenta!? Czemuż tak drogo? – Kassandra zdziwiła się z nutą rozżalenia.

– To wojownik! I na dodatek ze Sparty!

– Ze Sparty powiadasz… – rzekła zamyślona.

– Pani kochana! Wie pani co ich trzystu zrobiło naszym pod Termopilami?

Wtem zwróciła się po helleńsku do wysokiego niewolnika:

– Ἐ σύ! Ὡς λέγεσαι? (Ej ty! Jak się nazywasz?)

Wojownik przeszył Kassandrę lodowatym spojrzeniem, mówiąc:

– Ἁλέκσανδρος, κυρία μοῦ. (Aleksander, moja pani)

– Czy to prawda, że pochodzisz ze Sparty? – zapytała Kassandra.

– Tak, moja pani.

W odpowiedzi zbadała go wzrokiem i zwróciła się do handlarza:

– Czy miał coś przy sobie?

– Tak. Zbroję, którą niestety już sprzedałem, jakieś inne szpargały. A! I miecz, który jeszcze mam.

– Pokaż mi go – rzekła Kassandra.

Mężczyzna wszedł na stojący obok wóz. Przeszukał, mieszczącą się w nim górę rupieci i wyciągnął dwumetrowy miecz. Broń wyglądała tak samo jak miecz, który nosiła Atena. Kupiec przytaszczył oręż, który był o dwie głowy większy od niego i wręczył go kobiecie. Kassandra oglądając z zaciekawieniem miecz rzuciła okiem pochwę. Jej uwagę przykuła wąska szczelina biegnąca wzdłuż jej zewnętrznej strony. Pobadała jeszcze przez chwilę nietypową konstrukcję miecza, po czym postanowiła go wyciągnąć z pochwy. Gdy wysunęła kawałek ostrza, broń samowolnie wyskoczyła z wąskiego otworu od spodu, prezentując swoją grację. Długa na pięć stóp głownia była zakrzywiona i jednosieczna od wypukłej strony. Zaokrąglone zakończenie miecza błyszczało w promieniach słońca.

– A więc po to jest ten wąski odstęp… Niestety, sam miecz jest dość nieporęczny – rzekła, wykonując parę machnięć w powietrzu.

– Ale ile głów może ściąć za jednym zamachem – stwierdził handlarz.

– Ten miecz nie przypomina żadnej helleńskiej broni – zwróciła się do Aleksandra.

– To prawda. Dostałem ją od przyjaciela z Dalekiego Wschodu w ramach podziękowania za gościnę – stwierdził wojownik.

Kasandra w odpowiedzi lekko się uśmiechnęła. Następnie rzekła do kupca:

– Wezmę to ostrze wraz niewolnikiem.

– Za to będę chciał dwa talenty i trzydzieści min, moja pani – rzekł mężczyzna.

– Co? Sam niewolnik kosztuje za dużo. Zdecydowanie za dużo. Co powiecie na jeden talent i sześćdziesiąt min za całość, handlarzu?

– To może dwa talenty i dwadzieścia min?

– Talent i siedemdziesiąt min.

– Dwa talenty i dziesięć min.

– Dwa talenty. To moje ostatnie słowo.

– To przynajmniej dwa talenty i pięć min, moja pani. Żonę i dzieci mam do wykarmienia.

– Dwa talenty albo nic! – powiedziała stanowczo.

– Mężczyzna spochmurniał, drapiąc się po głowie.

– To jak, stoi? – powiedziała z uśmiechem Kassandra, wyciągając rękę.

– Ach! Niech będzie… Stoi! – skrzywił się handlarz, uścisnąwszy dłoń klientki.

Następnie zbliżył się do Aleksandra i wyciągnął klucze.

– Rusz ten swój zawszony tyłek! – powiedział, wyciągając klucze.

Wysoki wojownik w milczeniu podniósł się z ziemi. Kupiec przykucnął i zdjął kajdany z jego nóg. Oswobodzony szermierz zbliżył się do Kassandry, przyglądając się jej podejrzliwie.

Ta spojrzała mu w oczy na chwilę, po czym odpięła z pasa mieszek z pieniędzmi. Przeszukała jego zawartość szukając odpowiedniego nominału. Kiedy znalazła dwie monety o wartości dwóch talentów, zwróciła się do kupca.

– Oto twoje pieniądze, handlarzu.

– Dziękuję. Robienie z tobą interesów to cała przyjemność, moja pani – ukłonił się mężczyzna z sztucznym uśmiechem.

– Przyjemność po mojej stronie.

Kassandra ruszyła razem z zakupionym “towarem” w dalszą drogę. Handlarz zerknął na oddalającą się, po czym zwrócił się do swego sąsiada, który sprzedawał przyprawy:

– Widziałeś Narzesie? Piękna, ale chciwa, jak stara żydówka.

-I te czerwone ślepia… Nie powinieneś wchodzić w konszachty z diabłami. Nie przed wielkim świętem. Możesz zostać przeklęty przez bogów – pouczył go kupiec.

– Jakbym odmówił, to ta czarcia suka by mnie przeklęła. Wolę nieprzychylność bogów, niż klątwy demonów. O wysokich podatkach, nałożonych przez naszego wielce panującego nam „Króla Bogów” to nawet nie wspomnę. Jebany Artakserkses…

– Nie bluźnij! Przecież to dziecię bogów.

– Dziecię bogów? No proszę cię. Pamiętasz co stało się z Kserksesem, dwa lata temu?

– No zmarł.

– Zmarł? Nie. Ukatrupił go jego własny syn.

– Jak śmiesz oskarżać naszego wspaniałego władcę!

– Ja nie oskarżam, tylko stwierdzam fakty. Połowa imperium w to wierzy. Mówię ci, że jeszcze za mojego żywota Artakserkses podzieli los ojca.

-Ty po prostu zazdrościsz jego wysokości i tyle! Wpienia cię, że po śmierci będzie ucztował z bogami przez całą wieczność.

– Oj Narzes, Narzes… Jesteś, jak ta poczciwa krowa. Zeżre i wypije wszystko co jej pod mordę dadzą.

Wkrótce Ciemnowłosa i wykupiony przez nią mężczyzna opuścili pałacowy dziedziniec. Wyszli prosto na główną aleję, pękającą w szwach od wędrującego ludu. Prowadziła ona do głównej bramy wschodniej.

Przedzierając się przez tłumy, Aleks podążał za Kassandrą, która zwinnie mijała ludzi zostawiając wojownika daleko w tyle.

– Hej, zaczekaj! – krzyknął za swą wybawicielką.

Ta niespodziewanie skręciła w lewo, wchodząc w wąską uliczkę miedzy budynkami, stającymi przy głównej drodze. Jej nagły ruch zaskoczył wojownika. Szybko nabrał podejrzeń i przyspieszył kroku. Idąc już tą samą wąską drogą, zobaczył Kassandrę na jej końcu. Ponownie odbiła na lewo i znikła za rogiem budynku. Aleks ruszył w pogoń. Chwilę później wpadł do alejki na lewo. Tam ujrzał ciemnowłosą stojącą dwie stopy przed nim. Ledwo zdążył przed nią wyhamować. Spojrzał na nią z wyrzutem. Ta również rzuciła na niego okiem. Jej mina na twarzy wyraźnie dawała do zrozumienia wykupionemu mężczyźnie, że oczekuje jakiejś jego reakcji.

– Mogę dostać mój miecz? – odezwał się, przerywając milczenie.

Ta zaskoczona jego wypowiedzą, zmarszczyła brwi. Spodziewała się usłyszeć zupełnie coś innego. Po chwili namysłu oddała mu jego ostrze i zapytała:

– Pamiętasz mnie w ogóle?

– Nie – podparł wojownik marszcząc brwi.

– Oczywiście, że nie – dodała z przekąsem – Jestem Kassandra. Może teraz coś ci świta?

– Kassandra… Kassandra… – powiedział zamyślony – Nic sobie nie przypominam.

Ciemnowłosa zamyśliła się analizując zachowanie Aleksa. Wyglądało na to, że w ogóle jej nie pamięta. Przeszła jej myśl o jego intencjonalnym udawaniu amnezji. Ale z drugiej strony znała go na tyle dobrze, że była w stanie rozpoznać, kiedy nie mówił jej prawdy.

– A pamiętasz swoje… Nie imię mi podałeś – szybko się poprawiła – Pamiętasz jak nazywał się twój ojciec?

– Prometeusz.

– A kim on był?

– Hegemonem Atlantydy

– Jaki otrzymałeś tytuł po wygranej bitwie z ludzkimi najeźdźcami?

– Wielkiego Stratega.

– To pamiętasz to, a nie pamiętasz mnie?

– Czego chcesz ode mnie? – zapytał podejrzliwie Aleks.

Nie wykazywał zbytnio zainteresowania osobą Kassandry. Nie dociekał kim ona jest, ani co go z nią łączy. Jego uwaga była skupiona na zupełnie na czymś innym. Co rusz nerwowo oglądał się za sobą. Rzucał też okiem na drugi koniec drogi za jej plecami i na dachy budynków.

– Czy możesz przestać rozglądać się jak obłąkany? To nie jest żadna zasadzka. Oddałam ci miecz i wydałam na ciebie, aż dwa talenty. Wiesz co można kupić za takie pieniądze?

– Za moją głowę dają dziesięciokrotność tej sumy – stwierdził Wojownik

– To sporo. Po części rozumiem twoją podejrzliwość. Sporo zabójców pewnie chciało urżnąć ci łeb.

– Dokładnie było ich stu trzydziestu czterech. Używali Lykantropskich tropicieli, którzy prowadzili ich do mnie, po przez wyczucie mego zapachu. Więc wpadłem na pomysł by zmieszać w jakiś sposób mój zapach z zapachami innych ludzi. Cuchnący niewolnicy byli strzałem w dziesiątkę. Wkręciłem się do perskiego handlarza niewolników. Przez miesiąc miałem spokój. Dzięki temu mogłem rozplanować moje dalsze ruchy. Niestety pojawiłaś się ty i wszystko spieprzyłaś!

– Och no wiesz, jakbyś siedział tam z tabliczką z hasłem "Siedzę tutaj z własnej woli. Nie wykupuj mnie", sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej – ironizowała Kasandra – Znalazłam cie tutaj przez przypadek. Wracałam z Hellady i akurat zahaczyłam o Persepolis. I proszę! Znalazłam ciebie. Ale skoro mówisz, że spędziłeś miesiąc na głębokich rozmyśleniach, na pewno już sobie wszystko poukładałeś. Pewnie wiesz, gdzie znajduję się osoba która tak zawzięcie na ciebie poluje. Wiesz jak tam trafić. Więc moja propozycja jest już spóźniona. Po za tym nie pamiętasz mnie. Skąd możesz wiedzieć, czy warto mi zaufać.

Nastała cisza. Wojownik rozmyślał nad zaszłą sytuacją

– No nic na mnie już czas Powodzenia – odparła z uśmiechem Kasandra, po czym minęła Aleksa i ruszyła przed siebie.

– Jaką dokładniej miałaś propozycję? – zapytał nagle Aleks.

Ciemnowłosa odpowiedziała milczeniem idąc dalej.

– Hej! Zaczekaj!

* * *

Miasto Indry leżało w dżungli w środkowej części północnych Indii. Wielkością i strukturą metropolia niczym nie różniła się od Persepolis. Jedynie blokowa perska architektura została zastąpiona indyjskimi płaskorzeźbami. One właśnie zdobiły mury i najważniejsze budynki w mieście. Płaskorytom towarzyszyły też trójwymiarowe posągi bóstw i piętrowe kolumnady składające się z niewielkich kolumn. Jedynie domy zwykłych obywateli niczym nie różniły się od perskich. Tłoczą ce się czworokątne konstrukcje czasami przedzielone jakąś wąską uliczką.

Krwawy kieł i Atena dotarły właśnie pod wschodnią bramę miasta. Pilnującym wejścia strażnikom okazały przepustki. Ci po krótkich oględzinach zawołali by otworzono podwoje. Wielkie wrota rozwarły się z jękiem przed niewiastami, a te wjechały do indyjskiej polis. Główna ulica, na której się znaleźli, nie odznaczała się tłocznością, mimo że przechadzali się po niej ludzie. Widok egzotycznych przybyszów nie zdziwił mieszkańców (Atena i Krwawy Kieł znacznie odbiegały od miejscowego ludu ubiorem, jasną karnacja skóry i kolorem włosów). Zachowywali się tak jakby byli przyzwyczajeni do takich gości, a ich aparycja nie robiła już na nich żadnego wrażenia.

Kobiety minęły kilka przecznic, aż w końcu dotarły do brzegu rzeki, która wijąc się przecinała dzieląc miasto na dwie części. Tutaj można było odnaleźć odpowiedź, na brak tłumu na ulicach. Obrzeża okupowały masy ludzi. Śmiało można było rzec, że większość mieszkańców miasta przebywała właśnie tutaj. Część hindusów zanurzała się wodzie do pasa i odprawiała modły. Przeważnie robiła tak męska część społeczeństwa. Kobiety zajmowały się praniem, a dzieci bawiły się, pluskając się w wodzie.

– Za każdym razem kiedy tu jestem i widzę coś takiego, czuję się jakbym znalazła się w schronisku dla obłąkanych – powiedziała złotowłosa obserwując ludzi nad rzeką.

– Ta rzeka jest dla nich święta. Całe ich życie skupia się na niej. Wszystkie ich świątynie leżą tuż przy rzece. Targowiska i karczmy również. Nawet domy rozkoszy pobudowali tuż przy brzegu rzeki – stwierdziła Atena.

Ich relacja, mimo iż ostatnio uległa znacznemu ochłodzeniu ze względu na incydent w obozie, wróciła do swego dawnego stanu. Miały dość bliską znajomość. Zwłaszcza widoczne było emocjonalne zaangażowanie Krwawego Kła. Brunatnowłosa wojowniczka, mimo iż ukazywała zainteresowanie dziewczyną, starała się jednak trzymać ją na dystans. Traktowała ją raczej jak towarzysza broni, który w każdej chwili może zginąć.

Wreszcie kobiety natrafiły na most, przez który mogły się przeprawić na druga stronę. Ta część miasta była znacznie mniejsza od poprzedniej. Mieściły się tutaj ośrodki rzemieślnicze, młyny, piekarnie oraz fort, do którego zmierzały niewiasty. Warownia cechowała prostą konstrukcją na planie prostokąta. Masywne mury skutecznie chroniły budynki wewnątrz. Sześć Baszt (dwie stały przy bramie, cztery zostały rozlokowane na krawędzi fortyfikacji) pozwalało na skuteczną obserwację całej panoramy miasta. Ich część obronną osłaniał półkulisty taras osadzony na siedmiu kolumnach.

Atena i Kieł podjechali pod bramę, przy której nie było żadnych żołnierzy. Wtem z lewej wierzy przy wejściu wychylił się żołnierz odziany w ten sam pancerz co wojacy z obozu.

– Pani strateg przybyła! Otworzyć bramę! – krzyknął donośnie wartownik z baszty.

Wewnątrz twierdzy panował ruch. Żołnierze pochłonięci swoimi obowiązkami nie zauważyli przybycia ich dowódcy. Jedni toczyli sparingi walcząc dowolna bronią. Miało to w części odwzorowywać sytuację podczas prawdziwej bitwy. Drudzy rozprostowywali ciało ćwiczeniami. Inni rozładowywali wozy z zapasami. Mając jedynie płócienne odzienie znosili worki do pobliskiego magazynu. Wszystko to działo się pod czujnym okiem kapitanów.

Wraz z przybyciem Ateny i Złotowłosej, kasztel opuścił postawny mężczyzna o krótkich, ciemnoblond włosach. Gładko ogolona twarz ujawniała szeroką i silnie rozwiniętą żuchwę, która dodatkowo podkreślała jego majestatyczność. Kolor jego oczu wyróżniał się od reszty posiadających czerwone tęczówki, złocistym kolorem. Podobnie jak i żołnierze, nosił zielony ubiór. Wyróżniał go jedynie wygląd zbroi, która była segmentowa.

– Witaj z powrotem, dowódco! – krzyknął donośnie, salutując Atenie.

Reszta spojrzała się w jego stronę. Gdy zauważyli obecność brunatnowłosej, przerwali swoje zajęcia. Stanęli na baczność przed nią i zasalutowali.

– Dobra wystarczy tego! Wracać do roboty! – rzekła , przywódczyni.

– Ile razy mówiłam ci, Kratosie, że nie muszą mi salutować za każdym razem, kiedy się tu pojawiam – zwróciła się do mężczyzny, który pozdrowił ją jako pierwszy.

– Odpowiednie pozdrowienie wyższego rangą dowódcy, jest oznaką szacunku dla jego osoby – powiedział tonem wykładowcy, jegomość.

Atena westchnęła ciężko, po czym z siadła z rumaka. Krwawy kieł uczynił to samo. Kastor nie tracąc czasu zawołał jednego ze swoich podwładnych i kazał zaprowadzić konie do stajni. Potem zaprowadził niewiasty prosto do kasztelu. W środku weszli do ogromnej sali, która zajmowała niemalże cały parter. Prócz geometrycznych malowideł na ścianach, kliku kamiennych podpór trzymających strop i czar z ogniem oświetlających pomieszczenie, nie znajdowało się tu nic ciekawego. Na drugim końcu hali mieściły się drewniane schody prowadzące na górę. Pod nimi biegło zejście, które prawdopodobnie prowadziło do podziemi.

– Na długo dowódca zostanie? – zapytał Kratos.

– Skoro tu jestem, to raczej zostanę na kilka dni – odparła Atena.

– Świetnie! Każę przygotować pokoje.

– Ja nie zostaję – odezwała się złotowłosa – Jeszcze dzisiaj mam zamiar wyruszyć w drogę.

– Owszem zostaniesz. Drakongenów dostaniesz dopiero jutro.

– Jutro?! – oburzył się Kieł – Będę o cały dzień to tyłu!

– Tak się spieszysz? A plan działania to co? – zapytała przywódczyni.

– Jak mam planować, jak nie znam sytuacji, w której się znajdę, przy starciu.

– Spieprzyłaś dwa starcia tym sposobem. Musisz nauczyć się planować ruchy z wyprzedzeniem. Po za tym drakongenów też należy odpowiednio przygotować, a to trochę zajmuję.

Złotowłosa mruknęła coś pod nosem, niezadowolona z obecnej sytuacji. Nie chciała żadnych postojów. Chciała jak najszybciej dorwać swój cel, pozbawiając go jakiekolwiek szansy na ruch.

– Czy mam powiedzieć kucharzowi by przygotował coś do jedzenia? – zapytał swoją przełożoną, Kratos

– Zdecydowanie. Padam z głodu.

– Poproś o dwie porcje – dodała, spoglądając na złotowłosą.

– Sługa ukłonił się Atenie i opuścił salę. Pani strateg, żeby zabić czas oczekiwania na posiłek, postanowiła złożyć wizytację jednostkom jakie tu stacjonują. Zabrała se sobą Krwawego Kła i udała się do podziemi. Po zejściu na dół podjęła jedną z palących pochodni usadowionej na ścianie i wtargnęła w ciemności.

Niewiasty przeszły długi korytarz, aż dotarły do żelaznych drzwi. Za nimi mieściło się sporych rozmiarów pomieszczenie wypełnione sprzętem laboratoryjnym. Na trzech długich stołach, mieściły się kolby o różnej wielkości i kształcie. Towarzyszyło im kilka destylatorów i reszta przyrządów. Przy ścianie stały regały z książkami, naczyniami wypełnionymi substancjami i metalowymi narzędziami. Zapach chemikaliów dawał się kobietom we znaki.

Przy jednym ze stołów siedział łysy mężczyzna w średnim wieku i dość wątłym ciele. Nosił na sobie brązowy kaftan, czarne spodnie oraz buty. Drapiąc się po swej doktorskiej białej bródce, dotykał palcem podłużne kolby. Naczynia po syknięciu się z jego opuszką w mgnieniu oka spowijał je lód. Gdy zamroził ostatnią fiolkę, zwrócił się w stronę niewiast. Na widok Ateny zerwał się z drewnianego taboretu.

– Witaj, moja pani – ukłonił się, jegomość.

– Dobrze cię znów widzieć, Chionogenosie. Jak się miewają sprawy?

– Jeżeli chodzi o to… – przerwał swoją wypowiedź i spojrzał podejrzliwie na Krwawego Kła – Kim jest ta dziewczyna?

– Jest jedną z nas. Możesz mówić swobodnie.

– Widziałaś Kratosa?

– Tak.

– Jak wrażenia?

– Wciąż zachowuje się jak lokaj, niż jak dowódca. Myślałam, że mu przejdzie

– Coś czułem, że za mała dawka antidotum.

– Antidotum?

– Zmieniliśmy podejście co do dawkowania drakongenom Nusoarchonu. Środek podajemy im już w fazie embrionalnej. Mieszamy go z enzymami odżywczymi.

– A to nie wpływa źle na rozwój zarodka?

– Miary dawek, jakie są implementowane, nie wykazują na pojawienie się jakichkolwiek anomalii. Ale porozmawiajmy o zaletach. Taka forma lepiej przystosowuje organizm drakongena do działania Nusoarchonu. Zmniejsza się szansa na pojawienie się skutków ubocznych, jakie występowały przy dawkowaniu po wykluciu. Najmocniejszą jednak stroną jest totalne posłuszeństwo osobnika i całkowite uśpienie instynktów.

– To chyba niedobrze. Jak ma przetrwać bitwę pozbawiony instynktów?

– I tu wchodzi stosowanie antidotum, które zmniejsza stężenie Nusoarchonu we krwi, a to osłabia działanie środka. Kształtowanie świadomości drakongenów tym sposobem jest łatwiejsze oraz lepiej przystosowane do metody prób i błędów.

– Korespondowałeś o tym z innymi wylęgarniami?

– Oczywiście. Już otrzymałem pierwsze raporty. Efekty są zdumiewające.

– Ilu rośnie w komnacie?

– Pięciuset. Teraz hoduję jedynie trzecią generację. Druga ma gorszą tolerancję na Nusoarchon, a pierwsza to szkoda gadać.

– Skoro mówimy o pierwszej generacji. Mamy jakiś osobników na zbyciu?

– Powinniśmy mieć z setkę.

– Przygotuj na jutro trzydziestu dla mojej towarzyszki.

Atena poprosiła jeszcze Chionogenosa by pokazał jej komorę wylęgową. Łysy mężczyzna spełnił jej życzenie. Cała trójka opuściła laboratorium drzwiami mieszczącymi się na przeciwko wyjścia. Tam biegł kolejny korytarz. Spowijały go ciemności, jak przypadku pierwszego przejścia. Po drodze trafili na drugi hol, który przecinał im drogę. Minęli go idąc dalej przed siebie. Chwile później dotarli pod szerokie, dwuskrzydłowe drzwi. Za nimi mieściła się przestrzenna komnata. Większość jej powierzchni zajmował prostokątny zbiornik, głęboki na metr. Wewnątrz leżał tuzin kokonów, odznaczających się sporymi rozmiarami. Pokryte brunatną błoną, która falowała w hipnotycznym rytmie. Przy basenie stali czerwonoocy mężczyźni polewający zarodki wodnistą substancją za pomocą specjalnych sikawek.

– Ale smród! – rzekła złotowłosa, przyciskając płótno owijające jej głowę do ust.

To zapach wydzieliny wydalanej przez Kokony. Są to odpady po wchłonięciu pożywki zmieszanej z nusoarchonu. Prościej mówiąc to są ich odchody – stwierdził Chionogenos

– Kiedy się wyklują? – zapytała Atena.

– Za dwa, góra trzy tygodnie.

Łysy mężczyzna pokazał jeszcze Brunatnowłosej jak przyrządzają mieszankę odżywczą dla embrionów w kokonach. Po zobaczeniu tego wszystkiego, pani strateg postanowiła wrócić na powierzchnię. Chiogenos zaprowadził ja oraz Krwawego Kła z powrotem do laboratorium, a następnie w stronę głównej sali kasztelu. Tam je zostawił i wrócił do swej pracowni.

Kobiety poszły same na piętro, gdzie udały się do jadalni. Wnętrze pokoju, w którym spożywano posiłki cechowało się, jak większość pomieszczeń kasztelu, sporą przestrzennością. Na środku stał długi stół, a wokół niego mieściło się dziesięć krzeseł. To jedyne meble jakie można było tu znaleźć. Dwa okna obsadzone na prawej dłuższej ścianie rozjaśniały salon.

– Jak ja nie cierpię kriotropów i ich naukowego pieprzenia – mruknęła Złotowłosa.

– Chiogenos nie jest, aż taki zły. Zmam gorsze przypadki – stwierdziła Atena

– Zawsze mnie zastanawiało po jakiego grzyba Epimeteusz pierze umysły tym drakongenom. Aż tak obawia się buntu z ich strony.

– Stanowią teraz większość jego podwładnych. Są silniejsi, od nas daimonów, wytrzymalsi, szybsi. Ale ograniczenie ich wolnej woli nie jest robione w obawie przed buntem. Epimeteusz uważa, że swobody społeczeństwa muszą być kontrolowane. Społeczeństwo z ograniczoną wolnością, nie zrobi krzywdy sobie, ani otaczającemu go środowisku.

Krwawy Kieł nie sympatyzował z tymi poglądami. Nie z powodu odmienności jej własnych idei, lecz z braku zainteresowania jakimikolwiek światopoglądami. Uważała, że rozmyślenia nad strukturą funkcjonowania świata nie mają zastosowania praktycznego. Rozpraszają jedynie umysł, który powinien skupić się na realizacji wyznaczonych celów.

– Ty również podzielasz jego zdanie? – zapytała Atenę.

– Nie – odpowiedziała krótko.

– Nie boisz się, że Epimeteusz cię… no wiesz – przejechała pacem po szyi – Za odmienne poglądy?

– Epimeteusz zna mój pogląd na ten temat. Umówiliśmy się, że nie będziemy sobie wchodzić w drogę.

– Umowę zawsze można zerwać.

– Znam Epimeteusza od tysiąca pięciuset lat. Mimo chwiejnej reputacji, jedno wiem dobrze. Potrafi dotrzymać obiecanego mi słowa.

Kobiety siadły przy stole. Krwawy Kieł siadł przy węższej części stołu. Jej towarzyszka siadła obok, wprawiając ją w lekkie zakłopotanie.

– Kiedy dokładnie dostanę tych drakongenów?

– A ty dalej swoje. Nie możesz na chwilę przestać? Za bardzo przywiązujesz się do swych obowiązków. Wyluzuj trochę. Zaraz będzie żarcie. Zjemy, napijemy się, pogadamy.

Złotowłosa westchnęła ciężko na słowa przywódczyni.

– Opowiedz mi o tym żołnierzu – powiedziała pani strateg.

– Jakim żołnierzu? – zdziwił się krwawy kieł

– No o tym, którego spotkałaś, po rozmowie z Epimeteuszem

– Śledzisz mnie? – zapytała z podejrzeniem, złotowłosa.

– Nie. Spotkałam go po drodze, gdy szłam do ciebie. Zapytałam się, czy zastanę cię w namiocie. Jak się nazywa?

– Stelios.

– Hmm… Niebrzydki. I ma najwyraźniej chrapkę na ciebie.

– Ale ja nie mam chrapki na niego.

– Ach! No tak. Zemsta ważniejsza

– Daj spokój, Atena.

– Ciekawe, czy twoi rodzice pragnęliby byś poświęcała wszystko dla ich sprawy? Pewnie chcieliby abyś założyła rodzinę. Żebyś miała życie wypełnione szczęściem.

– Moi rodzice nie żyją. Ich pragnienia są teraz bez znaczenia – powiedział chłodno Krwawy Kieł.

Atena odpuściła sobie dalsze drążenie tematu. Widziała w jej oczach nieugiętą determinację. Determinację, którą już kiedyś zobaczyła w kimś innym. Wiedziała jaki koniec czeka Krwawego Kła. Dostrzegła już pierwsze symptomy przepoczwarzania się tej biednej dziewczyny w bestię, zniewolonej przez gniew i nienawiść. Jej pierwszą ofiarą stanie się oprawca , który przyczynił się do urodzenia się w niej tych nikczemnych uczuć. Głód zostanie poskromiony, ale nie minie sporo czasu, zanim powróci z powrotem i to ze zdwojoną siłą.

Chwilę później służba wyłożyła na stół jadło i picie. Pani strateg z zaciekawieniem spoglądała na swoją towarzyszkę. Nigdy jeszcze nie miała okazji zobaczyć jej twarzy, a teraz jest ku temu okazja. Gdy złotowłosa sięgnęła za pasek płótna na twarzy, poczuła ekscytację. Emocje opadły, jak Krwawy Kieł odsłonił jedynie usta.

– Serio? Zamierzasz jeść z tym na głowie – powiedziała z lekkim rozczarowaniem.

Dziewczyna nie reagując na komentarz Ateny zabrała się za ucztę.

 

Koniec

Komentarze

Jeszcze nie przeczytałem Twojego tekstu, ale już teraz tak z ciekawości zapytam: ile rozdziałów powinno Twoim zdaniem mieć opowiadanie? Bo wiesz, skoro prolog + 1. rozdział mają blisko arkusz wydawniczy (40 tys. znaków), to na ile Ty planujesz całość?

Nie odbieraj tego jako złośliwości, po prostu 37 tys. to objętość w sam raz na pełnoprawne opowiadanie. Jeśli się rozpiszesz, wyjdzie Ci minipowieść ;)

Kiedy przeczytam, napiszę bardziej merytoryczny komentarz :)

To ja zacznę od czegoś innego. Skoro to prolog i pierwszy rozdział, to nie jest to opowiadanie, ale fragment i tak by należało tekst oznaczyć, żeby nie wprowadzać czytelników w błąd. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przeczytałem, gdyż nic, co Greckie, nie jest mi obce.

Niestety, nie podobało mi się. Było sporo błędów językowych, ale o tym nie będę wspominał. Zawężę krytykę do względów narracji i klimatu.

Stylizacja i osadzenie w epoce są zrobione byle jak. Poniżej kilka przykładów:

bWrzesień 467 rok przed naszą erą.

Grecy nie używali takiego kalendarza. Nawet jeśli to informacja odautorska, to z miejsca wybija z klimatu, zamiast w nim osadzać.

Żołnierze z ubioru przypominali greckich hoplitów, aczkolwiek pod żelazną zbroją 

Po co nosili zbroje do gry w kości? Spodziewali się rękoczynów przy zakładach?

Drudzy natomiast prali odzienie, rozmawiali z towarzyszami przy gorzałce oraz mierzyli się w walce na pieści.

W opisywanych przez Ciebie realiach nie znano gorzałki.

– Ile chcesz za tego wysokiego? – wskazała palcem na mężczyznę.

– Ten? – handlarz spojrzał na mężczyznę. – Sprzedam go za półtora talenta.

Ja wiem, że to miała być duża suma, ale talent, nawet liczony w srebrze, to jest kupa kruszcu. Attycki liczył ok 26kg, a najmniejsza miara znana pod tym terminem to było bodaj 12kg (mogę się mylić, podaję z głowy).

Tak miało być? 50kg srebra za niewolnika?

Przeszukał, mieszczącą się w nim górę rupieci i wyciągnął dwumetrowy miecz. Broń wyglądała tak samo jak miecz, który nosiła Atena.

Ja wiem, że to fantazy, ale ta broń jest zupelnie niestarożytna, poza tym taki opis jest zły. Nie pamiętam, czy miecz Ateny był wcześniej opisywany, więc nie wiem, jak wygląda ten opisywany obecnie.

– Widziałeś Narzesie? Piękna, ale chciwa, jak stara żydówka.

Narodowości wielką.

Jedynie blokowa perska architektura została zastąpiona indyjskimi płaskorzeźbami. One właśnie zdobiły mury i najważniejsze budynki w mieście.

Co?

karnacja skóry

pleonazm

Jedni toczyli sparingi walcząc dowolna bronią.

To jest naprawdę zły opis. “Menelaos wszedł do świątyni i zobaczył wazę jakiegoś koloru”. Rozumiem, co chciałeś przekazać, ale to nadal jest zły opis.

– Ile razy mówiłam ci, Kratosie

Tak się nie nazywał ten gostek z God of war? Chyba lepiej byłoby unikać tego imienia. Rozumiem, że imię było popularne, ale dla współczesnego czytelnika będzie kojarzyło się z slaszerem na plej stejszyn.

Wtrącę też słowo o reszcie imion. Strasznie mi śmierdzą. Nie wiem, czy przytoczone przez Ciebie postacie to Achilles, Homer i Atena, których znamy z greckiej kultury, ale z kontekstu wydaje mi się, że to jednak inne osoby.

Nadanie tak znanych i kluczowych imion przypadkowym bohaterów brzmi fatalnie, kojarzy się źle i trąci lenistwem nazewniczym.

– Zmieniliśmy podejście co do dawkowania drakongenom Nusoarchonu. Środek podajemy im już w fazie embrionalnej. Mieszamy go z enzymami odżywczymi.

Ta farmakologiczna gadka średnio mi pasuje w antyczno-mitologicznych realiach.

Drapiąc się po swej doktorskiej białej bródce, dotykał palcem podłużne kolby

“Doktorski” to niefortunny przymiotnik w tym uniwersum, bo nie ma tam doktorów. Używanie takich słów wybija z klimatu.

Podsumowując:

  1. W sferze konstrukcji uniwersum znać lenistwo i brak solidnego przygotowania merytorycznego. Tło jest odmalowane byle jak, co rusz pojawiają się denerwujące zgrzyty, nazewnictwo postaci do wymiany. Styl dialogów jest jak dla mnie niepasujący, miejscami zanadto przaśny i osiedlowy. Tutaj “– A słyszeliście co odwalił Achilles? – rzekł do swych kamratów, Stelios.” – jakby mnie ktoś w mordę walnął.
  2. W sferze narracyjno-fabularnej: jak na 37k znaków to w tekście niewiele się dzieje. Zawiązał się jeden wątek (dziewczyna szuka zemsty za rodziców). Poza tym mamy dużo dość nużącej ekspozycij. Fragment sprawia wrażenie, jakbyś nie czytał go ponownie – wszystkie występujące w tekście postacie kobiece są scharakteryzowane za pomocą tego samego przymiotnika “wysportowany”. Wygląda to źle ze względu na powtórzenie, jak również ze względu na to, że słowo niezbyt pasuje do rysowanego w historii uniwersum. Przykro mi, że mój post ma tak krytyczny ton, ale weź moje słowa za dobrą monetę. W obecnej formie ten rozdział niezbyt nadaje się do czytania.

Fosforos Odrodzenie

 Πρόλογος

Na wstępie: Dwa niepowiązane rzeczowniki w tytule przywodzą na myśl piąty odcinek jakiejś filmowej serii, a greka jest, hmm. Pretensjonalna. Zwłaszcza, że własciwie niepotrzebna – równie dobrze mogłeś napisać "prolog".

 Wrze­sień 467 rok przed naszą erą.

Nie powinno być przecinka po "wrześniu"? I wtedy to nie było “przed naszą erą” – to była ich era.

cechujący się silną posturą

Pretensjonalne. Nie możesz ich opisać?

 spojrzeli z podejrzeniem na niego.

Nienaturalne, szczególnie hipostaza. Ja dałabym: przyglądali mu się podejrzliwie.

 To już czwarta partia w której masz generała

Ja dałabym: To już czwarta partia, w której wyrzucasz generała – żeby było od razu widać, że chodzi o kości.

 powiedział z pewnością siebie.

Wytnij. Niepotrzebnie powtarza informację z dialogu.

 wykonane z tego samego materiału co naczynie

Wykonane z tego samego materiału, co naczynie. Nie musisz opisywać, jak wyglądają kości do gry – wiemy. Nawiasem – wtedy robiono je z owczych kości (stępu), a kubki do gry też chyba nie z gliny. I po co właściwie taki szczegółowy opis gry?

 Po rozegraniu całej serii, sumowano punkty.

Tu nie powinno być przecinka.

 Ten kto miał

A tu powinien: Ten, kto miał.

 Żołnierze z ubioru przypominali greckich hoplitów

Wydaje Ci się, że nie wiemy, jak wygląda kostka do gry – ale wiemy, jak wygląda hoplita? Bądź konsekwentny.

 aczkolwiek pod żelazną zbroją posiadali zieloną koszulę z długimi rękawami

"Aczkolwiek" nadaje się wyłącznie do naklejania na pralkę. "Posiadać" nie jest, na świętego Hieronima, synonimem "mieć" – a tym bardziej "mieć na sobie".

 Za nimi mieścił się namiot

Za rękawami?

 Za nimi mieścił się namiot w kształcie strzelistego ostrosłupa…

Opis obozu – bardzo nieporadny i niewiele mówiący. Pomijając już fakt, że wtedy nie znano gorzałki (tak, da się żyć bez niej). Ja zrobiłabym to tak (zważ, że żaden ze mnie geniusz): Płótno stojącego za ich plecami namiotu załopotało na wietrze. Ktoś zaklął, inny roześmiał się głośno. Podmuch wzbił tuman piachu, rozpostarł chorągwie na wbitych między namiotami żerdziach, a potem ucichł, ustępując przed zwykłym obozowym szumem: zgrzytaniem osełek, stukotem glinianych kubków stawianych na prowizorycznych stolikach, parskaniem uwiązanych koni, przechwałkami przy winie.

 A słyszeliście co odwalił Achilles?

A słyszeliście, co odwalił Achilles? O, bracie. Wysoko mierzysz, uwspółcześniając coś starego i szanowanego, więc będziesz ostro oceniany.

rzekł do swych kamratów, Stelios

Ten przecinek więcej, niż zbędny – nie rozdzielaj rzeczy, które osobno nie mają sensu.

 pierwszy z kamratów po lewej

To ilu ich było po lewej?

 zapytał, drugi na prawicy

Znów – nie oddzielaj podmiotu od orzeczenia. A na koniec daj kropkę, bo treść cieknie :)

 z pobliskich ludzkich osad

Hę? To historia alternatywna? Troja – fantasy? Jestem skonfundowana…

 Chłopcy dawno nie moczyli, więc chciał rozładować ich napięcie.

Sophisticated as hell – zderzasz żołnierską, jonizującą powietrze wypowiedź z suchym, klinicznym "rozładowaniem napięcia". To trudna technika i tu Ci nie wyszła.

 No może trochę przesadziłem. Odliczmy kobiecą część oddziału i ich chłopów,

No, może trochę przesadziłem. "Kobiecą" część? To już na pewno historia alternatywna, i to raczej typu "kosmiczne nietoperze".

 z trzysta, góra czterysta klientów

To "góra" sugeruje, że mówiący nie uważa, żeby to było dużo. Chyba nie o to Ci chodziło.

 Oj biedne te panienki

Interpunkcja: Oj, biedne te panienki.

Nie miały, aż tak źle

Kolejny przecinek z sufitu. Konsekwentnie stawiasz je w złych miejscach – na forach jest poradnik.

 nakazał nie naprzykrzać się pannom

"Nakazał" jest pretensjonalne, i całą sekwencję można skrócić: zabronił się naprzykrzać pannom.

 No to co takiego narobił?

No, to co takiego zrobił?

 podczas nieobecności Achillesa

Tak mówią żołnierze? Nie lepiej: jak Achilles wyszedł na chwilę?

 Wtedy też wrócił sam Achilles.

Wtedy wrócił Achilles. Keep it simple.

 czeka na osąd

Na sąd. https://sjp.pwn.pl/szukaj/osąd.html

 ukrócą go o głowę

Skrócą. https://sjp.pwn.pl/szukaj/ukrócić.html

 powiedział, pierwszy towarzysz

Kolejny przecinek z sufitu.

 No co ty!

No, co ty!

 Za zabójstwo innego żołnierza z rozsądnym motywem, dostanie najwyżej miesiąc odsiadki, albo prac obozowych.

To ten inny żołnierz miał rozsądny motyw? Przy okazji – taka cywilizacja powinna się już dawno rozlecieć, ale kosmiczne nietoperze, więc niech Ci będzie.

 kara się śmiercią

Karze się śmiercią.

 za niewysłuchanie rozkazu, już tak

Przecinek precz.

 zatrzasnął całością

Potrząsnął kubkiem.

 mówimy o naszym pobycie na tym cholernym pustkowiu

Sophisticated as hell.

 gromadzi co raz to nowe siły

Coraz to nowe.

 Po za tym jak mamy

Poza tym, jak mamy.

 poprawił Steliosa, drugi z wojaków

Przecinek wywal.

 Patrzcie jaki mądry!

Patrzcie, jaki mądry!

 gdzie mieści się Suzhou?

Gdzie leży Suzhou?

 Powtarzam jedynie słowa lochagosa

Bardziej po żołniersku: ja tylko powtarzam, co lochagos mówił (tu ew. k…a).

 Odznaczała się drobną sylwetką, ale dobrze wysportowaną.

Jak sylwetka może być wysportowana? "Odznaczała się" to tyle, co "wyróżniała się", czyli to jedyna zgrabna panienka w okolicy, tak?

 Nosiła grubą, płócienną koszulę i workowate spodnie.

Tak na co dzień. Bo jeśli tylko w tej chwili, to miała na sobie.

 Głowę, przedramiona i uda, owijał niezbyt gruby, płócienny materiał.

Głowę, przedramiona i uda miała owinięte paskami cienkiego płótna. I – całą głowę? Jak ona patrzy?

 Każdy z elementów odzienia odznaczał się żywym, czerwonym kolorem.

Od tego powinieneś zacząć – płócienna koszula i workowate spodnie już wywołały z mojej pamięci kolor zgrzebnego lnu.

 Jedyną metalową ochroną, jaką posiadała, to jednoczęściowe karwasze, przypięte skórzanymi paskami.

Niegramatyczne: Nie nosiła metalu, poza parą karwaszy.

 Jej oblicze owiewała tajemnica.

???

 Para czerwonych oczu, która cechowała również żołnierzy, to jedyny element mogący charakteryzować jej prawdziwy wygląd.

Nie po polsku: Podobnie, jak żołnierze, dziewczyna miała czerwone oczy.

Siemasz Kieł! – przywitał ją, Stelios

Siemasz, Kieł! – przywitał ją Stelios.

 Pewnie tą samą, jak sądzę.

Tę samą. Przepraszam, ale żartujesz sobie z tym dialogiem? To żołnierze, nie gimnazjaliści, i o jaką misję nagle chodzi? Dialog nie wnosi zupełnie nic, ot, cześć-cześć.

 Niewiasta na słowa wojaka mruknęła coś pod nosem z niezadowoleniem.

Wiemy, komu odpowiada: Burknęła coś pod nosem.

 Na co ja potem oko zawieszę

Na czym.

 krzyknął, Stelios

Przecinek – won spomiędzy podmiotu i orzeczenia.

 jej pseudonim

Może raczej ksywa? To są hardzi, twardzi żołdacy, nie studenciaki.

 A co do pseudonimu naszej złotowłosej dziewojki, wziął się on z jej sposobu ataku.

Nienaturalne.

 spojrzeli na prawo w ich stronę szła

Rozdziel: spojrzeli na prawo – w ich stronę szła…

hoplita którego mijała stawał

Hoplita, którego mijała, stawał. To oni byli hoplitami, czy nie?

 Cechowała ją wysoka i wysportowana postura

Nie możesz po prostu napisać, że była wysoka jak sama Atena?

 była jedyną rzeczą jaka szpeciła jej nieprzeciętna urodę

Szpeciła, czyli czyniła brzydką. Brzydka uroda?

 Jako odzienie miała na sobie segmentową zbroję

I odparzenia jak jasny szlag. Odziana była w zbroję, albo miała na sobie zbroję.

 Każdy element chroniący ciało składał się z dwóch nachodzących na siebie metalowych płyt w kształcie rozwartej litery „V”…

Po co tak detalicznie opisujesz tę zbroję i miecz? To podręcznik? W ogóle nie widzę, jak to wyglądało, gubię się w nadmiarze szczegółów i terminów technicznych, w większości niepotrzebnych. Choćby to:

 zostały wykonane z nieznanego tworzywa, charakteryzującego się brunatną barwą

Można zastąpić prostym: były brunatnego koloru.

 Znacie ją żołnierzu? – zdziwiła się przywódczyni.

Znacie ją, żołnierzu? Przed chwilą o nią pytała, więc dlaczego się dziwi, że facet ją zna? I co to ma za znaczenie?

 Stelios uśmiechnął lekko pod nosem

Kogo uśmiechnął?

 udała tą samą drogą co szukana, przez nią dziewczyna.

Święty Hieronimie… Odeszła w tę samą stronę, co dziewczyna, której szukała.

 Po jakimś czasie dotarła do strzelistego namiotu, który jak reszta odznaczał się jasnym ubarwieniem.

Doprawdy. Jeśli namiot był taki, jak inne, to się nie odznaczał (czyli nie wyróżniał). A ubarwienie cechuje zwierzęta, nie przedmioty martwe.

 Gdy pani strateg weszła do namiotu, ujrzała tam Krwawego Kła. Młota niewiasta właśnie przygotowywała ekwipunek w swym namiocie.

Musisz mnie tak usilnie zapewniać, że ona jest w tym namiocie? Uwierzyłam za pierwszym razem.

 Rzemień był na tyle szeroki

https://sjp.pwn.pl/szukaj/rzemień.html

 leżące obok, dwa duże sztylety

Przecinek won.

 odpowiedziała, dziewczyna nie przerywając zajęcia

Odpowiedziała dziewczyna, nie przerywając zajęcia.

 zagadała przybyszka do dziewczyny.

Nie pasuje: zagadnęła nowo przybyła.

 odziała pas

W peplos. Jeśli włożyła go na siebie, to przywdziała.

 Może powinnaś odpuścić, co?

Sophisticated as hell. Zupełnie nie trzymasz stylizacji. Dialog między damami frustrująco niekonkretny – ale i tak mniej, niż to, co było wyżej.

 To że przeżyłaś z nim dwa starcia, było zależne wyłączne od jego woli.

Nie po polsku: Przeżyłaś dwa starcia z nim wyłącznie dzięki temu, że on tego chciał.

 Krwawy kieł w złości wyciągnął sztylet

Wyciągnęła. Jest kobietą. I oba człony ksywki pisze się dużą literą.

 niewzruszona, Atena

Przecinek między rzeczownikiem, a określeniem?

 Po tych słowach, dziewczyna wróciła do zdrowego rozsądku.

Nie po polsku.

 silnego upału

https://sjp.pwn.pl/szukaj/silny.html

 Lud powolnym krokiem przesuwał się między straganami

Jak Blob?

 wzrosła potrzeba ich kupna wśród mieszkańców metropolii

???

 Prócz panowania nad niebiosami, idol ochraniał śmiertelnych

https://sjp.pwn.pl/szukaj/idol.html Ochraniał ich przed panowaniem, jak rozumiem?

 Jakość protekcji (…) równoważyła się z hojnością złożonej ofiary, lub od wielkości jego mieszka ze złotem.

Powinien być związek zgody.

 posiadająca dobrze wysportowaną sylwetkę

Co Ty z tymi sylwetkami i ich posiadaniem? Nie możesz opisać kobiety np. tak: Kassandra płynęła przez tłum jak okręt przez fale, równie jak on kształtna pod brunatnymi skórami, z których uszyto jej bluzę i spodnie. Czarne włosy spływały na białą pelerynę, przy opinającym krągłe biodra pasie kołysały się bukłaczek i mała sakiewka. Widzisz, o co chodzi? Prawie niczego nie opisujesz.

 patrzył na ciemnowłosą zimnym spojrzeniem

Może lepiej: przyglądał się ciemnowłosej z pogardą.

 Jego postawa pełna niechęci wyraźnie mówiła, iż interesuje go jedynie biznes

Tak, bo handel niewolnikami to praktycznie dobroczynność.

 Kassandra zdziwiła się z nutą rozżalenia.

To jest jasne z dialogu.

 Ze Sparty powiadasz

Ze Sparty, powiadasz.

 Wtem zwróciła się

Dlaczego "wtem"? https://sjp.pwn.pl/szukaj/wtem.html

 Przeszukał, mieszczącą się w nim górę rupieci i wyciągnął dwumetrowy miecz.

Przecinek. Nie używaj miar, ale porównaj miecz z czymś (np. z człowiekiem – kiedy miecz jest większy od kupca, to akurat jest dobrze).

 Pobadała jeszcze przez chwilę

Jeszcze przez chwilę badała.

 broń samowolnie wyskoczyła z wąskiego otworu od spodu, prezentując swoją grację

Że co?

 Przeszukała jego zawartość szukając odpowiedniego nominału

Powtórzenie. Szukała monety o odpowiednim nominale, nominał jest abstrakcyjny.

 No proszę cię

No, proszę cię. Przy okazji – Persowie byli dualistami (nie licząc dewów itp.), nie ubóstwiali swoich władców, a na życie wieczne zasługiwali sobie dobrymi uczynkami – ale kosmiczne nietoperze, więc odpuszczam.

 Szybko nabrał podejrzeń i przyspieszył kroku.

Ten ruch?

 Aleks ruszył w pogoń.

Aleks?

 Ta zaskoczona jego wypowiedzą, zmarszczyła brwi.

Nie musisz mi tłumaczyć, czemu ona się krzywi.

 zamyśliła się analizując zachowanie Aleksa.

Jak wyżej.

 myśl o jego intencjonalnym udawaniu amnezji

Nie po polsku. "Intencjonalny" to nie to samo co "celowy" (to termin techniczny w filozofii umysłu, nie używaj go).

Nie imię mi podałeś

Nie, imię mi podałeś.

 Pamiętasz jak nazywał się

Pamiętasz, jak się nazywał.

 Nie wykazywał zbytnio zainteresowania…

Zbytniego zainteresowania, i znowu stawiasz za to lewą nerkę.

 oglądał się za sobą

Oglądał się za siebie.

 wydałam na ciebie, aż dwa talenty

Wyrzuć przecinek.

tropicieli, którzy prowadzili ich do mnie, po przez wyczucie mego zapachu

Uciąć, skrócić i wyrzucić.

 Wielkością i strukturą metropolia niczym nie różniła się od Persepolis.

… nie…? Inne warunki geologiczne i kulturowe, sorry. Wcale się nie przykładasz.

 okazały przepustki

W czasach przed papierem i powszechną nauką czytania.

 zawołali by otworzono podwoje

Zawołali, by otwarto wrota.

 indyjskiej polis

Polis oznacza bardzo konkretny rodzaj miasta. W Indiach ich nie było.

 Główna ulica, na której się znaleźli, nie odznaczała się tłocznością, mimo że przechadzali się po niej ludzie.

Ci niewieści się znaleźli? Może tak: Główna ulica miasta nie była zatłoczona, ale nie była też pusta.

 (Atena i Krwawy Kieł znacznie odbiegały od miejscowego ludu ubiorem, jasną karnacja skóry i kolorem włosów)

I znowu mnie o czymś zapewniasz całkiem bez potrzeby.

wijąc się przecinała dzieląc miasto na dwie części

???

 odpowiedź, na brak tłumu na ulicach

Odpowiedzi można udzielić tylko na pytanie, nie na brak. Chodzi Ci o wyjaśnienie.

 męska część społeczeństwa

Pretensjonalne.

 mimo iż ostatnio uległa znacznemu ochłodzeniu ze względu na incydent w obozie, wróciła do swego dawnego stanu

To lubiły się, czy nie?

 część miasta była znacznie mniejsza od poprzedniej

Od kiedy dzielnice mają jakąś kolejność?

 ośrodki rzemieślnicze

Czyli miasta?

 Warownia cechowała prostą konstrukcją na planie prostokąta.

Nie po polsku.

 półkulisty taras

Półkulisty? Hę?

 z lewej wierzy

No, nie wierzę, że nie wiesz, jak się pisze "wieża". Zaczynam podejrzewać, że Ci się nie chce.

 żołnierz odziany w ten sam pancerz co wojacy

Znaczy, ukradł im?

 toczyli sparingi walcząc dowolna bronią

… wiesz co, mam już dość. I burza idzie, więc muszę wyłączyć elektronikę. Zgadzam się z wisielcem (wszystkie jego uwagi są zasadne) – to bardzo słaby tekst, prawie bez fabuły, zdradzający brak przygotowania merytorycznego i językowo nieporadny. Jeśli piszesz już od kilku lat, a nadal nie pamiętasz o stawianiu kropek na końcu zdań, może pora znaleźć mentora?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję wam wisielec i Tarnina za solidną krytykę. Przynajmniej wiem na czym stoję. Powiem szczerze, że piszę sporadycznie. Pisałem tak, jak czułem. Trochę pomogli znajomi, ale wiadomo jak to ze znajomymi jest… Mentora próbowałem szukać. Znalazłem dwie osoby mocno obeznane w kunszcie pisarskim od strony czytelnika. Ale one za bardzo czasu nie miały. Rodzina, praca, itp… Przeanalizuję wasze opinie i spróbuje podziałać na tekstem i stylem. Jeszcze raz dzięki za wszystko:)  

Dużo ze wspomnianych błędów można naprawić powtórnie czytając tekst i usuwając źle brzmiące/błędne sformułowania. Proponuję odłożyć gotowe opowiadanie na tydzień lub dwa tygodnie i wrócić do niego wtedy na korektę.

Możesz mieć w głowie bajecznie ciekawe pomysły i cóż z tego, jeśli zabijesz je fatalnym wykonaniem? Musisz pisać staranniej, jeśli chcesz być czytany z przyjemnością.

Tutaj widzę, że za tym co opisałeś stoi jakaś większa historia. Sprzedajesz ją jednak w sposób rozwlekły, zdecydowanie zbyt wolno. Na portalu NF jest jakieś 50 tysięcy opowiadań i jeśli nie wciągniesz czytelnika od pierwszych zdań, to zapewne sięgnie po inny tekst.

W ramach ćwiczenia możesz rozpisać sobie, co osiągasz (pod kątem fabularnym) każdą z kolejnych scen.  Może się wtedy okazać, że niektóe sceny albo nic nie wnoszą, albo realizują tylko pojedyncze zamierzenie. Nie należy przelewać słów bez potrzeby. Rozwlekłe pisanie jest – paradoksalnie – przejawem lenistwa :)

W idealnych warunkach każda scena ma jakiś interesujący konflikt i prezentuje jeden lub dwa nowe elementy świata.

Zdecydowałeś się na wymagające realia, które wymagają,  żebyś trochę zapoznał się z epoką, zanim usiądziesz do pisania. W dobie wikipiedii naprawdę nietrudno wykorzenić z tekstu najgorsze bzdury. Usiądź do literatury, a jeśli nie jesteś przywiązany do tego tła – zmień je na mniej wymagające.

W świecie fantazy nikt nie rozliczy Cię z poprawności merytorycznej, bo tam możesz samodzielnie dyktować zasady.

Spróbuj może zacząć od krótszej formy w prostszych dekoracjach.

W świecie fantazy nikt nie rozliczy Cię z poprawności merytorycznej, bo tam możesz samodzielnie dyktować zasady.

Wszystko ma swoje granice rozsądku, więc i tu należy uważać. Fakt, że w fantasy można dyktować zasady, ale też należy pamiętać o ich spójności i logice.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przeczytam, bo dyżur i Grecja, ale zmień opis na Fragment, bo to jest fragment.

 

Edit. Usiłowałam przeczytać. Ale czy ktoś (autor, na przykład?) może mi wyjaśnić, dlaczego jest tu taki totalny chaos światotwórczy? Jeśli to jest V w. p.n.e. (bezsens używania tego datowania w obrębie świata przedstawionego został już wytknięty, więc tylko się dołączam), to w żadnej greckiej polis nie ma szans na żadną panią strateg. Co więcej, dopóki nie zrobisz sobie mitologicznych Amazonek (a one nie były ciężkozbrojną piechotą) albo np. jakiegoś oddziału Iliryjek, nie ma kobiet w armii. Masz pół legendarne opowieści o pojedynczych cywilnych kobietach albo władczyniach (to zupełnie co innego), które odegrały jakąś rolę w wojnie, bo tak wypadło. Ale nie w regularnej armii. Z pokrętnej akcji wychodzi mi, że pani strateg to Atena, ale to wszystko też się kupy nie trzyma.

 

Grecy mieli kontakty handlowe z Chinami, ale na taką skalę, jak opisujesz, to jednak nie, a na pewno nie w połowie V w. p.n.e. W hellenizmie – można by przełknąć, bo to fantastyka. W epoce klasycznej – musiałbyś to nieźle udowodnić historią alternatywną. Także Indie to na większą skalę dla Greków dopiero wyprawa Aleksandra, choć oczywiście wiedziano o nich wcześniej.

 

Z innych drobiazgów – w Grecji, zwłaszcza V w. w “kości” grano kośćmi, dosłownie. Konkretnie astragalami czyli kośćmi śródstopia małych przeżuwaczy. Ewentualnie ich kopiami z innych materiałów. Kości sześcienne i taki opis gry, jaki przedstawiasz, to zasadniczo dopiero Rzym.

 

“Gdy pani strateg weszła do namiotu, ujrzała tam Krwawego Kła. Młota niewiasta właśnie przygotowywała ekwipunek w swym namiocie.” Pomijając młota, fatalne to męskie imię dla kobiety, gramatyka ci się sypie totalnie. W dodatku to brzmi jak ze złego filmu o Dzikim Zachodzie, a nie z Grecji. Greckie imiona są zazwyczaj znaczące, ale ich morfologia jest inna, a znaczenia też zazwyczaj z innych sfer. Co ciekawe, imię pokrewne Kassandrze występuje historycznie jako imię męskie Kassandros, kobiet najwyraźniej tak nie nazywano.

 

Ἁλέκσανδρος – greka posiada odrębny znak na “ks” nie zapisuje się tego jako “k+s”. Aleks to kompletnie niegreckie zdrobnienie.

 

Przychodzi mi do głowy jedyne usprawiedliwienie – to nie żaden historyczny V w., ale jakaś space opera. Ale chyba jednak nie. Ergo, pozostaję nieprzekonana i z kompletnym chaosem w głowie.

 

PS. Interpunkcja woła o pomstę do nieba, styl dosyć też.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przedpiścy mają rację – tekst wypadałoby oznaczyć jako “fragment”. I lepiej wstawiać całości – cieszą się większym wzięciem.

Przeczytałam prolog i nijak nie wciągnął. Podajesz mnóstwo niepotrzebnych szczegółów, jak w RPG: a jakiego koloru ubranka, a jak wyglądał miecz, a jak pochwa… W rezultacie prawie nic się nie wydarzyło, ale zajęło to wiele miejsca.

Może to Twój świat z przemyślanymi szczegółami, ale póki co sporo rzeczy wygląda jak błędy.

Pod względem warsztatowym słabo. Interpunkcja kuleje. Na przykład wołacze, Domino, oddzielamy przecinkami od reszty zdania. Jeśli masz w zdaniu dwa czasowniki, to potrzebujesz dobrego powodu, żeby ich nie odizolować. Trafiają się niepotrzebnie duże litery i literówki. Powtórzenia albo nieporadne próby ich uniknięcia. Monotonne opisy – co chwila ktoś posiada jakąś tam sylwetkę (zazwyczaj wysportowaną) albo coś innego, co raczej nie nadaje się do posiadania. Styl niewyrobiony. Dlaczego nie poprawiasz wskazanych wcześniej błędów?

Jego dwaj towarzysze, również cechujący się silną posturą,

Czy postura może być silna?

– To już czwarta partia w której masz generała, Steliosie – powiedział jeden z nich.

– No i? Po prostu mam szczęście – powiedział z pewnością siebie.

Kto jest podmiotem w drugim zdaniu? Bo skoro zastosowałeś domyślny, to wygląda, że ten sam “jeden z nich”, co ostatnio.

Żołnierze z ubioru przypominali greckich hoplitów, aczkolwiek pod żelazną zbroją posiadali zieloną koszulę z długimi rękawami,

I wszyscy mieli jedną zbroję i jedną koszulę do spółki?

Drudzy natomiast prali odzienie, rozmawiali z towarzyszami przy gorzałce oraz mierzyli się w walce na pieści.

Nie pasuje mi gorzałka do Achillesa, Homera i Ateny.

– Spocznijcie. Wiedzieliście może Kła? – zapytała wojaków

– Przechodziła tędy chwile wcześniej. Mówiła coś o przygotowaniu się do misji, więc pewnie udała się do swego namiotu.

– Znacie ją żołnierzu? – zdziwiła się przywódczyni.

Jeśli nie oczekuje, że znają Kła, to dlaczego pyta?

Młoda niewiasta podniosła się z posłania i odziała pas.

Ubrań się nie ubiera ani nie odziewa. Pasów też nie.

Babska logika rządzi!

Znalazłem dwie osoby mocno obeznane w kunszcie pisarskim od strony czytelnika.

Ale Ty próbujesz być autorem, więc przydałby się ktoś od tej strony. Wiem, oczywiście, że strasznie ciężko o kogoś takiego, w dodatku dysponującego wolnym czasem, ale warto. A tymczasem – praca, praca i jeszcze raz praca. Skoro nawet ta dziewczyna od "My Immortal" zdołała się wyrobić, Ty na pewno też potrafisz. Tylko na razie radziłabym Ci pisać rzeczy krótkie i konkretne, a nie zaczynać od całej sagi. Zrób coś, w czym się nie pogubisz, i zrób to najlepiej, jak zdołasz. Powodzenia!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnina słusznie prawi – poćwicz warsztat na krótkich formach. Mniejszy żal, gdy się człowiek dowiaduje, że skopał trzy strony niż przy trzystu.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem właśnie post Tarniny i muszę powiedzieć, że była to satysfakcjonująca lektura. Uśmiałem się na głos. Nominuję do biblioteki. :D

Bardzo szkoda, ze tu nie mozna dawac plusow komentarzom…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ponieważ ten komentarz uzyskał samodzielną rangę literacką, to zrobię do niego łapankę.

@Tarnina Polis oznacza bardzo konkretny rodzaj miasta. W Indiach ich nie było.

Były, tyle, że później :D

Były, tyle, że później :D

Za Aleksandra, znaczy się? Też nie było – polis jest kategorią polityczno-cywilizacyjną, określonym rodzajem rządów, który ma rację bytu tylko w cywilizacji attyckiej i pokrewnych :) a Aleksander próbował zrobić syntezę wszystkiego, co mu w ręce wpadło. To już nie była era demokracji, tylko tyranii.

:D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

To jest bardzo redukcjonistyczne podejście, nie do końca zgadzam się też z nazywaniem Aleksandra tyranem. Miasta ufundowane w Azji otrzymywały greckie instytucje, właściwy dla polis system władzy, były nawet wznoszone wg typowo greckich planów urbanistycznych. Greko-batryjskie królestwo na granicy z Penżabem przez długie wieki wpływało na rozwój sztuki (zwłaszcza rzeźby) w Indiach.

Druga rzecz, to że większość poleis w historii w ogóle nie rządziła się demokratycznie. Oprócz przelotnego epizodu ateńskiego imperium, gdy metropolia narzucała sojusznikom taki system sprawowania rządów, ustrój demokratyczny był raczej eksperymentalny. Powszechne były różne formy rządów oparte na reprezentacji i prawie, ale większość z nich trudno uznać za demokratyczne. Czy Sparta była państwem demokratycznym? 

Też nie było – polis jest kategorią polityczno-cywilizacyjną, określonym rodzajem rządów, który ma rację bytu tylko w cywilizacji attyckiej i pokrewnych

Tu się zgadzam, ale geograficzny zakres tego zjawiska znacznie wykracza poza półwysep bałkański. Kolonie greckie sięgały dzisiejszych Włoch (Syrakuzy), Francji (Neapol), Ukrainy (Olbia), Libii (Cyrena), a zachodnie wybrzeże dzisiejszej Turcji było wręcz kolebką tego rodzaju tworu cywilizacyjnego. Wszystkie te miasta funkcjonowały na zasadach polis, wpięte w pępowinę cywilizacji helleńskiej. Aleksander i jego następcy zakłądali takie same miasta na terenie Azji. Te osiedla przez długi czas zachowały swój grecki charakter oraz instytucje właściwe dla helleńskiej polis.

bardzo redukcjonistyczne podejście

Fakt, uprościłam do poziomu podłogi :)

nie do końca zgadzam się też z nazywaniem Aleksandra tyranem

Na dzisiejsze pojęcia – może nie. Nie próbuję się podawać za eksperta. Ale na ówczesne, owszem – tyran u Greków to władca, który swojej władzy ani nie odziedziczył, ani nie zdobył demokratycznie. To nie kategoria moralna.

Miasta ufundowane w Azji otrzymywały greckie instytucje, właściwy dla polis system władzy, były nawet wznoszone wg typowo greckich planów urbanistycznych.

Mhm. Ale to wszystko było przeszczepione, już uformowane, na niegrecki grunt, tworząc nową cywilizację (hellenistyczną, nie helleńską – synkretyczną i sztuczną). Nic nie mam do Aleksandra, ale podejrzewam, że stary, biedny Arystoteles załamywał czasem ręce nad jego pomysłami.

większość poleis w historii w ogóle nie rządziła się demokratycznie

Tego nie powiedziałam – z resztą paragrafu się zgadzam, albowiem powiedziałeś prawdę tak prawdziwą, jak morze i gwiazdy, i ogień, i oby mi chomiki nogi ogryzały, gdybym zaprzeczyła.

geograficzny zakres tego zjawiska znacznie wykracza poza półwysep bałkański

Cywilizacja jest kategorią kulturową, nie geograficzną. Jeśli Chiny skolonizują Marsa, to nie powstanie od tego cywilizacja marsjańska – choć w ciągu paruset lat może się wykształcić (albo nie).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Na dzisiejsze pojęcia – może nie. Nie próbuję się podawać za eksperta. Ale na ówczesne, owszem – tyran u Greków to władca, który swojej władzy ani nie odziedziczył, ani nie zdobył demokratycznie. To nie kategoria moralna.

Posługuję się tą samą definicją :D Aleksander był królem Macedonii i odziedziczył władzę po ojcu. Swoją władzę zawsze starał się opierać na legalnych podstawach. Persją władał jako Król Królów, wziął za żonę córkę Dariusza. W Egipcie rządził jako faraon. W autonomię miast greckich starał sie nie mieszać, a sojuszem hellenów przewodził jako hegemon Związku Korynckiego. Wojskami miast tessalskich dowodził jako tagos, czyli znów wykorzystał istniejącą wcześniej, autochtoniczną instytucję.

Nijak nie można nazwać go tyranem. Po spaleniu Persepolis i pomszczeniu ateńskich świątyń odesłał nawet wojska sprzymierzonych Greków, by uniknąć zarzutu, że prowadzi prywatną wojnę greckimi rękoma. Inna sprawa, że wielka część tych żołnierzy zaciągnęła się później do aleksandrowej armii jako najemnicy.

Mhm. Ale to wszystko było przeszczepione, już uformowane, na niegrecki grunt, tworząc nową cywilizację (hellenistyczną, nie helleńską – synkretyczną i sztuczną).

Nie wiem, na czym polega “sztuczność” tej cywilizacji, ale z pewnością była synkretyczna. Jeśli chodzi o etnos, wielu osadników pochodziło z Grecji i Macedonii, więc to nie do końca tak, że tubylcom narzucano grecką kulturę – przyjmowali ja osmotycznie.

Cywilizacja jest kategorią kulturową, nie geograficzną. Jeśli Chiny skolonizują Marsa, to nie powstanie od tego cywilizacja marsjańska – choć w ciągu paruset lat może się wykształcić (albo nie).

Zgadzam się. Chciałem jedynie podreślić, że modelu cywilizacyjnego polis nie należy zawężać do przestrzeni geograficznej. Jeśli chodzi o ramy czasowe, to są one równie pokaźne: miasta, które funkcjonowały zgodnie z zasadami polis, istniały jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

Posługuję się tą samą definicją :D

Punkt dla Ciebie :) ale tylko w Macedonii.

Nie wiem, na czym polega “sztuczność” tej cywilizacji, ale z pewnością była synkretyczna.

No, właśnie. Była sztuczna, to znaczy nie wyewoluowała sama, ale została wytworzona zgodnie z aleksandrowym widzimisię.

etnos, wielu osadników pochodziło z Grecji i Macedonii, więc to nie do końca tak, że tubylcom narzucano grecką kulturę

Z tego, co wiem (a moje wiadomości obejmują głównie Egipt, więc o pozostałych częściach imperium się nie wypowiem), przyjezdni Grecy i ich potomstwo tworzyli elitę, a motłoch był miejscowy i pozostawał przy swoich obyczajach, greccząc się powoli i stopniowo. To nie jest narzucanie kultury (warstwy niższe zazwyczaj naśladują wyższe z własnej inicjatywy), ale mimo wszystko – podbój.

Chciałem jedynie podreślić, że modelu cywilizacyjnego polis nie należy zawężać do przestrzeni geograficznej.

Naturalnie. Ale gdybym zaczęła opowiadać o polis na Jukatanie, miałbyś słuszność, wytykając mi błąd – nie dlatego, że polis muszą być koniecznie w kontynentalnej Grecji, ale dlatego, że na Jukatanie po prostu żadnych nie było.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Punkt dla Ciebie :) ale tylko w Macedonii.

Toteż mówię, że dbając o legalność władzy, wykorzystywał istniejące lokalnie instytucje i struktury. Tyran zdobywa władzę w drodze przewrotu (abstrahując od kategorii moralnych, jak słusznie zauważyłaś).

Należy zauważyć, że miastami greckimi Aleksander nigdy nie rządził, poza przewodniczeniem sojuszowi wojskowemu.

 

No, właśnie. Była sztuczna, to znaczy nie wyewoluowała sama, ale została wytworzona zgodnie z aleksandrowym widzimisię.

Przypisujesz Aleksandrowi moce bez mała boskie :D Podbój imperium Achemenidów zapoczątkował pewne procesy kulturowe, które nie miały jednak nic wspólnego z inżynierią społeczną w rozumieniu marksistowskim. Uważam, że te procesy były nie mniej naturalne, niż jakiekolwiek inne przemiany kulturowe w historii.

Z tego, co wiem (a moje wiadomości obejmują głównie Egipt, więc o pozostałych częściach imperium się nie wypowiem), przyjezdni Grecy i ich potomstwo tworzyli elitę, a motłoch był miejscowy i pozostawał przy swoich obyczajach, greccząc się powoli i stopniowo. To nie jest narzucanie kultury (warstwy niższe zazwyczaj naśladują wyższe z własnej inicjatywy), ale mimo wszystko – podbój.

Tak było również zgodnie z moją wiedzą. Osobnym zjawiskiem były jednak miasta założone przez greckich i macedońskich osadników oraz żołnierzy. To były poleis pełną gębą (we wszystkich warstwach społecznych), tyle że postawione w środku Azji.

Zjawisko hellenizacji Wschodu nie jest w moim pojęciu sztucznym tworzeniem kultury. Cywilizacja grecka to było takie jajo, które się wreszcie wykluło, a aleksandrowe podboje posłużyły jedynie za katalizator tych przemian.

“Podbój” jest jednym z najbardziej popularnych nośników kultury i cywilizacji, jakie zna historia. Stąd mam problem z użytym przez Ciebie przymiotnikiem “sztuczny” w odniesieniu do kultury hellenistycznej. Nie bardzo rozumiem, na czym miałaby ta artefaktyczność polegać. Cywilizacje nie rozwijają się w próżni. Równie dobrze można powiedzieć, że państwo angielskie jest sztuczne, bo zostało założone przez napływowych Normanów, a nie rdzennych Brytów, a nazwę to ma w ogóle od jeszcze innej grupy etnicznej.

Przypisujesz Aleksandrowi moce bez mała boskie :D

Nie ja pierwsza :)

nie miały jednak nic wspólnego z inżynierią społeczną w rozumieniu marksistowskim

Nie, oczywiście, że nie. Ale mimo wszystko – weźmy choćby to, jak zachęcał swoich ludzi do małżeństw z Persjankami. I co? Aleksander przeniósł się do Tartaru, a oni zaraz porzucili te żony i zwiali do “normalnych” (w ich rozumieniu) kobiet. Tak nie postępuje facet, który się hajtnął z własnej inicjatywy, a nie dlatego, że szef kazali.

“Podbój” jest jednym z najbardziej popularnych nośników kultury i cywilizacji, jakie zna historia.

Niestety.

Cywilizacje nie rozwijają się w próżni.

Niby nie – ale jedna cywilizacja musi się od drugiej jakoś różnić, a mieszanie ich ze sobą, jak to robił Aleksander, przypomina trochę zalewanie papryki czekoladą. Jedno dobre i drugie dobre, więc połączone będzie jeszcze lepsze, nie? ;) Przy tym – chociaż głupsze pomysły Aleksandra szybko porzucono, coś tam jednak zostało, i to się już chyba samo rozwijało?

Równie dobrze można powiedzieć, że państwo angielskie jest sztuczne, bo zostało założone przez napływowych Normanów, a nie rdzennych Brytów, a nazwę to ma w ogóle od jeszcze innej grupy etnicznej.

Można, pewnie. Ale w tak zwanym międzyczasie wszystko się tam poprzegryzało i teraz to już trochę nieaktualne.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

oni zaraz porzucili te żony i zwiali do “normalnych” (w ich rozumieniu) kobiet. Tak nie postępuje facet, który się hajtnął z własnej inicjatywy

Czasem tak trzeba zrobić, jeśli się okaże, że żona jest nienormalna :D

Chyba dotarliśmy do brzegu w tej dyskusji, bo już we wszystkim się zgadzam.

Czasem tak trzeba zrobić, jeśli się okaże, że żona jest nienormalna :D

I już wiemy, dlaczego nie mam chłopa :D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ej, czemu Aleksander miał trafić do Tartaru? Boskie cechy przypisywali mu już współcześni, nie nabroił w ich przekonaniu zbyt wiele, wręcz przeciwnie, więc albo Olimp, albo przynajmniej Elizjum…

Muszę w wolnej chwili nadrobić tę arcyciekawą dyskusję.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Młota niewiasta właśnie przygotowywała ekwipunek w swym namiocie.

Młota? Nie wierzę, że można tego nie zauważyć, czytając.

Jest problem z interpunkcją (przecinki, brak kropki na końcu zdania itp.), dialogami, długimi (i chyba nie zawsze potrzebnymi) opisami, które zatrzymują.

Szkoda, że nie poprawiasz tekstu na bieżąco.

Znam tylko pięć liter ;)

Anet, a może jakiś młot miał niewiastę i ona właśnie jemu przygotowała ekwipunek…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Para sierp i młot słabo się sprawdziła. Może młot i kosa? ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka