- Opowiadanie: Fantazjel - Inercja

Inercja

Jeśli jesteś kosmonautą musisz uważać,  by cały czas zachowywać świadomość swojego ciała i otoczenia.

Zwłaszcza, jeśli nie jesteś kosmonautą ani nie znajdujesz się w Kosmosie.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Inercja

Moja stacja kosmiczna wybuchła. Dekompresja z mojej winy, przeoczyłem drobną usterkę. Zgubiła mnie rutyna procedur.

Moja stacja kosmiczna wybuchła bez dźwięku. To jest najgorsze.

Ta cisza.

Dawno już nie słyszałem głosu drugiego człowieka, śpiewu, muzyki. Śmiechu. Mowy. Języki ognia pochłaniały moją bazę w milczeniu, wyrzucając mnie w przestrzeń nieskończonego dryfowania.

Funkcje wspomagania życia na minimalnych ustawieniach w skafandrze starczą mi na dwa lata.

Nie wiem, może skończyłbym to tu i teraz, zamiast pozwalać na kręcenie się w morzu ciemności, ale nie mogę się ruszyć. Moja powłoka zamarzła.

 

Języki ognia, w ciszy, wypchnęły mnie z bezpiecznej kryjówki w ciemność permanentnej inercji. Jak poetycko.

 

Dryfuję w przestrzeni, licząc na ratunek.

Szansa, jak jeden na miliard, spotkania we Wszechświecie duszy bliskiej, która może mnie przechwycić i rozgrzać. Jest noc czy dzień? Na Ziemi.

Czasem w oddali błyśnie coś. W pierwszych dniach migotanie rozbudzało moją nadzieję, teraz jest złudą, na którą obojętnieję.

 

Dryfuję.

 

Nadaję sygnał SOS na długich falach w nadziei, że usłyszysz. Coraz trudniej jest oddychać.

 

Dryfuję.

Koniec

Komentarze

Języki ognia pochłaniały moją bazę w milczeniu,

Języki ognia w kosmosie? Mikrograwitacja mówi nie.

Funkcje wspomagania życia na minimalnych ustawieniach w skafandrze starczą mi na dwa lata.

Strasznie pomieszane zdanie. Funkcje są w skafandrze, a starczą na dwa lata na minimalnych ustawieniach, więc naturalniej byłoby w ten sposób:

Funkcje wspomagania życia w skafandrze na minimalnych ustawieniach starczą mi na dwa lata.

Nie wiem, może skończyłbym to tu i teraz, zamiast pozwalać na kręcenie się w morzu ciemności, ale nie mogę się ruszyć. Moja powłoka zamarzła.

To z zamarzaniem to taki mit powielany w filmach. Kosmos, owszem, jest zimny, ale jest też pusty, przez co traci się energię głównie w wyniku promieniowania, a to nie jest zbyt szybki proces. Bohater miałby godziny czasu na podjęcie decyzji, zanim cokolwiek by zamarzło.

Języki ognia, w ciszy, wypchnęły mnie z bezpiecznej kryjówki w ciemność permanentnej inercji.

Znowu te języki ognia, a po drugie, stacja kosmiczna znajdująca się w układzie jakiejś gwiazdy, po katastrofie raczej znalazłaby się w permanentnym oświetleniu, bo lokalna gwiazda mocno świeci we wszyctkich kierunkach, a poza specjalnymi orbitami o cień w kosmosie ciężko.

Jest noc czy dzień? Na Ziemi.

Bezsensowne rozważania. Na Ziemi jest cały czas dzień i noc jednocześnie. Tym bardziej bez sensu, że to są rozważania osoby będącej w kosmosie, więc takiej, która ma jakąś wiedzę o fizyce, ale też takiej, która na pewno widziała planetę z orbity. Sugestia:

Jest noc czy dzień? W domu…

 

Wizja bycia porzuconym w kosmosie jest doprawdy straszna, ale pojawiła się już tyle razy, że opieranie na niej tekstu w całości to nie jest dobry pomysł. Zwłaszcza, jeśli ten tekst nie wnosi do tematu nic nowego i jest obarczony błędami logicznymi.

Na plus brak błędów w zapisie, a przynajmniej ja nie znalazłem żadnego.

ironiczny podpis

To bardzo dobra analiza i opis kostiumu, ale to tylko kostium.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Fakt, zdecydowanie za mało, jak na samodzielny tekst. Sama wizja takiej sytuacji jest przerażająca, ale tego przerażenia w czytelniku nie wzbudza Twoja miniatura. Tak, jak napisał Issander – poszedłeś po lini najmniejszego oporu, nie wysiliłeś sie zbytnio przy tym opowiadaniu.

 

Jesli zaś chodzi o kwestię techniczną…

Moja stacja kosmiczna wybuchła. Dekompresja z mojej winy, przeoczyłem drobną usterkę. Zgubiła mnie rutyna procedur.

Moja stacja kosmiczna wybuchła bez dźwięku. To jest najgorsze.

Ta cisza.

Dawno już nie słyszałem głosu drugiego człowieka, śpiewu, muzyki. Śmiechu. Mowy. Języki ognia pochłaniały moją bazę w milczeniu, wyrzucając mnie w przestrzeń nieskończonego dryfowania.

To się nazywa zaimkoza :)

 

www.herbatkauheleny.pl

Wow, zatrzymujecie się na stwierdzeniu czy to jest mimetyczne czy nie i idziecie dalej. Niesamowite, nie wysiliście się zbytnio przy czytaniu.

To jest naprawdę prosta zagadka, a nie sprawdziliście nawet tagów (szczególnie dwóch ostatnich), które pokazują, czego autor jest świadomy i co proponuje. Zatrzymaliście się na pierwszej pułapce z kostiumem, co jest trochę przerażające, zważywszy na to, że to portal literacki.

Czekam wciąż na dotarcie do prostego centrum.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

No to na razie przegrywasz 2:0. Cokolwiek planowałeś, chyba nie bardzo wyszło.

www.herbatkauheleny.pl

Może po prostu brak Wam narzędzi odczytań, który miałby każdy, kto choć raz słyszał potworne pytanie “Co autor miał na myśli?”

Naprawdę liczyłem na to, że rozpracujecie to w mig i powiedzie “Ech, doprawdy, bardzo proste przeniesienie, pobawiłeś się małym, prostackim trickiem.” Nauczka dla mnie na przyszłość. [Wprowadzam poprawki do świadomości, kalibruję pióro.]

Literatura to nie gra w piłkę, żeby stosować tabelę wyników. Autor nie ma obowiązku ułatwiać, i tak już prostego, zadania.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

A czytelnik nie ma obowiązku siedzieć w głowie autora :)

www.herbatkauheleny.pl

Czytelnik, jeśli czyta, wchodzi w świat autora, reaguje na jego zaproszenie. Jego sensem istnienia jako roli odbiorcy jest czytanie i odczytanie.

Zrodził się problem czytelnika zaprojektowanego i czytelnika realnego, którego nie podejrzewałbym w Inercji. A nie odnoszę się do hermetycznych spraw, nie snuje kosmicznej tajemnicy. Stosuję tylko prosty trick, który był tu sednem małej formy.

 

No cóż, może w kolejnych próbach uda nam się zawiązać nić porozumienia. Sensem Fanty jest iteracja.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Przykro mi, Fantazjelu, ale nie wiem, co miałeś nadzieję opowiedzieć, więc nie pokuszę się o rozwiązanie tajemnicy zawartej w szorcie. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:(

To przecież impresywna fraszka.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Funkcja impresywna osiągnięta, ale to za mało. Taka trochę sztuka dla sztuki w ciuszkach SF?

Może po prostu brak Wam narzędzi odczytań, który miałby każdy, kto choć raz słyszał potworne pytanie “Co autor miał na myśli?”

Wychodzenie z założenia, że autor ma zawsze rację, a czytelnik jak nie zrozumiał, to jego problem nie jest najlepszą rekomendacją ani autora, ani dzieła.

Poza błędami, które wypunktował Ci Issander fraszka, jak fraszka. A zagadka i rozwiązanie, jakie by nie były nie usprawiedliwiają błędów logicznych. Chyba, że tłumaczy pytanie w stylu:

Jest noc czy dzień? Na Ziemi.

Bo to mnie rozbawiło. xD

Nie porwało. Cała akcja zdarza się w pierwszym zdaniu, potem już tylko omawiasz problem.

Po co komu skafander zapewniający dwa lata życia, jeśli nie ma możliwości efektywnego wezwania pomocy?

Języki ognia? To musiał tam mieć mnóstwo tlenu. No i bez grawitacji trudno o prawdziwy płomień.

Jest noc czy dzień? Na Ziemi.

Pół na pół.

Babska logika rządzi!

Też nie trafiło. Pomysł na “szalupę ratunkową” w kosmosie nienowy, ale brak wyposażenia w cokolwiek, co realistycznie zapewni ratunek, czyni z tak przedstawionego pomysłu raczej narzędzie tortur czy egzekucji. Innymi słowy – pała dla inżyniera, który to skonstruował.

No i te języki ognia, ale to już wszyscy zauważyli.

Sam jednak pomysł wydaje się spoko. Język też. Tylko po prostu brakuje dopracowanych szczegółów. A że tekst mniejszy, to i bardziej one rażą.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W sumie jest tag “grafomania”. Ale jak na prawdziwą grafomanię, to za mało błędów i za mało śmiesznie. Jakbyś stanął w pół drogi przez rzekę.

Babska logika rządzi!

“Wychodzenie z założenia, że autor ma zawsze rację, a czytelnik jak nie zrozumiał, to jego problem nie jest najlepszą rekomendacją ani autora, ani dzieła.”

Możesz tak mówić dla własnego komfortu czytelniczego. Ale słaba wymówka.

 

“Cała akcja zdarza się w pierwszym zdaniu, potem już tylko omawiasz problem.” Nie samą akcją żyje literatura, chyba że ta słaba.

 

Skupiacie się ładnie i szczegółowo, punktujecie dobrze i trafnie. Wciąż nie to, co potrzeba.

 

Deirdriu – już bliżej. Te “ciuszki SF” no, no.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Dołączam do drużyny przegrywająco-nierozumiejącej, bo jeżeli nie jest to po prostu ładnie opisana impresja, to nie wiem, co Autor miał na myśli.

Mnie się nie chce zastanawiać, co autor miał na myśli. Jeśli nie potrafi przekazać tego w swoim tekście, to trudno. Pójdę poczytać tych, którzy nie mają z tym problemu.

Znam tylko pięć liter ;)

I oto problem współczesnego czytelnictwa, nastawionego na przyjemność czytelniczą zamiast trud dialogu literackiego. Abstrahując już od mojego grafomaństwa.

Idź, nie będę płakał.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Nowa Fantastyka