- Opowiadanie: maap - Porządki w królestwie

Porządki w królestwie

Witam wszystkich czytających!

Grafiką fundamentalną opowiadania jest obraz “a lonely wolf” Pana Jakuba Różalskiego.

https://www.artstation.com/artwork/61QyV 

Opowiadanie, przyznam szczerze, powstało “na szybko”, choć pomysł chodził mi po głowie już jakiś czas. Aby przestał chodzić, musiałam go spisać.

Tak więc zapraszam do lektury.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Porządki w królestwie

Tomek i Kasia zawsze byli nierozłączni. Ich rodzice zdecydowali, że tak już pozostanie, a oni nigdy nie pomyśleli, aby się zbuntować. Obydwoje chcieli tego samego – spokojnego życia we wsi Widłakowo, gdzie mogli hodować owce, uprawiać ziemię i wychowywać dzieci. Nie była to w tych czasach popularna decyzja. Wiele innych młodych chciało wyjechać ‘do miasta’, najczęściej w celu podjęcia dalszej nauki, oczywiście związanej z budową robotów. Do stolicy było stosunkowo blisko, tak więc edukacja na najwyższym poziomie była w zasięgu ręki.

Pewna sprawa jednak nie dawała okolicznym mieszkańcom spokoju ducha. Otóż dochodziły do nich bardzo wyraźne sygnały rzeczy nie tyle dziwnych, co strasznych. A to w jednej wiosce rodzice zamiast dzieci, znaleźli w łóżeczkach owieczki. W innej mieścinie cała stal zamieniła się w pył i uleciała na wietrze, pozostawiając bezradnych mieszkańców tuż przed zbiorami z niczym.

***

Król stał przed ogromnym dylematem. Z uwagą wysłuchał właśnie relacji o ostatnim akcie terroru Alchemika. Zatruta studnia była źródłem śmierci w męczarniach mieszkańców Pszczółki, wioski na południowy wschód od stolicy. Nim znaleziono przyczynę i sporządzono antidotum, choroba zabrała większość mieszkańców, a pozostali dogorywali i żaden lek nie był już w stanie im pomóc*1.

W obliczu kolejnej tragedii dumny król zaczął na poważnie rozważać spełnienie żądania złoczyńcy terroryzującego jego poddanych – oddania złotej korony. Jako spadek po wielu pokoleniach głów rządzących Rzeczpospolitą, była symbolem władzy. Tym trudniejsze było spełnienie żądania, gdy wiedziało się, co z koroną planuje zrobić Alchemik – zniszczyć. Wysadzane klejnotami złotnicze cudo stanowiło składnik formuły służącej do stworzenia kamienia filozoficznego. Do czasu, aż król się nie ugnie (bądź źródło problemów nie zginie śmiercią mało naturalną), kolejne niewinne osoby będą płacić wysoką cenę. A Król zdawał sobie sprawę, że jeżeli odda koronę i ulegnie szantażowi, to tak jakby oddawał rzeczywistą władzę.

Antoni, najbliższy doradca, namawiał do oddania korony. „Zbyt wiele lat się to ciągnie”, „To tylko przedmiot”, albo „Skarbiec jest pełny złota i diamentów, wykuje się nową koronę”, przekonywał. Wszystkie te argumenty Król odrzucał.

Zamachy dotykały najwyżej czterdziestu niewysoko urodzonych obywateli i następowały raptem raz do roku. Pierwszy nastąpił, jak sobie właśnie uświadomił król, dwadzieścia lat temu, lecz ustały po czterech. Czyżby zbrodniarz się rozmyślił? – myślało wielu. Minęło dziesięć spokojnych lat.

Wieść o ponownych działaniach alchemicznego diabła dość szybko się rozniosła*2. Wzrosło, lekko mówiąc, ‘niezadowolenie’ ludu Warszawy i okolic. Lud prosty, lecz zadziwiająco w tym przypadku jednomyślny, wielokrotnie pojawiał się pod pałacem z widłami i pochodniami. Głośne oskarżenia o tchórzostwo, zostały chętnie podchwycone przez opozycjonistów, którzy głosili ideę odejścia od starych i szwankujących rządów rodziny królewskiej, a wprowadzenia w Polsce demokracji. Błahy problem, z krzyczącymi wieśniakami stał się całkiem realnym zagrożeniem dla rządów Zygmunta.

Niezawodny Antoni podsunął kolejny pomysł na rozwiązanie problemu.

– Królu mój, wydaj swą córkę za żonę.

– I cóż to da? Anna jest przecież taka młoda, ledwie trzynaście zim – odparł król.

– Po pierwsze, udobruchasz ciemnotę. Ogłosisz tydzień wolny od pracy, roześlesz dodatkowy przydział piwa do każdego sołtysa, aby każdy mógł wypić zdrowie młodej pary.

– Stanowią oni zagrożenie, które moi wierni żołnierze dość szybko by rozgonili, gdyby zaszła potrzeba. Poskromienia wymaga przede wszystkim hołota szlachecka – krew rozrzedzona mariażami, a zabrali się za politykowanie. Demokracja, też mi coś!

– Przyszły mąż jest ważną personą w ich szeregach. Będą myśleli, że dzięki temu małżeństwu uda im się osiągnąć cele. Ów dżentelmen jest też odpowiednim kandydatem – przystojny i mądry, choć bez przesady z tym drugim.

– I całkiem przypadkowo jest też twym siostrzeńcem, hm?

– Nic nie umknie memu królowi – powiedział Antoni, jednocześnie składając głęboki ukłon.

Dalsza wizja przedstawiała się następująco: Przez cały rok wydawane będą bale na cześć młodych, co powinno odsunąć myśli od ataków. Skoro ostatni nastąpił trzy tygodnie temu, spodziewać się można wielu miesięcy spokoju, a nawet lat, na co wszyscy mieli nadzieję. Odpowiednie zioła będą sprzyjać parze i rychło pojawi sie męski potomek. Wówczas król ogłosi go swym następcą, co będzie kolejnym powodem do radości ludu i umocni władzę monarchy. W międzyczasie może uda się wytropić Alchemika.

Król kazał wezwać Annę.

***

Nie znał zwierzęcia, które mogłoby wydawać takie dźwięki.

Tomasza zbudził ryk bestii. Chciał zerwać się do ucieczki… ale nie mógł – był spętany. Leżał na lodowatej ziemi i próbował skupić rozbiegany, wystraszony wzrok na stojącej niedaleko postaci.

 Obca kobieta o obfitych kształtach, spowita w płaszcz. Miała niezwykle zadbane długie włosy i umalowaną twarz. Jej uśmiechnięte usta, miast odwzajemnionej wesołości, wywoływały ciarki na ciele.

– Patrz! Jak cudownie! Haha!

Potoczył wyostrzającym się wzrokiem po dobrze mu znanych ścieżkach. „Skąd jelenie w środku wioski?!”, dziwił się Tomek. W oddali rozległ się kwik zarzynanego zwierzęcia, zmieszany z rykiem tego, co go zbudziło.

– Nie poznajesz?

Kobieta ponownie zwróciła jego uwagę. Wpatrywała się intensywnie w jego oczy, sama nie mrugając ani razu. Uświadomił sobie, że nie oddycha, a wokół zapadła cisza. Kątem oka widział, jak coś zbliża się. Dalej jednak patrzył na niewiastę, co wydawało się tysiąckrotnie lepszym pomysłem niż spojrzenie w terror. Zniecierpliwiona matrona, chwyciła za jego włosy i mocnym szarpnięciem wymusiła spojrzenie. Nienaturalnie wielki, czarny wilk stąpający na dwóch nogach niczym człek. Czerwone ślepia, ogromne kły powleczone krwią i kawałkami mięsa.

– Kilku ci uciekło! – Machnęła wolną ręką. Wilczyca, z czego zdał sobie właśnie sprawę Tomek, odbiegła w stronę polany za chatą Nowaków. Odznaczając się zadziwiającą siłą, kobieta pociągnęła go w tym samym kierunku. Zauważył wówczas, że nie jest ona otyła, lecz w zaawansowanym stanie błogosławionym.

– Bo widzisz, kochanieńki – zaczęła. – Dobra Kasia wzięła na siebie twoją część przekleństwa. No i teraz sobie podjada.

Serce podeszło Tomaszowi do gardła. Chciał krzyczeć z rozpaczy. Zamiast tego spoglądał na wilczycę, a ona, wydawać by się mogło, przez ułamek sekundy odwzajemniła spojrzenie. Już po chwili pognała za uciekającym stadem, które jeszcze poprzedniego dnia stanowiło mieszkańców wioski.

Nie wiedział, kiedy tajemnicza kobieta zniknęła, ani kiedy zdał sobie sprawę, że może wstać. Wiedział natomiast, gdzie Nowakowie trzymali w stodole grubą linę, zdolną utrzymać dziewięćdziesięciokilogramowe ciało mężczyzny w sile wieku i nie zerwać się przez odpowiednio długą chwilę.

***

– Anno, córko moja, mam wspaniałe wieści!

Dziewczę piękne i o wyglądzie niczym aniołek, dostojnie zbliżyło się do tronu i dygnęło, wywołując zachwyty dam dworu. Król-ojciec zaś był rozsierdzony powstałym dystansem, ale nic nie mógł na to poradzić – tak to jest, jak dziecko zostaje przedwcześnie pozbawione miłości matki i praktycznie nie znające czułości ze strony ojca.

– Ekhym! Antoni, oczyść salę. Chcę porozmawiać z córką w cztery oczy.

Gdy ostatni szlachcic wyszedł i nastała cisza, Anna czekała cierpliwie na kolejne słowa króla.

– Znalazłem ci męża! Ślub jest w przyszłym tygodniu, nie ma po co zwlekać.

Na obliczu Anny nie malowała się żadna emocja, nic też nie odpowiedziała

– Anno, to odpowiedni kandydat. Poznasz go ju…

– Mama była piękna.

Król wzdrygnął się na te słowa. Nie zdarzyło się, by ktokolwiek mu przerywał, a już na pewno nie córka. Powoli wchodziła na stopnie przed tronem.

– Co ty…

– Chciała, aby Polska była wielka. Dbałaby o lud. Była mądra. Ale ty widziałeś w niej tylko dobry materiał do rodzenia dziedziców.

– Przestań! Nie waż się… – jąkał.

– Była mądrzejsza niż ty kiedykolwiek będziesz.

Z tymi słowy świsnął nóż. Charknięcia króla były jego ostatnimi słowami, gdy jego duch opuszczał ciało. Z przechylonej głowy zsunęła się na gruby dywan korona. Anna podniosła ją i tuliła, kołysząc się na boki.

– Troszkę się pospieszyłaś, moja droga.

Antoni podszedł do tronu i z dezaprobatą cmokał językiem.

– Trzeba posprzątać.

 

 

******

*1 Poza lekarstwem znanym jako „ostrze ze stali”, które skracało cierpienie tym, którzy sobie tego życzyli.

*2 Było to niejako nieuniknione. Alchemik, po kolejnej próbie przekonania króla (ponad trzydzieści osób zamienione w idiotów po spożyciu nieco zmodyfikowanych podgrzybków), zapewne rozsierdzony wieloletnim oczekiwaniem na koronę, przypiął treść listu z żądaniem jej wydania po licznych karczmach w stolicy… zatrutym nożem do serc karczmarzy. Nie wiadomo, i nie ma znaczenia, czy szybciej zabiła dziura w sercu, czy trucizna na ostrzu.

Koniec

Komentarze

Na początek kilka uwag.

Nie była to w tych czasach popularna decyzja. Wielu innych młodych chciało wyjechać ‘do miasta’, najczęściej w celu podjęcia dalszej nauki, oczywiście związanej z budową robotów.

W jakich czasach? Od kiedy to chęć budowy robotów jest taka oczywista? Dla kogo? Chyba dla Ciebie jako Autorki, bo dla mnie, czytelnika, nie.

pozostawiając bezradnych mieszkańców z niczym tuż przed zbiorami z niczym.

Zła konstrukcja zdania.

To są błędy, które łatwo wyeliminować, ale stosujesz często dziwną konstrukcję zdań, charakterystyczną dla początkujących pisarzy.

Zamachy dotykały najwyżej czterdziestu niewysoko urodzonych obywateli i następowały raptem raz do roku.

Zamachy dotykały i następowały.

Błahy problem, z krzyczącymi wieśniakami stał się całkiem realnym zagrożeniem dla rządów Zygmunta.

Miałaś pewne na myśli protestujących, knujących, bo krzyki nie są przecież niczym szczególnym.

Dalsza wizja przedstawiała się następująco: Przez cały rok wydawane będą bale na cześć młodych, co powinno odsunąć myśli od ataków. Skoro ostatni nastąpił trzy tygodnie temu, spodziewać się można wielu miesięcy spokoju, a nawet lat, na co wszyscy mieli nadzieję. Odpowiednie zioła będą sprzyjać parze i rychło pojawi sie męski potomek. Wówczas król ogłosi go swym następcą, co będzie kolejnym powodem do radości ludu i umocni władzę monarchy. W międzyczasie może uda się wytropić Alchemika.

W takim naiwnym tonie (relacji, zamiast akcji, która jest znacznie ciekawsza, niż opowiadanie co będzie lub było), ciągnie się całe opowiadanie.

Kobieta ponownie zwróciła jego uwagę.

Przecież leżał spętany, a to była jedyna osoba w pobliżu. Prawdopodobnie, nigdy nie straciłaby jego uwagi.

Dalej jednak patrzył na niewiastę, co wydawało się tysiąckrotnie lepszym pomysłem niż spojrzenie w terror.

Terror to pojęcie, jak można się w nie patrzeć?

I kto to , u licha, w ogóle jest Tomek?

– Ekhym! Antoni, oczyść salę.

Oczyścić? Owszem, w przenośni, gdyby chodziło o zabicie wszystkich, to może.

Antoni, odpraw wszystkich.

Antoni, wyproś wszystkich.

 

Sam pomysł może i nie jest taki zły, ale został uproszczony i zbyt naiwnie opisany. Kilka skrótów i luk logicznych tylko pogłębia takie wrażenie.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zgadzam się z Darconem. Jest jakiś pomysł na tekst, ale warto go jeszcze dopracować, ubrać w szczegóły, mocniej połączyć poszczególne wątki. Ja też nie wiem, kim jest Tomek. Siostrzeńcem Antoniego?

W pobliżu Warszawy hoduje się owce?

Styl jeszcze niewyrobiony. Dlaczego apostrofy zamiast cudzysłowów?

– Królu mój, wydaj swą córkę za żonę.

A to postępowa monarchia. ;-)

Babska logika rządzi!

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Mój antyabsurdowy radar zwariował przy tym tekście. Do tego w trakcie czytania bez przerwy nasuwały mi się na myśl niezbyt przeze mnie lubiane w literaturze pewne skojarzenia. Nie kupuję tej opowieści, kompletnie do mnie nie przemawia.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jest tu pomysł, ale zbyt uproszczony. Taka bajeczka. Przeczytałem, ale jakoś ani nie mogę się przejąć losami króla i królewny, ani Tomkiem i Kasią. Ot, przeczytałem i tyle.

Wykonanie okej, ale czasem zaś zachrzęściło.

Podsumowując: coś tu jest, ale fajerwerków nie uświadczyłem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ja niestety również przyłączyć się muszę do głosów, że opowiadanie nie wywołuje zbyt wielu emocji. Warto dodać więcej uczuć i nieco rozwinąć tekst nawet kosztem założeń konkursowych, by móc docenić historie. A tak nie bardzo wiem, co z czym i dlaczego się dzieje.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jest dryg do piórka, ale wyraźnie brakuje z nim obycia. A szkoda, bo z niejasnej i dosyć słabo napisanej antybajki mogła wyjść zupełnie przyzwoita i naprawdę ciekawa opowieść.

 

Historii nie kupuję – po pierwsze dlatego, że nie wiem, po co w niej w ogóle Kasia i Tomek, wilkołak i ta tajemnicza kobieta, która być może była Alchemikiem, ale wcale nim być nie musiała, bo jest jeszcze księżniczka i jej niejasna rola w dramacie.

Zdrada księżniczki i ministra, oraz ojcobójstwo, też mi do niczego nie pasuje (i to nie tylko dlatego, że dorosły mężczyzna dał się zarżnąć dziecku, a straż – z reguły niewrażliwa na rozkazy typu “wszyscy won!” – gdzieś jednak wyparowała); mała jest za mała, by być Alchemikiem, więc zakładam, że zabiła ojca, by zdobyć koronę, oddać ją terroryście i… rozdupić całe królestwo, utracić swoją pozycję, a potem – w najlepszym wypadku – zgnić w pierdlu za królobójstwo i zdradę stanu. Genialny plan, nie ma co. Inna rzecz, że i Antoni, i księżniczka pewnie mogli spokojnie po prostu ukraść tę koronę, nie posuwając się przy tym do niczego bardziej… ostatecznego.

Ogólnie, choć czytało się zupełnie przyjemnie – nawet pomimo licznych błędów, swoistej naiwności tekstu i dziur w logice – to opowiadanie nie urzekło, niestety.

 

Peace!

 

P.S.

Następnym razem, kiedy będziesz chciała zrobić jakiś przypis w tekście – te tutaj były jednymi z najlepszych motywów w opowiadaniu – to wystarczą albo gwiazdki w ilości narastającej, albo cyferki.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No cóż, Porządki w królestwie zostały przeprowadzone w taki sposób, że nijak nie potrafię zorientować się, co też Autorka miała nadzieję opowiedzieć. :(

 

Po­skro­mie­nia wy­ma­ga przede wszyst­kim ho­ło­ta szla­chec­ka – krew roz­rze­dzo­na ma­ria­ża­mi, a za­bra­li się za po­li­ty­ko­wa­nie. –> Mariaż to małżeństwo. Podejrzewam, że miało być: …krew roz­rze­dzo­na mezaliansami

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka