- Opowiadanie: SHADZIOWATY - Kto jest diabłem, do cholery?

Kto jest diabłem, do cholery?

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Kto jest diabłem, do cholery?

 

Zmęczony długą podróżą gniadosz Dastara Dyvanovitscha brodził kopytami w śniegu. Ostatnie promienie słońca znikały już za otaczającym ich lasem, zwiastując nadejście mroku, a wraz z nim przebudzenie stworzeń, których na całe szczęście nie sposób spotkać za dnia. Mężczyzna dostrzegł w śnieżnej zawiei niskie ogrodzenie, które niczym magiczny krąg otaczało górującą nad okolicą drewnianą świątynię. Budowla wydawała kołysać się, jakby prowadzona w tańcu podmuchami wiatru.

Dastar Dyvanovitsch był człowiekiem węchu. Zmysł ten wykształcony miał najlepiej i to właśnie jemu ufał najmocniej. Wiele razy na własnej skórze przekonał się, że wzrok i słuch szło zbyt łatwo oszukać iluzją.

– Prr – rzucił krótko i ostro.

Gdy wierzchowiec zatrzymał się, niespokojnie wierzgając łbem i ogonem, jeździec zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Przez chwilę napawał się rześkim, kłującym w płuca powietrzem. Starał się wyczuć każdą najmniejszą nutę zapachową otoczenia, nasycić się materią. Po chwili jego nozdrza połechtał ledwie wyczuwalny, lecz drażniący swąd. Mężczyzna skrzywił się i wzdrygnął. Jego obawy potwierdziły się; nie był sam, a ten z kim miało przyjść mu dzielić wieczór, nigdy nie był pożądanym kompanem.

Dastar Dyvanovitsch jak na dżentelmena i światowca przystało, nie zamierzał witać się z końskiego grzbietu. Zeskoczył z gniadosza i klepnął mocno w zad, odsyłając w miejsce, z którego go ukradł. Poprawił klapy długiego płaszcza i ruszył w stronę płotu, widocznie utykając na lewą nogę. Gdy doszedł do granicy kręgu, przystanął i jak gdyby nigdy nic, czekał. Minuty mijały powoli, lecz oprócz kilku kruków przecinających od czasu do czasu szare niebo, na próżno było szukać śladów czyjejkolwiek obecności. Mężczyzna zaczął pogwizdywać, tupać nogą, a gdy to nie pomogło, wyjął pękatą fajkę z czarnego dębu i począł delektować się tytoniem. W końcu drewniane ściany kościoła zaskrzypiały złowieszczo, a na śniegu pojawiły się ślady łap, kierujące się do miejsca w którym Dastar Dyvanovitsch, przykucnięty, pykał fajką.

– Po co przychodzisz?

Odezwał się ktoś, jak podejrzewał przybysz, zawoalowany magiczną sztuczką.

– Nie jesteś sam, co? Ilu? Trzech, czterech? Powyżej dwóch mam trudności z liczeniem fetorów, zbytnio się zlewacie.

– Jestem sam, wejdź do kręgu i sam się przekonaj.

Dastar zaśmiał się i zakaszlał krztusząc dymem.

– Dobra próba, ale takiego wała. Bez przypieczętowanego zaproszenia, moglibyście rozszarpać mnie na strzępy. Naprawdę ktoś jeszcze się na to nabiera?

Tajemnicza istota warknęła z niesmakiem.

– Do rzeczy, pokażcie się. Mam dla was propozycję – dorzucił mężczyzna.

Po chwili na białym tle prószącego nieśmiało śniegu, naszkicowały się cztery kosmate postaci. Ich sylwetki zdawały się zniekształcać i drgać, przypominając bardziej projekcje niż realne stworzenia.

– Wsadź ją sobie w rzyć i odejdź stąd.

– Wsadź ją sobie w rzyć, a jednak się pokazujecie. Jesteście przewidywalni aż do przesady, ale w sumie za to lubię demony.

Stwór przeszedł kilka kroków na czterech łapach, po czym stanął wyprostowany i zbliżył się do płotu. Żaden z nich nie ośmielił się przekroczyć niewidzialnej granicy wyznaczonej przez ogrodzenie. Z bestii biły dwa całkiem przeciwstawne wrażenia. Z jednej strony Dastarowi upiór wydawał się ludzki, z drugiej emanował wilczą, niedźwiedzią wręcz dzikością. Mężczyzna zdjął kapelusz i ukłonił się przesadnie nisko rozmówcy.

– Słucham, czego chcesz?

– Zagrać w kości.

Demon wydał z siebie jeżący skórę ryk. Mężczyzna nie potrafił określić, którą ze znanych mu emocji owy okrzyk mógł przedstawiać. Wiedział jednak, że zna motywacje tych istot dość dobrze i że hazard był jedną z rozrywek, której odmówić sobie nie potrafiły.

– O co? – zapytał jeden z pozostałych.

– O tę świątynię, o prawo do pieczy nad nią.

– To tylko sterta gruzu, drewna i kilku krzyży, jest nic nie warta.

– Tym bardziej nie powinniście mieć problemu, by postawić ją na szali.

Demon zmrużył oczy.

– A co możesz zaoferować w zamian? Wiemy już, co możemy stracić, ale co możemy wygrać?

Dastar wydobył z kieszeni płaszcza garść złotej biżuterii. Cztery łańcuszki, dwanaście pierścionków, trzy obrączki, kilka kolczyków nie do pary oraz grubą bransoletę. Fanty, którymi nie zdążył jeszcze się nacieszyć.

– Weźmiemy złoto, ale chcemy czegoś więcej. To miejsce ma atmosferę, ma duszę. Tego właśnie chcemy, twojej duszy. To jest nasza cena. Złoto i dusza w zamian za kościół.

Mężczyzna udał zakłopotanie.

– Zabrałbym wam też coś materialnego – rzekł, wskazując ich nagie, owłosione ciała – ale generalnie nic przy sobie nie macie. Zgoda więc.

– Tak po prostu? Przystajesz na oddanie duszy?

– Panowie, musicie zrozumieć, że jestem nikczemnym draniem, prawdziwą szelmą, istną łajzą, idę o zakład, że takie bydlę jak ja to nawet duszy nie ma…

– Nie schlebiaj sobie, żołnierzu, każdy ją ma – syknął demon. – Nawet my. 

– Nie jestem żołnierzem.

– Jedziesz z południa, z szablą na plecach, w wyjściowym mundurze i kuśtykasz, musisz wracać z wojny.

– Owszem, wracam, ale to nie znaczy, że brałem udział w walkach. Hazardziści ciągną w takie miejsca, a i popatrzeć lubię, gdy się dzieje jakaś heca. 

– I co, napatrzyłeś się już?

Dastar pokiwał na boki głową i przekręcił dłonią w powietrzu w geście niezadowolenia.

– Tak sobie, generalnie brzydzę się przemocą, jej motywy za to mnie ciekawią. Ale na polu bitwy próżno ich szukać, tych którzy pociągają za sznurki również.

– Po co ci ta świątynia, czemu ta? Pełno ich w okolicy.

– Dość – rzekł przybysz, znużony dociekliwością upiora. – Gramy po staremu, rzucam dwiema kośćmi. Kto poda liczbę bliższą sumie wygrywa.

Demon kiwnął głową, patrząc przenikliwym wzrokiem w obracane przez mężczyznę w palcach kostki.

– Tak, tak, dobrze – rzucił upiór, wyraźnie podniecony.

– Ty pierwszy, typuj.

– Czt… Nie, czekaj. Osi… Nie! Dziewięć! Mój typ to dziewięć.

– Na pewno?

– Tak. Dziewięć, szóstka do góry nogami. Dziewięć.

– Maładiec!

Dastar zważył kości w ręku i przemieszał kilka razy. Kątem oka zauważył, że dwa kolejne demony czaiły się na niego, przycupnięte na wieżyczkach kościoła.

– Koledzy do nas nie dołączą? – zapytał kąśliwie.

– Nie! Nie zmieniaj tematu, ile typujesz?! – Bestia zaczęła się miotać i ślinić.

– Ja mówię siedem.

Kreatura pokiwała głową, a mężczyzna rzucił kośćmi na udeptane poletko śniegu. Pierwsza z nich zatrzymała się na czwórce, druga zaś przetoczyła leniwie w końcu wskazując piątkę. Przegrany zaklął siermiężnie. Demony zaś zawyły z radości i zahasały niczym małe dzieci.

– Tak! Tak! Tak!

Dastar Dyvanovitsch przełknął gorzką pigułkę porażki, wyprostował się i przekroczył niewidzialną barierę, wystawiając się na pastwę demonów. Rzucił biżuterię na śnieg, a sam stanął z rozłożonymi szeroko ramionami i spojrzał w szare niebo, czekając na atak. Biały puch muskał delikatnie jego twarz, topniejąc na skórze i chłodząc zalotnie. Upiory jak jeden mąż rzuciły się na przegranego, gryząc, drapiąc, kopiąc i uderzając. Ciosy demonów jednak nie czyniły mu żadnej krzywdy, przechodziły przez jego ciało niczym obłoki pary. Stwory spanikowały i zastygły w bezruchu. Zdążyły wymienić przestraszone, pełne zrozumienia spojrzenia, zanim ich radość z wygranej i żądza mordu prysnęły niczym mydlane bańki.

– Ostrzegałem, że nie mam duszy, ale się uparliście…

Dastar Dyvanovitsch sięgnał za pazuchę i dobył bogato zdobionego obrzyna. Bez ostrzeżenia wystrzelił cztery razy, a taka sama liczba trucheł padła z cichym łoskotem na śnieg. Następnie wycelował w miejsce, z którego wcześniej obserwowały go pozostałe dwa demony, jednak po upiorach nie było już śladu. Mężczyzna spojrzał tęsknie na złotą biżuterię rozsypaną między dymiącymi zwłokami. Żałował, że nie mógł jej zabrać ze sobą. Przegrana w uczciwym zakładzie, nie należała już do niego. Schował więc ciepłą jeszcze strzelbę pod płaszczem i pewnym krokiem ruszył w stronę kościoła.

Stanął przed drewnianymi drzwiami i z czułością kochanka przejechał po chropowatym materiale dłonią. Wyciągnął z kieszeni pęk kluczy, wybrał jeden z nich, wsadził do zamka i przekręcił. Gdy wkroczył do środka, podłoga znajomo zaskrzypiała, a w jego nozdrza uderzyły ukochane zapachy mięty, cynamonu, oregano i chili. Ściągnął płaszcz i zawiesił na kołku.

– Panie Dastarze! To pan?! To naprawdę pan?! – wykrzyczała smagła karlica, wynurzając się z kuchni. – Panie Dastarze, kochany!

– Witaj, Witochno. Ja, a kto ma być.

– Tu straszne rzeczy się działy, na podwórzu, za pana nieobecności! Straszydła jakie, upiory nie wiadomo skąd nazjeżdżały i chałupę swoją uczynić chciały.

– Z tego, co widziałem, to uczyniły.

– Tylko podwórze, panie Dastarze kochany. Ja nicponi bym do środka nigdy nie wpuściła.

– Wiem, Witochno, wiem.

– Ale pogonił je już pan, prawda?

– Pogoniłem, ale biżuterię, co dla ciebie nawygrywałem i zwiozłem, w kości z nimi przegrałem.

– Z demonami? W kości, panie kochany, grałeś?!

– Chciałem dać im szansę, a i rozerwać się po podróży.

– A ładna chociaż była?

– Bardzo ładna, jak wyzbierasz w śniegu to zobaczysz. Ja jej tknąć nie mogę, bo uczciwie przegrałem – odparł i pochylił się nisko, by ucałować kobietę w czoło. – Ale im już się nie przyda.

Mężczyzna podszedł do tronu stojącego przy ołtarzu w największej komnacie i rozsiadł się na nim wygodnie.

– Zobacz, Witochno, jakie to przykre. Ledwo się człowiek z domu ruszy, świata obejrzeć zapragnie, zostawi ludzi z upiorami samych sobie, a oni już zapominają…

– O czym zapominają, panie Dastarze kochany?

Mężczyzna przekręcił się na tronie i zza paska wełnianych spodni uwolnił długi ogon zakończony grotem.

– Kto tu jest diabłem, do cholery.

Koniec

Komentarze

odsyłając w miejsce[+,] z którego go ukradł.

 

Poprawił klapy długiego płaszczu i ruszył w stronę płotu

Płaszcza

 

Gdy doszedł do granicy kręgu, przystanął i jak gdyby nigdy nic[+,] czekał.

 

Mężczyzna zaczął pogwizdywać, tupać nogą, a gdy to nie pomogło[+,] wyjął pękatą fajkę z czarnego dębu

 

Wiedział jednak, że zna motywacje tych istot dość dobrze i że hazard był jedną z rozrywek, której odmówić sobie nie potrafili.

Potrafiły, bo “istoty” są niemęskoosobowe.

 

Wiemy już[+,] co możemy stracić,

 

stanął z rozłożonymi szeroko ramionami i spojrzał w szare niego,

 

Biały puch muskał delikatnie jego twarz, topiąc się na niej i chłodząc zalotnie. Upiory jak jeden mąż rzuciły się na niego, gryząc, drapiąc, kopiąc i uderzając. Ciosy demonów jednak nie czyniły mu żadnej krzywdy, a wręcz sprawiały mu przyjemność.

Z takiej konstrukcji wynika, że to “biały puch” jest podmiotem domyślnym.

 

Zdążyły wymienić przestraszone, pełne zrozumienia spojrzenia[+,] zanim ich radość z wygranej i żądza mordu prysnęły

 

Bez ostrzeżenia wystrzelił cztery razy, a taka sama ilość trucheł padła z cichym łoskotem na śnieg.

Liczba; “truchła” to rzeczownik policzalny.

 

Jego nozdrza uderzyły znajome zapachy mięty, cynamonu, oregano i chili.

Domyślam się, że to nie nozdrza w cokolwiek uderzały, a wymienione zapachy uderzyły do nozdrzy.

 

Witaj[+,] Witochno.

 

Tu straszne rzeczy się działy[+,] na podwórzu[+,] za pana nieobecności!

 

Straszydła jakie, upiory nie wiadomo skąd [+się?] nazjeżdżały

 

Z tego[+,] co widziałem[+,] to uczyniły.

 

Pogoniłem, ale biżuterii[+,] co dla ciebie zwiozłem[+,] w kości przegrałem.

 

W kości, panie kochany[+,] grałeś?!

 

Zobacz[+,] Witochno, jakie to przykre.

 

 

Postać głównego bohatera irytuje swoją zajebistością i pewnością siebie przez lwią część tekstu. Konfrontując to z całkiem zgrabnym finałem, ma to swoje uzasadnienie, niemniej uważam, że dałoby radę rozegrać to subtelniej by ów pan jawił się jako mniej antypatyczny.

Jak na tak krótki tekst, interpunkcja fatalna.

MrBrightside

Dzięki, zapomniałem o przecinkach.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

– Tu straszne rzeczy się działy, na podwórzu, za pana nieobecności! Straszydła jakie, upiory nie wiadomo skąd nazjeżdżały i chałupę swoją uczynić chciały.

 

– Mężczyzna przekręcił się na tronie i zza paska lnianych spodni uwolnił długi ogon zakończony pędzelkiem.

 

Karlica brzmi jak typowa Halyna, ale mimo to opowiadanie świetne. Zmieniłbym też pędzelek na grot/trójkąt/strzałkę bo tak chyba bardziej się kojarzy diabli ogon ;)

Żywych treści narrator

BartBastard

Dzięki, somsiad. Słusznie z ogonem ;)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

zapomniałem o przecinkach

Dobre :D

 

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca Ej, serio :D pisałem strumieniem świadomości i miałem potem podostawiać. Ale spoko, pewnie i tak bym połowę źle postawił XDDD

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Końcowy twist nadaje szortowi blasku, bo wcześniej jakoś mnie nie powalił. No i coś szybko zastrzelił cztery bestie z tego obrzyna. To mi odrobinę zgrzytnęła. Poza tym porządnie napisany tekst, zgrabnie współgrający z ilustracją i przewrotnym zakończeniem.

Powodzenia w konkursie :)

Belhaj A bo w takim shorci ku to trza kąsać właśnie twistem ;) dzięki za nominację!

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Wykorzystałam ten sam obrazek. :-)

Szort twistem stoi, bo wcześniej niczym na kolana nie rzuca. Trochę widać pośpiech przy publikowaniu. Dziwne, że demony szefa/ swojego nie rozpoznały.

Zmęczony długą podróżą gniadosz Dastara Dyvanovitscha broczył kopytami w śniegu.

Broczył?

 

Babska logika rządzi!

Finkla

O, ciekawe. Spieszę rzucić okiem coś nawyprawiała z moim Czarcim Dworem :D

Brodził, oczywiście…

To nie pośpiech przy publikowaniu, a pomysł wzięcia udziału na dwie godziny przed deadlinem. Potrzebowałem adrenaliny.

Po pierwsze, czemu miałby być ich szefem? Po drugie, nawet jeśli to wojna zmienia nie tylko ludzi.

Gra ciała postaci podyktowała pewne cechy charakteru postaci, a i klimat oraz suspens.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Jaki on tam Twój? ;-)

Babska logika rządzi!

Szorcik z dowcipnym zakończeniem, przewrotnie nawiązujący do ilustracji. Czytało się płynnie i dobrze, ale to już wiesz.

Transkrypcja anglojęzyczna – fe, fu, ble. Dastar Dywanowicz i już! Ja wiem, ja rozumiem, lekko slangowo ‘da star’ być może i potem leci sobie już w kontekście abla-abla, ale mię odrzuca, jesli autorem jest ktoś piszący po polsku (jak autor obcojęzyczny to tez mnie taka transkrypcja odrzuca, ale łatwiej wybaczam ;-) ).

 

Co do samego szorcika: twistem stoi. Protagonista jest ‘przekręcony’ aż do bólu, ciężko mi się z nim połączyć chutliwie, a zwrot akcji w postaci przenikliwości (ha ha) jego i srebrnej strzelby nie spełnia roli dobrze rozegranej kulminacji, bo leci gwałtownie i krótko. Jest oczywiste od początku, że Dastar chowa asa w rękawie, ale tenże as nie zrobił mi dobrze, bo jakiś taki nieefektowny i nie chłytający za gardziel. Końcowy twist za to sporo wynagrodził.

 

Czyli fajnie, dobrze, ale na jeden raz.

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo zacny pomysł, Shadzio. :) Jeden z oryginalniejszych w konkursie. Psioczyłem co prawda przez część opowiadania, na niepotrzebne “okrucieństwo” Dastara, skoro wiedział, że wygra, ale gdy okazało się kim jest, zrozumiałem. I jakieś zaskoczenie było. Więc tylko się cieszyć z dobrego opka.

Coś tam mi nie pasowało.

Dastar Dyvanovitsch był człowiekiem węchu.

Wiesz, węch to nie czyn i nie bardzo wygląda to zdanie. W ogóle początek ciut sztywny. Chociaż to nic, na co specjalnie zwracałbym uwagę. Druga rzecz, to nazwisko, przyznam się, że patrzę na nie wzrokowo, nie umiem go przeczytać. :)

Pozdrawiam.

 

Dzięki panowie! Co do nazwiska, nie używam spolszczeń. Lubię wygląd, dźwięk oraz egzotykę, którą wprowadzają do tekstu. Mówią wiele o backstory bohatera oraz dopełniają klimat. Człowiek węchu to dokładnie ten zwrot, którego chciałem uźyć. Język jest tylko narzędziem, a zasady tworzymy my sami ;)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Uważasz, że zangielszczenia mają przewagę nad spolszczeniami?

Babska logika rządzi!

Uważam, że imiona i nazwiska są ponad narodowościami. I tak jak przez Amerykan nie chciałbym być nazywany Christopherem, a Krzysztofem. Tak samo będąc Francuzem o wdzięcznym nazwisku Pierre Lacroix, czułbym się urażony polską formą – Piotr Lakruła. Myślę, że dojrzycie w tym logikę, tym bardziej, jeśli też was śmieszy wysyp Dżesik, Brajanów i Andżelik.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Ale tu mowa nie o zapisie fonetycznym, tylko o transliteracji z innego alfabetu.

Rosyjskie “Иван” w angielskim zapisuje się “Ivan”, a w polskim “Iwan”. Znak po znaku. Polski różni się od angielskiego, więc nie używa się “v”, a za to może pojawić się “sz”.

Babska logika rządzi!

Finklo, rozumiem, ale dalej będę wolał Vladimira od Władymira czy Ivana od Iwana. Po prostu wygląda to i brzmi bardziej rosyjsko. Nie z pobudek antypatriorycznych brońcie bogowie, lecz po prostu ze zwykłego artystycznego poczucia estetyki. Może bierze się to z tego, że fantastykę czytam tylko w oryginalnym języku i tylko tę najznakomitszą, której w naszym rodzimym języku próżno szukać. Stąd ta sympatia do języka królowej.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Vladimir do dupy! Krecha taka, jak szlaczek amfy na stole Wiecznie Przebudzonego!

Jak powiesz Wołodia, Wołka?

Język królowej klęka przed fleksją, zdrobnieniami, przed– i przyrostkami języków indoeuropejskich z naszej części świata. I dobrze, niech zostanie w tej pozycji.

 

Za to człowiek węchu to jest to, za co lubię Szadzika ;-) Jest dobrze, zabawa słowem i utrwalonymi związkami frazeologicznymi jest wprawdzie ryzykowna (nie róbcie tego w domu!), ale Szadzik Fantastykiewiczpeel wyszedł z tego obronną ręką, nogą, zadkiem…

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziwny ten wstręt do języka królowej u kogoś z anglojęzycznym nickiem :D :D :D A za człowieka węchu dziękuję :)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Szadziaku

→ transkrypcja fonetyczna w języku polskim jest w pytkę lepsza i poprawniejsza. Dlaczego? Dlatego że anglojęzyczna transkrypcja fonetyczna rosyjskich imion nie wpasowuje się w twoją argumentację o Pierre Lacroix (tez wolę oryginalny zapis imion, ale “Vladimir” – oryginalnym zapisem nie jest!).

Dlatego, że gdyby poprawnie czytać po polsku “Vladimir”, to fonetycznie jest on odleglejszy od “Władimira” (szczególnie, jeżeli wymówisz go z “ł” aktorskim, gdy język dotyka podniebienia).

 

I dlatego, że moda na zangielszczanie czegoś, co już ma lepsze rozwiązanie w języku polskim strasznie mnie drażni. I mówi ci to ktoś, kto na codzień trochę odruchowo miesza języki (zachwaszczając polszczyznę, zły ja, niedobry ja), bo po wielu latach pracy ma takie, a nie inne ścieżki w mózgu – i np. w jednym języku lepiej oddam coś jednym zdaniem, niż w ojczystym trzema – i wszyscy rozumiejo. ;-) Taka branża.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ale ja w żadnym momencie nie twierdziłem, że transkrypcja fonetyczna w polskim jest gorsza czy mniej poprawna. Po prostu nie znając cyrylicy, a wymyślając imię i nazwisko bohatera w płaszczyznach werbalnej i wizualnej, czułem w kościach, że Dastar nie nazywa się Dywanowicz, a właśnie Dyvanovitsch. Moja kobieta np. stwierdziła, że sam taki zabieg z nazwiskiem zmienił jej obraz zimy w opowiadaniu na dużo bardziej rosyjską, ostrą. Jak wiele razy podkreślałem na tym portalu, nie jestem polonistą ani fetyszystą językowym. Mnie jara opowiadanie historii, więc szukam środków, które mogą mi w tym pomóc. W twojej głowie to i tak będzie ,,Dywanowicz’’, to tak trochę jak z N-word :D

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Kumam :-)

A jak jej brzmi Borys Morozow? :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Gorzej niż Boris Morozov :D

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

 :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dobry pomysł, fajne wykonanie, fajny skręt fabuły. Tytuł niestety w pewnym momencie pozwala przewidzieć tożsamość głównej postaci, choć nie to, jak się zachowa już w środku budynku.

 

Dastar Dyvanovitsch był człowiekiem węchu” – mi się to okreslenie podoba :) 

Zabrałbym wam też coś materialnego, – rzekł

Zbędny przecinek.

 

Cień Burzy

.

wilk-zimowy

Dzięki wielkie, tytuł na granicy. Jak ktoś ogarnia legendy słowiańskie o Czarcie, to się połapie dużo wcześniej ;)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

I to jest diabeł, który mi się podoba i którego od razu lubię. Udało Ci się też mnie zaskoczyć, bo za chińskiego boga nie odgadłabym, kim jest bohater i co się przed cerkwią wyprawia. No i zgrywa mi się, oj, zgrywa opowieść z grafiką.

Jak na rzut na taśmę, nie jest źle. Wprawdzie ubawił mnie „broczący kopytami w śniegu koń” i komentarz o zapomnianych przecinkach, ale większych usterek nie zauważyłam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

śniąca

Dzięki, bardzo się cieszę, że diabeł wystarczająco diabelny. Teraz po wynikach mogę się przyznać, że decyzję o wzięciu udziału w konkursie podjąłem około 21:45 w dzień deadline’u, grafikę wybrałem o 22:00 i zrobiłem sobie taki dwugodzinny challenge. Naprawdę zapomniałem o przecinkach… Nie było czasu się zastanawiać, miałem na koniec to ogarnąć i zapomniałem. Całe szczęście przybiegł Pan Jasna Strona i odwalił za mnie brudną robotę, za co jeszcze raz mu dziękuję :D

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Teraz czuję się ojcem Twojego sukcesu!

Wujkiem na pewno ;)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

No tak, tylko klęska zazwyczaj jest sierotą ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Interesująca fabuła, fajne dialogi i całkiem niezłe zwroty akcji – nie powiem, bardzo mi się spodobał ten koncert fajerwerków. Najbardziej te zwroty – byłem przekonany, że bohater wygra, potem że zrobi motyw a'la "Pani Twardowska", potem kolejne… Tak więc udało Ci się i mnie zaskoczyć i satysfakcjonujący sposób zakończyć tę przygodową opowieść :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan

Spasibo! Rad jestem, że w limicie under10k znalazłeś tyle frajdy fabularnej.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Kurcze, kolejne fajne opowiadanie z przyjemnym, mrocznym klimatem i interesującą fabułą – generalnie lubię takie twardowszczyzny; te wszystkie igrania z diabłami, zakłady, wyzwania i konszachty. A tutaj dodatkowo jest to doprawione całkiem smacznym, choć wzbudzającym pewne kontrowersje twistem.

No bo demony-wymienne-na-upiory – co samo w sobie jest błędem rzeczowym – nie poznające innego, wyższego, i to dużo wyższego, szarżą kolegi po fachu, trącą jednak ciężką lipą. Można powiedzieć, że siara na całe piekło.^^

Sama walka też taka dosyć dzika.

W pierwszej chwili, czytając o czterech szybkich strzałach z obrzyna, pomyślałem sobie: no przewacek, jest lepszy niż wszystkie te amerykańskie ramboidy walące po dziesięć strzałów z rewolweru, nim sobie przypomną, że bębenek jest tylko na sześć naboi, ale potem doczytałem, że obrzyny można robić też z broni powtarzalnej a nawet samopowtarzalnej, więc tutaj się nie czepiam. Ale fakt, że koleś z jednej strony postępuje do bólu honorowo, a z drugiej, dokładnie w tym samym czasie i w tej samej sprawie – tylko w innym jej aspekcie – leci w kulki, strasznie mi zgrzytnął.

No bo popatrz: przegrał smoluch kosztowności, to je oddał i już nawet nie mógł wziąć do ręki, choć prawowitych właścicieli zabił, czyniąc skarb znów bezpańskim (co samo w sobie też jest nielogiczne), ale jednocześnie, w tym samym czasie, pozabijał demony, które miały do niego takie samo prawo jak do złota, które od niego dostały. Miały też prawo – w myśl postanowień wygranego zakładu – zostać w cerkwi. Jak to więc jest, że jedna część owego zakładu obowiązuje aż do bólu, chyba nawet poza samym diabłem (odniosłem wrażenie, że wziąć złoto wzbrania mu jakaś Siła Jeszcze-Wyższa), a druga – wcale?

 

Ogólnie jednak przyjemne, na ten moment już całkiem nieźle napisane opowiadanie. Tylko ten tytuł, będący takim paskudnym spojlerem…

I zgadzam się z wszystkimi zgadzającymi się ze mną, że zangielszczanie ruskich imion i nazwisk to coś pomiędzy czysta głupotą a zbrodnią popełnioną z premedytacją.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, ta cała "szopka" między Dastarem, a demonami przypomina mi scenę z Pulp Fiction, w której Jules oddaje kasę parze napadającej na Bar. Diabeł też chce ich oszczędzić, nie musieć zabijać. Tylko, że widzisz, demony nie zadowoliły się kasą, chciały też walizkę…

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Niezły kozak z tego Twojego diabła, SHADZIOWATY. Lubię takich bohaterów, niby szelmy i hultaje, ale jednak budzą sympatię. Bardzo fajny szorcik, zgrabnie napisany, dobrze wykorzystujący grafikę, na której się opiera. Poza tym czytało się lekko, szybko i przyjemnie. +5 do rozrywki.

Nessekantos

Kłaniam się!

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Fajne :)

 

Bardzo dobre opowiadanie, tylko za krótkie ;]. Bohater świetny, “prawdziwy” i trudno go nie lubić, chociaż przecież powinno się ;p. Poczytałabym o nim jeszcze…

Anet

spoko :)

sho

Niezmiernie mi miło, Dastarowi również.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Wszedłem bo diabeł w tytule. Dobrze się czytało. Klimat dla mnie jednak mniej ruski, a bardziej zima na Bałkanach. Nie wiem czemu. 

 

zangielszczanie ruskich imion i nazwisk to coś pomiędzy czysta głupotą a zbrodnią popełnioną z premedytacją” – wtrącę tu swoje 3 grosze. Niezależnie od woli Autora i od konwencji fantasy. Miałem ostatnio sporo do czynienia z ludźmi zza wschodniej granicy, z Ukrainy, Białorusi, Litwy, nie z Rosji, ale domniemuję, że może być podobnie. Oni tam sami swoim obywatelom takie “dziwaczne” transkrypcje do paszportów wpisują np. “Volodymyr”, “Aliaksandra”, “Ielena” – (przez duże “i”); z nazwiskami jeszcze “gorzej”: np. “…shchuk” pojawia się nagminnie. Zanim człowiek odcyfruje, to ruski rok mija. Skoro więc oni urzędowo tak chcą, to niby jaka zbrodnia?

Lissan al-Gaib

Sława Jugosławii! ;)

 

O, wreszcie się światowiec wypowiedział, dzięki. Ale skończmy już to polonistyczne porno, tam się diabeł atencji domaga, a nie jakieś transliteracje i inne bzdety dla edytorów. ;)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Nowa Fantastyka