- Opowiadanie: Sarajas - Gdzie dwóch się bije, tam kury pieją

Gdzie dwóch się bije, tam kury pieją

„Competitors” ~ Jakub Różalski 2017

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Gdzie dwóch się bije, tam kury pieją

 

Ja to zawsze mam takie zakichane, gnomie szczęście. W miocie byłem dwudziesty pierwszy, a ojciec dalej nie strzelał ślepakami. Strasznej biedy nie klepaliśmy, chociaż pamiętam takie dni, że wstawaliśmy z kogutem i na śniadanie jedliśmy trzy duże wdechy.

Skoro o kogucie mowa.

Właśnie ucieka, plącze się między kwokami w panice, że nie odróżnisz ich między sobą – taki mi to bohater. Przywódca stada, a jak złapałem za tamtą brązową młódkę to nawet nie ryknął. No nic, są teraz większe zmartwienia na głowie niż jakiś tam wymoczek z koralami pod brodą.

Lis.

Widzę go, on widzi mnie. Wgapia się tym tępym ryjkiem i stroszy wąsy. Oczy ma jak kamienie w rzece, takie okrąglutkie, ciemne i połyskowe. Pewnie sam szedł na robotę a tu ktoś go ubiegł.

– Co się gapisz? – pytam grzecznie. – Chcesz ciupagą przez łeb?

Pójdzie – myślę sobie – lada moment i po problemie. No przecież durny szczurek nie będzie lazł za mną, bo widzi, że jestem trujący. To ta czerwona czapka, na szczęście odstrasza większość zwierząt.

Już ma iść, zgina łapę gotów czmychnąć w koleiny obok, gdy zza węgła wychyla się starucha.

– Poszedł mi stąd! Ty tam, już, wynocha! – wydziera się kobita i macha kijem.

Lis łeb w bok, znowu zdziwiony, zlękniony – co dzisiaj taki tłum? A ja za to myk w bok, sznur na ramię i ciągnę kuraka zanim kostropata gospodyni dojrzy też mnie. Oj bardzo bym nie chciał, żeby ludzie mnie znaleźli. Gdzie ja nową norę sobie przysposobię w styczniu?

Mijam kurnik, wypadam na zaśnieżoną polanę, a puchu tyle, że po kolana się przewalam. Od gospodarstwa zasłania mnie łoza, leszczyna i jeszcze…Zaraz, co jest?

Kurtka na wacie, lis, rudy lis. Biegnie za mną, kura podskakuje na nierównościach i zostawia pąsowe plamy krwi, a ten po nich drepcze i węszy. Czego on chce? Przecież zawsze może sobie złapać inną, co mu się we łbie urobiło?

Szczeka raz, drugi, trzeci i nagle dobiega mnie szybki, narastający oddech. Odruchowo odrzucam sznur na bok i chwytam siekierę w obie ręce. Coś uderza mnie mocno w ramię, robię kilka piruetów na jednej nodze nim plecami wpadam w miękki śnieg.

Słyszę warczenie, obracam się i widzę jak mój niedawny łup zaczyna podskakiwać w paszczy kundla. Ten zagryza się na kurze, potrząsa zawzięcie – jakby miała stawiać opór – i daje nura między krzewy.

– Po moim trupie kanalio! – informuję przymilnie i zrywam się na równe nogi.

Nie dobiegnę za nim, nie ma mowy. To przecież czworonóg a ja jestem urodzonym biegaczem krótkodystansowym. Dlatego następuje szybka zmiana planów, rzucam się szczupakiem przed siebie. Rzemień, na którym ciągnąłem kurę już rozwija się z miejsca zdarzenia, gotów wyskoczyć jak pobudzony do życia wąż – wtedy go łapię, błąd.

Zaciskam dłonie na sznurze przewiązanym do kurzej łapy i świat zmienia się nie do poznania. Szare niebo zaczyna wirować jak w środku burzy. Drzewa nakładają się na siebie, przewracają do góry nogami i mieszają z odległymi liniami zabudowań.

Coś mi podchodzi do gardła, to pewnie poranne jagody. Gdybym nie zawiesił ciupagi za pasek to pewnie już bym jej nie odnalazł w tych tumanach śniegu. Nie widzę nic więcej ponad dziesięć pobielałych od uścisku palców, wypełniających teraz centrum mojego świata.

Lis zdawał się nie męczyć, a właściwie to wciąż przyśpieszał! Łachudra przeciągnął mnie pod kolejną leszczyną, gdzie straciłem czapkę i jeszcze wpadł w brzozowy młodniak. Zakręciło mną od razu przy pierwszym konarze i aż wygięło w podkowę, gdy zderzyłem się z pniem.

Dość tego – pomyślałem – powiedziało się A(co mi tam), to trzeba powiedzieć też B(ędzie tego).

Ściągam do siebie sznur z całej siły, ręce palą żywym ogniem jakbym zamiast żył miał labirynt wrosłego w skórę trującego bluszczu. Zapieram się piętą o wystający korzeń i momentalnie zwalniamy. Na mgnienie oka lis musi się zatrzymać, a kura niemal wyskakuje mu z pyska!

Niemal, bo po chwili już znowu sunę po ziemi i powtarzam manewr. Tym razem obie nogi wpadają na sterczący głaz, zaciągam linę jeszcze mocniej i drapieżnik staje dęba. Zmasakrowany ptak majestatycznie wyskakuje z odmętów paszczy potwora i przelatuje wysoką parabolą aż do mnie!

– No nareszcie! Ileż można się namęczyć za jedno ptaszysko?

Płuca młócą powietrze jak dwa miechy, ledwo żyję, ale żyję. Teraz pozostanie już tylko zaciągnąć zdobycz do nory i…

Lis – znowu – gapi się na mnie.

Wyciągam siekierkę, zaciskam na niej obolałe dłonie i stawiam triumfalnie nogę na truchle ptaka.

– Nie radzę.

Rudy kundel wydaje z siebie krótkie niby prychnięcie i wyskakuje jak diabeł z pudełka. Uderzenie serca później jest już przy mnie, ale jestem na to gotowy. Chce chwycić kurę w usta, a ja mu hyc żelaznym trzonkiem w nos. Zaskomlał, na moment zgłupiał, zahamował przednimi łapami, tylnie same wjechały na niego, prowadzone impetem i zrobił fikołka do przodu.

Wydaje mi się, że to już koniec. Może i jestem kiepskim biegaczem, ale mało który leśny zwierz ma dość werwy, by dalej próbować się ze mną mierzyć po jednym uderzeniu.

Lis wyciąga pysk ze śniegu, strzepuje z siebie biały puch i widzę jak na jego węglowym nosku zaczyna wybijać czerwone źródełko i wzrastać sina gula. Mimo to jest jeszcze bardziej zdenerwowany niż wcześniej.

Przekręcam ciupagę ostrzem przed siebie. Czuję jak ślina powoli zjeżdża mi przez gardło, gdy warcząca bestia jest ledwie trzy kroki przede mną. Dodam, że chodzi o trzy MOJE, króciutkie kroczki!

To jest ten moment, stawka wyższa już nie będzie. Jeśli przegram – niechybnie zginę. Jeśli wygram – kura będzie moja.

Warto.

Już wznoszę siekierę nad głowę, rozkraczam się, jak nad ustawionym pieńkiem. Jeszcze króciutka chwilka, lis skoczy, a ja wtedy rąbnę jak nigdy w życiu. Od siły mojego uderzenia będzie zależało być albo nie być…

– Nie możesz po prostu się odczepić? – pyta lis, masując łapą nos.

– Ty mówisz? – odpowiadam pytaniem w osłupieniu.

– Nie no co ty, migam sobie dla głuchoniemych. Pewnie, że mówię – wszystkie lisy mówią.

– Jakoś z żadnym nigdy nie rozmawiałem. – opuszczam powoli siekierę, chociaż podstęp wisi w powietrzu.

– Może to kwestia tego, że wolałeś mnie zdzielić przez łeb zamiast pogadać.

Lis przysiada na zadzie, chwilę niucha przez ziemi jakby czegoś szukał i wkłada puchnący szybko nochal do śniegu. Po twarzy rozlewa mu się taka rozkosz, że aż sam nabrałem ochoty na jakiś relaksujący okład. Tylko cięcia od leszczyny to wypadałoby obłożyć rumiankiem albo w gorącej wodzie najlepiej wykąpać.

W sumie dziwnie tak, chyba serio nici z bohaterskiego pojedynku. Wpycham ciupagę za pas i zaciągam sznur na plecy. Cóż, zaniosę kurę do nory i tyle mnie widział.

– Eaeaj. – wybełkotał coś z pod śniegu i wyjął pysk. – Czekaj znaczy, mam prawo do tej kury!

– Prawo nie istnieje, to tylko konstrukt społeczny. – odpowiedziałem, przypominając sobie co mówił mój sąsiad, gdy przypadkiem zburzył mi ściankę nośną w poprzedniej norze.

– Może się jakoś dogadamy. Ty mi dasz tę kurę, a ja dam coś tobie.

Chwila zastanowienia: w sumie niegłupio gada. Całego kurczaka nie zjem, natomiast taki czworonóg to jednak jest nielichy przeciwnik i nie chciałbym go spotkać w nocy. Tylko jak by tu go użyć?

– Zgoda. – odpowiadam powoli ważąc słowa. – dostaniesz połowę, tą którą już zmasakrowałeś.

– Świetnie!

– Ale, ale, pod jednym warunkiem. Wróć, pod dwoma.

– Słucham cię uważnie brodaty przyjacielu. – szczerzy się rudzielec.

– Znajdziesz mi czapkę…

– Czapkę?

Wskazuję na głowę, świecącą łysiną. Lis kiwa łbem powoli jakby z lekkim wstydem, bo wszak przez niego straciłem w krzakach swoje nakrycie skalpu.

– No i jest jeszcze druga rzecz.

– Co takiego?

– Oj spodoba ci się.

 

***

 

– To nie ma szans się udać. – szepce do mnie rudzielec, a ja zaciskam mu dłoń na nosie.

– Lepiej. – odpowiadam, przewiązując rzemyk. – To się musi udać!

Przemykam między grzędami z gracją leśnej wróżki – które wcale nie są tak ładne jak się mówi – zawiązując kolejne supełki nad kurzymi stópkami. Po chwili dzieło jest gotowe: cztery mocne, choć krótkie rzemienie, które kiedyś były jedną liną, teraz złączyły futrzane lisie łapy i zrogowaciałe, kurze nóżki.

– Może jednak nie, chyba zmieniłem zdanie. – próbuje wyszeptać lis, ale ja już wskakuję mu na plecy.

– Hajda! Huzia, pędem! – krzyczę, klepiąc tępym trzonkiem w bok rudzielca.

W kurniku rozpętuje się istny chaos, kury zaczynają gubić pióra wyskakując z pomiędzy półek. Kogut podskakuje zdziwiony, myśląc, że słońce już świta. Zamiast tego jest tylko burza pierza i objęty mrokiem kurnik.

Lis z trudem stawia pierwszy krok, ale po chwili wyskakuje przez dziurę. Zaraz za nim wylatuje rządek czterech ogłuszonych kwok, przywiązanych kolejno do każdej z lisich łap.

– Lecisz, szybko! Zanim się zorientują, dawaj, dawaj!

– Ty jesteś szalony! – odkrzykuje zwierz, jednak przyśpiesza.

Już po chwili dziwaczne, odwrócone sanie z zaprzęgiem ptaków mkną wśród zasp przez pole, zostawiając za sobą skołowanego koguta i zbudzonych hałasem gospodarzy.

Z resztki rzemyków zrobiłem sobie pasek pod czapkę, by na pewno mi nie spadła. Czuję, jak pędzimy, w życiu nie poruszałem się tak szybko po powierzchni. W rozpraszanej bladym światłem księżyca ciemności dostrzegam zziajaną, choć uśmiechniętą twarz lisa z fioletowym guzem na nosie.

– Dziś będziemy ucztować! – krzyczę i zaraz wpadamy w krzewy leszczyny.

Koniec

Komentarze

No, fajne. Nawet bardzo. Ale gdzie mechy?

Mechy są tylko w nazwie konkursu. W regulaminie nie jest wymienione, że musi opowiadać o mechach, tylko być na podstawie jednej z prac Różalskiego. Ja wybrałem gnomy ;) Bo uważam je za zabawniejsze i przyjemniejsze niż kolejny(choć przyznaję, robiący wrażenie) obraz 40 metrowego mecha węglowego, albo husarza z rakietnicą.

 

Przykro mi jeśli ktoś się zawiódł…Ale jest mech na drzewach!

A gdzie w przedmowie tytuł grafiki? Zasady konkursu w tym zakresie są jasne…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Poprawione. Przez to, że ten podpunkt był przekreślony(bo później pozwolono na grafiki) musiałem zamieszać coś :)

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Już jest ok. Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Najlepsze opowiadania w tym konkursie okazały się nie o mechach, a o krasnoludkach. Dziwy nad dziwami!

Fajne, choć trochę sierotką Marysią zajeżdża i Pimpusiem Sadełko.

Popraw zapis dialogów – po kropkach zaczynamy wielką literą. Pisze się “niegłupio”. No i ta ciupaga mi nie pasuje. Jest siekierka, to może zamiennie toporek?

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Fajne. :)

Choć w końcówce za bardzo się rozpędziłeś, te cztery kury to lekka przesada. :)

Rzadko tak się mi się zdarza, ale czym dalej, tym trochę gorzej. Początkiem mocno wciągnąłeś, środek trzymał, ale koniec już odpuścił. ;)

Dobra postać gnoma, niektóre teksty zabawne i wpisują się w klimat. Wartko rozpisana pogoń, a raczej lot ;), za lisem.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Sympatycznie i nie ma mechów.

A mnie się końcówka bardziej podobała – jak lis zaczął mówić i się dogadali. Spółka niecodzienna i początkowo nic na to nie wskazywało.

Napisane w miarę przyzwoicie, ale trochę mi przeszkadzały psie określenia używane w stosunku do lisa. W pewnym momencie pomyślałam, że jakiś Burek też wziął udział w przygodzie.

Zapieram jeden onuc o wystający korzeń i momentalnie zwalniamy.

Onuca jest rodzaju żeńskiego. I nie wyobrażam sobie, jak można ją zaprzeć. Toż to kawałek materiału, miękki.

Babska logika rządzi!

@Finkla 

Kajam się. W dodatku błąd jest podwójny, bo to jest przy okazji autorskie „każdy wie o co cho” W myślach miałem piętę. Nie dość, że złe słowo, to jeszcze źle odmienione! No nic, edytowałem, by następni czytelnicy nie mieli zawrotu głowy od genderyzmu.

Dziękuję.

 

@Darcon

Dziękuję za opinię.

@Staruch

Dziwna sprawa, bo właśnie zacząłem ten zapis dialogów odkąd dostałem reprymendę odwrotną! Niestety, moja wiedza z zakresu języka polskiego nie pozwala mi na ocenienie, która z porad jest rzetelna. Będę szukał odpowiedzi i dostosuję się.

Pozdrawiam i dziękuję również za opinię.

Bardzo mi się podobało, choć podobnie jak Darcon, najlepiej widzę czołówkę, a potem stopniowo mniej (choć nadal dobrze). Przyjemnie, na wesoło, z ciągłym humorem i z dobrą zabawą słowem. Bardzo fajny tekst :-)

"Szczeka raz, drugi, trzeci"

Lisy na wolności nie szczekają. W niewoli zaczynają dopiero po dwóch pokoleniach. No, po pierwszym z rzadka. Nie wiem czy nie zdarzają się wyjątki, ale jeśli tak, to nie należą one do standardowych zachowań.

@Wilk-zimowy(nie byle jaki!) Czytałem o badaniach nad lisami(jak pewien Rosjanin przez 40 lat z dzikich lisów bodajże z okolic puszczy Archangielskiej zrobił słodkie, futrzaste przytulaski). Natomiast jak jest z tym szczekaniem – hmm, nie wiem, chętnie się dowiem. Mam paru znajomych od weterynarii i hodowli, zapytam, dowiem się.

Dziękuję za opinie i pozdrawiam.

W przypadku wilków wygląda to na przykład tak, że pojedyncze szczeknięcia zdarzają się niesamowicie rzadko, w sytuacjach, gdy np. w pobliżu są młode i ma to być dodatek do warknięcia. Ale ów dodatek jest i tak czymś niezbyt częstym i nie bardzo przypomina psiego szczekania.

Co do samych lisów – faktem jest, że ich gardła mają spore możliwości, jeśli chodzi o wydawane dźwięki. Np. mogą robić coś w rodzaju kurzego piania. Tu masz nagranie z kilkoma przykładami: http://buzz.gazeta.pl/buzz/10,163497,16945739,zastanawialiscie-sie-kiedys-jakie-dzwieki-wydaja-lisy-wlasnie.html 

No i to jest pomysł na spółkę! Lis wywabia, a za wyjściem z kurnika gnom z ciupagą i SZAST-PRAST w łeb.

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bardzo przyjemne opowiadanie smiley Konkurs zaczął się dość mrocznie i ciężko, a teraz swoje pięć minut mają krasnale i humorystyczne opowiastki. Ale to dobrzesmiley

Pomyślałem, że byłoby to trochę nieuczciwe wobec mistrza Rożalskiego, gdybyśmy bazowali tylko na jego krwiożerczych wilkołakach i stalowych potworach. Przecież widać po pracach, że ma on też swoje poczucie humoru.

Fajne :)

Fajne :)

Całkiem zabawne, zaskoczyłeś mnie tym opowiadaniem. Zwłaszcza gdy był sam opis, spodziewałam się czegoś innego. Trochę mnie to wtrąciło z rytmu czytania, ale ogólnie było sympatycznie. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Rozśmieszył mnie pojedynek skrzata i lisa o zdobycz w postaci kury. Obaj zadziorni przeciwnicy są siebie zdecydowanie warci. I przesympatyczni. Podobało mi się, że podszedłeś do tematu lekko i z humorem.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do fragmentu, w którym opisujesz wiązanie kurzych łap do lisich. Pogubiłam się w tym miejscu i nie wiem, o co tu miało chodzić, co lekko wybiło mnie z rytmu. I kwestia technikaliów – głownie zapisy dialogów, ale to jest do wytrenowania. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Sympatyczny tekst, podoba mi się bardziej zwierzęca wizja krasnali (mioty, nory itd). Ogólna historia ubawiła, podobnie jak bohater i jego komentarze. Zakończenie też na plus – to się chłopaki najedzą. Coś czuję, że będzie to początek pięknej przyjaźni :)

Podsumowując: przyjemny i zabawny koncert fajerwerków z paroma interesującymi pomysłami :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fajny tekst. Taki lekki, sympatyczny i całkiem zabawny.

Napisany natomiast – przynajmniej momentami – gorzej, niż napisany mógłby, a nawet powinien być; szczególnie nie podeszła mi tutaj, że tak powiem, antropomorfizacja anatomii lisa; określanie jego pyska twarzą bądź ustami. Prócz tego momentami wykonanie po prostu kulało i kilka razy zwyczajnie się zgubiłem. Zwłaszcza z wyobrażaniem sobie finałowej sceny miałem problem, bo jest ona – oczywiście pomijając już fakt, że mamy tu do czynienia ze spółką uzbrojonego w ciupagę gnoma i gadającego lisa; spółką całkiem fajną i pomysłową przy tym – mało wiarygodna (żebym jak się starał, nie potrafię przekonać się do lisa biegnącego z kurą przywiązaną do każdej łapy) i przekombinowana. A tą metaforą z odwróconymi saniami – moim zdaniem nietrafioną – zabiłeś mi takiego klina, że musiałem przysposobić sobie całą scenę raz jeszcze. A i to tylko po to, by dojść do wniosku, że niepotrzebnie gmatwasz.

Ogólnie jednak podobał mi się i trochę siermiężny humor, i wartka, nietuzinkowa akcja, i wojowniczy karypel z ciupagą, i w końcu wesoły (o ile nie jest się drobiem), stuknięty finał.

Opowiadanie w sam raz na poprawę humoru i choć pewnie na niewiele ponad to, to i tak – moim zdaniem – jest dobrze.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Całkiem zacne opowiadanie o niełatwym nawiązaniu współpracy krasnoludka z lisem. ;)

Czytało się nieźle, a mogło być znacznie lepiej, gdyby w tekście nie było tylu błędów i usterek. :(

 

Wga­pia się tym tępym ryj­kiem i stro­szy wąsy. –> Na pewno gapi się ryjkiem, a nie oczkami?

 

Oczy ma jak ka­mie­nie w rzece, takie okrą­glut­kie, ciem­ne i po­ły­sko­we. –> …takie okrą­glut­kie, ciem­ne i po­ły­skli­we.

 

a puchu tyle, że po ko­la­na się prze­wa­lam. –> Co to znaczy przewalać się po kolana?

 

Od go­spo­dar­stwa za­sła­nia mnie łoza, lesz­czy­na i jesz­cze…Zaraz, co jest? –> Brak spacji po wielokropku.

 

nagle do­bie­ga mnie szyb­ki, na­ra­sta­ją­cy od­dech. –> Co to znaczy narastający oddech?

 

robię kilka pi­ru­etów na jed­nej nodze nim ple­ca­mi wpa­dam w mięk­ki śnieg. –> Wydaje mi się, że nie miał czasu na kilka piruetów i zrobił tylko jeden, kilkakrotnie obróciwszy się wokół własnej osi.

 

Ten za­gry­za się na kurze… –> Raczej: Ten wgryza się w kurę

 

Nie do­bie­gnę za nim, nie ma mowy. –> Raczej: Nie po­bie­gnę za nim, nie ma mowy. Lub: Nie do­gonię go, nie ma mowy.

 

Rze­mień, na któ­rym cią­gną­łem kurę już roz­wi­ja się z miej­sca zda­rze­nia… –> Którego zdarzenia? Do tej pory opisałeś kilka zdarzeń.

 

Drze­wa na­kła­da­ją się na sie­bie, prze­wra­ca­ją do góry no­ga­mi… –> Drzewa nie mają nóg.

 

po­wie­dzia­ło się A(co mi tam), to trze­ba po­wie­dzieć też B(ędzie tego). –> Brak spacji przed nawiasami. Literówka.

 

jak­bym za­miast żył miał la­bi­rynt wro­słe­go w skórę tru­ją­ce­go blusz­czu. –> …jak­bym za­miast żył miał la­bi­rynt wro­śnięte­go w skórę tru­ją­ce­go blusz­czu.

 

Ileż można się na­mę­czyć za jedno pta­szy­sko? –> Raczej: Ileż można się na­mę­czyć dla jednego ptaszyska?

 

Płuca młócą po­wie­trze jak dwa mie­chy… –> W jaki sposób płuca młócą?

 

Chce chwy­cić kurę w usta… –> Lisy nie mają ust.

 

za­ha­mo­wał przed­ni­mi ła­pa­mi, tyl­nie same wje­cha­ły na niego… –> …za­ha­mo­wał przed­ni­mi ła­pa­mi, tyl­ne same wje­cha­ły na niego

 

– Jakoś z żadnym nigdy nie rozmawiałem. – opuszczam powoli siekierę… –> – Jakoś z żadnym nigdy nie rozmawiałem. – Opuszczam powoli siekierę

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

chwi­lę niu­cha przez ziemi jakby cze­goś szu­kał… –> Chyba miało być: …chwi­lę niu­cha przy ziemi, jakby cze­goś szu­kał

 

Po twa­rzy roz­le­wa mu się taka roz­kosz… –> Lisy nie maja twarzy.

 

– Eaeaj. – wy­beł­ko­tał coś z pod śnie­gu i wyjął pysk. –> – Eaeaj – wy­beł­ko­tał coś spod śnie­gu i wyjął pysk.

 

– Zgoda. – od­po­wia­dam po­wo­li ważąc słowa. – do­sta­niesz po­ło­wę, którą już zma­sa­kro­wa­łeś. –> – Zgoda – od­po­wia­dam, po­wo­li ważąc słowa. – Do­sta­niesz po­ło­wę, którą już zma­sa­kro­wa­łeś.

 

W kur­ni­ku roz­pę­tu­je się istny chaos, kury za­czy­na­ją gubić pióra wy­ska­ku­jąc z po­mię­dzy półek. –> Skoro rzecz dzieje się w kurniku, to raczej: …kury za­czy­na­ją gubić pióra, wy­ska­ku­jąc spo­mię­dzy grzęd.

 

Kogut pod­ska­ku­je zdzi­wio­ny, my­śląc, że słoń­ce już świta. –> Słońce nie świta, świta dzień, gdy wschodzi słońce.

 

Z reszt­ki rze­my­ków zro­bi­łem sobie pasek pod czap­kę…–> Z reszt­ki rze­my­ków zro­bi­łem sobie pasek do czapki

 

do­strze­gam zzia­ja­ną, choć uśmiech­nię­tą twarz lisa z fio­le­to­wym guzem na nosie… –> Lisy nadal nie mają twarzy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka