- Opowiadanie: SzaroBury - Spójrz na te liście

Spójrz na te liście

Tekst inspirowany pracą Jakuba Różalskiego pt. “Just look at the flowers”, gdzie trafiamy do uniwersum Wiedźmina stworzonego przez  Andrzeja Sapkowskiego.

Jest to mój debiut na łamach “Nowej Fantastyki” – mam nadzieję, że tekst przypadnie Wam do gustu. Dziękuję za Wasz czas i liczę na kreatywne, konstrukcyjne uwagi względem tego opowiadania. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Spójrz na te liście

 

Ogary poszły tropem.

Kilkuletnia Nawojka biegła szpalerem drzew, uciekając przed gnającymi jej śladem psami. Była zmęczona i bardzo przerażona. Chciała znaleźć babcię, która o poranku wyszła do lasu zbierać grzyby. Choć słońce już dawno minęło punkt w zenicie, starki nigdzie nie było widać. Nikt nie przejmował się jej stratą, oprócz ośmioletniej dziewczynki o wielkich, orzechowych oczach. Gdy nikt nie patrzył poszła w las, śladem starej maci.

Idąc wydeptanym duktem, minęła Trzy Dęby i stojący podle nich święty głaz. Ruszyła dalej ku Leczniczym Źródłom, gdzie zwykle spędzała czas z babcią. Tym jednak razem wszystko było inaczej. Pośród drzew i paproci jęła unosić się mgła, a wraz z nią zawyły psy.

Biegła na oślep, byle szybciej i dalej od idącej jej śladem pogoni. Wiedziała, że nie ucieknie. Nie miała już sił. Potknęła się i upadła na leśne runo. Jej nóżka ugrzęzła pomiędzy wystającymi konarami. Próbowała się uwolnić, ale było już późno. Ogary wyłoniły się z mgły, niby widma, szczerząc ociekające śliną kły. Słyszała ich warczenie, ujadanie oraz czyjś głos. Pomimo strachu zrobiła się nagle bardzo senna. Ostatnim co zobaczyła była wysoka niewiasta o kręconych włosach, swobodnie opadających z pod kwiecistego wianuszka.

*

Truchła zatańczyły, gdy wiatr zadmuchał pośród gałęzi.

Wrony zakrakały doniośle, zatrzepotały czarnymi skrzydłami na tle nagich drzew, chcąc przegnać, a może ostrzec, idącego w ich cieniu mężczyznę. Białowłosy szedł powoli, ostrożnie stawiając kroki i bacznie obserwując okolicę, wiedział, że jest w niebezpieczeństwie. Zwykle nie zwracał uwagi na takie emocje jak strach, czy wątpliwości – tym jednak razem było inaczej. Wszystko było inaczej. Wychodząc z lasu czuł grozę – strach, którego nie potrafił okiełznać. Przed sobą widział polanę, gdzieniegdzie upstrzoną brunatnymi, groteskowo powykręcanymi drzewami. Na ich gałęziach, zamiast liści, kołysały się dziesiątki wisielców. Wiedźmin rozejrzał się. Szukał wśród trupów kogoś, kogo miał odnaleźć i przywieźć z powrotem do zamku Hagge – nie znalazł.

Przyglądał się trupom jeszcze przez chwilę, próbując zarejestrować jak najwięcej szczegółów. Zdecydowana ich większość należała do młodych kobiet, niekiedy dzierlatek, różnego stanu i pochodzenia. Było to łatwe do określenia po ich odzieniu i różnorakich ozdobach. W głębi polany stała niewielka chata oraz kolejne upiorne drzewa, zbyt jednak daleko, aby można było zidentyfikować wiszące tam ciała.

Psiakrew – zaklął w duchu. Musiał wyjść zza linii drzew, aby zbadać resztę wisielców i co ważniejsze, aby dostać się do opuszczonej, na pierwszy rzut oka, chaty. Rzecz nie byłaby denerwująca, gdyby nie fakt, że wchodzący na polanę wiedźmin był zupełnie odsłonięty i widoczny dla każdego, kto obrałby sobie to miejsce za kryjówkę. Obawiał się niespodziewanego ataku. Szedł więc przygarbiony, na szeroko rozstawionych nogach, a jego dłonie mocno zaciskały się na rękojeści miecza. Denerwował się – nie byłoby w tym żadnej sensacji, gdyby nie fakt, że był wiedźminem. Jemu podobni łowcy potworów byli pozbawiani emocji w długotrwałym procesie mutacji po to właśnie, aby mogli bez przeszkód wykonywać swój fach. Jak było w rzeczywistości trudno dociec. Prawdą było jednak to, że czuł strach wyraźnie jak nigdy dotąd.

Zatrzymał się przed niewysokim płotem – znaczna jego część uległa już rozpadowi, pozostała trzymała się na słowo honoru. Kryta gontem drewniana chata porosła mchem i wszelakim innym zielskiem pobudzała jego medalion, który intensywnie drżał w jej bliskości. Dach zapadł się w połowie, wpuszczając nieco światła do wnętrza, rozświetlając brudne i stare błony okienne. Wiedźmin obszedł sadybę. Zajrzał do środka przez wyrwę w ścianie. W snopach bladego światła widział tańczący w powietrzu kurz, opadający na zniszczone sąsieki i komody – oglądał czarną izbę. Odstąpił i poszedł szukać wejścia – znalazł je. Drzwi wisiały na wyciągniętych zawiasach. Naparł na nie i momentalnie odskoczył. Wewnątrz domostwa dostrzegł blade kadaweryczne postacie o wielkich czarnych oczach. Intensywnie spozierały i wyciągały ku niemu widmowe ręce. Zaraz też usłyszał ich głosy, a raczej lament.  

– Wyzwól! Wyzwól nas! – ochrypły, niski głos starca przebija się ponad wrzawę.

– Ratunku! – piszczy małoletnia dziewczynka. – Chcę do domu! Chcę do mamy! – słychać szloch i płacz innych dzieci. Krzyki kobiet i mężczyzn.

– Gdzie jesteś babciu!?

*

– Gdzie jesteś babciu? Babciu? – Nawojka przebudziła się z koszmarnego snu. Poczuła chłód i wilgoć zlepiającą kosmyki jej włosów. Ze zgrozą zorientowała się, że nie leżała na sienniku, a na leśnym runie. Podniosła się na czworaki. Dookoła panowała ciemność, gdzieniegdzie jedynie upstrzona srebrzystymi refleksami wilgoci i pajęczyn.

W mroku coś zaszeleściło.

– Babciu? Babciu, to ty? – dziewczynka próbowała dostrzec znajomą sylwetkę, ale było to niemożliwe. Zawołała jeszcze raz i drugi, po czym zamilkła, słysząc czyjeś kroki. Skuliła się pod krzewem paproci i czekała. Czekała, aż obudzi się, bo przecież to musiał być sen.

– To nie sen, myszko – melodyjny kobiecy głos rozbrzmiał tuż obok. – Jesteśmy w Szepczącym Lesie, a tu, jak wiesz, dzieją się dziwy. Chodź, zabiorę cię do babci.

Nie chciała się ruszyć, ale w głosie nieznajomej rozpoznała te same emocje co u swojej mamy. Dziewczynka wyciągnęła dłoń i dotknęła materiału – lnianej sukni. Czyjaś delikatna ręka, choć chłodna w dotyku, złapała ją i wyciągnęła z ukrycia. Usłyszała lekki, ciepły śmiech i zaraz też ujrzała niezwykle piękną niewiastę o czarnych kręconych włosach opadających z pod plecionego wianuszka. Chciała zapytać kim jest i co tutaj robi. Jak przegnała ogary, bo przecież widziała ją wcześniej. Skąd wie, gdzie jest babcia i dlaczego… dlaczego wszędzie panuje taka dziwna mgła.

– Chodź, kruszynko. Zaprowadzę cię – powiedziała, a jej głos wydał się Nawojce wyjątkowo bliski. – Wystarczy, że będziesz trzymała moją dłoń. Chodź. Zaprowadzę cię do mojej chaty. Tam czeka już twoja babcia.

*

Cisza.

Stał w milczeniu. W bezruchu siedziały też wrony, które bezszelestnie zleciały się na okoliczne drzewa. Ptaszyska obserwowały polanę. Przekrzywiały łeb podążając za wiedźminem. Mężczyzna odstąpił od obejścia. Widma zniknęły pozostawiając po sobie pustą, ziejącą chłodem, izbę.

Będę potrzebować czarodziejskiej pomocy – pomyślał z goryczą. Nie przepadał za czarodziejami. Wielokrotnie wykorzystywali go do własnych celów, nie raz pragnęli śmierci, ale przede wszystkim obdarzali go wyłącznie pogardą. Może w takim razie Baltazar? Spotkał go w trakcie śledztwa, gdy szukał podobnie zaginionej dziewczyny. Nie udało się jej znaleźć, ale znajomość pozostała. Byli też inni, których spotkał po drodze: Młoda akrobatka z Tretogoru, zielarka z Mallase, naukowiec z Oxenfurtu i jego ochroniarz, najemnik z Brothe. Wszyscy w jakimś stopniu byli zaangażowani w jego sprawę. Dzięki ich pomocy dotarł tutaj, do Szepczącego Lasu.

W głębi polany, na niewielkim wzgórzu, stała odwrócona do niego plecami wysoka niewiasta. Jak mógł jej wcześniej nie zauważyć? Przed oczami stanęło mu wspomnienie pustych czarnych oczu. Usłyszał przenikliwy bolesny pisk – ustąpił, ledwie się zaczął. Białowłosy otrząsnął się i poprawił chwyt na rękojeści miecza. Zbliżając się czuł rosnący niepokój, wręcz paraliżującą grozę, która zaczynała wypełniać każdą jego myśl. Wyczulony na magię wiedźmiński medalion wibrował nieustannie. Gdy kobieta odwróciła się, wiedźmin zatrzymał się.

Patrzyła na niego młoda panna o kasztanowych oczach i burzy czarnych loków opadających z pod plecionego wianuszka. Odziana w prostą suknię ściągniętą w pasie misterną plecionką, wyglądała identycznie do kobiety, której poszukiwał.

Kobieta nie odzywała się. Patrzyła, a raczej przeszywała go spojrzeniem pozbawionym jakichkolwiek emocji.

– Doskonale, że jesteś, wiedźminie – usłyszał jej głos choć nie poruszała ustami. – Muszę wrócić do domu, do moich komnat na zamku w Hagge. Jak rozumiem kasztelan i zarazem mój ojciec, wysłał cię na moje poszukiwania. Za serce mnie tym ujął… on oraz ty, że sprostałeś pokładanej w tobie nadziei.

Nie mógł się poruszyć, ani odezwać. Paraliżowało go zaklęcie.

– Tak, białowłosy, masz rację – przeczytała jego myśli. – Byłam jej końcem i zarazem nowym początkiem. Uwolniłam jej esencję i wykorzystałam naczynie jakim było jej ciało. Ciało, które zapamiętało czym jest ojcowska miłość. Zabierzesz mnie zatem do ojca, do Hagge, i powiesz mu dokładnie to co chcę, aby od ciebie usłyszał…

– I co dalej? – z trudem wyksztusił słowa ze ściśniętego zaklęciem gardła. – Omamisz czarostwem Wetera i jego załogę? Może jeszcze się każesz, kurwa, mianować kasztelanką?

– Nie, wiedźminie, nie będę żadną kasztelanką – postąpiła ku niemu. Wyciągnęła dłoń i dotknęła jego policzka. Jej dotyk kłuł zimnem i zarazem uspokajał. – Będę sobą i nią jednocześnie, a gdy przyjdzie czas, porwę następną niewiastę i przeżyję jej czas. Tak jak robiłam to dotąd.

– Czym ty, kurwa, jesteś? – zasyczał, czując jak powoli traci świadomość.

*

Wiodła ją na polankę, gdzie stała drewniana kryta gontem chatka. Z niewysokiego kominka unosiły się kłęby dymu, a zza okiennych błon rozlewała się ciepła, przyjemna poświata. Dziewczynka westchnęła na widok udekorowanego leśnymi ziołami i kwiatami płotka. Razem z nieznajomą dotarły do otwartej furtki i zaraz znalazły się przy drzwiach do domku. Nawojka zatrzymała się, czując nagłe ukłucie bólu w okolicy serduszka.

– Co się stało myszko? – Piękna niewiasta kucnęła przed nią i objęła ją. – Babcia czeka za tymi drzwiami, widzisz? – wskazała na dym z kominka. – Właśnie przyrządza nam strawę z zebranych w lesie grzybów. Wiesz przecież, że jeżeli idzie o gotowanie, twoja babcia zaliczana jest do prawdziwych mistrzyń. Chodź…

– Nie… nie mogę. Nawet nie wiem, jak się nazywacie pani.

Kobieta uśmiechnęła się i pogładziła ją po włosach. Pocałowała ją w czółko. Nawojka momentalnie poczuła jak robi się senna.

– Mam wiele imion, kruszynko, ale najczęściej wołają mnie Jaga… Baba Jaga.

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

– Czym, Ty kurwa, jesteś – zasyczał czując jak powoli traci świadomość. – ty małą literą, przecinek po ty, a na zakończenie znak zapytania, a po “zasyczał” przecinek. Czyli zapis powinien wyglądać tak: – Czym ty, kurwa, jesteś? – zasyczał, czując

Trochę brakuje Ci przecinków, a gdzieniegdzie pojawiają się, choć nie są konieczne.

– To nie sen, myszko – melodyjny kobiecy sopran rozbrzmiał tuż obok. – wydaje mi się, że “sopran” dotyczy tylko śpiewania, głos może być wysoki, niski, kuszący, chropawy itd.

Wybrałam tę samą grafikę, ale poszłam zupełnie innym torem. Fajne jest to, że patrzymy na te same obrazki, a historia snuje się nam całkiem odmienna. Całkiem fajny pomysł na nowe wcielenie Baby Jagi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mocno dziękuję za zwrócenie uwagi z tymi przecinkami – fakt, to moja najsłabsza strona i staram się jak mogę, żeby to nadrobić. Dziękuję!

To prawda! Możliwość doświadczenia innej perspektywy tej samej ilustracji jest fascynująca. Baba Jaga chodziła mi po głowie od jakiegoś już czasu. Widząc okazję w konkursie, zrealizowałem część pomysłu. 

Hmmm. Mam wrażenie, że obie części historii słabo się łączą. Spokojnie można wywalić Nawojkę, która nie bardzo pasuje do obrazu.

Przeszkadzało mi, że ciągle powtarzasz opis kobiety. Tym bardziej, że robisz w nim błąd.

Interpunkcja faktycznie mocno kuleje. Na początku masz stylizację, która potem słabnie. Jak już stylizować, to równomiernie.

Ostatnim co zobaczyła była wysoka niewiasta o kręconych włosach, swobodnie opadających z pod kwiecistego wianuszka.

Spod. BTW, przecinki po “ostatnim” i “zobaczyła”. Wianuszki zazwyczaj są z kwiatków, to podkreślenie kwiecistości dziwnie wygląda.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za zwrócenie uwagi. Za pomocą dwóch historii chciałem pokazać dwie różne linie czasu. Teraźniejszość (Wiedźmin) przeplata się z przeszłością (Nawojka). Pomyślałem, że w ten sposób urozmaicę całość.

Nawiązując do dwóch czasoprzetrzeni chciałem w ten sposób zaznaczyć, że to jedna i ta sama postać. Faktycznie, teraz jak to czytam, to obie czasoprzestrzenie są za słabo zarysowane i powtarzanie opisu staje się niepotrzebneg. Nauczka na przyszłość – dziękuję.

Będę miał na to uwadze podczas pisania kolejnych tekstów i mam nadzieję, że publikując tutaj i otrzymując konstruktywną krytykę, będę mógł dalej rozwijać swoją pasję.

 

Krytyki ci u nas dostatek. Zazwyczaj konstruktywnej. :-)

Babska logika rządzi!

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Napisane nieźle, jednak jest sporo do poprawienia. Zdarzają się kulawe zdania, powtórzenia lub niepotrzebnie powtarzane opisy postaci albo łamiący rytm szyk zdania itp. Co jakiś czas zwracasz się pośrednio do czytelnika tłumacząc mu niepotrzebnie pewne kwestie, jak np. mutacje wiedźmina. Pewne wyrazy jak rejestrować, identyfikować, śledztwo itd. troszkę mi zgrzytają w świecie fantasy, mimo że to (podobno postmodernistyczny) świat Sapkowskiego.

Ogólnie wrażenia pozytywne chociaż ostatecznie nie mam pojęcia co się stało z Wiedźminem, kim była i jakie moce posiadła Baba Jaga, co dalej z tą Nawojką, co znaczy kadaweryczne postacie itp. Trochę mało przejrzyste fabularnie to opowiadanie, chociaż ma swój klimat.

Kilka uwag:

 

Zwykle nie zwracał uwagi na takie emocje jak strach, czy wątpliwości – tym jednak razem było inaczej. Wszystko było inaczej. Wychodząc z lasu czuł grozę – strach, którego nie potrafił okiełznać.

 

Strach – strach. drugi bym wywalił.

 

Rzecz nie byłaby denerwująca, gdyby nie fakt, że wchodzący na polanę wiedźmin był zupełnie odsłonięty i widoczny dla każdego, kto obrałby sobie to miejsce za kryjówkę. Obawiał się niespodziewanego ataku. Szedł więc przygarbiony, na szeroko rozstawionych nogach, a jego dłonie mocno zaciskały się na rękojeści miecza. Denerwował się – nie byłoby w tym żadnej sensacji, gdyby nie fakt, że był wiedźminem.

 

denerwująca – denerwował. Samo określenie "rzecz denerwująca" trąci kolokwializmem nieprzystającym do narratora.

 

Wielokrotnie wykorzystywali go do własnych celów, nie raz pragnęli śmierci, ale przede wszystkim obdarzali go wyłącznie pogardą.

 

Chyba "jego śmierci" bo wychodzi, że swojej.

 

Odziana w prostą suknię ściągniętą w pasie misterną plecionką, wyglądała identycznie do kobiety, której poszukiwał.

 

Identycznie jak kobieta.

 

Nawojka momentalnie poczuła jak robi się senna.

 

Że robi się senna.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hej :)

Jak na debiut to całkiem nieźle. Widać, że chciałeś wyjść poza sztampową kompozycję. To się chwali. Ba! To jest godne podziwu. Teraz tylko trzeba popracować nad właściwym przekazem, tak, co bym nie musiał już po dwa razy czytać Twojego opowiadania, żeby zrozumieć, co czytam ;)

 

No i Sapkowski. Wiem czym się kierował Różalski, ale czy to konieczne, aby iść tym tropem? Nie cierpię fanfików… ;)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

Była zmęczona i bardzo przerażona.

Czy można być przerażonym tylko trochę? 

– Gdzie jesteś[+,] babciu!?

wysoka niewiasta o kręconych włosach, swobodnie opadających z pod kwiecistego wianuszka.

Tę frazę powtarzasz trzy razy.

Pomysł fajny :)

Witaj smiley

Na wstępie napiszę, że historia spodobała mi się (sama pisałam do tej grafiki smiley ). Lubię uniwersum Wiedźmina, pomysł z dwoma liniami czasu też fajny.

 

Powtarzający się opis Baby Jagi trochę rozpraszał, choć rozumiem co chciałeś osiągnąć. Może gdyby nie był tak podobny, brzmiałoby to lepiej. Również te miejsca zwróciły moją uwagę :

Zaraz też usłyszał ich głosy, a raczej lament.

Patrzyła, a raczej przeszywała go spojrzeniem pozbawionym jakichkolwiek emocji.

Tutaj drugi raz użyta konstrukcja zdania mnie raziła. Według mnie lepiej pominąć ten początek.

 

W snopach bladego światła widział tańczący w powietrzu kurz, opadający na zniszczone sąsieki i komody – oglądał czarną izbę.

Nie za bardzo rozumiem to zdanie.

Mało komentarzy, a jednak warto tu było zaglądnąć.

 

Podoba mi się przeplecenie dwóch wątków (choć końcowa scena wymagałaby dopracowania, a już po przeczytaniu przyszła myśl “co tam robiły ogary?”). Podoba mi się sposób, w jaki budujesz zdania. Spróbuj jednak czasem poeksperymentować z kolejnością wyrazów, np. w "Pomimo strachu zrobiła się nagle bardzo senna" przesunięcie tego “nagle” na początek chyba lepiej się skomponuje z resztą akapitu (przynajmniej ja mam takie odczucie, kto inny może uważać inaczej).

 

Co do braku dopowiedzenia co się stało z wiedźminem… Tu akurat to pasuje. Jeśli na moment założy się, ze nie on jest główną postacią tego tekstu, to niedopowiedzenie w tym fragmencie nie psuje lektury, a wręcz ją wzbogaca.

 

Czytało się ciekawie.

 

Pogubiłeś się, Autorze, na samym początku. W pierwszym zdaniu Nawojka biegnie, uciekając przed ogarami, w drugim akapicie idzie, a potem znów biegnie. Niedopracowanie albo brak zdecydowania się kłania. Plus jakieś usterki techniczne, w tym kulejąca interpunkcja.

Natomiast z pewnością na plus, moim skromnym zdaniem, są postać Jagi (zdecydowanie odmienna od klasycznego wizerunku) oraz zakończenie, czyli przegrana wiedźmina.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Już na wstępie zaliczyłem zgrzyt. Niby poszły ogary, niby potem dziewczynce brakuje tchu, ale sam fragment bardzo nieśpieszny.

Potem jest lepiej, inne spojrzenie na Babę Jagę zawsze w cenie. Fragmenty Nawojki znacznie lepsze od tych wiedźmińskich (poza tym pierwszym). Lepiej rozpisywałeś jej uczucia i perspektywę.

Koniec końców tekst mocnego wrażenia na mnie nie wywarło. Ot, niezły tekścik, z lekkimi problemami technicznymi.

Podsumowując: okej, ale bez większych fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mam mieszane uczucia. Postać Baby niesztampowa, ale… to tylko szkic. Nie wyniosłem z szorta żadnego morału, nie umiem w głowie ułożyć sobie żadnego podsumowania – ot, scenka z życia wiedźmina i potwora(?). Trochę za dużo tu podążania szlakiem przetartym przez książki i serię gier. Dodatkowo stylizacja wyszła tak sobie, czytało się raczej ciężko.

Jest okej, ale tylko okej.

No nie kupiło mnie, niestety.

Wiedźmin zawsze na propsie, wiadomo, ale ten Twój okazał się zupełnie nijaki, zupełnie pozbawiony klimatu. Gdyby nie słowa-klucze – “wiedźmin”, “białowłosy” “wibrujący medalion”, pewnie nawet bym nie pomyślał, że bohaterem jest Geralt. Spokojnie mógłbyś go zastąpić pierwszym z brzegu rębajłą, najemnikiem albo nawet czarodziejem, a tekst nic by na tym nie stracił. Choć pewnie też i by nie zyskał.

Zawodzi również sama fabuła; szczątkowa, niejasna i z urwanym finałem. Nie mam pojęcia, co tak naprawdę miał wnosić do opowieści epizod z Nawojką. Okey, dziewczynka pojawia się jako duch w epizodzie wiedźmińskim, łącząc oba wątki, ale, tak naprawdę, co z tego? Co to wnosi do opowieści? Jest twist z wyjawieniem personaliów antagonistki, ale też, moim zdaniem, nie robiący jakiegoś wielkiego wrażenia. Nie takiego w każdym razie, by usprawiedliwiało ono poświęcenie Nawojce i jej leśnej przygodzie i pi oko połowy opowiadania. Zwłaszcza, że sama Jaga, jako Jaga, również nie robi większego wrażenia.

Zdecydowanie wolałbym, żeby zamiast tego rozbijania się na drobne, historia skupiła się w całości na wiedźminie; byś pokazał mi, że masz prawdziwego Geralta, a historia – pełnoprawne, sensowne zakończenie.

Zdecydowanie najlepiej tekst wygląda od strony technicznej. Nie jest idealnie, bynajmniej – zawodzi głównie interpunkcja i niekonsekwentne, trochę na siłę, a przy tym nie do końca trafne próby stylizacji (”mać” oznacza “matkę”, wiec ni jak mi nie pasuje do babci), ale i tak czytało się zupełnie przyjemnie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Mam wrażenie, że ta historia chyba nie jest skończona.

Zacząłeś od Nawojki szukającej babci, potem wplotłeś wątek z wiedźminem, pokazałeś chatę na polanie, połączyłeś to wszystko brunetką w kwietnym wianuszku, a ja, skończywszy czytać, nie mam pojęcia, dlaczego babcia dziewczynki nie wróciła z grzybobrania, nie wiem, co się stało z wiedźminem i tylko domyślam się, że Nawojką „zaopiekowała się” Jaga.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Gdy nikt nie pa­trzył po­szła w las, śla­dem sta­rej maci. –> Mać to matka, a dziewczynka, zdaje mi się, szuka babci.

 

jęła uno­sić się mgła, a wraz z nią za­wy­ły psy. –> Czy to znaczy, że mgła też zawyła?

 

Jej nóżka ugrzę­zła po­mię­dzy wy­sta­ją­cy­mi ko­na­ra­mi.Konary to grube gałęzie wyrastające z pnia; nie wydaje mi się, aby noga biegnącej dziewczynki mogła w nich ugrzęznąć.

Pewnie miało być: Jej nóżka ugrzę­zła po­mię­dzy wy­sta­ją­cy­mi korzeniami.

 

opa­da­ją­cych z pod kwie­ci­ste­go wia­nusz­ka. –> …opa­da­ją­cych spod kwie­ci­ste­go wia­nusz­ka.

 

Przed sobą wi­dział po­la­nę, gdzie­nie­gdzie upstrzo­ną bru­nat­ny­mi, gro­te­sko­wo po­wy­krę­ca­ny­mi drze­wa­mi. – Skoro rosły na niej drzewa, to nie była to polana. Drzewa niczego nie pstrzą.

Za SJP PWN: polana «niezadrzewione, porośnięte trawą miejsce w lesie»

upstrzyć  1. pot. «pokryć powierzchnię czegoś plamkami w innym kolorze niż tło» 2. pot. «o owadach: poplamić powierzchnię czegoś odchodami w postaci czarnych kropek» 3. pot. «wpleść do czegoś zbyt dużo niepotrzebnych lub błędnych elementów»

 

Przy­glą­dał się tru­pom […] Zde­cy­do­wa­na ich więk­szość na­le­ża­ła do mło­dych ko­biet… –> Czy trupy należą do kogoś?

 

Kryta gon­tem drew­nia­na chata […] Zaj­rzał do środ­ka przez wyrwę w ścia­nie. W sno­pach bla­de­go świa­tła wi­dział tań­czą­cy w po­wie­trzu kurz, opa­da­ją­cy na znisz­czo­ne są­sie­ki i ko­mo­dy… –> Skoro wiedźmin zajrzał do chaty, to jakim sposobem zobaczył niej sąsieki?

Za SJP PWN: sąsiek «część stodoły, gdzie składa się zboże, siano, słomę»

 

Sku­li­ła się pod krze­wem pa­pro­ci i cze­ka­ła. –> Paproć nie jest krzewem.

Za SJP PWN: krzew «roślina drzewiasta rozgałęziająca się na wiele równorzędnych pędów, przeważnie przy ziemi»

 

o czar­nych krę­co­nych wło­sach opa­da­ją­cych z pod ple­cio­ne­go wia­nusz­ka. –> …o czar­nych krę­co­nych wło­sach, opa­da­ją­cych spod ple­cio­ne­go wia­nusz­ka.

 

Pta­szy­ska ob­ser­wo­wa­ły po­la­nę. Prze­krzy­wia­ły łeb po­dą­ża­jąc za wiedź­mi­nem. –> Czy wszystkie ptaszyska miały jeden łeb?

 

Wie­lo­krot­nie wy­ko­rzy­sty­wa­li go do wła­snych celów, nie raz pra­gnę­li śmier­ci… –> …nieraz pra­gnę­li śmier­ci

 

i burzy czar­nych loków opa­da­ją­cych z pod ple­cio­ne­go wia­nusz­ka. –> …i burzy czar­nych loków, opa­da­ją­cych spod ple­cio­ne­go wia­nusz­ka.

 

wy­glą­da­ła iden­tycz­nie do ko­bie­ty, któ­rej po­szu­ki­wał. –> …wy­glą­da­ła iden­tycz­nie jak kobieta, któ­rej po­szu­ki­wał.

 

Pięk­na nie­wia­sta kuc­nę­ła przed nią i ob­ję­ła . –> Czy drugi zaimek jest konieczny?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka