- Opowiadanie: wybranietz - (ni)czym skorupka

(ni)czym skorupka

 

 

NIE SKROLUJCIE NA DÓŁ BY ZOBACZYĆ GRAFIKI.

Serio.

Serio serio.

Dla Waszej czytelniczej satysfakcji: nie róbcie tego.

 

 

 

Grafiki inspirujące to wanderer i warrior pose

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

(ni)czym skorupka

 Czasami, kiedy w letnie wieczory siadali dookoła ogniska, dziadek opowiadał im o dzielnych bohaterach i okrutnych bestiach. Nek słuchał z zapartym tchem. W opowieściach potwory już z daleka oznajmiały swoje nadejście wyciem i donośnym tupaniem. Ziemia drżała, mieszkańcy czekali, napięcie wzrastało, umacniano postanowienia, a męskość krzepła w gotowości do działania. Najodważniejsi wychodzili potworowi naprzeciw, toczyli bój na śmierć i życie, o zdobycie chwały i ocalenie domu.

Czerwień płomieni kładła się ciepłym, matowym światłem na Neku i jego rodzeństwie. Dookoła nich tańczyły cienie, wyskakiwały ze wszystkich zakamarków, spomiędzy krzewów, zza drzew. Dziadek mówił też o Starych Bogach, którzy poszaleli, i w zimowe wieczory skradają się na obrzeżach wiosek, by porywać nieuważnych wędrowców, ale nie wiedział, dlaczego to robili. Z zemsty? Przez samotność?

Kiedy Nek słuchał, to bohaterstwo było takie łatwe, takie oczywiste, ot, naturalna kolej rzeczy: nadchodzi niebezpieczeństwo, mężczyzna staje do walki.

Wymykał się potem do lasu ze starym toporem i na powietrzu ćwiczył zabijanie, czekając na swoją szansę. Najpierw bił potwory, potem przyjmował kwiaty i całusy; nikt nie zobaczyłby rumieńca, bo twarz miałby zbryzganą krwią.

Potwora, oczywiście.

Oczywiście.

 

***

 

Nic nie uprzedziło ich o niebezpieczeństwie. Potwór wpadł w sam środek wioski, chwycił Asza w zęby, podniósł – pyskiem sięgał ponad dachy – zaczął mielić go w paszczy. Wypluł po chwili, widać stare ciało nie było dość zachęcające; mężczyzna uderzył z głuchym jękiem o cembrowinę studni, upadł obok niej i leżał bez ruchu. Bestia szturchnęła go łapą, pochyliła łeb, Nek nawet z oddali widział ogromne pazury i wielkie zęby. Potwór węszył. Nek czekał, napięcie wzrastało, ale męskość nie krzepła, wręcz przeciwnie, wyciekała na ziemię. Ktoś odepchnął go na bok. Bestia skoczyła z ogłuszającym łoskotem między budynki, potężnym ogonem rwała gonty, przewróciła się na grzbiet, burząc ściany, odsłaniając miękkie podbrzusze, jakby chciała pokazać ich bezradność. Wstała, otrząsnęła się, w zęby chwyciła coś…

– Masia, nie! Masia!

Potwór zniknął, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Zapanowała pełna zaskoczenia cisza, słyszeli tylko urywany szloch matki.

Wkrótce dołączyły do niej innej głosy. Ktoś zwoływał pogoń, ktoś płakał, ktoś wzywał pomocy. Tylko Asz leżał nieruchomo. Tylko Nek stał w miejscu.

– Jesteś ranny? – zapytał ktoś.

Chłopak spojrzał na siebie – ciemna plama na spodniach mogłaby być krwią. Nie była. Poderwał się jak oparzony i uciekł do lasu.

Tym razem nie marzył o zwycięstwach.

Kiedy wrócił wieczorem, w całej wsi płonęły ogniska; iskry strzelały wysoko. Mieszkańcy stali w niewielkich grupkach. Cienie tańczyły za ich plecami. Nek krążył między nimi, ale nie miał odwagi zatrzymać się nigdzie na dłużej. Słuchał tylko szeptów.

– …jeden ze Starych Bogów polowań…

– …to od kiedy uprawiamy…

– …bezużyteczny…

– …łakną krwi…

– …Nek…

– …widzieliście?! – Śmiech.

– …mieszkają na lodowych wyżynach…

– …tchórzliwe….

Nie zabawił długo między nimi. Wrócił do chaty. Matka nie zadawała pytań, miała więcej wprawy w matkowaniu niż on w męskości.

– Następnym razem – powtarzał cicho przed snem, aż siostra uderzyła go w twarz poduszką.

 

***

 

Następnym razem wcale nie było lepiej.

Masi nigdy nie odnaleziono. Nek poszedł po starych tropach, widział ślady krwi – potem powiedziano mu, że ktoś zdołał zranić bestię. Próbował sobie wyobrazić, że to on, że on wznosi swój topór i… Ale jakoś nie potrafił. Ciągle pamiętał, że nie mógł nic zrobić.

Dlatego powiedział, że wraz z Marem będzie czuwał nad dzieciakami, wysłanymi do lasu po ostatnie owoce brusznicy. Przechodzili przez jedną z Długich Równin. Nek prowadził z ponurym zacięciem i, kiedy już prawie przeszli przez Długą Równinę, w oddali zobaczył jednego ze Starych Bogów. Zatrzymał się, wraz z nim dzieci. Patrzyły z rozdziawionymi ustami na bestię.

– Babcia mówi, że kiedyś byli naszymi przyjaciółmi – wyszeptała nieśmiało jedna z dziewczynek.

– Głupia! – zachlipała druga. – Gdyby byli, to by Masi nie zjedli!

Mar usiłował zepchnąć dzieciaki z Równiny. Stali przy samym krańcu, tuż na wyciągnięcie ręki rosły krzewy obiecujące schronienie, ale ktoś się potknął i przewrócił, ktoś na niego wpadł, podcinając tych najbliżej niego, ktoś zapłakał i wkrótce mała kupka rozgardiaszu na skraju Równiny zwróciła uwagę Starego Boga. Nek patrzył, jak potwór podchodził coraz bliżej. Sięgał nieba, kończyny ciągnęły się w nieskończoność, pazury zakrzywione jak sierpy, futro, które go porastało, musiało kłuć i parzyć jak pokrzywy. Pochylił łeb, odsłonił zębiska tak długie jak ręka chłopaka. Neka owionął oddech bestii – śmierdział zgnilizną. Był coraz bliżej, a dzieciaki wciąż tkwiły w niezgrabnej kotłowaninie.

Stary Bóg skoczył w ich stronę. Nek wiedział, że zaraz rozedrze małe ciałka na strzępy, zadepcze, zgniecie i pożre.

Nie myśląc wiele, chłopak pobiegł w las. Przedzierał się przez kolczaste poszycie, byle szybciej, byle dalej, zasłonił dłońmi uszy, byle tylko nie słyszeć odgłosów nadchodzącej jatki.

Nie wiedział potem, jak długo biegł. Był posiniaczony i podrapany, ubłocony i śmiertelnie zmęczony, kiedy wrócił do wioski. Słońce już zaszło, mężczyźni z pochodniami stali na placu.

Matka nie podbiegła do niego, z daleka tylko widział, jak wzdycha z niepewną ulgą. Rozejrzał się po zgromadzeniu. Coś złego wisiało w powietrzu. Powoli, jakby nieśmiało, zza czyichś pleców wyszedł Mar. Patrzył w ziemię, nie mógł, albo nie chciał, spojrzeć Nekowi w oczy.

– Chwilę po tym jak… Stary Bóg odwrócił się i pobiegł tam, skąd przyszedł. Wołałem cię, ale… – Mar mówił cicho, jakby to jemu te słowa sprawiały przykrość.

Nek chciał odpowiedzieć: dobrze, że dzieciaki całe, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Ciężka, lepka cisza, prawie namacalna, zaklejała mu usta. Pokiwał głową i zgarbiony, powłócząc nogami, poszedł do swojej chaty.

Nikt nic nie powiedział.

Nikt nawet nie drgnął.

Tylko pochodnie cicho trzaskały, jakby pytały: Czemu wróciłeś?

 

***

 

Nie było trzeciej próby.

Nek chudł i kurczył się, topniał wraz ze śniegiem, a kiedy przyszła wiosna, to pewnego dnia po prostu zniknął. Szukano chłopaka w lesie, ale bez entuzjazmu: pewnie każdy zadawał sobie pytanie, czy, i jak, Nek szukałby jego.

Najwyraźniej odpowiedź ich nie zadowalała, bo nikt go nie odnalazł.

Tylko matka ukradkiem ocierała łzy.

 

***

 

Nek uciekał, choć wyglądał, jakby wędrował. Czasem myślał, że zatrzyma się w innej osadzie, znajdzie sobie żonę, będzie dzielny, mężny i sprawiedliwy, ale kiedy tylko widział ślady czyjeś obecności: drogi, ścieżki, uprawy, to jakoś zupełnie bezwiednie zawracał, skręcał, wchodził głębiej w las.

Co jeżeli znowu zawiedzie?

Następnym razem, powtarzał sobie. Następnym razem.

Mocniej ścisnął kij podróżny.

Nawet nie zauważył, kiedy spadł pierwszy śnieg.

 

***

 

Stali na Okrągłej Równinie. On i Stary Bóg. Nek mógł uciekać, ale nie miało to znaczenia, z każdej strony czekała śmierć: ciała lub duszy.

 

 

wanderer

 

 

warrior pose

 

Koniec

Komentarze

Nareszcie krasnale! Co prawda z innego obrazu, ale były u mnie w jednym z pomysłów, miedzy którymi wybierałem :) Zostawiam otwartą kartę, by lada moment przeczytać tekst :) 

a męskość krzepła w gotowości do działania

Hmmm… Co chciałaś przez to powiedzieć? Czy na pewno wybrałaś najwłaściwsze słowa, żeby wyrazić to, co miałaś na myśli?

Zamieniłbym może pojawiający się gdzieniegdzie rzeczownik “ludzie”, bo przez niego opowiadanie wydaje się trochę oszukane. Może mieszkańcy wioski? Członkowie plemienia? Pobratymcy bohatera?

Podobnie poniższy ustęp

kończyny ciągnęły się kilometrami

Też trochę oszukuje, dałoby się zamienić ten opis tak, żeby nie zawierał pojęć z systemu metrycznego.

Podoba mi się zakończenie. Lubię takie zakończenia.

Krasnale – hura!

I całkiem nieoczywiste. I fajne. I smutne niestety, ale za to – bywa prawdziwe.

Zaiste, meandrują okrutnie myśli miss Wybranietz!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

@ wisielec

chodzi o dorastanie przez gotowość do zmierzenia się z niebezpieczeństwem – a krzepnięcia tam potrzebowała, by potem mogło nie krzepnąć, a wypływać 

 

Opowiadanie już nie oszukuje ;)

 

@wilk

capslockiem prosiłam żeby najpierw czytać, potem oglądać, bo tak to połowa niespodzianki w zakończeniu leży ;_; 

 

@Staruch

okrutne myśli ;>

I would prefer not to.

Podobało mi się, szczególnie opisy niemocy Janka i jego wyobrażeń o tym następnym razie. Bardzo to prawdziwe, życiowe. 

Wybrałabym jakieś inne imiona (najlepiej, żebyś sama je stworzyła) i postąpiłabym tak, jak radzi wisielec – unikała “ludzi”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

U :/ bo nie czytałem zanim przescrollowałem :( Wyszedł ze mnie kot zamiast wilka :( 

@bemik

ludzi już nie ma

co do imion to też racja – takie są chyba mniej ludzkie a jednocześnie nie całkiem nieludzkie – bo opowiadanie ma jednak trochę oszukiwać ;)

i dzięki za klika

 

@wilk

no bu.

I would prefer not to.

yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dobre. Nawet bardzo dobre. Mimo wszystko część zaskoczenia udało się zachować (myślałem, że w drugiej scenie napotkany został człowiek, a wychodzi na to, że niekoniecznie).

Jedna rzecz, która może być słabym punktem, to fakt, że gdyby w ogóle wyciąć grafikę, to opowiadanie sporo utraci. W sensie nie tyle współgranie czy uzupełnianie z grafiką, co częściowe uzależnienie odbioru od grafiki.

Choć z drugiej strony utraci nie wszystko. Potwory będą zwyczajnie innymi potworami. A co ważniejsze, nadal będzie to opowieść o strachu, marzeniach o jego przełamaniu, chęci pokonania własnych słabości i jednocześnie pełnej niemocy w tym działaniu (a jednak ostatnia scena okazuje się takim przełamaniem, czymś na pograniczu poddania się i zarazem zwycięstwa nad sobą).

No i jest to też opowieść o tym, co presja społeczna może zrobić z jednostkami (EDIT: zwłaszcza z młodymi ludźmi, co sugeruje tytuł) szukającymi akceptacji wśród swojego otoczenia. Dużo, bardzo dużo takich drugich den – i wbrew temu, co wcześniej napisałem o uzależnieniu od grafiki, najważniejsze rzeczy pozostają tu od niej niezależne (i w tym sensie to, ze najpierw widziałem na grafikę niewiele zmienia w odbiorze)

Idę kliknąć w wątku bibliotecznym.

Właściwie to przeklejam opinię z bety:

 

Rzeczywiście, inspiracja graficzna dość zaskakująca :D Opowiadanie fajnie mówi o odwadze i tchórzostwie, ruralny klimat mocno podkreślony.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję ;)

Dobrze, że jakaś część zaskoczenia się uchowała.

 

Co do grafiki – założenie było takie, że będzie ona częścią opowiadania, bez grafiki wyglądałoby inaczej ;)

 

I też o tym, co presja jednostki na siebie może z tą jednostką zrobić – Nek wie, że nie sprosta swoim ideałom, więc woli się zupełnie wycofać i tak długo, jak tylko może unika sytuacji w której musiałby się sprawdzić.

I would prefer not to.

Wybranietz – ja w kwestii formalnej. Przeczytaj dokładnie regulamin i wrzuć tytuły grafik, bo cię Cień zlinczuje.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Co ja myślę o Twoim stylu, to Ty wiesz. I tu jest podobnie – niby dużo słów, ale wszystko idealne, wszystko w punkt, wszystko niesie mnóstwo treści. Gdy trzeba jest poetycko, gdy trzeba dynamicznie, zawsze pięknie. 

Niezły pomysł też – poważna, żeby nie rzec – ponura treść (taka trochę nawet antybaśń), świetnie współgra z wyborem grafik i tożsamością bohaterów – dla mnie to wszystko nabiera cech jakiegoś posępnego humoru. 

Generalnie – znakomity tekst. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

NIE SKROLUJCIE NA DÓŁ BY ZOBACZYĆ GRAFIKI.

Najpierw przeskrolowałem, by zobaczyć grafiki, a później przeczytałem przedmowę.

Przepraszam XD

 

Ale i tak mi się podobało. Szczególnie zakończenie, wybrzmiało odpowiednio, hmm… gorzko.

Na plus również uczucie “zaszczucia”, które snuje się po tekście i tytuł – fajna zabawa słowna.

Z minusów – imiona, a także przejrzystość narracyjna. Czasem musiałem zwalniać, ułożyć to sobie… Ale niewykluczone, że zmęczony jestem. To był ciężki dzień.

Warsztat w porządku, tylko w tym gnieździe wielokropków zaplątało się kilka czterokropków. Napraw to lepiej, bo przyjdzie Reg i Cię zje ;)

 

Stempel jakości dla Ciebie, Wybraniecko. Trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

@Staruch

dzięki, zrobię to jutro, może ktoś kto nie cierpi na zespół niespokojnego przewijania się jeszcze trafi ;)

 

@thargone

dziękuję ;)

 

@Count

Nie ty pierwszy xD i pewnie nie ostatni.

Na szczęście mam tam do powiedzenia coś więcej niż tylko kontrastową niespodziankę.

Imiona, jak skrócone wersje ludzkich imion jakoś do krasnali pasują ;)

kropki poprawione i dzięki za kilka ;)

I would prefer not to.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wymykał się potem do lasu ze starym toporem i na powietrzu ćwiczył zabijanie

Ćwiczył zabijanie? Na powietrzu? Może po prostu ćwiczył? :p

tylko widział ślady czyjeś obecności

Czyjejś.

 

Nie chcę powtarzać po innych, ale ciekawa, niebanalna historia, gdzie każdy znajduje coś dla siebie. Bardzo dobre opowiadanie. :)

Z ćwiczeniem “na powietrzu” to trochę jak z ćwiczeniem “walki z cieniem”. Na cieniu nie ćwiczy się dosłownie, ale nazwa funkcjonuje w sportach walki. Czemu krasnale nie maiłyby mieć nazwy “na powietrzu”?

Bardziej niż na powietrzu, miałem na myśli ćwiczenie zabijania. Ćwiczył na powietrzu (np. właśnie sztuki walki) brzmi dobrze, ale ćwiczył zabijanie zupełnie mi nie gra. To tylko subiektywna ocena, więc nie trzeba się nią przejmować. :)

Bo mówimy o dwóch różnych rzeczach. Ty o ćwiczeniu na powietrzu w sensie na otwartym terenie. Ja o o wyobrażaniu sobie potworów i wyprowadzenie ciosów w powietrze, tak jak w przypadku “walki z cieniem” sportowcy wyobrażają sobie przeciwnika i jego ruchy :) 

Zdaję sobie z tego sprawę, po prostu sformułowanie “ćwiczył zabijanie” nie brzmi wg mnie najlepiej. :) Ćwiczyć, czy trenować można walkę, strzelectwo, polowanie itp. a nie zabijanie. To tak, jakby ćwiczył zdobywanie bramek. Trenuje się strzały, których gol jest efektem. Trenowanie zabijania, trochę jak trenowanie wygrywania. Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić, czemu mi to nie gra. ;)

Powtarzam, to subiektywne!

Tylko bohatera bardziej interesuje sam efekt niż droga, która do niego prowadzi. Czyli właśnie trenuje wygrywanie :)

No i trenowanie zabijania jest mniej praktyczne niż ćwiczenie walki, więc bardziej pasuje do rozmarzonego chłopaka.

I would prefer not to.

Całkiem niezłe. Zgadzam się, że gdyby nie grafiki, opowiadanie sporo by straciło – ale to chyba niewielka zbrodnia w tym konkursie :)

Precz z sygnaturkami.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Brakuje mi takiego solidnego podsumowania w tekście, że bohaterem jest krasny ludek, bo wystarczy zabrać grafikę, by tekst stał się niezrozumiały (a przynajmniej nie przekazał zaplanowanego pierdyknięcia). Ale to tylko moje zdanie.

 

Co do samego tekstu, to strasznie mi się z czymś kojarzy. Oczywiście nie wiem, z czym. Bohater ładnie tragiczny, Twój styl mi bardzo odpowiada, choć czasami trochę plączesz się w opisach. Nie spodziewałam się, że spodoba mi się świat krasnali, a tu proszę. Mam nadzieję, że Pies był bardziej ciekawski niż destrukcyjny i jedynie polizał Neka po czapce, a nie pożarł go razem z plecakiem i laską.

 

Czemu rasy mniejsze niemal zawsze nazywają ludzi “Bogami”? Ubolewam :(

Ale ja o tym nawet nie myślałam w kontekście bez grafiki ;)

Grafika musi być i tyle.

 

Psy też są zaliczane do Starych Bogów ;) i to z nimi krasnale mają głównie kontakt, ludzie są daleko i wysoko ;)

I would prefer not to.

Przybywam do konkurencyjnego krasnoludkowego opowiadania, by stwierdzić, że to mocna konkurencja :)

 

Podoba mi się atmosfera ciągłego zagrożenia ze strony Starych Bogów, a także portret psychologiczny tchórzliwego bohatera. Pytanie tylko, czemu krasnoludki nie mogły wywędrować w bardziej odludne miejsca?

 

Mniej podobają mi się imiona, ale to już po prostu moje subiektywne skłonności do tradycyjnych Żagiewek i Koszałków Opałków ;)

 

Czemu rasy mniejsze niemal zawsze nazywają ludzi “Bogami”? Ubolewam :(

Właściwie gdyby trzymać się słowiańskich wierzeń, z których oczywiście pochodzą krasnoludki, to powinno być odwrotnie. Właśnie ludzie zostawiali różnego rodzaju skrzatom, bożątkom etc. ofiary z chleba i soli, czy mleka.

 

 

Niemniej skrzaty mogą mieć swoją własną mitologię, niezależną od wierzeń ludzi.

No fakt, były domowe, chochliki i inne skośnoczapkie stwory, ale ludzie ufali im w granicach domowego obejścia. Bogami słowian były pory roku albo istoty znad/pod ziemią, te krasnale to raczej tylko tacy koledzy, których można zezłościć albo przekupić.

I dla takich dyskusji warto śledzić komentarze nawet jak się już swoje o opowiadaniu powiedziało. Toż tu przewinęło się kilka myśli, które można rozwinąć w osobną fabułę :) 

Krasnoludkowe obrazki się chyba wszystkie dorobiły jakieś interpretacji ;)

 

Nie miały gdzie wywędrować – jak nie ludzie i ich zwierzęta, to zagrożeniem będą dzikie zwierzęta, a też nie mogą się całkiem zaszyć – bo muszą gdzieś uprawiać swoje poletka.

 

I te krasnale już nie mieszkają przy ludziach – pozapominali o sobie.

I would prefer not to.

Niektóre połowicznie – część ma szkice pomocnicze, które są nie mniej inspirujące od wersji końcowych :) 

Bogami słowian były pory roku albo istoty znad/pod ziemią, te krasnale to raczej tylko tacy koledzy, których można zezłościć albo przekupić.

Według mnie to zależy, których Słowian. O ile mamy trochę informacji o mitologii ruskiej dzięki kronikarzom księcia Włodzimierza i ze Związku Wieleckiego, który miał zorganizowaną klasę kapłańską i był chyba państwem na pół teokratycznym, to już Polska stanowi wielką dziurę. Informacji o bogach zostały tylko strzępy, o jakichś kapłanach też nic nie słychać. Chrześcijaństwo weszło w Polskę praktycznie jak w masło, po mającej bardziej polityczne, niż religijne przyczyny reakcji pogańskiej, wiedza o bogach, a tym bardziej wiara w nich powoli zanika. W XX wieku można już zbierać tylko resztki mitologii w zniekształconych historiach z Biblii w zacofanych wsiach. Dla porównania w Rosji, na początku XX wieku, wg Ossendowskiego jeszcze w wielu wsiach panowało pogaństwo (aczkolwiek nie mam pewności, czy na pewno była to wiara w bogów sensu stricto, czy bardziej w jakieś lokalne utopce i wodniki).

Tymczasem wiara (a później pamięć o nich) w stwory typu skrzaty, gumienniki itp. była o wiele bardziej trwała. Szczególnie bebok/bobak zdaje mi się całkiem nieśmiertelny, odkryłem już dwie znajome osoby, które nim straszono w dzieciństwie :D

Dlatego, reasumując ten pseudowykład, osobiście uważam za całkiem prawdopodobne, iż na terenie Polski wiara w takie bobaki i skrzaty była o wiele mocniejsza, niż w klasycznych bogów. No bo co kogo obchodził jakiś Swarożyc, jak groźniejszy był wodnik w pobliskim jeziorze, co to onegdajszego miesiąca zżarł Prędotę, więc trzeba go przebłagać jakąć ofiarą. Aczkolwiek to tylko teoria domorosłego fana słowiańskich wierzeń ludowych, więc bardzo możliwe, że fałszywa ;)

 

Nie miały gdzie wywędrować – jak nie ludzie i ich zwierzęta, to zagrożeniem będą dzikie zwierzęta, a też nie mogą się całkiem zaszyć – bo muszą gdzieś uprawiać swoje poletka.

Czyli to taka trochę krasnoludkowa post-apokalipsa :/

Beboki? To one są słowiańskie? Mnie straszyła bebokami moja osobista, śląska z krwi i kości, babcia.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Bobo, bebok (rzeczywiście śląski), bobak (tego zidentyfikowałem w Wielkopolsce), a także buka, która zrobiła chyba największą karierę, to wszystko nazwy mniej więcej tego samego, tylko w różnych regionach Polski (a przynajmniej tak twierdzą autorzy "Bestiariusza słowiańskiego"). Ja o beboku też dowiedziałem się od śląskiej babci, jej tym nie straszono, ale mówiła, że kojarzy takie "zabobony". No a Śląsk to bądź co bądź też słowiańszczyzna, przynajmniej we wczesnym średniowieczu, bebok pewnie pochodzi z tamtych czasów ;)

Miłe i sympatyczne, a przy tym zawiera sporo smutku i trafnych spostrzeżeń. Nie było zaskoczenia, znając dzieła J.R. od razu domyśliłem się, że chodzi o krasnoludki. Zaraz włączył mi się “Gnomeo i Julia” w tle, ale okazało się, że Ty poruszyłaś poważniejsze tematy. 

Ciekawie opisujesz przeżycia wewnętrzne bohatera, podobały mi sie też reakcje i zachowanie matki, wyszło to bardzo prawdziwie.

Od strony technicznej jest w porządku, jedyne zarzuty dotyczą kompozycji i konstrukcji tekstu. Na przykład w pierwszym akapicie opisujesz postawę mieszkańców, opowiadasz o ich przeszłości, a potem znienacka wskakujesz w sytuację, gdy Nek siedzi z resztą przy ognisku.

Inny przykład: Dziadek mówił też o Starych Bogach, którzy poszaleli, i w zimowe wieczory skradają się na obrzeżach wiosek, by porywać nieuważnych wędrowców, ale nie wiedział, dlaczego to robili. Zemsta? Samotność?​ – Ostatnie słowa w mianowniku mi zgrzytają. Gdyby było np.: Z zemsty? Samotności? Brzmiałoby lepiej moim zdaniem.

W niektórych zdaniach zgrzyta mi też szyk: Był posiniaczony i podrapany, ubłocony i śmiertelnie zmęczony, kiedy wrócił do wioski.​ – To: Kiedy wrócił… – dałbym na początku zdania.

Kilka sformułowań naprawdę bardzo fajnych, jak to o chudnięciu aż do całkowitego zniknięcia. Zdarzają się też mniej udane jak np. “kupka rozgardiaszu”.

Ogólnie jednak pozytywnie, fajna i interesująca opowiastka. Jej siłą jest mądrość i wiarygodność z jaką przedstawiono odczucia małego tchórza w czerwonej czapce.

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za wnikliwy komentarz! ;)

 

tylko Nek nie siedzi przy ognisku znienacka:

 Czasami, kiedy w letnie wieczory siadali dookoła ogniska, dziadek opowiadał im o dzielnych bohaterach i okrutnych bestiach. Nek słuchał z zapartym tchem.

tak się zaczyna, potem są ogólne opowieści przeplatane scenkami przy ognisku.

 

 

I would prefer not to.

Ładna bajka. Kto by pomyślał, że stworki nie z tej ziemi też mogą się po ludzku bać…

Fajne wykorzystanie obrazków jako puenty. Oryginalne podejście. W sumie, to wysyłanie dzieci do zbioru brusznicy trochę podejrzanie wyglądało… Są jakieś mrugnięcia. :-)

Babska logika rządzi!

Fajne i wciągające, dobrze napisane. Puenta bardzo dobra. :) Podobał mi się wątek psychologiczny, był taki bardzo prawdziwy i można było wczuć się w przeżycia bohatera, w jego konflikt między naturalnym strachem a presją społeczną.

Trochę wątpliwości natury fabularnej wzbudziło to, że społeczność krasnali wymagała od bohatera stawania do walki z potworem, z którym – tak wynika z opisów – nie miał żadnych szans. Odebrałem to tak, że oczekiwali od niego pójścia na pewną śmierć, byle tylko nie uciekał, co wydaje mi się trochę przesadzone. Ale z drugiej strony kto wie, co te krasnale uważają za normalne, nie ufałbym gościom w czerwonych wysokich czapkach. ;)

Klik mentalny, bo opko już w Bibliotece.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Cieszy mnie, że puenta jakoś działa, bo bałam się, że za bardzo cuduję z tą kolejnością ;)

 

Nie tyle chodziło mi o posyłanie go na pewną śmierć, ile o to natychmiastowe uciekanie – krasnale muszą współpracować, by pokonać kogoś większego, a jemu nie bardzo można ufać w chwilach kryzysu.

 

Dziękuję za kliki: kliknięte i pomyślane ;)

I would prefer not to.

To ma sens, choć jednak fajnie, gdyby znalazło się w tekście, bo dla Ciebie jest to oczywiste, ale przy czytaniu już niekoniecznie. :)

Działa, działa. Najpierw, kiedy zobaczyłem ilustracje, nie wiedziałem o co chodzi, ale 0,5 sekundy później nastąpiło “Ahaaaa”. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

^______________^

I would prefer not to.

Symaptyczna historia, ale mająca sporą dozę dramatyzmu. Cieszę się, że po lekturze zobaczyłam Twoją inspirację, bo robi wrażenie. Z jednej strony, już widzę oczyma wyobraźni rosłego faceta, który nie może zwyciężyć z własnym strachem, a potem bum, krasnale. Bardzo ładnie też zakreśliłaś wątpliwości Neka.

ps. Nie zauważyłam, że Różalski ma jogowy motyw w jednym z obrazów <3

Bo to nie jest główny obraz, a jeden ze szkiców. Warto wchodzić na podstrony obrazów na ArtStation i scrollować w dół – na niektórych są grafiki pomocnicze, czasem całkiem fajne, czasem inspirujące nie mniej (albo i bardziej) od tych głównych.

Zgadza się wilku. Mi osobiście bardzo podobają się te szkice. Autor ma dystans i poczucie humoru :) No i zastosował pozycję wojownika II ;)

Ale ten gość w różowym wyświetla mi się jako główny obraz właśnie – do tego nie ma szkiców?

W innych na pewno widziałam jakieś dorysowane cuda, ale to jest chyba tak jak ma być?

I would prefer not to.

A faktycznie, musiałem na miniaturach przegapić (w kwadracie jest poza kadrem).

No ładnie. Nie powiem, w głębi serca liczyłem, że tekst będzie dobrą postapokaliptyczną wizją upadku cywilizacji, gdzie technika – Stare Bogi (faktycznie czczona dzisiaj niczym bóstwa) zwraca się ku swoim twórcą…

No i się zawiodłem. Krasnale. Fantasssy… Przeżyję jakoś, ale tylko dlatego, że postać ma głębie; wymiarowość, której brakuje większości protagonistą, gdzie się człowiek dobrze nie wczyta.

Gratuluję, chociaż dalej mam Ci za złe te krasnoludy… ;)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

@Blacktom

może nie miałbyś tak bardzo za złe, jakbyś tu trafił w trakcie przemarszu mechów ;)

I would prefer not to.

Wbrew pozorom ja tu zawsze jestem, chociaż nie zawsze mnie widać ;)

I warto pamiętać, że mech mechowi nierówny, a krasnolud bez brody to tylko karzełek ;p

to w takim razie wybacz zawiedzione nadzieje ;)

I would prefer not to.

Wybaczam. Ale następnym razem będę bardziej wymagający, madame ;)

Pozdrawiam.

Czy gigant z brodą to tylko krasnolud?

 

(Blacktom następnym razem będzie wymagać burbona do lektury opowiadania!)

Fajne :)

“Następny razem wcale nie było lepiej.” – Następnym

 

“Nek prowadził z ponurym zacięciem[-,] i[+,] kiedy już prawie przeszli przez Długą Równinę, w oddali zobaczył jednego ze Starych Bogów.”

 

“Pochylił łeb, odsłonił zębiska tak długie jak ręka chłopaka, owionął go oddech bestii – śmierdział zgnilizną.” – Wyszło niezgrabnie i niegramatycznie, bo większa część zdania tyczy się potwora (”pochylił”, “odsłonił”, “śmierdział| (jego oddech), a jedna część, w środku, zupełnie z d… odnosi się do chłopaka (”owionął go”). Nie powinno tak być.

 

“Powoli, jakby nieśmiało, zza czyichś pleców[-,] wyszedł Mar.”

 

“znajdzie sobie żonę, będzie dzielny, mężny, prawy, ale kiedy tylko widział ślady czyjeś obecności: drogi, ścieżki, uprawy

 

Grafiki zaskoczyły mnie nieco, więc spełniły swoją funkcję. Zgadzam się jednocześnie z – chyba – Żonglerem, że bez nich tekst mocno traci na czytelności… No ale był pisany na konkretny konkurs, więc oderwanie od grafik raczej mu nie grozi.

Z jednej strony mi się podobało, bo ładnie przedstawiasz klimat tajemnicy i strachu bohatera, a z drugiej czegoś mi jednak zabrakło. No i, siłą rzeczy, bohater – przedstawiony jako kompletny tchórz – nie wzbudził we mnie za grosz sympatii. Nawet pod koniec.

W sumie czemu psy były bogami? I kiedyś przyjaciółmi, a potem stały się wrogami?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

We mnie Nek budzi głównie litość – bo chciałby coś zrobić, ale wciąż zawodzi sam siebie.

 

Co do psów, to kiedyś polowały razem z krasnalami, ale potem krasnale przeszły na osiadły tryb życia i zaczęli się oddalać, aż psy (czy tam inni wilcy) stali się nierozumianymi bestiami

– …jeden ze Starych Bogów polowań…

– …to od kiedy uprawiamy…

– …bezużyteczny…

– …łakną krwi…

;)

I would prefer not to.

Mało intuicyjne, powiedziałabym ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja z kolei zrozumiałem to jako odległy mit, który "może być prawdą, a nie musi" i wtedy wpasowuje się w tło (a jednocześnie wcale nie przeczy interpretacji, którą podała Wybranietz). Odkładając na moment na ile jest widoczne lub nie w tekście, z antropologicznego punktu widzenia to całkiem typowe, gdy kultura nietechnologiczna styka się z czymś, co ją przerasta.

A ja to ze zwierzętami zrozumiałam tak, że póki skrzaty mieszkały z ludźmi, dostawały te swoje miseczki mleka, jakoś musiały się dogadywać z psami i kotami… A potem jakoś się współpraca rozlazła i sztuka współżycia ze zwierzakami została zapomniana.

Babska logika rządzi!

O rany, jakie prawdziwe. Jak często w życiu myślimy sobie i gdybamy, a potem realne zdarzenia wszystko weryfikują. Elegancko, chociaż smutno i w ponurych kolorach, przedstawiłaś, że nigdy nie można być pewnym, jak się postąpi, póki się człowiek – lub krasnolud – nie znajdzie w danej sytuacji.

Co do krasnoludów – ich nieoczywistość i cała scenografia dostosowana do ich punktu widzenia (w tym tego fizycznego – z niewielkiej odległości nad ziemią), to piękny element, nadający historii charakteru i klimatu.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

i mit może być i dzielenie się miseczkami też.

nie bardzo chciałam wchodzić w szczegóły, żeby nie zdradzić zbyt wiele co do tożsamości bohaterów ;)

 

@śniąca,

dziękuję ;)

I would prefer not to.

Bardzo fajny koncept opowiadania i ciekawe przedstawienie zagadnienia bohaterstwa, odwagi i tchórzostwa. Bardzo spodobało mi się budowanie losów bohatera oraz jego psychiki poprzez wyobrażenia, które potem musiał konfrontować z rzeczywistością.

Byłoby idealnie, gdybyś wzbogacił swój świat o odrobinę więcej elementów światotwórczych. Zgadzam się, że sporą robotę czynią za Ciebie obrazki, ale dodanie niektórych elementów z nich do treści nie zaszkodziłoby tekstowi.

Podsumowując: piękny koncert fajerwerków opierający się na psychice bohatera. Przydałoby się trochę jeszcze kolorów tam dorzucić, ale i tak jestem kontent :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cały czas miałam w głowie te obrazki i nadzieje, że uda mi się kogoś zaskoczyć, stąd ta oszczędność opisu.

Ciesze się, że się spodobało ;)

 

 

I would prefer not to.

Ech… Zabiłaś mi srogiego klina, Autorko, i nie wiem teraz, czy Cię z szacunkiem poklepać po plecach za kawał świetnej roboty, czy wziąć pasa i złoić przez gołą rzyć za swoiste tej roboty skopanie. No cóż, pewnie pobawię się w akrobatę i spróbuję zrobić obie rzeczy na raz.

Generalnie opowiadanie jest zajebiste. Ni mniej, ni więcej, a właśnie zajebiste. Podoba mi się klimat, podoba mi się sama historia i jej bohater (choć nie mogę powiedzieć, że z nim sympatyzowałem; co prawda życzyłem mu, by w końcu zdołał dogrzebać się własnych jaj, ale w głębi serca jestem kontent, iż tak się nie stało; opowiadanie wiele by na tym straciło) podobało mi się wykonanie i podobał mi się styl. Ogólnie tekst chwycił od samego początku i trzymał coraz mocniej. Lecz, mimo że bez wątpienia zrobił swoją robotę, finał, niestety, zawodzi. Albo nie, inaczej – nie zawodzi, bo było i zaskoczenie (choć Stary Bóg napadający na wioskę wydał mi się dziwnie znajomy ;), i uśmiech, i wszystko. Ogólnie bardzo pozytywne wrażenie. Tyle że, niestety, by osiągnąć zamierzony efekt, niezbędne jest coś, czego częścią Twojego opowiadania nazwać nie można – grafiki Jakuba Różalskiego.

A teraz odpowiedz sobie na proste pytanie: co zostanie, jeśli pozbawić opowiadanie tego kontekstu? Bo, jak na mój gust, zostanie wyłącznie tekst dobry, fajnie napisany, ciekawy i wciągający, ale kompletnie niedający się zrozumieć.

Czepiałem się tego już wcześniej i przyczepię się teraz: opowiadanie konkursowe winno być inspirowane opowiadaniem, a nie jego bezpośrednim rozwinięciem. Powinno być utworem całkowicie samodzielnym i – jakkolwiek bezsprzecznie nawiązującym do prac Jakuba – stanowiącym oddzielną, potrafiącą wybronić się bez “pomocy z zewnątrz” całość. Myślę, że Twoje opowiadanie – choć radzi sobie w roli “rozwinięcia” zdecydowanie lepiej niż poprzednie teksty z taką łatką – jest też przy okazji najlepszym przykładem na to, dlaczego pójście w tę stronę było błędem. I to błędem tyleż poważnym, co – i to w sumie jeszcze bardziej boli – banalnym do uniknięcia, w dodatku w sposób ładny, a może nawet i spektakularny.

Ja zrobiłbym to mniej więcej tak:

Stali na Okrągłej Równinie. On i Stary Bóg. Nek mógł uciekać, ale nie miało to znaczenia, z każdej strony czekała śmierć: ciała lub duszy.

I wtem rozległ się gwizd; odległy, lecz tak wysoki i donośny, jakby jesienna wichura przetoczyła się przez wioskę, niszcząc domy i zagrody. Nawet Stary Bóg, słysząc go, obejrzał się nerwowo.

Dźwięk zamarł tak samo niespodziewanie, jak się pojawił, jednak po chwili rozległ się kolejny, jeszcze bardziej złowieszczy. Przerażony do granic obłędu Nek upadł na kolana i zatkał uszy rękoma, więc nie od razu zrozumiał, że to, co z początku wziął za rumor walącego mu się na głowę nieba, w rzeczywistości jest głosem; głosem tak potężnym, że ziemia zdała się drżeć od niego, ale przemawiającym w języku Neka.

Mimo to nieszczęśnik nie potrafił zrozumieć znaczenia kierowanych do niego słów:

– Fafik! Fafik, gdzie jesteś!? Do nogi, cholero jedna!

^^

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bardzo podoba mi się taka niezwykle życiowa opowieść o tym, jak buduje się mity o bohaterach i jak zwyczajny mały chłopak bardzo chce, ale nie potrafi do nich dorosnąć. I przez ten rozdźwięk między chceniem a wzorcem doznaje wielu nieszczęść, przez brak umiejętności zaakceptowania siebie i użycia swojej unikalnej umiejętności w mądry sposób. Taki Rincewind na smutno.

Nie zmieniałbym końcówki. Bez ilustracji tekst jest opowieścią o wewnętrznym rozdarciu dobrą samą w sobie. Ilustracja dodaje przymrużenie oka i uśmiech przez łzy – wzmacnia.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

dziękuję za miłe słowa ;)

 

Przy końcówce nie będę nic grzebać, ale też nie będę udawać, że bez obrazka napisałabym to tak samo – bo pewnie nie ;) 

Niech zostanie jako zroślak.

I would prefer not to.

Podobnie jak PsychoFishowi skojarzyło mi się ze “Światem dysku”. Sama nie wiem, czy to wyjątkowo smutna bajka, czy już antybajka.

Zgodnie z Twoim zaleceniem, wstrzymałam się z obejrzeniem grafik i to był dobry pomysł, bo historia w efekcie mnie zaskoczyła. Świetne opowiadanie, zmuszające do ponurej refleksji i potwierdzające, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Posłuchałem ostrzeżenia i fajnie wyszło!

męskość nie krzepła, wręcz przeciwnie, wyciekała na ziemię.

Dobre.

miała więcej wprawy w matkowaniu niż on w męskości.

A to jeszcze lepsze.

 

Zabrakło mi wcześniejszego wprowadzenia Masi, nie znałem jej, więc nie udzielił mi się smutek po jej zniknięciu. Puenta obrazkowa zagrała, ale tekstowej, jak dla mnie, zabrakło. I brakuje też jednego z bohaterów ilustracji.

Dzięki za wizytę ;)

 

Nekowi też nie udzielił się smutek po jej zniknięciu, martwiła go bardziej skaza na honorze ;)

Obrazek mi się tak zrósł z historią, że tekstowej puenty rzeczywiście nie ma.

 

Nie wiem, którego z bohaterów brakuje?

 

 

I would prefer not to.

Największego.

Trochę szkoda, że Nek wmówił sobie, że musi być dzielny i nieustraszony, a jako życiowy cel obrał dokonywanie heroicznych czynów. Mam wrażenie, że w imię źle pojętej ambicji, usiłował porywać się z motyką na słońce.

Obrazy wykorzystane należycie i choć opowiadanie czytało się nieźle, to jakoś mnie ono, niestety, nie porwało.

 

Czer­wień pło­mie­ni kła­dła się cie­płym, ma­to­wym bla­skiem na Neku i jego ro­dzeń­stwie. –> O ile mi wiadomo, blask jest lśniący/ błyszczący z definicji. Nie umiem sobie wyobrazić matowego blasku.

 

Kiedy wró­cił wie­czo­rem, w całej wsi pło­nę­ły ogni­ska; iskry strze­la­ły wy­so­ko. Miesz­kań­cy wio­ski stali w nie­wiel­kich grup­kach. –> Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

dobrze przynajmniej, że się nie czytało źle ;)

usterki poprawione, dziękuję.

I would prefer not to.

Porządnie napisane, chociaż nie sądzę, by ten tekst został ze mną na dłużej. Narrację odebrałem jako ulotną, taką na granicy tolerancji, jeśli o mnie chodzi, by ogarniać, co się właściwie dzieje. Po zobaczeniu obrazków wszystko faktycznie złożyło się w całość, ale przedtem towarzyszyła mi raczej irytacja, niż przyjemność z lektury. Nie jestem również pewien, czy bez obrazów szort by się bronił. Obawiam się, że mogłoby być zbyt nieczytelnie.

Niemniej postać Neka bardzo dobra i fajnie przedstawiłaś jego niemoc, wewnętrzną walkę z samym sobą.

Fajne. 

Napisane naprawdę dobrze, były perełki, jak ta (nie)krzepnąca męskość. U mnie masz już wyrobioną markę, więc będę traktował nick “wybranietz” jako synonim jakości ;)

Udało Ci się też opowiedzieć historię, a nie tylko pokazać scenę, jak to często w szortach bywa. Za to kolejny plus. Poza tym jest życiowość, jest fajny tytuł… No i oczywiście sprytne zagranie z tymi grafikami. 

Czego zabrakło? Chyba niczego. To dobry szort. Niestety, przychodzę tu służbowo i muszę napisać wprost – na piórko to za mało. Piórko musi zachwycić, rzucić czymś na kolana. Ale w przypadku miniatur bardzo rzadko się to zdarza. 

Dziękowałabym za wizyty i komentarze, ale nie mieliście specjalnego wyboru ;P

Mam nadzieję, że w przyszłości będziecie mnie odwiedzać też niesłużbowo ^^

I would prefer not to.

Służbowo – jak to brzmi. XD

 

Przykro mi, droga Wybranietz, odkąd wszystkie po kolei Twoje opka uzyskują nominacje do piórek, charakter naszych wizyt pozostanie taki a nie inny. Ale to chyba nie jest wielki problem. ;D

E, takie rzeczy to ino roz ;P

 

I would prefer not to.

Przykro mi, droga Wybranietz, odkąd wszystkie po kolei Twoje opka uzyskują nominacje do piórek, charakter naszych wizyt pozostanie taki a nie inny.

Ekhm… Ale potrzeba jeszcze kogoś, kto będzie je nominował, Bright. W poczekalni czeka Dysonans, masz szansę się wykazać ;P

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Szanowna autorka mogla poczekać parę godzin, to by mi w dyżur wpadła. A tak – musi czekać na lepsze czasy. :p

Dyżur? Ech… Ty służbisto! ;P

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bo to już nie Mr Brightside, a Kpt. Brightside :P Dyżury, obchody itd. :P 

Proszę mnie tu nie szkalować, aktualnie bardzo niesłużbowo nadrabiam opka Ochy z 2012 roku. (Polecam!) :D

Nie od dziś wiadomo, że władza deprawuje ludzi. Kiedyś Pan Jasna Strona był zupełnie inny :(

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Aaaa, znaczy Tajniak Brightside, w takim razie siedzimy cicho i nie zdradzamy przykrywki!

Szanowna Jasna Strono!

jakbym wpadła w dyżur, to dalej byłoby służbowo ;P

A biorąc pod uwagę, że i tak nic w ten dyżur nie wpadło, to zapraszam ;D

 

Ciebie też, wilku ;)

I would prefer not to.

No służbowo, służbowo :(

Wciąż próbuję się wygrzebać z zaległości, ale co chwilę coś się dzieje: a to trzeba się spieszyć z legendą, a to sesja, a to wakacje z praktykami, wyjazdami i mistrzostwami. 

mistrzostwa to się już skończyły ;D

chyba, że masz jakieś inne na myśli.

I would prefer not to.

Przed chwilą się skończyły. A ja jeszcze doczytuję – służbowo – nominowane opowiadanie :P

Ładnie pokazujesz tragedię istoty, która nie może dorosnąć do własnych (tudzież otoczenia) wyobrażeń o sobie. Jakoś tak w okolicy Twojego tekstu czytałam “Lorda Jima” i zrobił się z tego ciekawy pendant.

I doceniam żarcik z obrazkową puentą.

Jestem na TAK, znaczy.

Babska logika rządzi!

Wow, tu się nie spodziewałam.

Dziękuję ;)

I would prefer not to.

ale męskość nie krzepła, wręcz przeciwnie, wyciekała na ziemię – Ha, ha!. Tak jakby cała historia miała drugie dno:)

Oooo, biedny Nek. Fajnie i ciekawie napisane. Też zrezygnowałbym z grafiki, może dwa słowa wyjaśnienia na końcu. Choć niekoniecznie – potwora dość szybko odczytałem jako psa.

Grafika była obowiązkowa ;P

 

Miło, że się podobało ;)

I would prefer not to.

Byłem na TAK, teraz pytanie “dlaczego” ;)

Podoba mi się przewrotne pokazanie dorastania. To, że bohater nie może sięgnąć wyimaginowanego szczytu, którego wcale a wcale sięgnąć nie musi. I to ta konstrukcja bohatera niesie dla mnie tekst i dobrze kulminuje się w ostatnim akapicie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardziej mnie zaskoczyła nominacja niż tak ;D

 

Swoją drogą – wszyscy są bardzo wyrozumiali dla krasnala ;)

I would prefer not to.

Nowa Fantastyka