- Opowiadanie: CountPrimagen - Ostatnie wejrzenie w duszę tygrysa

Ostatnie wejrzenie w duszę tygrysa

Dawno dawno temu była sobie bardzo smutna księżniczka, która marzyła tylko o śmierci. Za każdym jednak razem, gdy próbowała się zabić, na straży jej życia stawał... niewidzialny potwór.

 

Za inspirację służył obraz Jakuba Różalskiego pt. “Kittens”.

 

<Poniżej niepotrzebne pier******* o Chopinie>

Olaboga, tym razem CHYBA NAWET nie popełniłem horroru. Chyba.

Popełnić mogłem natomiast jakieś historyczne faux pas – w takim wypadku извините!

...

Ach, ależ ze mnie poliglota ;D

Swoją drogą, najwyższy czas przywołać tę starą portalową rozterkę: “Czy Count to kobieta?” ^^

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Ostatnie wejrzenie w duszę tygrysa

Stała sparaliżowana strachem i patrzyła, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Jej wielkie oczy spływały łzami.

– Patrz, to żołnierze! Hej heeej, żołnierze! Czy ja też mogę po – Słowa Nadii urwały się, gdy gąsienice czołgu BT-2 zmiażdżyły jej drobne ciałko. Kości trzasnęły jak pękające w ognisku konary.

A później był już tylko warkot silnika i śmiech siedzących na żerdziach kruków.

I rozpacz ojca, który drżącymi rękoma próbował zebrać z błota resztki swego połamanego szczęścia.

Później Nina usłyszała, że mama również w tamtej chwili płakała. Z Nieba.

 

 

Koszmary przychodziły zwykle w noce takie jak ta – bezgwiezdne i bezwietrzne, gdy w powietrzu unosił się zapach pieczonej strawy oraz szlochy umierających w lazarecie żołnierzy. W przeddzień bitwy.

Nina zamrugała intensywnie, pozbywając się wzbierających w oczach łez i powstrzymała się od pociągnięcia nosem – lepiej, by żaden ze śpiących towarzyszy jej nie usłyszał.

Rozwinęła arkusz i wpatrzyła się w hipnotyzujące ślepia. Wyciągnęła rękę, by po chwili cofnąć ją z zażenowaniem. Przecież tygrys nie istniał, był tylko wytworem wyobraźni szalonego Fina.

Mimo że minął już ponad rok od wojny zimowej, kiedy to zawitała do małej wsi u brzegu rzeki Vuoksi, Nina wciąż pamiętała gałązki w jego jasnych włosach i piegowaty nos. I głośny śmiech, gdy chłopak wyszedł z krzaków, by wręczyć jej malunek. Pamiętała, że prawie go wtedy zabiła, jednak widok tygrysa, tak bardzo niepasującego do spokojnego pejzażu Karelii, wioski Losevo i kolegów z plutonu, zupełnie wytrącił ją z równowagi.

Pamiętała, że chciała zażądać od niego wyjaśnień, jednak nim cokolwiek z siebie wydusiła, malarz zniknął. Na odchodnym powiedział tylko te kilka słów, które tak wiele zmieniły w jej życiu:

 

„Będzie cię chronił ode złego”.

 

 – Co za brednie – mruknęła dziewczyna, muskając palcem pręgowany grzbiet. Poprawie nastroju towarzyszyło jednak gorzkie poczucie winy. W końcu Nina pragnęła już tylko umrzeć.

 

Ranek przywitał ją eksplozjami na horyzoncie i ostrym zapachem prochu, jednak na dziewczynie nie zrobiło to większego wrażenia. Przywykła, podobnie jak większość żołnierzy Armii Czerwonej na tyle doświadczonych, by dożyć awansu na stanowisko oficerskie.

– Pani porucznik? Kompania karna zakończyła oczyszczanie pola minowego. Kapitan zarządził apel.

Spasiba, Misza. – Nina skinęła przysadzistemu żołnierzowi, zarzuciła na ramię swoją pepeszę i opuściła kwaterę. Ucieszyła się, że zawczasu pomyślała o kąpieli; jeśli droga przez umocnienia rzeczywiście stała otworem, na drobne przyjemności nie starczy już czasu.

Karelia wciąż pamiętała wojnę sprzed roku – z wielu wiosek pozostały zgliszcza, a rzeki i jeziora zanieczyszczały unoszące się w toni trupy. Przyroda straszyła ciszą wypalonych połaci gruntu i rozerwanych przez artylerię drzew. Tylko obecność kruków i much przypominała, że zwierzęta nie zapomniały zupełnie o tym miejscu.

Najstraszniejsza z tego wszystkiego była jednak rozciągająca się po horyzont linia umocnień, zza której ledwie kilka tygodni wcześniej nadciągnęły diabły Mannerheima. Na nic zdały się przelane podczas wojny zimowej morza krwi i potu. Na nic dziesiątki tysięcy młodych Rosjan, którzy oddali życie za swój kraj i swoją partię. Finowie wrócili jak najgorszy koszmar, a dywizje Woroszyłowa, chcąc nie chcąc, znów musiały stanąć na linii frontu.

 

Sumiasty wąs zadrgał nerwowo, jednak cokolwiek pomyślał kapitan Borys Iwankow, tym razem postanowił zachować to dla siebie. Słusznie zresztą – bez względu na okoliczności, Nina nie miała zamiaru zmieniać swoich przyzwyczajeń i siadać na miejscu zastępcy, u jego boku. Wolała zydel w rogu pomieszczenia.

Koledzy z plutonu zerkali na nią z mieszaniną strachu i fascynacji. W Armii Czerwonej służyło niewiele kobiet, a żadna nie była równie sławna co Nina. Swym głodem krwi przerażała wrogów, a pogardą dla śmierci – sojuszników.

Kapitan krótkimi zdaniami podsumował dotychczasowy przebieg wojny, przypomniał o niebezpieczeństwie jakie stanowiły zmobilizowane siły III Rzeszy i potwierdził zakończenie przemarszu karnej kompanii. Stacjonująca na Przesmyku Karelskim 88 Dywizja Strzelecka przechodziła do ofensywy, a pluton Iwankowa miał być kłem, który jako pierwszy zatopi się w szyi przeklętego Mannerheima.

Gdy rozkazy zostały już wydane, a żołnierze rozeszli się do swoich obowiązków, do Niny podszedł starszy trep z nieodłącznym petem w kąciku ust.

– Skąd ta kwaśna mina od samego rana, diewuszka? Jeszcze niewystarczająco się ciebie boją? – Giena zaszczycił ją widokiem swego wybrakowanego, brązowego od tytoniu uzębienia i usiadł obok. – Wiesz, co mówią w plutonie? Że powinienem przestać z tobą gadać, bo inaczej… pożre mnie tigr.

– To przestań – odparła dziewczyna, nie patrząc na niego.

Śmiech Gieny brzmiał dokładnie jak charkot umierającej pod gąsienicami Nadii. Żołnierze nawet się nie zatrzymali, nawet nie obejrzeli w swym chwalebnym przejeździe przez ulice Leningradu. Bo co też znaczy jedno życie w obliczu całego Związku?

– Tyle że nie chcę, diewuszka. Cholera… może na starość robię się melancholijny, ale serce mi się kraje, gdy patrzę, co ze sobą robisz. Wczoraj znów nie mogłaś spać, prawda? Ninka, pozwól sobie pomóc…

– Dla ciebie pani porucznik, sierżancie Głuszko – odpowiedziała chłodno i wstała. Odchodząc, czuła się jednak nieco lepiej. Niebo wydawało się jakby… mniej pochmurne.

 

Rozminowane pole wypełniały pourywane kończyny i wykrwawiający się na śmierć towarzysze z karnej kompanii. Osłabieni, nie mieli już sił wołać o pomoc, której i tak nikt by im nie udzielił.

Przekraczając linię fińskich umocnień, Nina zwracała przede wszystkim uwagę, by na nic nie nadepnąć. Jej twarz wyrażała spokój i skupienie, które towarzysze z plutonu od dawna już utożsamiali z ciszą przed burzą. Pepesza kołysała się na ramieniu dziewczyny, do pasa przytroczone miała kilka zapasowych magazynków bębnowych.

W plutonie panowała pogodna atmosfera. Wszyscy wierzyli w Ninę i jej szczęście na polu bitwy. Od kiedy pojawiło się ono przed rokiem, tak trwało po dzień dzisiejszy, objawiając się w najgorętszych momentach pod postacią poszarpanych gardeł i śladów pazurów na ciałach wrogów. Co bardziej złośliwi mówili, że to sama dziewczyna w szale bojowym rozrywa zwłoki, większość jednak wolała wierzyć w bajkę o tygrysie z malowidła.

 

„Będzie cię chronił ode złego”.

 

Głos tego beztroskiego Fina rozbrzmiewał w jej głowie, a uśmiech roztapiał serce. Swym jednym głupim obrazkiem przekreślił wszystko, czego pragnęła, odebrał szansę na godną śmierć. Wszedł z butami w jej życie, a jednak Nina… wcale nie czuła się z tym tak źle, jak powinna. Przecież była to winna Nadii, dlaczego więc teraz wątpiła?

Coś poruszyło się na skraju jej pola widzenia, jednak dziewczyna nie obróciła głowy. Wiedziała, że i tak nie dostrzeże czającego się tam tygrysa. Jeszcze nie teraz.

 

Gdzieś w pobliżu wybuchł granat, jej twarz zasypały grudki ziemi, w uszach zaczęło nieznośnie piszczeć. Nina rzuciła się na ziemię, posyłając serię z pepeszy w kierunku chmury pyłu. Przeturlała się i przyklęknęła, ponownie naciskając spust.

W okopie panował półmrok, słońce przysłaniał dym wysadzonych pojazdów i podpalonego obozowiska Finów. Kule świstały wokół jej głowy, część grzęzła w wilgotnej od krwi ziemi.

Nina wstała i zaszarżowała w ciemność, w biegu wymieniając magazynek. W ostatniej chwili uniknęła skaczącego na nią Fina i zdzieliła go kolbą. Mężczyzna zwiotczał i upadł, poprawiła pojedynczym strzałem w twarz.

Gdy wrócił jej słuch, uświadomiła sobie, że odgłosy walki dochodzą z zupełnie innego rejonu – Armia Czerwona zdobywała teren, przesuwając się w kierunku centrum dowodzenia dywizji Mannerheima.

Nagle na jej kark spadło ciężkie uderzenie. Nina jęknęła i osunęła się na ziemię. Spróbowała zrobić unik, jednak pokryty sadzą Fin był zbyt blisko. Przypadł do dziewczyny, wcisnął kolano w jej brzuch i zacisnął ręce na szyi.

Nina nie walczyła. Świat zaczął wirować, płuca paliły żywym ogniem. I gdy przymykała oczy, by zasnąć na zawsze, nad głową jej oprawcy pojawił się, jakby znikąd, ogromny pręgowany kształt. Warkot zagłuszył terkot karabinów, ciężka łapa opadła na Fina, zrzucając go z dziewczyny. Tygrys dopadł ofiary i przygwoździł ją do ściany – wrzaski wkrótce przeszły w gulgot i zupełnie ucichły. Porozrywany niemal na części, Fin przestał przypominać człowieka.

– Dlaczego nie pozwalasz mi umrzeć? – spytała Nina, po raz pierwszy wtulając twarz w ciepłą sierść zwierzęcia. Czuła bijące w klatce piersiowej serce. Jak na iluzję, tygrys był zaskakująco rzeczywisty. – A może już nie żyję?

Zwierzę wysunęło tylko szorstki, zbrukany krwią jęzor i polizało ją po ręce. Dziewczyna poczuła, że maska jej nieustępliwości stopniowo się rozsypuje, teraz wyraźniej niż własną śmierć widziała twarz młodego Fina.

Przypomniała sobie tamten dzień w Losevo, wiosce przylegającej do linii Mannerheima, przez którą prowadził kolejowy szlak zaopatrzeniowy z Leningradu. Przypomniała sobie cerkiew i chmurne twarze mieszkańców – wcale nie cieszyli się z przybycia Armii Czerwonej.

– Tylko ty jeden patrzyłeś na mnie inaczej. Czyżbyś chciał, bym…

Tygrys, jakby tylko wyczekując tych słów, przysiadł na ziemi. Dziewczyna chwyciła wodze i chwilę później leżała już wtulona w ciepły grzbiet. Zwierz odbił się lekko i poleciał, jakby nieświadom praw fizyki. Z każdym ruchem potężnych łap pojawiał się i znikał – uzyskiwał realność, by zaraz ją stracić. Do jakiego świata należał?

Mknąc w przestworzach do niewielkiej wsi, w której z pewnością znów trwały walki, Nina stopniowo wyzbywała się rozterek. Po raz pierwszy od dziewięciu lat jej serce zabiło żywiej.

 

*

 

Gdy łuna zalała pracownię, a płomienie zatańczyły na jego pracach, płótnach i sztalugach, Jaakko potrafił tylko trwać pośród zgliszczy i się uśmiechać. Jej spokój lśnił w oddali jak drugie słońce. Nareszcie była szczęśliwa.

Na uliczkach Losevo zaroiło się od fińskich żołnierzy, pociąg z zaopatrzeniem dla Armii Czerwonej wykoleił się, przygniatając część eskorty. Jaakko poczuł nagle ciepło – biel jego koszuli zabarwiła brocząca z ran krew. Malarz ostatkiem sił wypełzł na zewnątrz i skrył się w zaułku. Musiał wytrzymać jak najdłużej. Jeśli odejdzie przedwcześnie, wtedy to dzieło, kwintesencja jego uczuć, straci rację bytu. A jeśli zniknie… również ten wątły kwiat, który dopiero co wychynął spod spękanej wojną ziemi, zostanie zdeptany.

Kocham cię.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Pomysł z narysowanym tygrysem fajny. W ogóle dobrze się czytało. Wprawdzie znowu się tłuką, ale przynajmniej nie nasi z ruskimi mechami. Powoli zaczynam uważać, że brak mechów w tekście to plus.

Nie siadła mi końcówka – sprowadziła wszystko do zwykłego romansu. No, ale niech będzie.

Napisane na ogół porządnie.

Ranek przywitał ją eksplozjami na horyzoncie i jękami rozrywanych na strzępy towarzyszy, jednak na dziewczynie nie zrobiło to większego wrażenia.

Jeśli eksplozje były na horyzoncie, to jakim cudem słyszała jęki?

a rzeki i jeziora zanieczyściły unoszące się w toni trupy.

Co tu jest podmiotem, a co dopełnieniem?

Babska logika rządzi!

Też odczuwam awersję do mechów, Finklo ;―) Choć są wyjątki.

 

Dzięki za szybką lekturę, miłe słowa i cenne uwagi. Co do zakończenia, to możesz mieć rację. Obawiam się, że akurat w przypadku tego tekściku nie uniknąłem pewnego “banału”.

Co tu jest podmiotem, a co dopełnieniem?

O rany… Za trudne pytania zadajesz X―D No ale coś nie gra. Pomęczę wspomniane przez Ciebie zdania jutro, teraz już padam na hrabiowskie oblicze.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Czytało się dobrze, aż do zakończenia – taki nie bardzo ten romans.

I pewnie wykażę się ignorancją geograficzno-historyczną, ale

Karelia wciąż pamiętała wojnę,

tu się zastanawiałam dlaczego bohaterka zmieniła imię.

 

Fajne wytłumaczenie co tam robi ten tygrys ;)

I would prefer not to.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wybranietz – ty tak na serio? Karelia to kraina geograficzna, coś jak Mazury (bo jezior dużo).

A teraz – napisane tak, że płyyynie się lekturą. Czyli super. Ale…

O zakończeniu już wiesz. Jest literówka (”zdzieliła go korbą”). No i do pasji doprowadza mnie transkrypcja rosyjskiego na angielski, zamiast na polski – devushka. W dawnych, dobrych czasach napisałbyś “diewuszka”. Bo czyż nie piszesz Tołstoj, a nie Tolstoy?

No i nie wiem, czy oficerowie nosili pepesze, bo to zdaje się broń szeregowców? Ale tu niech się Rybak wypowie.

Poza tym – bardzo fajne :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Swoją drogą, fajna dupeczka, panie malarz!

To się nazywa seksizm :/ I teraz nie wiem, czy mam ochotę czytać ten tekst :-( Ech, jeszcze tu wrócę.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dziewczyna, dziewuszka, diewoczka… Przypomniał mi się Dmitri Gluchowsky. Albo Gluhowsky, nie mówiąc o Tchaykowskym. W języku polskim wierna transkrypcja fonetyczna wyrazów rosyjskich nie nastręcza trudności i sięganie po transkrypcję angielską jest nieporozumieniem.

Chyba zdzieliła go kolbą, a nie korbą. Fakt, pepesza miała drewnianą kolbę.

Linia Mannerheima była głęboko urzutowana w głąb bronionego terenu i jej przekraczanie, jak to czyni bohaterka, brzmi nieco śmiesznie.

Niespecjalnie mnie uwiódł ten tekst.

Pozdrówka.

 

Bardzo to ładnie napisane, świetnie wyważone – wystarczająco bogate formalnie, by oddać malarski nastrój, wystarczająco konkretne, by nie odjeżdżać w poezję i trzymać czytelnika za mordę krwawym ciężarem wojny. I historia fajna, niehrabiowsko prosta i przejrzysta, a zabieg z wątkiem romansowym – taki czysty i niewinny wśród wojennego paskudztwa – całkiem fajny. Mój wewnętrzny jednorożec bardzo się cieszy, widząc takie rzeczy :-) 

Czepialstwo… Okej, znajdzie się. Rzecz dzieje się podczas Wojny Zimowej, na przełomie 1939 i 40 tak? Czołgi KW-1 dopiero zaczęły się tam pojawiać, jako prototypy testowane w warunkach bojowych. Niewielka szansa na to, że jakiś, odpowiednio zresztą wcześniej, rozjechałby Nadię na ulicach Leningradu. 

Pepesza kołysała się na ramieniu dziewczyny, u jej pasa grzechotał woreczek z zapasowymi magazynkami bębnowymi.

Taki magazynek ważył dobre dwa kilo i był całkiem spory, u pasa musiałby jej dyndać solidny, kilkukilogramowy wór. Chyba mało to wygodne. Poza tym, pepesze wprowadzono do użytku w połowie czterdziestego pierwszego.

Widzisz, trzeba było wrzucić mecha, to żaden maniak nie czepiałby się realiów ;-) 

Ale ogólnie – bardzo dobry tekst. Hrabiowski emocjonalnie, nieco inny (bo jasny i zrozumiały ;-)) formalnie. 

Podobało się! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki wielkie za komentarze. Miło, gdy komuś chce się napisać te kilka słów…

 

Nie bardzo ten romans? Zgadzam się, Wybraniecko – w końcu nie romansowali za wiele ;)

Karelia to kraina, choć zgadzam się, że brzmi trochę jak imię. Dlatego użyłem też zwrotu Przesmyk Karelski, coby to trochę uwydatnić.

Miło, że wpadałaś. Tym bardziej, że Ciebie chyba jeszcze nie miałem okazji gościć :)

 

Śnio, Znikąd – przyjąłem, dzięki.

 

Staruch, Roger – macie diewuszkę, nie narzekajcie ;P A tak serio, to nie znam się na tym i po prostu sprawdziłem dziewczynę w google tłumacz. W transkrypcji wyszło jak wyszło, nie wiedziałem, że to z angielskiego.

To, czy pepesza jest właściwą bronią dla oficera, również nie wiem. Ale skoro pan Różalski taką giwerę wsadził jej w rączki, to się nie kłóciłem ;)

Roger – przekroczenie brzmi śmiesznie? A rozwinąłbyś kwestię? Bo moja wiedza o linii Mannerheima opiera się niestety tylko na kilku internetowych grafikach. Z taką wiedzą “przekroczenie” zdało mi się dopuszczalne…

Dzięki, panowie, za lekturę i cenne uwagi.

 

To się nazywa seksizm :/

I jeszcze grubiaństwo :( Przepraszam, Pierożku. Tak sobie tylko napisałem, ale skoro może to urazić Ciebie, tudzież drogą mi Sojuszniczkę Naz, to po prostu usunę.

Chodź, chodź, bom ciekaw Twojego zdania :3

 

Thargone. Ech… Gdyby inni również, tak dobrze jak Ty, rozumieli sztukę, którą czynię… XD

Co do Twoich uwag, będę się jednak bronił. Akcja dzieje się dokładnie w lipcu 1941 roku. Wojna kontynuacyjna, a nie zimowa.

Podczas wojny zimowej Nina walczyła w Losevo, tam też powstał obraz z tygrysem. Próbowałem nakreślić to w tych fragmentach:

Mimo że minął już ponad rok, Nina wciąż pamiętała gałązki w jego jasnych włosach

Karelia wciąż pamiętała wojnę, która wydarzyła się tu ledwie rok temu

Kurde, we wcześniejszej wersji było jaśniej, ale coś pozmieniałem :|

Przyłapałeś mnie natomiast w kwestii magazynków – trochę to zdanie przekształciłem, choć jest to problem, który wymaga chyba lepszego rozwiązania – a także wypadku Nadii. Szczególnie, że to przecież dzieciństwo Niny…

Całe szczęście, że zawsze znajdzie się starszy czołg XD

Dzięki wielkie za wnikliwą analizę.

 

Póki czas, błędy i nieścisłości poprawiłem :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bardzo proszę, link-> https://pl.wikipedia.org/wiki/Linia_Mannerheima

Z tym przekraczaniem linii Mannerheima dałeś, niestety, czadu. Podobnie jest z pepeszą.

Czajkowski albo Czajkowskij, Głuchowski albo – dokładnie – Głuchowskij, Dmitrij, a nie Dmitri, a nawet Dymitr, bo istnieje i jest stosowany polski odpowiednik tego imienia, i to od dawna, vide Dymitr Samozwaniec.

Przeszła/przekroczyła pierwszą linię schronów i zapór fińskich umocnień, i tak byłoby o niebo lepiej. 

Pozdrówka.

A rzeczywiście, przegapiłem te wskazówki, dotyczące czasu akcji (w tej sytuacji pepesza jak najbardziej zresztą przystoi oficerowi-bohaterce, jako nówka wypas) 

gdy gąsienice ciężkiego czołgu BT-2 zmiażdżyły jej drobne ciałko.

Ekhmm… BT-2 były lekkimi czolgami (bystrochodnyj tank), którym można było zdemontować gąsienice, założyć koła i na porządnej drodze rozpędzić do prawie osiemdziesięciu na godzinę.

Skasuj ciężkiego i już sobie idę i nie nękam więcej ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jeśli odejdzie zawczasu – a nie przedwcześnie?

Ciekawe i wyjątkowo – choć to o wojnie – nie przeskakiwałam całych fragmentów. Fajnie thargone wcześniej napisał – a zabieg z wątkiem romansowym – taki czysty i niewinny wśród wojennego paskudztwa – całkiem fajny. Mnie tez to podpasowało.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jeśli ciężkie, to podczas wojny zimowej używano T-35.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Skasuj ciężkiego i już sobie idę i nie nękam więcej ;-) 

Skasowałem, niemniej wpadaj ilekroć masz ochotę, Thargone! Z ciekawostką o kołach zapoznałem się już wcześniej – fajna sprawa.

Tymczasem może i ja ponękam Ciebie ;)

 

Rogerze, królu złoty! Wikipedia to już od tygodnia wykuta na blaszkę ;)

Niemniej, rozumiem Twoje wątpliwości – przekształciłem zdanie, by dotyczyła tylko fragmentu “linii”.

Co do pepeszy. Jeśli masz na myśli “korbę”, to była literówka! Napisałbym tak z premedytacją tylko jakby Nina strzelała z kuszy ;P No, chyba że chodzi o inną kwestię. Tak czy inaczej, broń odziedziczyła po załączonej grafice, nie miałem tu wiele do gadania.

Dzięki raz jeszcze, pozdrawiam zwrotnie.

 

EDIT:

Yay, nowe komentarze! :D

 

Miło Cię widzieć, Bemik. Dzięki serdeczne za przeczytanie, fajnie, że wątek romantyczny ma też swoich zwolenników :)

“Przedwcześnie” → jak najbardziej. Dzięki ponownie. Pisałem na ostatnią chwilę i takie efekty ;)

Do zobaczenia pod Twoim tekstem!

 

Staruch – o, ciekawa propozycja, dzięki. Rok 1934 ma rację bytu w tamtym fragmencie… Ciekawe który z tych czołgów miałby większą szansę znaleźć się wtedy w Leningradzie ;)

Nie zapominaj tylko, że to koszmar-wspomnienie Niny. Wtedy była znacznie młodsza, niemniej rozpiętość czasowa dla tego fragmentu może być dosyć duża.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dlatego użyłem też zwrotu Przesmyk Karelski, coby to trochę uwydatnić.

No i to mnie potem naprowadziło, że nie o kobietę chodzi ;)

clappity clappity.

I would prefer not to.

Tak sobie tylko napisałem, ale skoro może to urazić Ciebie, tudzież drogą mi Sojuszniczkę Naz, to po prostu usunę.

Ech, nie w tym rzecz, że może kogoś urazić… Jestem na Ciebie zła za wypisywanie głupot, ale tekst przeczytam devil Tyle, że jutro, bo oczy mi się zamykają…

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ciekawie napisane, taki “horror w tle”.

 

Mam jedno pytanie, być może jestem na krawędzi srogiej nadinterpretacji, ale czytając końcówkę (o wyczuciu emocji z daleka i o “dziele, kwintesencji uczuć” przypomniałem sobie wcześniejszy fragment: “W plutonie panowała pogodna atmosfera. Wszyscy wierzyli w Ninę i jej szczęście na polu bitwy. Od kiedy pojawiło się ono przed rokiem, tak trwało po dzień dzisiejszy”. Rok wcześniej Nina otrzymała obraz czy… rok wcześniej została namalowana?

Jeden z bardziej oryginalnych pomysłów w konkursie. Dobrze napisane, z nutą nostalgii, jednak bez przesady. Mnie spodobał się epilog, dodaje smaku całej historii. Przeszkadzały mi tylko dwie rzeczy.

Wolałbym też, aby Nina dostała obraz od wroga, a nie Fina. To jednak subiektywna sprawa.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zanim przyjdzie właściwy komentarz, to po prostu muszę zadać to pytanie. Wiem, że część już wyrzuciłeś. Czy Ty sam osobiście pisałeś przedmowę i byłeś wtedy trzeźwy? Bo jakoś mi tak do Ciebie to nie pasuje/pasowało.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Skoro musisz, to naturalnie odpowiem, Sojuszniczko.

Po pierwsze, pisałem sam. Sam piszę swoje przedmowy, swoje teksty i swoje komentarze.

Po drugie, byłem trzeźwy. Ostatni raz piłem w sobotę 9 czerwca w Żywcu i było to jedno piwo (naturalnie Żywiec).

Dopisek pojawił się ze względu na pewną rozmowę, którą niedawno odbyłem i był w zamyśle dowcipnym nawiązaniem do tejże rozmowy. Nie spodziewałem się, że wywoła takie poruszenie – doprawdy można wrzucić znacznie gorsze słowa do przedmowy…

Ufam, że w tym momencie czujesz się już doinformowana.

 

Wilk – O rany, w dalekie rejony żeś zawędrował! :D Podoba mi się kierunek, w którym kierujesz myśli. Byłoby bardzo po countowemu, choć niestety muszę Cię zawieść – podczas wojny zimowej Jaakko po prostu namalował tego tygrysa.

A raczej nie namalował go tak “po prostu”, tylko siłą swojej wyobraźni i swoich uczuć uczynił obrońcę dla dziewczyny, której w żaden inny sposób nie potrafiłby ocalić. We wstępnej wersji chciałem nawiązać również do innych prac (które spłonęły w pracowni). Na wszystkich znajdowały się “rzeczy niesłychane”, mechy, krasnoludki i inne potwory, ale wszystkie były tylko nałożonymi farbą tworami, a sam Jaakko został uznany za dziwaka, który “maluje nieistniejące rzeczy”.

Dzięki za przeczytanie.

 

O kurde, więcej tych Finów w tekście, niż w okopie, Darconie :O

Rzeczywiście, przydałoby się uszczuplić ich szeregi, szkoda że już po terminie. Natomiast samego malarza nie opisywałem jako wroga, ponieważ był on tylko dziwnym mieszkańcem Losevo, który pokochał radzieckiego oficera. Dlaczego? Wtedy, podczas wojny zimowej, wydarzyło się coś szczególnego i niecodziennego. No ale z opisywania tego musiałem jednak na rzecz limitu zrezygnować ;)

Wielkie dzięki za wizytę i uwagę.

 

clappity clappity.

Woohoo! :))

 

Ponadto, dziękuję Finkli, Funowi, Bemik, Thargone’owi i Darconowi za kliki do biblioteki :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał. Urażona czy coś nie byłam, tylko zdziwiona mocno, bo z Twoim szlachectwem mi jakoś te słowa nie grały, lekko rujnujac taki piękny wizerunek ????

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zacznę od uwag warsztatowych – czytało mi się średnio. Często zmieniasz podmioty, dodatkowo stosujesz personifikacje i bardzo wiele zaimków dzierżawczych – efekt jest taki, że kilkukrotnie musiałam się zatrzymywać, żeby się zastanowić, co do czego się odnosi. Myślę, że nie zaszkodziłoby przejrzeć tekst pod kątem usunięcia zbędnych zaimków. Czasami też stosujesz dziwne konstrukcje składniowe, np.

 

Przywykła, podobnie jak większość żołnierzy Armii Czerwonej na tyle doświadczonych, by dożyć awansu na stanowisko oficerskie.

– to zdanie składniowo zupełnie się nie klei (i brakuje przecinka po Czerwonej). Albo połącz ze zdaniem wcześniejszym, np. myślnikiem, albo dodaj podmiot i orzeczenie ;-)

 

Spasibo, Misza.

Jeśli fonetycznie, to spasiba.

 

Jeśli chodzi o historię – to wyszło ciekawie :-). Fajny pomysł, przyzwoicie oddane realia wojenne (choć tu się mogę mylić – jestem zupełnym laikiem w tych rejonach ;-)), bez zbędnego epatowania flakami; miłość jako spiritus movens opowiadania wyszła naturalnie, dodaje fajną warstwowość fabularną. Ciekawie wyszedł też kontrast między postawami głównych bohaterów – miłość kontra śmierć. Swoją drogą straszny romantyk romantyzmem niedzisiejszym z tego Fina. Podobało mi się.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

z Twoim szlachectwem mi jakoś te słowa nie grały, lekko rujnujac taki piękny wizerunek ????

Wizerunek… Wiesz co, Śnio? To tak jak z pokrytym patyną mosiądzem. Może i teraz nie wygląda tak dobrze jak wcześniej, ale zapewniam Cię, że zaraz go oczyszczę, a wtedy rozbłyśnie nowym światłem! ;D

 

Przemogłaś się, Pierożku. Dziękuję :3 Ufam, że w treść nie była już seksistowska.

Czytało się średnio? Cenna uwaga – postanowiłem z okazji tego szorta przetestować nieco inny model narracyjny (warsztatowy? cholera wie), tym ciekawszy jestem opinii. Z przeglądaniem będę się musiał jednak powstrzymać do wyników.

Spasibo → powiem Ci, że w tej kwestii jestem w rozterce. Sam napisałbym to przez “a” na końcu, ale google tłumacz i wikisłownik (czy jakoś tak) podpowiadał inaczej… Wersja z “a” znalazła się natomiast na jakimś angielskim słowniku. Transkrypcja z cyrylicy to trudna sprawa.

Jakby ktoś dobrze ogarniał ten temat, chętnie poczytałbym, co ma do powiedzenia :)

Szkoda, że czytało się średnio, ale jeśli pomysł daje radę, to bardzo się cieszę.

Miłego dnia, Pierożku :)

 

Maćku – dzięki za wysoką ocenę.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Niezłe.

Fajnie przeczytać nieco lżejszą historię Twojego autorstwa (lżejszą, mimo że w pierwszych akapitach dziewczynka zostaje zmiażdżona przez czołg XD). 

Czytało się dobrze, pomysł ciekawy, więc nie ma co się rozpisywać, szort moim zdaniem udany. 

Romantyczne zakończenie nie przeszkadzało, choć pomyślałbym nad ostatnim zdaniem (nie gra trochę to, że w tekście nigdzie wcześniej nie ma zapisu myśli kursywą). 

I jeśli jeszcze mogę się czegoś przyczepić, to takie nadmierne wyeksponowanie “Będzie cię chronił od złego” wydaje mi się trochę zbyt Kingowskie. Wolałbym to schowane w tekście. 

 

No ale mimo wszystko 2/10, bo ta OKROPNA przedmowa wciąż pozostaje w mojej pamięci. Nie spotkałem się z tak seksistowskim zachowaniem od czasu, kiedy powiedziałem mojej dziewczynie, że ładnie wygląda.

Spasibo → powiem Ci, że w tej kwestii jestem w rozterce. Sam napisałbym to przez “a” na końcu, ale google tłumacz i wikisłownik (czy jakoś tak) podpowiadał inaczej… Wersja z “a” znalazła się natomiast na jakimś angielskim słowniku. Transkrypcja z cyrylicy to trudna sprawa.

Transkrypcja jest przez o, bo pisze się przez o спасибо, ale wymawia się spasiba. W języku rosyjskim występuje tzw. akanie – wymowa nieakcentowanego o jak a. Inny przykład:

город Москва – transkrypcja gorod Moskwa; wymowa gorad Maskwa.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Kości trzasnęły jak pękające w ognisku konary

no i w tym miejscu już byłem pewien, że to Count ;)

 

zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo, jakie stanowi mobilizująca siły III Rzesza

w 41’ to oni byli już dawno zmobilizowani, a jeśli rzecz się dzieje w lipcu, to od miesiąca nawet w stanie wojny z ZSRS.

 

Ale poza tym prawie tak ładne jak bohaterka obrazu (ups…). Chociaż osobiście też skłaniałem się do interpretacji Wilka-Zimowego.

 

 

Komentarz od Funa. Nie może być!

choć pomyślałbym nad ostatnim zdaniem

Powiem Ci, że też miałem wątpliwości. Czy to umieszczać czy nie. Czy napisać po rusku/fińsku. Czy tak jak jest… A może jeszcze inaczej?

Szczerze mówiąc, wolałbym bardziej zobrazować jego uczucia, niż lecieć bezczelnym sloganem, ale limit był bezlitosny :/

Nie spotkałem się z tak seksistowskim zachowaniem od czasu, kiedy powiedziałem mojej dziewczynie, że ładnie wygląda.

Przykro mi, że uraziłem i Twoje uczucia, towarzyszu broni. Postaram się ogarnąć, bo latka lecą, a rozumu niestety nie przybywa :(

Dzięki serdeczne za odwiedziny i komentarz.

 

W języku rosyjskim występuje tzw. akanie

Łooo :O Z Ciebie większa poliglotka niż z Counta, Pierożku! Dziękuję :))

Dostosuję się i zmienię, gdy tylko będzie to możliwe.

 

w 41’ to oni byli już dawno zmobilizowani

Hmm, no tak. To w sumie oczywiste XD

Gdy to pisałem, miałem na myśli raczej samą wojnę kontynuacyjną, choć i tu mogłem palnąć gafę. Dzięki, Coboldzie. Przekształcę to, gdy nadejdzie odpowiedni moment.

Interpretacja Wilka mnie też się podoba, choć ostatnie zarzuty o niezrozumiałość moich tekstów sprawiły, że staram się jednak to wszystko upraszczać… Póki jednak interpretacja trzyma się kupy, jest jak najbardziej słuszna – to jak z teoriami fizycznymi ;)

Dzięki wielkie za zajrzenie i skomentowanie.

I podzielam zdanie odnośnie bohaterki :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Funie, Coboldzie, Hrabio,

nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć Wam, że fajne z Was dupeczki ~^^~.

I tym przewspaniałym komplementem zakończyć moją aktywność pod tym tekstem.

Пока!

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dziękuję, traktuje to jako niezasłużony komplement ;3

Aż się zarumieniłem. 

Dobra dobra, a z Ciebie fajny Pierożek :3

 

Tym pozytywnym akcentem zakończmy temat seksizmu – wszak tekst jest delikatny i dziewiczy, skłania raczej do przeżywania upojnych chwil w galerii, tudzież na froncie wschodnim, niż do takich nieprzyjemnych, mainstreamowych tematów.

Wojna i pokój!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Olaboga, tym razem CHYBA NAWET nie popełniłem horroru.

 

– Patrz, to żołnierze! Hej heeej, żołnierze! Czy ja też mogę po- – Słowa Nadii urwały się, gdy gąsienice czołgu BT-2 zmiażdżyły jej drobne ciałko.

 

XD

Sorry, Count. Gore to chyba jakiś tam podgatunek horroru. ;D

 

Żołnierze nawet się nie zatrzymali, nawet nie obejrzeli w swym chwalebnym przejeździe przez ulice Leningradu.

Nie rozumiem tego zdania. Nie obejrzeli w swym przejeździe ulic Leningradu?

 

 

Wojenna sceneria wydaje się być Twoim naturalnym środowiskiem, wszak możesz te wszystkie obrzydliwości bezkarnie wplatać pomiędzy egzaltowane opisy i w sumie nikt się nie doczepi, a ktoś może nawet pochwali. ;)

Podobało mi się, że znowu osadziłeś akcję w nie tak dalekiej, ale egzotycznej, rzadko wykorzystywanej krainie. Mniej mi się podobała bohaterka – żeński terminator. Historia, przez bohaterkę zapewne, jakaś porywająca nie jest, ale znowu zakończenie bardzo misię, bo jest romantycznie, ale nie słodko, wręcz słodko-gorzko, a to mój ulubiony smak.

Krótko mówiąc, to dobry szort. Nie jakiś wybitny, ale wart przeczytania.

Wojna zimowa to jeden z moich ulubionych epizodów II wojny światowej. Dlatego z przyjemnością przeczytałem tekst osadzony w tych realiach. Chociaż końcówka była zbyt ckliwa i romantyczna, czytało mi się całkiem nieźle.

Powodzenia w konkursie :)

zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo, jakie stanowi mobilizująca siły III Rzesza[+,] i potwierdził zakończenie przemarszu karnej kompanii.

Przecinek. Część “i potwierdził zakończenie przemarszu karnej kompanii”  jest równorzędna w stosunku do “zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo”.

 

Głos tego głupiego Fina rozbrzmiewał w jej głowie, a uśmiech roztapiał serce. Swym jednym głupim obrazkiem przekreślił wszystko, czego pragnęła, odebrał szanse na godną śmierć.

To powtórzenie jest celowe?

 

Nagle na jej kark spadło ciężkie uderzenie, Nina padła bezsilnie.

Powtórzenie. Zamiast tego przecinka postawiłbym kropkę.

 

Mknąc w przestworzach do niewielkiej wsi, w której z pewnością znów trwają walki,

Nie podoba mi się użycie tutaj czasu teraźniejszego, wg mnie to się trochę kłóci z przyjętą konwencja narracji.

 

Spodobał mi się realizm magiczny w tym tekście. Ciekawie zarysowałeś postać głównej bohaterki, jej traumę z dzieciństwa, która wynikła z dość losowych i prozaicznych, a jednocześnie okrutnie zimnych okoliczności. Plus za tygrysa (lubię te zwierzęta) i Wojnę Zimową, która jest bardzo ciekawym okresem II WŚ.

Zakończenie dość enigmatyczne – odbieram je jako ekspozycję niespełnionej miłości Fina do radzieckiej wojskowej, płomień osamotnionego uczucia podsycany przez sztukę, która stała się rzeczywistością.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wielki plus za wybór Wojny Zimowej. I w sumie tyle. Stworzyłeś klimat, a nawet zapodałeś nieco gore na początku. Ładnie się “gryzie” z ckliwym zakończeniem, co dla mnie jest kolejnym pozytywem.

Nie może być, czytają mię! :3

 

Siema, Bright.

Powiem Ci, że scena przejechania przez czołg była pierwotnie dłuższa. Znalazło się miejsce dla rozpaczliwego kwilenia, dla spojrzenia czystych dziecięcych oczu zalewanego przez błoto… Dla szarpiącego zewłok ptactwa.

Ale LIMIT! Kurde :/

Dzięki za wizytę. Rzeczywiście, trochę wyszedł z niej żeński terminator :/

 

Belhaj, Deirdriu, dziękuję.

Tylko wiecie… To wojna kontynuacyjna, nie zimowa. Scenka z zimowej, pierwsze spotkanie Niny z Jaakko niestety się nie zmieściło. Niemniej, okres rzeczywiście ciekawy.

 

Wicked – nie może być, zaszczycasz mnie drugą wizytą… ;P

Przecinek… A nie mogę usunąć tego sprzed “jakie”? Nie lubię ich wstawiać przed łącznikiem “i” – w książkach też zresztą rzadko tak się robi…

Co do innych uwag – poprawię, gdy tylko Żuri nie będzie patrzeć na ręce. Nieodleżenie zabrało jednak żniwo.

Zakończenie odbierasz właściwie ;D Dzięki za wizytę, komentarz i nominację.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Stylem wciągasz czytelnika w lekturę. Przeczytałem jednym tchem. Większość opka lepsza od końcowej części bo… chyba osadzona mocno w realiach wojny. Potem robi się jakoś onirycznie, i ta zmiana mi nie leży. 

Ale ogólnie podobało mi się. 

 

Ale takich sformułowań proponuję unikać:

Stała jak sparaliżowana i patrzyła, nie mogąc wykrztusić ani słowa.

Mozna stać, jak to się przyjęło potocznie mówić, sparaliżowany strachem, ale nie da się stać jak sparaliżowany. 

Rzeczywiście, zbyt kolokwialny zwrot.

Dzięki za komentarz, Blackburn. Fajnie, żeś wpadł.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hrabio, no właśnie ten punkt wyjścia jest świetny. Wojna zimowa jest tak mało popularna i nawet nie zawsze przekazywana w szkoła (o ile w ogóle, bo dawno mnie w szkole nie było), że najdrobniejsza rzecz cieszy ;)

.

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Spodobało mi się bardzo osadzenie opowiadania w realiach tuż po Wojnie Zimowej (srał pies drobne elementy niezgodności linii zdarzeń historycznych, to przecież zawsze może być alternatywna rzeczywistość, prawda?). Spodobało mi się konsekwentne, choć przerysowane zbudowanie bohaterki – ale w tak małej objętości sięganie po drastyczne środki (Chrup chrup – gąsienice czołgu ze smakiem gryzły asfalt przyprawiony ciałkiem małej Nadii… Brrr, zgroza dla ojca Młodej Damy, rusza!). Nie spodobał mi się nagły przeskok w oniryczną konwencję w finale, ale to – de gustibus, miałeś jakiś zamysł i go zrealizowałeś. Za to pomysł, by zestawić romans z wnikającym w kości i charakter człowieka bezwzględnym zimnem wojny, choć nienowy, zawsze jest kontrastem, który zmusza do zastanowienia się, czy te długowłose hipisy zza Wielkiej Kałuży naprawdę nie mają racji, robiąc dzieci zamiast wojnę :-)

 

Znaczy, przyjemnie, choć nie do końca mi leży. Ale pisz pan, pisz!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No widzisz, Psycho – latka lecą, ale Counta nadal jara krzywdzenie dzieci w opowiadaniach ;D

Miło, że wpadłeś. Wielkie dzięki za opinię.

 

Cieniu – wow, widzę, że w tym konkursie to poszedłeś jak burza ;P

Dzięki za kropkę.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

– Patrz, to żołnierze! Hej heeej, żołnierze! Czy ja też mogę po- – Słowa Nadii urwały się, gdy gąsienice czołgu BT-2 zmiażdżyły jej drobne ciałko.

 To tak powinno być?

Wiesz[+,] co mówią w plutonie?

Ładne :)

Ładnie napisane, ale na sam koniec spodziewałam się czegoś więcej. Może wyjaśnienia wielkiej tajemnicy. Niemniej jednak przeczytałam z przyjemnością. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ooooch, jakże miłe sercu memu osoby mogłem dziś ugościć! Szczęśliwy z Counta człowiek, oj szczęśliwy ;D

 

Dziękuję za wizytę i miłe słowa, Anet, Mor :)

 

Anetto – owszem, tak powinno być. Natomiast przecinek zaraz poprawiam.

Edit: No dobra, masz rację XD Coś mnie zaćmiło podczas pisania, i chyba nie był to Księżyc…

 

Morgianno – Tym razem na wielką tajemnicę miejsca zabrakło, znalazło się tylko na taką malutką ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

;)

Ha! CountPrimagen popełnił romansidło (zemsta jest słodka ;)).

No dobrze, ponabijałam się, ale teraz już na poważnie.

Devushka – co to ma być? Dlaczego taki paskudny zapis? Jeśli chciałeś uniknąć dziewuszki, to mogłeś napisać diewoczka, wyglądałoby lepiej – takie jest moje zdanie.

Było magicznie pięknie, bardzo podobała mi się opowieść i mroczna dziewczyna oraz jej niecodzienny obrońca. Sama bym takiego chciała J Z jednej strony końcówka mnie zaskoczyła w pierwszej chwili, ale z drugiej, niemal natychmiast pomyślałam – czemu nie. Tylko jedna rzecz mnie męczy – dlaczego? Dlaczego on ją tak pokochał – nie ma nic, ani słowa jak ją poznał/spotkał. Narysowanie obrazka jednak chwilę zajmuje – zrobił to wcześniej i po prostu na jej widok go coś tknęło i zrobił to, co zrobił, czy malował specjalnie dla niej? I, niestety, ale są to pytania z gatunku tych uwierających.

Trzeba jednak przyznać, że klimat jest i sam w sobie i zgrywający się z grafiką. 

 

 

PS. Komentarz jest z momentu czytania i już nie będę go zmieniać, mimo że Ty zmieniłeś zapis dziewuszki. Niech zostanie ku pamięci i przestrodze. I przy okazji – nie należy wierzyć słownikowi google, można się naciąć (wciąż, mimo że podobno jest coraz lepszy). A jeśli chodzi o transkrypcję, to lepiej skorzystać ze słownika z audio, odsłuchać jak dane słowo brzmi i nawet zapisać ze słuchu niż kopiować obce zapisy. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podobało mi się. Umiesz pisać o uczuciach i je ładnie przedstawiać, więc pani porucznik wychodzi nader fajnie. Podobnie motyw z malowanym tygrysem, naprawdę interesujący pomysł.

I choć historia pachnie banałem, choć kończy się happy endem, choć dotyczy zwykłego uczucia miłości przedstawicieli dwojga zwaśnionych narodów – to mi się podoba. Chyba ostatnio za dużo siedzę w mroku i cieni śmierci (czy innych złych elementów mrocznej duszy), że stare dobre koncerty fajerwerków zaczynają mi miło smakować :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ha! CountPrimagen popełnił romansidło (zemsta jest słodka ;)).

Nie pierwsze i nie ostatnie, Śnio! Ale w moich romansidłach nie ma przynajmniej pleczystych, półnagich mężczyzn, którzy muszą uratować od niechybnej śmierci bezbronną niewiastę ;P

Ano nie ma słowa o spotkaniu sprzed roku, podczas wojny zimowej. Również tego żałuję, ale się nie zmieściło, a Count nigdy nie potrafił kondensować treści… :(

Malował specjalnie dla niej. Obrazek jest w pełni zgodny z rzeczywistością, tylko dodano do niego tego (nie)szczęsnego tygrysa.

Przepraszam za devushkę XD

 

I choć historia pachnie banałem, choć kończy się happy endem

Czyżby, Nowhere? Tak to zinterpretowałeś, więc może rzeczywiście za dużo mroku ostatnio ;) Ale słusznie. Specjalnie zostawiłem furtkę, by Nina zdążyła dotrzeć do Jaakko i uratować go, tak by później mogli razem odlecieć w siną dal. ALE!

… ;)

Prawdziwe rozwiązanie tkwi na wierzchu, w tytule. Czym jest tytułowy tygrys? Samym zwierzakiem? Uczuciami Jaakko? Walecznym sercem Niny? Czymkolwiek by był, jest to ostatnie wejrzenie. Czyli – kaput. Jaakko umiera na polu bitwy, jego miłość gaśnie więc znika tygrys, a Nina… spada z nieba. Ale nikt jej raczej nie powie “Hej, mała! Bolało jak spadłaś z nieba?” bo Nina będzie już ślicznym trupem :(

No ale to interpretacja Counta, Twoja również jest słuszna :D

 

Dziękuję Wam, drodzy jurorzy. Fajnie, że tekścik przypadł do gustu na tyle, by pchnąć go dalej. Ciekawe, co powie Kuba na swoje alternatywne wcielenie XD

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No ale to interpretacja Counta

No i zamordowałeś taki piękny romans (wiem, że nie pierwszy i mam nadzieję, że naprawdę nie ostatni). Ja też wolę myśleć, że Nina zdążyła i wraz z tygrysem uratowali Jaakko.

I, och, właśnie sobie wyobraziłam, że czytam ten fragment, jak Jaakko maluje obrazek. Jak przelewa w niego całą miłość… To by było piękne.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czyżby, Nowhere? Tak to zinterpretowałeś, więc może rzeczywiście za dużo mroku ostatnio ;) Ale słusznie. Specjalnie zostawiłem furtkę, by Nina zdążyła dotrzeć do Jaakko i uratować go, tak by później mogli razem odlecieć w siną dal. ALE!

Znalezione obrazy dla zapytania vader noo

Prawdziwe rozwiązanie tkwi na wierzchu, w tytule. Czym jest tytułowy tygrys? Samym zwierzakiem? Uczuciami Jaakko? Walecznym sercem Niny? Czymkolwiek by był, jest to ostatnie wejrzenie. Czyli – kaput. Jaakko umiera na polu bitwy, jego miłość gaśnie więc znika tygrys, a Nina… spada z nieba. Ale nikt jej raczej nie powie “Hej, mała! Bolało jak spadłaś z nieba?” bo Nina będzie już ślicznym trupem :(

Znalezione obrazy dla zapytania palpatine approves

No ale to interpretacja Counta, Twoja również jest słuszna :D

Znalezione obrazy dla zapytania inquisition approved

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Od tej sceny zaczynałem pierwszą wersję, ale po 5 tysi skapnąłem się, że przegiąłem. Ale i na piękno przyjdzie jeszcze czas. Trzymaj się :)

 

 

Dokładnie – yes

Na końcu zawsze znajduje się śmierć, NoWhereManie ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Osobiście – uwaga, teraz będę zaskakiwał – od dobrej historii wolę dobrze opowiedzianą historię, a Twoja, choć spełnia pierwszą część tego warunku, to jednak fabularnie (teraz będę wyolbrzymiał) leży i kwiczy, i żaden tygrys jej nie ocali przed moją niechęcią do – za przeproszeniem – z dupeczki zakończeń, niedopowiedzeń i nielogiczności. Zgadzam się też z Pierożkiem i wszystkimi, którzy zarzucają Ci nadmiar Finów i pewne błędy, czy po prostu kontrowersje, natury stylistycznej.

Generalnie jednak – naprawdę bardzo ładny tekst.

Tyle, tylko tyle i aż tyle.

Fabuła. Hmmm… Zakończenie zupełnie mi nie podeszło, to na pewno.

Retrospekcja: Wylazł jakiś facet z krzaków i dał babie obraz.

Ja ze swojej – czytelniczej – perspektywy widzę tylko tyle. Dla mnie jest więc to ich pierwsze i ostatnie spotkanie.

Mógłbym przyjąć na wiarę, że między malarzem a oficer podziała się jakaś grubsza historia, ale z tekstu zupełnie nic takiego nie wynika, więc wielka miłość, zdolna przenosić rysunki do realu i zmuszać je do latania, brzmi mi tu po prostu bezsensownie i sztucznie, a przy tym zupełnie nie pasuje do klimatu całego opowiadania. Z tego, co widzę, będę raczej osamotniony w tej opinii, ale dla mnie to po prostu tani, niezjadliwy banał.

Nie łapię też, skąd nagle u Jaakko wzięły się te rany – czy jest to niedopowiedzenie natury fizycznej (podczas toczących się dookoła walk, w których szlag trafił jego pracownię, on sam też został poharatany, tylko ktoś zapomniał o tym wspomnieć), czy metafizycznej (z tego co rozumiem, gość był żywotnie powiązany ze swoim tygrysem, i póki on żył, żyło i zwierzę, więc, być może, kiedy zwierzę zostawało ranne – tylko jak i kiedy? – cierpiał i umierał malarz)? Stawiałbym na pierwszą opcję, ale pewności mieć nie mogę. I to mnie wkurza.

Tak więc i tym razem nie udało Ci się napisać tekstu prostego i całkowicie zrozumiałego.^^

Nina i jej motywacja też mnie nie przekonuje, bo zasadniczo nie wiem, czego ona właściwie szuka w na froncie. Odkupienia? Tylko za co? Nie odniosłem wrażenia, by śmierć siostry była jej winą – ogólnie, mimo że krótko i dosadnie, to jednak bardzo licho opisana jest cała scena i dotąd nie potrafię sobie wyobrazić, jak mogło dojść do tego, że dziewczynka wleciała prosto pod koła czołgu, i nikt nie zareagował na czas. Tym bardziej, że wypadek zdarzył się na placu defiladowym, co wprowadza mnie w jeszcze większą konsternację – sama niedorzeczność sytuacji, plus kruki na żerdziach i błoto pod gąsienicami sugerowały raczej, że zdarzyło się się, gdy kacapy wpadły zbrojnie do jakiejś wioski w celu wyzwolenia, albo “wyzwolenia” mieszkańców – co chyba na jedno wychodziło – a nie podczas parady wojskowej w wielkim mieście, gdzie dorośli nadzorowali dzieci, a czerwonoarmiści – dorosłych.

Odkupienie raczej nie wchodzi w grę. Więc co? Pragnienie ukojenia bólu po śmierci siostry w śmierci własnej? Też mnie to nie przekonuje. Podczas tej feralnej parady Nina była chyba jeszcze dzieckiem, a dzieci nie reagują w ten sposób. Poza tym sporo czasu minęło od tamtego feralnego dnia, więc gdyby dziewczyna chciała się zabić, to miała dość czasu. Oddawała cześć duchowi Nadii, której podobały się żołnierzyki? Naciągane, a przy tym sama Nina raczej powinna czuć głęboką awersję do ludzi, instytucji i idei, z winy których straciła siostrę, a nie pchać się w jej szeregi i wspinać po szczeblach kariery.

Dziwne te Rosjanki.

 

Od strony fabularnej opowiadanie – że się powtórzę – mi nie podeszło po prostu, ale że tekst napisany naprawdę ładnym, przyjemnym językiem – pod tym względem jesteś coraz lepszy, Count, i miło to zaobserwować – to nie mogę też powiedzieć, że lektura sprawiła mi jakąkolwiek przykrość, bynajmniej.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Skoro pola do dyskusji nie zostawiasz, ograniczę się tym razem do podziękowań za wyczerpujący komentarz.

Dzięki, Burzo! ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ładna i ciekawa mieszanka walki, okrucieństwa i ledwie zarysowanego uczucia w tle. Romans nie leży nawet w pierwszej dziesiątce moich ulubionych gatunków, ale opowiadanie przeczytałam z przyjemnością. Wojna Zimowa bardzo pasowała mi jako tło tej historii. 

Starałam się zrozumieć motywację bohaterów i im bardziej tłumaczyłam sobie ich postępowanie, tym bardziej było mi ich żal.

A tygrys-obrońca bardzo fajny. :)

Miło, że wpadłaś, Rosso :)

Dzięki za miłe słowa, a także próbę zrozumienia bohaterów. Ze względu na limit nie mogłem wszystkiego należycie “wyłożyć”.

Spodziewaj się niedługo i hrabiowskiej wizyty – zajrzę do Ciebie przez okno bądź lustro ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Niezły pomysł na pojawianie się tygrysa chroniącego bohaterkę, choć już ona sama niespecjalnie przypadła mi do gustu – zbyt wiele miała zalet i chyba żadnych wad, a przy tym jeszcze porażona strzałą Amora.

Choć wojenne treści nie należą do moich ulubionych, lektura opowiadania nie sprawiła mi najmniejszej przykrości. No, może z wyjątkiem zakończenia. ;)

 

Nina nie miała za­mia­rów zmie­niać swo­ich przy­zwy­cza­jeń… –> Literówka

 

ode­brał szan­se na godną śmierć. –> Literówka.

 

Dziew­czy­na chwy­ci­ła lejce i chwi­lę póź­niej le­ża­ła już wtu­lo­na w cie­pły grzbiet. –> Dziew­czy­na chwy­ci­ła wodze

Lejce służą do kierowania zaprzęgiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg! Fajnie, że bez przykrości.

No widzisz – jakoś ostatnio zebrało mi się na wątki okołoromantyczne ;D

 

Błędy poprawione, widzę, że nawet w szorcie się ich nie ustrzegłem, ech…

Z tymi “lejcami” zweryfikowałem swoją wiedzę dopiero przy Poduszkach. Nawet nie pamiętałem, że tu też tego użyłem ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No widzisz – jakoś ostatnio zebrało mi się na wątki okołoromantyczne ;D

No, widzę, widzę, Primagenie, ale nie ukrywam, że wolę Twoje horrory. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka