- Opowiadanie: wisielec - Rzecz o Muzie Rafała

Rzecz o Muzie Rafała

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Rzecz o Muzie Rafała

“Ze wszystkiego, co czytam, lubię to tylko, co krwią było pisane. Pisz krwią, a dowiesz się, że krew jest duchem.”

– Fryderyk Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra

 

Pierwsze zdanie powinno przykuć uwagę czytelnika. Następnie można przystąpić do ekspozycji.

Cóż, że to wiedział? Żadne sztuczki nie pomogą, gdy w głowie pustka. Gapienie się w mrugający kursor edytora tekstu wywierało hipnotyczny efekt. Rafał boleśnie odczuwał upływ czasu, jakby wskazówka zegara kroiła żywe ciało. Ewidentnie nie był to dobry dzień, by tworzyć. Pusty arkusz irytująco kojarzył się z białą flagą. Mściwe alt ef cztery zdjęło go z wyświetlacza.

Trzeba posprzątać. Mieszkanie przypominało cuchnące bebechy cygańskiej meliny. Rafał rozpoczął porządki od czyszczenia historii przeglądarki.

– Robisz sobie krzywdę. Dlaczego to oglądasz? – odezwał się głos zza pleców.

Na łóżku siedziała bosa dziewczyna w zielonym dresie. Wstała i spojrzała na ekran komputera.

– Love with Lovecraft… Poważnie?

Zawstydzony Rafał zgasił okienko i okręcił się na obrotowym fotelu.

– Gdzie byłaś? Czekałem na ciebie.

– Jesteś żałosny. Wystarczy na chwilę spuścić cię z oka, a infekujesz sobie wyobraźnię tym gównem. Przykro mi.

Nie miał żadnej odpowiedzi.

– Pójdę posprzątać.

– Tak zrób. I przynieś mi kakao.

Rafał otworzył wszystkie okna i krążył po mieszkaniu z buczącym odkurzaczem. Uzbierawszy sześć worków śmieci, otworzył sobie drzwi łokciem. Słońce oślepiło nienawykłe do światła źrenice. Zatrzaskując śmietnik, ogłuszył się blaszanym hurgotem.

Supermarket przywitał go labiryntem dziwacznych skojarzeń. Wtłoczona między regały kolejka przypominała treść pokarmową, przesuwaną do przodu przez perystaltykę jelita. Nieregularne pikanie czytnika przy kasie brzmiało szpitalnie, jak dźwiękowy sygnał EKG. Rafał oglądał holenderski wiatrak na opakowaniu kakao. Na odwrocie pudełka przywitały go trzydzieści dwa znaki polskiego alfabetu, uplecione w warkocz trywialnego tekstu. Dotknął ich czule.

Wracając, starannie unikał swojego odbicia w sklepowych witrynach. Spojrzenie z lustra było nieodmiennie oskarżycielskie. Tego dnia nie miał siły, by je udźwignąć.

Kładąc dłoń na klamce własnego mieszkania, czuł się jak intruz. Obecność Muzy unaoczniała Rafałowi przepaść między tym, kim jest, a tym, kim mógłby być. Okrutnie bolesny zastrzyk ponurej determinacji.

Dom pachniał przeciągiem, gotowanym mlekiem i Muzą.

– Wziąłem takie – pochwalił się Rafał, potrząsając opakowaniem kakao. – Może być?

– Może być.

– Długo zostaniesz?

– Do jutra.

– Cholera. Nie zdążę.

Wzruszyła ramionami.

– Twój problem.

– Musiałbym nockę zarwać. A jutro mam pracę. Zostań przynajmniej do wtorku.

– Nie.

Taka była rozmowa z Muzą. Rafał uwielbiał ją za to.

Potem pisał. To znaczy: stukał w klawiaturę, gryzł palce, krążył po salonie. Ona siedziała na łóżku, podciągnęła nogi pod brodę, dmuchała w kakao.

– Jesteś do niczego.

– To po co tu siedzisz?

– Bo mógłbyś być dobry. Gdybyś chciał.

– Odwal się.

Składanie prozy zawsze kojarzyło mu się z grą w Tetris. Obracał każde zdanie trzykrotnie, aż pasowało. Czasem gotowy akapit przypominał kolorowy bałagan i wtedy trzeba było zaczynać od nowa.

– Ludzkie serce to szczególny organ – odezwała się ni z tego, ni z owego. – Im bardziej krwawi, tym więcej krwi wytwarza.

– Paulo Coelho?

– Szczera prawda.

– Gdybym napisał coś takiego, toby mnie zwyzywali od grafomanów. Poza tym, technicznie rzecz biorąc, krew powstaje w szpiku kostnym.

– Trzeba było zostać doktorem, matołku. Podawałbyś staruszkom pawulon zamiast truć mi dupę.

– Jestem pisarzem.

– Chciałbyś. Zarobiłeś na tym chociaż złotówkę?

– Co z ciebie za Muza?

– Na miarę artysty.

Miał ochotę rozerwać ją na strzępy. Podążył za tym impulsem, przygniótł boginkę do łóżka i wsadził rękę pod zamszowy dres. Palce wpiły się chciwie w pośladek. Położyła mu dłoń na ustach i odepchnęła głowę.

– Znajdź sobie dziewczynę. Ja nie jestem od tego.

Rafał sturlał się z niej i położył na wznak.

– Jaki z ciebie pożytek? – jęknął.

Usiadła na nim okrakiem. Włożyła mu palec w usta, a potem zaczęła się dotykać, poruszając biodrami jak amazonka w siodle. Z zapatrzenia wyrwał go siarczysty policzek, wymierzony mokrą dłonią.

– Weź się w garść. Do roboty.

Uniósł się na łokciach i patrzył na rozkołysany tyłek, aż zniknęła za drzwiami. Zostawiła po sobie zapach i palący ból na twarzy. Biła mocno, jak zawsze.

Rafał zaparzył dzbanek kawy i wysikał się, choć nie bez trudności. Zjadł garść opiatów, popił wodą z kranu i usiadł do rozgrzebanego tekstu.

Nie potrafił pisać kunsztownie ani błyskotliwie, ale przynajmniej pisał szczerze. W ten sposób oswajał dręczące go demony. Uwięzione między majuskułą a kropką, traciły nad nim władzę. Zaklęte w beletrystyczny cyrograf nabierały uroku i pewnej szlachetności – jak muchy uwiecznione w bursztynie.

Skalpel zegara rysował bezsilnie po stalowej skórze Rafała. W chwilach skupienia uciekał od przebywania we własnym ciele i to była najwyższa nagroda, na jaką mógł liczyć. Krwawił i był szczęśliwy.

Rankiem postawił ostatnią kropkę, oznajmił przez telefon, że nie dotrze do pracy i położył się spać, zostawiając pod opieką wirtualnej chmury dwadzieścia tysięcy słów złożonych w misterne origami.

Obudził go opioidowy kac i towarzyszące mu mdłości. Głowa bolała, jakby tłukło w nią wahadło zegara. Pod rozklejone powieki przyszedł mrok rozjaśniony błękitną łuną monitora. Rafał usiadł do tekstu na pierwszą turę pielenia chwastów.

Pracę poprzedniej nocy zastąpiła krótka notka, zapisana elegancką antykwą.

„Do dupy. Zacznij od nowa.

– M”

Rafał przetarł oczy. Zapisał plik w folderze, gdzie trzymał wszystkie wiadomości od Muzy. Otworzył nowy arkusz.

Kursor mrugał wyczekująco.

Koniec

Komentarze

Nigdy niczego nie pisałam/ napisałam, więc tak naprawdę nie wiem, czy jest mi dane  zrozumieć problem Rafała. Jednakowoż, Wisielcze, domyślam się, że przedstawiłeś koszmar i horror w jednym. Innymi słowy znakomicie pokazałeś męki procesu tworzenia. ;)

I mnie się to bardzo spodobało! ;D

 

ko­lej­ka przy­po­mi­na­ła treść żo­łąd­ka, prze­su­wa­ną do przo­du przez ruchy ro­bacz­ko­we je­li­ta. –> Zdaje mi się, że treść żołądka jest przesuwana ku dołowi i nie przez jedno jelito.

 

– Im wię­cej krwa­wi, tym wię­cej krwi wy­twa­rza. –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: – Im bardziej krwa­wi, tym wię­cej krwi wy­twa­rza.

 

Spod roz­kle­jo­nych po­wiek przy­szedł mrok roz­ja­śnio­ny błę­kit­ną łuną mo­ni­to­ra. –> Wydaje mi się, że raczej: Pod rozklejone powieki przy­szedł mrok, roz­ja­śnio­ny błę­kit­ną łuną mo­ni­to­ra.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Temat bardzo mocno wyeksploatowany, ale fajnie nakreśliłeś relacje Rafała i jego muzy. Nie do końca przekonał mnie wątek opiatów – właściwie eliminuje fantastykę, choć i bez niego personifikacja muzy jest fantastycznie dyskusyjna.

Fajnie językowo. Ogólnie – przyjemna lektura :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Faktycznie, temat często się pojawia.

Nie dziwota, że muza źle go traktuje, skoro facet próbuje ją zgwałcić, oferując kakao w ramach gry wstępnej.

Zjadł garść opiatów, popił wodą z kranu i usiadł do rozgrzebanego tekstu.

A opiaty nie działają nasennie?

Babska logika rządzi!

Odnośnie całości, moje odczucia pokrywają się z tym, co napisała Dogsdumpling. Daję klik za żywe dialogi, chociaż czuję, że bez obecności opiatów historia bardziej by do mnie przemówiła.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

@ Reg – wszystkie sugestie uznałem za słuszne i naniosłem.

Nie chcę mi się wierzyć, że nigdy nie próbowałaś sił w pisaniu. Szukałem tekstów pod Twoim nickiem i nie znalazłem, więc pomyślałem, że zapewne publikujesz pod innym szyldem.

Biorąc pod uwagę intuicję językową i oczytanie, uważam, że powinnaś spróbować sił z własną twórczością.

@ Finkla –  od razu zgwałcić, sama chciała kakao

@Dumpling – relacja musiała wypaść przekonująco, gdyż tekst pisany był krwią :)

@ Nevaz – dzięki za plus pod dialogami; czuję, że to mocna strona w większości moich tekstów

W kwestii opiatów, to o ile wiem, nie działają halucynogennie. Uśmierzają ból i pogrążają zażywającego w mgiełce błogości. Jadłem dość słabe opiaty (tramal, przepisany na rwę kulszową) i wiem, że dobrze się po nich pracuje ;]

 

Tak bardzo true! Może i temat przemaglowany, ale mimo wszystko fajne podejście. Myślałem sobie, że gdyby Muza miała fizyczą postać, to byłoby lepiej – ale teraz nie jestem taki pewien :) Ciekawe skojarzenia – kolejka w sklepie porównana do treści jelitowej wręcz wybitna.

Precz z sygnaturkami.

Nie chcę mi się wierzyć, że nigdy nie próbowałaś sił w pisaniu. Szukałem tekstów pod Twoim nickiem i nie znalazłem, więc pomyślałem, że zapewne publikujesz pod innym szyldem.

I nigdzie nie znajdziesz, Wisielcze, bo naprawdę nie piszę. Innych szyldów też nie używam.

 

Biorąc pod uwagę intuicję językową i oczytanie, uważam, że powinnaś spróbować sił z własną twórczością.

Nawet jeśli mam coś, co nazwałeś intuicja językową i oczytaniem, wydaje mi się, że to zdecydowanie za mało by podjąć jakiekolwiek próby twórcze, szczególnie, że naprawdę nie umiem pisać opowiadań. Ba, w ogóle nie czuję takiej potrzeby.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, Nietzsche. Fajnie. O, Coelho. Też fajnie.

 

“Rafał oglądał holenderski wiatrak na opakowaniu kakao.” – Mam to samo kakao, co Rafał! W sumie to raczej niepokojące.

 

Wychodzi z tego, że Rafał ma depresję i omamy, i zamiast ślęczeć przed ekranem komputera potrzebuje pomocy psychologa. Jeżeli ktokolwiek próbuje pisać, będąc w takim stanie psychicznym, to z góry powinien założyć porażkę – choć gdyby Muza skasowała moje misternie nakreślone 20k znaków, to bym jej to kakao… no, nie powiem co.

 

Może beznadzieja Rafała wynikała z tego, że zaprosił do domu złą Muzę? W końcu jest ich dziewięć. Ta to chyba była Melpomene, babka od tragedii. Bo tak można określić obecne życie Rafała. Pytanie – wisielcu, czy Ty jesteś Rafałem? Czy może my wszyscy jesteśmy czasami Rafałami?

 

Lektura udana.

Bawisz się słowem, co stanowi dobra umiejętność zarówno pod kątem opowiadań, jak i felietonów (tych takich z pazurem, a nie tylko poświęconych ogólnym rozważaniom).

Co do treści… Początek i późniejsza wzmianka o 32 literach kojarzy mi się z pewną audycją radiową, w której wspomniano o książce zaczynającej się od zdania “A jest pierwsza literą (jakiegoś tam, nie pamiętam kraju) alfabetu”. Nie mam pojęcia o jakiej to książce było, ale jestem ciekaw czy nawiązujesz właśnie do niej lub do tej audycji :) 

Ciekawy motyw z Muzą pomiatającą autorem. Całość nie była szczególnie super, ale też nie była zła. A wspomniane już bawienie się słowem to coś, co przy innym pomyśle może zagrać.

No i skojarzyło mi się z jednym z pierwszych epizodów komiksowego Sandmana.

@Żongler  O, Nietzsche. Fajnie. O, Coelho. Też fajnie.

Nicze owszem, ale Koelo tam nie było. Rafał kpi z muzy, że mu podsuwa ciasteczkowe aforyzmy.

@Żongler Mam to samo kakao, co Rafał! W sumie to raczej niepokojące.

Nie przypadek? Sądzę. Musisz być Muzą Rafała. Inne wyjście nie istnieje.

@Żongler Może beznadzieja Rafała wynikała z tego, że zaprosił do domu złą Muzę? W końcu jest ich dziewięć. Ta to chyba była Melpomene, babka od tragedii. Bo tak można określić obecne życie Rafała. Pytanie – wisielcu, czy Ty jesteś Rafałem? Czy może my wszyscy jesteśmy czasami Rafałami?

A może on kocha taką Muzę i takiej potrzebuje? :D Albo nie stać go na lepszą.

Fajny komentarz, Żonglerko, uśmiechnąłem się.

@Niebieski kosmita Muza miała fizyczą postać, to byłoby lepiej – ale teraz nie jestem taki pewien :) Ciekawe skojarzenia – kolejka w sklepie porównana do treści jelitowej wręcz wybitna.

Może i ma nie jest to powiedziane wprost. ;) Dzięki za jelitowe uznanie!

@wilk-zimowy Co do treści… Początek i późniejsza wzmianka o 32 literach kojarzy mi się z pewną audycją radiową, w której wspomniano o książce zaczynającej się od zdania “A jest pierwsza literą (jakiegoś tam, nie pamiętam kraju) alfabetu”. Nie mam pojęcia o jakiej to książce było, ale jestem ciekaw czy nawiązujesz właśnie do niej lub do tej audycji :) 

Wziąłem to z głowy, podobnie jak domniemany cytat z Paulo Coelho. Niewykluczone, że nieświadomie kogoś kopiuję. Być może wraz z autorem tamtej audycji obcowaliśmy z tą samą ideą.

@Bawisz się słowem, co stanowi dobra umiejętność zarówno pod kątem opowiadań, jak i felietonów

Dzięki. Uważam, że proza powinna być żywa i ciekawa, powinna dźwigać swoją wagę. Pisząc tego szorta inspirowałem się stylem i klimatem historii Bukowskiego.

Jakiś czas temu natrafiłem na poniższy wywiad, dał mi dużo do myślenia. Staram się pisać w zgodzie z zasadą “bim bim bim”.

https://www.youtube.com/watch?v=MTPxWkBgW6U&t=132s

W żadnym razie nie chodziło mi o kopiowanie, doszukiwałem się raczej inspiracji/nawiązania :) 

 

Bardzo fajne ujęcie tematu. Motyw Muzy jako kapryśnej, ale i przez to motywującej pani swego artysty wyszedł pierwsza klasa. Choć pewnie u każdego wygląda inaczej – mój to pewnie stary profesor, który tylko pyta “a jak podłączysz te kable od lasera”.

Narracja wyszła spójnie, zdania płynęły, więc jeśli coś zachrzęściło, to nie przeszkadzało w czytaniu.

Podsumowując: interesujący koncert fajerwerków. Temat nienowy, ale forma mi się podoba. Kliczek się należy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dobre, dobre. Przede wszystkim ze względu na styl. Masz sporo dobrych zdań, choćby to:

Składanie prozy zawsze kojarzyło mu się z grą w Tetris. Obracał każde zdanie trzykrotnie, aż pasowało.

Muza stereotypowa, kapryśna. Ciekaw jestem, jakby to wyszło, gdyby muzą zrobić faceta. Piłby piwo i oglądał mecz?

Dlatego nie obsadza się Was w roli muz. ;-)

Babska logika rządzi!

NoWhereMan przyznał się właśnie, że prowadzi go Muzon. :D Dzięki za uznanie w kwestii języka. Krótkie formy muszą bronić się stylem i puentą, bo nie ma miejsca na rozwinięcie fabuły.

Bardzo fajnie się czytało. Gratuluję.

 

– Co z ciebie za Muza?

– Na miarę artysty.

Ha, ha, ha!!! Moja też taka bezczelna, i też włóczy się gdzieś zamiast pomagać!

 

Nie potrafił pisać kunsztownie ani błyskotliwie, ale przynajmniej pisał szczerze.

To się czuje. Znaczy szczerość, z pierwszą częścią zdania się nie zgadzam!

Nowa Fantastyka