- Opowiadanie: Naz - Wizje, chodźcie do mnie

Wizje, chodźcie do mnie

Użyty w tekście cytat – M. Dutkiewicz “Noc komety”, ale wersja towarzysząca to ta, a także to.

Ilustracja główna J. Różalski “The Summoner”, wstawiona na końcu (zgodnie z nowymi zasadami podpisuję jako numer 4). Można ją znaleźć tu, reszta tutaj (1) “1920 – takie your dog for a walk”, tu (2) “wolf bride” i tutaj (3) “1920 – it’s time to back home”. Było też branych pod uwagę wiele innych.

Wstawianie obrazków to koszmar, przy wszelkich próbach formatowania (oddzielenia ich od tekstu) wszystko się rozjeżdża.

 

Przy głównej ilustracji w 2014 roku autor napisał na fb: “is very late, I'm super tired and I have no idea what I'm doing...”. Tak właśnie było z tym tekstem. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Wizje, chodźcie do mnie

Latika nie wie, co robić. Rozdzielono ją z resztą zaklinaczy, jest ich zbyt mało jak na rozmiar napaści. A teraz, na domiar złego, kobieta utrzymuje połączenie z tym… czymś.

Gdy tylko wspięła się na wzgórze, wróg przestał atakować, zamarł. Wniknął raptem w jej głowę jak wytrawny telepata. Milczy jednak, a jego umysł zdaje się dopiero formować.

Zaklinaczka bez rezultatu zadaje mu w myślach pytania. Krąży po wzgórzu, drży, rzuca kilka przekleństw na wiatr.

Intruz reaguje na jej głos. Niewyraźne kształty we wnętrzu obcego nabierają barw. Latika próbuje kilku zwrotów i zaklęć z różnych języków. Nie działają. Zdaje się, że chodzi o sam dźwięk – im bardziej melodyjne słowa, tym myśli wroga stają się klarowniejsze.

Niezwykłe.

Zafascynowana kobieta intonuje ułożoną naprędce pieśń. Słowa mają w niej mniejsze znaczenie niż ich brzmienie.

Latika pierwszy raz próbuje zakląć coś tak olbrzymiego.

Czym jesteś i czemu nawiedzasz mój wymiar

rozdarty jak łono przez złaknione krwi dziecię?

Któryś twój strzał pada i znika,

inny przeszywa mnie, zostaje w tym świecie.

Jakie z mych ust ma spłynąć zaklęcie,

czym mam się zhańbić, by cię okiełznać?

Spójrz, depczesz zboże, co wciąż śni mi się,

że wojnę i głód zdoła zatrzymać.

– Tak to sobie wyobrażałem! – Wilkoczłek dociera na wzgórze, wbija brudne pazury w bark Latiki i wytrąca ją z rytmu. – Tak to widziałem, kiedy myślałem o ucieczce Jorguna. Całe życie o nim słuchałem. Że był wielki jak wieloryb, a gdy się do nas przedarł, sunął przez niebo i ciskał kuliste pioruny. W opowieściach wilków był niby gigantyczne drzewo, za którym kroczyła cała knieja, wściekła, głodna rąk podnoszących siekiery! A w Mieście zawsze mówili o gargantuicznym, plującym ogniem mechanizmie. I ta wizja najbardziej wdzierała się w mój, jak ty go nazywasz, biedny umysł, cuciła i wyciągała z mroku zwierzęcego szaleństwa, by pogrążyć w tym człowieczym…

Latika przestaje czuć na sobie pazury. Wilkoczłek wrzeszczy, gdy jego łapsko wyparowuje, a po chwili materializuje się i przywiera na powrót do kikuta, z którego cuchnąca jucha rozprysnęła się wokół.

– Co to jest, wsza mać?! Latika!

To kolejna koniunkcja wymiarów, odwracalna anihilacja materii. Zaklinaczka chciałaby odpowiedzieć, żeby pół-zwierz, pół-człek dał jej spokój. Nie potrafi jednak rozłączyć się ze stojącą daleko przed nimi istotą, która uzyskała świadomość, wszedłszy w ich wymiar. Kobieta czuje to, co budzi się w splotach twardego niby kamień, niejadalnego mięsa, w czarnej substancji krążącej po sztywnych żyłach i w szarym, skłębionym, mdlącym oddechu. Wewnątrz intruza gorączkowo powstaje jakiś sens, odkształcony, lecz wyraźny odbiór jej śpiewu. Pod skotłowanymi chmurami, na tle gór gigant zdaje się zrodzony z trzewi burzy i kamienia. W jego jarzących się oczach, mimo uzyskanej świadomości, nie ma nic.

Latika obserwuje ze wzgórza, jak Hjalmar naciera na niego ze swoim oddziałem. Wojownicy suną na złotych rumakach, niewielkie, rozpędzone punkty na równinie, w rękach srebrzyste bronie przodków, zaklęte przez bóstwa, których czas dawno minął. Łucznicy tną w zastygłą istotę nasączonymi jadem strzałami, na obcym pojawiają się maleńkie punkty żrącej zieleni. Wilkoczłek trzyma watahę w odwodzie, kły nie wgryzą się w metal. Oczekuje, że zaklinaczka na wzór nekromantów zaraz otworzy sobie żyły i obdarzy wilki niezwykłą mocą, a najlepiej w pojedynkę obali wroga.

Tymczasem intruz bada ją z bolesnym, poplątanym namysłem. Zagłębia się zbyt mocno w Latikę i zaczyna być brzemieniem. Jakby próbował się w niej ukryć.

Zaklinaczce przypomina się syn, którego oddała Hjalmarowi, gdy dziecko skończyło sześć lat. Nie chciał iść z ojcem, chował się za nią i pytał, czy może wrócić do jej brzucha.

Kobieta nie wytrzyma dłużej niejasnych, absurdalnych roszczeń istoty. Przeskakuje świadomością do siedzącego na jej ramieniu sokoła, który wzbija się w powietrze. Latika jest w jego skrzydłach i oczach; unosi się ponad nędzę zgliszcz i ciał, sunąc przez zadymiony przestwór. Pragnie zbliżyć się do Hjalmara i zaciągnąć istotę do trawionego bitewną gorączką umysłu. Pokazać obcemu szał obrońców, znękanych nieustanną wojną. Zainteresować czymś innym niż ona sama. Może przypadną mu do gustu bitewne okrzyki.

Nie morduj pałętającego się pod nogami robactwa – chciałaby mu przekazać. To nasze dzieci cię skonstruowały. Z pewnością nie po to, żebyś mógł dzięki dziurom w czasie i miejscu, wyrwanym przez kolejne pokolenia, zmiażdżyć ich rodzicieli i rozpaść się w przerwanym continuum.

Zaklinaczka opada z sokołem ku nacierającym wojownikom i wnika w umysł Hjalmara niby we wrzącą wodę. Parzy swoje myśli i postrzeganie monstra. Obcy ożywa gwałtownie; przypomina górę, która zatrzęsła się tuż przed erupcją. Kieruje puste ślepia ku jeźdźcom. Latika wraca do sokoła, który zatacza krąg wokół błyszczącego olbrzyma. Gigant przypuszcza atak, przeszywając z hukiem powietrze, lecz nacierający ludzie znikają raptem w mlecznej mgle. Materia nie wytrzymuje spotkania bytów z odmiennych wymiarów. Szarżujący wojownicy pojawiają się, wzbudzając tumany pyłu i rozpraszając biały opar. Intruz pluje ogniem, podcinając nogi kilkudziesięciu koniom.

Nie celuje w ludzi.

– Zatrzymaj go, Latika. Zatrzymaj go!

Zaklinaczka wraca do swojego ciała, którym wilkoczłek potrząsa tak, jakby chciał wydobyć z niej tajemne zaklęcia. Nekromancki eksperyment ma na wpół rozumne, na wpół dzikie ślepia. Ale Latika wyraźnie dostrzega w nich przerażenie. Intruz stanowi lepszy wynalazek od mieszanki człowieka i wilka. Gdyby olbrzym został okiełznany, wilkoczłek nie byłby już potrzebny. Zniszczono by go i wpleciono w baśnie. Dlatego przylazł tu za zaklinaczką. Magia go zrodziła i wierzył, że również obroni.

 – To wszystko nie może się tak skończyć – syczy, cuchnąc padliną. – Choćby to był sam Jorgun, zabij go!

To nie jest Jorgun, schwytany bóg, który wpełzł niegdyś do ich wymiaru z czeluści znacznie starszego świata. Tkwi wciąż w więzieniu wielkości króliczej klatki. Obcy to coś innego i wilkoczłek dobrze o tym wie. Puszcza Latikę i pcha przed siebie.

Kobieta zaciska zęby. Mam być jego tarczą? Chyba śni. Wszyscy chcieliby pod maminą spódnicę…

Zaklinaczka nadal utrzymuje połączenie z istotą, smagana dreszczami, gdy ta wypuszcza z trzewi ogniste pociski. Obcego nie interesuje Hjalmar. Latika nie chce, nie może mierzyć tego czegoś ludzką miarą, lecz przecież z jakiegoś powodu podoba mu się jej śpiew. To on go hipnotyzuje. Zaklęcia nie działają.

O co tu chodzi?

Za dużo ksiąg, Latika, za mało wojny. Albo macierzyństwa. Nie mam pojęcia, jak niańczyć wilki i gigantów. Miały siać śmierć, a nie kryć się we mnie albo za mną…

Czemu nie mogę nad tym zapanować? Dlaczego to właśnie ode mnie te istoty pragną opieki?

Następstwa koniunkcji wymiarów dosięgają zaklinaczkę. Nogi uginają się pod nią, po czym zapadają w nieokreśloną przestrzeń i znikają. Odsłonięte kości i mięso wbijają się w ziemię. Latika traci przytomność, nim zdąży krzyknąć.

Budzi się w lepkiej kałuży i postrzępionej mgle. Przez chwilę nie pamięta, gdzie się znajduje. Nogi są na miejscu, ale nie chcą współpracować, czegoś w nich brakuje. Zaklinaczka z trudem unosi twarz ku szaremu niebu i widzi piętrzące się ponad nią niewiarygodnych rozmiarów ciało intruza. Ściekająca po nim ciemna substancja kapie na wzgórze niczym czarny deszcz. Wysoko ponad Latiką jarzą się skierowane na nią oczy. Tam coś jest, kobieta już niemal to dostrzega, jakby wraz z dzielącą ich odległością skurczyła się zasłona obcości i niezrozumienia.

Zaklinaczka mogłaby wykorzystać energię życiową swoją i wszystkich wokół, by wywołać spięcie w tym twardym ciele, w którym coś zatrzaśnięto. Może gdyby niegdyś poświęciła się nekromancji… Ale ona nazbyt boi się ciemnej magii, która jak wszystko, co obce, pojawiła się w jej świecie z powodu zderzeń naruszanych przez przyszłe pokolenia wymiarów.

Ma w zanadrzu tylko białe zaklęcia.

Albo śpiew. Może powinna urządzić tu występ poezji śpiewanej, póki armia, którą słyszała wszędzie wokół, lecz nie dostrzegała we mgle, nie uszkodzi pancerza intruza?

Przestrzeń pęka. Sąsiednie wzgórze znika, zapadając się w kłęby mgły niczym budowla, której wysadzono fundamenty. Pojawia się zaraz znowu, w ogniu i dymie, pod szaleńczo wirującymi chmurami. Opada z nich przypominający kolosalnego pająka twór, kolejny demon o twardym mięsie i sztywnych żyłach.

Latika odbiera raptem widzenie od swojej babki. W tym samym momencie, w którym zaklinaczka próbuje wstać na wiotkie nogi, na jej rodzinną wioskę spada całe stado pajęczych istot. Nie atakują mieszkańców. Suną na północ, ociekające czarną mazią diabły, potwory ze schorowanych umysłów potomków.

Zmierzają w stronę Latiki.

Obcy stoi nad zaklinaczką, niepomny szarż, pocisków z katapult, ataków wilków i wilkoczłeka, który wspina się po zastygłej w oczekiwaniu konstrukcji.

Kobieta ma pusty umysł. Prostuje i zgina zgrabiałe palce rąk. Wyschnięte gardło nie pozwala przełknąć śliny. Misterne inkantacje zaklinaczy umknęły gdzieś z pamięci jak spłoszone szczury. Ale pozostały wizje. Jego wizje. Stwora, który powstał, gdy wymiary dawno już się ustabilizowały, świat wytępił słabych, udoskonalił silnych, skrył tajemne moce, a martwe bestie zaklął w metal ludzkimi rękami.

Teraz, gdy istota jest tak blisko, gdy wokół pełza zachłanna mgła, obrazy przestają być niewyraźne i niepojęte. Latika widzi artystę malującego jej babkę, zapatrzoną na istoty depczące bezcenne zboże. Zlanego potem konstruktora zastygłej nad zaklinaczką maszyny. Ogląda tego, kto to opowiada, jak pisze zawzięcie i mamrocze w transie przenikającym wymiary. Latika powtarza za nim cicho:

Wizje, chodźcie do mnie, blisko, najbliżej,

zostańcie w mojej głowie, najdziksze sny,

oto jest wasza scena, reflektor niżej,

korowód moich marzeń wiruje, lśni.

Wizje, chodźcie do mnie…

Głos więźnie jej w gardle. Nie może poradzić sobie z tym, co dostrzega w metalicznym wnętrzu, w martwej dotąd duszy ożywionej skumulowaną z wielu wymiarów magią tego świata.

Istota strąca wilkoczłeka z twarzy jak muchę. Chluba nekromantów uderza w ziemię i znika we mgle. Czarne, gorące krople wciąż spadają, nasycają opar.

Ożywiony mechanizm naprawdę płacze. Ma umysł dziecka, rozproszony w elektrycznym strumieniu płynącym przez całe ciało.

Chce słuchać stwórczego głosu, niby śpiewu matki nad kołyską. One wszystkie tylko tego pragną.

 

Koniec

Komentarze

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mnie się bardzo, chyba głównie ze względu na język. To się po prostu tak dobrze czyta…

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czytało mi się bardzo dobrze, gdy nagle wyskoczyłeś z reflektorem – kompletnie mnie to wytrąciło z klimatu opowiadania :(

A ja za mało zrozumiałam, żeby mogło mi się spodobać.

Fajnie, że to nie Polacy walczą z rosyjskimi mechami. Zawsze jakaś odmiana. Ale niezbyt duża, bo nie mam pojęcia, kim jest przeciwnik. Obce wymiary fantasy czy poroniony pomysł potomków SF? I dlaczego tak sobie upodobał Zaklinaczkę?

Napisane nieźle, chociaż za bardzo poetycko jak na mój gust.

Łucznicy tną w zastygłą istotę nasączonymi jadem strzałami,

Tnie się raczej bronią trzymaną w ręku.

Babska logika rządzi!

Bardzo dobrze to napisane, wyjątkowo bogata, ciekawa wizja. I klimat, niezwykły, surrealistyczny. Właściwe nie trzeba więcej, żeby tekst oparty na wrażeniach z obrazu był bardzo dobry, ale… Tu jest jakaś fabuła, jakaś historia, ale przedstawiona w sposób, który bardzo utrudniał mi zrozumienie co, jak i dlaczego sie tam wydarzyło. I to mocno mi przeszkadzało. 

Ale napisane pięknie! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zgodnie z zasadami w przedmowie powinny znaleźć się tytuły wszystkich grafik. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podobał mi się główny pomysł, tych wszystkich na pół poronionych, bojowych tworów szukających matki. I reakcja bohaterki na te oczekiwania.

Dobrze też wypadł motyw rozpadania się czasoprzestrzeni, jej penetrowania przez wysłańców przyszłości.

Wykonanie jednak zmęczyło. Pod koniec już trochę skanowałem. Ja wiem, że zaklinaczka, że powinno być ekstatycznie, ale jak dla mnie jest za gęsto. No po prostu za dużo słów w zdaniu (jak nut w “Amadeuszu” ;).

Nie bardzo widzę zasadność wplecenia trzeciej grafiki i epizodu z babcią.

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

kły nie wgryzą się w metal. Oczekuje, że zaklinaczka na wzór nekromantów zaraz otworzy sobie żyły i obdarzy wilki niezwykłą mocą, a najlepiej w pojedynkę obali wroga.

Tymczasem intruz bada ją z bolesnym, poplątanym namysłem. Zagłębia się zbyt mocno w Latikę i zaczyna być brzemieniem. Jakby próbował się w niej ukryć.

Zaklinaczce przypomina się syn, którego oddała Hjalmarowi, gdy dziecko skończyło sześć lat. Nie chciał iść z ojcem, chował się za nią i pytał, czy może wrócić do jej brzucha.

Powtórzenia.

 

Obcy ożywa gwałtownie; przypomina górę, która zatrzęsła się tuż przed erupcją. Kieruje puste ślepia ku jeźdźcom. Latika wraca do sokoła, który zatacza krąg wokół błyszczącego olbrzyma.

Powt.

 

która jak wszystko, co obce, pojawiło się w jej świecie z powodu zderzeń naruszanych przez przyszłe pokolenia wymiarów.

Zły rodzaj. Wg mnie powinno być “pojawiła”, żeby zgadzało się z “która”.

 

Ten tekst jest świetny. Plastyczne, powiedziałbym też, że dość oniryczne wizje. Bardzo ładnie wyeksponowany motyw mieszania się wszechświatów, jak również niezłe połączenie znanych z fantastyki motywów – nekromancji, wilkołaków, vargów, kamiennych kolosów. Spodobała mi się postać Latiki-matki, która usilnie próbuje zapanować nad stworami i zapobiec ostatecznej katastrofie.

Tekst odbieram jako alegorię do procesu twórczego, pisania. Latika to autorka, która w głowie wysnuła wiele światów, odebrała wiele twórczych wizji, których przybycia pragnęła, i teraz stara się to wszystko uporządkować, każdemu z tych dzieł poświęcić należytą uwagę, niczym matka dziecku.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Jak dla mnie za dużo tu niedomówień, przez co nieco się gubię. Kto z kim walczy? Kim jest przybysz, z którym umysłem ściera się zaklinaczka? Mam też wrażenie sporego surrealizmu, z którym zazwyczaj mi nie po drodze. Tekst też jak dla mnie jest przeładowany grafikami, co przyczyniło się do ogólnego wrażenia zagubienia. Która ma być tą główną? Jaką rolę odgrywają poboczne, poza samym zadaniem ilustrowania pojedynczych elementów tekstu?

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Interesujące i z lekka psychodeliczne. Nie raz i nie dwa się gubiłem, ale nie mam tego jakoś tekstowi za złe, bo przedstawione wizje są na swój sposób pociągające. Co prawda przydałoby się więcej szczegółów odnośnie świata, co to ta magia zaklinaczy albo co to za bogowie, których wzywają, ale jakoś jestem w stanie zasypać te dziury samodzielnie.

W każdym razie tekst mocny, zarówno treścią jak i poziomem zakręcenia. A przez to nie każdemu się spodoba. Ja jestem nawet ukontentowany, choć wolę bardziej jasne koncerty fajerwerków. Klik się jednak należy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dobra, odanonimowałam się, dzięki wszystkim za to, że przyszli na nieznany grunt i nawet próbowali tutaj coś zrozumieć (w przypadku Wickeda lepiej niż ja sama) <3 Podziękowania także dla bet – Michała Pe (to była wręcz redakcja!), cobolda i Cet (o ile dobrze zapamiętałam, kto mi poświęcił chwilkę).

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Podziękowania tyleż miłe, co całkowicie niezasłużone.

To chyba nie był ten tekst ;)

Kolejna historia, której sens opowiedzenia jakoś mi umknął. W rozumieniu takim, iż mam wrażenie, że to bardziej zabawa myślą, słowem i trochę konwencją, niż jakaś faktyczna opowieść. Ot, mówienie dla samej przyjemności słuchania własnego głosu, pisanie dla samej przyjemności obcowania z własnymi literkami. Bez prawdziwego początku i bez zakończenia, a za to z rozwinięciem, które, według mnie, jest po prostu ubraną w płaszczyk fabuły filozoficzną rozprawką o wyraźnym poetyckim zacięciu. A do mnie takie teksty zupełnie nie trafiają.

I jakkolwiek opowiadanie napisane jest ładnie, a obcowanie z niektórymi zdaniami było niezaprzeczalną ucztą dla skażonego wiecznym pragnieniem doznań natury estetycznej umysłu, to jednak całość okazała się raczej męcząca w odbiorze i niespecjalnie satysfakcjonująca.

Zastanawiam się, czym by tu jeszcze wypchać ten komentarz, ale chyba już wszystko zostało powiedziane: za piękny język i mądre obrazowe zdania już chwaliłem – mam nadzieję, że dostatecznie głośno – a sama historia jet dla mnie zwyczajnie zbyt chaotyczna i abstrakcyjna, by podejmować się jej analizy i rozkładać na plusy i minusy. Może dodam tyle tylko, że motyw wszechmacierzyństwa jest zupełnie z innej bajki niż ta, którą czytałbym sobie na dobranoc. No i nie mam pojęcia, po co była wstawka o robo-pająkach maszerujących przez wieś.

By zakończyć jakimś miłym jednak akcentem, przyjmij, proszę, wyrazy wdzięczności za tak staranne dostosowanie się do regulaminu. Wiem – brzmię, jakbym sobie kpił, ale jestem od tego daleki; po tych wszystkich wojnach (częściowo zresztą przegranych) o to chociaż, by w przedmowie były tytuły grafik-inspiracji, widok grafik podpisanych i nawet ponumerowanych, naprawdę działa budująco. Dziękuję.

 

Peace!

 

 

P.S. Ha! Nie miałem wątpliwości, czyj to tekst.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Kurczę, coboldzie, to nie ty? Hmmm… to nie pamiętam za nic, kto! :| Chyba z pięć tekstów w krótkim czasie wciskałam tylu ludziom, że to nie do ogarnięcia.

Dzięki za opinię, Cieniu :) Ano, regulaminy to ja bardzo lubię :)

 

Wiem! To był Fun! :D Dzięki, Fun ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

SPOILER ALERT

 

Plastyczna, surrealistyczna wizja świata, który już odwiedza przyszłość, a który w przeszłości zaliczył jakiś międzywymiarowy kataklizm. Mocna zabawa konwencją i miksowanie motywów fantastycznych z różnych podgatunków, aby uwypuklić oniryczność świata przedstawianego. Obcy przeciwnik jest naprawdę obcy, a pomysł zaklęcia dziecięcego umysłu w narzędziach do zabijania… Cóż, nienowy. I zawsze budzący jakiś odruch ;-) Podoba mi się jednak wyjaśnienie tajemnicy śpiewu.

Masz ogromną wyobraźnię, NAZ. Tekst wymaga strasznie uważnego czytania, żeby się nie pogubić – mam wrażenie, że jest kurewsko gęsty. Ale i przez to – interesujący.

Nie ma w nim pełnej historii, jest tylko taki fragment, dygresja do głównego świata. No bo – dlaczego przyszłość słała machinodzieci w przeszłość? Po co? Czy to jednak one same uciekały w przyszłości, w której nie ma matek śpiewających kołysanki dzieciom (co sugeruje finał)? Po co powstały? Zaglądamy tylko przez chwilę na strasznie skomplikowany świat i jako czytelnik zostaję z mnóstwem znaków zapytania.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobre, nawet bardzo. Nie tyle ze względu na opowiedzianą historię (bo ta jest zaledwie wyrywkiem czegoś większego), co na klimat. Oniryczność, posmak szaleństwa, świat odmienny od naszego. Że brak jasnej fabuły? Cóż, obrazy też nie zawsze muszą przedstawiać postacie i miejsca, czasem ważniejsze są w nich kolory. I tak jest tutaj, tekst mocno idzie w wyobraźnię. Co ciekawe, gdy patrze na komentarze, okazuje się, że do mnie przemawiają tu te elementy, które inni odbierają za tą słabszą stronę opowiadania – czyli zamotania, plastyczna forma itp. :-) 

 

A co do fabuły… Niby można szukać tu motywu przewodniego (wymiary tworzone przez artystów), ale powrócę do tego, co napisałem kilka linijek wyżej: tutaj najwięcej robią emocje, klimat, wyobraźnia. I to robią znakomicie.

 

"Kobieta nie wytrzyma dłużej niejasnych, absurdalnych roszczeń istoty"

-> Może raczej "wie, ze nie wytrzyma"? Bo trochę przestawia czas teraźniejszy.

 

is very late, I'm super tired and I have no idea what I'm doing

tak najlepiej jest

 

Wiedziałem, że wizje mają więcej wspólnego z Roguckim, niż z Budką Suflera, tam w tym klipie oprócz samego śpiewania są super momenty nagrywane w formacie 4:3 i jakości jak z wczesnych lat 90. Ogólnie jak śpiewa Rogucki to jeszcze specjalnie w taki sposób, żeby była psychodela do oporu – tekst dobrze to oddaje.

Jestem fanem Dicka i różnych innych książek napisanych pod wpływem, więc podobało mi się bardzo. Czasami jednak operujesz bardzo zabawnym językiem, tj.

Sąsiednie wzgórze znika, zapadając się w kłęby mgły niczym budowla, której wysadzono fundamenty. Pojawia się zaraz znowu, w ogniu i dymie, pod szaleńczo wirującymi chmurami. Opada z nich przypominający kolosalnego pająka twór, kolejny demon o twardym mięsie i sztywnych żyłach.

Ktoś wcześniej nazwał ten język “pięknym”, no nie wnikam, taka konwencja.

Co więcej – pierwsze cztery akapity są napisane zupełnie inaczej, podejrzewam że od tej pieśni Latiki się “rozkręciłaś”, bo reszta jest w podobny sposób przegadana co powyższy fragment.

…wymiarów.

Ma w zanadrzu tylko białe zaklęcia.

Albo śpiew. Może powinna…

Ten enter między “zaklęcia” i “albo” trochę zbił mnie z tropu, ale to może tylko mnie. 

 

Super jest pomysł, w obrazach Różalskiego zdaje się właśnie o to chodzić – każdy jest odrębnym wszechświatem, Michał Cetnarowski pisze gdzieś o tym w przedmowie do “Innych Światów”, i właśnie więcej niż jeden świat wydaje mi się najbardziej wiarygodnym powodem do wykorzystania więcej niż jednego obrazu. Nie mam pojęcia, dlaczego tekst nie zdobył żadnego punktu, w regulaminie ktoś zapomniał chyba wspomnieć o koniecznej wartości komercyjnej lub elemencie militarnego sf klasy b [odwrotnie do antologii, bo Pan Szanowny Jacek Dukaj napisał opowiadanie znacznie, znacznie mniej czytelne od “Wizji…”(swoją drogą bardzo fajne) XD]

Jeśli Twoimi założeniami były klip z Roguckim, cztery obrazki, psychodela i nocny freestyle w pisaniu – zadanie wykonane, postawiłbym piątkę. Wątpię, że z takiego zestawienia mogło się urodzić coś dużo lepszego. Pomijam rzeczy w rodzaju, że BYĆ MOŻE Latika jest pisarką, jak ktoś wcześniej zauważył, i jej światy/opowieści “chcą słuchać stwórczego głosu” – miałaś w głowie coś podobnego, czy wyszło przypadkowo? A może chodzi o coś bliżej tego, że dziwne wizje, np. w snach, karmią się podświadomością ludzi? Zdradź nam tajemnicę!

Bardzo lubię Twoją wyobraźnie i styl, wciąż pozostajesz autorką mojego ulubionego opowiadania spośród wszystkich przeczytanych na portalu, ale tu koniec słodzenia :) – opowiedziana powyżej historia jak dla mnie zbyt niejasna, bym mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że mi się podobało. Napisane bardzo fajnie, czytało się nieźle, ale niewiele zrozumiałem :(

Nie wierzę, pisałam pół godziny komentarz i go pożarło. Zawiesił mi się komputer. Nie będzie już tak obszerny jak poprzedni, przepraszam.

Fiszu, jakby nawiedził mnie anioł! :) Dzieciaki podrosły czy co, że się tu pojawiłeś i jeszcze rozpisałeś? :) Zaraz odpowiem na twoje pytania co do fabuły, bo wiążą się z pytaniami lk, więc połączę.

Biorę sobie do serca wasze wszystkie uwagi, jak zwykle. Wilku, Zygfrydzie, miło was w moich skromnych włościach widzieć. Wilku, cieszę się, że tekst przemówił tym samym, czym i przemawiał do mnie – klimatem.

lk, fantastycznie, że pochyliłeś się nad związkiem szorta z Wizjami w wykonie m.in. Roguckiego. Parę dni zamęczałam ten kawałek, utrzymując się mentalnie w stanie zbliżonym do tego reprezentowanego przez Roguckiego ;)

Teraz muszę sobie przypomnieć, co napisałam w pożartym komentarzu…

Jeśli Twoimi założeniami były klip z Roguckim, cztery obrazki, psychodela i nocny freestyle w pisaniu – zadanie wykonane, postawiłbym piątkę.

Tak właśnie było i nie liczyłam zbytnio na ugranie czegoś w konkursie, choć bety były innego zdania. Wydaje mi się jednak, że czasem związki emocjonalne z autorem/znajomość jego twórczości ma wpływ na odbiór, dlatego opublikowałam jako anonim. A nawet jeśli klimat jest tutaj mocny, nie dziwi mnie, że brak należytego wykrystalizowania historii zaowocował punktacją. Dawno już nie miałam czasu napisać czegokolwiek dla przyjemności, nic tylko zamówienia, obowiązki albo redakcje, dlatego ten tekst sprawił mi sporo frajdy. Dał też okazję do zamknięcia się późnym wieczorem na balkonie z winem (w polach grasował dzik, a nad nim latała drąca się niemiłosiernie sowa, więc było uroczo). Popłynęłam sobie z wizjami i klimatem, a limit znaków gryzł mi nie tylko historię, ale i zdania, więc wyjaśnienia wszystkiego nie uznałam za priorytet.

Co miałam w głowie? Uwaga, próba wyjaśnienia historii! Sylwester (Wicked) wpadł na niezły trop, ponieważ czytał jedną z moich książek, oczekującą w kolejce w wydawnictwie. Multiwersum między innymi z wiedźmą-matką, która w pewnym sensie odrzuca własne dziecko, a pod skrzydła przyjmuje różne przybłędy, wykorzystywane przez nią do swoich celów. W dodatku podobnie jak w tym szorcie wymiary w książce się przenikają. Jednak źródła pomysłu raczej nie można doszukiwać się w książce, tylko we mnie, w moim podejściu do świata, mojej filozofii i tak dalej.

Ja tu widzę też powiązania z “Openminderem”, którego wydaję wcześniej niż multiwersum. Bo są tu mechy, których pochodzenie, przeznaczenie i życie wewnętrzne są niejasne.

Szorcik jest po prostu wycinkiem z mojego wewnętrznego świata, w którym powołane światy, wymiary, uniwersa i multiwersa plączą się wokół mnie, a część z nich jest nierozpoznawalna – odrzucona, zapomniana, przerobiona, inne jeszcze nieukształtowane i tak dalej. A “wizje, chodźcie do mnie” jest świetną nazwą dla mojego procesu twórczego, bo zawsze mi się zdaje, że pomysły do mnie przychodzą, że jestem wpięta w strumień treści i coś ciągle chce się przeze mnie opowiadać ;) I tak mi się wydało po wybranych obrazkach, że z Szanownym Panem Różalskim podpięci jesteśmy pod podobny strumień…

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Bardzo plastycznie opisane. Tekst jest dość gęsty i momentami mnie to męczyło, ale wizja przenikania światów i budzącej się świadomości poronionego tworu przyszłych pokoleń wywarła na mnie duże wrażenie. Ciekawa interpretacja dzieł Różalskiego (chociaż to raczej inspiracja jego twórczością): wydobyłaś te kontrasty świata zmechanizowanego i tradycyjnego, ludowego (i jednocześnie magicznego, groźnego) świata, które dla mnie są charakterystyczną cechą jego twórczości. Końcówka i motyw “matczyny” też na plus.

 

Klik, klik. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Tak, spodziewałem się, że tytuł nie jest przypadkowy. :) Postaram się tu jeszcze wrócić.

Bardzo ładna forma, Naz, powiedziałbym nawet – obraz, ale nie opowiadanie. Rzuciłem okiem na komentarze i najbliżej mi do Cobolda, też pod koniec skanowałem wzrokiem. Dlaczego? Tak piękna, oniryczna forma jest dobra na miniaturę, trzy akapity, by pokazać zdolności Autorki, rzucić wspaniałą wizją świata, ale nie na opowiadanie. Zabrakło mi dynamiki, realności, relacji z bohaterką. Czytając nie mogłem się wyzbyć wrażenia, że słucham malarki, która stoi przed sztalugą, maluje obraz i opowiada mi swoją wizję. Nie chciałbym Cię obrazić, Naz, ale dosłownie słyszę jak mówisz: "zobaczcie, jak umiem!', a mnie to średnio interesuje. Interesuje mnie tylko opowiadana historia, w którą chcę być wciągnięty, cały.

Pięknie malujesz słowem, ale poczekam na jakąś magnetyczną opowieść.

Pozdrawiam.

No cóż, czytałam, ale nie bardzo wiem o czym jest to opowiadanie, bo spośród ładnie napisanych zdań jakoś nie udało mi się wyłowić jego istoty.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka