- Opowiadanie: LanaVallen - Lepiej nie idź, lepiej zostań

Lepiej nie idź, lepiej zostań

Jeszcze nigdy nie napisałam opowiadania tak szybko. Miało być krótko i skondensowanie, a wyszło... Cóz, sami zdecydujcie jak. Mam nadzieję, że komuś się spodoba. 

 

Inspiracją i podwaliną mojego opowiadania jest praca Jakuba Różalskiego “Misty Spring Morning”

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Lepiej nie idź, lepiej zostań

Pieśń o miłości i gniewie zaczyna się spokojnie. Samotny kobiecy głos próbuje odtworzyć zaginioną niegdyś nutę i nie dać ulotnić się tej, która ją pęta. Na początku płyną pojedyncze słowa, by po chwili rozbrzmieć ogłuszającą kanonadą. Głowa pęka, kończyny same podrywają się do biegu. Zaślepia go tylko jedno, jedyne słowo: śmierć, śmierć, śmie…

*

– Prrrrr! – zawołał oficer do gniadosza, ciągnąc jednocześnie wodze. – Co tam, piesku? Znalazłeś coś?

Pies oficera był wyraźnie czymś zaabsorbowany. Wąchał z podniesionym ogonem, rozrzucając wokoło suche liście. Nagle znieruchomiał. Przednią łapę trzymał uniesioną, uszy postawił na sztorc. Jedno głośne uderzenie serca, drugie, trzecie. Cisza doskonała. Wtem ruszył. Na Boga, oficer nigdy nie widział szybszego zwierzęcia.

*

…śmie… Stop. Więc staje. Czeka na człowieka. Nie słyszy już jednostajnych wibracji, co znaczy, że człowiek kazał niewolnikowi zwolnić.

Głośny i nieregularny oddech jak zawsze krzywdzi jego uszy, ale ten jeden raz upaja się tym dźwiękiem. Pozwoli mu trwać w pamięci, będzie go pielęgnował, żeby nie zanikł, bo ten dźwięk jest jego pierwszym z wielu zwycięstw.

Gdy postać wyłania się zza  krzewów, obdarza go spojrzeniem mówiącym:

„Lepiej nie idź, człowieku. Lepiej zostań. Siad. Jednak idziesz? No dobrze. To chodź”.

*

Mężczyzna ponownie otarł pot z czoła. Kurtki oficerskie były zdecydowanie zbyt grube. I jeszcze te cylindry. Niewygodne i niepotrzebnie zwracające uwagę.

Widząc że ścieżka się zwężała, zwolnił gniadosza. Nagle zwierzę się zatrzymało. Nie pomogły energiczne ruchy bioder, przyciskanie łydki ani nawet bluzgi.

– No dalej! – zawołał, po czym zamarł. Dopiero teraz spostrzegł błyskające na niego ślepia. Że też wcześniej ich nie zauważył…

Zeskoczył z konia wciąż ze wzrokiem wbitym w psa. Te oczy… Jakby spojrzeniem przeszywał duszę. Przecież zwierzęta nie patrzyły w taki sposób. Nie mogły. Zadrżał. I od razu po tym przywołał się do porządku. Żaden oficer nie będzie lękał się zwykłego kundla.

– No i co tam znalazłeś, hę?

Mężczyzna zaczął przedzierać się przez chaszcze. Miał pewny chód i niesamowitą koordynację ruchową, ale pod czujnym spojrzeniem psich oczu nagle poczuł się jak dama w krynolinie. Pnącza zdawały się oplatać jego nogi, a korzenie jakby ni stąd, ni zowąd wyrastały centralnie pod każdym kolejnym krokiem. Zrobiło się duszno, nienaturalnie wręcz skwarno. Pocił się, choć była wczesna wiosna. Czuł te duże krople gromadzące się na skroniach. Serce dudniło mu w piersi, ogłuszała go zbyt głośno przepływająca krew. Co chwila próbował przełknąć ślinę, której nie było. Świat przysłoniła mgła.

Nawet nie zauważył, gdy nogi poniosły go do czekającego cierpliwie zwierzęcia. Nie poczuł uderzenia kolanami o ziemię; umysł nie odnotował chłodu mchu na czole i dłoniach, przewiewu na głowie, gdy spadł cylinder. Przede wszystkim nie ujrzał, że oddaje cześć psu.

Gdy tylko wróciła mu ostrość widzenia, wnet podniósł skonsternowany głowę. Od demonicznych oczu dzieliła go długość oddechu.

Minęło jedno łupnięcie serca, po nim drugie, a on wciąż nie potrafił oderwać wzroku. W głowie usłyszał cichą melodię, z której nieśpiesznie wypływały słowa. Nie znał języka pieśni, ale czuł, że mówi o zemście. Krwawej i bezwzględnej. Na końcu usłyszał własne imię.

*

Melodia pieśni wygrywana jest na nerwach, a słowa wydrapywane wewnątrz czaszki. Ale ból jest dobry. Trzyma w upojnej świadomości, pozwala widzieć i zapamiętywać. Pokazuje, kim może być.

Z łaskawości pozwala usłyszeć pieśń człowiekowi. Jednak jego mózg jest oporny. Przebicie się zajmuje trochę czasu. Ale czyż wysiłek nie czyni zwycięstwa słodszego?

„No dalej, człowieku. Pokalecz moje uszy swoim niezdarnym językiem raz jeszcze. Dostrzeż dar i podziękuj”.

Widzi w jego oczach konsternację. Wręcz słyszy ślamazarną pracę mózgu. Czeka, przygotowując się na kolejne zwycięstwo. Jednak konsternacja nie zamienia się w zrozumienie. Z oczu człowieka wyziera bezgraniczny strach, a z gardła wydobywa się krzyk.

 Pani nie będzie zadowolona.

*

Oficer uniósł gwałtownie głowę i otworzył oczy. Kołysał się w siodle w rytmie jednostajnego chodu konia. Czuł zmęczenie, powieki kleiły się do siebie, umysł miał w nieładzie, a w ustach suchość. Pies dreptał obok niego.

Mężczyzna potarł twarz, próbując się dobudzić. Wyjął fajkę, żeby się odstresować, lecz nie zapalił – jedynie bezwiednie wsadził ją do ust.

– Czas wracać do… do oddziału. Taak… – mamrotał.

Nie wiedział, w którą stronę podążyć, ale żeby zapanować nad sytuacją, postanowił skręcić. Jednak koń nie reagował i nawet nie sprawiał wrażenie niezadowolonego.

– Ty głupia kobyło!

Pies warknął, odsłaniając kły.

W normalnych okolicznościach mężczyzna kopnąłby go albo nawet wyciągnął pistolet. Jednak tym razem momentalnie zgarbił się w siodle. Instynkt podpowiadał mu, że znalazł się w niebezpieczeństwie.

Alexander. – Kobiecy głos był stanowczy, jakby przywołujący do porządku. Wydawał się zbyt znajomy.

Odwrócił się, chociaż wiedział, że nadawcą jest osoba w jego głowie. Znowu ten przerażający szept.

– Kim jesteś?!

Pies wydał krztuszący się dźwięk, który miał być śmiechem.

Nagle skończyły się drzewa i znaleźli się na polanie. Wtedy ją zobaczył. Kobietę, której w najśmielszych marzeniach nie życzył sobie widzieć nigdy więcej.

Alexander – wyszeptała.

*

 

Pieśń ucicha. Rozbrzmiewają jedynie pojedyncze słowa, ale ich moc przewyższa wszystko wcześniej.

Dobrze się spisałeś. Dziękuję. – Jej głos jest płynącą ekstazą. Zatrzymuje się w głowie, aby pieścić zmysły. Nie bez powodu oddał Pani swoją duszę.

Nic mu nie umyka – widzi bezbrzeżny smutek, gdy przenosi wzrok na człowieka. Jest w niej tyle mocy, ale w jego obecności blednie, kurczy się. Wyobraża więc sobie smak jego krwi, kiedy będzie rozpłatywał mu szyję.

Pani wychyla się ze swej kryjówki, delikatnie i ostrożnie, jakby nic nie przerażało jej bardziej. Ten w odpowiedzi gwałtownie schodzi z konia, myśląc, że ma prawo się do niej zbliżać.

Proszę – Pani szepcze drżącymi ustami, wielkie oczy napełniają się łzami.

– Odejdź ode mnie, przeklęta dziwko! – krzyczy człowiek, wyciągając demoniczne urządzenie.

Błąd.

*

Powinna być martwa. Miał jej nigdy więcej nie zobaczyć. Los ponownie go pokarał.

Kiedyś już został nabrany – słabością, miłością i oddaniem. Przez nią pokochał wiedźmę. Przeklęła go, gdy oddawał ją łowcom, a teraz stała przed nim, jako największy z koszmarów. Znowu przerażona i niby bezbronna, naga. Ponownie patrzył w jej piękne oczy o ludzkim wyrazie. Na Boga, oficer nigdy nie spotkał później podobnej kobiety.

Krew w nim zawrzała, gdy tylko usłyszał jej głos. Pamiętał, jak szeptała doń po nocach. Obiecywała i prosiła. A okazała się plugawą wiedźmą.

– Odejdź ode mnie, przeklęta dziwko! – krzyknął, wyciągając pistolet.

Już raz popełnił ten błąd i się zawahał. Nigdy więcej. Strzelił. Jednak zamiast huku wystrzału usłyszał nieludzkie wycie.

*

Woli Panią w tej postaci. Ma długie szpony i krwawe włosy, a od ciała bije poświata. Z czarnych oczu wyziera nicość. Jej zmieniony głos szarpie nerwy, ale ból jest przecież dobry.

Jednym susem doskakuje do człowieka i wbija weń jeden ze szponów.

Mogłeś nie iść. Mogłeś zostać – charczy, głaszcząc go po głowie.

„Trzeba było człowieku. Ale wolałeś po swojemu”.

Śpiewałam ci, słyszałeś? – Jej zbolały głos łamie mu serce. – Tęskniłam, ale nie przychodziłeś. – Wpycha szpon jeszcze mocniej, wywołując u człowieka kolejny skowyt. – Wybaczyłam ci, wiesz? A ty znowu mnie zraniłeś.

Ich krzyk łączy się w kakofonię bólu i rozpaczy. Przypomina pieśń. Nie sprawia mu przyjemności, ale rozciąga świadomość na nieznane wcześniej poziomy.

– Prze-praszam – charczy człowiek. Błaga w ten sposób o litość.

Na twarzy Pani widnieje satysfakcja.

– To dobrze – szepcze.

Wyrywa z jego ciała pulsujące jeszcze serce. Przygląda mu się chciwie, a później obojętnie wyrzuca. Znowu przybiera ludzką postać i jednym z zakrwawionych palców rysuje na swoim ciele pojedynczą kreskę, która sprawia, że wrzyna się w jego zmysły jeszcze bardziej. Pulsująca od Pani moc początkowo jest lepka i gęsta, ale w końcu staje się jej częścią.

Wstrzymuje oddech, gdy Pani obraca się w jego kierunku.

– Jest coś jeszcze, w czym mógłbyś mi pomóc.

„Cokolwiek zechcesz, moja Pani. Nigdy nie odejdę. Zawsze z tobą zostanę”. 

Uśmiech, który wypływa na jej twarz jest dziwny, trudny do zdefiniowania. Ale szybko o tym zapomina. Liczy się tylko ona.

Koniec

Komentarze

Się zgubiłam. Brakuje tutaj wyjaśniania backstory bohaterów, bo to, co widzę w tekście, nasuwa jedynie więcej pytań niż odpowiedzi. Wydaje mi się, że najbardziej zmyliły mnie zmiany perspektywy, IMO zbyt chaotyczne. Niby coś się dzieje, jest poetycko i tajemniczo, ale mam niedosyt po lekturze…. którego nie potrafię nawet porządnie opisać. Może ktoś inny podpowie Ci coś więcej.

 

Od demonicznych oczu dzieliła go długość oddechu.

Czy długość oddechu może opisywać dystans, czy tylko czas? Ciężko zmierzyć oddech w centymetrach.

 

Zakończenie mocne, podoba mi się też zmiennokształtna istota Pani. Ogólnie mam mieszane uczucia.

Ja się zdecydowanie pogubiłam w fabule, ale, szczerze mówiąc, zdałam sobie z tego sprawę dopiero jak skończyłam – bardzo mi spasowała ta poetycka stylizacja języka, nawet jeśli czasami przesadna i na granicy kiczowatości. Nastrój rzeczywiście zbudowany niezwykle efektownie.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przeczytałam, ale chyba bez zrozumienia, bo nijak nie umiem się domyślić, Lano, co miałaś nadzieję opowiedzieć.

Zastanawiam się, czy jeździec na pewno był żołnierzem, bo, moim zdaniem, cylinder i oficer zupełnie do siebie nie pasują.

 

Do­pie­ro teraz za­uwa­żył bły­ska­ją­ce na niego śle­pia. Że też wcze­śniej go nie za­uwa­żył… –> Ślepia są rodzaju nijakiego, więc: Że też wcze­śniej ich nie za­uwa­żył

Powtórzenie.

 

Ko­bie­tę, którą w naj­śmiel­szych ma­rze­niach nie ży­czył wi­dzieć nigdy wię­cej. –> Chyba miało być: Ko­bie­tę, której w naj­śmiel­szych ma­rze­niach nie ży­czył sobie wi­dzieć nigdy wię­cej.

A może nie życzył komuś innemu…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Żongler, czyli jest tak, jak sądziłam. Ogólnie widzę, że mam tendencję właśnie do poetyckości i tajemniczości, a nie skupiam się na dobrym rozplanowaniu fabuły. Fajnie, że chociaż zakończenie się spodobało :) Dzięki za wizytę!

 

ninedin, nie wiem czy to dobrze, czy źle, chociaż pewnie mogłam to napisać tak, żebyś nie pogubiła się wcale :) No trochę niekiedy zboczyłam na tę granicę, ale od początku taki był zamysł, bo grafika, którą wybrałam, jest piękna, ale raczej fabularnie trochę oklepana. Cieszę się, że się podobało i fajnie, że wpadłaś ;)

 

Widzę, Reg, że nie do końca się spodobało, ale to nic – sprawdzałam tekst wielokrotnie, ale i tak bałam się, że twój komentarz będzie bardzo długi, a tymczasem jednak nie. To już coś ^^ (wiem, że to zaledwie 8 tys. znaków, ale ciii…). Miło, że zawitałaś, a błędy oczywiście już poprawiam.

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

A co do tego: “Dopiero teraz zauważył błyskające na niego ślepia. Że też wcześniej go nie zauważył…” – oczywiście powtórzyłam “zauważył” i już to zmieniam, ale co do drugiego zdania, to użyłam “go” w odniesieniu nie do ślepi, tylko do psa. W sensie zauważył ślepia i zdziwił się, że nie widział ich posiadacza. Czy w takim razie uważasz, że powinnam to zmienić? Jest to błąd i/lub będzie prowadzić innych do takiego spostrzeżenia? To co prawda tylko jeden zaimek, ale jestem ciekawa twojego zdania. 

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Czytając, widziałam ślepia. Psa nie widziałam.

Może byłoby czytelniej: Dopiero teraz zauważył błyskające na niego ślepia psa. Że też wcześniej go nie zauważył

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Klimacik zacny, ale dlaczego dzieje się co się dzieje? Można było uszczknąć z ciekawych opisów, aby przybliżyć główny bohaterów i psa ;)

Dołączam do grona pogubionych. Jak dla mnie jest to przepoetyzowane, udziwnione i kompletnie nie wiem, o co właściwie chodzi, kim są bohaterowie (to nawet mogłoby być dla mnie zaletą, gdybym była w stanie zainteresować się ich losami, a pokrętność niestety mi to uniemożliwiła). Plusik za obsesyjność narracji, to lubię.

Natomiast, jak lubię niedopowiedzenia i bezimiennych bohaterów, tak gdzieniegdzie to szwankuje i wychodzą dziwolągi, np. tu:

 

“– Proszę – Pani szepcze drżącymi ustami, wielkie oczy napełniają się łzami.

– Odejdź ode mnie, przeklęta dziwko! – krzyczy, wyciągając demoniczne urządzenie.”

To jest napisane tak, jakby za każdym razem mówiła Pani.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kurczę, komentarz mi zeżarło…

I ja się pogubiłam, a potem już nie odnalazłam. Nie ułatwiała poetyckość tekstu i mnogość podmiotów domyślnych. Czasami nie wiedziałam, co robi/ mówi pies, oficer, a co Pani.

O zbiegłych podmiotach już było, ale inne usterki też się trafiały.

Na początku brzmią pojedyncze słowa, by po chwili rozbrzmieć ogłuszającą kanonadą.

Tak sobie to wygląda.

Głośny i nieregularny oddech jak zawsze krzywdzi jego uszy, ale ten jeden raz upaja się tym dźwiękiem.

Co jest podmiotem na końcu i dlaczego oddech?

Ponownie patrzył w jej piękne oczy o ludzkim obliczu.

A nie na odwrót – oblicze o oczach?

Babska logika rządzi!

Trochę takie poplątane to i niejasne, ale bardzo chciałam wziąć udział w tym bardzo ciekawym konkursie, więc musiałam napisać to opko bardzo szybko, bo później nie miałabym na to czasu. Nie jest to wymówka, po prostu chyba nie sprzyja mi tak krótki termin. Mimo to i tak jestem trochę zadowolona z tekstu, bo mimo urwania głowy wciąż udało mi się napisać cokolwiek. 

Dzięki Deirdriu, drakaino i Finklo za wizytę i komentarz. Teraz niestety nie mogę już zmienić fabuły czy czegoś dodać, ale każda opinia i wskazówka jest ważna. Moje następne opko powinno być już bardziej… jasne.

A i drakaino, ale niezręcznie to wyszło. Wyobraziłam sobie swoją bohaterkę, krzyczącą coś takiego… Dodałam już, że krzyczał to człowiek. Jednak nie ma to jak spojrzenie z boku…

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Możesz jeszcze coś dodać albo zmienić, chyba że nie dasz rady z powodu braku czasu :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ja również niestety nie zrozumiałam, o co chodziło. :(

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Podobają mi się wstawki ze zwrotami skierowanymi do „człowieka”. Nadają opowiadaniu nowego, ciekawego wymiaru, nowego spojrzenia. Sprawiają, że pies nie jest jedynie dekoracją, która wynika z grafiki.

Natomiast nie do końca wiem, co – poza jakąś formą zemsty – tam się stało. Niby w kilku słowach zarysowujesz element zostawienia dziewczyny-wiedźmy przez mężczyznę, ale jakoś blado jak dla mnie to wygląda. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zgubiłem się w fabule. Coś o miłości, o wiedźmie, o psie… Czytałem późno, ale potem jeszcze raz rano i efekt ten sam :(

Same opisy fajne, klimatyczne. Same emocje postaci też ukazane w interesujący sposób.

Podsumowując: klimatyczny tekst, jednak nic nie jestem w stanie skumać z treści tego koncertu fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Porażający nadmiar zaimków, i to, jak przypuszczam, czasem źle dobranych, czyni to opowiadanie zupełnie nieczytelnym.

Mamy jakiegoś oficera, mszczącą się na nim wiedźmę (przy czym motyw zemsty wyskakuje trochę jak blada rzyć zza kępy paproci – niespodzianie i bez sensu), a do tego jeszcze jakąś trzecią postać – prawdopodobnie psa (a może i nie prawdopodobnie, ale on jeden względnie pasuje do tej roli), której narracja zupełnie nie pozwala rozeznać się w tym, co się właściwie dzieje i dlaczego. Nawet nie próbuję podjąć się interpretacji całej tej bieganiny po lesie. W miarę znam i rozumiem jej finał, i to mi musi wystarczyć. Ot, w gruncie rzeczy banalna historia o zemście skrzywdzonej kobiety. Tyle, że bardzo trudna w odbiorze, a przez to męcząca i – mimo niewielkiej objętości – ciągnąca się ponad miarę.

Za to klimat fajny: duszny dusznością starego, zmęczonego lasu, mroczny niczym nieruchome cienie w zagajnikach i – poprzez tę swoją nieczytelność (która choć tutaj na coś się przydała) – niepokojący jak koszmarne majaki.

Ogólnie jednak ciężko mówić o satysfakcji z lektury.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka