- Opowiadanie: Werwena - Tryptyk

Tryptyk

Ilustracje:

Jakub Różalski “Farewell” (inspiracja wiodąca)

Jakub Różalski “Before the storm”

Jakub Różalski “Price of glory”

 

Tytuły-motta rozdziałów pochodzą z wiersza „Spojrzenie” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

 

Bardzo dziękuję za ten konkurs – nie brałam się ostatnio w ogóle za szorty, a dzięki fajnej inspiracji i makabrycznemu limitowi, do którego zresztą nawet się nie zbliżyłam, w końcu, po ponad roku (!) udało mi się napisać coś, co jest jakąś całością. Mega mi z tym dobrze :D

Możliwe jednak, że przez ten czas moja forma pacnęła o bruk, w związku z czym mam też tremę. 

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Tryptyk

 

I

I jeden z nas – to jestem ja,

którym pokochał

 

Tea była dla niego dźwiękiem skrzypiec, zapachem jabłek i ciepłem skóry. Nawet w posępny, zimowy dzień, wypełniony odległym łoskotem, zgrzytem mechanicznych cielsk, smrodem spalenizny i lepką wilgocią. Póki trwała przy siodle, póki patrzyła mu w oczy, póki pozwalała, by milczał, nie znajdując właściwych słów, to wszystko było poza nim.

Tea była dla niego wszystkim, czego nie chciał utracić i właśnie dlatego musiał ją opuścić. Jej łzy, które wkrótce miały popłynąć, zdawały się topić serce żołnierza. Nic mi po nim, pomyślał, już niedługo nic mi po nim.

Gdy odstąpiła wreszcie, spiął konia i ruszył w kierunku czekających na niego ułanów. Uniósł rękę, żegnając ukochaną żonę. Na dzieci, kulące się przy ośnieżonym płocie, nawet nie spojrzał. Tak bardzo bał się zobaczyć w nich siebie sprzed lat.

– Podchorąży Świerszcz melduje gotowość do służby.

Tak bardzo się bał.

 

Każdej jesieni odnawiali zaślubiny pod gałęziami jabłoni. Nawet tamtego roku, gdy w rdzawoczerwonych liściach kryła się ponura wróżba.

– Będę przy tobie, Teofilo, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Będę po śmierci, będę do końca.

– I jeśli zdołasz jej uciec, ja też tam będę – odpowiedziała, godząc się w ten sposób na to, co postanowił, a o czym nie śmiał jej jeszcze powiedzieć. Mimo to wiedziała, od momentu gdy pośród trzasków z radioodbiornika padł komunikat o kolejnej wielkiej wojnie. Nie miał pojęcia, jak to robiła, ale podejrzewał, że tylekroć zaglądała wprost w jego duszę, że ta nie potrafiła już mieć przed nią tajemnic.

 

Czuł jej wzrok na plecach, gdy przyglądał się pancernej skorupie, która wkrótce miała stać się jego drugą skórą, grobowcem, przeznaczeniem. Teraz jeszcze tylko maszyna, jeszcze sterowana dźwigniami i przekładniami, obca, martwa i bezduszna. Siedzący w niej żołnierz pobudził do ruchu potężne nogi, korpus mozolnie obrócił się do kierunku ruchu, ramiona-lufy przetoczyły się nad ich głowami z głuchym jękiem.

– To jesteśmy w komplecie – odezwał się przyjmujący meldunek wachmistrz. – Ciesz się wolnością, Świerszczu, nim wskoczysz do puszki. – Uśmiechnął się bez przekonania, ale to wystarczyło, by wlać w serce podchorążego nieco otuchy.

 

 

 

II

A drugi z nas – to jestem ja,

którym nienawiść drżącą począł

 

Wojna była dla niego zemstą, tęsknotą, ponurym życzeniem z dziecięcych czasów, gdy człowiek bywa okrutny, wcale o tym nie wiedząc. Była kochanką, ale twarz miała Teofili – widział ją wciąż i wciąż, z każdym krokiem monstrualnych kończyn, z każdym głuchym uderzeniem w cierpiącą ziemię. W huku wystrzałów brzmiał cichy płacz skrzypiec, a w dusznym kokpicie dawało się wyczuć nikłą woń przejrzałych jabłek.

Tea dotrzymała słowa i dlatego gdy przyszedł czas, nie zawahał się wykonać powierzonych mu instrukcji. Stojąca za nimi idea była przejrzysta: maszyna miała stać się szybsza i skuteczniejsza, sterowana czystą myślą, bez upośledzającego pośrednictwa ciała, dźwigni i mechanizmów. Człowiek zaś miał zginąć, by stać się niezniszczalnym.

 

Gdzieś w dole, u jego stóp, śmierć roztańczyła się wśród żołnierzy. Zbliżała się ku niemu, obiecując, że dalej pójdą ramię w ramię, wprost w szeregi wroga. Tak jak kiedyś Tea, przyrzekła, że nigdy go już nie opuści, jeśli i on się jej odda.

– Będę ci służyć – szeptała. – Pozwolę ci powieść mnie gdzie tylko zechcesz.

Instrukcje były proste. Wystarczyło wcisnąć właściwy przycisk. Kokpit wypełnił się gazem, ciało w kilka chwil rozpadło się w pył.

Została tylko wola. Została dusza. I został smutek.

 

Nie potrafił już słyszeć, nie potrafił czuć zapachów, a jedynym co widział, była pożoga. Był metalowym olbrzymem, kroczącą śmiercią. Był świerszczem w puszce. I był też pamięcią.

 

 

III

A trzeci z nas – to jestem ja

odbity w wypłakanych łzach

i ból mój jest jak wielka ciemność

 

Matka była dla niego dotykiem chłodnej dłoni na rozgrzanych skroniach, cichym szuraniem tuż przed wschodem słońca, twardym spojrzeniem, skrywającym łagodność. Aż do dnia, w którym przez wieś przetoczyła się zawierucha, do chwili, w której razem wygrzebali w ziemi mogiłę i złożyli w niej ciało ojca.

Potem była tylko widmem.

 

Pamiętał tamten dzień doskonale. Czuwali przy grobie przez długie godziny, póki słońce nie zawisło nisko u skraju nieba. W oddali płonął las i wrony pływały w powietrzu wśród płatków sadzy. Tuż obok stygło mechaniczne truchło bojowego łazika – przodka stalowych kolosów – pokiereszowane i bezużyteczne.

Gdy ocknął się z odrętwienia, chłopięca ciekawość na chwilę przysłoniła rozpacz. Podszedł do machiny, przez uchylony właz zajrzał do środka.

– Posłuchaj, mamo! – zawołał. – Jakby tkwiła tu dusza i śpiewała.

Matka zbliżyła się wtedy, kucnęła przy nim. Twarz miała szarą jak zapadający zmierzch.

– To tylko świerszcz – powiedziała. – Tylko świerszcz i naiwna piosenka o nadziei.

Potem wstała i odeszła do chaty.

Z wysiłkiem zatrzasnął właz – mięśnie ramion zapiekły go boleśnie. Sądził, że w ten sposób nie pozwoli ulecieć duszy do nieba, sprawi, że zostanie przy nich na zawsze.

 

Przyszedł tam kolejnego wieczoru, ale jesień była w pełni i świerszcze dawno już umilkły.

 

 

 

 

 

 

 

________________________________

 

Ilustracje:

Jakub Różalski Farewell

Jakub Różalski Before the storm

Jakub Różalski Price of glory

 

Tytuły-motta rozdziałów pochodzą z wiersza „Spojrzenie” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

 

Koniec

Komentarze

Piękne. Jak się wyśpię, wrócę z komentarzem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Śliczny, wzruszający tekst. Świetnie dopasowałaś obrazy do swojego opowiadania i w tak niewielkiej ilości słów udało Ci stworzyć niesamowity klimat, oddający naturę wojny, tęsknoty, miłości i smutku. Przeczytałam z przyjemnością.

Klikam i życzę powodzenia w konkursie.

Dobrze napisany tekst, tyle tylko, że mamy wyraźny przerost formy nad treścią. Mówiąc inaczej, za dużo opisu, za mało fabuły i dramatyzmu. Bardzo mało się dzieje, za to opis stanów psychicznych bohatera bardzo obfity. Wszystko przypomina wstęp do dłuższej opowieści, gdzie póŻniej dopiero dowiemy się, co się wydarzyło.

Podobnie jest z ilustracjami i mottami. Nadmiar psuje efekt…

Niezłe, ale mogło być o niebo lepsze. Ale tekst niewątpliwie biblioteczny.

Pozdrówka.

Pięknie napisany klimatyczny tekst. Jak dla mnie wyważony jest w odpowiedni sposób i wcale nie przesadzony pod względem poetyckości. Ładne nawiązanie do grafik i ciekawie przedstawiony motyw fantastyczny. Podobało mi się. Pisz częściej!:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Klimatyczne, bardzo mi się podobało :)

:) Dziękuję wszystkim za odwiedziny! :) I za kliki.

 

Mr.marasie, mam nadzieję, że pozytywne wrażenia nie były wyłącznie efektem zmęczenia ;) 

Oraz, że udało ci się wyspać – w końcu od tego są niedziele ;)

 

Katiu, dziękuję! cieszę się, że sprawiłam Ci przyjemność :)

 

Fun, ufff… cieszę się :D Dzięki!

 

Rogerze, dziękuję Ci za opinię. Taaaa, rzeczywiście sporo się tu dzieje, w zakresie formy. Zamysł był taki, żeby forma i treść jednak się uzupełniały. No ale wyszło właśnie tak jak wyszło :)

 

Morgi, dzięki, dzięki! Wiesz, jak to u mnie jest z tym pisaniem ;) Ale obiecuję robić co w mojej mocy – bo przecież tego właśnie i ja bym sobie życzyła.

 

Anet, dziękuję, cieszę się, że się podobało :))

 

Cholewcia, lepsze niż moje! 

Przede wszystkim ze względu na styl – piękny bogaty i poetycki, ale jednocześnie nieprzesadny i nie przeszarżowany. I co najważniejsze – równy. Ja potrafię doskakiwać do takiego poziomu zrywami i wytrzymywać tylko chwilę, Ty zasuwasz na najwyższych obrotach przez całe opowiadanie. Cóż, kwestia talentu i doświadczenia, zapewne ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ja potrafię doskakiwać do takiego poziomu zrywami i wytrzymywać tylko chwilę, Ty zasuwasz na najwyższych obrotach przez całe opowiadanie.

 

No weź, tylko 5k znaków wytrzymałam ;P

Dzięki, Thargonie, bardzo!

Bardzo nastrojowy, kobiecy tekst. Udany powrót. Powodzenia w konkursie :)

Wiesz, przeczytałam pierwsze zdanie i uśmiechnęłam się. "No tak, Werwena". Chyba stęskniłam się za Twoimi tekstami. Pięknie czarujesz słowem, czytanie jest czystą przyjemnością. Co do samego opowiadania, podobał mi się nastrój – przygnębiający, ale taki spokojny, bez popadania w przesadną emocjonalność. Na plus też uporządkowanie tekstu poprzez fragmenty wiersza. Jedyne, co nie do końca kupuję, to nazwisko Świerszcz, jakoś za bardzo dosłowne. Życzę powodzenia :)

Póki trwała przy siodle, póki patrzyła mu w oczy, póki pozwalała, by milczał, nie znajdując właściwych słów, to wszystko było poza nim.

Mam wątpliwości co do tego zdania. Gramatycznie chyba nie jest jasne, czy to on "milczał, nie znajdując", czy ona "pozwalała, nie znajdując".

Bardzo to ładne, póki co mój faworyt. Odpowiada mi trzyczęściowa forma i to, że nie jest ani za krótkie, ani za długie – w sam raz na chwilowe oderwanie od rzeczywistości.

 

Matka była dla niego dotykiem chłodnej dłoni na rozgrzanych skroniach, cichym szuraniem tuż przed wschodem słońca, twardym spojrzeniem, skrywającym łagodność.

 

Ten opis to idealnie moja estetyka, świetne.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Belhaju, dziękuję za odwiedziny i opinię :)

 

Teyami,

 "No tak, Werwena". ;D

Dziękuję Ci, fajnie, że zajrzałaś :) Co do Świerszcza, to w moich autorskich zamysłach miał właśnie być dosłowny, właściwie raczej jako pseudonim niż nazwisko. Ale nie dyskutuję, biorę na klatę, w końcu czytelnik ma prawo uznać, że autor miał na myśli coś innego, niż miał, zwłaszcza w tego rodzaju tekstach :)

Co do tego zdania – racja. Pomyślę o nim, ale może zostawię jak jest, bo w sumie podejrzewam, że żadne z nich za bardzo nie wiedziało co powiedzieć ;P

 

Żonglerko, bardzo się cieszę, że Ci się spodobało i ogromnie mi miło, że póki co faworyt :))

 

Bardzo wzruszający tekst, pięknie napisany, przepełniony emocjami. Podobała mi się scena pożegnania z żoną, i to, jak Świerszcz nie mógł spojrzeć na swoje dzieci. Cóż więcej dodać? Jak na razie jeden z moich faworytów w konkursie.

Uuaa… Mocne to jest. Bardzo mi się podoba. 

Nie wiem, czy można postawić znak równości między “mało opisów akcji” a “mało się dzieje”. Wydaje mi się, że w tej historii bardzo wiele się wydarzyło i tekst mówi o tym językiem wynikającym z przyjętej przez autorkę formy. Skoro opowiadanie jest zespojone wierszem, harmonizuje z nim język przenośni, który nie zawsze potrzebuje rzeczowych sprawozdań.

Nawiasem mówiąc, całkiem ładny szort :P.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ileż tu uczuć! Napisałaś o tym, co zazwyczaj umyka w czasie wojny i napisałaś o tym w niezwykły, piękny i bardzo przekonujący sposób.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

AQQ, Blackburnie, bardzo się cieszę, że Tryptyk przypadł Wam do gustu :)

 

Nevazie, dzięki! Całkiem ładnie go zrecenzowałeś ;D

 

Reg, dziękuję! Bałam się, co napiszesz ;) 

 

Werweno, Twój strach był nieuzasadniony i nie mam pojęcia, czym spowodowany…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Respektem ;)

O!

Całkiem niepotrzebnie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo ładne.

Nie do końca zrozumiałem, czy to zjednoczenie z maszyną to metafora, czy rzeczywisty proces. Jeśli to drugie, to brakuje mi wyboru bohatera, jego dylematów – wygląda jakby wszystko było od początku postanowione.

Tak jak kiedyś Tea, przyrzekła mu, że nigdy go już nie opuści, jeśli i on się jej odda

o jeden zaimek za dużo, zrezygnowałbym z pierwszego.

 

Świerszcz w puszce i końcówka – super.

 

 

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Swoją drogą tak tylko wspomnę, że po raz pierwszy w życiu spodobał mi się Baczyński.

Coboldzie, dzięki za wizytę :) Cieszę się, że w ogóle ładne, a w szczególe super ;)

W moim zamyśle zjednoczenie dosłowne (fantastykę kazali pisać ;). Masz rację, tekst traktuje raczej o podjętej decyzji, ale starałam się w pierwszej części pokazać, że nie była łatwa i konflikt wewnętrzny bohatera nadal trwał, a w trzeciej – dlaczego została podjęta. Nie wykluczam, że mogło się nie udać ;) Dziękuję za tę uwagę.

Co do zaimkozy, masz całkowitą rację, zaraz ciachnę.

 

Żonglerko, naprawdę? Ja go ubóstwiam. W takim razie cieszę się podwójnie :))

 

 

 

Hmmm. No i co ja mam napisać?

Rzeknę tylko, że to wybitnie nie moja tematyka – wojna, miłość, granie na uczuciach…

Ale opko napisane ładnie.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finklo, że zostawiłaś ślad nawet niewiele mając do powiedzenia ;) Tak sądziłam, że finklowate to nie jest zupełnie, ale cieszę się, że ładne.

Póki trwała przy siodle, póki patrzyła mu w oczy, póki pozwalała, by milczał, nie znajdując właściwych słów, to wszystko było poza nim.

Tea była dla niego wszystkim, czego nie chciał utracić i właśnie dlatego musiał opuścić. Jej łzy, które wkrótce miały popłynąć, zdawały się topić serce żołnierza. Nic mi po nim, pomyślał, już niedługo nic mi po nim.

Kurde, ciężki ten początek…

 

dalej pójdą ramię w ramię, wprost w szeregi wroga.

Ja bym chyba napisał “na szeregi wroga”.

 

Tak jak kiedyś Tea, przyrzekła, że nigdy go już nie opuści, jeśli i on się jej odda.

Pierwszy przecinek zbędny.

 

Pozwolę ci powieść mnie[+,] gdzie tylko zechcesz.

Tu z kolei przecinek się przyda.

 

Kokpit wypełnił się gazem, ciało w kilka chwil rozpadło się w pył.

Nie wygląda to dobrze. Może: kokpit wypełnił gaz…?

 

Nie potrafił już słyszeć, nie potrafił czuć zapachów, a jedynym[+,] co widział, była pożoga.

Rozważyłbym tutaj przecinek.

 

 

Podobało mi się. Emocjonalne, budzące mnóstwo impresji bardzo trafnym, wręcz precyzyjnym doborem słów w narracji. Lubię takie detale. Może życzyłbym sobie więcej fabuły w tym wszystkim, ale z drugiej strony jakich cudów można oczekiwać raptem po 5k tekstu. :)

 

Ładne, nastrojowe, dobrze ogrywające te świerszcze na różnym poziomie. Historia momentami balansuje na granicy kiczu (motywy wiecznej miłości to hardkor), ale się broni, bo dobrze napisana i bez happy endu.

No i taka postmodernistyczna nuta z wykorzystaniem wierszy poety, który – jeśli to rok 1920, jeszcze nawet się nie urodził ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Słowami ujęłaś wiele przeżyć, przed wszystkim smutek i żal. Szkoda, że tylko nie zostanie ze mną na dłużej. Ale naprawdę piękna literacka impresja do obrazów.

MrB, głównym cudem tego tekstu jest to, że go napisałam ;P

Może uda mi się zrobić coś z tym ciężkim akapit jak będę przy kompie. 

Dzięki za uwagi i za wizytę :))

 

Drakaino, dziękuję. Adrenalina aż kipi przy takim balansowaniu; ) Dobrze, że udało się nie runąć w otchłań. Do roku 1920 nie przywiazywalam się, i jak sądzę po detalach pierwszej grafiki,  jej autor tez nie bardzo ;)

 

Deidriu, dziękuję za czytanie i komentarz :)

 

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ok, to mam komplet jurków :) Czekam niecierpliwie na Wasze opinie.

Hej, fajnie, że napisałaś coś nowego :)

 

Jeśli chodzi o szorta mam jednak dość mieszane uczucia. Z tego co widzę, czytelnicy dzielą się na przynajmniej dwa typy. Jednym zależy, by historia była dobrze opowiedziana (i tym Twoje opko będzie się bardzo podobało, jak myślę), inni chcą po prostu dobrej historii. Jak ja.

Twoja historia, cóż… Nie jest w żadnym miejscu odkrywcza. Gość wyrusza na wojnę i ginie.

Nie znaczy to jednak, że opowiadanie jest złe. Bo piszesz pięknie, obrazowo, poruszająco. Ta końcówka, z cykaniem świerszcza… genialna.

Reasumując – spędziłem miłą chwilę przy tym tekście, choć pod względem treści mnie nie satysfakcjonuje.

 

Trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hej, Hrabio, fajnie że zajrzałeś :)

Cóż, masz rację, trudno się nie zgodzić, że da się tę historię opowiedzieć jednym zdaniem. Pewnie wynika to z tego, że skupiłam się na tym, co dla mnie łatwiejsze – czyli bardziej “jak”, niż “co”. Minusem jest to, że nic w tym odkrywczego, plusem – że coś napisałam i dało mi to motywację do dalszego pisania – może następnym razem opowiem coś bardziej oryginalnego ;)

Dzięki za komentarz!

gdy pośród trzasków z radioodbiornika padł komunikat o kolejnej wielkiej wojnie. Nie miał pojęcia, jak to robiła, ale podejrzewał, że tylekroć zaglądała wprost w jego duszę, że ta nie potrafiła już mieć przed nią tajemnic.

 

Czuł jej wzrok na plecach, gdy przyglądał się pancernej skorupie

Powtórzone “gdy”.

 

Pozwolę ci powieść mnie[+,] gdzie tylko zechcesz.

Przecinek.

 

Zbędny enter po posłowiu na końcu.

 

Trochę niefortunna ta zdrobniała forma imienia Teofili moim skromnym zdaniem. Mi od razu skojarzyła się z “herbatą” w mowie Szekspira.

 

Ogólnie rzecz biorąc ciekawy i dość przejmujący tekst. Spodobał mi się motyw świerszcza i transferu świadomości do mecha. No i ten chłopiec zamykający klapę swego ojca-mecha na końcu, bardzo wymowna scena.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję, Wicked :)

Ha, to rzeczywiście niefortunnie, jak się pod Teofilę podstawi herbatę… może to moja podświadomość się odezwała – dla mnie herbata też jest wszystkim, czego nie chciałabym stracić ;P

Cieszę się, że mimo uwag znalazły się i pozytywy.

 

Zalegam jeszcze z poprawkami sugerowanymi przez MrB, chyba siędę nad analizowaniem ich hurtowo i ze świeższym umysłem, jak się trafi sposobna chwila. 

 Bardzo klimatyczne, nie da się zaprzeczyć. Ładna i ciekawa konstrukcja. Niby gdzieś tam w duszy porusza jakieś struny, ale chyba jednak jak dla mnie nieco za ckliwe. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fajny koncept na utwór, świetny klimat, tylko mam wrażenie, że treść mi gdzieś uciekła bokiem.

Pierwsze dwie części łączą się fajnie, ze skumaniem trzeciej miałem problem. Jakby jej treść nie dotyczyła poprzednich.Znaczy mam pewne podejrzenie, ale niestety nie za bardzo potwierdzone w tekście.

Całość tworzy jednak ładny klimat, tego odmówić nie mogę. Motyw poświęcenia Świerszczy wychodzi fajnie i przepięknie splata się z miłością bohatera do Teofili. Znowuż – gdybym tylko zrozumiał koncept trzeciej części.

Podsumowując: jest pomysł, dwie pierwsze części koncertu fajerwerków rewelacyjne. Ale nie skumałem trzeciej, co popsuło mi odbiór całości. Tym niemniej – bardzo dobry tekst :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

SPOILER ALERT

 

Ależ ten Świerszcz kochał swoją Teofilię! (notabene, Tea to takie niezręczne mi się zdało, w Teosi widzę więcej czułości). I poszedł, dupek jeden, na pewne nieistnienie, żeby tylko obronić ten sad, ten dom, te dzieci.

Ale, kretyn skończony, nie pomyślał, że będą miały równie ciężko jak on.

 

Dziwnie łatwo rozwiązał sobie ten dylemat. Sądzę, że gdyby trzecia część opowiadała właśnie o Świerszczu z punktu widzenia jego dzieci i Teofilii, która gaśnie ze smutku – o, wtedy widzielibyśmy obydwie strony medalu; życie płacące cenę za ofiarę złożoną wszak z miłości. A tak, pamięc-retrospektywa w części trzeciej wzbudza tylko wzruszenie ramion.

 

Ale napisane pięknie i pełne emocji.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Poetyczne i smutne. No i wprawiające w zadumę.

Kolejna piękna odpowiedź na (powiedzmy, że) moje wezwanie. Świetnie widzieć Cię piszącą, Werwenko; świetnie piszącą.

Mówię od razu – treść sama w sobie mnie nie przekonała, bo jej tu zwyczajnie niewiele. A to, co jest… No cóż, może winna temu późna już pora, ale mam wrażenie, że coś mi umknęło. A mianowicie, kwestia tego, z czym Teo dotrzymała słowa: co takiego zrobiła – bądź nie zrobiła – że jej chłop zgodził się zostać maszyną? (Przy czym sam ten motyw też jakoś zupełnie do mnie nie przemówił – trochę za bardzo przekombinowany i może zbyt futurystyczny, a do tego chyba wcale nie niezbędny; sądzę, że udało by Ci się osiągnąć identyczny efekt uciekając się do czegoś bardziej… racjonalnego). No i, skoro ciało Świerszcza się rozpadło, a duch został w maszynie, to skąd Tea i dzieciaki wzięli zwłoki do pochówku?

No, ogólnie, patrząc od fabuły strony, to szału zupełnie bez.

Natomiast wykonanie – mniam!

Co prawda w niektórych momentach poprawiłbym (uprościł w sensie) to i owo, bo kilka zdań wyszło trochę jednak zagmtwanie, ale, kurde, literatura piękna pełną… pełnym licem rumianym. Piękne (powtórzenie, wiem), poruszające zdania, spomiędzy których cicho wybrzmiewa nostalgia, poczucie straty i cały ciężar wojny, to zdecydowanie najmocniejszy punkt Twojego opowiadania. Zresztą nie tylko tego jednego.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Świetny nastrój – ale nie tylko. Cały tekst, pomysł na niego, podział, poetyka – wszystko mi tu gra. No i ten Baczyński – wpasował się idealnie :)

Być może miejscami niemal na granicy zjadliwej tkliwości, ale moim zdaniem jej nie przekracza. Naprawdę piękny tekst, dla mnie jeden z lepszych w konkursie. Przeczytałam w ogromną przyjemnością.

 

Zalegam z odpowiedziami, bo trzymałam się z daleka od kompa.

 

Śniąca, NWM, Cieniu – bardzo dziękuje za jurorskie komentarze i jeszcze raz wielkie dzięki za całą Waszą solidną robotę.

 

Psycho – fajnie, że wpadłeś i w ogóle że do nas wróciłeś ;) Postaram się wkrótce zajrzeć do Twojego wiedźmina.

 

Wilku – to chyba dobry odbiór ;)

 

Sho – dziekuję za bardzo miłe słowa! :)

 

 

Piękne i poetyckie. Szort pełen metafor, a przy tym sam jest jakby metaforą. Może to i ciut ckliwe, ale jak pisać pięknie o miłości bez odrobiny ckliwości?

Urzekł mnie klimat i język. Język bogaty nie tylko zasobem słów, ale i ich doborem. Urzekł mnie styl, literacki na wskroś, poetycki na poziomie wyrażeń, zdań, ich rytmu i brzmienia.

Być może ostatnia część nieco odstaje fabularnie, lecz gdy przyglądam się z boku całości, to jako uzasadnienie postępowania bohatera (zdawałoby się nieco irracjonalnego) dobrze uzupełnia dwie poprzednie.

A połączenie podchorążego z mechem odebrałem dosłownie i chyba zgodnie z zamiarem autorki.

 

I dodam tylko, że świerszcz też zabrzmiał tutaj bardzo ładnie. Pomysłowa perełka w tekście.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cieszę się, że dotarłeś z komentarzem, mr marasie :)

Dziękuję!

Nie czytałem wszystkich mechów, ale z tych, które poznałem, chyba wywarł na mnie największe wrażenie. Piękna historia.

Niezmiernie mi miło, Zygfrydzie :)

Nowa Fantastyka