- Opowiadanie: suzari - ,,Cóż to za świat, w którym Buki mogą bez przeszkód zjadać kogo tylko chcą!?"

,,Cóż to za świat, w którym Buki mogą bez przeszkód zjadać kogo tylko chcą!?"

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

,,Cóż to za świat, w którym Buki mogą bez przeszkód zjadać kogo tylko chcą!?"

 

Kopyta, zapadające się w miękkie błoto. Chrapliwe oddechy wierzchowców. Szczypiący,

wszechobecny mróz. Musimy dotrzeć zanim zacznie się zamieć, pomyślał Brawd, drapiąc się po szczeciniastym policzku. Jadący za nim niewysoki, szczupły mężczyzna wyglądał na wycieńczonego, ale nie chciał postoju. Twarz miał nieprzeniknioną, jedynie usta zastygły w grymasie zawziętości.

Cały Ani, stwierdził rudobrody wiking. Nigdy się nie podda, ale dobrze wie, że beze mnie nie przeżyje tu nawet dnia. Przejechali w milczeniu ostatnie kilka staj.

Robiło się coraz zimniej, odsłonięte palce mrowiły nieprzyjemnie, a po paru dniach spędzonych niemal wyłącznie w siodle miało się ochotę po prostu wyć.

– Ciężka zima tego lata – uśmiechnął się ponuro Ani, poprawiając wiszącą u pasa skórzaną sakiewkę.

– Ale jakim cudem?! Ull nie błogosławi jak dawniej?! – Wiking spiął konia i popędził prosto w mgłę. Samuraj westchnął tylko ciężko i klepnął siwego rumaka.

– Rusz się, Shiro. Brawd sobie bez nas nie poradzi.

***

Kroki. Jeden, drugi, trzeci. Rozlewające się po ciele znużenie. Czas zrobić postój. Wdech, wydech. Nic z tego. Trzeba usiąść. W miejscu, gdzie usiadła, nic już nie wyrośnie. Odpoczywała tak może z godzinę, dopóki nie zmarzły wszystkie niezapominajki. Potem wstała i ruszyła w stronę Dalen. Musiała przynieść zimę.

***

Stał tam i patrzył na nią, wcale nie jak na dziwoląga. Mały, o białym futerku, z sękatym kijem w łapce. Patrzył jak tamten, na morskiej wyspie. Jak Muminek.

Z zadowoleniem oblizała wargi. Dać się oswoić, a potem pożreć oswajającego, co za satysfakcja! Potem przypomniała sobie o zimie. Nie może teraz zjeść tej istoty, za dużo roboty ze oprawianiem i dzieleniem na porcje. Kiedyś nie było z tym problemu, pomyślała. Na przykład podczas wojny. Tysiące gotowych posiłków. Ludzie źle na reagowali na nią i jej dietę, co było o tyle nielogiczne, że sami to jedzenie produkowali. Tysiące ciał. Z rozrzewnieniem wspominała tamte czasy… Muminkopodobne stworzonko zniknęło już w czeluściach swojej norki. I dobrze. Przynajmniej nie będzie wodziło na pokuszenie Nadchodzącej z Mrozem. Tak się nazwała.

Szła, a z każdym jej krokiem przybywało pokrytych szronem łąk, oblodzonych dróg, pól i lasów. Setki sopli zwieszających się z długich gałęzi, oświetlonych blaskiem zachodzącego…

Dość. Tylko wiatr. Tylko mróz. Tylko Buka. Pomknęła przed siebie z oszałamiającą prędkością, a poły spódnicy furkotały, nie zaczepiając się jednak o nic. Oczy Nadchodzącej pałały nieznanym dotąd blaskiem. Szła się zabawić, po raz pierwszy od wieków. Szła stworzyć wieczny śnieg.

***

Czy można nie lubić najchłodniejszej pory roku? Jest przecież taka cudowna. Nadchodząca z Mrozem siedziała na ośnieżonym brzegu i moczyła nogi w strumyku. Tam, dokąd szła, nie budowano mostów. Więc jak przejdzie?

Wielu badaczy pradawnych zjawisk usiłowało odpowiedzieć na pytanie: czy Buka umie pływać? Nie było im dane się tego dowiedzieć. Jeden krok, szybki ruch łapą i wody strumienia rozstąpiły się, pozwalając Buce przejść. Spojrzała z satysfakcją i wymruczała słowa podziękowania. Strumyk zaszemrał tylko w odpowiedzi. Nadchodząca wspięła się na najbliższe wzniesienie i zlustrowała okolicę spojrzeniem zimnych, niebieskawych oczu; choć było słonecznie, nie musiała ich mrużyć – dopasowywały się do każdego światła.

Dostrzegła dwie ludzkie sylwetki, brnące przez oblodzone pustkowie. Wiedli ze sobą wierzchowce, które chyba nie miały już sił na dalszą podróż. Jeźdźcy wyglądali jeszcze gorzej: ten mniejszy ledwo powłóczył nogami, a ten drugi, z dziwną siekierką wystającą znad ramienia, był ranny w bok. Nadchodząca zbiegła z górki i podążyła ku nim. 

***

– Brawd – Ani nerwowo poprawił wodze – tam chyba coś jest.

– Na górce?– wiking osłonił oczy dłonią i wpatrzył się w gasnącą linię horyzontu. – To stwór z lasu, dla nas zupełnie niegroźny. Nie interesują go ludzie – w tym momencie Brawd zachwiał się i spadłby, gdyby go Ani nie podtrzymał.

– Przeklęta rana – wyszeptał wiking – ile jeszcze mil do najbliższej osady?

– Około czternastu – oznajmił pobladły Ani, sadzając przyjaciela na ziemi – nie mógłbyś przejechać ich konno?

– Po tym lodzie? Zapomnij.

– Brawd? Ten stwór z lasu… Kim jest?

– Czemu tak cię to interesuje? – spytał szeptem wiking, leżąc na lodzie z zamkniętymi oczami.

– Bo idzie prosto na nas.

***

Temu pierwszego, z zaradziła szybko. Ot, kilka lodowych kolców. Kiczowato, ale skutecznie. Zahaczył ją wprawdzie toporkiem, ale to nic wielkiego. Przyschnie. Ten drugi, mniejszy, trochę wierzgał, więc musiała użyć pazurów.

Umierając, krzyczał coś o ocaleniu świata, o braciach i wojnie. O towarzyszach broni. Wariat. 

***

Gdzieś w górskiej dolinie, w słabych promieniach zimowego słońca rozwijał się kwiat. Mały, szarawy i niepozorny, tkwił pośrodku tego wszystkiego, zupełnie nie wiedząc kim jest i co go czeka. Narodził się w Dalen, Dolinie Wiecznej Zimy. Wyrósł z maleńkiego, czarnego nasionka. Obok niego, prawie niewidoczna pod śniegiem, leżała zniszczona skórzana sakiewka. Płatki kwiatu wychyliły się ku światłu. I wtedy spadł na niego ciężki, podbity futrem but.

– Żwawiej tam, do kata! – rozległo się na górze – wojna jest! No co tak patrzycie, ćwoki?! Naaprzód marsz! Ten zasrany samuraj miał nam przynieść broń, bardzo groźną. Zwać ją mieli Nadzieją.

Kilkoro żołnierzy nadstawiło ucha. Co to za dziwna nazwa?

– Niestety, wariat ten poległ był rok temu. Wobec tego musimy sobie radzić sami. Jak zawsze. Czy to jasne?!

– Tak jest! – odparł chór podnieconych głosów i dało się słyszeć tupot.

Ucisk zelżał. Płatki kwiatu rozprostowały się, uniósł główkę ku słońcu. W miejscu, gdzie zapuścił korzenie, zawsze będzie zielono.

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam.

 

Przy okazji drobna uwaga – zwróć uwagę w zasadach (i w komentarzach też to jest wyjaśniane) na informacje dotyczące kolejności grafik. Tu masz miks.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca: dziękuję za uwagę, najdalej jutro zmienię kolejność grafik ;)

A wiesz, że Buka raczej nie była taka zła? Finowie, z którymi pracuję, mówią, że bardziej samotna i smutna. Jak to u nich. ;)

Pod pierwszym zdjęciem rozjechało się trochę – drobna uwaga od maniaka justowania i formatowania. ;)

 

Ale jakim cudem?! Ull nie błogosławi jak dawniej?! – wiking spiął konia i popędził prosto w mgłę

Z dużej, bo nie widzę tu nic gębowego (w sensie: ani spiął konia, ani popędził nie jest czynnością wykonaną lub związaną z ustami mówiącego). Jeśli się mylę, to niech ktoś mnie poprawi.

 

Nadchodząca z Mrozem siedziała na ośnieżonym brzegu i moczyła nogi w strumyku. Tam, dokąd szła, nie budowano mostów. Więc jak przejdzie?

Eeee… zamrozi wodę?

(…)

No nie, mojżeszowe rozstąpienie strumyka zepsuło mi fragment.

 

Nadchodząca wspięła się na najbliższe wzniesienie i zlustrowała okolicę spojrzeniem zimnych, niebieskawych oczu. Nie musiała ich mrużyć – dopasowywały się do każdego światła.

Miałaś na myśli odległości, prawda?

 

Temu pierwszego, z brodą, zaradziła szybko

 

Coś mi w tym zdaniu nie pasuje, to zaradzić. Pewnie ktoś mądrzejszy zwróci na to uwagę.

 

Ot, kilka lodowych kolców. Kiczowato, ale skutecznie.

Nie pasuje mi to słowo. Nie w tym tekście i nie w tej sytuacji.

 

ale to nic wielkiego. Przyschnie.

Przymarznie? Czepiam się, ale fajnie byłoby utrzymać pewną konwencję. ;)

 

Spodobało mi się zakończenie, szczególnie to nieporozumienie o nadzieję.

Z drugiej strony wywinęłaś się nim od reszty tekstu i nie bardzo wiem jak umiejscowić ją między wikingami, mięsożerną Buką i wtrąceniami o trwającej wojnie. Nie mogę jej dopasować… bo z nadzieją wyskoczyłaś na samym, samiusieńkim końcu. I wygląda trochę jak doklejona, jak usilna próba zwieńczenia tego szorta. Czytało się okej, ale nie kupiłaś mnie.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Stn: dzięki za uwagi, błędy poprawię. Co do samej Buki, to też jestem zdania, że nie była zła, w końcu udało się ją oswoić ;), jednak taka jej interpretacja bardziej pasowała do klimatu opowiadania. Zresztą, kto tam wie z Bukami? :D

No, z tego co pamiętam było coś z kagankiem, czy tam lampą Muminka? Nie pamiętam już. Zresztą, to dzięki za przypomnienie tej bajki z dzieciństwa. ;)

Nie ma za co, to zdecydowanie moja ulubiona seria książek i bajek, z czasów dzieciństwa rzecz jasna ;) (choć i ostatnio zdarzyło mi się to i owo sobie odświeżyć :D). 

I tak, to była lampa. Naftowa :)

Musimy dotrzeć zanim

Musimy dotrzeć, zanim. Dokąd dotrzeć? Trzeba to zaznaczyć.

 usta zastygły w grymasie zawziętości.

No, nie wiem. Jakoś sztucznie mi to brzmi.

 Przejechali w milczeniu ostatnie kilka staj.

Ostatnie kilka staj – do czego? Nie miałaś aby na myśli, że przez ostatnie kilka staj jechali w milczeniu?

 Ale jakim cudem?! Ull nie błogosławi jak dawniej?!

Hę? To jest zupełne non sequitur.

 Nie może teraz zjeść tej istoty, za dużo roboty ze oprawianiem i dzieleniem na porcje.

Buka tak nie działa – nie pamiętam, żeby kiedykolwiek kogoś zjadła. Ona tylko mrozi, i nie ze złośliwości – po prostu taka jej natura. Nie zwraca też większej uwagi na czas, co wskazuje, że nie musi jeść (gdyby musiała, robiłaby się głodna).

Ludzie źle na reagowali na nią i jej dietę, co było o tyle nielogiczne, że sami to jedzenie produkowali.

To nie brzmi dobrze. Ludzie się jej bali, ale "źle reagować" jest zbyt bezosobowe i "naukowe" – pasuje może do cyberpunka, ale nie do Buki.

furkotały, nie zaczepiając się jednak o nic

Nie zaczepiając o nic. Gdyby zaczepiły, toby przestały furkotać (i Buka wywaliłaby się na pyszczek).

 moczyła nogi w strumyku

Buka mrozi. To niezależne od jej woli. Wodę też zamraża (pamiętasz, jak sobie zrobiła lodową łódkę?) – mogłaby tu zrobić most, zamiast się dogadywać ze strumykiem, co też nie leży w jej naturze. Buka z niczym nie potrafi się dogadać. To nie czyni jej złą – ale niesamowitą.

 dwie ludzkie sylwetki

O, nie. Nigdy nie pisz "sylwetki", jeśli możesz tego uniknąć. Mogła na przykład zobaczyć: dwa czarne punkciki pośród bieli.

 Wiedli ze sobą wierzchowce

Forma musi się zgadzać – jeśli dwie sylwetki, to wiodły (widzisz, czemu te sylwetki nie pasują?). Albo możesz napisać: Ludzie prowadzili ze sobą…

 Jeźdźcy (…) mniejszy ledwo powłóczył nogami

To jechał – czy szedł?

zbiegła z górki i podążyła ku nim

Można skrócić: zbiegła z górki prosto w ich stronę.

poprawił wodze

Co zrobił?

 zachwiał się i spadłby

Spadłby z konia, ale z tego, co dalej, wynika, że idzie pieszo. W takim razie – upadłby.

Ten stwór z lasu… Kim jest?

Stwór raczej "czym", niż "kim". I wiking leży na lodzie, czy na ziemi? Czy na oblodzonej ziemi?

 Temu pierwszego, z zaradziła szybko.

Przepraszam, co to ma być?

 Kiczowato, ale skutecznie.

Nie wiem, czy "kiczowato" jest tu właściwym słowem.

 No co tak patrzycie

No, co tak patrzycie.

 Zwać ją mieli Nadzieją.

Nagły wysoki ton. Zgrzyt.

 wariat ten poległ był rok temu

Dziwnie to brzmi – gramatycznie jest poprawne, ale coś tu nie gra. Poza tym – skąd on wie, że wymieniony wariat poległ? Jeśli po prostu nie dotarł do wioski, nie wiadomo, czy np. nie wrócił do domu.

 chór podnieconych głosów

Podnieconych perspektywą utraty głów i innych kawałków?

 

Przyzwyczaiłaś nas do lepszych tekstów, carissima. Jako fanfik dzieło się nie broni (Buka nie jest moralnie zła, tak, jak mróz nie jest zły), jako filozofia – też nie bardzo. Kwiat jest ładny, ale po pierwsze – za mało go, a po drugie – wyrasta znikąd. Nie zapowiedziałaś go wcale: Ani ma przy pasku tę sakiewkę, dobrze, ale do końca nie wiemy, co sakiewka zawiera. Chłopcy jadą do wioski, ale nie wiemy, dlaczego (poza tym, że są ranni i potrzebują pomocy). I jeszcze uwaga techniczna – nie wklejaj tytułu w cudzysłowie – trochę to dziwnie wygląda. Oraz uwaga filozoficzna – książki dla dzieci bywają lepsze od tych “dorosłych”, a snobowanie się na “dorosłe” rozrywki jest cechą bardzo niedojrzałej młodości. Nie wstydź się, że lubisz Muminki – jesteś wśród swoich :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino: tak coś czułam, że lepiej się sprawdzam w tekstach humorytycznych :(. No ale cóż – będę pisać, pisać i jeszcze raz pisać ;). Może coś z tego będzie.

Co do tytułu w cudzysłowie to wpisałam go tak, ponieważ jest to cytat z mojego ulubionego kubka :D. A Muminków się absolutnie nie wstydzę ;) – przeczytałam je, że się tak wyrażę, wzdłuż i wszerz, a, jak napisałam powyżej, czasem lubię do nich wrócić.

A ciekawiło mnie, czy ktoś skusi się na Muminki…

 

Cóż, dziwaczne połączenie, ale szacun za próbę, choć moim zdaniem wyszło tak średnio. Kombo wikinga i samuraja mnie wręcz drażni, ale przeboleję. Niekiedy plączesz się w pisaniu dłuższych zdań. Buka wyszła niewzruszona, ambiwalentna wobec śmierci, co dodaje jej potworności. Widać słusznie się jej bałam za dzieciaka… :<

 

Podzielam fascynację zimą, której opisy czytało mi się zdecydowanie najprzyjemniej. Ta zima to ostatnio wszędzie, zgaduję, że wszystkim za gorąco ;)

 

 

tak coś czułam, że lepiej się sprawdzam w tekstach humorytycznych

Nie każdy ma do nich talent. Uszy do góry!

Buka wyszła niewzruszona, ambiwalentna wobec śmierci

“Ambiwalentny” = “dwuwartościowy, dwuznaczny”. Ta konkretna Buka ma do śmierci bardzo jednoznaczny stosunek.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Wydaje mi się, że za dużo wątków upchnęłaś w tym opowiadaniu, przez co wciąż się gubiłam i szczerze mówiąc nie bardzo wiem, o co chodziło. Jakoś słabo mi to wszystko do siebie pasuje.

Nie czytałam wcześniejszych komentarzy i nie wiem, czy błędy, które znalazłam już ktoś wcześniej wynotował. Jeśli się powtarzam, to sorry.

Nie może teraz zjeść tej istoty, za dużo roboty ze oprawianiem i dzieleniem na porcje.

Ludzie źle na reagowali na nią i jej dietę, co było o tyle nielogiczne…

Temu pierwszego, z zaradziła szybko.

pierwszemu

I jeszcze tu się zatrzymałam:

Kopyta, zapadające się w miękkie błoto. Chrapliwe oddechy wierzchowców. Szczypiący, wszechobecny mróz.

Skoro był mróz, to skąd to błoto? Kopyta to im się raczej ślizgały po lodzie.

Później jest jeszcze fragment, gdzie Buka zastanawia się, jak przejdzie przez wodę, ale skoro wszystko wokół niej zamarza, to jaki problem?

Poza tym czytało się w miarę dobrze.

Hmmm. Mam wrażenie, że clou tekstu mi umyka. Ale co zrobić, nigdy nie lubiłam Muminków. Obiło mi się o uszy, że Buka to coś strasznego, ale reszty artefaktów nie rozpoznaję.

Ludzie źle na reagowali na nią i jej dietę,

Za dużo na.

Temu pierwszego, z zaradziła szybko.

Tu też się coś posypawszy i nadmiar się zrobiwszy.

Babska logika rządzi!

Szło całkiem fajnie zanim obie ścieżki nie spotkały się. Zakończenie jakby wciśnięte “na siłę”. Trochę literówek, ale ogólnie na plus.

Nie kupuję tego opowiadania. Nawet nie jestem pewna czy je załapałam.

Też niestety mi jakoś nie zaskoczyło. To połączenie wydało mi się nazbyt abstrakcyjne.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nie zrozumiałam opowiadania, a najbardziej duetu wiking i samuraj.

 

Po­mknę­ła przed sie­bie z osza­ła­mia­ją­cą pręd­ko­ścią, a poły spód­ni­cy fur­ko­ta­ły… –> Mogła furkotać spódnica, ale nie jej poły, jako że spódnica nie ma pół. Poły może mieć np. płaszcz.

Za SJP PWN: poła «dolny fragment jednej z dwóch części ubioru rozpinającego się z przodu»

 

– Na górce?– wi­king osło­nił oczy… –> Brak spacji po pytajniku.

 

Kil­ko­ro żoł­nie­rzy nad­sta­wi­ło ucha. –> Czy wśród żołnierzy były również panie? Jeśli nie, zdanie winno brzmieć: Kil­ku żoł­nie­rzy nad­sta­wi­ło ucha.

Kilkoro to towarzystwo mieszane, składające się z kobiet i mężczyzn.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak po prawdzie, to wiking z samurajem są na obrazku (wiking z przodu, samuraj w ogonie). Pewnie dałoby się tego samuraja jakoś uzasadnić, gdyby człowiek bardzo chciał.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Jestem wzrokowcem i nic na to nie poradzę, tym samym na to, że dla mnie główną grafiką jest pierwsza. Kosztuje mnie więcej energii, żeby pamiętać, że to nie wiking z samurajem są osią opowieści. A za utrudnianie jurorowi pracy…

Co do opowieści, to mam parę wątpliwości. Lekkim zaskoczeniem jest kwiat, do którego trop zostawiłaś moim zdaniem nieco za słaby, to jedno. Drugie to Buka. I nawet pominę jej jadłospis (ok, przyjmuję, że w Twojej wersji świata taka jest i już), ale nie kupuję rozstąpienia się wody strumienia. Skoro niesie zimę i mrozi wszystko wokół, to logiczniejszym wydaje się, żeby pokryła strumień warstwą lodu, po którym by przeszła.

 

PS. A ja Bukę w dzieciństwie lubiłam :) Ona i Włóczykij to moje dwie ulubione postaci z bajki o Muminkach. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ha, czekałem na tekst oparty o ten rysunek!

Sam tekst jednak aż tak nie porywa. Jest Buka i wspomina o Muminkach… By zaraz potem dodać coś o wojnie. Są też wikingowie. Nie pamiętam już książek o tej fantastycznej krainie, ale czy tam faktycznie były takie mieszanki? Nie powiem, taka mieszanka trochę mi przeszkadzała.

Sama treść i zakończenie mocno nie zapadają w pamięć. Do tego chrzęszczą niektóre słowa – choćby Buka myśląca o "kiczowatości" kolców. No trochę to wytrąciło z imersji.

Podsumowując: koncert fajerwerków przyzwoity, ale mnie nie chwycił. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nie podobało mi się, niestety. To znaczy wykonanie, pomimo paru literówek, nawet by jeszcze uszło, a i styl zupełnie zajmujący, jednak fabularnie – słabiutko. Mam wrażenie, że po prostu wzięłaś dwa obrazki, które Ci się podobały, po trochu je opisałaś, a po trochu próbowałaś złączyć ze sobą jakąś klamrą, ale zupełnie zabrakło Ci na to pomysłu. W efekcie mamy tekst logicznie niespójny, poniekąd nawet dziurawy, a przez to albo o niczym, albo zwyczajnie niezrozumiały.

Nie wiem więc: kim byli kolesie brnący przez zimowe knieje, skąd się tam wzięli i jaką faktycznie mieli misję, o jakiej wojnie mowa i czym była Nadzieja, skąd wzięła się Buka, czego w sumie chciała, dokąd dążyła i dlaczego zaatakowała tych ludzi, skoro ponoć się nimi nie interesowała.

Generalnie, co przykro mówić, nie składa mi się to w żadną sensowną, albo chociaż spójną całość, więc i satysfakcja z lektury znikoma.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Jest tutaj pewien dysonans, który jest siłą opowiadania. Dwie skrajne rzeczywistości niemożliwe do zestawienia, ba! koegzystencji. Z jednej świat bardziej nam znany, oparty na wartościach bliskich człowiekowi, takich jak nadzieja i drugi, zupełnie obcy kontekstowo do wydźwięku poprzedniego.

Ale kto dzisiaj lubi i doceni takie eksperymenty?

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny :)

 

Ps. Pisz i się rozwijaj. Potencjał jest.

 

 

Dziękuję wszystkim za opinię. Zdaję sobie sprawę, że opowiadanie nie do końca mi wyszło i postaram się, żebyście następnym razem mieli większą satysfakcję z lektury ;).

 

Nowa Fantastyka