- Opowiadanie: wisielec - Szpital

Szpital

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Szpital

Znalazłszy się w nocnym zaułku na tyłach szpitala, przeczuwałem tajemnicę, ukrytą za okratowanym oknem. Rury ciepłownicze dyszały parą przez nieszczelne spojenia. Zbliżyłem twarz do brudnej szyby.

Zwaliste sylwetki pielęgniarzy górowały nad basenem wypełnionym zielonkawą wodą. Spoglądali w taflę zbiornika i zapisywali obserwacje w wodoodpornym notesie. Nie spostrzegli mojej twarzy przez zmętniałe szkło, na tle nocnego mroku.

Przeczuwałem, że w kadzi kryje się koszmar i wiedziałem, że muszę zobaczyć go na własne oczy. Odczekałem, aż białe kitle pielęgniarzy znikną w korytarzu. Pchnąłem uchylne okno, pokonując opór przerdzewiałych zawiasów. Znalazłem się w środku.

Podłogę wyłożono mozaiką zielonych kafli w barwie morskiego glonu. Podświetlona woda rzucała ruchome, mesmeryczne cienie na sufit. Powodowany ćmią fascynacją, stanąłem przed pojemnikiem.

Nadzy ludzie, zanurzeni w zielonkawej cieczy, nie odwzajemnili mojego spojrzenia. Spali, oddychając powietrzem podawanym przez tlenowe maski. Paszcze wenflonów wgryzały się w przeguby łokci. Purpurowe wybroczyny rozlewały się wokół ukąszeń plastikowych pijawek. Odarte z ubrań ciała były pękate, pomarszczone, obsceniczne. Kojarzyły się z wieprzowymi półtuszami zanurzonymi w solnej zalewie.

Trwałem, zahipnotyzowany ohydą. Nie usłyszałem sanitariusza, gdy zbliżał się do mnie. Zobaczyłem w wodnym odbiciu, jak wyrasta nad moim ramieniem. Poczułem użądlenie strzykawki na szyi. Osunąłem się w sen.

Śniłem o locie przez kosmiczną pustkę. Mijałem obojętne gwiazdy i pajęcze mgławice. Bałem się.

Gdy odzyskałem przytomność, byłem nieważki i otulony ciepłą cieczą. Otworzyłem oczy. Wizja była drżąca i zniekształcona przez warstwę wody. Nad basenem konferowali pielęgniarze w kitlach. Spod białych kołnierzy wyrastały rybie głowy. Zamknąłem powieki, by nie dostrzegli mojego przebudzenia. Gdy odchodzili, słyszałem stłumione kroki. Zostałem sam pośród oddychających worków mięsa, oplątanych kablami.

Wyrwałem z żył chciwe kiełki igieł i ściągnąłem z twarzy plastikową maskę, przezroczystą jak meduza. Wypłynąłem na powierzchnię. Byłem słaby, straszliwie słaby. Wyczołganie się na krawędź basenu stanowiło ogromny wysiłek.

Gramoląc się na czworakach, ujrzałem swoje odbicie w wodnej tafli. Moje ciało było ciałem starej kobiety. Strąki siwych włosów okalały skurczoną twarz. Ogarnęła mnie trwoga. Podniosłem się niedołężnie na nogi i pobiegłem na oślep w ciemny korytarz. Mlaszczące kroki zostawiały mokre ślady na mozaikowej posadzce.

Błądziłem po omacku, dotykając dłonią ściany. Wreszcie ujrzałem w oddali krąg ciepłego światła. Z trudem przestawiałem nogi. Starcze członki poruszały się pokracznie. Mimo to zbliżałem się do źródła blasku, z każdym krokiem cel rósł w moich oczach. Widziałem bardzo źle, wzrok miałem nieostry.

Dotarłem do kresu korytarza. Jarzeniowa lampa wydobywała ze szpitalnego mroku recepcję i przeszklone drzwi głównego wyjścia. Były zamknięte. Za blatem siedziała młoda kobieta w uniformie. Podniosła się na mój widok.

Zacząłem tłumaczyć, że porwano mnie i uwięziono w ciele starej kobiety. Opisałem kadź pełną uśpionych pacjentów i błagałem recepcjonistkę, by wypuściła mnie na zewnątrz.

W połowie nieskładnej spowiedzi zdałem sobie sprawę, jak wyglądam i jak brzmią moje słowa. Bezradność zrodziła się u nasady czaszki, rozłała po ciele, ścisnęła krtań. Drżałem, nagi. Na twarzy odźwiernej malowała się pobłażliwa troska.

Wtedy rozległ się trzask przełącznika i odległy segment korytarza za moimi plecami został rozświetlony. Jarzeniówki zapalały się sekwencyjnie coraz bliżej recepcji. Mrugały stroboskopowo przy rozruchu, jakby nadawały wezwanie o pomoc alfabetem Morse’a.

Wraz ze światłem zbliżali się pielęgniarze. Idący na czele trzymał w dłoni strzykawkę. Z igły spłynęła kropla tłustej cieczy.

Krzyczałem.

 

Koniec

Komentarze

Powiem ci, że tym razem mnie nie ruszyło. Napisane oczywiście tak samo świetnie, jak poprzednie teksty, tu nie ma się czego przyczepić. Natomiast temat, który tym razem wziąłeś na warsztat, jest niesamowicie oklepany i nie dodałeś swoim tekstem nic nowego w tej materii.

ironiczny podpis

Wiem, że to wtórne. Jak zatrzegłem w przedmowie, opisałem własny sen. Z szacunku do lorda Hypnosa niczego nie zmieniałem. Uwierz mi, że kiedy się wybudziłem, byłem przerażony. 

Urzekła mnie uporządkowana struktura tej migawki. Poza epizodem lotu przez kosmos, sekwencja wydarzeń była niesamowicie logiczna.

Przykro mi, Wisielcze, że miałeś koszmarny sen, ale mam nadzieję, że już się z niego otrząsnąłeś i wróciłeś do równowagi.

Na mnie, niestety, Szpital nie zrobił żadnego wrażenia, bo tak się składa, że wyjątkowo nie lubię opowieści będących opisaniem cudzych snów. Tuszę, że Twoje przyszłe opowiadania okażą się znacznie ciekawsze.

 

Pod­ło­gę wy­ło­żo­no mo­zai­ką zie­lo­nych kafli w bar­wie mor­skie­go glonu. –> Jednego glonu?

 

Bez­rad­ność zro­dzi­ła się u na­sa­dy czasz­ki, roz­ła­ła po ciele, ści­snę­ła krtań. –> Literówka.

 

Na twa­rzy odźwier­nej ma­lo­wa­ła się po­błaż­li­wa tro­ska. –> W szpitalach chyba nie ma odźwiernych.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, horrorowato jest ;)

Wyrzuciłabym w ogóle informację, że to sen, to od razu jakoś tak źle nastawia do czytania, sugeruje, że będzie nudno i bez sensu. A tutaj w sumie mamy fajny obrazek: człowiek nagle znajduje się w dziwnym i przerażającym miejscu, szuka pomocy i jej nie znajduje.

Mnie się podobało :)

Takie wiersze człowiek pisze, jaka go muza zaszczyci. Serdeczne dzięki za lekturę i łapankę ;)  Zgodnie z sugestią wyrzucam genezę szorta, rzeczywiście nastawia negatywnie do dalszego czytania.

Podłogę wyłożono mozaiką zielonych kafli w barwie morskiego glonu. –> Jednego glonu?

Istnieje tylko jeden Glon. Posiada wspólną jaźń i rządzi światem z ukrycia. Tak poważnie,  to jeżeli coś może być w kształcie gruszki albo w kolorze nieba, to chyba może też mieć barwę glonu ;)

Na twarzy odźwiernej malowała się pobłażliwa troska.

Rzeczywiście, trochę niefortunne słowo. Czasami w pogoni za bogactwem językowym zapędzam się na manowce.

 

Tak poważnie,  to jeżeli coś może być w kształcie gruszki albo w kolorze nieba, to chyba może też mieć barwę glonu ;)

Gruszki różnych gatunków mają ustalony, podobny kształt i trudno pomylić je z innymi owocami. Natomiast niebo, takie jakie my widzimy, jest niebieskie. Jeśli zobaczymy nad sobą inne barwy, to znaczy, że błękitne niebo jest zakryte chmurami. Chmury mogą mieć różne kolory.

Natomiast glony są różne – mogą mieć różne kształty i różne barwy, niekoniecznie zielone, że wspomnę o krasnorostach czy brunatnicach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Glon to, czy…glątwa?;)

Oczywiście masz rację, Reg.

Wieczne światło niebieskie, i ty, płodna ziemi, i ty, morze głębokie, wszyscy bogowie wysocy i niscy, biorę was na świadków, że przykro mi z powodu tego wybryku. 

Nie jestem Mojżeszem i nie każde moje słowo zasługuje na utrwalenie w kamieniu. ;)

Wisielcze, cieszę się, że nie jesteś Mojżeszem, ale zastanawiam się, kto odczyta i zrozumie Twoje słowa, jeśli nie wszystkie zostaną utrwalone… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nieźle napisane, ale niestety mnie nie chwyciło. Część winy leży we wspomnieniu snu – zawsze, gdy się pojawia, ujmuje mi nieco z napięcia. Reszta jednak jakoś nie zaskoczyła. Pewnie kwestia gustu. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mogę tylko podpisać się pod poprzednikami. Do warsztatu trudno się specjalnie przyczepić, niektóre zwroty bardzo mi się spodobały (”ćmia fascynacja”, “chciwe kiełki igieł”), jednak w sumie tekst nie zrobił na mnie większego wrażenia. Tak to już chyba ze snami jest – mogą wydawać się fascynujące, gdy się je pamięta i opowiada znajomym, jednak podane jako opowiadania… Jako czytelniczka po prostu nie odczuwam emocji towarzyszących Twojemu snu, więc i tekst nie działa.

No ja się też fabułą trochę rozczarowałam, bo klimat jest fajny. I moim zdaniem, “z szacunku do lorda Hypnosa”, to powinieneś to pociągnąć dalej. Zagadka jest wystarczająco intrygująca.

 

Za to bardzo podoba mi się soczystość tekstu pod względem języka. Może miejscami jest lekko męcząca, ale ogólnie mocno buduje wcześniej wspomniany klimat. Świetnie rysujesz obrazy i oddajesz emocje. Poza rozwinięciem fabuły, niczego temu tekstowi nie brakuje.

www.herbatkauheleny.pl

Dzięki za lekturę i komentarz. Zgadzam się z Wami, że szort udał się niespecjalnie. Nie jestem z niego zadowolony.

Ćwiczę warsztat i staram się pisać jak najczęściej, a tamtego wieczora nie miałem w głowie dobrego materiału, więc postanowiłem spisać sen. Cieszę się, że dostałem dobre noty za język ;)

Serdecznie zachęcam do rozpakowania tego szorta:

http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20778

Klimat podobny, lecz treść bardziej przemyślana. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Dobrze i obrazowo napisany, zgrabny szort. Brakuje mu jedynie jakiegoś akcentu, smaczku – sam nie wiem czego – wyróżniającego nad wszelakie rzeczy w tym klimacie. Ale ogólnie jest naprawdę dobrze.

Przyznam szczerze, wisielcze, że szalenie – dobre słowo, nie? – spodobał mi się Twój tekst. Poczułem nawet przy zakończeniu dreszcz grozy. Zerknę koniecznie do Twego piórkowego tekstu.

Tutaj styl pisania wybitnie mi odpowiada, a słowa takie jak “mesmerycznie” czy “stroboskopowo” wybitnie mi leżą.

Niesamowity jest konflikt osobowości głównego bohatera, no właśnie… bohatera, bohaterki?

Następnie nasuwają się skojarzenia: alzheimer, parkinson, a może jednak “eksperyment inferno”?

Czy to jej się śni? A może to jemu zmienili płeć, zmieniają i umysł?

I brak pomocy ze strony recepcjonistki na końcu. Brawo! Lubię klimat grozy zmieszany z błyskotliwą narracją!

Zostawiam klika do biblioteki i zapraszam do mnie :)

Mój “debiut”, bo już kiedyś tu publikowałem, też był horrorem z konfliktem płci i osobowości :P

Ciekawa jest też gra słów w tym tekście. Twój nick wisielec. A w wodzie (płynie homeostatycznym?) – topielce.

Brrrrrrrrrrr….

 

Hmmm. Mnie też nie urzekło. Sen najciekawszy jest dla śniącego, dla reszty świata znacznie mniej.

Też zastanawiałam się na barwą glonów – krasnorosty, algi nori, kiedyś jadłam coś przezroczystego, prawie czarne też się trafiają…

Ale napisane ładnie. I motyw pielęgniarzy wrzucających zdrowych ludzi do kadzi ma potencjał.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka