- Opowiadanie: wisielec - Devil's cut

Devil's cut

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Devil's cut

Cormac McAlpin zrewolucjonizował produkcję whisky. Opowiadał o tym inwestorom, oprowadzając ich kratownicowymi chodnikami po dziale produkcyjnym rodzinnej gorzelni.

– Wszystkie kroki tradycyjnego procesu odbywają się na miejscu, pod okiem mistrzów. Słodowane ziarna jęczmienia suszą się nad paleniskami opalanymi torfem. Dzięki temu końcowy produkt uzyskuje charakterystyczny, dymny aromat.

Złoty rolex błyszczał pod mankietem marynarki, gdy pionier gorzelnictwa gestykulował w czasie wykładu. Podążający za nim biznesmeni rozglądali się ciekawie po wnętrzu hali przemysłowej. Większość z nich pochodziła z Japonii i Tajlandii.

Od pieców bił żar. Odziani w białe kitle pracownicy rozkładali ziarna równomierną warstwą na płytach grzewczych.

– Następnie słód zalewany jest wodą o temperaturze sto pięćdziesiąt dwa koma sześć stopni. Woda pochodzi ze źródeł głębinowych Ainglidheach Ban-ogha. Na mocy umowy z roku tysiąc dziewięćstet drugiego, gorzelnia McAlpin’s posiada wyłączność na korzystanie. Nowo powstały zacier fermentuje w kadziach…

McAlpin pocił się pod pachami i w dole pleców. Przemawiając, studiował jednocześnie twarze swego audytorium. Fizjonomia Azjatów jak zawsze wyrażała uprzejme zainteresowanie, za którym mogło kryć się cokolwiek. Dostojna madame Shinawatra oblizała uszminkowane wargi, bardziej zainteresowana profilem pośladków gorzelnika, niż treścią jego słów.

„Czas przejść do rzeczy, zanim ich stracę”, postanowił Cormac.

– Zakłady McAlpin’s łączą tradycję z pionierskim duchem przyszłości. Zrewolucjonizowaliśmy dwa ostatnie stadia procesu produkcji; leżakowanie i komponowanie.

Zawiesił głos dla efektu. Cisza, która zapadła, była grzeczna, lecz obojętna. „Cholerne manekiny”, pomyślał uśmiechnięty gorzelnik. Piaskowane zęby zrobiły wrażenie na tajskiej matronie, ale poza tym dramatyczna pauza nie odbiła się nijak na postawie słuchaczy.

– Zrezygnowaliśmy ze starzenia trunku w dębowych beczkach. Używamy próżniowych pojemników z politetrafluoroetylenu, produkowanych przez firmę Robbs & Spencer.

Oczekiwał na oddźwięk kontrowersyjnego oświadczenia i tym razem się nie zawiódł. Wśród inwestorów rozbrzmiał szmer zdziwienia.

– Whisky nabiera tradycyjnego aromatu w procesie starzenia. Czy rezygnacja z niego nie wpłynie negatywnie na bukiet? – zafrasował się pan Sanyo Segihara, właściciel trzech gorzelni i znany mecenas sumo.

Cormac tylko czekał na to pytanie.

– Dział badawczy pod kierunkiem noblisty, profesora Sinclair, przeanalizował pięćset najbardziej prestiżowych gatunków whisky pod kątem składu chemicznego. Zdołaliśmy wyizolować frakcje garbników odpowiedzialnych za poszczególne nuty niepowtarzalnego bukietu McAlpin’s. Obecnie uzyskujemy je syntetycznie i mieszamy z destylatem podczas komponowania finalnego produktu. Zapraszam do degustacji.

Gorzelnik skrócił wycieczkę i zaprowadził gości wprost do sali konferencyjnej, gdzie czekały przygotowane próbki. Inwestorzy kosztowali nowego trunku na przemian ze starymi, zapieczętowanymi rocznikami, które Cormac wystawił dla porównania.

Żaden z inwestorów nie był w stanie odróżnić syntetycznie przyprawionego alkoholu od whisky rozlanej z omszałych butelek, napełnionych w połowie minionego stulecia. Dumny pionier zdecydował przybić ostatni gwóźdź do trumny przestarzałych technologii.

– Podczas leżakowania w dębowych beczkach zachodzi dwojaki uszczerbek na objętości produktu. Dwa do trzech procent trunku ulatnia się w skali roku. W przypadku wieloletniego starzenia ubytek staje się znaczący.  Brakująca porcja nosi w branży nazwę „angel’s share”, doli dla aniołów. Wnosząc ze skali strat, niebiańskie zastępy naprawdę lubią wypić.

Ostatnia uwaga zaowocowała salwą śmiechu. Cormac odetchnął w duchu. Obawiał się, że żart może wypaść płasko ze względu na barierę kulturową.

– Druga część wsiąka w drewno beczki, ujmując kolejną porcję bezcennego napoju. Na ten ułamek mówi się fachowo „devil’s cut”, działka dla diabła. Składowanie whisky w pojemnikach z politetrafluoroetylenu pozwala zachować cały produkt dla nas… I naszych klientów. Proces starzenia można całkowicie wyeliminować dzięki syntetycznym garbnikom. Bukiet świeżego destylatu z naszej gorzelni dorównuje klasycznym kordiałom. Oszczędność na przestrzeni magazynowej i rozwiązaniach logistycznych jest niebagatelna. Szczegóły znajdą państwo w przygotowanym konspekcie…

Kiwali głowami. Cormac wiedział, że trafi do słuchaczy na gruncie ergonomii i oszczędności. Był przekonany, że naćpani kaizenem i lean’em Japończycy nawet do toalety chadzali po najkrótszej drodze. Pieniądze stanowiły kwestię drugorzędną, oni po prostu mieli to we krwi.

Gospodarz doprowadzał prezentację do brzegu czując, że słuchacze są już na pokładzie. Zwyciężył. Wiedział, że podpiszą. Pozostało odtańczyć triumfalną sarabandę na pobojowisku.

– Posiadamy technologię, by na zamówienie reprodukować ulubione roczniki na podstawie próbek. Uzyskaliśmy także szereg eksperymentalnych kompozycji, które ujrzą rynek z otwarciem nowego sezonu. McAlpin’s Pioneer, McAlpin’s Bold, McAlpin’s Mauve… Zapraszam do degustacji.

Pili jak oranżadę. Nawet rzucane spod długich rzęs spojrzenia madame Shinawatra, nawet jej niewybredne aluzje i ślady szminki na krawędzi glencairnowego szkła nie psuły mu humoru. Z pewnością znajdą się snobistyczni kolekcjonerzy, gardzący nuworyszowskimi syntetykami. Rydwan historii ruszył jednak z miejsca i nikt nie mógł stanąć mu drodze.

***

O godzinie 22:01 PM UTC Cormac McAlpin, dziedzic gorzelniczego imperium, kontynuator szlachetnych tradycji i zarazem śmiały rewolucjonista, pojechał do domu. Opatrzony bezcennymi podpisami kontrakt został przesłany do kancelarii.

Godzinę później gorzelnia McAlpin zniknęła w kuli ognia. Wybuch porozrzucał odłamki miedzianych alembików w promieniu mili. Nocny stróż, drzemiący w budce przy bramie, ocalał nieprawdopodobnym przypadkiem. Początkowo uznany za zaginionego, został odszukany na pastwisku nieopodal, w towarzystwie pobrzękujących dzwoneczkami owieczek, które znalazły w nim bratnią duszę i otoczyły go białym dywanem. Przesłuchiwany przez policję, nie potrafił powiedzieć nic mądrego. Rankiem wciąż miał dwa promile alkoholu we krwi.

Niemal równocześnie z wybuchem, na antypodach miało miejsce równie ważne zdarzenie. O 6:15 AM SGT zarejestrowana w Singapurze agencja ubezpieczeniowa Schwartzschilda ogłosiła upadłość.

Cormac McAlpin spał do 9:11 AM UTC, w błogiej nieświadomości obu wydarzeń. Wyłączony telefon skrywał gilotynę, która zdekapitowała jego biznes i marzenia. Obudził się w doskonałym humorze, pomimo smaku szminki i podkładu na opuchniętym języku. Rozkleił powieki i sięgnął po puszkę Pandory firmy Huawei.

Cofnijmy się jednak do godziny 22:30 PM UTC. Gorzelnia stała wówczas w ogniu. Dwóch dżentelmenów przyglądało się pożarowi z trawiastego wzgórza.

– Nie będziesz miał przez to kłopotów? – zagadnął rogaty.

Jego rozmówca wzruszył ramionami.

– Hiob też miał anioła stróża.

– Prawda.

– Trony przymkną oko. Lubią przecież wypić.  A ty?

– Na mnie nie patrz, dla mnie robota jak co dzień.

Błękitna eksplozja rozerwała magazyn, gdy płomień dotarł do kadzi z destylatem.

– Bezczelność – prychnął skrzydlaty.

– Nie sądzisz? – ożywił się jego towarzysz. – Trudzimy się dla nich dniem i nocą, a oni kombinują, jak pozbawić nas kapki zasłużonego wytchnienia.

– Przypomina mi się Babel – westchnął anioł.

– Nie smuć.

Kolejny wybuch posłał dachówki w niebo po wysokiej paraboli. Zbombardowały pastwisko wokół rozmówców, ciągnąc za sobą warkocze dymu.

– Co ty tam dałeś? Trotyl? Napalm? Płonie jak Sodoma.

– Wiesz coś o tym, nie? Podkręciłem trochę fizykę.

Zaniepokojone owieczki beczały nieopodal. Niebieskie sfery obracały się w harmonii. Wszystko było tak, jak być powinno.

– Napatrzyłem się. Chodź, wychylimy jednego.

– Zgoda.

Koniec

Komentarze

Masz klik. Dobrze napisane, płynnie się czyta, zakończenie z pomysłem.

Tak sobie tylko myślę, że w dzisiejszych czasach nikt nie oparłby szerokiej strategii inwestycyjnej i reklamowej na odejściu od tradycyjnych technologii. Być może w testach nowy produkt jest taki sam lub nawet lepszy, jednak konsumenci by na to nie poszli. Sztandarowym przykładem jest nowa coca-cola (dokładniejszy opis tutaj).

To jednak tylko luźne spostrzeżenie, a nie krytyka tekstu, który i tak przecież nie jest zbyt poważny :)

ironiczny podpis

Świetny tekst. Zabawny, przewrotny, zaskakujący. Smakuje jak szklaneczka dobrej whiskey. Daję klik pełen uznania. 

Dam klika. Całkiem, całkiem szorcik. Pomysł może nie powala oryginalnością, ale jest sympatyczny, zabawny, a przy tym dobrze zrealizowany i wykorzystany. Może troszkę zbyt wiele zdradza tytuł (dla zorientowanych w temacie to spora podpowiedź). Kompozycyjnie bez zastrzeżeń, może zbyt długi jest wstęp zawierający sporo tłumaczeń technologicznych procesów produkcji whisky. Ale traktując to jako walor edukacyjny, można zaliczyć na plus. Napisane ze swadą, nawet zręcznym piórem. Czyta się gładko i przyjemnie, jeśli coś zazgrzytało to w głównie w trzech miejscach: 

 

McAlpin pocił się pod pachami w i dole pleców​.

(i w dole)

 

Dwa do trzech procent trunku ulatnia się w skali roku.

​(coś tutaj z szykiem zdania nie tak)

 

 

– Posiadamy technologię, by na zamówienie reprodukować ulubione roczniki na podstawie próbek.

​(technologię, która pozwala…)

 

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Sympatyczny tekst.

Faktycznie, jak się pamięta tytuł, to trochę przewidywalne. Nie ma to jak stare, sprawdzone technologie. Woda źródlana rządzi! ;-)

Bardzo fajny dialog na zakończenie.

Babska logika rządzi!

Teraz już wiem, kto dba o tradycję i chroni nas przed pewnymi technologiami. ;)

 

Złoty Rolex błysz­czał pod man­kie­tem ma­ry­nar­ki… –> Raczej: Złoty rolex błysz­czał pod man­kie­tem koszuli

 

Na mocy umowy z roku 1902, wy­łącz­nie go­rzel­nia… –> Na mocy umowy z roku tysiąc dziewięćset drugiego, wy­łącz­nie go­rzel­nia

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

pro­du­ko­wa­nych przez firmę Robbs&Spen­cer. –> …pro­du­ko­wa­nych przez firmę Robbs & Spen­cer.

 

Wśród in­we­sto­rów roz­brzmiał zdzi­wio­ny szmer. –> Nie wydaje mi się, aby szmer mógł się zdziwić.

Proponuje: Wśród in­we­sto­rów roz­brzmiał szmer zdziwienia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ubawiłem się po stokroć, nawet jeśli w momencie w którym bohater wyjaśnił termin “devil’s cut” spodziewałem się diabelskiego wystąpienia gdzieś pod koniec – styl na tyle lekki, naturalny i wprawny że czytanie było naprawdę przyjemne. 

Wyjątkowo satysfakcjonująca lektura. Przeczytałam z przyjemnością. Biblioteka w pełni zasłużona. Pozdrawiam :)

Alleluja, tekst przyjęty przez aklamację. Same pozytywne opinie! Bardzo mi miło.

Miałem wątpliwości co do struktury szorta. “Ekspozycja, ekspozycja, ekspozycja, puenta” nie wyglądało jak przepis na strawny blend.

Sądziłem też, że mogłem kopnąć się w technikaliach – nie jestem specjalistą – i byłem przekonany, że zaistnieje potrzeba wprowadzenia korekt merytorycznych.

Nikt się aż tak nie zna na produkcji whiskacza. Pewnie więcej byś tu znalazł ekspertów od konsumowania. ;-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczny tekst z niezłym rozwiązaniem. Dialog na końcu bardzo mi się spodobał. Do tego szort ma walor edukacyjny ;) Generalnie na plus ten koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dobrze zaplanowany szorcik, chociaż zakończenie można było wyczuć z daleka, jak dobrą łychę ;) Można zastanowić się czy opatentowany sposób tak łatwo wyparlby klasyczną metodę produkcji… Pewnie nie, ale nie można było ryzykować, prawda ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Diabeł – jest, anioł – jest. Wszystko się zgadza. Opisy technologiczne edukacyjne. Przypomniało mi się, jak byłem w podziemiach pewnego polmosu. Starkę tam pędzili w dębowych beczkach, nie whiskacza, ale klimat wrócił ;) Pozostaje obawa, że diabeł, jak to diabeł, coś spieprzył i papiery na rewolucyjne technologie nie zginęły…

Fajne :)

Nowa Fantastyka