- Opowiadanie: wisielec - Quahtla

Quahtla

dla dorosłych? chyba tak wypada oznaczyć

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Quahtla

Bogini mieszkała na szczycie piramidy. Papalotl Quahtla czuł dumę i strach, wspinając się po schodach. Kapłani namaścili go olejem z jojoby i przystroili włosy piórami kwezala. Mięśnie wojownika grały pod natłuszczoną skórą. Obrzezane przyrodzenie ogolono i natarto wonnościami podczas całonocnego czuwania. Nietykalni wyli i lamentowali pod świątynią. Wyciągali ręce, próbując sięgnąć jego nóg. Odpędzano ich kijami.

Bogini dostrzegła go podczas rozgrywek ulamy w dzień Święta Kwiatów. Jaguary z Micatl grały przeciwko jeńcom z podbitego Huastec. Quahtla trzykrotnie przerzucił kauczukową piłkę przez rytualną obręcz. Patrzył z pogardą na pozbawionych ducha przeciwników, którzy oddawali punkty równie łatwo, jak wcześniej poddali miasto. Mecz nie trwał długo. Pokonani kładli głowy na kamień ofiarny, a on zdejmował je z karków uderzeniem obsydianowego miecza. Potem biegł wokół boiska. Dzierżąc kiść trofeów za włosy, prezentował ją widzom  na trybunach i słońcu na niebie. Wówczas poczuł na sobie spojrzenie niewidocznej Bogini.

Powiadano, że jej oblicze przyprawia śmiertelnych o szaleństwo. Opuszczała sanktuarium na grzbietach tragarzy, skryta za parawanem z wikuniowej wełny. Jej wzrok był jak kurara, odbierał siły i zatrzymywał serce. Gdy Quahtla poczuł, jak miękną jego nogi, a plecy oblewa zimny pot, wiedział, że należy oczekiwać kapłana przynoszącego wezwanie.

Nie pomylił się.

Wrócił do domu. Tonalnan przywitała go w progu. Jej twarz była zeszpecona długim płaczem, orzechowe oczy opuchnięte i podkrążone. Skąd wiedziała?

Zjedli razem posiłek. Żona rozlała wino z agawy, które oszczędzali na specjalną okazję. Dotykała jego dłoni, gdy sięgał po jedzenie. Nagimi stopami głaskała jego stopy pod stołem.

Potem patrzył, jak dzieci grają w piłkę. Najstarszy chłopiec, Tlaco, był silny i odważny. „Pewnego dnia może zostać wezwany”, pomyślał Quahtla. Odepchnął od siebie grzeszną nadzieję, że syn uniknie wzroku Bogini.

Nocą przyszła do niego Tonalnan i kochali się po raz ostatni. Była piękna jak nigdy, pachniała kosztownymi wonnościami z Sinaloa. W inny dzień Quahtla zganiłby żonę za niepotrzebny zbytek, ale teraz nie miało to już znaczenia. Piła z jego ust pocałunki jakby były odtrutką na zabójczy jad. Pieściła dłońmi i ustami każdy skrawek jego ciała.

– Pamiętaj mnie – zaklinała go szeptem.

Zaczęła szlochać dopiero, gdy zapadł w sen.

Nazajutrz kapłani rozpoczęli przygotowania. Oczyścili go ogniem i wodą, upuścili złą krew krzemiennym nożem tecpatl. Stał na świątynnym dziedzińcu z uniesionymi ramionami, a starzy mędrcy uwijali się wokół niego jak posługaczki odziewające króla. Wraz z dymem palonych ziół, wciągał do płuc euforię nadchodzącego spotkania.

Ogolony akolita wręczył mu liście koki. Quahtla włożył je do ust i rozgryzł, uwalniając na język gorzki, roślinny sok.

Ruszył po schodach piramidy, myśląc o tym, co go czeka. Powiadano, że Bogini pożera serca wezwanych, by odnowić siły po obcowaniu z wybrańcem.

Rozczapierzone dłonie nietykalnych sięgały ku niemu ze wszystkich stron. Świątynni słudzy trzymali ich z dala uderzeniami pałek.

Stanął na szczycie. Wypluł przeżute liście do podsuniętej miseczki.

– Nie wolno ci spojrzeć na oblicze Bogini, bowiem jest ono święte – powiedział kapłan i zawiązał na jego oczach opaskę z grubej wełny. Kierowany suchą dłonią starca, Quahtla wstąpił do wnętrza sanktuarium. Zostawił za sobą zgiełk świątynnego placu. Kamienne odrzwia zamknęły się ze zgrzytem za jego plecami.

Szedł naprzód po omacku. Tak jak mu nakazano, odliczył dwadzieścia kroków i opadł na kolana. Zamarł z twarzą przy posadzce.

Zbliżyła się do niego z szelestem. Słyszał kroki chroboczące po kamieniu. Poczuł zapach roślinnego rozkładu, bagienną fermentację.

– Wstań – poprosiła łagodnie. Usłuchał.

Zastałe powietrze świątyni poruszyło się i uderzyło go w twarz, jakby wielki ptak rozłożył skrzydła.

– Zbliż się.

Owionął go chłodny, elektryzujący oddech. Włosy zjeżyły mu się na karku i przedramionach. Poczuł dłonie, obejmujące go w talii: dotyk miękkiej poduszki podbicia i pazurów, nakłuwających skórę. Kolejna para rąk chwyciła go za ramiona. Trzecia spoczęła na nagich pośladkach. Bogini pociągnęła go ku sobie, jak kałamarnica oplatająca rybę.

– Obejmij mnie i pocałuj.

Sięgnął niepewnie przed siebie. Pod opuszkami palców odgadł fakturę miękkich piór. Poczuł ich łaskoczący dotyk na podbrzuszu i klatce piersiowej. Utonął w nich. Podniecenie rozlało się po lędźwiach wojownika. Pocałunek Bogini wypełnił jego usta.

Był bezradny jak mysz w szponach orła i bezpieczny jak dziecko w matczynym łonie. Gorące nasienie wylało się z niego wraz z duszą.

***

Tonalnan przedzierała się przez tłum pustych skorup. Nietykalni zalegali na ziemi u stóp piramidy. Żebra przebijały przez cienką skórę, a smród był nieznośny. Niewielu potrafiło znaleźć wolę, by oddalić się od świątyni w poszukiwaniu pożywienia. Przestępowała nad wynędzniałymi ciałami. Wszystkie spojrzenia zwracały się w jedna stronę, jak kwiatostany szukające słońca.

Quahtla siedział na bruku z rozłożonymi nogami. Sprężyste mięśnie zwiotczały, spalona żarem skóra zwisała luźnymi fałdami. Ulicznicy wysmarowali jego twarz gnojem. Tonalnan postawiła miednicę na ziemi. Zamoczyła szmatkę i zaczęła obmywać ciało męża. Pieczołowicie wytarła nieczystości, uważając, by nie urazić poparzeń. Po wykręceniu tkaniny, woda przybrała brunatny kolor.

Quahtla pozwalał się dowolnie ustawiać. Tylko szyja kierowała się ku świątyni, jak łodyga słonecznika. Gdy żona przysłoniła mu przypadkiem linię wzroku, zaczął warczeć jak pies.

Tonalnan włożyła podpłomyk w dłoń męża. Żuł obojętnie. Podała mu tykwę z chichą. Pił, ulewając strużki gęstego napoju na brodę. Gładziła go po głowie. Milczał.

– Spójrz na mnie – poprosiła.

Patrzył na piramidę.

 

Koniec

Komentarze

Dobre, lepsze niż poprzednie opowiadanie. Czytało się bez zgrzytów, tylko nie rozumiem, czemu czasem piszesz obce wyrazy kursywą, a czasem nie. Chyba lepiej byłoby być konsekwentnym i albo wszędzie ją wywalić, albo wszędzie wstawić. No i to chyba również jest szort. Tak czy siak, ode mnie masz klik.

EDIT: jeszcze zamieniłbym ten podpłomyk na końcu na tlaxcalli. Bądź co bądź podpłomyk jest chlebkiem słowiańskim.

ironiczny podpis

Bez ceregieli mieszasz realia środkowoamerykańskie i andyjskie, co ktoś z pewnością może potraktować jako wadę opowiadanej historii. Mnie to aż tak nie przeszkadzało, bo przyjąłem a priori, że stawiasz na elementy fantastyczne.

Przyznam, że całokształt się spodobał. W interesujący sposób przedstawiłeś mizerność człowieka w zetknięciu z boginią, jednak to historia Tonalnan jest najbardziej poruszająca. Jak na niecałe sześć tysięcy znaków, całkiem niezły efekt.

Tylko tytuł niezbyt mi się podoba, mógłby bardziej przemawiać do wyobraźni.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A do mnie to średnio trafia, może przez są zbyt dosłownie cytowanie pewnych elementów, a na dodatek dla nietykalnych pierwsze skojarzenie to Indie i nie jestem w stanie go z głowy wyrzucić. Nie miałam wprawdzie z Mezoameryką do czynienia od czasu studiów, ale nie pamiętam czegoś takiego z kultur mezo– ani południowoamerykańskich, w każdym razie na pewno nie jako ważny element. Próbowałam nawet wyguglać jakiś artykuł na ten temat, ale mi się nie udało. Nie widzi mi się też ta pogarda dla jeńców – też mam wrażenie, że system wartości był pod tym nieco inny od opisanego.

Sama historyjka jest ok, choć kołaczą mi się po głowie teksty o podobnym charakterze, z “Dioklesem” Sienkiewicza na czele ;) Ale wolałabym ją może w sosie bardziej stricte fantasy, niż w niby historycznej cywilizacji, o której mentalności tak dramatycznie mało wiemy i jest tak dramatycznie odległa od naszej. Ale może to skrzywienie zawodowe.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ależ europocentryzm przez Ciebie przemawia ;P. To już król i karczma są stricte fantasy, a sześcioręka bogini i moc odbierająca ludziom zmysły są “niby historyczne” ;) ?

Może autor mógł wybrnąć z tej pułapki, uwypuklając na początku, że miejsce akcji jest zupełnie fikcyjne lub/oraz dodając kilka nieistniejących roślinek albo zwierzątek.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki za lekturę! Cieszy mnie pozytywny odbiór.

Czytało się bez zgrzytów, tylko nie rozumiem, czemu czasem piszesz obce wyrazy kursywą, a czasem nie.

Racja. Chyba uznałem sobie arbitralnie, że niektóre nazwy weszły do języka potocznego, a inne nie. Usunę wszędzie kursywę.

Bez ceregieli mieszasz realia środkowoamerykańskie i andyjskie

Bogini mogła sobie sprowadzić wikuniową wełnę z Peru ^ ^ Na marginesie, zastanawiałem się, czy poprawnie zbudowałem przymiotnik od tego zwierzątka. Nikt się nie przyczepił, więc chyba poprawnie.

Tylko tytuł niezbyt mi się podoba, mógłby bardziej przemawiać do wyobraźni.

Spróbuj go sobie powiedzieć na głos. Wybrałem taki, bo podoba mi się brzmienie imienia. Papalotl Quahtla, pachnie dżunglą.

Sama historyjka jest ok, choć kołaczą mi się po głowie teksty o podobnym charakterze, z “Dioklesem” Sienkiewicza na czele ;)

Dzięki za rekomendację czytelniczą :)

A do mnie to średnio trafia, może przez są zbyt dosłownie cytowanie pewnych elementów, a na dodatek dla nietykalnych pierwsze skojarzenie to Indie i nie jestem w stanie go z głowy wyrzucić.

W Twoich komentarzach pojawia się pewna szczególna kategoria krytyki, do której odniosę się teraz en masse. Zarzucasz wykorzystanie niektórych słów niezgodnie z definicją. Czasami taki zarzut jest na miejscu, ale w przypdku naszych ostatnich dyskusji wydaje mi się chybiony.

Dlaczego?

Niektóre terminy posiadają szerokie i wąskie znaczenie, eksplikandum i eksplikatum. Pierwszego używa się w języku naturalnym, drugiego w literaturze przedmiotu. Beletrystyka korzysta z języka potocznego, poza bardzo szczególnymi przypadkami. Słowa takie jak “lanca”, “król”, “miecz”, “podpłomyk”, “piwo”, “rycerz” mogą odnosić się zarówno do desygnatów spełniających kryteria fachowej definicji, jak i szerokiej kategorii zjawisk spełniających kryteria ogólne.

W powyższym szorcie Quahtla obcinał głowy obsydianowym mieczem. Rzeczony przedmiot wyglądał mniej więcej tak:

https://aztecvault.files.wordpress.com/2016/03/20151217_005738.jpg

Napisałem “miecz”, bo wtedy czytelnik lepiej zrozumie, co mam na myśli. Ta rzecz w żadnym wypadku nie spełnia europejskich kryteriów bycia mieczem. Gdybym napisał macahuitl, wzrok większości czytelników prześlizgnąłby się bez zrozumienia nad nieznanym słowem.

Jeśli się mylę, to obetnijcie mi głowę

Nie widzi mi się też ta pogarda dla jeńców – też mam wrażenie, że system wartości był pod tym nieco inny od opisanego.

Z mojej wiedzy wynika, że jeńców traktowano na poziomie helotów, plus składano z nich ofiary. O Aztekach trochę jednak wiemy, chociaż to, co mówili o nich Hiszpanie należy traktować podobnie jak relacje Rzymian o Hunach.

I ponownie:

dla nietykalnych pierwsze skojarzenie to Indie.

W Indiach są niedotykalni. Skrupulatność to miecz obosieczny. ;]

Mój główny argument przeciw takim zarzutom podałem powyżej.

Ależ europocentryzm przez Ciebie przemawia ;P. To już król i karczma są stricte fantasy

Ależ absolutnie nie. Wszystko może być fantasy, ale mam opór przed dosłownym wykorzystywaniem czegoś, czego kompletnie nie rozumiem, w taki sposób. Nie potrafię tego wyrazić słowami, nie jestem absolutnie zwolenniczką tezy, że nie wolno pisać o rzeczach spoza własnej kultury, ale jednak tu mam wrażenie, że stopień stereotypizacji jest posunięty za daleko. Bierzemy parę szokujących elementów z jednej z najbardziej tajemniczych kultur, żeby napisać tak naprawdę historyjkę, która tej egzotyki nie wymaga. To, co w tym opowiadaniu fajne, czyli spotkanie z boginią, może dziać się w dowolnym sztafażu. Może gdyby nie było tego mieszania, też byłoby mi to łatwiej przełknąć. Tu mam po prostu wrażenie, że wybrano egzotyczne elementy, bardzo mocno osadzone w konkretnych kulturach, bez ich adaptacji do świata fantasy (inspiracja zamiast cytatu) – właśnie nieeuropejskich, żeby było bardziej dziwacznie, obco (toż to postkolonializm w wydaniu czystym! – skądinąd nie jestem również wielką amatorką teorii postkolonialnej, for the record), żeby epatować burżuja. Dla mnie to jest tani chwyt mający uczynić atrakcyjniejszą historyjkę, która obroniłaby się bez niego.

 

Skądinąd fantasy o królach i karczmach zazwyczaj nie lubię za inny rodzaj stereotypów ;)

 

Edit: czytywałam fantasy z Indiami w tle, chętnie przeczytałabym “azteckie” czy “majańskie” czy “inkaskie” czy “olmeckie”. Ale uczciwie właśnie takie, z próbą wejścia głębiej w te kultury, a nie traktowania ich jedynie jako sztafażu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

O Mezoameryce wiem o wiele mniej niż bym chciała. Zainteresowałeś mnie światem, który ująłeś w opowiadaniu i gdyby tekst był dłuższy, o wiele łatwiej bym mogła się oswoić z innością. A tak, nie do końca czuję granice – co jest “zwykłym” fantasy, a co historycznym czy “mythic” fantasy. Ale na pewno pasujesz najbardziej do tej ostatniej kategorii, ale to chyba jasne jak słońce :)

Fajne, bo zasygnalizowany kontekst kulturowy, który jest strasznie ciekawy a mało zagadany.

 

Trochę trudno mi uwierzyć w to smarowanie gnojem, szczególnie, że to nie był jakiś przypadkowy niewolnik, tylko szanowany wojownik, który został wyróżniony przez boginię. 

 

No i gdzieś w połowie mam przez chwilę pełną imersję, co mi się zawsze dziwnie czyta ;D I na dodatek tego wybrańca masz tylko w jednym miejscu, linijka pod linijką, więc tym bardziej bije w oczy.

I would prefer not to.

Zdawałoby się, że to tylko krótka opowiastka o zachciance Bogini, ale zdołałeś w niej pomieścić obraz obcego nam, egzotycznego świata, zwyczajów i ludzi. Nie zastanawiam się, jak wiernym opisane zdarzenie jest odzwierciedleniem dawnych obrządków i ceremonii, ale jestem przekonana, że dramat To­nal­nan jest autentyczny i ponadczasowy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Taki drobiazg, bo ponownie ktoś pisze o obsydianie, najwyraźniej zapominając, że to jest kamień najbliższy krzemieniowi, albo szkłu. Jak się zachowuje ostrze z krzemienia/szkła po uderzeniu w szyję spoczywającą na KAMIENIU? Najpierw przecina cienką tkankę mięśniową na tylnej cześci szyi. Potem trafia w kręgi kostne. Obsydianowy topór by sobie z nimi pewnie poradził, ale miecz? No dobra, dajmy na to, że przeciął i kość. Aby tak się stalo, uderzenie musiałoby zostać zadane z pełną siłą. Czyli – po przecięciu kości i w końcu tkanek z przodu (gardło, tchawica itd), miecz co by zrobił? Ano właśnie – uderzyłby z pełną nadal mocą w kamienny katowski “pniak”. I popękał na kawałki. A obsydian droooogi, nie marnowano by jednego miecza na jedną ofiarę;).

Ach te drobiazgi…. Przez nie wpadali najlepsi szpiedzy i pisarze… ;D

A tu opis owych mieczy z obsydianu. Ewidentnie odrąbywano nimi łby “luzem”, czyli jak to Longinus Podbipięta robił,. lecz do pełnienia roli topora katowskiego (łeb na kamieniu jako podstawce) nijak się nie nadawaly. Dlatego sugestia – a nie moznaby tych ofiar jakoś tak standardowo? Na kamienny ołtarz, rozkrzyzować, obsydianowe ostrze w mostek i ten tego…?;)

I wierniej jakoś, i bez zbędnych blędów…

 

A oto fragmenty opracowania , blog Ryuk, “Cortez i Aztekowie – arkebuzy i obsydianowe miecze”):

 

  1. “Nacisk na unikanie kontaktu z bronią przeciwnika był w przypadku obsydianowych mieczy jeszcze większy niż u ich europejskich odpowiedników, zaś uderzenie w ciało, czy elastyczne tarcze i pancerze nie było destrukcyjne dla drewna i obsydianu.“
  1. “Włócznia, proca, maczuga, atlatl (miotacz strzał) i drewniane miecze z obsydianowymi ostrzami. Ta ostatnia broń zasługuje na specjalny opis, gdyż jest naprawdę niezwykła. Występowała w dwóch wersjach, jednoręcznej (macuahuitl) o długości 70-100 cm, oraz dwuręcznej (macuahuitlzoctli) czasami osiągającej długość nawet wzrostu człowieka. Większość z tych mieczy zapewne wyglądała jak drewniane i płaskie maczugi z przymocowanymi w pewnych odstępach kawałkami obsydianu, czyli dość … niechlujnie. Były jednak takie, które wykonywano z dużo większą starannością, odpowiednio wyprofilowane, zaś obsydianowe ostrza pokrywały głownię na całej długości. Takim mieczami można było bez problemu odrąbać głowę, Hiszpanie zaś twierdzili, że dwuręcznymi odrąbywano koński łeb …”

Jak widać – luzem tak. Na kamieniu – na pewno nie!

Ogólnie przyjemne. Największą zaletą szorta jest klimat, a danie większej ilości znaków by go tylko uwypukliło.

Nieco pogubiła mnie ilość oznaczeń własnych czy prekolumbijskich. Niestety nie za bardzo kojarze ten świat.

Generalnie na plus, sama historia mnie mocno nie poruszyła.

Tymczasowy lakoński król

Podoba mi się. Moja wiedza na temat opisywanego przez Ciebie świata jest znikoma, może dlatego przeczytałam tekst z jeszcze większym zainteresowaniem. I mimo, że opisujesz konkretną kulturę i konkretne zwyczaje, ja interpretuję Twoją historię, podobnie jak Reg, bardziej ogólnie i symbolicznie.

Przyjemna lektura. Ode mnie kliczek :)

Mnie także się podoba, zarówno klimat, jak i sama smutna historia. Niby prosta – w końcu to tylko szort i trudno spodziewać się złożonej fabuły – ale odpowiednio rozłożyłeś akcenty. Tytuł zaciekawił i zachęcił do czytania :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

@drakaina

Zgodzę się, że próby wejścia głębiej tu raczej nie było i teraz lepiej rozumiem twoje argumenty :P. Zainspirowałaś mnie, żeby poszukać czegoś o prekolumbijskich niedotykalnych. Też nic nie znalazłem, ale to, co przeczytałem o pozycji niewolników w kulturze Azteków trochę mnie zaskoczyło.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Interesująca, bo egzotyczna otoczka. Spodobała mi się. Rzucasz dość dużo obcych terminów. Sama nie wiem, czy to wada, czy zaleta. Z jednej strony – pogłębia egzotykę, z drugiej – jakoś płytko to wychodzi. Zmienić parę kluczowych słów i już mamy Spartan albo Polinezyjczyków.

Pod nią przesłania stare jak świat – niebezpiecznie wpaść bogom w oko i faceci się bawią, a konsekwencje ponoszą kobiety.

Babska logika rządzi!

Starałem się świadomie i z rozmysłem używać obcych oznaczeń. Chciałem, by budowały klimat, a jednocześnie nie utrudniały odbioru. Wydaje mi się, że wszystko co stoi w szorcie można wywnioskować z kontekstu.

Zarzut o powierzchownej stylizacji podniosła wcześniej Drakaina. Co mogę powiedzieć? To tylko szort. Starałem się oddać, ile mogłem na tak niewielkiej przestrzeni. Do Was należy ocena, na ile mi się udało.

 

Pod nią przesłania stare jak świat – niebezpiecznie wpaść bogom w oko i faceci się bawią, a konsekwencje ponoszą kobiety.

Najlepiej bawi się Bogini, a wiec kobieta :)

 

Nie wiem, ilu spośród czytelników wyciągnąło taki wniosek, ale w moim zamyślnie “nietykalni” to ogryzki wyplute przez Boginię. Nie wszyscy mają taką dobrą żonę, jak Quahtla.

Bogini to nie człowiek! ;-)

Hmmm. W ogóle nie pomyślałam, że taka jest geneza “nietykalnych”. Też mi się skojarzyli z Indiami, a tamci “dziedziczyli”. Może to kwestia stażu, ale Quahtla wydaje się zachowywać całkiem inaczej niż tłumek pod piramidą.

Ma jędza przerób!

Babska logika rządzi!

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Duh, nie rozumiem zarzutów odnośnie historyczności czy raczej jej braku – zwłaszcza w momencie, w którym opowiadanie oznaczone jest jako fantasy. Jak dla mnie nic nie stoi na przeszkodzie, by traktować świat przedstawiony jako krainę w pełni fikcyjną, a mezoamerykańskie i inne elementy jak inspiracje o różnej sile – bo to jak zarzucać Sapkowskiemu że miecze, owszem, w Europie w XII wieku były, no ale z tymi strzygami to już gorzej i w ogóle to kiepski risercz zrobił i to żadna Temeria, tylko Francja hurr durr. 

 

 A żony bohatera szkoda mi strasznie, ale ja generalnie białorycerzę jako czytelnik. Co nie przeszkadza mi ponownie pochwalić tekstu! 

Bardzo dobre opowiadanie. Zgadzam się z przedmówcami, postać Tonalnan tragiczna. Pięknie to ukazałeś w tak krótkim tekście.

Niezależnie od historyczności czy ahistoryczności, miecz z obsydianu nie jest mieczem z metalu , czy to w krainie prekolumbijskiej, czy to świeie fantasy. A traktowanie go jak stalowego miecza katowskiego, trafiającego na kamień, to lita bzdura.​

Bogini mieszkała na szczycie piramidy. Papalotl Quahtla czuł dumę i strach, wspinając się po schodach. Kapłani namaścili go olejem z jojoby i przystroili włosy piórami kwezala. Mięśnie wojownika grały pod natłuszczoną skórą. Obrzezane przyrodzenie ogolono i natarto wonnościami podczas całonocnego czuwania. Nietykalni wyli i lamentowali pod świątynią. Wyciągali ręce, próbując sięgnąć jego nóg. Odpędzano ich kijami.

Przeszkadzał mi monotonny rytm w pierwszym akapicie, większość zdań na jedno kopyto. Dalej było już lepiej. 

Historia, mimo że prosta i krótka, przypadła mi do gustu. Przedstawiłeś ją obrazowo, bez zbędnych ozdobników. 

Nad tytułem mógłbyś jednak trochę pomyśleć, bo tytułowanie opowiadania imieniem bohatera to lenistwo. 

Obrazowo i klimatycznie. Szybko się połapałem, że chodzi o kultury południowoamerykańskie i choć niektóre elementy chrzęściły, to jednak ogólnie koncert fajerwerków na plus dzięki grze emocji i obrazów.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo dobrze napisany tekst, wciągający w aztecki (?) świat. Jak dla mnie mogłoby być trochę dłuższe (więcej dialogów). Klimat super – od razu stanął mi przed oczyma film Apocalypto.

Dzięki, cieszę się, że przyjęcie jest tak pozytywne ;)

Jakoś  umknęło mi to opowiadanie, przepraszam, że nie odpisywałem na komentarze. 

Nad tytułem mógłbyś jednak trochę pomyśleć, bo tytułowanie opowiadania imieniem bohatera to lenistwo. 

Zanadto mi się podoba, abym go zmieniał :)

Jak dla mnie mogłoby być trochę dłuższe (więcej dialogów).

Masz rację, dobry dialog zawsze ożywia historię.

od razu stanął mi przed oczyma film Apocalypto.

To super :D bardzo lubię film

Zajrzałem! :D

Bardzo dobry do czytania, prosty ale przyjemny tekst. W którymś momencie zacząłem wyczuwać zaskoczenia na końcu… i w sumie je dostałem, ale w faktycznie w formie, której się nie spodziewałem. :D

 

Możesz się śmiać, ale obsydianowy miecz był dla mnie elementem bardziej fantastycznym, niż postać bogini :D “Czy da się stopić obsydian na miecz?”

Ach, te złe złe bóstwa XD Ale nadmiarowa ilość ramion bardzo na plus. I ponownie, nie wiem jak ty to robisz, ale wychodzą ci tak ciekawe, złożone kobiety przy tak małej liczbie zdań XD (albo ja jestem seksistą i każda kobieta ponad zmywanie naczyń to dla mnie fascynujące enigma, kto wie :V).

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

Tak ten miecz wzbudził najwięcej kontrowersji :)

Mówiąc “obsydianowy miecz” mam tak naprawdę na myśli “maczugę” macahuitl, która wygląda tak:

https://aztecvault.files.wordpress.com/2016/03/20151217_005738.jpg

Tłumaczenie niuansów azteckiego oręża wydało mi się zbędne w przypadku tego opowiadania. Nawet, jak sobie ktoś wyobrazi ostrze z obsydianu, to nic się złego nie stanie.

Według relacji Hiszpanów takie miecze z łatwością amputowały członki i głowy, należało tylko uważać, żeby nie walnąć w coś twardego (np drugi miecz).

I ponownie, nie wiem jak ty to robisz, ale wychodzą ci tak ciekawe, złożone kobiety przy tak małej liczbie zdań

Bardzo miło mi to słyszeć :) Poświęcam sporo uwagi postaciom kobiecym i zawsze mam wątpliwość, czy wypadają wiarygodnie.

Podobało mi się bardziej niż mniej, choć też mam wrażenie, że egzotyka i cała terminologia pełnią rolę tylko dekoracji, a tam, gdzie byłoby to zbyt nieczytelne wracasz do terminologii naszej (np. podpłomyk). Trochę szkoda, że ta egzotyka nie pełni jakiejś istotniejszej roli.

Historia w sumie prosta i niezbyt odkrywcza, ale czytało się dobrze. Fajnie, że powstrzymałeś się od opisu bogini, ograniczając się do odczuć bohatera. Relacje bohatera z żoną i tragizm wyboru przez boginię – gdybyś zrobił w tekście to, o czym wspomniałeś, w którymś z komentarzy, tekst zyskałby ciężar dramatyczny i cała historia wybrzmiałaby dużo lepiej. Teraz jest trochę letnio. Chodzi mi o zaznaczenie w tekście kim byli nietykalni – w tej chwili bohater i jego żona odczuwają grozę sytuacji, ale czytelnik nie do końca.

Podsumowując – przyzwoity szort, z nie całkiem wykorzystanym potencjałem.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Świetny tekst :O 

Sztukę zawierania wielu informacji, w zwięzły i ładny sposób opanowałeś do niemal perfekcji. Opis bogini przerażający :O Aż sama czułam, jakbym miała zawiązaną przepaskę na oczach :D.

Gratuluję!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dziękuję za odwiedziny i przychylną opinię!

Co Cię skłoniło do tego, żeby wykopać ten tekst z głębi biblioteki? :D

Sztukę zawierania wielu informacji, w zwięzły i ładny sposób opanowałeś do niemal perfekcji.

Sprawiłaś mi wielką przyjemność tym komentarzem. Staram się pisać prozę skondensowaną i wysokooktanową. Pracuję nad tym, żeby wyeliminować wodolejstwo i rozwlekłość bo uważam, że w prostocie tkwi siła.

Co Cię skłoniło do tego, żeby wykopać ten tekst z głębi biblioteki? :D

polecił mi go pewien jegomość, sugerując, że tak powinno się pisać szorty i żebym się uczyła od lepszych :3. Miał słuszność :D.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Nowa Fantastyka