- Opowiadanie: Borowik - Olejek

Olejek

Napisane godzinę przed końcem czasu, więc na sto procent będą jakieś błędy.

 

PS: Mam nadzieję, że tekst kwalifikuje się jako cyberpunk.

 

Edit: Tekst nie zawiera osobistych przemyśleń autora – jest jedynie próbą ukazania jednej z wielu możliwych wizji przyszłości.

 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Olejek

Telewizja Trwam 7

Na żywo

 

Msza święta o odporność na stres i depresję, dnia 26 kwietnia 2067 roku

 

 

– …i tak, jak dzisiaj wyczytaliśmy w Piśmie, tylko dzięki łasce Bożej osiągnęliśmy wszystko, co mamy i tylko Bóg może nam wskazać drogę! – niemalże wykrzyczał do mikrofonu klecha, ubrany w piękny, przyozdobiony błyszczącymi klejnotami ornat. – Pamiętajcie o tym, moi kochani… o tych słowach pełnych wiary. Tylko Bóg i jego Kościół są prawdą i życiem! – mówiąc to, mężczyzna podniósł do góry palec na znak pewnego rodzaju ostrzeżenia. – Nawet jeśli osiągnęliśmy cud, zwany długowiecznością, nawet jeśli jesteśmy potężniejsi, niż kiedykolwiek wcześniej… to jesteśmy tylko ludźmi. Nie pozbędziemy się swojej natury! Długie życie jest darem, ale i przekleństwem. Depresja, samotność, monotonia… to jedynie kilka z wielu czyhających na nas zagrożeń. Powiadam wam, tylko dzięki życiu we wspólnocie kościelnej uchronicie się przed ogromem trudów, które szatan zarzuca na nas, niczym sieci. Tylko tutaj, w świątyni, możecie się poczuć bezpiecznie i pewnie. Tylko tutaj wasi bliscy będą mogli znaleźć ucieczkę od wszelkiego zła. Powiedzcie im o tym, uratujcie ich przed wieczną i ślepą tułaczką po ziemi. Zaufajcie mi i zaufajcie panu… albowiem jego jest królestwo, potęga i chwała na wieki! Amen…

– Amen! – odpowiedział, niczym echo, zgromadzony w świątyni tłum.

– Powstańmy – rzekł ksiądz i z wprawą, zaczął wykonywać przed sobą znak krzyża. – Ja was błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Idźcie w pokoju, niech Pan was umacnia w wierze i da wam siłę. Pamiętajcie, wszyscy do Niego należymy i jesteśmy Mu winni posłuszeństwo. Pamiętajcie, że musimy ufać Kościołowi, bo tylko on może uczynić nasze długie życie szczęśliwym. Pamiętajcie, aby przed opuszczeniem świątyni… przelać na numer naszego konta bankowego ofiary w wysokości, ufam, co najmniej dwudziestu złotych, na renowację ołtarza. A teraz… idźcie w pokoju…

 

Po tych słowach ksiądz ukłonił się przed ołtarzem, jednocześnie klikając ustawiony obok mszału czerwony guzik. Automatyczne i zmodernizowane organy w jednej chwili zaczęły grać, wlewając tym samym do uszu wiernych piękną, wręcz hipnotyzującą melodię, zaś grube, drewniane ławy powoli zaczęły się rozkładać, odsłaniając przed ludźmi proste w obsłudze konsole elektroniczne. Wystarczyło się jedynie na nich zalogować i wpisać odpowiednią sumę automatycznie przelewaną na już odgórnie wybrane konto. Dla tych zaś, którzy preferowali tradycyjne metody płatnicze, po kościele krążył mały robocik z tacą. Oczywiście odpowiednio zaprogramowany, po przyjęciu wystarczająco dużej sumy świecił się na zielono, jeśli zaś ktoś wrzucił mniej niż sugerowane przez księdza dwadzieścia złotych, wtedy mechaniczny przyjaciel zmieniał barwę na czerwoną.

Podobno miało to być zabezpieczenie przed tymi, którzy zamiast większych nominałów wrzucali na tacę grosze, a przecież wiadomo, że proboszcz nie zamierza bawić się w liczenie małych, powoli wychodzących z użycia, nic niewartych groszówek. Z jednej strony takie “zabezpieczenie” było niedorzeczne i głupie, lecz z drugiej po pewnym czasie stało się normalne i powszechne. W końcu to nie wierni, lecz pasterz wie lepiej, co jest dobre, a co złe.

W zasadzie to świństwo, tak jak i kościelną chytrość, mogłem jeszcze przeboleć, uznać za głupotę i po ludzku olać, ale znajdujący się w przedsionku “ranking najhojniejszych rodzin”, który zawierał również imiona najsłabszych ofiarodawców, i który pojawił się na ekranie zaraz po mszy, był dla mnie kompletnym przegięciem. Chociaż od wielu lat nie brałem czynnego udziału w życiu Kościoła oraz zostałem wypisany z księgi wiernych, to i tak widniałem na nim, jako jeden z “najsłabiej wierzących”.

 

Nic się nie zmieniło, kpina w żywe oczy – pomyślałem z gniewem i nie czekając, wyłączyłem stronę internetową swojej dawnej parafii. Oczywiście po kliknięciu czerwonego krzyżyka od razu pojawił się komunikat pytający, czy jestem pewien swojej decyzji. Kliknąłem „tak”, potem znowu kliknąłem „tak”, potem znowu, a gdy system zapytał mnie po raz czwarty, po prostu wyrwałem wtyczkę z komputera. Nie wiem, czego się spodziewałem, przecież to było do przewidzenia, że mimo moich próśb i listów skierowanych do kurii nic się w kościele nie zmieni.

 

Chociaż urodziłem się w roku dwa tysiące dwudziestym, dokładnie piętnaście lat przed wynalezieniem i dwadzieścia lat przed rozpowszechnieniem tak zwanego „olejku długowieczności”, pamiętałem jeszcze czasy, w których ludzie funkcjonowali zupełnie normalnie, albo przynajmniej normalniej niż obecnie. W odróżnieniu od dzisiejszej młodzieży widziałem jeszcze tradycyjne msze, odbywające się w starych, niezmodernizowanych kościołach. Udało mi się zasmakować odrobiny dawnego świata, musnąłem tę wymarłą już naturalność, o której chyba wszyscy obecnie żyjący zapomnieli. Co prawda nie zdołałem się obyć bez telefonu, czy też samopisaka, który odpowiednio ustawiony potrafił przepisywać całe książki z komputera do zwykłego zeszytu i to pismem niemalże ludzkim, ale i tak nauczyłem się, że technologia nie jest niezbędna do życia. Będąc na studiach, zrozumiałem, że wszyscy żyjemy i funkcjonujemy w błędnym kole. Nieważne jak bardzo jesteśmy rozwinięci, nieważne jak wiele odkryliśmy, zawsze, my ludzie, będziemy tacy sami, i mimo iż potrafimy się doskonale dostosować do nowych czasów, to nie potrafimy się pozbyć swojej chciwości i nie potrafimy opanować własnych uczuć oraz emocji, które kiedyś pewnie staną się naszą zgubą.

 

W roku dwa tysiące trzydziestym piątym, doktor Neil Apostro, przypadkowo odkrył niezwykłą substancję, która uodparnia ludzkie komórki na niemalże wszystko, co do tej pory mogło je zniszczyć – w tym na bakterie, wirusy i toksyny. Zapobiega również starzeniu się i chociaż nie czyni człowieka nieśmiertelnym, to niezwykle skutecznie przyśpiesza regenerację tkanek.

Początkowo rządzący chcieli ukryć istnienie tego niezwykłego preparatu, lecz po pewnym czasie informacja o nim dotarła do mediów, które nagłośniły całą sprawę. Obywatele zaczęli domagać się dostępu do cudownej substancji, co po kilku latach, dzięki zwiększeniu produkcji, zaowocowało jej rozpowszechnieniem.

 

Wszyscy zyskaliśmy czas, który do tamtej pory był bezcenny. Myśleliśmy, że będziemy mieć na ziemi raj, że wszystkie dotychczasowe problemy zniknęły, ale… jakże bardzo się myliliśmy. We wszechświecie istnieje coś takiego jak równowaga – każda zmiana ma swoje plusy i minusy. Olejek dał nam wielkie możliwości, ale chociaż zmniejszył wcześniejsze ograniczenia, to równocześnie stał się powodem powstania nowych. Ludzie nie musieli już płacić na służbę zdrowia ani emerytury, a co za tym szło – zaczęli domagać się zmniejszenia podatków. Oczywiście rząd nie mógł sobie na to pozwolić, dlatego wymyślił nowe, idiotyczne należności – sam olejek długowieczności podrożał do ceny równoważnej połowie pensji przeciętnego zjadacza chleba.

Kościoły i wszelkiego rodzaju duchowni również nie zamierzali czekać. Motyw śmierci i piekła w jednej chwili zamienił się w straszenie depresją oraz samotnością, a także obiecywaniem stałej pomocy i bezpieczeństwa… oczywiście za odpowiednią sumę.

 

Tak, mimo takiego ogromu zmian, pieniądze dalej władały ludźmi, dalej uznawano je za jedyną możliwą drogę, by osiągnąć szczęście i spokój. Bez odpowiedniej gotówki nie można było kupić olejku długowieczności, a bez tego olejku człowiek chorował i umierał – zapomniany przez wszystkich.

Posiadanie dzieci bez wykupienia specjalnego pozwolenia, przez wzgląd na przeludnienie, stało się nielegalne. Zmieniono stawki godzinowe – ja sam, zanim się jeszcze zwolniłem, zamiast wcześniejszych piętnastu złotych, zacząłem zarabiać jedynie pięć. Kazano mi również przedłużyć umowę na następne dwadzieścia lat. No bo w końcu, co to jest dwadzieścia lat, kiedy ludzie zaczynają bez problemu dożywać stu pięćdziesięciu?

 

Od tych rozmyślań rozbolała mnie głowa. Intuicyjnie chwyciłem leżącą obok komórkę i zacząłem przeglądać jej zawartość. Jak zwykle nikt do mnie nie dzwonił, bo… w zasadzie, kto miał? Dziewczyna zostawiła mnie miesiąc temu, gdy odszedłem z pracy. Powiedziała, że nie chce być z kimś, kto nie ma pieniędzy i nie może jej zapewnić pewnego dostępu do olejku długowieczności. Rodzice natomiast już od dawna nie żyli – zginęli w wypadku samochodowym i nie załapali się na nadchodzące “olejkobranie”. Co do przyjaciół i znajomych, to na pewno nie mieliby czasu, żeby się spotkać. Wszyscy, co do jednego, pracowali, by móc sobie zarobić na długie życie. Chyba tylko ja jeden wyrwałem się ze schematu – pomyślałem i szybko przeleciałem wzrokiem swoją pocztę, która była, jak zwykle, przepełniona e-mailami.

 

Jacek, masz 12 nowych wiadomości!

 

@agapożyczki.pl – Jesteś już w dojrzałym wieku, a nie stać Cię na olejek długowieczności? Chcesz nacieszyć się jeszcze długim życiem? Mamy dla Ciebie wspaniałą ofertę…

 

@kościół.com – Człowieku, Bóg Cię potrzebuje! Dołącz do nas! Tylko teraz wpisowe jedynie 500 zł…

 

@urząd.pl – Wzywamy do zapłaty zaległego ubezpieczenia od ziemi, budynków oraz mieszkań. Zapłaty można dokonać przelewem…

 

@urząd.pl – Wzywamy do zapłaty zaległego podatku od olejku długowieczności. Zapłaty można dokonać przelewem…

 

@urząd.pl – Wzywamy do zapłaty zaległego podatku od długości życia. Zapłaty można dokonać przelewem…

 

@urząd.pl – Wzywamy do zapłaty zaległego podatku od posiadania białego koloru skóry. Zapłaty można dokonać przelewem…

 

@fundacja.pl – Wspomóż biednych Afrykańczyków! Podaruj 1% swojego podatku na nowy olejek długowieczności dla głodujących…

 

@andrzej.markowski.com – Hej, siema Stary. Co tam u Ciebie. Mam nadzieję, że dobrze…

 

@partiasprawiedliwości.pl – Masz dość płacenia majątku za olejek długowieczności? My też! Pora skończyć z tymi złodziejami z sejmu! Olejek powinien być darmowy, dla wszystkich! Zagłosuj na nas w przyszłych wyborach, a obiecujemy, że…

 

@praca.com – Szukasz pracy? Lubisz liczyć? Zapraszamy na nasz dziesięcioletni staż! Tylko u nas po stażu otrzymujesz gwarantowaną umowę na okres czterdziestu lat! Aplikuj już dziś!

 

Spośród tych wszystkich wiadomości warty uwagi wydał mi się jedynie e-mail od dawnego kolegi Andrzeja. Nie widziałem go od czasu studiów. Od razu pomyślałem, że zapewne wrócił do miasta i chce się spotkać, tak jak dawniej, w jakimś przytulnym pubie czy też barze. To właśnie z nim najczęściej rozmawiałem o… w zasadzie o wszystkim. Był dobrym mówcą, a ja dobrym słuchaczem, więc, w pewnym sensie, się uzupełnialiśmy.

Już wyobrażałem sobie to pyszne, zimne piwo, które sączymy jak za starych, dobrych czasów, gdy jeszcze nie wszyscy korzystali z olejku, już miałem przygotować tematy, które poruszymy podczas rozmowy, aby oderwać się od tej zamglonej rzeczywistości, gdy w końcu… odczytałem treść wiadomości.

 

 

Od: @andrzej.markowski.com

Do: @jacek.pieczarek.com

 Hej, siema Stary!

Co tam u Ciebie. Mam nadzieję, że dobrze… bo u mnie fatalnie. Potrzebuję pieniędzy. Wziąłem niedawno wraz z żoną kredyt i nie mam jak spłacić, a kończy się nam okres próbny na olejek długowieczności. Sam wiesz, że pełna wersja kosztuje majątek. Może poratowałbyś starego kompana? Tutaj masz konto 8847 4747 4748 4845 .

Dziękuję z góry :)

 

Po przeczytaniu tego zebrało mi się na wymioty. Nawet Andrzej – pomyślałem. Ten, któremu pieniądze zawsze śmierdziały, teraz prosi mnie o pożyczkę… i to na ten zakichany olejek, który sam dawniej krytykował i zaklinał się, że nigdy go nie tknie. Widocznie czas dalej zmienia ludzi bardziej, niż możemy to sobie wyobrazić. W zasadzie to ciekawa metamorfoza – z plującego na świat, śmiałego studenta w uganiającego się za długowiecznością szaraczka.

 

Powoli wstałem z krzesła i podszedłem do otwartego na oścież, dużego okna. Była bezchmurna noc. Księżyc oświetlał moją twarz oraz znajdujący się nieopodal stół. Stała na nim mała, szklana fiolka, zawierająca mój miesięczny zapas olejku. Chwyciłem ją.

Była bardzo lekka. Zrobiona z cienkiego szkła, oklejona żółtą taśmą opisaną zaleceniami i sposobem użycia oraz przechowywania. Uśmiechnąłem się, po czym… puściłem ją. Momentalnie rozbiła się na ziemi, a jej bezbarwna zawartość zaczęła się rozlewać po parkiecie. Tyle jest warte moje życie… – pomyślałem. Pracuję, by kupić tę fiolkę, a kupuję ją, by żyć. Żyję zaś, by pracować…

 

To błędne koło, które towarzyszy ludziom od zawsze, dalej istniało. A skoro istniało, to znaczy, że my nigdy nie ewoluowaliśmy, dalej jesteśmy tacy sami… a być może nawet gorsi.

Dawniej za godzinę pracy dostawałem więcej, bo czas był cenny. Teraz dostaję mniej, bo mam go dużo. Dawniej ludzie żenili się, by żyć razem aż do śmierci. Teraz śmierci praktycznie nie ma, więc ludzie po prostu się rżną, po czym zmieniają sobie partnera. Wiem… już dawniej mieliśmy namiastkę takiego świata, ale nie na taką skalę. Teraz, gdziekolwiek by nie spojrzeć, zachodzą zmiany.

Zbliżyłem się do okna i po chwili wahania stanąłem na parapecie. Mieszkałem w bloku na trzydziestym piętrze. Przede mną rozciągał się las wieżowców. Wszystkie takie same, sięgające aż do chmur. Zwykłych domów jednorodzinnych nie było – w końcu mieliśmy przeludnienie i ziemia stała się towarem deficytowym. Wszystko się zmieniło, zniknął już ten stary, prosty świat, o którym można jedynie przeczytać w książkach. Jest jedno wielkie bagno, w którym im bardziej się szamotasz, tym głębiej się zapadasz. Tak, ludzie się tak szamotają, zamiast się zatrzymać i uspokoić, wariują, myśląc, że to im pomoże. Prą naprzód, zapominając, że biegają wkoło – bez celu i jedynie dodatkowo się męczą. A tak nie powinno być, to nie jest naturalne… nie można tak żyć, nie można cały czas biec. 

Zamknąłem oczy i nim pierwsza łza spłynęła mi po policzku… skoczyłem.

Zrobiłem to tak po prostu, by uciec od tego świata. Powiecie mi pewnie, że przecież mogłem walczyć – tak, mogłem, ale co by to dało? Nawet jeśli przywróciłbym ludzkości dawny rytm życia, ona i tak ponownie zaczęłaby się wspinać po drabinie postępu – prosto do swoich marzeń o nieśmiertelności i wygodzie. Tacy już po prostu jesteśmy. Chcemy jak najwięcej i jak najlepiej, zapominając o konsekwencjach swoich czynów.

Gdy tak leciałem, poczułem pewnego rodzaju niepewność. Czy ja dobrze robię? Czy to jedyna droga, jaką miałem do wyboru? Nie wiedziałem, co się ze mną stanie. Nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Czułem w żołądku ucisk. Dygotały mi ręce i nogi, lecz chociaż zaraz miałem uderzyć o twardą, asfaltową nawierzchnię, w pewnej chwili na mojej twarzy pojawił się żałosny uśmiech. Gdziekolwiek się teraz znajdę… nie będę tam chyba sam – pomyślałem z dziwną ulgą, dostrzegając, kilka sekund przed śmiercią, że moje ciało stanie się zaledwie jednym z wielu innych, leżących na ziemi.

Koniec

Komentarze

Tylko Bóg i jego kościół są prawdą i życiem!

 “Kościół” w znaczeniu “wspólnota wiernych” pisze się wielką literą. Nie wypisuję kolejnych instancji tego błędu.

tylko dzięki życiu we wspólnocie kościelnej uchronicie się przed ogromem trudów, które szatan zarzuca na nas, niczym sieci.

Czasownik pasuje tylko do drugiej części porównania. Nie wiem, co znaczy “zarzucanie trudów”.

– Powstańmy – rzekł ksiądz i, z niemalże wyćwiczoną wprawą, zaczął wykonywać przed sobą znak krzyża.

Wprawa jest z definicji wyćwiczona. Za SJP PWN:

wprawa

1. «biegłość w wykonywaniu czegoś nabyta przez doświadczenie, ćwiczenia»

Ja was błogosławię w imię ojca syna, i ducha świętego. Idźcie w pokoju, niech pan was umacnia w wierze i da wam siłę. Pamiętajcie, wszyscy do niego należymy i jesteśmy mu winni posłuszeństwo.

Zarówno imiona bogów jak i tytuły stosowane zamiennie do imion piszemy wielką literą. Natomiast w przypadku zaimków odnoszących się do takich postaci nie jest to konieczne, ale zwyczajowo się przyjęło. Uwaga – ponieważ popełniłeś ten błąd, a tematyka tekstu jest, jaka jest, to podejrzewam, że będzie pojawiał się wiele razy. Nie będę wypisywał jego kolejnych instancji.

przelać na numer naszego konta bankowego ofiary w wysokości, ufam, co najmniej dwudziestu złotych, na renowację naszego ołtarza.

Ponieważ jest to wypowiedź, to de facto nie ma błędu, ale tak czy siak źle brzmi. Drugie “naszego” jest nie potrzebne, bo wiadomo, że nie czyjegoś ołtarza.

Po tych słowach ksiądz ukłonił się przed ołtarzem, jednocześnie klikając, ustawiony obok mszału, czerwony guzik.

Niepotrzebne przecinki.

Automatyczne i zmodernizowane organy, w jednej chwili zaczęły grać, wlewając tym samym do uszu wiernych piękną, wręcz hipnotyzującą melodię, zaś grube, drewniane ławy powoli zaczęły się rozkładać, odsłaniając przed ludźmi proste w obsłudze, elektroniczne konsole.

Straszne nagromadzenie przecinków w tym zdaniu. Sugeruję np. zamienic “elektroniczne konsole” na “konsole elektroniczne”, wtedy masz przymiotnik kategoryzujący i nie potrzebujesz przecinka. A pierwszy przecinek to w ogóle jest błędny i należałoby go wywalić.

Wystarczyło się jedynie w nich zalogować i wpisać odpowiednią sumę automatycznie przelewaną na, już odgórnie wybrane konto.

Loguje się raczej na czymś niż w czymś, ale nie znalazłem żadnej opinii specjalisty na ten temat, więc możliwe, że oba warianty są w użyciu. Natomiast przecinek jest jak najbardziej niepotrzeny.

Oczywiście odpowiednio zaprogramowany, po przyjęciu wystarczająco dużej sumy, świecił się na zielono, jeśli zaś ktoś wrzucił mniej niż sugerowane przez księdza dwadzieścia złotych, wtedy, mechaniczny przyjaciel zmieniał barwę na czerwoną.

Kolejne niepotrzebne przecinki.

Chociaż od wielu lat nie uczęszczałem na nabożeństwa oraz zostałem wypisany z księgi wiernych, to i tak widniałem na nim, jako jeden z “najsłabiej wierzących”.

Nabożeństwo to nie to samo co msza. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nie uczęszczać na żadne nabożeństwa przez lata i nadal być wzorowym katolikiem. Msze to co innego.

 

Oczywiście po kliknięciu czerwonego krzyżyka, od razu pojawił się komunikat pytający, czy jestem pewien swojej decyzji.

Zbędny przecinek.

dwadzieścia lat, przed rozpowszechnieniem tzw. „olejku długowieczności”,

Zbędny przecinek.

Udało mi się zasmakować odrobiny dawnego świata, musnąłem wymarłą już naturalność,

Tę wymarłą naturalność.

nieważne jak wiele odkryliśmy, zawsze, my ludzie, będziemy tacy sami(,) i mimo iż potrafimy się doskonale dostosować do nowych czasów, to nie potrafimy się pozbyć swojej chciwości

Brakujący przecinek.

W roku dwa tysiące trzydziestym piątym doktor Neil Apostro, przypadkowo odkrył niezwykłą substancję, która uodparnia ludzkie komórki na niemalże wszystko, co do tej pory mogło je zniszczyć – w tym na bakterie, wirusy i toksyny.

Primo, zbędny przecinek. Secundo, bakterie, większość toksyn i część wirusów wcale nie niszczą komórek.

Zapobiega również starzeniu się i chociaż nie czyni człowieka nieśmiertelnym, to niezwykle skutecznie zwiększa regenerację uszkodzonych tkanek.

Nie “zwiększa”, a “przyspiesza”. Czy nieuszkodzone tkanki też mogą się regenerować? Skoro nie, to to doprecyzowanie nie jest potrzebne.

W tym momencie rasa ludzka osiągnęła kolejny poziom ewolucji.

To zdanie.

Wszystko jest w nim błędne.

Trochę oczywiście przesadzam, ale widać tu klasyczne niezrozumienie tematu ewolucji. Po pierwsze, ludzie nie przestali się starzeć w wyniku ewolucji, więc jak mieliby przejść na jej kolejny “poziom”? Po drugie, żadna zmiana ewolucyjna nie może zajść “w momencie”. Po trzecie, nie ma czegoś takiego jak “poziomy ewolucyjne”, nie ma czegoś takiego jak organizmy na “wyższym poziomie ewolucyjnym”. Ach, dożyć dnia, kiedy ludzie wybiją to sobie z głowy!

Wszyscy zyskaliśmy czas, który do tej pory był bezcenny. Myśleliśmy, że teraz będziemy mieć na ziemi raj, że wszystkie dotychczasowe problemy zniknęły, ale…

Narrator jest pierwszoosobowy i mówi o chwili z jego przeszłości, więc bardziej na miejscu byłoby “tamtej”, a “teraz” należałoby wywalić.

Olejek dał nam wielkie możliwości, ale chociaż zmniejszy wcześniejsze, stare ograniczenia, to równocześnie stał się powodem powstania nowych.

Wcześniejsze i stare w tym kontekście oznaczają dokładnie to samo.

Ludzie nie musieli już płacić na służbę zdrowia ani emerytury, a co za tym szło – zaczęli domagać się zmniejszenia podatków.

Ja wiem, że składki na ubezpieczenia to de facto podatki, ty wiesz, że składki na ubezpieczenia to de facto podatki, każdy ogarnięty człowiek wie, że składki na ubezpieczenia to de facto podatki… Ale formalnie nimi nie są.

Motyw śmierci i piekła, w jednej chwili zamienił się w straszenie depresją oraz samotnością

Niepotrzebny przecinek.

Bez odpowiedniej gotówki nie można było kupić olejku długowieczności,

Nie można za olejek zapłacić kartą ani przelewem?

Zmieniono stawki godzinowe – ja sam, zanim się jeszcze zwolniłem, zamiast wcześniejszych piętnastu złotych za godzinę,

Niepotrzebne powtórzenie.

Wszyscy, co do jednego(,) pracowali, by móc sobie zarobić na długie życie.

Brakuje przecinka.

przeleciałem wzrokiem swoją pocztę, która była, jak zwykle, przepełniona nowymi e-mailami.

 

Jacek, masz 12 nowych wiadomości!

Czy dwanaście wiadomości to wystarczająco, żeby przepełnić skrzynkę?

@Zus.pl – Wzywamy do zapłaty zaległego podatku od olejku długowieczności. Zapłaty można dokonać przelewem…

Znowu – ZUS nie pobiera podatków, tylko składki na ubezpieczenia. Masz to, chłopie, w nazwie! :)

Spośród tych wszystkich wiadomości, warty uwagi wydał mi się jedynie e-mail od dawnego kolegi Andrzeja.

Niepotrzebny przecinek.

Był dobrym mówcą(,) a ja dobrym słuchaczem, więc, w pewnym sensie się uzupełnialiśmy.

Po pierwsze brak przecinka, po drugie zdecyduj się: “w pewnym sensie” może być albo integralną częścią zdania i wtedy nie stawiasz przecinków, albo wtrąceniem i wtedy stawiasz po obu stronach.

zimne piwo, które sączymy, jak za starych, dobrych czasów

Niepotrzebny przecinek.

gdy nagle… odczytałem treść wiadomości.

Nie można nagle czegoś przeczytać. Piszesz tak, jakby narratora zaskoczyło, że przeczytał wiadomość.

Od: @Andrzej.Markowski.com

Do: @Jacek.Pieczarek.com

Wcześniej też robiłeś ten błąd. W adresach e-mail nie występują wielkie litery. Nie ma adresów bezpośrednio w domenie .com.

Ten, któremu pieniądze zawsze śmierdział, teraz prosi mnie o pożyczkę…

Literówka.

Księżyc oświetlał moją twarz oraz stojący nieopodal stół.

Narracja pierwszoosobowa kłóci się z takimi opisami. Skąd narrator wie i czemu zwraca uwagę na to, jak wygląda jego twarz, skoro jej nie widzi?

Pracuję, by kupić fiolkę, a kupuję ją, by żyć. Żyję zaś, by pracować…

Tę fiolkę.

Przede mną rozciągało się morze wieżowców.

Ciężko mi wyobrazić sobie morze wieżowców. Wieżowce raczej nie przypominają morza, a gdyby przypominały, to byłyby bardzo niepraktyczne. Las wieżowców byłby o wiele bardziej na miejscu.

Tak, ludzie się tak szamotają, zamiast się zatrzymać i uspokoić(,) wariują, myśląc, że to im pomoże.

Brak przecinka.

Prą naprzód(,) zapominając, że biegają wkoło – bez celu i jedynie dodatkowo się męczą

Brak przecinka.

Zamknąłem oczy i nim pierwsza łza spłynęła mi po policzku… straciłem grunt pod nogami.

Wyrażenie “stracić grunt pod nogami” ma sens przenośny. Oczywiście, można użyć go dosłownie, nawet jeśli jest to trochę niezgrabne, ale nie tutaj – grunt to to samo co ziemia, a narrator stoi na parapecie na czternastym piętrze.

Gdy tak leciałem, przebijając się przez warstwę powietrza,

Aby przebić się przez warstwę czegokolwiek, należy będąc po jednej stronie przedostać się na drugą. Warstwa powietrza jest dużo grubsza, niż czternaście pięter.

w pewnej chwili na mojej twarzy pojawił się żałosny uśmiech.

Z czternastego piętra spada się około trzech sekund. Ile to jest według ciebie chwil, żeby wybrać sobie z nich jedną “pewną chwilę”?

Gdziekolwiek się teraz znajdę… nie będę tam chyba sam – pomyślałem z dziwną ulgą, dostrzegając kilka sekund przed śmiercią, że moje ciało, stanie się zaledwie jednym z wielu innych, leżących od dawna na ziemi.

Po pierwsze brakujący przecinek, po drugie, z tego opisu ma się wrażenie, jakby narrator spadał dobre pół minuty, a nie trzy sekundy.

ironiczny podpis

Issander, dzięki wielkie za komentarz oraz wyłapanie błędów:)

 

Tekst dodałem dosłownie godzinę po skończeniu, toteż domyślałem się, że mogłem nasadzić masę “byków”. Tym bardziej jestem wdzięczy za poświęcony czas. Wszystkie uwagi przyjmuję do serca i już zaczynam edytować opowiadanie, chociaż… nie wiem czy stosowanie słowa “tą” zamiast “tę” jest błędem, bowiem zarówno jedno jak i drugie jest powszechnie używane (ale i tak poprawiłem na “tę”, jak radziłeś).

 

 

Kiedyś dostanę Nobla.

Stosowanie formy “tą” w bierniku jest nadal normatywnie błędem. Mnóstwo ludzi mówi też np. wziąść, ale ta forma nie weszła od tego do poprawnego języka. Nie każdy uzus staje się normą. SJP PWN dopuszcza w języku potocznym, ale jak znam redaktorów, w książkach i tak będzie tępione, chyba że autor wyraźnie zaznaczy, że konkretna postać ma mówić niepoprawnie czy bardzo potocznie, i będzie się to tłumaczyło w tekście.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak jak napisała drakaina, język literacki rządzi się nieco innymi prawami, niż język mówiony… Mówienie “tą” z biernikiem rodzaju żeńskiego jest poprawne. Pisanie – nie.

ironiczny podpis

Rozumiem. Będę pamiętał na przyszłość :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Opowiadanie niestety nie jest na pewno cyberpunkiem. Hmm. Nie jestem nawet pewien, czy jest to opowiadanie. Zawarłeś w tym tekście sporo publicystyki, sporo własnych przemyśleń i poglądów na temat świata, pogoni za pieniądzem (olejkiem), konsumpcjonizmu itd. Całość nie ma praktycznie fabuły, jest ciągiem myśli, obserwacji, często nieco… naiwnych.

Taka masa informacji, obserwacji uszłaby jeszcze wpleciona w dłuższą opowieść, jako samodzielne opowiadanie nie bardzo.

Zupełnie nie pojmuję, po co umieściłeś wstęp w kościele z długim fragmentem mszy (kazania?). Opowiadanie zaczyna się jak tekst antyklerykalny, potem okazuje się, że to tylko taka przydługa dygresja, bo będzie o olejku długowieczności… (tak à propos, uważam, że mylisz się co do przebranżowienia kościoła. W świecie takim jak Twój raczej skierowałby się w stronę tych wykluczonych z dostępu do olejku, a nie zmienił doktrynę i obiecywał opiekę i… bezpieczeństwo?).

W technikalia nie wnikam, ale na pewno masz błędnie zapisane dialogi. Całość napisana poprawnym językiem. Na plus urozmaicenie formy (emaile).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dla mnie głównym fabularnym problemem (pomijając brak cyberpunku w konkursowym opowiadaniu) jest to panaceum – olejek na wszystko. To by uszło albo w latach trzydziestych ubiegłego stulecia, w okresie radosnej naiwności fantastyki, albo w grotesce/humoresce/makabresce, ale już nie w fantastyce na serio. A ten tekst miota się między alegorią (olejek jako mamona), a usiłowaniem zrobienia z tej publicystyki opowiadania. Nie kupuję.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

mr.maras dzięki wielkie za komentarz :)

 

Tekst pisałem dosłownie dwa dni przed czasem, toteż może być nieco nieprzemyślany. Pierwszy raz również zacząłem zabawę z cyberpunkiem, o którym, tak prawdę mówiąc, wcześniej nie słyszałem.

 

Tekst miał być właśnie pewnego rodzaju przemyśleniem – widocznie nie jest to najlepsza droga do zdobycia serc czytelników :/ 

 

Co do mszy na samym początku, to miała ona bliżej ukazać jak wygląda wykreowany przeze mnie świat. Chodziło głównie o zautomatyzowanie organów i ław kościelnych – że już nie wspomnę o robociku z tacą (ogólnie chciałem tutaj zwrócić uwagę na postęp technologiczny, który dotknął nawet takie instytucje jak Kościół).

 

Odnośnie przeobrażenia Kościoła – możemy jedynie gdybać, bowiem nikt nie wie jak wyglądać będzie przyszłość. Twoje przewidywania są rzeczywiście, według mnie, bardziej trafne, ale równocześnie nie możemy zapominać, że w życie lubi płatać figle i nawet te najmniej możliwe scenariusze, czasami wychodzą z cienia. Nikt nigdy nie przypuszczał, że na tronie Piotrowym zasiądzie kiedyś Rodrigo Borgia (chyba nie muszę tego pana przedstawiać).

 

W technikalia nie wnikam, ale na pewno masz błędnie zapisane dialogi – A mógłbyś napisać gdzie? Bo wydawało mi się, że są w porządku, ale jeśli nie są, to zaraz zabieram się za poprawianie :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kiedyś dostanę Nobla.

Nikt nigdy nie przypuszczał, że na tronie Piotrowym zasiądzie kiedyś Rodrigo Borgia (chyba nie muszę tego pana przedstawiać).

Myślę, że wielu się tego spodziewało, to w końcu była jedna z najmożniejszych rodzin owych czasów, a on sam był skoligacony papiesko.

 

Dialogów to tu prawie nie ma, błąd jest w pierwszej wypowiedzi:

 

“–… i tak, jak dzisiaj wyczytaliśmy w piśmie, tylko dzięki łasce Bożej osiągnęliśmy wszystko, co mamy i tylko Bóg może nam wskazać drogę! – Niemalże wykrzyczał” → niemalże

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

drakaina dzięki za komentarz :)

 

No cóż, nie musisz tego kupować, wystarczy mi, że przeczytałaś i przedstawiłaś swoją opinię. To wiele dla mnie znaczy i podczas pisania następnych tekstów będę pamiętał, co było nie tak i co się ogólnie nie spodobało. W końcu po to tutaj jesteśmy – żeby się rozwijać, prawda? :)

 

Edit: Nie znam się jakoś bardzo na historii, ale wątpię, aby ktokolwiek obstawiał wtedy Borgię. Początkowo nie miał on szans i jedynie dzięki przekupstwu i swojemu sprytowi został papieżem.

 

Dzięki za wyłapanie błędu – już poprawiam :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Nadal jest trochę błędów.

 

Bożej osiągnęliśmy wszystko, co mamy i tylko Bóg może nam wskazać drogę! – niemalże wykrzyczał do mikrofonu klecha, ubrany w piękny, przyozdobiony błyszczącymi klejnotami ornat.

Dużą.

 

@adrzej.markowski.com

Literówka w imieniu.

 

Obywatele zaczęli domagać się dostępu do cudownej substancji

Literówka.

 

Usuń enter z końca opowiadania, jest zbędny.

 

Tekst o mocnym, smutnym przekazie. Spodobało mi się nawiązanie do wielu problemów trapiących współczesne polskie społeczeństwo. Dobre refleksje na temat długowieczności i dylematów z nią związanych. Szort wręcz zieje egzystencjalną, konsumpcjonistyczną pustką. Scena z odczytaniem wiadomości od Andrzeja jest dość poruszająca, podobnie jak końcowe zawahanie przy samobójstwie i ostatnie zdanie. Za to klikam do biblioteki…

Ale… to nie jest cyberpunk. Raczej klasyczne socjo s-f z motywami futurologicznymi. Za mało tutaj informatyki i cybernetyki, za mało brudu.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dużą.

Małą, ponieważ to jest określenie czasownika de iure otwierającego didaskalium i odnoszącego się do typu wypowiedzi (wykrzyczał). Wielką by było, gdyby odwrócić szyk: “Ubrany… klecha niemalże wykrzyczał te słowa do mikrofonu.” Analogicznie w sytuacjach takich jak “wybrała odpowiedź, co do której miała najmniejsze wątpliwości”, “migoczące światła, od patrzenia na które kręciło się w głowie” nie stawiasz przecinka przed samym zaimkiem, ale całą związaną z nim grupą.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wicked G, dzięki wielkie za komentarz :)

 

Cieszę się, że tekst się spodobał i został przez Ciebie nawet wyróżniony. Dziękuję również za kliczek! To daje ogromną motywację do dalszej pracy nad sobą i następnymi tekstami :)

 

PS: Literówki poprawione, enter usunięty :)

 

 

Kiedyś dostanę Nobla.

Może to nie jest cyberpunk, może nie ma tu za dużo akcji, może jest za dużo publicystyki i za dużo przemyśleń… Ale jako tekst, abstrahując od jego charakteru, przeczytałam z zainteresowaniem.

Nostalgia, pustka, pytania o naturze egzystencjonalnej… To wszystko do mnie trafiło i za to kliczek :) 

katia72 dzięki ogromne za komentarz :)

 

Miło mi, że zdołałem Cię swoim tekstem zainteresować. Dziękuję również serdecznie za kliczek do biblioteki :)

 

Pamiętam jeszcze, Katiu, jak napisałaś, że biorąc udział w tym konkursie porywasz się z młotyką na słońce – zobacz, ja nawet opowiadania cyberpunkowego nie potrafiłem napisać na konkurs o cyberpunku :D Ale ufam, że jeszcze będą podobne, które pozwolą mi się poprawić :)

 

Pozdrawiam!

Kiedyś dostanę Nobla.

Borowik, ja specjalistką od cyberpunku nie jestem… :), ale skoro Gary nas nie zdyskwalifikował… to może nie jest tak źle :) I jak dla mnie, to zawsze warto spróbować czegoś nowego :)

Dużą.

Małą, ponieważ to jest określenie czasownika de iure otwierającego didaskalium i odnoszącego się do typu wypowiedzi (wykrzyczał). Wielką by było, gdyby odwrócić szyk: “Ubrany… klecha niemalże wykrzyczał te słowa do mikrofonu.” Analogicznie w sytuacjach takich jak “wybrała odpowiedź, co do której miała najmniejsze wątpliwości”, “migoczące światła, od patrzenia na które kręciło się w głowie” nie stawiasz przecinka przed samym zaimkiem, ale całą związaną z nim grupą.

Dziękuję za wyjaśnienie i przepraszam autora za wprowadzenie w błąd. Myślałem, że samo wyrzucenie partykuły przed czasownik już należy traktować jako zamianę szyku, i stąd sugestia napisania dużą literą.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Interesująca wizja.

Jeśli potraktować ten olejek (mało wiarygodny naukowo) symbolicznie, to z tekstu robi się refleksja. Całość mocno przypomina mi mój tekst na poprzednią edycję. Gary kręcił nosem, ale nie zdyskwalifikował. ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, dzięki wielkie za komentarz :)

 

Cieszę się, że tekst Cię zainteresował i dziękuję za kolejnego kliczka :) Mam nadzieję, że i tym razem Gary będzie wyrozumiały :D

Kiedyś dostanę Nobla.

Ciekawy tekst, w pewnym sensie bardziej publicystyczny niż fabularny. Stosujesz niezłe alegorie, podlane z lekka sosem absurdu. Spodobały mi się zwłaszcza maile treści reklamowe.

Natomiast po przeczytaniu nie czułem jednak jakiejś szczególnej satysfakcji. Przemyślenia, ukazane sceny – widziałem trochę podobnych, więc mocno w mej pamięci się nie wyryły. A brak fabuły nie pomaga w zapamiętaniu tekstu na dłużej.

Podsumowując: forma i motyw tekstów maili jest zdecydowanie na plus. Sam pomysł – także. Trochę szwankuje warstwa fabularna, a raczej jej niewielka zawartość w tym koncercie fajerwerków. Wystarczy jednak na klika do Biblioteki. 

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan, dzięki wielkie za komentarz oraz kliczek :)

 

Cieszę się, że koncert fajerwerków (mimo trochę słabej fabuły) się udał, a także, że doceniłeś formę i motywy maili :) To wiele dla mnie, jako autora, znaczy :D

Kiedyś dostanę Nobla.

Obawiam się, że to bardziej socjosf, i to w starym, bardzo starym stylu, niż cyberpunk. Obawiam się, że zdecydowanie bardziej.

Jest to o tyle ciekawe, że zamiast po tajemniczy olejek, mogłeś sięgnąć po cybernetyczne ciała czy tam sztuczne organy i skutecznie się pod cyberpunk podszyć, nie zmieniając nic a nic pod względem fabuły ( czy może raczej, światotwórstwa, względnie wizji, bo historii jest tu dość niewiele). Domyślam się, że być może chodziło o symbolikę, stosując uniwersalne remedium ludzie niejako dokonali ostatniego namaszczenia ludzkości. Nawet to ładne, ale mimo wszystko, nie cyberpunkowe.

Potencjalna przyszłość jest nieźle i malowniczo opisana, ale też i zarysowałeś sprawę dość pobieżnie, więc wizji brakuje odrobiny głębi i wyrazu (mimo, że całkiem nieźle gra na emocjach odbiorcy).

na emeryturze

Odkrycie olejku i jego wpływ na długowieczność praktycznie wyznaczyły główne wątki opowiadania. Osobiście uważam, że ustalenie tak zaporowej ceny specyfiku i drastyczne okrojenie zarobków było błędem, bo prędzej czy później ludzie dojdą do takich wniosków, do których doszedł narrator.

Borowiku, nie pisz na ostatnią chwilę, bo szkodzisz tym własnemu dziełu.

 

Msza świę­ta o od­por­ność na stres i de­pre­sję , dnia 26 kwiet­nia 2067 r. –> Zbędna spacja przed przecinkiem. Przy dacie nie używałabym skrótu.

 

–… i tak, jak dzi­siaj wy­czy­ta­li­śmy w pi­śmie… –> Brak spacji po półpauzie, zbędna spacja po wielokropku. Winno być: – …i tak, jak dzi­siaj wy­czy­ta­li­śmy w Pi­śmie

 

Tylko Bóg i jego Ko­ściół są praw­dą i ży­ciem! – Mó­wiąc to… –> Tylko Bóg i jego Ko­ściół są praw­dą i ży­ciem! – mó­wiąc to

 

De­pre­sja, sa­mot­ność, mo­no­to­nia – to je­dy­nie kilka z wielu czy­ha­ją­cych na nas za­gro­żeń. –> Unikaj dodatkowych spacji w dialogach. Są mylące i sugerują, że po wypowiedzi będą didaskalia.

 

przed wiecz­ną i ślepą tu­łacz­ką po ziemi. –> Na czym polega ślepota tułaczki?

 

Cho­ciaż od wielu lat nie bra­łem czyn­ne­go udzia­łu w życiu Ko­ścio­ła oraz zo­sta­łem wy­pi­sa­ny z księ­gi wier­nych, to i tak wid­nia­łem na nim, jako jeden z “naj­sła­biej wie­rzą­cych”. –> Na czym widniał?

 

a gdy sys­tem za­py­tał się mnie po raz czwar­ty… –> …a gdy sys­tem za­py­tał mnie po raz czwar­ty

 

przed roz­po­wszech­nie­niem tzw. „olej­ku dłu­go­wiecz­no­ści”… –> …przed roz­po­wszech­nie­niem tak zwanego „olej­ku dłu­go­wiecz­no­ści”

Nie używamy skrótów.

 

Po­cząt­ko­wo rzą­dzą­cy chcie­li ukryć ist­nie­nie tego nie­zwy­kłe­go pre­pa­ra­tu, lecz po cza­sie in­for­ma­cja o nim do­tar­ła do me­diów… –> Czy, skoro dotarła po czasie, była to informacja przeterminowana? ;)

A może miało być: …lecz po pewnym cza­sie in­for­ma­cja o nim do­tar­ła do me­diów

 

Ole­jek dał nam wiel­kie moż­li­wo­ści, ale cho­ciaż zmniej­szy wcze­śniej­sze ogra­ni­cze­nia… –> Literówka.

 

Od tych roz­my­śleń roz­bo­la­ła mnie głowa. –> Literówka.

 

Wzy­wa­my do za­pła­ty za­le­głe­go ubez­p­cze­nia od ziemi–> Literówka. A może urząd tak napisał…

 

w ja­kimś przy­tul­nym pubie czy też barze. –> Jest między nimi jakaś znacząca różnica?

 

Wzią­łem nie­daw­no kre­dyt z żoną i nie mam jak spła­cić–> W jaki sposób do kredytu dołączano żonę, bo chyba nie przelewem? ;)

 

Mo­men­tal­nie roz­bi­ła się na ziemi, a jej bez­barw­na za­war­tość za­czę­ła się roz­le­wać po drew­nia­nym par­kie­cie. –> Jakim sposobem coś, co rozbiło się na ziemi, mogło rozlać się na parkiecie?

A może miało być: Mo­men­tal­nie roz­bi­ła się na parkiecie, a jej bez­barw­na za­war­tość za­czę­ła się po nim roz­le­wać.

Masło maślane. Parkiet jest drewniany z definicji.

 

Przede mną roz­cią­ga­ło się las wie­żow­ców. –> Literówka.

 

po dra­bi­nie po­stę­pu– pro­sto do swo­ich ma­rzeń… –> Brak spacji przed półpauzą.

 

po­czu­łem pew­ne­go ro­dza­ju nie­pew­ność. Czy ja na pewno do­brze robię? –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Czu­łem w żo­łąd­ku ścisk. –> Czu­łem w żo­łąd­ku ucisk.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

gary, dzięki za komentarz, w końcu i mnie odwiedziłeś :)

 

Wiem, wiem – już zrozumiałem, że to nie cyberpunk. Gdybym zamiast sceny samobójczej dał scenę walki z jakimś cyborgiem… ehh, może następnym razem mi się uda i napiszę opowiadanie jak należy ;)

 

regulatorzy, dzięki wielkie za komentarz :)

 

Borowiku, nie pisz na ostatnią chwilę, bo szkodzisz tym własnemu dziełu. – Postaram się ;)

 

 Dziękuję za wyłapanie błędów, teraz to już chyba wszystkie. Biorę się za poprawianie :)

 

Kiedyś dostanę Nobla.

Dzię­ku­ję za wy­ła­pa­nie błę­dów, teraz to już chyba wszyst­kie.

Borowiku, nie chciałabym wprawiać Cię w przygnębienie, ale przeczytałam Olejek tylko raz i nie mogę zagwarantować, że dostrzegłam wszystkie usterki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No i jestem przygnębiony :/

 

Nie no, żartuję :D Na pewno są tam jeszcze jakieś małe błędzik, ale to chyba normalne. Najwyżej kolejni czytelnicy je wyłapią, a ja postaram się wszystko systematycznie poprawiać.

Kiedyś dostanę Nobla.

I to jest słuszne postanowienie, Borowiku, choć nic nie stoi na przeszkodzie, abyś sam też starał się wygładzić tekst. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zrobię co w mojej mocy.

Kiedyś dostanę Nobla.

Olejek dał nam wielkie możliwości, ale chociaż zmniejszył wcześniejsze ograniczenia, to równocześnie stał się powodem powstania nowych.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Anet, dzięki za odwiedziny :)

 

Fajnie, że fajne, a literówkę już poprawiam :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Nowa Fantastyka