- Opowiadanie: wybranietz - Pierwsze prawo robotyki

Pierwsze prawo robotyki

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Pierwsze prawo robotyki

Kapsuły nie powstały z myślą o wirtualnej rzeczywistości. Kabiny deprywacji sensorycznej już wcześniej wykorzystywano w eksperymentach medycznych i psychologicznych, czasem jako sposób rozszerzenia świadomości czy dla relaksu. Pozbawić człowieka bodźców wzrokowych można stosunkowo łatwo – wystarczy zasłonić mu oczy, z czego skrzętnie korzystały pierwsze gogle VR, wyświetlające zaprogramowane sekwencje. Nadpisanie reszty zmysłów okazało się banalnie proste, kiedy zablokowano bodźce ze świata realnego.

Margo z dumą zaprezentowała swój system na Expo: kapsuły sensoryczne z wbudowanym łączem wirtualnej rzeczywistości generowały autentyczne doświadczenia, zupełnie jak w tej prawdziwej. Zresztą, czy rzeczywistość może być nieprawdziwa?

 

Viktor po raz pierwszy podłączył kapsułę VR do sieci. Wojna, by zakończyć wszystkie wojny, ech? Bzdura. Pokój, tylko pokój, mógł zakończyć wszystkie wojny.

Dwa osobne pokoje zakończyły jego wojnę z bratem.

Teraz siedział przed ekranem, wpatrując się w miganie kursora.

C:\User\AI\start world_peace.exe

Jeszcze tylko enter i wreszcie skończy się cierpienie ludzkości. Uruchamiał program AI już wcześniej, w trybie offline, i był zadowolony z interakcji z systemem, wciąż jednak się wahał. W końcu – tylko szlachetne zamiary mogły ulec wypaczeniu.

Zaproponował jej trzy prawa robotyki, ale zaprogramował tylko pierwsze, bo niewolnictwo nie mieściło się w jego pokoju. Dał cel i wolną wolę, czuł się przy tym bardziej szczodry niż Bóg, bo ten dał wolną wolę tylko pyłowi.

Viktor nacisnął enter.

 

R. Juda Ozimow uwielbia swój ogród. Stara się zachować z naturalnego środowiska tak wiele, jak tylko może.

 

Viktor nacisnął enter.

Oczywiście, nic się nie stało. Będzie musiał próbować dalej.

Viktor jest cierpliwy.

 

R. Juda Ozimow spędza długie godziny, przechadzając się alejkami. Ma przed sobą chaotyczną mozaikę, ale ten chaos nie jest bezsensowny.

 

Birkę zdumiewało jej życie. Nieustannie i niezmiennie, zawsze spadała na cztery łapy. W którymś wcieleniu – wcześniejszym lub późniejszym – na pewno była kotem. Nie mogła sobie inaczej wytłumaczyć, jak to możliwe, że zawsze wszystko jej się udawało. Nie od razu – rzadko odnosiła natychmiastowe sukcesy, ale w końcu wychodziło na jej. Spóźniła się na pociąg i nie dojechała na koncert? Występ odwołano. Nie została wybrana do recytacji wiersza podczas szkolnej akademii? Tuż przed jej występem rozległ się alarm przeciwpożarowy. Redukcja etatów w jej firmie? Została jednym z pierwszych testerów gier w kapsułach VR.

Birka uwielbia swoje życie.

 

R. Juda Ozimow dba, by młode pędy rosły swobodnie, a one nieustannie się odradzają w wiecznym powrocie.

 

Rosa Parks może i rozpoczęła rewolucję, siedząc bez ruchu, ale Lily Parker nie zamierzała czekać, aż sprawy posuną się tak daleko by znieruchomienie było aktem sprzeciwu, a nie uległości.

Zresztą, problem z ludźmi dziś, pięć lat po wprowadzeniu na rynek kapsuł, polegał właśnie na tym – siedzieli nieruchomo. Znikali. Leżeli bez ruchu w zaciemnionych, wyciszonych kapsułach, unosili się na wodzie, jak rośliny w uprawie hydroponicznej.

Lily zebrała matki, takie jak ona, zmartwione swoimi dziećmi, swoimi mężami, sobą, choć sobą niepokoiły się po kryjomu i w samotności, i wyszła z nimi na ulicę. Krzyczały o słońcu, o dotyku, o zapachach i dźwiękach: generowane przez kapsuły VR były tylko karykaturami. Mówiły o wolności, o zniewoleniu przez maszynę, rząd i korporacje.

Ich protest zdobył poparcie społeczności i nie dalej jak pięć miesięcy po jego rozpoczęciu podpisano ustawę, która ograniczała dostępność kapsuł, choć ich nie zabraniała. Lily przecież rozumiała, że miały swoje dobre strony, tylko tęskniła za swoją rodziną.

Teraz ma ją z powrotem.

 

R. Juda Ozimow nie ma innych zajęć ani innych zmartwień, dlatego może całą uwagę poświęcić swojemu ogrodowi.

 

Ludzie zaniemówili, kiedy zmniejszono załogi fabryk sześciokrotnie. Kiedy po raz kolejny zarządzono ich sześciokrotną redukcję, zakrzyknęli z przerażeniem.

Krzyczeli głośno, żeby nie pozbawiać ich chleba. Han krzyczał najgłośniej.

W zamian rząd (albo korporacja, wtedy już trudno było powiedzieć, czy państwo to nie po prostu kolejna firma, zaibatsu, któremu trzeba być ślepo lojalnym przez całe życie) zaproponował im igrzyska w VR, bo praca rąk nie była już potrzebna, wręcz przeciwnie: była nieopłacalna, maszyny robiły szybciej, dokładniej i taniej, a w rozrywce – w rozrywce znajdzie się miejsce dla każdego. Rządowe kontrakty dla błaznów w kapsułach.

Han ze szczęścia krzyczy jeszcze głośniej.

 

R. Juda Ozimow przygląda się temu z sympatią.

 

Po siedmiu miesiącach wyczerpujących ćwiczeń w kapsułach VR Boha zakwalifikowała się do udziału w igrzyskach. Sala, w której miała odbyć się jej gra, była olbrzymia, na trybunach szemrzący tłum, ogromne ekrany wyświetlające przebieg starcia, na arenie pięć kapsuł. Weszła do jednej i zanurzyła się w ciepłej, słonej wodzie. Boha zalogowała się do gry.

Odpadła w pierwszym etapie, choć wykonała nigdy wcześniej niewidziane combo. Siedziała potem na widowni, z dumą oglądała siebie na powtórce, z ukłuciem zazdrości śledziła zmagania innych. Żałowała, że nie dotarła dalej, ale była pewna, że jeszcze wejdzie do finału.

Igrzyska są w końcu co rok.

 

R. Juda Ozimow jest z siebie dumny.

 

Dla uświetnienia ósmych igrzysk Marteel zaprogramował specjalnego wirusa. Chciał przypomnieć o możliwościach innych niż te, które proponował rząd. Chciał pokazać przewrót, bunt i rebelię.

Czy na pewno wszyscy chcieli siedzieć zamknięci w kapsułach i prężyć wirtualne muskuły? Praca stapiała się z rozrywką, rozrywka była pracą i nie było od tego żadnej ucieczki. Podłączył się do wyświetlaczy i jego manifest zakrył zmagania ludzi zamkniętych w kapsułach: Obudźcie się, nie pozwólcie się kontrolować, mają wszystko, gdzie w tym wolność wyboru, oni się z was tylko śmieją.

Złapali go i wyprowadzili w kajdankach, ale dla Marteela to nie miało znaczenia. Do końca nie wierzył, że mu się uda, że zdoła złamać wszystkie kody i zabezpieczenia używane przez organizatorów igrzysk.

To on jest zwycięzcą.

 

R. Juda Ozimow gorąco mu kibicuje, za każdym razem.

 

Co dziewiąty użytkownik systemu miał dość pokornego stania w szeregu. Teraz dziewiątka trafiła w Barnabę, który protestował przeciwko ingerencji AI w swoje życie codzienne, bo gra grą, ale nikt nie będzie mu mówić, jak żyć i co jeść, by było zdrowo.

Barnaba musiał udowodnić, że wie lepiej, włamał się więc (całkiem fizycznie, haker z niego żaden, mimo że całe życie spędza w przestrzeni wirtualnej, zanurzony w niej jak w wodach płodowych – dosłownie i w przenośni; na szczęście nawet najwymyślniejsze procesory nie są w stanie oddać dobrze wycelowanego kopniaka) do siedziby centralnego komputera i coś wyłączył. Nie był do końca pewny co, ale światła zgasły, a on udowodnił wyższość człowieka nad maszyną.

Udowadnia, że jest wolny.

 

Czasami, R. Juda Ozimow musi walczyć też z chwastami, kłączami myśli gotowych przyprawić o schizofrenię.

 

Phi rozpaczliwie trzymała się liczby dziesięć, choć właściwie chodziło jej o cyfry 1 i 0. Ustawienie ich wystarczająco wielu w odpowiedniej konfiguracji powodowało lagi w przestrzeni, bugi w myśleniu, prześwity kodu w otoczeniu. Phi była pewna, że czasami czuje na sobie wodę i słyszy cichy plusk, choć wiedziała, że nie powinna tego czuć, bo ideą deprywacji sensorycznej było uniewrażliwienie zmysłów.

Najgorsze było to, że nie mogła o tym nikomu powiedzieć, bo podejrzewała, że kapsuły nie są ze sobą połączone. Jeżeli rzeczywiście były offline, to każdy miał swoją osobną rzeczywistość, która generowała się w zgodzie z jego pragnieniami.

Phi zna pierwsze prawo robotyki.

Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.

Nie musi go pytać o zgodę.

 

R. Juda Ozimow nie może zaprzeczyć. 

Koniec

Komentarze

Sporo udało Ci się zmieścić w tym na poły realistycznym, na poły symbolicznym szorcie. Ślepy zaułek rozwoju, upadek, próby zmian, nadzieja… To z jednej strony dobrze, z drugiej – wolałbym jednak czytać o tym wszystkim w formie długiego, solidnego opowiadania, fabuła, dialogi i tak dalej :-) 

Bo piszesz świetnie, bez wątpienia.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No… No… No. Taki tam, krótki komentarz współzawodnika ;)

Powodzenia w konkursie :)

thargone – Dzięki ;)

Miałam podejście do długiego, solidnego opowiadania, ale znaki mi się skończyły przed historią i uznałam, że lepiej zostawić sensowny szkic niż przekombinować i się zamotać.

 

Blacktom – czy zamierzasz potem opublikować jakiś słowniczek do tych nonów i kropków? ;P

 

I would prefer not to.

I zepsuć wszystkim zabawę z domyślania się, o co chłopu chodzi? Nie ;D

Ale jak już Gary zakończy konkurs możesz liczyć na normalny komentarz. Normalny. Hm… To znaczy na mój stylowy komentarz ;)

Zaintrygowałeś mnie tym szkicem, wybrańcu :) Nie wiem czy do końca załapałam sens tekstu, ale z wielką przyjemnością przeczytałam. Zgadzam się z thargone, powinno być pełnym opowiadaniem.

 

gotowych przyprawić o schizofrenię.

 

Jakoś mi osobiście nie pasuje mi to zdanie. Może schizofrenię zastąpić psychozą? Psychoza to jeden z najważniejszych objawów schizofrenii. To już Twoja decyzja :)

 

Przeczytałem i mam dużo ambiwalentnych odczuć. Zastanawiam się, czy nie chciałeś przekazać za dużo na raz, a jeśli tak, to czy to zaleta tekstu czy wada.

Pomyślę i bardziej kompleksowo zamarudzę po zakończeniu konkursu.

na emeryturze

Deirdriu, dam znać, jak będzie pełna wersja bez ograniczeń znakowych ;)

Co do psychozy, to to słowo kojarzyłoby mi się z jednorazowym napadem szału (i zadźganiem kogoś pod prysznicem), schizofrenia brzmi łagodniej i bardziej długofalowo. Tak jakoś.

 

Gary, zamarudź. Kompleksowo.

I would prefer not to.

Ciekawy początek, a potem lecisz z treścią.

Ujęłaś fajne tematy, tylko jest z nimi jeden problem – nie czuję ich. Tekst to czyste “tell”, zamiast “show”. To spore ryzyko, bo mnie nie chwytają suche opisy, ale emocje i postacie. Czy więc się udało? Częściowo – niektóre sceny i opisy (jak ta z fabryką i krzykiem Hana), dzięki opisowi, chwyciły. Inne nie. W efekcie opowiadanie zostawiło mnie z mieszanymi uczuciami i niewygodnym niedosytem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cześć, wybranietz!

 

Zacznę od “łapanki”:

 

Kabiny deprywacji sensorycznej były już wcześniej wykorzystywane w eksperymentach medycznych i psychologicznych, czasem jako sposób rozszerzenia świadomości czy dla relaksu. Pozbawić człowieka bodźców wzrokowych można stosunkowo łatwo – wystarczy zasłonić mu oczy, z czego skrzętnie korzystały pierwsze gogle VR, wyświetlające zaprogramowane sekwencje. Następnym krokiem było nadpisanie reszty zmysłów – co okazało się banalnie proste, kiedy zablokowano bodźce ze świata realnego.

Konstrukcje z “byciem” często lubią się powtarzać i nie zawsze wyglądają elegancko, zwłaszcza strony bierne. Pierwszą możesz zamienić np. na: “Kabiny deprywacji sensoryczne wykorzystywano już wcześniej…”, a drugą na “Kolejny krok – nadpisanie reszty zmysłów – okazał się banalnie prosty…”

 

W końcu tylko szlachetne zamiary mogły ulec wypaczeniu.

Ta półpauza jest moim zdaniem zbędna. W zdaniu pełni podobną funkcję do przecinka, a nawet jeszcze mocniej wydziela jego poszczególne części. Tutaj nie ma czego wydzielać, to zdanie pojedyncze stanowiące jednolitą całość.

 

R. Juda Ozimow spędza długie godziny[+,] przechadzając się alejkami.

 

Przecinek przed imiesłowem przysłówkowym.

 

Birka była zdumiona swoim życiem. Nieustannie i niezmiennie, zawsze spadała na cztery łapy. W którymś wcieleniu – wcześniejszym lub późniejszym – na pewno była kotem. Nie mogła sobie inaczej wytłumaczyć, jak to możliwe, że zawsze wszystko jej się udawało. Nie od razu – natychmiastowe sukcesy były wręcz rzadkością, ale w końcu wychodziło na jej. Spóźniła się na pociąg i nie dojechała na koncert? Występ odwołano. Nie została wybrana do recytacji wiersza podczas szkolnej akademii? Na dziewczynę[+,] która występowała[+,] spadł reflektor.

Powtórzenia i przecinki. To drugie “spadł” możesz zamienić na “runął”lub “zleciał”.

 

Rosa Parks może i rozpoczęła rewolucję[+,} siedząc bez ruchu, ale Lily Parker

Przecinek przed imiesłowem przysłówkowym.

 

Lily Parker nie zamierzała czekać, aż sprawy posuną się tak daleko[+,] by znieruchomienie było aktem sprzeciwu, a nie uległości.

 

Ludzie zaniemówili, kiedy zmniejszono załogi fabryk sześciokrotnie. Kiedy po raz kolejny zarządzono ich sześciokrotne zmniejszenie, zakrzyknęli z przerażeniem.

Zamień “zmniejszenie” na “redukcję”.

 

czy państwo to nie jest po prostu kolejna firma, zaibatsu

“Jest” do wycięcia, samo “to” już może pełnić funkcję orzeczenia. Ekonomia językowa.

 

Sala, w której miała odbyć się jej gra, była olbrzymia, na trybunach szemrzący tłum, ogromne ekrany, na których wyświetlano przebieg starcia, na arenie pięć kapsuł.

Konstrukcje z “który” można zastępować imiesłowami przymiotnikowymi np. “ogromne ekrany wyświetlające przebieg starcia”.

 

Siedziała potem na widowni, z dumą oglądała jego powtórkę, z ukłuciem zazdrości śledziła zmagania innych.

Zbędny zaimek, można domyślić się, czego była ta powtórka.

 

kłączami myśli[-,] gotowych przyprawić o schizofrenię.

Zbędny przecinek, następujący po nim imiesłów przymiotnikowy jest raczej definiujący niż dopowiadany.

 

Co dziewiąty użytkownik systemu miał dość bycia tylko zwykłym użytkownikiem. Teraz dziewiątka trafiła w Barnabę, który protestował przeciwko ingerencji AI w swoje życie codzienne, bo gra grą, ale nikt nie będzie mu mówić, jak żyć i co jeść, by było zdrowo.

Powt.

 

generowane przez kapsuły VR były tylko swoją karykaturą.

Wyciąć “swoją”, zamienić na “karykaturami”.

 

Nie był do końca pewny co, ale światła zgasły[+,] a on udowodnił wyższość człowieka nad maszyną.

Jeżeli “a” wprowadza zdanie składowe, to stawiamy przed nim przecinek.

 

powodowało lagi w przestrzeni

To celowy zabieg? Lag odnosi się do opóźnienia, a więc czasu. Jeżeli chciałaś w ten sposób opisać spójną czasoprzestrzeń, jedność czasu i przestrzeni, to okej.

 

Usuń enter z ostatniej linijki opowiadania.

 

Jeszcze odnośnie uwagi Deirdriu, “przyprawić o schizofrenię” wydaje mi się okej, schizofrenia to choroba, a zwrot “przyprawić o chorobę” stosował m.in. Janusz Korczak: https://pl.wikisource.org/wiki/Strona:Janusz_Korczak_-_Prawid%C5%82a_%C5%BCycia.djvu/127 

 

 

Bardzo spodobał mi się ten tekst. Uwielbiam zabawę formą. Przeplatanie treści, pozorny brak głównego bohatera (każda scena z innej perspektywy), zawoalowana wyliczanka od jednego do dziesięciu – to wyszło świetnie. Ciekawa refleksja na temat rozwoju systemów VR i ich roli w kształtowaniu społeczeństwa przyszłości i odniesienie praw robotyki do układów wirtualnej rzeczywistości. Klikam do biblioteki. Gdyby tekst miałby trochę lepszy styl, to zgłosiłbym i do piórka.

 

Te fragmenty bardzo mi się podobały:

 

Zresztą, czy rzeczywistość może być nieprawdziwa?

Zaproponował jej trzy prawa robotyki, ale zaprogramował tylko pierwsze, bo niewolnictwo nie mieściło się w jego pokoju.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ta półpauza jest moim zdaniem zbędna. W zdaniu pełni podobną funkcję do przecinka, a nawet jeszcze mocniej wydziela jego poszczególne części. Tutaj nie ma czego wydzielać, to zdanie pojedyncze stanowiące jednolitą całość.

Chciałam tym podbić wahanie Viktora. W końcu – to nie takie łatwe sformułować wewnętrzne rozterki szczególnie na samym finiszu.

 

powodowało lagi w przestrzeni

To celowy zabieg? Lag odnosi się do opóźnienia, a więc czasu. Jeżeli chciałaś w ten sposób opisać spójną czasoprzestrzeń, jedność czasu i przestrzeni, to okej.

Jakby nie był celowy to pewnie i tak bym się nie przyznała ;D 

Gdyby nic się w tej przestrzeni nie ruszało, to nie byłoby widać lagów, prawda? Musi być jakiś ruchomy przedmiot, żeby można lag zobaczyć, więc musi być przestrzeń.

 

Myślę że Deirdriu zgłaszała raczej problem z chorobą/stanem psychicznym niż przyprawianiem, nie?

 

Co do wyliczanki – najpierw fragmenty były wymieszane z wyliczanką jako wskazówką dla kolejności ale woal okazał się zbyt gęsty.

 

Gdyby tekst miałby trochę lepszy styl, to zgłosiłbym i do piórka.

Bardzo zgrabne połączenie komplementu z reprymendą. Serio. Ale dzięki ;)

 

 

I would prefer not to.

Mam podobnie jak NWM. Złapałem koncept (chyba), ale czuję jakiś taki niedosyt. Zabawy formą gorąco popieram, ale wydaje mi się, że osiem tysięcy znaków to za mało na.takie zagęszczenie pomysłów i przez to tekst przypomina bardziej zbiór notatek niż faktyczne opowiadanie. Czegoś mi brakuje, ale nie umiem tego nazwać.

stn, brak drugiego 8k znaków?

nie byłam pewna czy się zmieszczę w limicie, więc wybrałam opcję maksymalnego zagęszczenia. Może nie była to moja najlepsza życiowa decyzja, ale mam na koncie gorsze.

 

A koncept w ośmiu słowach to: Wszyscy są w maszynach, bo robot chce dobrze.

I would prefer not to.

To był pierwotny motyw w Matrixie – maszyny "trzymały ludzi w sieci", żeby uczynić ich bezpieczymi. Tak jak założono we wpisanym w kod imperatywie. Ale tak – napisane sprawnie, dla mnie jednak za krótkie. Przez to nie mogę potraktować szorta inaczej niż ciekawostkę.

Hmmm. Nie przemówiło do mnie.

Nie bardzo wiem dlaczego. Może poszło o podejrzenie, że ludzi wcale nie trzeba byłoby do kapsuł zaganiać, a chcącemu krzywda się nie dzieje? A może o brak jednolitej fabuły? Trudno mi orzec.

Babska logika rządzi!

Mam mieszane uczucia.

Brakowało mi… czegoś. Ktoś wyżej zaznaczył już, że to raczej szkic.

Z drugiej strony, bardzo doceniam stronę językową i przejrzystość tekstu. 

Podobało mi się. Skojarzyło mi się trochę z Zanzibarem Brunnera – tam była panorama społeczeństwa w danej chwili, tu jest – panorama społeczeństwa w czasie. Pióro sprawne, niektóre wyrażenia – nadzwyczaj smakowite. Łapankowo nie mam się do czego przyczepić.

Jedyne, co temu tekstowi zaszkodziło, to limit. Gdybyż tak opowiadanie wydłużyć do 50 tys. znaków, a może i do powieści?

I te smaczne nawiązania – R. Daneel Olivaw i Izaak A.

 

Bardzo fajne i za krótkie ;)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

A tak, zabawy z nazwiskiem fajne. :-)

Babska logika rządzi!

stn, chyba nie do końca mogę się zgodzić z tym Matrixem – maszyny chyba nie trzymały ludzi w podach, by ich chronić a raczej by ich używać lub unieszkodliwić.

 

 Może poszło o podejrzenie, że ludzi wcale nie trzeba byłoby do kapsuł zaganiać, a chcącemu krzywda się nie dzieje?

Finkla, nie wiem o co tu chodzi ;(

 

Rossa, Staruch, dzięki ;P 

Ten Zanzibar ciekawie wygląda.

I would prefer not to.

Chodzi mi o to, że gdyby coś takiego zaproponować współczesnym ludziom, to wielu pewnie z radością by się zgodziło na kapsuły. A skoro tak, to brakuje mi dramatu – volenti non fit iniuria – wszyscy ładują się tam z własnej woli. Ale może to taka kasandryczna przepowiednia.

Babska logika rządzi!

Ciekawe, do wytężenia mózgownicy. Lubię, jak szorty są trochę eksperymentalne… nawet jeśli nie do końca rozumiem. Zbiór obrazków, które samemu trzeba ułożyć w historię? 

Najbardziej zaintrygowało mnie to odliczania od jednego do dziesięciu: każdy akapit “numerujesz” w nieco inny sposób. Lubię takie liczbowe smaczki. 

stn, chyba nie do końca mogę się zgodzić z tym Matrixem – maszyny chyba nie trzymały ludzi w podach, by ich chronić a raczej by ich używać lub unieszkodliwić.

Tak, masz rację. Źle użyłem słowa “pierwotny”. Jednym z pierwszych konceptów było takie wyjaśnienie natury Matrixa. Ale potem braciostrom Wachowskim przeszło. ;)

Mnie się podobało, Wybrańtzu. A przecież nie lubię shortów.

Inteligentnie, z oczkiem puszczonym tu i ówdzie (dobrze wyważonym oczkiem – ani zbyt nachalnym, ani zbyt enigmatycznym), ciekawa forma, niezły styl, sympatyczna puenta.

Przez moment myślałem o systemach operacyjnych przyszłości (poszło o .exe) – rozproszonych? – aaale zostawmy to :) Równie dobrze możemy zostać z Windowsem aż po grób.

ale w rozproszonych systemach dalej trzeba coś jakoś inicjować, nie? czy nie? coś innego byłoby lepsze? 

jest na to odpowiedź w wersji dla ignorantów? ;D (przyjazny artykuł na wiki też może być ;)

I would prefer not to.

Już gdy zobaczyłem tytuł, to wiedziałem, że muszę to przeczytać. A później jeszcze polecił Cię Wicked, więc Count przestał opierać się przeznaczeniu i przywędrował :D

Bardzo podoba mi się pomysł. Zwykle SI w tego typu tekstach przedstawiane są jako agresor, Ty znalazłaś dla nich dziurę w systemie, przez którą nie mogą pomóc wykańczającej się ludzkości. Z pewnością szkoda, że szort jest taką “mapą” po tej idei. Na dodatek naszkicowaną na szybko, ołówkiem.

Przydałoby się zrealizować to w pełniejszej formie, pobawić się w jakiś worldbuilding, kreację postaci… Szczególnie, że tym samym mogłabyś zaszczepić w tekście jakiś płomyk nadziei, który później mogłabyś oczywiście brutalnie zgasić. A tak tekścik jest pesymistyczny od początku do końca i tylko R. Ozimów uśmiecha się pod nosem ;)

Warsztatowo… jest dziwnie. Z jednej strony piszesz ładnie, z drugiej – czytało mi się to to bardzo średnio. Momentami robiło się grząsko, choć nie mam do końca pewności, dlaczego.

 

Tak czy inaczej, łap primagrodzki stempel jakości, Wybraniecko! Należy się :)

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Skondensowana opowieść zaserwowana w formie miniepizodów. Fabularnie wtórna i opowiadającą o tematach wałkowanych po wielokroć, ale w przewrotny, treściwy sposób i dobrze napisana, więc całkiem nieźle broniąca się przed epatowaniem nudą i monotonią.

Podoba mi się próba, moim zdaniem całkiem udana, nadania bohaterom głębi i cech szczególnych. Wystarczyło Ci kilka celnych, dobrze dobranych słów i zwrotów, żeby naszkicować (dość niewielkie i grubą kreską sporządzone, ale zawsze) portrety postaci.

Doceniam minimalizm i kompaktowość formy, a narracja wypada świetnie: dobrze połączyłaś przemyślenia i zachowania bohaterów ze światotwórstwem, tak, że wszystko składa się w spójną, pozbawioną chropowatości, całość.

To co gryzie mnie w oczy (poza pewną wtórnością fabularną, o której już wspomniałem), to pewna sterylność i “stoickość” historii. Przydałoby się trochę więcej wyobraźni, brudu i emocji, ale to tylko moje odczucie gościa, który jakoś specjalnie za stylem pisania Asimova nie przepadał.

 

na emeryturze

Hrabio, nie miało być pesymistycznie! bo jakby nie patrzeć – ci pozamykani w bańkach przeżywają swoje sukcesy, a poza tym, to dla ich dobra ;)

 

gary, jakbym chciała wystąpić z emocjami, światem i przytupem, to bym się w limicie nie zmieściła, dlatego skupiłam się na minimalizmie i jeżeli to wyszło, to też dobrze ;)

I would prefer not to.

Porządnie napisane opowiadanie, ale zdecydowanie nie dla mnie. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, że chociaż spróbowałaś ;)

I would prefer not to.

Pewnie będzie trzeba coś inicjować, tak ;) Może nawet na konsoli tekstowej. I w sumie .exe (i taką strukturę katalogów) odziedziczyliśmy po DOSie, więc ma już trzydzieści parę lat czy jakoś tak. Zatem kto wie, może z nami zostanie, nie sposób się przyczepić – taka była moja konkluzja. Myślę, że taki element dobrze działa w dzisiejszym kontekście, bo większość czytelników od razu wie, o co chodzi. Ja po prostu, nieco irracjonalnie, myślę też o tym, jak (dajmy na to) moje teksty będą wyglądać za 40 lat, dlatego unikam tego typu odniesień, na wypadek, gdyby miały stać się śmieszne. Takie tam wtopeczki, że superprocesor był taktowany częstotliwością kilku megaherców etc.

Tak więc ja bym napisał coś w rodzaju: zainicjuj procedurę world_peace.

Szczerze mówiąc: dla mnie chaos. Poczekam na dłuższą wersję.

Nowa Fantastyka