- Opowiadanie: Marlow - Siódmy dzień

Siódmy dzień

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Siódmy dzień

Ewa

Poznawała godzinę po zapachu poranka, który wpadał do jej apartamentu przez zawsze otwarte drzwi balkonu. Przed szóstą dominował zimny i mokry bruk, potem, kiedy zroszony przez spryskiwacze Plac Świętego Piotra wysechł, pojawiał się czysty zapach granitowych kamieni, podobny do tego, który wydzielały starożytne rzeźby. Tej nocy nie spała. Dziś był ten dzień, w którym nie mogłaby zaspać.

 

Koniec

Komentarze

Przeczytałam opowiadanie. Kwalifikuje się do konkursu.

 

Uwagi:

 

Białą sutannę ubrała sama(+,) a jedna z 

Pijał tylko wodę(+,) a pewna gadatliwa

zaprowadź mnie do orchidei(+,) a potem

Przez otwarte okno pokoju, dobiegła ja woń

jeszcze jedną taką orchidee, proszę się nie przejmować(+,) Matko Święta. ← orchideę 

mniej śpi(+,) a więcej czasu spędza w łazience.

leżały kanapki(+,) a obok nich termos

– Twój mąż, to Piotr Słupnik?

Wcześniej Mafaldzie wydawało się, że modlących się ludzi jest znacznie mniej. Dopiero, kiedy rozejrzała się z bocianiego gniazda ascety, zobaczyła, że nowi wyznawcy jej męża tłumnie wylewają się z wąskich uliczek.

Siwy dziadek wstąpił na postument fontanny i łamiącym się głosem opowiadał, jak to Bóg otworzył Sklepienie Niebios, przez które wybrani i czyści święci dostali się do

– Nie, ojcze – odparła Mafalda, kryjąc twarz w dłoniach. Wyjechał wczoraj i nie zostawił adresu. ← zgubiłeś półpauzę

kiedy on(+,) Takemashi, miał cieszyć

że przez jakąś orchidee ← ę?

stała się oblegą, a purpurowe ← literówka. No tutaj jakoś postawiłeś przecinek przed a :P

przed milczącymi spojrzeniami milczących sióstr ← może jednak inne te spojrzenia?

który zniknął bez śladu, albo umarł.

zniszczy życie na ziemi ← Ziemi

Pomiędzy myśląSspaghetti z pomidorowym sosem a obrazami zagłady świata, przez głowę Prezydenta przebiegła myśl.

drobne punkciki światła: gwiazdy 

Siedemnaście razy pokonał drogę z ciężarówki przez krętą metalową klatkę schodową prowadzącą do malutkich drzwi będących wejściem do ogrodu bujnie zagarniającego ciepłe wnętrze starożytnej skorupy. ← wstaw tu jakieś przecinki

– A ty wierzysz?.

że ten czas w którym żyjemy to siódmy dzień. ← zabrakło przecinków

 

Opinia o fabule po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia :)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dzięki za Twój cenny czas. Wszystko poprawiłem. Nie mam dobrej wymówki – przecinki nie chodzą ze mną w parze; w mojej głowie pojawiały się myśli, kiedy pisałem – niestety stłumiły słabe ślady, jakie tam pozostały po zasadach interpunkcji ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

O nie, wcięło mi komentarz :(

No to jeszcze raz.

Bardzo ciekawa wizja. Postaci warte zapamiętania, mnie najbardziej zaintrygowała papieżyca. Bardzo doceniam przedstawienie jej świata poprzez zapachy, wyszło Ci to naprawdę bardzo zgrabnie i nadało opowiadaniu klimat już od pierwszej części. 

Właśnie, klimat. Uważam, że to bardzo mocna strona Twojego tekstu. Z jednej strony dzieją się rzeczy straszne – pęknięcie nieba, z drugiej – papieżyca czeka, aż zakwitnie jej orchidea. Mimo kontrastu, wydaje mi się to bardzo spójne i jakieś takie… melancholijne(?).

Później, im bardziej zagłębiamy się w tekst, tym jest ciekawiej, ale właśnie ta melancholijność nie opuszcza czytelnika. Przynajmniej mnie. A to, w połączeniu z treścią, daje bardzo ciekawy efekt.

Klikam bibliotekę. :)

 

 

Dzięki, Rossa.

 

Melancholia to jest to – sam się zastanawiałem i myślę, że ten tekst jest o melancholii. Różne ważne rzeczy się dzieją na świecie, a przecież każdy ma swoje ważne rzeczy – tu orchidea, tam makaron z sosem.

Cieszę się, że przeczytałaś, że się podobało. Jest taki rodzaj przyjemnej melancholii, którą Takemashi nazwałby aware. 

Dzięki wielkie.

 

Pozdrawiam,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Przeczytałem i o ile do samego wykonania nie mam zastrzeżeń (niech lepsi ode mnie znajdą błędy, mi się czytało przyjemnie), o tyle mam problem ze zrozumieniem wymowy utworu. Tworzysz fajny klimat, świat zaś jest bardziej alegoryczny niż rzeczywisty (głównie przez to całe rozdarcie nieba), bohaterowie z tych wyraźniejszych.

Jednak po przeczytaniu nurtuje mnie pytanie – po co? Co jest tematem tekstu? Pokazanie pojedynku republika-teokracja? Jeśli tak, to wyszło płasko. Śledzenie losu ludzi podczas potencjalnego końca świata? Trochę wtedy za mało ukazania tła: reakcji tłumów, państw. A może krytyka pewnych instytucji czy zachowań?

Generalnie czułem, że oglądam niezłe opakowanie, ale zabrakło mi wskazania, jaką treść mam zapamiętać po przeczytaniu. Bo historii na dzień przed apokalipsą (z wysyłaniem przyszłych pokoleń w kosmos i innymi tego typu elementami) już trochę widziałem ;) Możliwe, że to raczej historia dla samego opowiedzenia historii, a ja za bardzo szukam czegoś głębszego – nie jest to absolutnie nic złego (to opowiadanie dla opowiadania), po prostu po stężeniu alegoryczności spodziewałem się jakiegoś tematu ;)

W każdym razie klik za ten koncert fajerwerków się należy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za Twój czas i klika! 

Nie wiem, Człowieku Znikąd. Myślę, że mojej osobowości bardzo odpowiada, jeśli zostało w Tobie pytanie: po co? Ja do tej pory nie rozumiem o co chodziło w Zimnej Wojnie, poza tym, że coś takiego miało miejsce. Ogólnie, to nie chciałbym, tworzyć wrażenia, że ktoś miałby coś zapamiętać.

Zupełnie się zgadzam, że to historia dla historii – ja nie posiadam jakichś ważkich odpowiedzi na zasadnicze pytania, dlatego staram się ich nie oferować. Coś w tym guście. Zabiłeś mi ćwieka ; D Wiem o co Ci chodzi i to jest moja porażka warsztatowa, że zakończyłeś czytanie bez odpowiedniego usatysfakcjonowania. Wciąż ćwiczę! ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Przed szóstą dominował zimny i mokry bruk, potem, kiedy zroszony przez spryskiwacze Plac Świętego Piotra wysechł[+,] pojawiał się czysty zapach granitowych kamieni, podobny do tego, który wydzielały starożytne rzeźby. Tej nocy nie spała. Dziś był ten dzień, w którym nie mogłaby zaspać.

– Później[+,] Takemashi, orchidea, którą mi dałeś[+,] dzisiaj zakwitnie.

Z przeklętego wyrzutka, stał się szarą eminencją Wiecznego Miasta, z szarej eminencji w jeden chwili, za sprawą przypadku bądź też boskiego planu, stał się eminencją bezsilną.

Jest drobny problem z przecinkami.

Poza tym bardzo fajne opowiadanie. Zobacz, ile rzeczy może się wydarzyć, gdy ludzie się nie rozumieją, nie rozmawiają ze sobą. Ciekawy pomysł z rozerwaniem kopuły i Piotrem Słupnikiem ;)

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki Anet, cieszę się, że Ci się podoba!

Dostawiłem przecinki, a resztę poprawię po wszystkim, żeby zachować zasady konkursu.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Symbole, przenosnie, klimat. Bardzo przyjemna lektura, a do tego porzadnie napisane. Ogolnie jestem bardzo zadowolona, mimo braku odpowiedzi na postawione pytania, po prostu bardzo dobrze mi sie czytalo. Kliczek i powodzenia w konkursie :)

Dzięki, Katiu, za czytanie, klikanie, czas. Bardzo się cieszę, że się dobrze czytało, bo mi w zasadzie o to najbardziej chodzi ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Bardzo to efektowne, aczkolwiek zakończenie całości nieco rozczarowuje. Może ten świat jest materiałem na powieść, a w opowiadaniu chciałeś pomieścić za dużo wątków (troszkę mi się ono w lekturze rozpadło na kilka historii, które mogłyby być dłuższe i bardziej szczegółowe)? Nie wiem. Podobnie jak komuś z przedpiśców najbardziej podobały mi się pierwsze kawałki, te rzymskie czy watykańskie (a nie lubię clerical fiction itepe), doskonała kreacja papieżycy – i miałam nadzieję, że o niej będzie znacznie więcej!

 

Właściwie jedyne zdanie, które mi zgrzytnęło z przedstawionym światem to “Na jedną chwilę zmieniła się w Dzwonnika z Notre Dame.”, bo ją sobie wyobraziłam jako Quasimoda i ogólnie mnie to jakoś wybiło z lekturowego rytmu. Z niezbyt dobrym połączeniem nie będę wypisywać drobiazgów interpunkcyjno-stylistycznych, bo ryzykuję, że mi zeżre komentarz.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki Drakaino. No tak sobie pomyślałem, że byłaby z tego powieść. Mistyka zakończeń, to dla mnie wciąż coś, czego nijak nie łapię, ale się uczę. To chyba jest główny problem tekstu, że nie udało się zbudować znaczącego zakończenia – zwracał na to również uwagę NWM.

Mafalda trochę miała być, jak Quasimodo, tylko odwrócony – tak ją widziałem, kiedy się uczepiła tej liny i ją pociągała, a potem wdrapywała się na kolumnę.

Cieszę się, że papieżyca się podobała. Jeszcze coś o nich wszystkich napiszę w swoim czasie ; D Ja na przykład lubię takie rwane historie, kiedy coś można pokazać z wielu różnych punktów widzenia.

 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Ja na przy­kład lubię takie rwane hi­sto­rie, kiedy coś można po­ka­zać z wielu róż­nych punk­tów wi­dze­nia.

Ja w sumie też, ale chyba po prostu jest tak, że jak się je samemu pisze, to człowiek jakoś tam wie, co jest w tle, niedopowiedziane, a czytelnicy niekoniecznie ;) Ale znacznie bardziej od nawet irytujących niedopowiedzeń i otwartych zakończeń nie lubię łopatologii i infodumpu…

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Opowiadanie przeczytałem już dość dawno, ale… nie wiem, jak skomentować.

Bo tak – styl elegancki. Początkowe sceny ze ślepą papieżycą, posługującą się tylko zmysłami dotyku i węchu – klękajcie, narody (że zacytuję klasyczkę). Ale potem było już, wg mnie, coraz gorzej. Aż do finału, po którym zostałem z pytaniem – o co tu właściwie chodziło?

Babolków parę się znalazło:

– “Stopą próbował odkryć” – próbowała;

– “proste i wyszukane perfumy” – to proste czy wyszukane? bo to się kłoci, jak dla mnie;

– “młoda dzierlatka” – masło maślane;

– “a fanatyczne brukowce”;

– “stała się oblegą” – obelgą;

– “dzieli ich półgłosy” – na pewno półgłosy?;

– “Tłum dzierżył transparent” – JEDEN transparent?;

– “Oczyszczenie pamięć” – pamięci;

– “myślą o Spaghetti” – spaghetti;

– “od szóstej do osiemnastej jedna strona planety będzie oświetlona, druga ukryta w ciemności” – a według jakiego czasu ;)?;

– “najlepszą i jedną możliwością” – jedyną.

 

Nawet mi się podobało, ale zapewne spodobałoby się jeszcze bardziej, gdybym zrozumiał.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dzięki Staruchu, ale literówek znalazłeś! 

wyszukany «niezwykły, oryginalny i wykwintny» (słownik, PWN); jak dla mnie wyszukane może być proste ; D 

dzierlatka, racja.

 półgłosem «przyciszonym głosem» (słownik, PWN); “półgłos modlitewnych zaśpiewów” (ten sam słownik)

transparenty oczywiście – literówka

 

Umknęło Ci, że póki sztuczna atmosfera działa, nie ma cyklu dzień/noc; koncepcja stref czasowych jest dla tych ludzi obca ; D Nie mogę wytłumaczyć, bo musiałoby to być opowiadanie do opowiadania, które tłumaczy to pierwsze. Gdyby sens można było zamknąć w jednym zdaniu, to po co pisać całe opowiadanie? Ja nie bardzo lubię takie tekst z tezą, ale rozumiem, że zakończenie nie dostarczyło odpowiedniej satysfakcji, dlatego pojawiają się takie pytania. Trzeba ćwiczyć! ; D

 

Mi zawsze chodzi o to, żeby się podobało – raczej nie bronię jakichś poglądów przez pisanie; to jest dobre, to złe; żyjcie tak, a unikajcie tego; świat schodzi na psy; kiedyś było lepiej; zbrodnia prowadzi do kary; ludzie mnie interesują ze wszystkimi dziwactwami i całą pełnią irracjonalności ; D

 

Kurde, Ewa, zasłuży sobie na kolejne opowiadanie ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Opowiadanie nastrojem stoi. Ale mam wrażenie, że odbyło się to kosztem pokazania świata (skąd właściwie wzięło się to rozdarcie? Co to za tajemnicza osłona? Dlaczego wybrano kobietę na papieża?) i zależności między poszczególnymi częściami. Świetnie odsłaniasz ułomność Ewy, pracowicie budujesz postać, a potem okazuje się, że ona praktycznie znika z tekstu. Część z żoną słupnika wydaje się bardzo słabo powiązana z resztą. Tak, wiem, że ta kobieta pojawia się potem w końcówce jako autorka, ale… nie wplata się życiorysu dziennikarzy do podręczników historii.

Śledziłam treść z zainteresowaniem, starałam się połączyć różne wątki, ale w końcu zostało mi w rękach zbyt wiele luźnych nici, żebym była w pełni usatysfakcjonowana.

Bohaterów budujesz bardzo starannie. To mocna strona tekstu.

Legenda mocną stroną nie jest. Pojawia się, w różnych odmianach, ale trochę miałam wrażenie, że wrzucasz różne kawałki różnych legend do jednego gara.

Wykonanie nie rzuca na kolana. Trafiają się różne błędy, ale najbardziej raziło mnie uporczywe ubieranie ubrań.

Białą sutannę ubrała sama, a jedna z milczących sióstr,

Nie ubiera się ubrań.

Babska logika rządzi!

Finklu, teraz jest moda na regionalizmy, a Ty twardo z tym ubieraniem ; D

Ubieranie butów, ubieranie kurtki, ubieranie czapki jest tak zrośnięte ze mną, że nawet tego nie zauważam ; D Ale masz oczywiście rację, to błąd formalny. Nie będę jednak wkładał kurtki, bo u mnie wszyscy ubierają.

 

Spróbuję to wyjaśnić, najkrócej jak umiem, dla Starucha i dla Ciebie – chociaż to gwałt na opowieści:

Odpowiedzi na te pytania są nieistotne dla fabuły – moim zdaniem. Legenda w tym tekście ma znaczenie opowieści, na której spełnienie się czeka. Czekają na koniec świata, Adam czeka na Sain-Antona, Mafalda czeka na swojego męża i prowadzi swoją grę z Battistą, Takemashi czeka na swój domek, Ewa na swój ostatecznie piękny zapach, Prezydent musi zająć się tą większą legendą ale w międzyczasie snuje swoją itd, fanatycy z Palazzo Navona, czekają, aż pójdą do nieba, Saint-Anton czeka, aż dzieło Boga będzie dokończone itd. Dlatego to Siódmy Dzień. Świat zostawiony ludziom, którzy czekają, aż coś się zdarzy, bo świat według nich jest ewidentnie niedokończony ; D

Każdy ma swoją legendę, a obok dzieje się większa, wspólna. Teraz mi zwróciłaś uwagę, że nie zaznaczyłem w tekście, że tak zinterpretowałem konkursowe hasło. Zakończenie jest takie: wysyłają nowych ludzi na nową planetę, tworzą świat od nowa… a tam, legenda! ; D

 

Teraz mam wrażenie, że powinienem to był uszyć grubymi nićmi i by było w porządku ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Tak, i zamierzam się trzymać nieubierania ubrań. Uważaj, jak tu wparuje Reg, to każe Ci klęczeć na grochu. ;-)

Dzięki za wyjaśnienia. OK, jest jakiś wspólny motyw. Ale… Hmmm. Każdy na coś czeka. Naz czeka na skończenie i obronę doktoratu, uczniowie i studenci na wakacje, pracujący na urlop i emeryturę…

A ja lubię rozumieć, jak działa świat. Czy to mój, czy to opowieściowy. W Twoim tekście trochę mi tej wiedzy brakowało. No, ale to indywidualna sprawa. Wielu ludziom wystarcza nastrój.

Babska logika rządzi!

Obrona doktoratu to taka sama legenda, w moim znaczeniu, jak każda ; D ludzie bronią doktoratu, a potem dostają depresji, bo się okazuje, że mimo wszystko, nic specjalnego w tym nie ma; sama ta wiara, że w przyszłości jest coś bardzo znaczącego, to sedno legendy, moim zdaniem ; D coś takiego mi towarzyszyło przy pisaniu ; D ja znowu stronię od zbytniego rozumienia – masz rację, kwestie temperamentalne ; D

 

haha – linijką po łapach ; D Właśnie z bojaźnią i drżeniem czekam na reg ; D 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Marlow, oto nadszedł kres Twego oczekiwania. ;)

 

Mam wrażenie, że Siódmy dzień jest w jakiś sposób spójny, mimo że podzielony na części, traktujące o różnych postaciach. Czytając, cały czas miałam nadzieję, iż owe części jakoś się w końcu połączą, a cała opowieść podwiążą się w logiczną całość, ale tak się nie stało i skończywszy lekturę pozostałam z nieco rozwartym otworem gębowym i pytaniem – o co tu chodzi?

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

– Ta­ke­ma­shi, za­pro­wadź mnie do or­chi­dei, a potem pójdę, gdzie ze­chcesz. –> Raczej: …a potem pójdę, dokąd ze­chcesz.

 

– Wasza Świą­to­bli­wość musi prze­ko­nać go, że to nie praw­da. –> – Wasza Świą­to­bli­wość musi prze­ko­nać go, że to niepraw­da.

 

– Wasza Świą­to­bli­wość – usły­sza­ła głos ogrod­ni­ka. – Or­chi­dea już prze­kwi­tła. –> – Wasza Świą­to­bli­wość.Usły­sza­ła głos ogrod­ni­ka. – Or­chi­dea już prze­kwi­tła.

 

Jako to? –> Chyba miało być: Jak to?

 

– … in umbra mor­tis. –> Zbędna spacja po wielokropku.

 

– Pan za­brał wielu swo­ich świę­tych wielu… –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Ubrał ce­re­mo­nial­ne szaty kar­dy­nal­skie… –> W co ubrał szaty???

Szaty to ubranie – można je włożyć, założyć, przywdziać, odziać się w nie, ubrać się w nie, a nawet wystroić, ale nigdy, przenigdy, nie można ubrać się szat, tak jak nie można ubrać ubrań!!!

Za ubieranie ubrań grozi sroga kara – trzy godziny klęczenia na grochu, w kącie, z twarzą zwróconą do ściany i z rękami w górze!

 

szaty kar­dy­nal­skie, które trzy­mał w sza­fie obok drzwi i wy­gła­dził fałdy dłu­giej togi. –> Obawiam się, że kardynał nie nosi togi. Kardynał może nosić sutannę.

 

Potem sta­nął w kącie po­ko­ju i stwier­dził, że brą­zo­wy dywan źle kom­po­nu­je się z pur­pu­rą. Zwi­nął ma­ka­tę w rulon i uło­żył na fo­te­lach. –> Dywan i makata to dwie różne rzeczy.

Proponuję w drugim zdaniu: Zwi­nął kobierzec w rulon i uło­żył na fo­te­lach.

 

Gdy­bym nie zo­sta­wił Haiku w gór­skiej chat­ce… –> Dlaczego wielka litera?

 

Ge­ne­rał za­czął mówił gło­śniej:

… – pro­po­nu­ję wy­słać w stro­nę Rzymu ra­kie­tę z ła­dun­kiem ją­dro­wym. –> Winno być:

Ge­ne­rał za­czął mówił gło­śniej:

– …pro­po­nu­ję wy­słać w stro­nę Rzymu ra­kie­tę z ła­dun­kiem ją­dro­wym.

 

na pewno nie omi­nął­by Da­wi­da Mi­cha­ła Anio­ła… –> Dla większej czytelności proponuje: …na pewno nie omi­nął­by Da­wi­da Mi­cha­ła Anio­ła…

 

Do Sali kon­fe­ren­cyj­nej wpa­ro­wał pod­po­rucz­nik i za­sa­lu­to­wał. –> Dlaczego wielka litera?

 

– Na­tych­miast wyślę od­dzia­ły w oko­li­ce Ge­ne­wy– po­wie­dział ge­ne­rał. –> Brak spacji po wypowiedzi.

 

Sa­int-An­to­ne wpa­try­wał się w roz­sze­rzo­ne nie­bie­skie źre­ni­ce dłu­żej niż po­wi­nien. –> Niebieskie mogą być tęczówki; źrenice są czarne.

 

za­py­tał chło­piec, mla­snął i za­padł w po­przed­ni sen. –> Jak można zapaść w poprzedni sen?

Proponuję: …zapytał chłopiec, mlasnął i ponownie zapadł w sen

 

za­rzu­cił nogę na nogę i wy­ło­żył się w fo­te­lu. –> Co ro znaczy wyłożyć się w fotelu?

 

Dzie­ci miały być czymś w ro­dza­ju no­we­go Adama… –> A kto miałby być Ewą?

 

Po­wi­ta­li się na zdaw­ko­wym wię­zien­nym spo­so­bem… –> Zbędny grzybek w barszczyku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nareszcie, Reg, dopiero teraz poczułem, że wrzuciłem to opowiadania na portal ; D Dzięki Ci za Twój czas i uwagi.

 

capa magna – toga kardynalska; tych strojów jest tyle, że można się pogubić.

Z kobiercem masz całkowitą rację. Z całą resztą również się zupełnie zgadzam. Ej, rzeczywiście nie zauważyłem tego: ubrać się szat! Dotarło do mnie.

A teraz idę klęczeć na grochu z uniesionymi rękami. Poproszę kogoś, żeby mi wertował Poetykę Arystotelesa. Po całym feedbacku, za który jestem wdzięczny wszystkim komentującym, stwierdzam: czas nauczyć się pisania fabuł! ; D Trzy godziny, więc po Poetyce, będę czytał słownik ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Niezmiernie się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. ;D

 

capa magna – toga kar­dy­nal­ska; tych stro­jów jest tyle, że można się po­gu­bić.

Capa magna, powiadasz… Obawiam się, że tego stroju nie nazwałabym togą. https://pl.wikipedia.org/wiki/Cappa_magna

Wiedzę o strojach kardynalskich, jako że nie miałam żadnej, nabyłam tutaj: https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/inne/kard_pompony_31031969.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pamiętam z jakiegoś muzeum, że to przetłumaczono jako "toga", kapa ma inne, bardziej oczywiste znaczenie i tego chcialem uniknąć. Ale myślę, że mogę się z Tobą zgodzić, i po konkursie zmienić na bardziej oczywistą formę. Toga kardynalska – tłumaczę z angielskiego za Giustiniani (1843). Taki obrazek widnieje w tej księdze (drugi od lewej). Capa magna, zamiast "toga" zaczęto używać, kiedy zabrakło chłopców (: D). Purpurowy strój, używany podczas sprawowania funkcji publicznych. Obiecany obrazek: http://www.araldicavaticana.com/cardinali_varia.htm Wspomniany autor mówi o czymś takim, jako o todze kardynalskiej. Wybacz chaos, pisałem z telefonu ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Dałabym capa magna kursywą zamiast toga czy sutanna, jest zrozumiałe, a dodaje kolorytu.

 

Podpisom w muzeach nie należy ufać ;) zwłaszcza tłumaczeniom ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pod latarnią najciemniej. Dzięki Drakaina ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

W kwestii podpisów w muzeach: zbierałam materiały do doktoratu i miałam parę rzeczy sfotografowanych w różnych muzeach z podpisami, które wskazywały na materiał do katalogu, ale na moje oko nie bardzo pasowały. No więc pytałam kustoszy i dostawałam odpowiedzi mniej więcej takie: no tak, tak to podpisaliśmy, bo tak jest atrakcyjniej dla zwiedzających, ale niech się pani tym nie przejmuje :/

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Otóż to, "historia to uzgodniony zestaw kłamstw" – w tym wypadku uzgodniony z oczekiwaniem rynku bądź wyobrażeniem o takim oczekiwaniu ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Capa magna, zamiast "toga" zaczęto używać, kiedy zabrakło chłopców (:

No i teraz dręczy mnie pytanie, co sprawiło, że brakło chłopców…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W “Seksmisji” to załatwiono bombą M. ;-)

Babska logika rządzi!

Bomba M i kardynałowie – zaiste, mieszanka wybuchowa. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hah – Seksmisja jest na topie, jak widzę – druga młodość ; D Reg – sprawa przyziemna; książka cytowana twierdzi ze rodzice zorientowali się, że nie chodzi tylko o noszenie szat kardynała, ale być może nawet o ich zdejmowanie ; D autor jest wybitnie antypapieski, wiec nie wiem, na ile mu można wierzyć ; D ponoć Pius XII zlikwidował stanowisko tego chłopca ; D Z egoistycznych względów jestem przeciwnikiem bomby M ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Szczerze wyznam, Marlow, że ten powód braku chłopców i mnie przyszedł do głowy. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak sobie zajrzałam do opowiadania i widziałam dwukrotne użycie: 

– Coś tam coś tam – usłyszał w odpowiedzi.

 

Jeden poradnik zaleca traktowanie tego jako

Usłyszał w odpowiedzi:

– Coś tam coś tam.

 

Szanowny naczelny z Fantazmatów rzecze

– Coś tam coś tam. – Usłyszał w odpowiedzi.

 

Zapis – Coś tam coś tam – usłyszał w odpowiedzi ← jest jednak imo dość częsty. No i teoretycznie nawiązujący do trwającej podczas wypowiedzi czynności gębowej. Ale opinie są różne. Nie chcę robić znowu burzy i miliona postów pod tematem konkursowym, dlatego tak tutaj rzuciłam, mam nadzieję, że się nie pogniewasz, Marlow ;) Nurtuje mnie to po prostu.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Naz, ja bym to traktowała jako czynność gębową. Dlatego, że samo w sobie “Usłyszał (w odpowiedzi/ zza zamkniętych drzwi/ itp.)” jako zdanie jest bez sensu. Tak samo jak bez sensu (w większości przypadków) byłoby zdanie “Spytał” czy “Powiedział”.

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie ta poradnikowa wersja najlepsza, a ta z “– usłyszał…” absolutnie sensowna. Fantazmatowa jakoś mi nie leży z tym czasownikiem z wielkiej litery na pierwszym miejscu i z podmiotem domyślnym.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dotarłem w końcu do Twojej historii (po przesunięciu terminu głosowania przez Naz mogę sobie spokojnie to rozłożyć nie zarywając pracy) i jestem zdziwiony komentarzami. Przecież wszystko jest jasne i nie wiem czego tu można było nie zrozumieć. Faktycznie najlepsze fragmenty początkowe z Ewą, potem pojechałeś z atakami. Ale sprawcy rozdarcia się ujawniają tym bardziej że są aresztowani i “legendarni” na innej planecie. Tylko czemu ambasador się ciskał jak schwytali sprawców, no może przesunięcie czasowe. Dylematy Takemashiego też niezłe – ​popełnić seppuku będąc chrześcijaninem i to kardynałem – ​można to było nawet bardziej rozbudować. A i widzę że w Twojej wizji imię Hans czy Klaus musi budzić zdziwienie u “rodowitych” Niemców ;) Takie smaczki ;)

Zauważyłem niepokojącą tendencję w gronie komentatorów. Jedni przed drugimi starali się przeczytać jak najszybciej, jak najwięcej, wyłapać baboli i zjechać skomentować przed innymi. Zabrakło relaksu i przyjemności z delektowania się wizjami światów, wyłapywania niuansów, itp. A potem dziwić się że “​nie zrozumiałem/-am, a biedny twórca zastanawia się czemu nie napisał DUŻYMI LITERAMI WYKŁADAJĄC CZARO NA BIAŁYM. 

Pozdrawiam ;)))

Enderku – zdaje się, że pijesz m.in. do mnie, ale jesteś niesprawiedliwy w swych ocenach. Ani to nie były wyścigi, ani łapanka baboli. Przyjemność z czytania była raz większa, a raz mniejsza.

To że jesteś takim koneserem i wyłapywaczem niuansów – świadczy o Twej nieprzeciętnej erudycji i inteligencji. Nie wszyscy są tak bystrzy jak Ty, co chyba rozumiesz.

Toteż takie uogólniające stwierdzenia, pisane wyłącznie z TWOJEGO punktu widzenia, uważam za krzywdzące i niesprawiedliwe.

Howgh!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Uderz w stół … ;)))

​Nie Staruchu, bez przesady i nie smal mi tu. I tak Twoje opowiadanko jest u mnie w czołówce. Ale naprawdę mimo nieporadności piszących (szlag, nie wiem czy komuś kto nic nie napisał i nie napisze wypada tak krytykować innych), większych lub mniejszych błędów, u każdego można wyłapać pomysł, wizję, takie właśnie drobne niuanse, a już szczególnie u początkujących. Dla nich mała zachęta dużo znaczy – tak mi się wydaje ;)

Mi też nie wszystkie teksty podchodzą, ale jak już bardzo mi coś nie pasuje to albo toczę bój, albo wolę nie komentować ;)))

A, faktem jest że na koniec terminu wpadło dużo prac, co dla niektórych się źle skończyło, ale warunki konkursowe były jasno określone. 

No tak, w sumie nie odpowiedziałem. Nie zarzucam wszystkim czytelnikom i komentatorom niezrozumienia i czepialstwa, ale właśnie erudytom i osobom brylującym na “​salonach” ;)))

Pozdrawiam ;)

 

Twój świat przedstawiony bardzo mnie zainteresował i było w tym wszystkim coś surrealistycznego, co mi przypasowało. Lekki styl zdecydowanie pomógł lekturze. Końcówka rozbawiła mnie. Ciekawe co by z tego było, gdyby było dłuższe. Miałbyś miejsce jeszcze bardziej rozbuchać tę wizję. 

I coś, co nie zawsze może się podobać – podajesz informacje małymi porcjami (świat bez dnia i nocy). Wyłapywałam te smaczki, ale pewnie nie wszystkie. Mi to pasuje, więc jestem zadowoloną czytelniczką. 

Dobra, Marlow, czas się do czegoś przyznać. Twoje opowiadanie wpadło mi w oko 5. maja o 23:45. Za późno, żeby przeczytać przed północą. Gdyby się to stało jakieś pół godziny wcześniej, prawdopodobnie mógłbyś teraz czekać na piórkowy werdykt Loży. Choć z drugiej strony, skoro nikt inny nie nominował, to pewnie byłby to werdykt negatywny. Ale tego nigdy się nie dowiemy.

Pierwsze dwa rozdziały zdecydowanie piórkowe. Ten papieski przywodził na myśl „Złotą Galerę” Dukaja i „Kantyczkę dla Leibowitza” (celowo użyłeś w tekście słowa „kantyk”?). Drugi, w moim odczuciu jeszcze lepszy, w bardzo marquezowym klimacie. Trzeci słabszy, bo próbujący podsumować wszystko co wiemy, w momencie, gdy czytelnik jeszcze wie za mało. Zabrakło mi wcześniej jeszcze jednego rozdziału, z perspektywy któregoś z uprowadzonych dzieci lub tego ojca-malarza. Czwarty, prezydencki – całkiem dobry. Piąty – niestety najsłabszy, na szybko wyjaśniający wszystkie zagadki, z dwójką, jak się okazuje, najważniejszych bohaterów, wprowadzonych bez (Noah) lub tylko z minimalnym (Saint-Anton) wyprzedzeniem.

Ale nawet pomimo tego słabszego zakończenia, Twoje opowiadanie długimi fragmentami to potężna wizja, swobodny odlot w te rejony, których szukam w literaturze. Dziękuję.

Świat, to Ci rzeczywiście wyszedł ciekawy. :)

Początek zdecydowanie lepszy niż reszta, ale i tak czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem. Niby wszystko ładnie się splata, ale w końcówce poczułam niedosyt.

Znalazłam jeszcze coś:

Przez otwarte okno pokoju dobiegła ja woń…

literówka.

Pan zabrał wielu swoich świętych wielu,

zbyt wielu tych wielu. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

O, ja to zawszę przegapię czas na dyskusje ; D

Naz, nie gniewam się, oczywiście. Pragmatycznie przyznam rację Jego Redaktorskiej Mości, bo ewidentnie władza w tej kwestii należy do niego ; D ja sam, zgadzam się z powszechnym użyciem. Linia obrony przed regułą: …-usłyszała głos(…). “Usłyszała” odnosi się do głosu, jest komentarzem do czynności gębowej, który by nie zaistniał, jeśli by takowej czynności nie było. Czynność gębowa była taka, że ją usłyszała. Decyzję o takich szczegółach pozostawiam gustom tych, którzy się lubują w decydowaniu o takich szczegółach ; D 

Enderku, cieszę się, że się podobało. Jeszcze się taki nie urodził…

Cieszę się ze wszystkich komentarzy, a im bardziej zajadłe, tym lepiej – można więcej wyciągnąć dla siebie ; D

Deirdriu – bardzo się cieszę. Metoda “smaczków” to zawsze ryzyko.

Coboldzie – słuchałem sobie “Cantique des degrès” Pärta, i to była moja inspiracja. Nawet napisałem kawałek ojca-malarza, ale nie pasował mi, właśnie dlatego, że czytelnik miałby za dużo informacji. Noah jest zapowiedziany raz, tak jak Saint-Antone. Chciałem, żeby po tekście nie została refleksja “a więc to tak”, chaos i melancholia. “Kantyczka dla Leibowitza” – teraz wiem, czego nie mogłem sobie przypomnieć ; D dzięki Ci, bardzo się cieszę, że znalazłeś tutaj, czego szukałeś. Dla mnie odlot.

AQQ – tych literówek tu jest więcej niż poprawnych wyrazów ; D “Niedosyt”. Będę pracował nad końcówkami ; D dzięki!

 

Pozdrawiam,

Marlow

 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Pragmatycznie przyznam rację Jego Redaktorskiej Mości, bo ewidentnie władza w tej kwestii należy do niego ; D

A czytaliście link z dzisiejszego komentarza Jeroha pod którymś poradnikiem dialogowym?

Babska logika rządzi!

Finklu, właśnie przeczytałem. Ludzie z Wieży z Kości Słoniowej przemówili. Wszystko jasne. Czyli Jego Redaktorska Mość się mylił. Dość intuicyjne, nie jak z “ubieraniem” ; D

 

PS

I tak bym się nie wykłócał z JRM. Duża czy mała litera, sensu nie zmienia. Ale rozumiem, dbałość o szczegóły jest istotna ; D 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Nie zaczynaj dyskusji o intuicyjności ubierania. Bo pożałujesz… ;-)

Babska logika rządzi!

Jeszcze mnie bolą kolana od klęczenia na grochu ; D Nie żałuję! ; Duch ubierania rządzi, dopóki reg mnie nie dopadnie ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Ja, jak nikt nie patrzy, też ubieram ubrania.

Duch ubierania rządzi, dopóki reg mnie nie dopadnie ; D

Duch ubierania nich sobie rządzi do syta, np. wtedy, kiedy ubierasz choinkę, czyli tak mniej więcej raz do roku. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, strasznie jesteś restrykcyjna. ;-) Można przecież jeszcze ubrać lalkę, dziecko, manekin…

Babska logika rządzi!

Ja, jak nikt nie patrzy, też ubieram ubrania.

Coboldzie, i pewnie potem całe są przyozdobione cekinami, koralikami, kwiatkami, falbankami, że o broszach i innych błyskotkach nie wspomnę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Można przecież jeszcze ubrać lalkę, dziecko, manekin…

Finklo, można, ale trzeba je – lalkę, dziecko i manekin – mieć. A ja nie mam i mieć nie zamierzam. Zostaje więc choinka. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Można wypożyczyć. Rozejrzyj się po rodzinie, może ktoś z chęcią zostawi potomka pod opieką cioci Reg. ;-)

Babska logika rządzi!

Pewnie tego nie wiesz, Finklo, ale nikt kto mnie zna i pozostaje przy zdrowych zmysłach, nie zostawi swojego dziecka pod moją opieką. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, ja miałem takie wrażenie, szczególnie po klęczeniu na grochu, że jesteś zwolenniczką klasycznych metod radzenia sobie z dziećmi ; D Tak jest, przystrajam: przyczepiam bombki do paska, kutasy (hi hi) do połów płaszcza ; D

Przynajmniej poszłaś na drobny kompromis: raz do roku można! ; D Przez resztę roku, jak cobold, po kryjomu.

Finklu, Ty to jednak jesteś liberalna, tyle ubierania może człowiekowi zaszkodzić ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Eeee, człowiek to twarda bestia. Dużo zniesie, o ile ubieranie będzie prawidłowe. ;-)

Babska logika rządzi!

Reg, ja mia­łem takie wra­że­nie, szcze­gól­nie po klę­cze­niu na gro­chu, że je­steś zwo­len­nicz­ką kla­sycz­nych metod ra­dze­nia sobie z dzieć­mi ; D

Mylisz się, ja sobie z dziećmi w ogóle nie radzę, dlatego unikam ich jak ognia.

 

Tak jest, przy­stra­jam: przy­cze­piam bomb­ki do paska, ku­ta­sy (hi hi) do połów płasz­cza ; D

Przypuszczam też, że jesteś też człowiekiem rozrywkowym i granaty masz zawsze pod ręką. A jeśli już musisz zadać szyku kilkoma kutasami, czy innymi frędzlami, to błagam: przypinaj je do pół płaszcza, nie połów. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Słodki twórco gramatyki! ; D Ja myślałem, że to jest jak z króli/królów; znaczy, że wolno, jak się chce ; D stosuję pociski półpłaszczowe dyndające u pół płaszcza ; D dobrze reg, że Ty wiesz, jak to wszystko poprawnie napisać, bo inaczej bym miał tutaj masakrę z tymi “półami” i innymi ; D

Damy radę, Finklu ! ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

…stosuję pociski półpłaszczowe dyndające u pół płaszcza ; D

A nie uważasz, że płaszcz prezentowałyby się ciekawiej, gdyby rzeczone pociski potrafiły dyndać w górę? ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Potrafią, jak się je odpali ! ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

O! Odpalone pewnie nawet ogniem mogą plunąć! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I rzeczywiście, dwa pierwsze rozdziały obiecywały wysmakowany, przemyślany i dosyć oryginalny kawałek prozy, chociaż w drugim, pod koniec, wydarzenia zaczęły się dziać nieco zbyt szybko, a scena, w której Mafalda odbyła niespodziewany stosunek na szczycie bocianiego gniazda, zupełnie zbiła mnie z tropu. Kolejne rozdziały, nadal wprawnie napisane, może mniej smakowicie i stylowo niż rozdział pierwszy, ale trzymające dobry poziom, wprowadzały w warstwie fabularnej pewien chaos. Jakby zbyt wiele koncepcji literackich, wizji, pomysłów wrzucono do jednego garnka.

Mnie również spodobał się sposób, w jaki stworzyłeś grupę postaci, na czele z papieżycą. I mnie również zaskoczyło to, że te postaci pojawiły się tylko po to, by odegrać nieco oderwaną od głównej osi akcji rolę. Albo całkiem zniknąć. I mnie również końcowe fragmenty wydały się słabsze. Zniknął gdzieś ten ciekawy klimat z początku tekstu, przeminęło dalekie echo wspomnianej "Kantyczki…", rozmyła się też intrygująca wizja – świat po katastrofie, w którym konieczne było stworzenie sztucznej atmosfery/osłony i na którego nowej mapie geopolitycznej specyficzne miejsce zajął Kościół katolicki.

Jeśli dobrze zrozumiałem, ostatni rozdział był retrospekcją – odpalenie jaja w kosmos spowodowało rozdarcie Sklepienia Niebios?

Podsumowując. Dobre opowiadanie, ale literacko nierówne – od naprawdę bardzo dobrych fragmentów do momentów słabszych, fabularnie intrygujące pomysłem i światem przedstawionym, ale trochę niespójne kompozycyjnie i konstrukcyjnie.

 

W kilku miejscach coś mi wyraźnie zazgrzytało w warstwie językowej. Brakuje sporo przecinków. Zdarzyły się też jakieś usterki techniczne. Poniżej zdanie bez przecinków, z literówką i jakimś dziwnym czymś ;) :

 

Powszechny szacunek jakim się cieszył prysnął, a w fanatyczne brukowce nazywały go „Antychrystem”, pozycja Sekretarza Stanu Stolicy Apostolskiej stała się oblegą, a purpurowe szaty księcia Kościoła zdawały się prorokować, że spokojna starość zmieni się w krwawą łaźnię.

A także zdania-koszmarki pnące się wyżej i wyżej, jak dziecięca wieża z klocków do samego sufitu:

 

Taka sama, jaką podarował papieżycy, a przez którą ona zbyła ambasadora, który publicznie oskarżył Watykan o spisek przeciwko ludzkości, co wywołało zamieszki na ulicach Rzymu, które on, Takemashi próbował załagodzić, prosząc Piotra Słupnika o przekonanie tłumu, by spokojnie czekał na rozwiązanie problemu, bo myślał, że to będzie dobre, a tymczasem okazało się najgorsze z możliwych i teraz, wyszło na to, że to on, Takemashi, maczał palce we wszystkim złym, bo Pan zabrał swoich świętych do nieba, a on, został na Ziemi przez swoje wielkie grzechy – teraz ujawnione.

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki, mrmarasie, za tak obszerny komentarz. Bardo się z niego cieszę. Myślę, że masz rację, że za dużo na raz, a z drugiej strony, myślę, że tak chciałem – chaos miał narastać i narósł, tyle, że nie na tyle niewprawnie warsztatowo go wprowadzałem, że mógł nie dać, tego, co chciałem dać. Na początku wszystko miało dawać wrażenie, że będzie sensownie, a na końcu miał być chaos; taką miałem koncepcję. Zgadzam się, że nie dość wyraźnie podciągnąłem wszystko pod ową “główną oś fabularną”, może stąd te “nierówności”.

Wprowadzenie do “czynu” Mafaldy stanowiły wydarzenia na placu i atmosfera – przynajmniej w moim zamyśle; może niedostatecznie zarysowałem jej pragnienia, może harlekiny i lustra, to za mało, żeby mieć o niej ogólne wrażenie.

Ostatni rozdział był retrospekcją – myślę teraz, że skorzystałby, gdybym go napisał w narracji pierwszoosobowej; a z drugiej strony, rozpoznałeś.

Starałem się napisać cały rozdział Takemashiego, jako: “dziecięcą wieżę z klocków”, więc się cieszę, że to tak odebrałeś. 

 

Wiem o tych wszystkich przecinkach, ale nic nie poprawiam, żeby każdy mógł zobaczyć, że nie ma interpunkcji, jak trzeba, i odjąć punkty w razie prowadzenia jakichś rankingów w celu rzetelnego głosowania ; D

 

Dzięki raz jeszcze, Tobie i wszystkim, którzy zechcieli komentować.

 

Pozdrawiam,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

 

To specyficzne opowiadanie, ciekawe, oryginalne. Enigmatyczne. Zaintrygowało mnie już pierwszą sceną. Miejscami prawdziwie smakowite literacko opisy czy sceny, wyraziste postaci. Widać pomysł(y), wyobraźnię, wyczucie języka, pewne własne koncepty. Podobał mi się motyw papieżycy i orchidei, która była dla niej tak ważna, że aż najważniejsza. Jest bardzo wyeksponowany zmysł powonienia we fragmentach tej postaci dotyczących, co akurat mi bardzo pasuje i co prawda w pierwszej chwili zastanawiałam się na wyrost, czy rzecz nie będzie traktować o osobie niewidomej, ale raczej nie świadczy to przerysowaniu elementu zapachowego, raczej o tym, że zbyt rzadko pamiętamy, by opisując, uruchamiać różne zmysły, nie tylko wzrok. Ciekawy pomysł dwóch interpretacji „rozdartego nieba” oraz zestawienie dwóch motywacji pokonywania drogi w górę: Kardynał Takemashi: „Pomyślał o tym, jak wysoko się wspiął. Z przeklętego wyrzutka, stał się szarą eminencją Wiecznego Miasta (…)”, natomiast Piotr Słupnik, który wspiął się na swoje bocianie gniazdo: „Wlazł tutaj, bo chciał być święty.”

Warsztatowo nic mi nie przeszkadzało. Chociaż nie, jest jedna rzecz. Miewasz nieco przydługie zdania czasami… Nie chcę tutaj tych zdań przytaczać, żeby nie sugerować, bo może to tylko moje odczucie (a nie jestem w stanie przejrzeć wszystkich komentarzy, bo trwałoby to jeszcze dłużej, niż czytanie konkursowych tekstów ;)))

Miałam niestety aż trzy podejścia do całości, bo za pierwszym, drugim razem w pewnym momencie się wyłączałam i nie starczało mi pary na doczytanie do końca, jakoś traciłam koncentrację, zainteresowanie. Nie wiem, z czego to wynikało, zwłaszcza, że kiedy w końcu przeczytałam całość, nie byłam zawiedziona. Może chodzi o to, że fabuła trochę meandruje, że ponieważ pomiędzy cząstkami tekstu, dotyczącymi poszczególnych postaci, nie ma naturalnych łączników, to trzeba w skupieniu samemu wszystko łączyć w spójną całość.

Te najładniejsze fragmenty jednak skutecznie zachęciły do zgłębienia całości i sprawiły, że cenię sobie ten tekst :)

 

 

 

Dziękuję za Twój czas, Blue_Ice. Łał, zauważyłaś, że Piotr Słupnik miał być delikatną paralelą dla Takemashiego – dlatego ich splotłem. Starałem się świadomie kontrolować długość zdań, ale możliwe, że tylko mi się wydawało.

Cieszę się, że nie byłaś zawiedziona.

Dziękuję raz jeszcze.

 

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Ciekawa wizja końca świata, końca, którego nie było i to chyba jest w nim najlepsze :-) 

Taka wizja technologiczno-metafizyczna, dwojaka, i cały tekst też balansuje na granicy allegorii, czy też nawet absurdu (choćby scena z prezydentem i doradcami). Ale balansuje udanie. 

O tym, że początek genialny w tym przedstawieniu świata za pomocą zapachów, dotyku i dźwięku, już wiesz! Później napięcie opada, ale nieznacznie, tekst ma w zasadzie spójny klimat. A przede wszystkim – własny, niepowtarzalny charakter. 

Kolejny bardzo dobry, konkursowy tekst i najlepiej napisany Twój tekst, jaki czytałem. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuję, thagorne, za Twój czas i zauważenie, że to koniec świata, którego nie było ; ) Cóż więcej mogę napisać, niż to, że cieszę się z Twojego komentarza.

 

Pozdrawiam, 

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Wykreowałeś fajny, specyficzny klimat, idealny pod taką treść. Lubię symbolikę, chociaż nie wiem, czy rozgryzłem ten tekst w pełni. Wydaje mi się, że nawet sobie poradziłem :) Miałem ciekawy pomysł i dobrze go wykorzystałeś, tekst czyta się bardzo przyjemnie, przede wszystkim dzięki poczuciu tajemniczości i ciągłym zastanawianiu się “w czym rzecz, o co tutaj chodzi?” Moim zdaniem sprostałeś zadaniu i napisałeś interesujące opowiadanie. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki Ci soku, cała zabawa z symboliką, moim zdaniem, właśnie na tym polega, że każdy może przyłożyć swój "aparat poznawczy" i rozgryzać. Moja przyjemność polega na tym, że Tobie czytało się przyjemnie. Pozdrawiam, Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Rozpocznę komentarz tekstem utworu „Fractured” Lunatic Soul, z którym skojarzył mi się „Siódmy dzień”: 

Through  your stormy waves

Through your crumbled walls

Through your broken sky

Through your fractured soul

 

Wykreowałeś futurystyczny świat, który jest następstwem naszego, ale nie dałeś wskazówek, jak i dlaczego zaszły owe zmiany. Pomimo, że naszą rzeczywistość nazywają starożytnością, to ich nie sprawia wrażenia szczególnie odmiennej. 

Opisałeś po prostu koniec świata. Zostawiłeś trochę kaleczących niedopowiedzeń, ale mniej więcej wiadomo o co chodzi. 

Jest to armagedon nawet oryginalny, trochę różni się od typowego filmowego. Ale przy tak krótkiej formie, nie do końca przekonuje. Nie czuć katastrofy, który zamienia ludzi w szaleńców. Scena zniknięcia Piotra Słupnika trochę przypomina finał „Pachnidła” Süskinda.

Tekst został napisany dobrze. Potrafisz wcielać się w różnorodnych bohaterów. Atutem opowiadania jest to, że historię poznajemy z kilku różnych perspektyw, a każda jest inna, ale zręcznie oddana. 

Spośród konkursowych prac, tę odkładam na półkę środkową. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dzięki, Pietrku. Nie chciałem, żeby była odmienna, ale rzeczywiście, być może te niedopowiedzenia "kaleczą" wszystko. Zasadniczą różnica między tymi światami jest interpretacja, która jest w nich możliwa. U nas taka, tam inna. Półka środkowa mi się podoba. Dziękuję raz jeszcze za Twój czas. Pozdrawiam, Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Gdybyś utrzymał poziom pierwszej części do końca, to chyba podałbym się do dymisji z powodu nienominowania… Napisałeś to tak, że czapki z głów, serio. Uważam, że ślepa papieżyca mogłaby stanowić podstawę do świetnego opowiadania. 

Dalej jest gorzej, to znaczy tylko bardzo dobrze ;) Choć pewnie nie dla wszystkich (jak widać po komentarzach).

Opowiedziałeś historię, przeskakując między bohaterami – co było ryzykowne i ambitne. Zazwyczaj nie lubię takiego zabiegu, bo autorom często nie wychodzi i odbieram to jako kombinowanie na siłę. Tutaj kombinowanie się opłaciło. Wątki splotły się w wystarczającym stopniu, wizja jest ciekawa, nieoczywista i zostawiająca pole do pogłówkowania. Jeśli do tego dorzucić świetny styl i elegancki klimat, można otrzymać tekst godny antologii. 

Jeśli miałbym na coś marudzić, to przede wszystkim na ten kontrast: początek jest zdecydowanie lepszy. Końcówka natomiast trochę burzy mistykę całego utworu, ale rozumiem, że czytelnik zasługuje na jakieś wyjaśnienia. Mam nadzieję, że w redakcji się to wyklepie. I jeszcze przydałoby się wyklepać to ostatnie zdanie w stylu “i tak właśnie został legendą” na coś mniej łopatologicznego. 

Jako ciekawostkę dorzucę, że zdanie-potworek wypunktowane przez Mr.Marasa mnie przypadło do gustu :D

Podsumowując: taką fantastykę chcę czytać. 

Dziękuję za rozbudowany komentarz. Po takim peanie, mogę tylko obiecać, że następnym razem będzie lepiej! ; D

Muszę przyznać, że ktoś taki, jak papieżyca nie przychodzi mi do głowy codziennie. Trzeba było ją usunąć, żeby pozostali bohaterowie zyskali na wymowie ; ) “Kill your darlings” – kiedy ja nie umiem ; )

 

Dziękuję raz jeszcze, za czas, i za dobre słowo.

 

Z wyrazami,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Nowa Fantastyka