- Opowiadanie: Ober - Ojciec golemów

Ojciec golemów

Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem spisanie dłuższej historii. Zbieram do niej materiały, buduję swoje uniwersum, dokształcam się w historii i mitach.

Poniższy tekst powstał jakieś pół roku temu, wrzuciłem go na swojego fb, aby znajomi ocenili. Teraz publikuję na forum, aby ocenili go też inni czytelnicy. Odbieram także forum jako świetne miejsce do zbierania krytyki, szlifowania warsztatu i prób przed większym wystepem. Mam nadzieję, że będzie to fragment większej całości, jednak muszę do tego jeszcze dojrzeć : )

Oceny

Ojciec golemów

Przygotowanie golema nie wydawało się trudne. Rzucanie zaklęć zazwyczaj wymagało sporo wyobraźni, doskonałej pamięci a nierzadko także wyjątkowych zdolności matematycznych i zmysłu do łamigłówek. Zresztą każda szkoła miała swoje procedury, które wymagały lat nauki i praktyki. Grendel tego nie umiał, jego fachem była alchemia życia, a właściwie zapożyczenie życia, jak sam to lubił nazywać.

Wracając do tematu, tworzenie golemów, w zasadzie było proste: spreparować odpowiedni materiał – ulepione czy wyrzeźbione ciało mające kształtem oddawać charakter "dawcy", do tego jego dusza wraz z odpowiednim paktem i proste zaklęcie ożywiające, które wszystko razem wiązało. To nie było jednak takie banalne, a tu trafnym będzie powiedzenie – diabeł tkwi w szczegółach. Zdobycie materiału oraz odprawienie nad nim ceremoniału, to w zasadzie była rutynowa robota. Tu twórca mógł pozwolić sobie na dużą swobodę artystyczną i własne interpretacje. Następnie był rytuał, który początkującym sprawiał wiele problemów a niejednego doprowadził nawet do śmierci. Jednak w przypadku Grendela, to była kosmetyka; powtarzał zaklęcie, wymyślał imiona (najczęściej pisał wspak imię dawcy duszy), wprowadzał zapis do tworu tak często, że robił to wręcz automatycznie. Potrafił odwalić rytuał parząc sobie kawę, czytając gazetę lub czyszcząc motor. Znaczenie gorzej z kształtem golema i "jaskółkami", czyli duszami zmarłych. Właściwie taki konstrukt mogła napędzać każda dusza: mała, duża, brzydka, zwierzęca, chora, nawka. Im dziwniejsza lub im świeższa, tym lepiej. Te od dzieci dzieci były bardzo przyjemne, idealne dla początkujących – łatwo podpisać z nimi pakt, pokierować je, nadać sens działania pod postacią golema, tylko są mniej użyteczne. Podobnie z szaleńcami i głupcami; im mniej dojrzały emocjonalnie, tym prostszy w kontrolowaniu. Ze zwierzętami ciut trudniej, bo były to dusze związane z żywiołami, chaotyczne w swym działaniu, co prawda stosunkowo proste do pozyskania, ale bardzo trudne w kontroli. Im bardziej świadoma, czysta dusza, należąca do istoty silnej i niezależnej, tym silniejszy był golem i bardziej wartościowy dla jego twórcy. Teraz jeszcze dobierz odpowiedni kształt do emocji takiej duszy. Jak wybierzesz źle, to golem przez wewnętrzne konflikty może nawet się rozpaść, a w najgłupszym przypadku – chodzić wspak. Druga sprawa to pewien problem natury życiowej, a właściwie – lepiej tu rzecz nazywać odwrotnie – natury martwej. Jeśli dusza była zabierana zaraz po śmierci i pieczętowana, to w swoisty sposób była odbierana Welesowi, władcy Nawii, czyli zaświatów. Grendel mawiał zawsze, że podkrada mu drobniaki. Niby nic wielkiego, bo przecież bogacz ma pod dostatkiem majątku. Kto by liczył grosze? Problem w tym, że bogacze kochają swój majątek, a najczęściej im więcej posiadają, tym stają się bardziej pazerni by mieć więcej. Weles nie miał żadnego umiaru, był wiecznie głodny, nieskończenie łasy na dusze. Za każdym razem Grendel mówił sobie, że mu Weles kiedyś wystawi rachunek, ale jeszcze nie dziś. Że Pan Śmierci się podzieli. Jeszcze raz mruknie niezadowolony i przeklnie pod nosem, a potem zapomni. Ukuje, ale nie zabije. W końcu to nie kradzież, on tylko te dusze pożyczał, a potem oddawał na świetliste polany Nawii. Może i sponiewierane, może i zgwałcone, przetrawione a na koniec wyplute, ale równanie się zgadzało. Tak więc na koniec, kiedy już golem otworzył oczy, a jego używana dusza nagle pojmowała co się stało, Grendel zawsze słyszał z oddali huk. I dalej było różnie: przypadkowo łamała mu się kość w palcu, coś próbowało wciągnąć go w cień, a czasem siadała na nim zjawa i po prostu dusił się aż do utraty przytomności. Rachunek dla Welesa, lichwiarz nie odpuszcza.

Reguły i prawa mają to do siebie, że można je obejść albo ograć. Sami wiecie, diabeł tkwi w szczegółach. Grendel unikał przykrych podatków dla zaświatów wchodząc w buty diabła. Duszę na golema można pozyskać nie tylko od zmarłych, ale także od istot, które same je oddadzą za życia. Desperat, któremu nada się sens dalszego bytu pod nową postacią? A może jakiś wierny szaleniec chcący poznać sekrety długowieczności? Limitem jest niebo. Piekło jest nielimitowane. (…)

Koniec

Komentarze

Fragmenty, szczególnie krótkie, ciężko się ocenia, więc nie odniosę się do fabuły ani bohaterów, ani też innych elementów tego typu. Mogę natomiast wyrazić swoje zdanie co do stylu. Według mnie jest w porządku, aczkolwiek czytanie odrobinę mnie nużyło. Za dużo nowych informacji. Człowiek może się pogubić. Aby zniwelować to odczucie dodałbym odrobinę akcji np. jakieś dialogi, albo rozbudowałbym rozpoczęty przez Ciebie wątek. Nawet jeśli dajesz jedynie fragmenty/ części swoich tekstów, to pamiętaj, że też powinny być ciekawe, a duże “bloki” opisów raczej powodują ziewanie, aniżeli ekscytację.

 

Co do ortografii i interpunkcji, to się nie wypowiadam, chociaż w niektórych miejscach brakowało mi przecinków.

 

Ogólnie – jest dobrze i mam nadzieję, że jeszcze przeczytamy Twoje kolejne (może nieco bardziej rozbudowane) prace :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Dziękuję bardzo! Rzucę jeszcze okiem na interpunkcję. Zamiast być na prawidłowym, to u mnie jest ona na bardzo intuicyjnym poziomie ;)

Ten tekst rzeczywiście może lekko męczyć, bo wyszła praktycznie ściana tekstu. Powstał pod wpływem jakiegoś szalonego impulsu i spisałem “jak leci” z głowy. Jeśli uda mi się zbudować całą historię, to będę musiał wykonać na nim trochę operacji.

Przemysławiony na wieki

To jest właściwie tylko infodump. O czym właściwie ma być ta dłuższa historia? Masz jakiś skonkretyzowany pomysł fabularny? Bo o golemach różnego rodzaju to jest już w literaturze sporo, więc same golemy na większy tekst nie wystarczą…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaina, dziękuję za komentarz. To prawda, opis jest trochę dumpowy, bez akcji i wyrwany z kontekstu może męczyć. Ogólny zarys fabuły mam, ale do tego miesza mi się masa wątków i próbuję powoli je łączyć. Walczę z tym, aby nie wrzucić za jednym razem do worka wszystkich pomysłów.

Przedstawiona postać ma być jednym z bohaterów, na razie bliżej mu do antagonisty.

Przemysławiony na wieki

Tworzenie golemów, w zasadzie było proste: spreparować odpowiedni materiał – ulepione czy wyrzeźbione ciało mające kształtem oddawać charakter "dawcy", do tego jego dusza wraz z odpowiednim paktem i proste zaklęcie ożywiające, które wszystko razem wiązało. To nie było jednak takie proste, a tu trafnym będzie powiedzenie – diabeł tkwi w szczegółach.

 Czyli tworzenie golemów było proste czy nie do końca? ;)

Problem w tym, że bogacze kochają swój majątek, a najczęściej im więcej posiadają, tym stają się bardziej pazerni by mieć więcej. Weles nie miał żadnego umiaru, był wiecznie głodny, nieskończenie pazerny na dusze.

W zasadzie chciałam skopiować tylko pierwsze zdanie, ale znalazłam powtórzenie. Niby wszystko w porządku, ale dla mnie to jakoś karkołomnie wygląda.

Znam tylko pięć liter ;)

Dziękuję bardzo, poprawiłem!

Przemysławiony na wieki

Nowa Fantastyka