- Opowiadanie: MPJ 78 - Przybyliśmy przelać waszą krew!

Przybyliśmy przelać waszą krew!

Pierwotnie to miało trafić na konkurs “Jestem legendą” tyle, że uznałem iż legenda nie może przegrywać  

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Przybyliśmy przelać waszą krew!

Nana Czykwida, pierwsza sekretarz floty zadaniowej „Krzewiciel Tolerancji” była dumna z dotychczasowych osiągnięć. Wykorzystując neutralność przeprowadziła swoje jednostki przez systemy Burgunów. Dotarła do obszaru imperium rozbijając eskadry trzeciego rodu w systemie 3259, traktując zajęty układ jako bazę wypadową. Niespełna w trzy tygodnie podbiła systemy 3257 oraz 3260, zdobywając w nich tysiące kopalni, plantacji, setki instalacji przetwórczych, fabryk, dziesiątki stoczni i stacji orbitalnych. Jeszcze większym sukcesem było uwolnienie milionów mieszkańców tych układów spod władzy rodów imperium. Co prawda populacja ta na razie nie rozumiała szczęścia jakie ją spotyka. Wszystko jednak wskazuje, iż po zebraniu jej w obozach i intensywnej reedukacji przez pracę, docenią i szczerze pokochają cywilizację Yunkrów. Jeśli nie? No cóż, po prostu definitywnie skreśli się tych ludzi z ewidencji.

Teraz pozostało jej jedynie dokończyć dzieła zajmując system 3249. Było to bardzo ważne, ponieważ kontrolowanie go zabezpieczało punkty skoków do układów poprzednio zdobytych. Wszystko szło gładko. Większość okrętów obrońców była już zniszczona. Niedobitki zgromadziły się na orbicie Migotki, pod ochroną ostatnich kilkunastu stacji bojowych. Dowodzona przez Nanę flota przybrała szyk zwany karuzelą. W jego środku, niczym piasta koła tkwił okręt dowodzenia, desantowce z piechotą i jednostki pomocnicze. Pozostałe okręty są podzielone na zgrupowania o dumnych nazwach: „Aktywista”, „Pomocna Dłoń”, „Działacz”, „Propagator”, „Wolność” i poruszają się po wielkim okręgu, kolejno atakując wybrany cel. Odstępy pomiędzy kolejnymi grupami statków są tak dobrane, by zdążyły naładować do pełna ich tarcze energetyczne, jednocześnie nie pozwalając na to atakowanym. Każda, choćby najpotężniejsza stacja bojowa, prędzej czy później traci w ten sposób tarcze, a potem jest niszczona.

Alarm na mostku wyrwał pierwszą sekretarz z rozważeń nad tym, jak nazwie zdobyte systemy. Poderwała swe ciało z antyprzeciążeniowego błota i chwyciła bat. Zgodnie ze zwyczajami Yunkrów w sytuacji kryzysowej najważniejsze jest utrzymanie kontroli nad podwładnymi.

– Raport! – Bat strzelił w powietrzu.

– W punkcie skoku pojawiły się imperialne jednostki.

– Ile?

– Jeden pancernik, trzy myśliwcowce, pięć desantowców piechoty, piętnaście krążowników, łącznie z eskortowcami, korwetami i jednostkami kurierskimi sto dwadzieścia jednostek.

– Oni chyba chcą, abyśmy umarli ze śmiechu. Mamy absolutną przewagę. Zmieciemy ich, jeśli tylko znajdą się w zasięgu ognia.

– Oczywiście, jaśnie oświecona – przyznał wachtowy.

– Pierwsza sekretarz, oni nadają na otwartym kanale do mieszkańców systemu – zameldował koordynator wywiadu.

– Daj to na mój wyświetlacz.

 

Sekretarz Nana patrzyła z ledwie skrywaną pogardą na człowieka, który pod przewieszonym na ramieniu czarnym futrem miał biały pancerz z oznaczeniami admirała siódmego rodu. Przedstawił się jako Hakelber Anatidae. Inni mogliby dać się zwieść pozorom, absolutny brak odznaczeń i insygniów władzy: pejcza, bata, czy choćby porządnej pałki, mógł kogoś niedoświadczonego wprowadzić w błąd, sugerując, iż naprzeciw floty zadaniowej „Krzewiciel Tolerancji” stoi mało znacząca persona. Czykawida była zbyt inteligentna by dać się zwieść pozorom. Jeśli przekaz był prawdziwy, przybył tu sam „Miecz Imperium”, najskuteczniejszy admirał siódmego rodu. Przez chwilę rozważała, jak głęboki może być podstęp okupujących ten system imperialnych siepaczy. Może dowódca tej garstki jednostek, jedynie podszywa się pod sławnego rzeźnika Czancych? Nie. Systemy bojowe wskazywały na szereg różnic pomiędzy typowymi imperialnymi okrętami, a tymi które, wyszły z punktu skoku. Analizy porównawcze sugerowały, że to prywatna flota Hakelbera.

Proces niesienia wolności wymaga biegłości w psychologii. Dzięki tej sztuce eliminuje się dysonanse poznawcze gdy uwalniani nie potrafią okazywać wdzięczności. Nana postanowiła poznać stan emocjonalny nowo przybyłego wroga. Anatidae przemawiał ze swadą, graniczącą z wściekłością. Zagrzewał do wytrwałej obrony. Brakowało mu jednak polotu, cytował dyrdymały z Kodeksu Wojennego Imperium od banalnego „Wojna ma potężne znaczenie dla wszystkich rodów, jest sprawą życia i śmierci, decyduje o ich istnieniu. Żadna ze spraw osobistych nie może być przedkładana nad zapewnienie im przetrwania”, po równie banalne „Największą siłą Imperium nie jest ilość statków, potęga armii, ale determinacja jego synów i córek”. Czykiwida szybko stworzyła plan, który powinien zapewnić jej flocie przewagę psychologiczną.

– Wyślij mu żądanie kapitulacji tych jego mizernych sił – rzekła, popierając swoje słowa smagnięciem bata po plecach łącznościowca.

– Tak jest.

Było jasne, że Hakelber tego nie zrobi, ale powinno go to dodatkowo zdenerwować. Ludzie pod wpływem emocji często popełniają błędy. Upłynęło dwanaście godzin zanim przyszła odpowiedź.

– Krew! Przybyliśmy przelać waszą krew!

Nana była zachwycona efektem swej drobnej intrygi. Imperialny admirał wykrzyczał te słowa emanując szałem.

 

Kolejne dwie stacje bojowe broniące Migotki zamieniały się w kupę złomu. Czykiwida była coraz bliżej wydania rozkazu do rozpoczęcia desantu planetarnego.

– Jaśnie oświecona, flota nieprzyjaciela podzieliła się na trzy zgrupowania.

– Podaj szczegóły. – Bat strzelił nad głową wachtowego.

– Krążownik, myśliwcowiec, dziesięć eskortowców i trzy okręty desantowe ruszyły kursem na pole wydobywcze Złotowłosa w pasie asteroid między piątą a szóstą planetą. Niemal identyczny zespół ruszył w stronę Jupitera. Główne zgrupowanie imperialnej floty przeszło przez wrakowiska i teraz zbliża się do nas z prędkością zero koma dwa świetlnej.

– Zamierza walczyć z naszymi desantami wyzwalającymi kopalnie na asteroidach i stacje wydobywcze węglowodorów na orbicie Jupitera – stwierdziła Nana.

– Najjaśniejsza poślijmy flotę im na pomoc. – Doradca taktyczny giął się w ukłonie.

– Nie! – Kilka solidnych uderzeń spadło na kark oficera. – Hakelber tego chce. Jeśli osłabimy główne zgrupowanie floty, opóźni się zdobycie Migotki. Tak długo jak Imperium ją kontroluje, tak długo nasze poprzednie sukcesy nie są właściwie zabezpieczone.

– Tak, jaśnie oświecona.

– Prześlijcie rozkazy. Desantowce natychmiast mają powrócić do głównego zgrupowania naszej floty.

– Jaśnie oświecona, co z piechotą? Trzeba czasu by, ją zebrać na pokłady.

– Piechota na stacjach Jupitera i asteroidowych kopalniach zostaje i kontynuuje realizację postawionych przed nią zadań

– Tak jest.

 

Sekretarz Czykiwida w dzienniku wyprawy, zapisywała właśnie wspomnienia z rozmowy z komisarzem Kweczkunem.

– Jaśnie oświecona, eskadry desantowców za kilka godzin połączą się z głównym zgrupowaniem floty.

– Czy piechota kontynuuje zadania?

– Oczywiście. Nadal niesiemy pokój i wolność tym stłamszonym przez Imperium istotom. Nasi żołnierze idą chętnie do kolejnych ataków. Oficerowie niemal nie muszą stosować batów by ich zmotywować.

– Walka o wolność dodaje skrzydeł.

Dzwonki alarmu sprawiły, iż z nieskrywaną przykrością musiała przerwać tworzenie tego dzieła, z którego potomni będą czerpać wiedzę o jej sukcesach w szerzeniu niezbywalnych wartości. Główne zgrupowanie Hakelbera, zbliżało się do „karuzeli” Yunkrów. Jego okręty nie osiągały maksymalnych prędkości. Admirał sobie może być szalony, ale jego marynarze musieli pojąć bezsens walki oglądając mijane wrakowiska. Nic tak nie łamie morale, jak widok rozstrzelanych kapsuł ratunkowych. Imperium szeroko stosowało klonowanie, ale takie oszukiwanie śmierci nie zmniejszało strachu przed bólem. Czykiwida przeciągnęła się w błocie z zadowoleniem, wyglądało na to, że kolejną sztuczką psychologiczną podważyła morale wroga.

 

Mimo ewidentnej słabości i niższości moralnej imperialna flota kontynuowała szarżę. Pierwsza sekretarz była dumna z dowodzącego tam komisarza Chrunkuna. Jego okręty zagęściły szyk tak, że tarcze energetyczne pięciu pancerników i ich eskorty zlały się w jedną wspólną półsferę. Jednostki Hakelbera nie przebiją się przez nią ogniem. Taranować też nie będą, więc odbiją z aktualnego kursu by ominąć przeszkodę. Wtedy zostaną po prostu rozstrzelane. Zrozumiał to prawdopodobnie również Anatidae. Jego okręty zaczęły się rozpraszać i hamować, ale siła inercji pchała je dalej w stronę eskadry Yunkrów. Zwalniały lecz było jasne, że zanim przyjmą nowy kurs znajdą się w zasięgu ognia jednostek Chrunkuna. Wtem tarcza stworzona przez „grupę „Działacz” rozbłysła.

– Co tam się dzieje! – Czykiwidda krzyczała tłukąc na prawo i lewo batem.

– Wygląda na to, że oni na wrakowiskach schwytali wiązkami holowniczymi złom. To dlatego spadła ich prędkość. Przed rozpoczęciem hamowania, zwolnili go i…

– Czemu tego nie wykryliśmy! – Nana dawała załodze odczuć, iż ją zawiodła, smagając grzbiety podwładnych batem zakończonym stalowymi haczykami.

– Musieli umieścić pomiędzy nim urządzenia maskujące.

– Co! – Nana nagle przestała bić swoich podwładnych. – Czy tarcza stworzona przez grupę „Działacz” wytrzyma?

– Z naszych wyliczeń wynika, być może stracimy kilka lżejszych jednostek, ale powinno się udać.

 

Kapitanowie z eskadry komisarza Chrunkuna musieli dojść do podobnych wniosków. Niestety nie wykazali się gotowością do poświęceń. Zwarta ściana okrętów rozpadała się, każdy próbował ratować się na własną rękę. Tarcza prysła a uciekający znaleźli się w strumieniu rozpędzonych szczątków. Eksplozje kolejnych statków świadczyły, iż zmniejsza się liczba kapitanów, których trzeba będzie po wszystkim skierować na szkolenie reedukacyjne za opuszczenie szyku. Pancerze najcięższych okrętów zdawały się odporne na bombardowanie kosmicznym śmieciem. Niestety za strumieniem szczątków z wrakowiska, nadciągnęła flota Hakelbera i dokończyła pogromu.

Pierwsza sekretarz nie miała już siły, by machać batem. Spocona, zdyszana, w kompletnym osłupieniu patrzyła na kolejne komunikaty o skreśleniu z ewidencji szeregu okrętów. Przymknęła oczy, by opanować targające nią emocje. Potrzebowała aż dwudziestu głębokich oddechów, by uspokoić skołatane nerwy i podjąć jedyną racjonalną w zaistniałych okolicznościach decyzję.

– Łącznościowiec!

– Tak, jaśnie oświecona.

– Nadaj do wszystkich zgrupowań. Zmiana rozkazów, absolutnym priorytetem jest zniszczenie imperialnej floty. Wykonać!

 

Pościg trwał już ponad trzydzieści standardowych godzin. Pierwsza sekretarz doskonale rozumiała przyczyny, dla których Anatidae zaszarżował, a teraz uciekał w kierunku punktu skoku. Wszystko tłumaczyła psychologia. Admirał wpadł w szał, zaatakował, co trzeba mu przyznać, dość szczęśliwie. Amok jednak nie trwa wiecznie, chwilowy sukces sprawił, iż zastąpiło go poczucie spełnienia. Teraz do umysłu oczyszczonego ze związanego z szaleństwem zaćmienia, dotarła w końcu świadomość słabości sił, z którymi tu przybył. Normalną reakcją jest w tej sytuacji ucieczka. Może to sobie być „Miecz Imperium” ale zachowuje się podręcznikowo. Teraz należało wywierać na niego wyważoną presję, by nie opadł poziom strachu i nie wzrósł szaleństwa. Zgodnie z założeniami wystarczy jeszcze pięć sekund i flota Hakelbera zniknie w punkcie skoku.

– Jaśnie oświecona, wykrywamy anomalię. – Głos porucznika zdradzał przerażenie.

– Jaką anomalię? – Bat ze świstem przywołał go do porządku.

– Coś wychodzi z punktu skoku – głos żołnierza drżał.

– A konkretnie?

– Zanim zdołał odpowiedzieć na ekranach wyświetliły się alarmy. Z nadprzestrzeni wychodziła gigantyczna flota Imperium. Czykiwida szybko zrozumiała, iż ściągnięto ją w pułapkę. Uruchomiła komunikator.

– Do wszystkich jednostek. Kontynuować szarżę! Za wolność i tolerancję!

– Za wolność i tolerancję! – Krzyk niósł się w eterze, a kapsuły ratunkowe z komisarzami i kapitanami opuszczały cielska okrętów.

Czykiwida nie skorzystała z tej możliwości. Nie miała złudzeń, co do losu tych tchórzy, gdy po powrocie do domu zajmie się nimi Najwyższy Intelekt, Emanacja Mądrości, Cywilizacji Yunkrów.

– Wysłać do imperialnych wiadomość. Przybywamy niosąc wam tolerancje. Przestańcie tłamsić potrzebę bycia szczęśliwymi jak Yunkrowie.

– Krew, przybyliśmy przelać waszą krew! – Odpowiedź przybyła razem z pierwszą salwą z okrętów siódmego rodu.

– Szkoda, gdyby nie ten wasz nadmierny poziom agresji na pewno byście zrozumieli, że nie ma alternatywy dla przynoszonej przez nas wolności i…

Pierwsza sekretarz nie zdążyła dokończyć przemowy, otwierającej jej drogę do legendy. Eksplozja rozniosła jej pancernik na strzępy. 

Koniec

Komentarze

Jest jakiś pomysł, ale pogrzebany wykonaniem.

Fajne zestawienie cech wojowniczej strony i głoszonych haseł.

Sama naparzanka, trochę infodumpów, więc nie przypadło mi do gustu.

Przecinki, jak zwykle u Ciebie, szaleją. Trochę literówek.

Inni mogliby dać się zwieść pozorom, absolutny brak odznaczeń i insygniów władzy: pejcza, bata, czy choćby porządnej pałki, mógł kogoś niedoświadczonego wprowadzić w błąd, sugerując, iż naprzeciw floty zadaniowej „Krzewiciel Tolerancji” stoi mało znacząca persona. Czykawida była zbyt inteligentna by dać się zwieść pozorom.

Ile razy z rzędu można powtarzać jedną informację?

Babska logika rządzi!

Typowa space operowa naparzanka. Jest tu jakaś idea konfrontacji stron, które jedno mówią, a drugie czynią, ale zbytnio przykryte działaniami taktycznymi, które z mojej perspektywy nie mają sensu, bo niestety nie znam do końca prawideł świata.

Tak więc koncert fajerwerków ni ziębi, ni grzeje. Pomysł jest, ale treść niezobowiązująca i nie wpadająca w pamięć. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Kolejna opowieść z cyklu, skupiona głównie na działaniach bojowych. Tym razem z mniejszym udziałem kapitana Ha­kel­bera Ana­ti­dae, za to z wyeksponowaną, dość groteskową jak na mój gust, postacią Nany Czy­kwi­dy, dowodzącej głównie bacikiem.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

prze­pro­wa­dzi­ła swo­jej jed­nost­ki przez sys­te­my Bur­gu­nów. Do­tar­ła do ob­sza­ru im­pe­rium roz­bi­ja­jąc jed­nost­ki… –> Literówka. Powtórzenie.

 

Nie­do­bit­ki zgro­ma­dzi­ły się na or­bi­cie Mi­got­ki, od ochro­ną… –> Literówka.

 

Od­stę­pu po­mię­dzy ko­lej­ny­mi gru­pa­mi stat­ków są tak do­bra­ne… –> Literówka.

 

Pro­ces nie­sie­nia wol­no­ści wy­ma­ga bie­gło­ści w psy­cho­lo­gi. –> Literówka.

 

Dzię­ki tej sztu­ce eli­mi­nu­je się dy­so­nan­sy po­znaw­cze gdy uwal­nia­nia nie po­tra­fią oka­zy­wać wdzięcz­no­ści. –> Dzię­ki tej sztu­ce eli­mi­nu­je się dy­so­nan­se po­znaw­cze, gdy uwal­nia­ni nie po­tra­fią oka­zy­wać wdzięcz­no­ści.

 

– Ja­śnie oświe­co­na flota nie­przy­ja­cie­la po­dzie­li­ła się na trzy zgru­po­wa­nia. –> Czy dobrze rozumiem, że flota nieprzyjaciela była jaśnie oświecona?

 

Bat strze­lił z trza­skiem nad głową wach­to­we­go. –> Czy bat mógł strzelić bezgłośnie?

 

ru­szy­ły kur­sem na pole wy­do­byw­ce Zło­to­wło­sa… –> Literówka.

 

– Za­mie­rza wal­czyć z na­szy­mi de­san­ta­mi w wy­zwa­la­ją­cy­mi ko­pal­nie na aste­ro­idach… –> Chyba miało być: – Za­mie­rza wal­czyć z na­szy­mi de­san­ta­mi, wy­zwa­la­ją­cy­mi ko­pal­nie na aste­ro­idach

 

zbli­ża­ło się do „ka­ru­ze­li” Yunk­tów. –> Literówka.

 

ko­lej­ną sztucz­ką psy­cho­lo­gicz­ną pod­wa­ży­ła mo­ra­le wroga.

Mimo ewi­dent­nej sła­bo­ści i niż­szo­ści psy­cho­lo­gicz­nej… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Wtem tar­cza stwo­rzo­na przez „grupę „Dzia­łacz” roz­bły­sła. –> Czy potrzebny jest cudzysłów otwarty przed słowem grupę?

 

Pan­ce­rze ol­brzy­mich pan­cer­ni­ków zda­wa­ły się… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Po­trze­bo­wa­ła aż dwu­dzie­stu głę­bo­kich wy­de­chów, by uspo­ko­ić sko­ła­ta­ne nerwy… –> Na pewno wydechów? Czy to znaczy, że wdechów nie było?

 

Nor­mal­na re­ak­cją jest w tej sy­tu­acji uciecz­ka. –> Literówka.

 

Zgod­nie z za­ło­że­nia­mi wy­starcz jesz­cze pięć se­kund… –> Literówka.

 

kap­su­ły ra­tun­ko­we z ko­mi­sa­rza­mi i ka­pi­ta­nia­mi opusz­cza­ły ciel­ska okrę­tów. –> Literówka.

 

– Szko­da, gdyby nie ten wasz nad­mier­ny po­ziom agre­sji ma pewno by­ście zro­zu­mie­li… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poprawki naniesione za opóźnienia przepraszam 

MPJ, nie masz za co przepraszać. Ważne, że uwagi okazały się przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka