- Opowiadanie: Mariner79 - Awaria na planecie Zarg

Awaria na planecie Zarg

Krótkie opowiadanie w kategorii fan fiction, które zostało zainspirowane światem z gier komputerowych o nazwie Diggers oraz Diggers 2: Extractors. Jej autorem jest Toby Simpson, a studio zajmujące się tworzeniem gry Millenium Software (C) 1995.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Awaria na planecie Zarg

Na kosmicznym szlaku bezkresnej i pustej przestrzeni, w której stwórca ukrył hiper kryształy, napotkaliśmy wiele ras zajmujących się górnictwem, a jednak Quariosowie byli najsilniejszymi z nich. Grablinsowie czy F`Targs doskonale radzili sobie z trudnymi do pokonania odcinkami tuneli położonymi najgłębiej ze wszystkich. Pozostało wspomnieć o cywilizacji Habbish, czyli nas samych. Zamknięci w sobie, tajemniczy i całkowicie pozbawieni inteligencji w przypadku konfrontacji fizycznej. Na planecie Zarg lądowaliśmy jako pierwsi, gdyż nasz statek posiadał więcej usterek, niż sprawnie pracujących części. Działały trzy, z szesnastu silników zdolnych do podróży kosmicznych. Wielka kopuła górnicza, gdzie znajdowały się olbrzymie wiertła stanowiła zabezpieczenie na wypadek problemów, podczas przemierzania danej planety. Potrzebowała jednak, co najmniej dwóch sprawnych silników, aby móc ponownie zwiększyć stan konta menadżera korporacji.

Do głównego centrum dowodzenia wszedł wysoki mężczyzna, z nałożonym na siebie długim habitem. Dodatkowo na głowie posiadał kaptur, który stanowił nieodłączną część garderoby ważniejszych członków załogi.

 – Kapitanie, Moontagsh! Na planecie Zarg odnaleźliśmy przekaźnik otwierający wrota teleportacji. Gdzieś w pobliżu, znajduje się punkt wymiany kryształów. – raportował zdolny adiutant.

 – Przekażcie nowe wiadomości do centrali. Przygotować kopułę górniczą wraz z pięcioma pracownikami – przypuszczam, że całe to miejsce przyniesie nam spore zyski, pomimo generalnie i niepodważalnie wielu niewiadomych. Wykonać!

 – Tak jest, panie.

Placówki należące do konsorcjum handlowego, zajmowały się operacjami dotyczącymi wykopywanych klejnotów, w całym odkrytym, jak również niepoznanym skraju wszechświata. Rasa istot goblinopodobnych, miała za zadanie dbać o dostarczenie wszelkich, możliwych urządzeń wspomagających wydobycie. Górnicy powinni mieć odpowiednie zasoby finansowe, a także wsparcie ze strony sporej liczby załogi.

 Olbrzymie generatory mocy wytwarzały nadmiarową energię potrzebną do początkowej fazy drążenia.

 – Wystarczy? – Moontagsh skierował pytające spojrzenie w kierunku zakapturzonego brygadzisty siedzącego przy kokpicie.

 – Tak, panie. Faza drążenia początkowego jest zakończona.

Mijały dni, wieczory i poranki ciągłego, nieustającego wydobycia na planecie Zarg. Ich osobiste przekaźniki sygnału teleportacji, w które wyposażony bywał każdy górnik, pracowały non-stop. Kiedy tylko inne rasy dowiedziały się o olbrzymich zasobach rozpoczęto "procedurę" wydobywczą. Konto centrali zwiększało ilość zer na swoim rachunku.

 – Kapitanie, Moontagsh! Nasi zwiadowcy odnaleźli pod ziemią ogromną jaskinię, w której znajdują się zielone hiper-kryształy. Czterej z nas utonęło, pokonując zalane obszary. Potrzebujemy odpowiednich platform, dzięki nim przedostaniemy się do skarbu.

 – Wypłacić odszkodowanie dla rodzin zmarłych górników. Otworzyć konta centrali oraz wynegocjować ceny w konsorcjum handlowym Goblinów.

 – Tak jest, panie!

 

 * * *

 

Trzej górnicy noszący na sobie zwyczajne kombinezony robocze, pochodzili z wrogich dla siebie frakcji oraz, co najważniejsze różnych ras i cywilizacji. Pomimo tego, przysłuchiwali się nagraniu rozmowy wysłannika rasy Habbish z centralą. Wiedzieli, że stracą zaufanie brygadzistów, a co najgorsze działają wyłącznie na swoje własne konto. Posiadali koordynaty zielonego hiper-kryształu, jednakże czekali na ułożenie stalowych mostów. Przybysze nazywali się Grinbor, D`Ranfs oraz Brat Samson.

 Po wcześniejszym rozłożeniu i ponownym połączeniu modułów tworzących most, pozostawiono jednego zwiadowcę Habbish, aby pilnował i raportował kapitanowi o bieżącej sytuacji. Na uszach miał założone słuchawki podłączone do discmana, więc nie mógł zauważyć, zbliżających się kłopotów. W tle grzmiał głos Franka Zappy:

 

♪ ♪ ♪ "…mister crystal revelation and another sick creation… “ ♪ ♪ ♪

 

Podróżnicy powoli podeszli bliżej, wyciągając z kieszeni tępe narzędzia.

 – I co teraz zakapturzony przyjacielu?! Przedstaw się ładnie, a potem umieraj! – wykrzyknął wkurwiony Brat Samson.

 – Mam na imię Bradsash. Proszę, nie zabijajcie mnie!

 W stęchłym powietrzu jaskini dało się zauważyć lekkie falowanie. W pobliżu skarbu pojawiła się gęsta mgła, przy której stanął strażnik kryształu. Przypominał typowego kościotrupa z wyjątkiem tego, iż jasno migotał i swobodnie unosił się w powietrzu.

 – Wasze dusze i ciała należą do mnie! – powiedziała bardzo dziwna istota.

 – Kłamiesz… nic nie jesteś nam w stanie zrobić, zmoro!

 Oblatujący kościej, wyciągając przed siebie ręce zaznaczył w powietrzu runiczny symbol. Po chwili cała czwórka znalazła się na statku kosmicznym lecącym w nieznanym kierunku.

 – Gdzie my do cholery jesteśmy? – zapytał Bradsash, najbardziej doświadczony ze wszystkich.

 Grinbor podrapał się po swoim długim nosie, po czym wsadził palec do ucha, bez ustanku grzebiąc, jakby było wielką kopalnią.

 – Nie wiem, ale właśnie wlatujemy na orbitę jakiejś planety.

 Moment później, statek rozpoczął dokowanie w okrągłej metalowej tubie, wystającej z bocznej części ogromnej, kamienistej sfery zawieszonej na niebie. Dwie gwiazdy w postaci czerwonego oraz białego karła, wspaniale współgrały z trzema księżycami o stosunkowo różnej wielkości i oddaleniu od planety. Nagle hermetycznie zamknięte drzwi, rozpoczęły proces otwierania oraz wysuwania zewnętrznych halogen trapów, czyli podświetlanych schodów.

 Po wyjściu na zewnątrz, zauważyliśmy samotnie stojącą i wyprostowaną kobietę, której szczupłą twarz pokrywały liczne blizny. Jej głowa była ogolona całkowicie na łyso, a silnie zbudowane i wytrenowane ciało mogło być powodem do zastanowienia.

 – Witajcie, podróżnicy! Znajdujecie się na platformie wydobywczej planety AXIS-0R12, w gwiazdozbiorze Węża. Jesteście oddaleni o około sześćdziesiąt cztery lata świetlne od planety Zarg…

 – Kurwa, to niemożliwe! – wykrzyknął Brat Samson, przerywając wypowiedź pięknej pani.

 – …żeby przetrwać, będziecie musieli rozpocząć wydobycie kryształów dla naszego konsorcjum. Każdy sprzeciw jest karany śmiercią. Zapraszamy was do kwater aklimatyzacyjnych.

 Kobieta odwróciła się na pięcie, wchodząc na piękne, marmurowe schody kosmicznego portu.

 – Poczekaj! Jak ci na imię i kim była trupio podobna istota?

 – Nazywam się Dagmara. Pochodzę z odległej planety Ziemia w układzie Słonecznym. Dzięki wam, powrócę kiedyś do domu. Niestety nie mam zielonego pojęcia, o kim mówicie.

 Mocno zdenerwowany D`Ranfs usiadł na schodach, chowając twarz w dłoniach.

 – Nigdy nie wrócimy do naszych rodzin! – wykrzyknął. – Hiper kryształ zostanie sprzedany…

 Grinbor puścił siarczystego bąka i napiął mięśnie przedramion do granic możliwości.

 – Lepiej weźmy się do pracy, przyjaciele! Chociaż brzmi to dziwnie i absurdalnie, bo nie ma ze mną nic wspólnego, będę starał się pomagać tej Ziemiance w powrocie.

Koniec

Komentarze

Siarczysty bąk.To zapamiętam na długo.Opisy karłów i tzw okoliczności przyrody są hiper. A nawet hiper-duper. Niestety, poza tym nie wiem, o co chodzi. Hmmm…

 

"Szlak" to droga – oznacza trochę coś innego od bezkresnej, pustej przestrzeni. Dlaczego "a jednak"? To sugeruje, że jest jakiś powód, dla którego mieliby nie być.

 Grablinsowie czy F`Targs doskonale radzili sobie z trudnymi do pokonania odcinkami tuneli położonymi najgłębiej ze wszystkich.

Trochę mętne. Może: Grablinsowie i F`Targs najlepiej radzili sobie z wielkimi głębokościami.

 Pozostało wspomnieć o cywilizacji Habbish, czyli nas samych. Zamknięci w sobie, tajemniczy i całkowicie pozbawieni inteligencji w przypadku konfrontacji fizycznej.

To brzmi bardzo nienaturalnie – ktoś mówiłby tak o sobie? I jak mogą być "pozbawieni inteligencji w przypadku konfrontacji"? Co to znaczy? Że zamierają w bezruchu, jak ktoś ich zaatakuje?

 gdyż nasz statek posiadał więcej usterek

"Posiadać" to pretensjonalne słowo. "Usterka" to awaria, nie popsuta część. Ja napisałabym: bo w naszym statku więcej części było popsutych, niż działało.

 kopuła górnicza, gdzie znajdowały się olbrzymie wiertła, stanowiła zabezpieczenie na wypadek problemów, podczas przemierzania danej planety.

Przed czym konkretnie zabezpieczała? Nie oddzielaj przecinkiem rzeczownika od jego określenia.

 Potrzebowała jednak, co najmniej dwóch sprawnych silników, aby móc ponownie, zwiększyć stan konta menadżera korporacji.

Niepotrzebne przecinki: Potrzebowała jednak co najmniej dwóch sprawnych silników, aby móc ponownie zwiększyć stan konta menadżera korporacji.

 wysoki mężczyzna, z nałożonym na siebie długim habitem. Dodatkowo na głowie posiadał kaptur,

Bardzo nieporadne. Facet był w ten habit ubrany, a kaptur na głowie miał albo nosił: zob. tu i tu.

 Na planecie Zarg, odnaleźliśmy przekaźnik otwierający wrota teleportacji. Gdzieś w pobliżu, znajduje się punkt wymiany kryształów. – raportował zdolny adiutant.

Skąd wiadomo, że zdolny? Może go opisz? Czy oni nie mają innych problemów, ze statkiem chociażby? Cierpisz na ciężką postać przecinkotoku (I don't suffer from insanity, I enjoy every minute of it!) – przecinki mają swoją funkcję. Rozdzielają zdanie na mniej więcej samodzielne części (odsyłam do szkoły podstawowej i rozbioru gramatycznego), a Ty wstawiasz je przypadkowo, co brzmi tak, jakby tekst czytał William Shatner.

 przypuszczam, że całe to miejsce jest wielką niewiadomą i przyniesie nam spore zyski

Nielogiczne – wielka niewiadoma może równie dobrze przynieść zyski, straty, albo inwazję replikatorów. To niewiadoma – nie wiadomo.

 Placówki należące…

Cały ten akapit jest o niczym, wyrabia tylko normę przecinków. Istoty goblinopodobne. "wszelkich, możliwych urządzeń" to przykład przecinkotoku, którego już naprawdę nie da się usprawiedliwić.

 wytwarzały nadmiarową energię potrzebną

Nadmiar = więcej, niż potrzeba. Nielogiczne. I dlaczego oni mówią do kapitana per "panie"? Mirror Universe?

 Mijały dni, wieczory i poranki ciągłego, nieustającego wydobycia. Ich osobiste przekaźniki

Przekaźniki dni, wieczorów, czy poranków?

 rozpoczęto "procedurę" wydobywczą

Czym ona się różni od dosłownej procedury?

 Konto centrali zwiększało ilość zer na swoim rachunku.

Rysowało też zajączki na blankietach wpłaty.

 Wypłacić odszkodowanie dla rodzin zmarłych.

Wypłacić odszkodowanie rodzinom.

 Trzej górnicy noszący na sobie zwyczajne kombinezony robocze…

Podsłuchiwali, chociaż się między sobą nie zgadzali. Przejmowali się zaufaniem brygadzistów, chociaż najwyraźniej właśnie próbowali rąbnąć dość kasy, żeby zwiać na planetę Nowy Meksyk (lub trafić na planetę Nowe Alcatraz w razie niepowodzenia). Most składał się i rozkładał, a Frank Zappa pojawił się w odległej galaktyce, pewnie razem z Elvisem. Tak.

 Mam na imię Bradsash. Proszę, nie zabijajcie mnie.

Krótko i na temat.

 Obcy kościej

Rozumiem, że w kontraście z kościejem znajomym? Symbol nakreślił, nie zaznaczył (nie było go tam wcześniej) i z czyjego pierwotnego otworu gębowego on się tam wziął?

 najbardziej doświadczony ze wszystkich.

I wcale nie w szoku.

 wsadził palec do ucha, bez ustanku grzebiąc, jakby było wielką kopalnią.

Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu. Fu.

 Nie wiem ale właśnie wlatujemy na orbitę jakiejś planety.

Nie wiem, ale.

 ogromnej, kamienistej sfery zawieszonej na niebie

Z mechaniki nieba muszę Ci wlepić dwóję. To tak nie działa. I "gwiazdy współgrały z księżycami"? What? To obrazek, czy naprawdę tam są? "Stosunkowo różna wielkość" jest bez sensu (w stosunku do czego różna? Z definicji musi być różna w stosunku do czegoś!)

 hermetycznie zamknięte drzwi, rozpoczęły proces otwierania oraz wysuwania zewnętrznych halogen trapów, czyli podświetlanych schodów.

Używasz tych słów tylko dlatego, że są fajne?

zauważyliśmy…

Jacy "my"? Od kiedy narrator jest w tej grupie?

 silnie zbudowane i wytrenowane ciało mogło być powodem do zastanowienia

Nad czym? Gdzie jest James Kirk, kiedy go potrzebujemy?

 planety AXIS-0R12, w gwiazdozbiorze Węża.

Druga dwója z mechaniki nieba. Gwiazdozbiory nie są tworami fizycznymi, to tylko przypadkowe układy gwiazd widzianych z konkretnej planety.

 Kurwa, to niemożliwe! – wykrzyknął Brat Samson, przerywając wypowiedź pięknej pani.

Pięknej? Kosmitka (dla nich) – piękna? To Star Trek, bez dwóch zdań. I czego się przezywa, hmm?

 odwróciła się na pięcie, wchodząc na piękne, marmurowe schody

Jednocześnie? I przed chwilą tych schodów nie było?

 trupio podobna istota

???

 Nazywam się Dagmara…

Hę? I tak po prostu wam wszystko powiem, ufoki, bo nie mam nic lepszego do roboty.

 Chociaż brzmi to dziwnie i absurdalnie, bo nie ma ze mną nic wspólnego

Tu wszystko jest absurdalne. Przykro mi, Autorze, ale ten tekst nie ma wartości.

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino,litości, kawę właśnie piłem:D.

 

Ja się oblałam gorącą herbatą, więc litości nie będzie :P

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Trochę chaotyczne. Bez ciągłości. Zakończenie jest mało satysfakcjonujące.

Cóż mogę dodać, torturowanie Tarniną właściwie wystarczy. Jako w założeniu zabawny fanfik, tekst się jako tako sprawdza, choć chaos fabularny i skrótowość opisów lektury nie ułatwia. Jako szort na serio – niestety nie jest satysfakcjonujący. Za dużo absurdu i za mało sensu. Bo absurd też musi być sensowny.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ogólne uwagi właściwie takie same jak do ostatniego tekstu, chociaż mam wrażenie, że z fabułą jest lepiej. Bohaterowie coś robią i ponoszą konsekwencje swoich działań. Nadal jednak nie czuję się z nimi w żaden sposób związana. No, widać, że i bohaterowie, i świat to tylko piksele na ekranie.

Wykonanie. Zwróć uwagę na interpunkcję – czasami przecinki są zbędne, czasami ich brakuje – i błędy w zapisie dialogów.

– Witajcie, podróżnicy! Znajdujecie się na platformie wydobywczej planety AXIS-0R12, w gwiazdozbiorze Węża. Jesteście oddaleni o około sześćdziesiąt cztery lata świetlne od planety Zarg…

A skąd ona wie, gdzie się urodzili zesłańcy? I jakimi jednostkami mierzy się tam odległości międzygwiezdne?

Babska logika rządzi!

 W zasadzie mógłbym przekopiować komentarz Thargone.

Z.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No cóż, Marinerze, wrażenia z lektury Awarii na planecie Zarg pokrywają się z odczuciami, które miałam po przeczytaniu Twoich wcześniejszych tekstów. Jednak nie tracę nadziei, że kiedyś zamieścisz opowiadanie, które zdoła mnie zaciekawić i które uda mi się zrozumieć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finkla, to tylko przypuszczenia ale skądś musieli przenieść swoje wydobycie – historia jest alternatywna. Przy okazji świat Diggers różni się diametralnie od D2:E stąd właśnie bohaterowie mogą się znać, muszą również widzieć jakie odległości dzielą ich światy – tutaj autor zwraca na to uwagę :). Mogli mieć przecież własne sposoby określenia położenia (choćby poprzez wymyślone gwiezdne mapy).

Koniec życia, ale nie miłość

torturowanie Tarniną

… to brzmi, jakbym komuś wpychała końce gałązek w miejsca czułe :P

 Niestety tak to zostało skonstruowane na ekranie monitora,

Amigo, jesteś człowiekiem uprzejmym, więc powiem Ci uprzejmie: jeśli nie zaznaczysz inaczej, czytelnik zawsze (zawsze!) będzie przyjmował fizykę/metafizykę, do jakiej przywykł. Wiszące w powietrzu skały są, jako element tła, ani złe, ani dobre – ale muszą być spójne z resztą. Ponieważ nie jesteśmy na stronie konkretnego fandomu, nie każdy musi wiedzieć, co jest czym w tym uniwersum (a jeśli się z tym nie zgadzasz, oby Cię zawiodła do matecznika jedna z lalek Sadidy :P).

 historia jest alternatywna

Wobec…?

 świat Diggers różni się diametralnie od D2:E stąd właśnie bohaterowie mogą się znać

Nie widzę tu logiki. Korea Południowa różni się diametralnie od Polski, dlatego mogę znać Kim-ir Sena?

 Mogli mieć przecież własne sposoby określenia położenia (choćby poprzez wymyślone gwiezdne mapy).

I znów non sequitur. Finkla pytała, skąd tu lata świetlne, jeśli oni mają własne jednostki. Jeśli Ci powiem, że mury Troi miały trzydzieści łokci wysokości (liczba z sufitu), to co zrozumiesz?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Cóż, staję obok Zaltha i podpisuję się pod jego opinią, którą on podpisał się pod opinią Thargone’a. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@Tarnina, 

Amigo, jesteś człowiekiem uprzejmym, więc powiem Ci uprzejmie: jeśli nie zaznaczysz inaczej, czytelnik zawsze (zawsze!) będzie przyjmował fizykę/metafizykę, do jakiej przywykł. Wiszące w powietrzu skały są, jako element tła, ani złe, ani dobre – ale muszą być spójne z resztą. Ponieważ nie jesteśmy na stronie konkretnego fandomu, nie każdy musi wiedzieć, co jest czym w tym uniwersum (a jeśli się z tym nie zgadzasz, oby Cię zawiodła do matecznika jedna z lalek Sadidy :P)….

 

A kogo  interesuje fizyka w świecie, który dzisiaj prawie nikt nie pamięta? Opowiadanie ma cieszyć chaotycznością, nie ma uczyć praw, ani zdradzać wątki historyczne etc. 

Alternatywne, czyli zupełnie o czym innym – polegające na wyboraźni osoby, która jest dla przykłady zwykłym fanem gry, dla przykładu takim jak ja!

Nie kłopocz się logiką Kim-ir Sena, bo to nie ma całkiem nic wspólnego z Toby Simpson Diggers. Wobec twoich sugestii, mogę jedynie napisać to, iż zupełnie nie znasz się na opowiadaniach fanfiction i z żalem zdradzę, że sam autor kiepsko radzi sobie z pisaniem ich.  Bardzo dużo jest tu chaosu, nieprawdaż?

Jednostki? Gwiezdne mapy? Z grubsza mówiąc dlaczego, by nie? W końcu to jest moja wyobraźnia.

Koniec życia, ale nie miłość

Opowiadanie ma cieszyć chaotycznością, nie ma uczyć praw, ani zdradzać wątki historyczne etc. 

Hę? Nie zabraniam Ci uprawiać dadaizmu – ale ja tam lubię, jak wypowiedzi innych ludzi są o czymś i mają sens. Wyobraźnia nie załatwi wszystkiego – wyobraź sobie chociażby kwadratowy trójkąt, ustawiony w słonecznym cieniu przez młodą staruszkę. Co do fanfiction – sama parę popełniłam, turpe dictu, przypuszczam, że jeszcze parę popełnię, i to dość “alternatywnych” (Świat Dwunastu, w którym Yugo i Adamaia wychowała neurotyczna feca – jak Ci się to podoba?). One też powinny mieć sens, jak wszelkie nizanie słów.

W końcu to jest moja wyobraźnia.

Ale dzielisz się nią z innymi. Szanuj tych innych. Jeżeli piszesz dla zabawy, na zdrowie, ale wystawiając to pisanie na widok publiczny, zapraszasz krytyków. A krytyka może nie jest przyjemna, Anakinie, ale pozwala nam wzrastać.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Skoro jesteś taka fanfiction lady to czemu sama nie tracisz czasu na klecenie własnych fanfiction opratych o grach komputerowych? Po prostu masz lekko naiwne nastawienie do autorów, polegające na tym, że będą zmieniać swoje fanfici według twoich wskazówek. 

Szukaj błędów we własnych opowiadaniach, lady pisząca fanfiction, bo w moich nie masz już co tutaj robić.

Koniec życia, ale nie miłość

Marinerze, to już nie jest grzeczne.

Babska logika rządzi!

A jak mam się do tego ustosunkować? W życiu nie słyszałem większych głupot :( 

To już przekracza poziom normalności, przeciętnego autora. Jesteś naiwna Finkla, skoro tak bardzo trzymasz stronę Terniny.

Koniec życia, ale nie miłość

Grzeczniej. Możesz na przykład podjąć kulturalną dyskusję, bez ataków ad personam.

Dlaczego uważasz, że opowiedzenie się po stronie rozsądnych uwag Tarniny świadczy o mojej naiwności? Tak z ciekawości pytam.

Babska logika rządzi!

Co to znaczy grzeczniej? Według Ciebie to co naskrobała Tarnina było grzeczne?

Może wcale nie ma sensu publikować opowiadań w Nowej Fantastyce, bo Tarnina życzy sobie zmieniać całe opowiadanie – ot dlaczego uważam, że to naiwne.

Koniec życia, ale nie miłość

Owszem, Tarnina często pokazuje nie tylko błędy, ale również rzeczy, które napisałaby inaczej. Ma ostry język, ale nie zachowuje się niegrzecznie.

Babska logika rządzi!

Ja to odebrałem zupełnie inaczej. Staram się być jak to napisałaś grzeczny, a to jest wyłącznie twoja opinia, a to co powyżej jest moim opowiadaniem. Przy okazji, komuś się spodobało… Szkoda, że nie jej.

Koniec życia, ale nie miłość

Opowiadanie ma cieszyć chaotycznością (…)

 

Nie cieszy, tylko męczy. Cieszą natomiast komentarze Tarniny.

Nowa Fantastyka