- Opowiadanie: Mariner79 - Złoto z Diabelskiej Skały

Złoto z Diabelskiej Skały

Opowiadanie fanfiction pochodzące z postapokaliptycznego świata gry Burntime.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Złoto z Diabelskiej Skały

Wolno nadchodzący poranek narzucił wymarłemu światu postapokaliptyczne prawo. Wczorajszego dnia wszystko wydawało się banalnie łatwe – zdobyć, oddaloną od dużego miasta Acid Town lokację o nazwie "Diabelska skała" i wydostać sztabki złota, przechowywane w jaskini. James miał zająć się organizacją niezbędnego pożywienia oraz wody ale nagły atak mutantów przełamał jego umiejętności “dobrego” wojownika. Chcielibyśmy aby przeżył, lecz nie zdołalibyśmy przyjść mu z pomocą. Wraz z Joe`em ledwo daliśmy radę pozostałym, a kilka ciosów siekierami uspokoiło dwóch nieźle zmęczonych stworów. Ich twarze przypominały nadgryzione jabłka, które ktoś zapomniał wyjąć z działającego piekarnika. Ostatni z nich był dużo silniejszy, grube ramiona i długie czarne szpony mogły stanowić świetną alternatywę w stosunku do standardowej broni, pieczołowicie przetrzymywanej w plecaku.

– Użyj obrzyna, Joe! – zawołałem w kierunku oddalonego o kilka metrów przyjaciela.

Mutant szybko podleciał i wbił swoje pazury w jego brzuch, kalecząc organy wewnętrzne. Wystrzał z broni palnej, odrzucił śmierdzącego antagonistę do tyłu, zostawiając sporych rozmiarów dziurę w jego klatce piersiowej. Podchodząc bliżej, usłyszałem krótkie zdanie wydobywające się prosto ze spalonych ust.

– arghh… ludzkie mięso. Moja zdobycz znów przepadła… a ja znowu wkraczam w objęcia śmierci.

Stan zdrowia leżącego obok Joe`go nie był najlepszy. Nie miałem nic, co mogłoby przywrócić go do dawnego poziomu.

– Tym razem, koniec. Nie dam rady samodzielnie ogarnąć takich dużych uszkodzeń ciała, pomimo iż jestem świetnym lekarzem.

– Spróbuję porozmawiać z miejscowymi, może znają jakiegoś dobrego chirurga.

– Niestety, w tym miejscu napotkasz tylko szczurze “zastępy" (tłum. wielkie rodziny).

– Może w mieście Antella spotkam jakiegoś typa? Chętnych do współpracy nie brakuje. 

– Nawet jeżeli tam dotrzesz, to powrót zabierze ci sporo czasu. Powinieneś zostawić mi połowę wody oraz jedzenia i udać się do miasta, o którym mówiłeś. Nigdy tu nie wracaj, chyba że przyłączysz do grupy wędrujących handlarzy. Do zobaczenia po drugiej stronie rzeki, stary…

Mój przyjaciel odszedł do krainy umarłych w kilka chwil potem. Postanowiłem natychmiast wyruszyć w podróż do Antelli. Wokół znajdowały się takie lokalizacje jak Numea, Martwy las, Nirvana czy Niebezpieczna fabryka, w której podobno znajdowały się brakujące części, potrzebne do złożenia wykrywacza metali.

Będąc jeszcze chłopcem należałem do grupy “najemnych” wojowników przemieszczających się po zachodnim pustkowiu. Wspólnie odkrywaliśmy różne, dziwne miejsca. Jednym z nich był dość pokaźnych rozmiarów monaster, w którym ciągle przesiadywał szalony kapłan. Wspominał minione wydarzenia, odmawiał liczne modlitwy, rozdając każdemu podróżnikowi biblię. Wieczorami wokół zebranych gromadziło się dużo wściekłych psów i wielu umarło lub odniosło spore obrażenia. Zapamiętałem słowa tego człowieka, które właśnie teraz, napływały znowu do moich zamglonych myśli.

 

" … i spadły na Ziemię ogromne skrzydła, wypełnione wielkim ogniem."

 

W mieście Antella, tak jak w każdym dużym ośrodku na pustkowiu, znajdowały się obszerne ruiny, restauracja, sklep wielobranżowy, tawerna oraz klinika. Niestety, nic nie było za darmo. Postanowiłem odwiedzić lokalnego lekarza i przywrócić w jakiś sposób, swój naruszony stan zdrowia, aż do maksymalnego poziomu. Wchodząc do pomieszczenia wypełnionego różnymi narzędziami, przeznaczonymi do operacji zauważyłem wychodzącego zza kotary doktora. Jego ubranie było całe we krwi, a sam z precyzją szalonego zegarmistrza czyścił piłę przeznaczoną do przecinania kości.

– Witam, witam! Widzę, że potrzebujesz naszej pomocy, przyjacielu. Co cię do nas sprowadza? – powiedział lekko zachrypniętym głosem.

– Mam złoto… ty posiadasz spore umiejętności. Nikt tego nie zechce kupić ale słyszałem, że lekarze…

– Oczywiście. Jedna sztabka wystarczy. Każdy szanujący się chirurg ubóstwia złoto. Za moment znowu będziesz w stanie przenosić góry.

 

Koniec

Komentarze

No cóż, Marinerze, przykro mi to pisać, ale naprawdę nie wiem, o czym jest szort – zapowiedź wyprawy, atak mutantów, śmierć jednego z bohaterów, drugi dociera do miasta i trafia do lekarza. Koniec. O co tu chodzi?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, regulatorzy!

Burntime to pierwsza z gier postapo, w której zrobiono coś “więcej”, gdyż dodano pewien art-book z licznymi opisami skutków radioaktywności. Chaotyczność jest na porządku dziennym. Pomyślałem, że fanfic może komuś przypaść do gustu, zwłaszcza graczom, niemającym styczności z tym tytułem.

Koniec życia, ale nie miłość

No cóż, Marinerze, jak wiesz, świat gier jest mi absolutnie obcy. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Widzę, że gry/gra miały dość duży wpływ na powstanie tego tekstu i chyba nawet za duży :D

 

Treść odrobinę niezrozumiała. Miejsce akcji oraz opisy również kuleją. Ogólnie, po przeczytaniu tego od razu miałem przed oczami wiele gier, które często zapominały o wywoływaniu u gracza emocji i postawiały na całkowitą prostotę. Coś typu:

 

Stasiek(ugodzony włócznią): Umieram.

Zdzisiek: Umierasz?

Stasiek: Tak, umieram… zabierz mój łuk i całe złoto.

Zdzisiek(zabiera łuk i złoto): dzięki.

Stasiek(umierając): spoko.

 

Koniec misji.

Kiedyś dostanę Nobla.

Masz bardzo dużo racji w tym co napisałeś, jednak “mutanci” w Burntime są bardzo słabo rozwiniętą postacią. W samym fanficu jest wiele ukrytych dodatków, na które trafisz podczas gry. Spróbuj, a może odkryjesz coś czego jeszcze nie wiedziałeś.

EDIT:

“Stasiek(ugodzony włócznią): Umieram.

Zdzisiek: Umierasz?

Stasiek: Tak, umieram… zabierz mój łuk i całe złoto.

Zdzisiek(zabiera łuk i złoto): dzięki.

Stasiek(umierając): spoko.”

 

To co opisujesz to zwyczajna nadinterpretacja mojego opowiadania. Nie dotyczy głównych bohaterów. Choć krótkie dialogi, mogą się nie podobać, jednakże nie ma tam podobnych skojarzeń – wyłącznie umierający mutant.

Koniec życia, ale nie miłość

Hmy… może rzeczywiście przesadziłem w tym przykładzie, ale chodziło mi z grubsza o to, że akcja rozgrywa się bardzo szybko i prosto. Brakuje mi bardziej szczegółowych opisów np: Czym są szczurze zastępy? Możliwe, że ktoś znający Burntime będzie się lepiej orientował i nie przejdzie obok tekstu obojętnie, ale dla mnie to właściwie zwykły opis, jakiegoś wydarzenia w nieznanym mi uniwersum. Nie chodzi o to, że coś jest z nim źle, ale… ten krótki szort po prostu zbyt mało wyjaśnia. Powinien zachęcać do poznania świata tej gry, a w rzeczywistości jest taki “neutralny”. Czytelnicy lubią wiedzieć więcej i się orientować w tym, o czym czytają. W grach od razu widzisz, jak wygląda dany bohater. Czy jest wysoki, stary, umięśniony. Natomiast w tekście takie informacje muszą zostać zapisane. Gdybym wiedział, jaki kolor włosów ma Joe, to pewnie inaczej bym go sobie wyobrażał. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi :)

 

Oczywiście, jak to uwielbiam podkreślać, to jedynie moje zdanie :D

Kiedyś dostanę Nobla.

Yyyyy. Nagły atak mutantów… Umieram…Mimo że odkryłem dziwne miejsce z obszernymi ruinami.Rzeczywiście to przypomina popełniony z maksymalną dezynwolturą wierny opis kilku minut na kompie. Jak dla mnie, ze zbyt wielką dezynwolturą. Nie dałem rady ogarnąć tak wielkich uszkodzeń konstrukcji całego tekstu, mimo że jestem świetnym czytaczem. Psewnie dlatego tekst nie wzbudził we mnie modlitewnych skupień. Być może winny jest temu mój znacząco, już podczas pierwszych minut lektury, naruszony stan zdrowia, arrgh! Przyznam ze skruchą, że to przez zbyt bujną wyobraźnię: mam ostatnio w firmie kilku antagonistów, a w domu siekierę, hmmm… Pozdr., życzę wejścia na level master. Czy cuś.

@Borowik, o to właśnie chodziło :-). Dziękuję i pozdrawiam.

 

@ Rybak, temat zamknięty. Miłego łowienia gier na poziomie level master.

 

Pozdrawiam!

 

Koniec życia, ale nie miłość

Ależ Marinerze, przecież to są niemal w całości cytaty, zTwojego opowiadania. To Ty tak je napisałeś. Pozdr. Ps. W gry nie gram, może dlatego nie łapię sensu.:(

 

Już nie obrażaj się tak, Rybaku. Przeciwnie, lubię swoje cytaty. Wiem, że napisałem swoje krótkie opowiadanie :). To jest tylko krótkie opowiadanie postapokaliptyczne – mam nadzieję, daję głowę, że nie ma w tym zbyt wiele sensu. Zagraj sobie kilka chwil http://stare.e-gry.net/gry/burntime albo wrzuć linka na YT https://www.youtube.com/watch?v=tFEUuDBNAJw

Koniec życia, ale nie miłość

Treść typowa dla postapokaliptycznych tekstów, więc jakoś mocno nie wciągnęła. Do tego szalejąca interpunkcja czyni lekturę trudną. I to w zasadzie tyle co zapamiętałem.

A Burntime to fajna gierka ;) Szkoda, że jej jeszcze na GOG-u nie wydali, jak choćby Darklands.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Do tego co pisali inni dorzuciłbym jeszcze strasznie nieporadnie sklecone zdania, które w ogóle nie czynią czytania ani trochę przyjemniejszym. Tylko dialogi są zabawne, w sensie zabawna jest ich treść, ale podejrzewam, że to nie było zamierzone.

Hmmm. Mam wrażenie, że nie mogłeś się zdecydować, czy chcesz napisać opowiadanie z historią osadzoną w świecie gry, czy scenariusz teasera do tejże gry. Stanęło, niestety, bliżej scenariusza. Fabuła poszatkowana, nic się nie kończy, ale pokazujesz trochę możliwości i niebezpieczeństw świata.

Bohaterowie są równie interesujący jak postacie z dziesięciominutowej gry – zapomina się o nich, jeszcze zanim człowiek zacznie następną partię.

Ale mam wrażenie, że robisz postępy w tworzeniu zdań.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka