- Opowiadanie: NoWhereMan - Status ofiary ściśle reglamentowany

Status ofiary ściśle reglamentowany

Dorzucam swoją cegiełkę do konkursu Naz.

Dziękuję w szczególności betującym tekst Coboldowi i Mr.Marasowi, którzy podpowiedzieli, gdzie należy doszlifować opowiadanie, by przekaz stał się jasny. Wielkie dzięki za nieocenioną pomoc!

W związku z dwoma tagami czuję zobowiązany poinformować, że przekleństw jest trochę, zaś przemoc występuje w kilku scenach, choć jedna jest szczególnie brutalna.

A teraz zapraszam do lektury i komentowania.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Status ofiary ściśle reglamentowany

UWAGA, WIADOMOŚĆ DNIA:

ZBRODNIA NA BERGATHARI!

 

Zobacz orędzie Prezydenta Republiki Autonomicznych Systemów Gwiezdnych:

[…] Dlatego kieruję apel do obywateli Republiki z prośbą o zachowanie spokoju i powstrzymanie się od bezpodstawnych oskarżeń. W tych dniach, gdy oczekujemy zwieńczenia procesu pokojowego, nie wolno nam poddać się wpływom sił chcących osłabić jedność naszego państwa. Winni dokonania masakry na bezbronnych mieszkańcach Bergathari zostaną ukarani. Podobnie jak ci, którzy wykorzystują sytuację do rozpowszechniania pełnych nienawiści haseł przeciwko współobywatelom z Lefezji […].

 

Zobacz powiązane wiadomości:

→ Sekretarz Spraw Zagranicznych informuje: „Incydent nie będzie miał wpływu na negocjacje. Te toczą się zgodnie z oczekiwaniami”.

→ Eksperci przyjrzeli się filmowi z zmysłoartykułu Gurgera Rautara „Bestialstwo na miarę zysku”: „Mamy wątpliwości co do autentyczności przedstawionego wideo”.

→ Cofnięto pozwolenie na demonstrację przed siedzibą bezpartyjnej senatorki z Lefezji: „Ekstremiści grozili prowokacją”.

→ Opozycja komentuje wydarzenia na Bergathari: „Wideo straszne, ale antylefezjańskie wypowiedzi są o wiele straszniejsze”.

→ Sekretarz Sportu odpowiada na petycję: „Nie zdyskwalifikuję lefezjańskich zawodników i nie wycofam ze wszystkich zawodów na podstawie niepotwierdzonych oskarżeń”.

 

***

 

– Pobudka!

Pirja zerwała się na równe nogi i rozejrzała po pustej sali. Pokręciła głową, gdy usłyszała za sobą mechaniczny chichot.

– Raszal…

Prychnęła śmiechem i dokładnie obejrzała swe odbicie w szybie. Nie wyglądało, by miała coś we włosach.

– Dawno po zebraniu?

– Skończyło się przed momentem – odparł cyborg. – Spokojnie, nie zrobiliśmy ci nic dla kawału.

– Szkoda, przynajmniej spotkałoby mnie coś miłego.

Opadła na krzesło. Rzutnik wyświetlał slajd z podziałem tematów, z których trzy czwarte zaznaczono jako powiązane z procesem pokojowym.

– Sanal się odzywał? – spytał Raszal.

Kiwnęła głową.

– Wciąż w tej przeklętej bazie na froncie, ale póki trwają negocjacje, nie muszę umierać ze strachu, że rozbiją go na atomy. – Westchnęła. – Jedno zmartwienie mniej.

– A Kiran?

– Ciutkę lepiej. – Uśmiechnęła się na wspomnienie niebieskich oczu synka, które na moment wypełniły iskierki radości. – Cały czas oglądał ostatnią wiadomość od Sanala i tylko pytał: „Kiedy zobaczę tatę? No kiedy, mamo?”

Przetarła zawilgocone oczy.

Jeszcze trochę i wszystko będzie dobrze – powtórzyła w myślach swą mantrę.

– Jaki temat mi przydzieliłeś?

Raszal zmienił wyświetlany slajd i laserową strzałką wskazał: „jutrzejszy wieczór: nowy chronolit Agrahaja w dzielnicy Karseba”.

Pirja zamrugała kilka razy.

– Jaja sobie robisz?!

– Nie. – Diody oczu cyborga przybrały zielony kolor. – Przedpołudnia spędzasz w szpitalu, potem do późna siedzisz nad zmysłoartykułami. Cud, że nie śpisz na stojąco.

– Ale…

– Żadnych „ale”, Pirjo. – Położył metalową dłoń na ramieniu kobiety. – Masz nosa do tematów i robisz świetne materiały. Ale zarzynasz się. Zaśnięcie na spotkaniu redakcyjnym to nie przypadek.

– I temat dla pierwszego lepszego stażysty ma mi pomóc?

– Tak. Skoro nie mogę namówić cię na urlop, to chociaż odciążę w pracy. Jeszcze tyle mogę zrobić dla was trojga.

Chciała bić pięściami w ścianę. Nie ze złości na decyzję przełożonego, ale system prawny, któremu ten z dobroci serca próbował zaradzić.

Raszal pomagał, jak mógł. Poświadczał przed władzami za nią i Sanala. Przez swoją wspólnotę religijną załatwił odpowiednie papiery, by służba medyczna w ogóle umieściła Kirana w kolejce do leczenia. Jako redaktor naczelny i sławny w swym czasie dziennikarz śledczy roztoczył opiekę nad jej karierą.

Jednak będąc zwykłym obywatelem nie mógł zrobić nic więcej. Konstytucja Republiki mówiła o równości wszystkich wobec prawa, jednak jeśli nie pochodziłeś z planet centralnych, nie mogłeś liczyć na przywileje w sądach, policji czy w kolejkach służby zdrowia. Dlatego mąż dziennikarki poszedł na wojnę – wojsko stanowiło najprostszy sposób na awans społeczny.

A czas naglił. Choroba synka postępowała, zaś lekarze rozkładali ręce i oznajmiali: „niestety nie są państwo centroobywatelami”.

– Dzięki – odparła Pirja, tłumiąc emocje.

Spakowała tablet z netmodułem – neural stanowił kolejny przywilej centroobywateli – i poczłapała do swego biura. Rzuciła w kąt torbę z rzeczami, wzięła z szuflady cukierka i zwaliła się na krzesło. Z trudem powstrzymywała powieki przed zamknięciem.

Może przygotuje materiał jutro, skoro Raszal chce go opublikować dopiero w następny wieczór? To bułka z masłem, a porządny sen był jej potrzebny. Zwłaszcza że co ranek jeździła do Kirana. Musiała podtrzymać swego małego mężczyznę na duchu, choć panująca w szpitalu atmosfera bezduszności dawała się i jej we znaki.

Już niedługo wszystko będzie dobrze.

Gdy tylko służba Sanala dobiegnie końca, Kiran trafi do ośrodka dla centroobywateli. Pełnego cudów niewidów, gdzie śmierć nie mogłaby go dopaść.

Netmoduł piknął. Pirja zgramoliła się z krzesła i podeszła do torby.

– Co? – szepnęła, gdy zobaczyła nadawcę wiadomości.

Gurger Rautar. Wspólnie zaczynali w „Czwartej władzy”, niewielkim portalu informacyjnym, gdzie jako ludzie spoza planety-stolicy musieli wkładać trzy razy więcej wysiłku, by udowodnić swoją wartość. Gdy wspólnymi siłami przeszli przez staż, ich drogi się rozeszły. Ona trafiła pod skrzydła Raszala, a Gurger przeszedł do prestiżowej „Prawdy Republiki” – jeden z nielicznych pracujących tam niecentroobywateli.

A teraz: „Czy możemy się spotkać?”

Zagryzła wargę. O czym to była ostatnia publikacja Gurgera? Miał parę nieprzyjemnych utarczek ze Służbą Bezpieczeństwa Republiki, a ostatnio narobił szumu zmysłoartykułem o zbrodniach najemników na zacofanej kolonii o nazwie Bergathari. Pracowali oni dla kilku korporacji z Lefezji, świata naznaczonego przez krwawe prześladowania klanu Shezarów. Kiedy upadł jej reżim, Republika wynagrodziła mieszkańcom swą ówczesną bierność centroobywatelstwem.

Pirja odpisała: „O co chodzi?”

Piknięcie.

„Ważna sprawa. Potrzebuję pomocy w publikacji kolejnego materiału. Jesteś moją ostatnią szansą”.

Pokręciła głową.

„Ale napisz, o co konkretnie chodzi? Jest późny wieczór, a ty tak nagle się odzywasz”.

Znów piknięcie.

„BŁAGAM!!!”

Zastygła. Gurger nigdy nie błagał. Nie w taki sposób.

Instynkt podpowiadał, że powinna zapomnieć o sprawie. Palec zawisł nad przyciskiem kasującym.

Z drugiej strony ma lepsze kontakty od Raszala. Z wieloma centroobywatelami mogącymi popchnąć Kirana w kolejce.

„Gdzie mam jechać?”

 

***

 

Cios żołdaka trafił z całą siłą serwomotorów pancerza. Młody mężczyzna zgiął się wpół, zatoczył i padł prosto w błoto. Broniona przez niego ciężarna kobieta ze łzami w oczach padła do stóp stojącego obok w tłumie starszego robotnika. Nim skończyła pierwsze zdanie, żołnierz chwycił ją za bark i zaczął ciągnąć w stronę kompanów.

Film spauzował, gdy implant donerwowy zwany neuralem poinformował o przychodzącym połączeniu. Przed zaakceptowaniem Abha zmieniła przeźroczystość wyświetlania na siatkówce, by móc jednocześnie rozmawiać i oglądać materiał opublikowany przez Gurgera.

– Mefti – powiedział blondwłosy mężczyzna, posługując się jej szarżą z lefezjańskiej służby kontrwywiadowczej – proszę wybaczyć tak późną godzinę, ale przeglądałem właśnie wiadomości z biura senatorki…

– Ty jeszcze w pracy, Harszadzie? – rzuciła żartobliwym tonem.

W kadrze żołnierze kłócili się, ile ciężarnych kobiet mają użyć do zakładu. W końcu zagrali w marynarza. Wyszło, że trzydzieści trzy.

– Służba nie drużba, mefti.

– Albo wolisz unikać teściów, co?

Uśmiech rozmówcy zgrał się z radością wojaków. Założyli ofiarom na szyje druciane pętle, które przymocowali do belki zawieszonej na dwóch słupach. Część kobiet musiała stanąć na palcach, by móc oddychać.

– No więc? – ponagliła Lefezjanka.

– Dowództwo dało nam zielone światło.

– No, w końcu. – Abha pozwoliła sobie na półuśmiech.

Wymacała schowany na dnie szuflady e-papieros.

Należy mi się – pomyślała, zaciągając się.

Na filmie najemnicy znów zagrali w marynarza. Jeden z nich zsumował pokazywane przez kompanów liczby i ustawił siłę wystrzału karabinu elektromagnetycznego. Wyrzucony przez żołnierza niedopałek wylądował tuż obok stosu butelek z alkoholem, kosztowności i kart płatniczych.

– Jakieś ograniczenia co do metod? – spytała Abha.

– Żadnych – powiedział Harszad – byleby, tu cytuję, nawet cień podejrzenia nie padł na choć jednego Lefezjanina.

– Świetnie. – Abha energicznie wstała od biurka. – Zaczynamy do razu. Wyślij do wszystkich trollerów…

– Mam jeszcze jedną wiadomość. – Twarz asystenta przybrała przepraszający wyraz. – Bezpośrednio od mojego źródełka. Otóż senator otrzymała mejla od niejakiego habmeftiego Deo.

Zesztywniała. Jedną myślą zatrzymała nagranie w momencie, gdy żołdak z karabinem szedł w kierunku kobiet.

– A napisał, co tu robi?

– Nie, mefti. Oznajmił, że przywozi swoich ludzi i potrzebuje pełnej kooperacji od senatorki. Więcej powie jej w cztery oczy jeszcze tej nocy. – Harszad pokręcił głową. – Dziwne, że centrala nic pani nie przekazała.

Wcale nie. Pewnie sam tego zażądał.

– Najwyraźniej operacja habmeftiego nie ma nic wspólnego z naszą. – Abha podeszła do wielkiego okna, skąd rozciągał się widok na nocną panoramę sektora rządowego planety-stolicy. – Wracając do rzeczy, od teraz zaczynamy pracę na całodniowych zmianach.

– Moi teściowie będą wniebowzięci. – Asystent zachichotał. – Zgodnie z poleceniem zacząć od trollerów?

– Tak. Mają tworzyć oryginalne zmysłoartykuły i komentarze z wiarygodnych kont. Żadnych past, żadnych łamiących regulaminy słów. Niech zostawią trollowanie sfrustrowanym Republikanom. – Abha ponownie się zaciągnęła. – Tyle wystarczy. Leć wypuścić nasze SI do sieci. Ja przekażę Wszechwiedzącemu, że zaczynamy.

Harszad kiwnął głową i zakończył połączenie.

Wypuszczony z ust dym przybrał kolory neonów z lewitujących za oknem budowli. Administracja dzielnicy postanowiła urozmaicić kolejną noc przepięknym pokazem świateł. Jednak Abha nie potrafiła się delektować przedstawieniem.

Czemu szefostwo przysłało do stolicy głupiego brutala? Nawet jeśli traktowano ją jak pariasa za dawną porażkę, powinna otrzymać kurtuazyjne wyjaśnienie. A tu nic.

Zresztą nie ma to znaczenia. Praca czeka.

Wznowiła film. Żołdak podszedł do kobiet tak, by mieć je wszystkie w jednym rzędzie i przystawił broń do brzucha pierwszej z nich. Ta kopnęła wojaka, wywołując śmiech odzianego w pancerz mężczyzny.

Tłum zaczął krzyczeć, na co jeden z żołnierzy puścił serię w powietrze. Ludzie przypadli do ziemi, prosto w błoto.

Najemnik zachichotał, poprawił uchwyt na karabinie i mrugnął zawadiacko do stojącej przed nim kobiety. Ta zamknęła załzawione oczy.

Fuknięcie broni. Obiektyw zakryła czerwień, jakby ktoś oblał go farbą. Operator oczyścił kamerę i pokazał efekt wystrzału. Kat energicznie demonstrował kompanom, jak pierwsze sześć ofiar wyrwało z miejsca daleko od belki. Potem wskazał na pozostałe ochłapy ciał, przypominające zawieszone na hakach mięso w rzeźni i z tryumfalnym uśmiechem podszedł do leżącej puli.

Nagranie zatrzymało się, ostatnim kadrem ukazując robotnika tulącego młodzieńca, który zrozpaczony wyciągał rękę ku zwłokom.

Wygląda dobrze. Sami obcokrajowcy-najemnicy i ani jednego przedstawiciela lefezjańskich korporacji. Do tego samo wideo, a nie pełna transmisja zmysłów.

Nie mogła lepiej trafić, by odzyskać reputację i pokazać wartość swych metod w nadchodzących czasach pokoju. W końcu co jest trudnego w przekonaniu obywateli Republiki do jedynej prawidłowej interpretacji zmysłoartykułu Gurgera?

 

***

 

Czytaj najnowsze komentarze pod zmysłoartykułem Gurgera Rautara „Bestialstwo na miarę zysku”:

Furgan Richter: Ja pierdolę, dobrze, że nie jadłem obiadu. Trzeba pokazać tak brutalny filmik, nie? Pewnie inaczej nie byłoby premii od redaktora naczelnego. Wstydźcie się tak zarabiać na ludzkim cierpieniu.

 

Szmar: A gdzie w ogóle leży na astromapie ta cała Bergathari? XD

 

Mi-As'ami: Dlatego jestem za karą śmierci dla takich zwyrodnialców. Widać numery kart płatniczych – dopaść i zajebać jak zwierzęta!

 

Aster Lubszok: Przecież to jest widoczne dla każdego logicznie myślącego. TOŻ TO EWIDENTNA PODPUCHA! Jaki rozsądny gość daje filmować coś, za co grozi kula w łeb?!

Yster-Unda-Gun: @Aster Dobra, jeśli to podpucha, to kto na tym zyskał?

Aster Lubszok: @Yster To chyba jasne, że wrogowie zewnętrzni Republiki? Nie myślcie, że układ pokojowy magicznie rozwiąże wszystkie nasze problemy z nimi! Poróżnienie nas z Lefezjanami to ledwo pierwszy krok do rozbicia naszego państwa!

Fo-Ma'ani: @Aster to troller! Nie słuchajcie SI na usługach służby bezpieczeństwa!

 

Reklama:

Czujesz? To gniew miliardów istnień, które dowiedziały się za późno, że padły ofiarą trollera. Bo skąd Ibiana mogła wiedzieć, że przystojniak po drugiej stronie neurala to SI chcące wpłynąć na jej decyzję kredytową? Skąd Juk'Al'Gori miał podejrzewać, że jego ulubiona blogerka to kwantowy byt tworzący zmysłoartykuły specjalnie pod jego grupę docelową?

Czujesz teraz? To ulga posiadaczy ulepszonego oprogramowania neurala, które w jednej chwili pozwoli tobie odkryć, czy po drugiej stronie jest osoba czy zbiór kubitów przetwarzanych w komputerach kwantowych. Nasi atestowani przez SBR specjaliści opracowali złożone algorytmy, dzięki którym nie spotka cię zawód Ibany i gniew Juk'Al'Goriego.

Nie czekaj! Zainstaluj już dzisiaj oprogramowanie antytrollerskie firmy Gurdian!

 

***

 

Wyświetlany hologram przedstawiał Agrahaja Wenzolera w podartym mundurze, szczerzącego zęby zza muszki karabinu. Typowy bezmyślny żołdak. Pirja nigdy nie lubiła tej wersji Prawodawcy, preferując obrazy ukazujące odzianego w garnitur starca. Wszak to raczej jego mądrości niż waleczności Republika zawdzięczała powstanie w mrocznych czasach, za jakie uważano okres dominacji Unii Andermańskiej, państwa rządzonego przez dyktatorów z klanu Shezarów.

– Dowód tożsamości – powiedział dron policyjny pilnujący wejścia do strefy mieszkalnej wyłącznie dla centroobywateli. Choć powszechnie mówiono o bliskim zawarciu pokoju, siły bezpieczeństwa nie zrezygnowały z ochrony dzielnic dla uprzywilejowanych.

Pirja wyciągnęła prawą dłoń. Pierwsza dioda przy sensorach bramki zmieniła kolor z czerwonego na zielony po odczytaniu danych z wszczepionego czipu.

– Do kogo? – spytała bezdusznie maszyna.

– Gurger Rautar.

Druga dioda zaświeciła na zielono.

– Autoryzuję aktywację portali do i z jego przestrzeni życiowej. Proszę iść.

Dziennikarka zostawiła za sobą punkt kontrolny i weszła do innego świata. Świata centroobywateli, z czystymi jak łza ulicami oraz powietrzem bez śladu smogu. Poczuła przyjemne drapanie w gardle – efekt działania leczących nanomaszyn.

Mijany park pełen drzew i chronolitów odebrał Pirji mowę. „Żywe” figury z czasozmiennej materii tańczyły niczym baletnice między roślinami sprowadzonymi z dalekich światów, zmieniając z każdym ruchem kształt, kolor i wielkość. Wszystko to pięknie współgrało z nocną aurą.

Gdyby tylko Kiran mógł to zobaczyć. Wyciągnęła tablet, by nagrać przedstawienie.

Platformy portalowe czekały niedaleko. Podeszła do pierwszej z brzegu, stanęła na okręgu i spojrzała prosto w kamerę. W mniej niż sekundę później pojawiła się w korytarzu budynku mieszkalnego, a obok niej zajaśniała holograficzna strzałka z podpisem „do mieszkania Gurgera Rautara”.

Ciekawe, co zrobił, by tu trafić? – pomyślała, machając do dziecka, które roboniańka wyprowadziła na spacer.

Znajomy mieszkał na samym końcu korytarza. Stanąwszy przed wejściem, już chciała nacisnąć przycisk dzwonka, gdy coś spostrzegła.

Dioda nad framugą zdradzała, że drzwi ustawiono w tryb manualny. Pirja uchyliła je nieco i od razu strach ścisnął jej gardło.

Na środku korytarza leżały mokre szmaty, tuż obok krwawej smugi na podłodze.

Wypadek? Napad? To było nie do pomyślenia, wszak SI budynku powinna od razu wszcząć alarm, gdy któregoś z mieszkańców spotka krzywda. Co robić: sprawdzić sytuację, czy biec po pomoc? Czy jej, niecentroobywatelce, uwierzą, jeśli skanery nic nie wykazały?

Coś stuknęło wewnątrz mieszkania. Ktoś gniewnie zaklął. I to na pewno nie Gurger.

Spojrzała za siebie na korytarz. Wyobraźnia podsunęła obraz bladej twarzy synka, oplecionej kablami aparatury medycznej. W uszach zabrzmiały słowa lekarzy: „gdyby tylko byli państwo centroobywatelami”.

Wszystko będzie dobrze.

Zdjęła buty i położyła torbę. Cicho ruszyła przez pełen rzeźb korytarz, po drodze chwytając posążek przedstawiający grającego na lutni barda. Zajrzała do środka pomieszczenia, skąd dochodził hałas.

Z twarzy i głowy usadowionego na fotelu Gurgera wystawał szereg elektrod, podłączonych pajęczą siecią do rozłożonego na stole urządzenia. Stojący nad nim mężczyzna, obrócony plecami do wejścia, wstukiwał coś do aparatu. Opanowując drżenie, dziennikarka wykonała krok w jego stronę.

Za późno zobaczyła, że trzymana figurka zahaczyła o stojący przy przejściu wazon. Dźwięk tłuczonej ceramiki rozdarł ciszę niczym eksplozja granatu.

– Trochę ciszej, Badion – powiedział mężczyzna z wyraźnym lefezjańskim akcentem. Zaczął się obracać. – Próbuję…

Cios w potylicę rozciął mu skórę. Pirja zaraz zadała drugi, ale przeciwnik wykonał unik, chwycił ją za rękę i rzucił na podłogę. Następnie zaczął dusić.

– Kim jesteś?! – warknął.

Dziennikarka chwyciła leżące niedaleko pudełko i uderzyła nim w twarz napastnika. Ten nie puścił Pirji, ale cofnął się o kilka kroków i oparł o fotel z ciałem Gurgera.

Sięgnęła po jedną ze sterczących z głowy gospodarza elektrod. Pręcik gładko wyszedł z czaszki i równie łatwo wbiła go w krtań intruza. Mężczyzna runął na podłogę, trzymając się za gardło. Pirja znów chwyciła posążek i z całej siły rąbnęła w głowę przeciwnika. Potem jeszcze raz i kolejny. Napastnik przestał się ruszać.

Z trudem nabierała powietrza, tłumiąc wymioty. Starła rękawem krew z twarzy i z drżącymi rękami dotknęła policzków Gurgera.

– Obudź się. – Jęk przeszedł w krzyk: – No wstań!

Trup milczał. Znajomy nie był centroobywatelem, nie miał więc prawa do darmowej kopii osobowości, zaś prywatna kosztowała kosmiczne pieniądze.

Nie ma Gurgera – nie ma kontaktów i pomocy dla syna.

Zacisnęła zęby. Nie poddała się wcześniej, nie zamierzała teraz. Dla Kirana i Sanala.

Pomyśl, czego chciał Lefezjanin.

Spojrzała na stół. Obok urządzenia z elektrodami było coś jeszcze – mały, czarny sześcian z wygrawerowanym okiem. Symbol portalu „Czwarta władza”. Pamięć przenośna stanowiąca prezent od przełożonego na zakończenie stażu. Gurger traktował ją jak amulet szczęścia.

Bingo!

Schowała sześcian do kieszeni i pobiegła do wyjścia z mieszkania. Już miała włożyć pierwszy but, gdy nad głową grzmotnął strzał z pistoletu elektronowego.

– Nie ruszaj się! – krzyknął cyborg z lefezjańskim akcentem. – Kim jesteś?

Nim cokolwiek odparła, otworzyły się drzwi z naprzeciwka. Stanęła w nich sąsiadka Gurgera.

– Co się tu dzieje? – powiedziała władczo, nie okazując strachu na widok wyciągniętego pistoletu. – Kim pan jest?

– Służba Bezpieczeństwa Republiki! – Oczy napastnika groźnie błysnęły. – Prowadzimy śledztwo…

– Oho! Znowu gnębicie Gurgera i grozicie jego znajomym?

– Spadaj, idiotko. Mam pozwolenie.

Oko kobiety na moment zmieniło kolor z niebieskiego na czerwony.

Kamera.

– Ciekawe, czy teraz będzie pan takim chojrakiem. – Jad wylewał się z głosu sąsiadki. – Numer służbowy proszę!

– Noż kurwa…

– Gdyby wiedział pan, kim jestem, pilnowałby pan języka. Cholerny SBR-owiec, do tego Lefezjanin…

W oczach cyborga zapłonęła furia.

– Masz coś do Lefezji?! – Skierował pistolet na sąsiadkę Grugera i wypalił prosto w pierś. – No dalej, podaj mnie do sądu, antylefezjańskie ścierwo!

Uśmiech zadowolenia zniknął mu z twarzy, gdy Pirja poderwała się do ucieczki. Zanurkowała za róg, by uniknąć drugiego strzału. Słysząc biegnącego za sobą zabójcę, zadarła głowę do kamery i doskoczyła do okręgu na platformie.

Mężczyzna spacerujący po parku omal nie upadł, gdy go staranowała.

 

***

 

– Wielkie dzięki za informację. – Redaktor „Czasu prawdy” upił łyk soku. – Teraz wyraźnie widzę, o co chodzi z tą rzekomą zbrodnią na Bergathari i reakcjach rządu na nią.

Abha uśmiechnęła się zalotnie i powiedziała:

– To świetnie. Co ja bym bez ciebie zrobiła, Wetrui?

– Nie musisz dziękować. Nie jestem gnidą z rządu, by kłamać.

Sięgnęła po e-papierosa i powiedziała:

– Coraz gorzej, co nie?

– Oczywiście. Mówię ci, jak tylko uporają się z procesem pokojowym, zaczną odbierać wszystkim prawa. A pierwsi pod nóż pójdą centroobywatele.

Omal nie parsknęła. Jak przystało na „bezstronnego” dziennikarza, Wetrui co chwila ogłaszał, po której politycznej stronie leży jego serce. Podobnie jak prorządowy redaktor serwisu „Dziennik Społeczny Republiki”, z którym spotkała się wcześniej. Zawsze ją ciekawiło, czy obaj wierzą w to, co mówią.

– Zorganizujecie protesty?

– A jak! Zobaczysz, wymieciemy rządzącą koalicję z parlamentu już w pierwszych powojennych wyborach – powiedział z dumą.

Od wybuchu śmiechu powstrzymał ją sygnał neurala.

Harszad.

– Przepraszam na moment. Dzwoni współpracownica z sekretariatu.

Nacisnęła przycisk na stojącej obok konsoli sterującej. Otoczyła ją pochłaniająca światło i dźwięk bariera. Ciemność i cisza dookoła przywodziły na myśl kosmiczną pustkę.

– Jak tam nasi trollerzy? – spytała Abha w wyśmienitym humorze.

– Dobrze.

Ton odpowiedzi ją zaniepokoił.

– Co się dzieje?

– Nie sprawdzała pani wiadomości na neuralu? – Harszad był szczerze zdziwiony.

– Jest noc, a ja umawiam się z każdym pracującym w tych godzinach redaktorem. Jak myślisz?

Jeden ruch ręki asystenta i na siatkówce przełożonej pojawiło się logo pomniejszego serwisu informacyjnego. Płynnie przeszło w widok wejścia do mieszkania. Dron policyjny próbował zasłonić sobą obiektyw, ale kamera i tak zdołała uchwycić zdemolowane wnętrze.

– Nadal nie jest znany stan dziennikarza Gurgera Rautara – mówiło beznamiętnie SI. – Wiadomo na pewno, że śmierć poniosła mieszkająca obok dziennikarza sędzia Arkaha-Gor-Thani, która próbowała zatrzymać bandytów.

Kamera pokazała leżący na korytarzu worek z ciałem. Dreszcz przeszedł po skórze Abhy, gdy poczuła chłód panujący na widzianym korytarzu. Dokładnie wtedy inny dron naparł na operatora i zmusił do wycofania za róg. Neural pobudził układ nerwowy i transmitowany gniew kamerzysty stał się jej gniewem.

– SBR szuka obecnie świadków zdarzenia. Wiadomo, że przed śmiercią sędzia rozpoczęła transmisję, w której mężczyzna z lefezjańskim akcentem…

Kurwa.

– …groził pistoletem stojącej na korytarzu kobiecie. Podał się przy tym za funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa Republiki…

Kurwa! Wszechwiedzący nam nie daruje!

Wyłączyła przekaz.

– Jaki jest zasięg informacji? – spytała Harszada i zaciągnęła się e-papierosem.

– To świeża sprawa, więc raptem kilka setek tysięcy wyświetleń, mefti.

– A transmisja ofiary?

– SBR-owcy zdjęli je jeszcze przed materiałem. Ich kontrolerzy likwidują każdą próbę wypuszczenia filmu w świat.

– Dobra, przerzuć kilka tysięcy trollerów do tej sprawy. Mają odwrócić uwagę od filmiku sędzi. – Przywołała hologram zegarka na ręce. – Niedługo mam spotkanie z redaktorem „Prawdy Republiki”. Muszę wiedzieć do tego czasu wszystko o sprawie, zwłaszcza jak zginął Gurger.

– Ale nie podano, by…

– Gurger nie żyje. Deo nie potrafi działać inaczej.

Harszad szeroko otworzył oczy, ale nic nie powiedział.

– Jak coś, niech trollerzy zhakują sieć policyjną – kontynuowała zdecydowanie Abha. – I jeszcze jedno. Niech twoje źródełko zbada, gdzie był, jest i będzie Deo.

Wzrok Lefezjanki stał się tak lodowaty, że mógłby zamrażać gwiazdy.

– Rozumiem – odparł podwładny.

Przerwała połączenie bez słowa. Wzięła głęboki oddech.

– Kurwa! – ryknęła.

Wypuścić pierdolonego zabójcę w stolicy! Który geniusz z centrali na to wpadł?!

Ponownie wzięła głęboki oddech.

Dobra, dość użalania się. Czas do pracy. A potem muszę porozmawiać z Wszechwiedzącym.

Postarała się wyglądać na zszokowaną.

– Co jest? – spytał z troską Wtrui, gdy tylko opuściła barierę izolującą.

– Zabili Gurgera – wypaliła.

Redaktor zamrugał kilka razy.

– Jak? Kiedy?

– Przed chwilą dostałam informację z biura senatorki. To… To…

Abha chwyciła szklankę i jednym haustem wypiła zawartość.

– Pamiętasz, co mówiłam przed chwilą o prowokacji?

Kiwnął głową.

– Właśnie ziścił się najgorszy scenariusz – powiedziała.

 

***

 

Zobacz najnowszy wpis na blogu redaktora „Czasu Wolności” Wetruia Galabariego:

[…] Zaprzeczający ideałom Prawodawcy duch kłamstwa zaczadził organy władzy oraz, co muszę przyznać z goryczą, niektóre redakcje. Reakcja na morderstwo naszego kolegi Gurgera Rautara i powszechny antylefezjanizm są tego dobitnymi przykładami. Dlatego wolnym mediom i nieprzeliczonej większości obywateli nie wolno stać z założonymi rękami. Dyskutujmy. Uruchommy oddolne inicjatywy. Patrzmy na ręce prezydentowi, sekretarzom oraz sprzyjającym im redakcjom. Zróbmy wszystko, byśmy przyszłym pokoleniom nie musieli przyznać, że rozmieniliśmy Republikę na drobne, bo porzuciliśmy prawdę dla haseł radykalnych krzykaczy […].

 

Właściciel bloga zablokował możliwość komentowania powyższego wpisu.

 

Zobacz także w „Czasie Wolności” zmysłoartykuły:

→ Czy znany bloger jest prorządowym trollerem? „Tak wysławia się tylko SI”.

→ Jak zareagowało biuro lefezjańskiej senatorki na film z Bergathari? „Baliśmy się takiej prowokacji od dawna”.

→ Skandal na znanej uczelni: „Rektor to oszust, który dostał posadę za polityczne znajomości i możliwości dzisiejszych SI”.

→ Czy tegoroczna Gala Nagród Republikańskiej Akademii Filmowej to nie przesada? „Żołnierze giną, a rząd i celebryci się bawią”.

 

***

 

Zwrócona na nią kamera automatycznego pionolotu przyprawiała Pirję o dreszcze. Kobieta skuliła się na tylnym siedzeniu i próbowała rękami ogrzać zimne stopy.

Na cud zakrawało, że pomimo późnej pory koło parku stała wolna taksówka powietrzna. Dziennikarka wpadła do wnętrza i wykrzyczała pierwszy lepszy adres, byleby pojazd oderwał się od ziemi. Teraz, gdy opadła adrenalina, z trudem mogła zebrać myśli. Co rusz sprawdzała, czy sześcian pamięci jest na swym miejscu.

Powinna była uruchomić alarm, a nie włazić do mieszkania jak skończona idiotka! Tylko czy by to coś dało? Jeśli mordercy pracowali dla SBR-u, to pewnie przeczesują dzielnicę w poszukiwaniu sygnału jej czipa. Może nawet obserwują przez tę cholerną kamerę. Albo czekają w szpitalu, z pistoletem przyłożonym do skroni Kirana.

Przestań! Wszystko będzie dobrze!

Przetarła twarz rękami i znów sprawdziła, czy sześcian nie zniknął.

Jeśli jej rodzina miała mieć szansę, musiała wiedzieć, co ma w rękach. Co było warte zabicia Gurgera.

Pomóc mogła w tym tylko jedna osoba.

 

***

 

Raszal otworzył drzwi po pierwszym dzwonku. Diody oczu rozbłysły niebieskim kolorem.

– Wejdź – powiedział, wskazując wnętrze mieszkania trzymanym sprayem malarskim.

Widocznie zastała go przy pracy nad chronolityczną dioramą. Mury kawalerki i wszystkie meble zasłonił płachtami. Dwie lampy o fioletowym świetle, pozwalającym na pracę nad czasozmienną materią, skierował na model obozu i poruszające się w nim figurki żołnierzy i cywilów.

Redaktor podał jej kapcie i wskazał na sofę tuż przy dioramie. Potem uruchomił drona kuchennego.

– Miałem przeczucie, że tutaj przyjdziesz – powiedział.

Wbiła w niego szeroko otwarte oczy.

– Spokojnie. Po prostu zdołałem zobaczyć film z zajściem przed mieszkaniem Gurgera, nim zdjął go SBR – kontynuował. – Miałaś zaczernioną twarz, ale stroju nie zamazali.

Odebrał od drona kubek z gorącą herbatą i podał przyjaciółce.

– Sąsiad jest policjantem, więc nic ci nie grozi. Mów śmiało, co się dzieje.

Tama pękła. Choć zastanawiała się wcześniej, ile wyjawić, żeby nie narażać Raszala, słowa popłynęły jak rzeka. Kubek stukał o blat za każdym razem, kiedy go odstawiała drżącą dłonią.

– Najbardziej boję się o Sanala i Kirana… – zakończyła.

– Spokojnie – odparł cyborg. – Jeśli zadziałamy szybko, nie damy im okazji. Wbrew pozorom ludzi nie morduje się ot tak.

Spojrzała na niego z wyrzutem i wypaliła:

– A Gurger i jego sąsiadka?

– To błąd, który będzie ich drogo kosztował. Dlatego nie zdecydują się na drugie morderstwo.

– Skąd ta pewność?

– Lata doświadczenia w dziennikarstwie śledczym, Pirjo.

Raszal zdjął płachtę z biurka i włożył sześcian do czytnika komputera.

– Skopiuję zawartość pamięci na jawny i ukryty serwer redakcyjny – powiedział. – W ten sposób, nawet jak odbiorą ci sześcian, nadal będziesz mieć kopię.

– Pewnie i na to są gotowi – wymamrotała.

– Trochę optymizmu. – Na twarzy cyborga zagościł półuśmiech. – Mam też znajomego ze wspólnoty, który bez problemu złamie zabezpieczenia Gurgera. Daj mi chwilę.

Upiła łyk herbaty i spojrzała na dioramę. To nie był obóz wojskowy, ale koncentracyjny. Dla Lefezjan, jak głosiły znaki. Przerażenie, smutek oraz gniew ludzi za laserowymi ogrodzeniami skupiały się na niedokończonej figurce przedstawiającej mężczyznę w mundurze polowym. Otoczony przez wysokich rangą oficerów Republiki, rozmawiał z jednym z trzymanych chłopaków. Widziała nadzieję na twarzy młodego więźnia, która chwilę potem przeszła w bezbrzeżną rozpacz.

– Któryś z Shezarów? – spytała.

Raszal pokręcił głową.

– Agrahaj Wenzoler – odparł. – Nasz ukochany dyktator.

Pirja zmrużyła oczy.

– Wiem, że się nie patyczkował z przeciwnikami politycznymi, ale żeby od razu „dyktator”? – Ponownie spojrzała na dioramę. – I co przedstawia ta scena?

– Wizytację Prawodawcy w jednym z obozów eksterminacji Lefezjan.

– Nasze nie eksterminowały. My im pomagaliśmy.

– Nieprawda. Były równie brutalne, a może nawet i brutalniejsze od tych należących do Unii Andermańskiej. – Raszal westchnął. – I zanim przytoczysz oficjalną wersję, że do ich prowadzenia w ogóle przymusili Prawodawcę Shezarowie, skontruję, że nie ma dowodów, że chcieli zetrzeć Republikę z mapy kosmosu. Zresztą, po obecnej wojnie znów wszystko się zmieni.

– Co masz na myśli?

– Za młoda jesteś, Pirjo, więc nie pamiętasz, jak przed konfliktem mieszano reputację Prawodawcy z błotem. Że dyktator, że gardził wolnością słowa. Gdy zaczęliśmy przegrywać, rządzący i opozycja potrzebowali bohatera, a Agrahaj był jak znalazł. Idealista, który zabijał dla Republiki.

– Przecież nikt nie zabrania go krytykować. Nie mówiąc o tym, że sami Lefezjanie narobiliby rabanu, gdyby był tak zły. Są przeczuleni na punkcie własnej historii.

– Lefezjan kupiono centroobywatelstwem. Ale masz rację, nadal można mówić o zbrodniach Prawodawcy. Robią to choćby historycy. Tylko kto ich ogląda? To mass media, dziennikarze, twórcy programów edukacyjnych i filmów fabularnych wpływają na myślenie ludzi. To myśmy pomogli politykom stworzyć jego pozytywną legendę, idąc im na rękę w trudnych czasach. „W imię trwania Republiki”, jak to usprawiedliwiano.

Pirja pokręciła głową.

– Wydaje mi się, że przesadzasz, Raszalu. Po prostu skupiono się na jego zaletach bardziej niż na wadach.

– Wypaczona prawda to już kłamstwo – skwitował redaktor.

Podszedł do dioramy i podniósł niedokończoną figurkę pierwszego przywódcy Republiki.

– A najgorsze, że to nie koniec – powiedział pełen goryczy. – Po wojnie Agrahaja znów strącą z cokołów, a na piedestał wyniesie się panujących po nim reformatorów, którzy pokonali Unię Andermańską i dali nam zręby prawdziwej demokracji. Nie byli jednak dużo od niego lepsi.

Odstawił chronolit i dokończył:

– Nowa legenda na nowe czasy. Wszystko z błogosławieństwem czwartej władzy.

Komputer piknął, a zaraz po nim tablet Pirji. Oba urządzenia wyświetliły pierwszą stronę dokumentu. „Raport o stratach na Bergathari w wyniku działań najemników” – grzmiał tytuł.

– No, zobaczmy, co tam chcą ukryć Lefezjanie.

Wykresy i tabele. Setki wykresów i tabeli na temat spadku populacji, produkcji i cholera wie czego jeszcze.

Potem cytaty informatorów o nastrojach społecznych i całe morze holografii. Jedna pokazywała wymiotującego pracownika korporacji przy masowym grobie pełnym chudych dziecięcych zwłok, inna kilkudziesięciu ludzi w garniturach pozujących z piwem, obciętymi stopami i transparentem „Praca czyni (po)wolnym”.

Dowody na wiedzę, a nawet bezpośredni współudział Lefezjan.

– Pirjo, zobacz podsumowanie – powiedział zszokowany Raszal.

 

„Ponieważ nie ma możliwości znalezienia optymalnego (pod względem kosztów, czasu i utrzymania zysków) scenariusza odbudowy zasobów biologicznych Specjalnej Strefy Ekonomicznej za pomocą metod naturalnych czy technologicznych, dlatego zebrani przedstawiciele rządu i prywatnego biznesu pragną przedłożyć Pierwszemu Ministrowi Lefezji i Przedstawicielowi Korporacji przy Rządzie Lefezji następujące wnioski wykonawcze:

1. Należy żywy element roboczy zastąpić automatycznym.

2. Do czasu zastąpienia dronami należy zasoby ludzkie poddać środkom przymusu lekkiego oraz ciężkiego. Należy odstąpić od pozytywnych zachęt jako nieopłacalnych metod.

3. Dla zabezpieczenia przyszłych interesów Lefezji należy ewakuować niezdolne do pracy jednostki, a później te zastąpione przez automatykę. Element nieewakuowalny należy poddać zabiegom sterylizacyjnym.

4. Zgodnie z propozycją Ministerstwa Kolonialnych Stref Ekonomicznych należy wdrożyć zachęty dla sąsiadujących narodów Bergathari nie będących pod nadzorem lefezjańskim, aby udzieliły pomocy w ewakuacji ludności SSE”.

 

Pirja postawiła kubek na stole.

Ewakuacja? Ale dokąd? I po cholerę im sterylizacja pozostawionych…

Nagłe olśnienie zaparło jej dech w piersi.

 

***

 

Abha zignorowała protesty SI. Neural wysłał uwierzytelnienie i portal z czarnego na powrót stał się przeźroczysty. Za nim, przy zdobionym drewnianym biurku, siedzieli Deo i podająca mu szklankę z alkoholem Girhan Upnali, przedstawicielka Lefezji w Senacie Republiki.

– Nie przypominam sobie, bym panią wzywała, mefti – powiedziała starsza kobieta z pokerową miną.

Abha podeszła bez słowa. Jedna myśl i neural wysłał obydwojgu film zabitej sędzi.

– To jest sabotaż – warknęła w kierunku Deo.

Ten nawet się nie zająknął:

– Przyznaję, jednego z moich ludzi poniosło. Ale to nic, czego nie można naprawić. – Zerknął z ukosa na Abhę. – Prawda?

– Jeszcze jedna taka akcja i lata budowania siatki kontaktów wśród dziennikarzy szlag trafi – odparła gniewnie. – Nie będzie komu sprzątać twoich brudów.

– Habmefti Deo zapewnił mnie, że sytuacja się nie powtórzy – powiedziała pojednawczo senatorka. – On ma swoje zadanie, pani swoje. Dlatego proszę nie przeszkadzać…

Umilkła, gdy otrzymała kolejną wiadomość. Szeroko otworzyła oczy.

– Skąd… Skąd pani to ma?!

– Z pewnego źródła niezatkanego przez habmeftiego Deo. – Abha nacisnęła przycisk na biurku. Z podłogi wyrósł prostopadłościan i przekształcił się w krzesło, na którym rozsiadła się wygodnie. – Jeśli ja mogę położyć rękę na tym raporcie, to wrogowie Lefezji także.

– Znów chcesz udowodnić skuteczność trollerów? – Deo upił łyk. – Może więc streścisz, jak sobie poradzili na Rinnie? Dlaczego musiałem ratować tam sytuację, a ciebie zesłano na podrzędne stanowisko?

Abha posłała mężczyźnie jadowity uśmiech i powiedziała:

– Tam trwały działania wojenne. Byliśmy otoczeni przez wrogów. – Rozłożyła szeroko ręce. – Tutaj są zwykli Republikanie i centroobywatele, którzy mimo posiadania zaawansowanej technologii, potrafią ją wykorzystywać jedynie do zabawy. Analiza oglądanych wiadomości to dla nich zbyt wielki trud.

– To nie jest prosta wiadomość z serwisu – powiedziała znów opanowana Girhan. – To pełen raport z holografiami i wnioskami. Do jasnej cholery, są tam nawet podpisy premiera i przedstawiciela korporacji!

– No i? – rzuciła zawadiacko Abha.

– Jak to „no i”? Jeśli to wyjdzie na jaw, ugotują Lefezję żywcem. Odebranie wszystkim centroobywatelstwa, embarga…

– No i?

Senatorka zaczęła się trząść.

– Kończ tę szaradę i gadaj, co masz na myśli – przyszedł jej w sukurs Deo.

Zawieszony pod sufitem pryzmatyczny rzutnik wyświetlił przesłany przez neurala raport.

– To jest przykładowa fałszywka wygenerowana przez najbardziej kreatywną SI pod moimi rozkazami. Jedną z tych trollerów, którymi tak pogardzasz, Deo.

Rozmówcy chwilę patrzyli na dokument. Abha pstryknęła palcami i pojawiły się kolejne, każdy o innej treści.

– Zachowujecie się tak, jakby Republikanie mieli w sobie magiczny wykrywacz prawdy. Ale co dzisiaj jest prawdą, a co kłamstwem? Jak biedny, statystyczny obywatel ma rozróżnić autentyczny raport pośród morza fałszywek? – Oparła ręce na biurku i wstała. – Jeśli zabijecie dziennikarzy, uwiarygodnicie tylko to, co mówią. Ale zagłuszcie ich twierdzenia w tłumie podobnych, przekupcie redaktorów, negujcie prawdziwość przedstawianych faktów pełnymi emocji zmysłoartykułami, a powiadam wam: tylko najbardziej wrogie nam media będą popularyzować szkalujące opinie.

Abha opadła na fotel i powiedziała tryumfalnie:

– A z tymi potrafimy sobie radzić młotkiem o nazwie „antylefezjanizm”. Prawda, senatorko?

Girhan zamyśliła się, patrząc na splecione palce. Deo zaczął klaskać, mówiąc:

– Piękne, mefti Abho. Tylko że ten plan naprawczy nie będzie potrzebny. Jeszcze przed spotkaniem moi ludzie namierzyli cel. Gdy już zatkamy przeciek, pozostanie tylko dyskretne poinformowanie odpowiednich władz Republiki, że to wewnętrzne sprawy Lefezji i wara im od nich. A to już pani działka.

Ręce mężczyzny zastygły w powietrzu, gdy Abha wyszczerzyła zęby niczym gotowy do ataku drapieżnik. Jej neural wysłał kolejną wiadomość.

 

***

 

– To trzeba opublikować – oznajmił stanowczo Raszal.

Pirja milczała. Oczami wyobraźni zobaczyła męża i syna w celownikach morderców.

– Oni… – wyjąkała. – Zabiją nas tak jak Gurgera… Zabiją Sanala i Kirana. Zrobią to… Musimy… Może Lefezjanie zechcą się dogadać…

Raszal chwycił jej dłonie.

– Kurwa, nic nie mów! – krzyknęła, nim zdołał cokolwiek powiedzieć. – Mój syn umiera na chorobę, którą wyleczonoby w trymiga, gdybyśmy byli centroobywatelami, a mąż siedzi w bazie wojskowej na linii frontu.

 Łzy płynęły po twarzy Pirji, gdy mówiła:

– Muszę przede wszystkim myśleć o nich. Nie pomogę wszystkim, więc chociaż im. Rozumiesz, Raszal?

– Więc powiedz, dlaczego właściwie zostałaś dziennikarką? – zapytał.

Odwróciła wzrok.

– Ja chciałem przestać się bać. – Ton Raszala był równie mocny, co uścisk jego dłoni. – Chciałem pokonać własną nieśmiałość i zacząć głośno mówić, co myślę. Potem doszła chęć mówienia prawdy wbrew wszystkim. Bo tylko ona jest ciekawa… – Zawiesił na moment głos. – A ty?

Otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Rozglądała się dookoła, jakby odpowiedź ukryto pośród czarnych płacht przesłaniających ściany.

– Ja…

Podmuch wyrzucił obydwoje z sofy. Zza wysadzonych drzwi zajaśniały trzy promienie celowników laserowych.

Pirja zesztywniała, wbijając wzrok w zabójców. Do zmysłów przywrócił ją ból w ściśniętej przez Raszala ręce.

– Za oknem jest rękaw – szepnął.

Diody oczu cyborga zapłonęły na czerwono. Trzy lufy karabinów elektronowych skierowały się w stronę redaktora, gdy wstał z podłogi.

– Czy wiecie, kim jestem?! – powiedział wzburzony. – Czy macie pojęcie, co mo…

Pierwsza seria oderwała mu ramię i przebiła pierś. Druga i trzecia dokończyły dzieła, przecinając ciało redaktora na pół.

Czwarta rozorała miejsce, gdzie była Pirja, ale ta już wyskakiwała przez zbite okno w rękaw ewakuacyjny. Ledwo zjechała, gdy z zaułka wybiegł czwarty zabójca. Cisnęła w napastnika odłamkiem bruku. Trafiła w lufę karabinu. Wiązka przeorała ścianę.

Pirja natarła z krzykiem, lecz napastnik zdzielił ją kolbą. Rozcięta szkłem noga zapłonęła bólem.

– Nie wierzgaj, to nie będzie bolało – wycedził Lefezjanin, celując w głowę kobiety.

W ciemnym wylocie lufy zobaczyła nieprzytomną twarz synka i płaczącego z gniewu męża.

Przepraszam

Wtem błysk zmusił Pirję do zamknięcia powiek i dociśnięcia ich rękoma.

– SŁUŻBA BEZPIECZEŃSTWA REPUBLIKI! – Głos sprawiał nie mniejszy ból uszom niż światło oczom. – RZUĆ BROŃ I POŁÓŻ SIĘ NA ZIEMI!

– Też jestem z SBR-u – darł się mężczyzna. – O, tu mam…

Świst pocisków. Coś uderzyło w kontener.

– LEŻ!

Powietrze wypełniły odgłosy lewitujących maszyn i kroków oddziału. Ktoś krzyczał z góry, gdzie było mieszkanie Raszala.

Oślepiające światło zgasło. Pirja zobaczyła nad sobą drona bojowego. Poczuła wsuwaną na głowę opaskę. Potem nastała ciemność.

 

***

 

Girhan wyglądała, jakby miała zejść na zawał. Deo dyszał z gniewu.

– Zdrajczyni! Ty mu powiedziałaś! – wychrypiał. – To od niego masz raport!

– Tak, załączył go do tej wiadomości. – Abha starała się nie brzmieć zbyt tryumfująco. – Jednak nic mu nie zdradziłam. W końcu nie na darmo zwą go Wszechwiedzącym.

Girhan zagryzła wargę do krwi. W oczach miała czyste przerażenie.

– On nie chce ujawnienia całej sprawy – powiedziała stanowczo Abha – ale nie będzie tolerował naszej samowolki. Musimy z nim współdziałać.

– Pierdolone bzdury. Nie waży się ujawnić raportu. Storpedujemy rozmowy pokojowe i…

– Stul pysk, Deo! – ryknęła senatorka. – Co pani proponuje, mefti Abho?

– To, co przed chwilą plus pełną kontrolę nad operacją Deo. – Kobieta spojrzała Girhan w oczy. – Tylko w ten sposób uratuję i Lefezję, i polityczną karierę pewnej osoby w tym pokoju.

Senatorka nie wahała się nawet przez moment.

 

***

 

Na ironię zakrawało, że lecieli do najbardziej pstrokatego budynku w dzielnicy rządowej. Do tego piramida SBR-u ustępowała wielkością jedynie Senatowi i Pałacowi Prezydenckiemu.

Na pierwszą kontrolę natrafili tuż za portalem dla pionolotów. Rozkazano im lądować pod groźbą zestrzelenia, po czym pojazd i pasażerów dokładnie sprawdzono. Potem były kolejne, nie mniej szczegółowe. Harszad robił się nerwowy, ale Abha spokojnie wykonywała polecenia żołnierzy, od czasu do czasu pociągając z e-papierosa. Nikt nie mógł liczyć na preferencyjne traktowanie przez Służbę Bezpieczeństwa Republiki.

– To mi przypomina, że powinnam podziękować twojemu źródełku – powiedziała na rozładowanie napięcia. – Czego chce w zamian?

– Proszę zgadnąć – odparł podwładny z półuśmiechem.

– Rozumiem. Zasłużyłeś na urlop. – Wbiła wzrok w rosnącą w oknie pojazdu piramidę. – Niestety nie wymigasz się od teściów.

– Cena bycia mężem osobistej asystentki Girhan.

W końcu stanęli na szczycie piramidy. Przed sobą mieli kobietę w czarnym mundurze.

– Mefti Abho Radani, proszę za mną. – Zmierzyła wzrokiem Harszada. – Pana, niestety, muszę prosić o przeczekanie, najlepiej w kawiarni. Zaprowadzi pana dron.

Lefezjanka wzięła tablet od asystenta, oddając mu zarazem e-papierosa. Pobliski portal prowadził do niekończącego się korytarza, gdzie przewodniczka wybrała tunel wiodący do identycznego holu. Za ostatnim przejściem zawyły alarmy neurala, informujące o utracie sygnału sieci i wymuszonym nałożeniu filtrów na zmysły. Od teraz widziała i słyszała to, co chciał SBR.

Abha znalazła się w ciemnym pomieszczeniu. Wszystkie światła skierowano na stojący na środku fotel. Choć nikogo nie widziała, czuła, że nie jest sama.

– Po co te nerwy, Abho – oznajmił głos wypowiadany przez dziesiątki kobiet i mężczyzn jednocześnie.

Dyrektor Służby Bezpieczeństwa Republiki. Osoba o najpilniej strzeżonej tożsamości w Republice.

Wszechwiedzący.

– Mam nadzieję, że pamiętasz reguły obowiązujące w tym pomieszczeniu? – spytał, gdy siadała.

– Tak – odparła i zacytowała: – W tym miejscu mówimy sobie tylko prawdę. Bo bez niej nie osiągniemy sukcesu. Choć potem możemy…

– Wysłać ją na przemiał. Zawsze lubiłem twój szacunek do reguł. Powiedz mi więc, co zamierzacie zrobić z zaistniałą sytuacją?

Zacisnęła palce na tablecie.

– Dostałam pełne prawa do prowadzenia obu operacji. – Uruchomiła urządzenie i uniosła w powietrzu. – Przekażemy SBR-owi wszelkie dokumenty dotyczące działań habmeftiego Deo. Nikt od nas nie będzie wymagał zwolnienia pochwyconych agentów, ale prosilibyśmy, by nie wyjawiać ich prawdziwej tożsamości.

Niewidzialna ręka zabrała tablet, który momentalnie znikł w mroku.

– Od strony oficjalnej – kontynuowała – senatorka Girhan zwoła konferencję prasową, na której zapewni o pełnej kooperacji. Na następnej ujawni sfałszowany raport. Moi trollerzy nadal będą działać w ustalonych przez ciebie granicach, choć chciałabym prosić o uwierzytelnienie kilku dodatkowych kont jako centroobywateli. Potrzebujemy ich do zwiększenia działań w mediach społecznościowych i zmysłoartykułach.

– I? – zagrzmiał głos Wszechwiedzącego.

– Żadnych zabójstw, żadnej przemocy. Tylko przekupstwa. Jeśli zaistnieje potrzeba eliminacji, poprosimy o zgodę.

– I?

– Oprócz tego wyskrobię taki raport, że centrala będzie dobrze wiedziała, kogo powiesić i za co.

– Doskonale, Abho. – Radosny ton przyprawił Lefezjankę o ciarki. – Wiedziałem, że można na ciebie liczyć.

– Dziękuję.

– Myślę też, że nie ma potrzeby, by to SBR karało schwytanych agentów. Przekażemy ich w wasze ręce najszybciej, jak się da i znajdziemy zastępczych winnych.

Dobiliśmy targu – pomyślała z ulgą.

– Ale proszę, byś zaznaczyła w swoim raporcie wyraźnie moje zdanie – powiedział groźnie Wszechwiedzący. – Następcy Agrahaja odeszli od jednej, centralnie sterowanej agencji kontrwywiadowczej, przekazując sporo władzy do autonomicznych systemów gwiezdnych. Jednak nie oznacza to, że pozbawili mnie czy Senat pewnych uprawnień. Szanuję Lefezję i nie chcę ich użyć przeciwko twej ojczyźnie.

Przed Abhą pojawiły się dwa czerwone punkty przypominające rozżarzone węgle.

– Czy zrozumiałaś, mefti?

– Tak – odparła z pełnym przekonaniem. – Mogę cię zapewnić, że póki będę w stolicy, póty taka sytuacja się nie powtórzy.

– Świetnie.

Ciemności rozświetlił blask portalu za jej plecami, a neural poinformował o resecie i usuwaniu nałożonych filtrów. Wstała i ruszyła do portalu. Przystanęła tuż przed przejściem.

– Jeśli mogę spytać – zaczęła – to jak udało się wam tak szybko ustalić, gdzie uderzą agenci Deo?

– Identyfikacja tej dziennikarki to była prosta rzecz. Potem wystarczało sprawdzenie wszystkich kamer w sektorze i zastawienie pułapki na waszych ludzi.

– A raport?

– Jej redaktor nieświadomie podesłał nam wszystko, co chcieliśmy wiedzieć.

– No tak. Monitorujecie serwery prasowe. Tylko czy to nie jest sprzeczne z wolnością słowa?

– Często, by bronić konstytucji, muszę ją łamać. – Portal stał się jaśniejszy. – A teraz idź. Czekają na mnie senatorowie. Cieszy mnie, że będę mógł z czystym sumieniem pominąć pewne kwestie, Abho. Mają dosyć problemów z przegraną wojną, by obarczać ich nowymi – Pstryknięcie palcami. – Ach i naprawdę powinnaś przestać palić. Samo pozostawienie e-papierosa z asystentem to za mało.

Mogłaby przysiąc, że pod koniec wypowiedzi spośród głosów Wszechwiedzącego najsilniej brzmiał jeden. Mocny i niski, który kojarzył się z Prawodawcą. Jednak neural zasygnalizował, że nie usunął wszystkich filtrów nałożonych na zmysły. Potrząsnęła więc głową i przeszła przez portal.

 

***

 

Zobacz konferencję prasową bezpartyjnej lefezjańskiej senatorki Girhan Upnali:

– […] Dlatego właśnie dołożymy wszelkich starań, by odnaleźć zabójców dziennikarzy, którzy chcą skłócić nas z innymi centroobywatelami. Osobiście poprosiłam prezydenta, by nadał sprawie taki sam priorytet, jak zbrodni na Bergathari. Mogę państwu przysiąc, że winni nie unikną kary. A teraz przejdźmy do pytań. Tak?

– Mia Ralia, „Prawda Republiki”. Czy może pani skomentować przecieki na temat raportu rządu Lefezji, dotyczące czystek etnicznych na Bergathari?

– Zrobię to na jutrzejszej konferencji prasowej razem z Sekretarzem Sprawiedliwości, ale już teraz chciałabym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Otóż porównywanie tego brutalnego, lecz jak wszyscy zobaczymy, jednostkowego incydentu do zaplanowanego działania klanu Shezarów na Lefezji boli mnie niesamowicie. Nie uwłaczając ofiarom, termin „czystki etniczne” nijak ma się do zaistniałej na Bergathari sytuacji. Mieszkańcy Specjalnej Strefy Ekonomicznej nie będą musieli czekać na sprawiedliwość tak długo, jak mój naród. I dlatego proszę cię, Mio, jak i innych dziennikarzy, o więcej taktu […].

 

Dostępne na stronie senatorki Girhan Upnali:

→ Lefezjański Szlak Śmierci – poczuj na własnej skórze, jak chciano eksterminować cały naród.

→ „Moje powołanie to służba ludziom” – wywiad z senatorką dla młodzieżowego pisma „Przyszłość i odpowiedzialność”.

→ Zobacz zwiastun filmu „Trębacz ocalony”, wystawionego przez Lefezjańską Akademię Filmową do walki o główną nagrodę Republikańskiej Akademii Filmowej.

 

***

 

SBR przetrzymał Pirję cały dzień. Przed wypuszczeniem wszczepili jej dodatkowy czip lokalizacyjny. Potem agent wydał dziennikarce rzeczy i pouczył, że w wypadku otrzymania zawiadomienia powinna stawić się od razu na najbliższym posterunku. Oraz że zatrzymują sześcian pamięci Gurgera jako dowód rzeczowy.

Bez słowa podpisała protokoły. Nie miała wyboru – nie była centroobywatelką.

Kiedy wróciła do domu, słońce właśnie zaszło za wieżami przesyłu energii.

Nie byłam dzisiaj u Kirana. Serce pękło jej na tę myśl. Musi mu to jakoś wynagrodzić. Może pojedzie teraz i wybłaga pozostanie na noc, by synek mógł ujrzeć ją zaraz po przebudzeniu?

Zjadła cukierka i włączyła netmoduł. Kopia materiałów Gurgera na oficjalnym serwerze redakcji zniknęła, jednak ta na tajnym – nie.

Program pocztowy wyświetlił komunikat o czekającym pliku. Wiadomość od Sanala. Zrobiło jej się cieplej na sercu.

Kolejny powód, by jechać do Kirana.

Przejrzała kolejne mejle. Zdążono już przekazać informację o śmierci Raszala. Ktoś ze wspólnoty religijnej napisał, że przygotują pogrzeb. Odpowiedziała, że też chętnie pomoże.

Zamarła na widok anonimowej wiadomości: „Proszę o pilny kontakt pod tym numerem”.

Nie powinna dzwonić – czekały ją albo groźby, albo próby przekupstwa. A już na pewno nagrają głos i zmanipulują. Jednak musiała stawić im czoła. Albo zrobi to teraz, albo później, gdy postawią ją pod ścianą.

Uruchomiła program do nagrywania.

– Halo – Rozmówca używał modulatora. Aplikacja poznała jedynie, że to kobieta. – Czy rozmawiam z Pirją Lus'Orth?

– Ta… Tak.

– Proszę spojrzeć jeszcze raz na konto pocztowe.

Netmoduł zapikał. Ponownie wiadomość od anonimowego nadawcy. I załącznik.

– Nie łudzę się, że znaleźliśmy wszystkie kopie materiałów – powiedziała przyjacielskim tonem rozmówczyni. – Nie będziemy już pani nękać, o ile w przyszłości nikt o nich nie usłyszy.

Dziennikarka wbijała wzrok w załącznik. W dokument, który gwarantował, że jej mały mężczyzna przeżyje.

Szczęście było w zasięgu ręki – za „niewielką” cenę milczenia.

Zacisnęła palce tak mocno, że obudowa tabletu trzasnęła.

– W takim razie, jeśli nie ma pani pytań…

– Morderstwo Raszala – powiedziała przez zęby. – Cholerne ludobójstwo. Myślicie, że można mnie kupić, bym o nich zapomniała?

Westchnięcie rozmówczyni.

– Tak.

Pirja poczuła się, jakby ją spoliczkowano.

– Ty lefezjańska kurwo! – wydarła się. – Jak się wam dobiorę do dupy tym raportem…

– Pani?! – Lefezjanka także przestała panować nad sobą. – Wie pani, kim jest?!

– Dziennikarką, którą rozgłosi prawdę!

– Szkoda, że ona nikogo nie obchodzi! – Słychać było, jak rozmówczyni zaciąga się papierosem. – Myśli pani, że widzowie zmysłoartykułów chcą faktów? – Śmiech. – Oni wolą kłamstwa, mity i legendy. Chcą usłyszeć, że świat jest taki, jaki im opisują politycy i celebryci. By ich przyciągnąć, rozdmuchujecie skandale, wyciągacie brudy i określacie się jako „niezależni”, „wolni” lub jeszcze inaczej. Bo im większe słupki oglądalności, tym pewniejsze, że spotkacie ludzi takich jak ja. Posiadaczy prawdziwej władzy, gotowych się nią dzielić w zamian za wplatanie w przekaz kilku dodatkowych informacji. Dzisiaj słowo dziennikarz to synonim prostytutki.

– Jest wielu, których nie obchodzą wasze „podarki”. Ludzi rozumiejących prawdziwy sens pracy w mediach – wysyczała Pirja.

– Mniej niż redaktorów i trollerów na mych usługach. – Rozmówczyni znów się zaciągnęła. – Ma pani coś jeszcze do dodania?

– Jeśli tkniesz mego męża i syna…

– Jeśli ocali to przyszłość lefezjańskich dzieci, to tak, tknę ich. A teraz proszę nie być wyrodną matką i pomyśleć o rodzinie.

Dwa piknięcia netmodułu oznajmiły, że Lefezjanka przerwała połączenie.

Ponieważ nie dało się trzasnąć automatycznymi drzwiami, Pirja wyładowała gniew kopniakiem we framugę.

 

***

 

Kiran już spał. Poprawiła kołdrę i poszła poszukać lekarza dyżurnego. Dziś był to znajomy Raszala ze wspólnoty religijnej.

– Oczywiście – odpowiedział, gdy Pirja spytała, czy może zostać przy synu na noc. – Proszę śmiało mówić dronowi oddziałowemu, gdyby czegoś pani potrzebowała.

Usiadła przy stoliku. Włączyła tablet i jej oczom ukazała się informacja o wypuszczeniu dotychczasowych podejrzanych o zabójstwo Gurgera.

Znów zawrzała w niej krew, jak podczas rozmowy z Lefezjanką.

Nie ma bata, nie daruję wam!

Przelała całą złość za śmierć Raszala, całą furię na system Republiki w zmysłoartykuł. Z dziką satysfakcją dołączyła fragment raportu, gdzie widniał podpis premiera Lefezji i nagraną rozmowę z Lefezjanką. Chciała, by suka udławiła się własnymi słowami.

Świt zastał ją wprowadzającą ostatnie poprawki. Sprawdzenie przez SI przeszło migiem. Przycisk „opublikuj” przybrał zielony kolor.

I kiedy miała go wcisnąć, zadrżała jej ręka, a gniew uleciał.

Jeśli to zrobi, zostanie pariasem. Okrzykną ją antylefezjanką, zmieszają z błotem, wyrzucą z pracy. Republika odmówi mężowi centroobywatelstwa za służbę wojenną. A wraz z tym Kiran straci szansę na przyspieszenie kolejki.

Oczami wyobraźni widziała zimną i bezbarwną twarz synka. Malutką trumienkę. Ból na twarzy Sanala.

Przycisk „kasuj” nigdy nie był bardziej kuszący.

Więc powiedz, dlaczego właściwie zostałaś dziennikarką? – spytało stanowczo wspomnienie Raszala.

Nie wiedziała, co wtedy odpowiedzieć. Bo lubiła tworzyć zmysłoartykuły? Bo serwis cyborga płacił dobrze, a ona i Sanal potrzebowali pieniędzy na nowe mieszkanie? Jak miała przyznać, że żadna z niej idealistka, a jednie zwykła, kochająca rodzinę kobieta?

Ręka drżała coraz mocniej. Pirja oparła łokcie na kolanach i zaczęła cicho łkać.

Wszystko… Nie, kurwa, nie będzie dobrze!

Jeśli to opublikuje, czy da radę z żyć ze świadomością, że naraziła syna i męża? Że najpewniej ich straci?

A jeśli nie – czy będzie w stanie spojrzeć w lustro z wiedzą, że nikt nie upomni się o ludobójstwo na Bergathari? Jak wtedy zareaguje Sanal? Jak będzie z tą wiedzą żył Kiran? Jak ona będzie żyć, zaprzeczając powołaniu każdego dziennikarza: służbie prawdzie?

Ja chciałem przestać się bać – rzekło ciepło wspomnienie Raszala.

Zebrała w sobie całą odwagę i z zaciśniętymi zębami rąbnęła w przycisk „publikuj”. Krótki komunikat i materiał poszedł w świat.

Schowała twarz w kolanach, dławiąc łzy i chęć proszenia SI, by wycofała zmysłoartykuł ze strony.

Nie mogę się więcej bać. Dla Kirana i Sanala.

– Mamo…

Synek patrzył pełnym bólu wzrokiem.

Natychmiast przetarła oczy i przywołała na twarz uśmiech.

– Jak się ma mój dzielny, mały mężczyzna? – zapytała.

– Dobrze – odpowiedział.

– Przepraszam, że wczoraj nie przyszłam, ale dzisiaj to nadrobię z nawiązką.

Podeszła i pocałowała go w czoło.

– Wiesz, tata przesłał nową wiadomość. I do tego nagrałam przedstawienie chronolitów w parku, które na pewno ci się spodoba.

Iskierki w oczach uczyniły tłumione uczucia łatwiejszymi do zniesienia.

– Naprawdę?

– Tak, kochanie.

Wzięła tablet i położyła przed nim. Potem przystawiła bliżej krzesło.

– Obejrzymy razem, co ma nam do powiedzenia, dobrze?

Kiran pokiwał głową. Ponownie pocałowała synka w czoło, starła łzę z policzka i uruchomiła film od Sanala.

 

***

 

Zobacz zmysłoartykuł Pirji Lus'Orth „Status ofiary ściśle reglamentowany”:

[…] Tutaj kończy się moja rola. Pokazałam fakty, powstrzymując się od transmitowania targających mną emocji, byście państwo sami mogli wyrobić sobie zdanie. Teraz inicjatywa jest w waszych rękach, tak jak los nieprzeliczonej rzeszy mieszkańców Bergathari. To od was zależy, czy znów pozwolimy zbroczyć ręce Republiki krwią niewinnych. To od was zależy, kto wygra w walce o duszę naszego państwa – kłamstwo i stojąca za nim siła, czy raczej prawda i wraz z nią my, wolni ludzie. Życzę wam podjęcia właściwej decyzji.

 

Czytaj najnowsze komentarze pod zmysłoartykułem:

Durdi'Ka: Ta cała historia jest równie wiarygodna, jak wszystkie mejle od „zatroskanych czytelników” w innych redakcjach. A co do dokumentów od rzekomej Lefezjanki, to proszę nauczyć SI, że pozwolenia na kurację dziecka mają inne numery, zaczynające się od 133. Wiem, co piszę, jestem lekarzem z długoletnim doświadczeniem.

Talia-Brag-dur: @Durdi'Ka Pisze się „wiem to jako lekarz z długoletnim doświadczeniem”, cholerny trollerze!

Durdi'Ka: @Talia-Brag-dur Tak? A skąd wiadomo, że ty nim nie jesteś? Fałszywe oskarżenia to także ulubiona taktyka SI!

 

Talia-Brag-Dur: Proszę się nie przejmować. Proszę dalej publikować i walczyć o prawdę. Niech tych lefezjańskich zbrodniarzy spotka zasłużona kara! Szkoda, że klanowi Shezarów nie udało się skończyć tego, co wobec nich planowali :(

Trzymam za panią kciuki! 

 

Jurgani Smuth: Wczoraj wieczorem widziałem przeciek raportu Lefezjan na temat masakry na Bergathari. Dzisiaj sensacyjny zmysłoartykuł na tej stronie, idący w bardzo skrajne (delikatnie mówiąc) wnioski. Po południu senatorka Girhan ujawni oficjalny dokument, a pewnie zaraz zwolennicy teorii spiskowych też z czymś wyskoczą. Mit przeciw mitowi, legenda przeciw legendzie. I każdy będzie twierdził, że to jego zdanie jest najprawdziwsze. Chciałbym postawić diament przeciwko orzechom, że wiem, gdzie są fakty, ale wypadł mi z rąk i wpadł do morza gówna.

Parafrazując poetę: prawda pali, więc pali się prawdę, bo nikt nie pyta o treść popiołów. Tak było kiedyś, ale dzisiaj po prostu miesza się diamenty z węglem. A nam, zwykłym zjadaczom chleba, ciężko odróżnić jedno od drugiego. Oba to ten sam pierwiastek – na chuj więc drążyć temat?

I to jest moja odpowiedź na cały ten zgiełk: chuj z tym wszystkim. Siostra na wojnie, żona w grobie, a dzieciak wdał się w złe towarzystwo. Ledwo wiążę koniec z końcem. Więc co mnie obchodzi jakaś masakra jakichś ludzi na jakiejś Bergathari. Nawet nie chcę sprawdzać astromapy, gdzie to jest w galaktyce.

 

Lu-Fi’ant: Niby walczą o prawdę, a tu cenzura pełną gębą. Za co usunięto mój poprzedni komentarz? Za to, że napisałem prawdę o pochodzeniu tej pani? Że, sądząc z nazwiska, to jakaś powiązana z Shezarami rodzina? Prawodawca wiedziałby, co z takimi robić!

 

UWAGA, WIADOMOŚĆ DNIA:

KONIEC WOJNY!

 

Zobacz powiązane materiały:

→ Prezydent Republiki: „Przywiozłem pokój dla tego i przyszłych pokoleń!”

→ Komentarze ekspertów: „Warunki pokojowe najlepsze z możliwych. Prezydent przejdzie do historii”.

→ Szaleństwo na froncie: „W całej bazie wybuchła radość”.

→ Sekretarz Sportu: „Tegoroczne zawody będą świętem pokoju”.

→ Opozycja krytykuje warunki traktatu: „Dziś hańba, jutro znów wojna!”

 

PRZEGLĄDAJ DALEJ…

Koniec

Komentarze

Poniżej kilka wzruszających momentów z betowania.

 

Pierwsze wrażenia z lektury pozytywne. Zbudowałeś skomplikowany świat, zagmatwałeś fabułę, poprowadziłeś akcję z perspektywy kilku bohaterów, zarysowałeś złożone tło i podjąłeś zaangażowany społecznie temat, o uniwersalnych prawach świata – niesprawiedliwości społecznej, okrucieństwie wojny i mrocznych sekretach rządów, bezdusznej ekonomii itd.

Konstrukcja opowiadania, przeplatanego newsami, zajawkami newsów i komentarzami ubarwia i dynamizuje tekst, jest ciekawym i pasującym do opowieści motywem. To, że część newsów pod newsami głównymi nie dotyczy wydarzeń związanych z fabułą, akurat mi się spodobało. Ożywiają Twój świat. I brzmią naturalnie, a ich zróżnicowanie wyszło naprawdę dobrze.

 

Zaczynasz mocnym akcentem. Pewnie jakaś część czytelników może się zrazić po takim wstępie. Pojechałeś po bandzie z wieszaniem i rozrywaniem na strzępy akurat ciężarnych kobiet. Sam musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to krok za daleko. Jako mocny element ustawiający resztę historii, jako dosadne przedstawienie, o jakich zbrodniach mówimy potem, jakie podłości ukrywają złe postacie, w imię czego bohaterka ryzykuje życiem dziecka i męża, to jest dobre posunięcie. Czytelnik wie, że gra toczy się o poważne kwestie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wielkie dzięki Mr.Marasie za klika oraz nieocenione wskazówki w trakcie betowania :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

jedynej prawidłowej interpretacji wideoartykuł Gurgera?

Wideoartykułu?

Cios w potylicę rozciął mu policzek.

Chyba policzki nie są na potylicy? :p

– To błąd, który będzie ich drogo kosztował. Dlatego nie zdecydują się na drugie.

Wiem, że chodzi o morderstwo, ale wydaje mi się, że podmiotem jest błąd, więc “drugi”.

 

Jestem mniej więcej w połowie i muszę na razie przerwać. Na pewno później wrócę. Bardzo podoba mi się realna strona wojny hybrydowej. Polityka, trolle, wojsko, media. To tworzy kompleks, który jest naprawdę interesujący. Nagłówki i newsy to bardzo mocna strona tego opowiadania. Sam konflikt też niczego sobie.

Na początku jest dość dużo informacji i musiałem się kilka razy wracać, by nie zgubić wątku. Możliwe, że to efekt wczesnej pory i mojego nieogarnięcia. Żołnierze jako ogół są przedstawieni dość płasko (jak na razie) i jednostronnie. Jako bezlitosne maszyny wykonujące polecenia. To celowe?

No i dziwi, jak łatwo Prija naraża swoje życie, myśląc o synu. Choć może to taka irracjonalna decyzja pod wpływem chwili?

Dokończę później. Powyższe uwagi to tylko niuanse, a historia jest wciągająca i rozbudowana, więc nie mają zbytniego wpływu na przyjemność w czytaniu. :)

Doskonałe opowiadanie. Przemyślane, spójne, dopracowane. Chyba najlepiej napisane do tej pory, w ramach konkursu. I co ważne – nie wtórne! Sęk w tym, że po przeczytaniu włączyłem brzytwę Lema… I się zasmuciłem, bo wykazała, że fantastyczne, gwiezdno-planetarne okoliczności przyrody równie dobrze mogłyby się zmienić na ziemskie i obecne… Bez szkody dla tekstu i przekazu.

 

Dzięki za komentarze.

 

Ac

Poprawiłem, dzięki za wyłapanie błędów. Poprawiłem.

Fakt, moje teksty używają dużej ilości informacji. Staram się to ograniczać, a tutaj Cobold i Mr.Maras pozwolili mi wytropić zbyteczne kawałki. Mam nadzieję, ze finalnie nie wyjdzie aż tak skomplikowanie :)

Żołnierzy nie planuję rozwijać – to ledwo element większej układanki. Uwaga tekstu skupiona jest na mediach.

Wydaje mi się, że narażanie życia przez matkę dla ratowania życia śmiertelnie chorego syna to raczej rzecz spodziewana. Niekoniecznie częsta, ale spodziewana – na pewno.

 

Rybak

Wiesz, myślałem nad brzytwą Lema przy pisaniu tego tekstu. I spodziewałem się, że padną o nią pytania. Tylko patrząc od Twojej strony, to podobnie mogło to by być opowiadanie historyczne, gdzie Pirja jest bardem i rozgłasza szkalujące króla informacje po karczmach. To, co różni, to reakcje na tę prawdę. Kiedyś wieszano, potem przekupywano, dzisiaj widać zaczątek tego, co chciałem pokazać w tekście – że nie trzeba odwoływać się do przemocy, ale do dezinformacji. Że wraz z rozwojem mediów społecznościowych odkrycie prawdy wcale nie będzie łatwiejsze. Filmik sędzi ma kilkaset tysięcy wyświetleń, ale wystarczy jeden ruch SBR-u, by go ukryć i wysłanie tysięcy SI przez Abhę, by zrobić ludziom mętlik w głowach. Dzisiaj są tego ledwo początki i to niemrawe, działające ledwo lokalnie. Technologia nie stoi na takim poziomie, by się udało. Ale jutro, pojutrze – gdy wynajdą świetnie udajęce ludzi SI; gdy te będą przeczesywać i usuwać wiadomości, wstawiając własne; gdy będzie można kupić dziennikarzy choćby obietnicą nieśmiertelności przez kopiowanie osobowości? Kto wie. Ale to już, nomen omen, science-fiction :)

A gwiezdnego tła użyłem specjalnie – by podkreślić pewną uniwersalność. Że to może się zdarzyć niezależnie od kraju jutro, pojutrze czy za sto lat. A im bardziej zaawansowana technologia, tym będzie to prostsze.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ależ to już dziś masz na Ziemi: Jeden klik i przekaz z Youtube leci w Kosmos (albo na drzeo). Fabryki trolli, partyje watahy hejterów, celowana dezinformacja, gównoburze, tematy-przykrywki, planowane nawet z wyprzedzeniem. W Twoim opowiadaniu – świetnym, jak już powiedziałem, nie ma niczego, czego nie byłoby już dziś na naszej nieszczęsnej planecie. Tu i teraz. Wdzisz, Dukaj wybrnął z tego dylematu, tworząc psychosferę, jako o wiele szerszą sieć. Dającą znacznie większe ożliwości interakcyjne. U Ciebie ludziska latają między planetam, po całej galaktyce, a tymczasem podstawa wymiany informacji – sieć , ichni internet, utknęła już nawet nie na XXI , a XX– wiecznym ziemskim poziomie. A teraz pomyśl, jak mógłbyś wygrać i uciec spod ewidentnej brzytwy Lema, wprowadzając np sieć memetyczną, gdzie bohaterkę obrzucają UCZUCIAMI, albo sieć VR, dającą nieporównanie większe możliwości przekazu i społecznego oddziaływania. A tymczasem – zastąp Lefezję Serbią, albo innym krajem, a gwiazdoloty transpoeterami opancerzonymi, i nie musisz zmieniać nawet przecinka. Szkoda, bo gra postaw ludzkich i ich motywacja świetnie pokazane.

Rybaku, mam wrażenie, że Twoje propozycje to dokładnie to, co krytykujesz – wymyślenie nowego terminu, dodanie mu pseudonaukowego wyjaśnienia i jedziemy z koksem. Tymczasem pod spodem mamy to samo, co dzisiaj. To jak danie paladynom mieczy laserowych i uczynienie z nich rycerzy Jedi :)

Jak to ujęła Naz “przekształcić można wszystko we wszystko”. Dałem choćby neural, który jest bezpośrednim implantem nerwowym, z pomocą którego zawsze i wszędzie masz dostęp do sieci wirtualnej i rozszerzonej (i działa też na zmysły, co pokazuje rozmowa z Wszechwiedzącym). Są trollerzy – SI stworzone do dezinformacji. Jestem w stanie obie te rzeczy przerobić na scenerię średniowieczną bez magii (tablice ogłoszeń i inni bardowie). Jestem w stanie nazwać obie rzeczy fantastycznie i umieścić w fantasy. Jestem w stanie obie te rzeczy ubarwnić wykwintnym opisem i sprzedać jako sieć przyszłości (w co celowałem). Ale nadal to będzie to samo, o czym mówisz – internetem. Bardziej zaawansowanym, innym, ale jednak. Brzytwy Lema w Twoim ujęciu by nie spełniło. Zapewne dlatego, że nie one są tutaj bohaterami, ale etyka dziennikarska, która w pewnym sensie zostaje ta sama, w pewnym zostaje poddana nowym próbom.

Tak, mogę galaktyczne tło zastąpić jutrzejszym czy pojutrzejszym. Dzisiejszym – niekoniecznie. Byłem w Chinach, ich Wielki Firewall jest dosyć dziurawy, jeśli znasz się na technice. Dzisiaj youtube umożliwia publikację materiałów, ale jeszcze nie są w stanie robić tego SI. Trolle muszą być żywe, a to ogranicza ich ilość do setek, może tysięcy. To jeszcze nie ten etap, ledwo początki. Jak w elektronice, gdy zastosowano lampy elektronowe. Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z półprzewodnikami i to one otworzyły nam drogę do smarphone’ów.

Dlatego zgadzam się, że kosmiczne tło można zastąpić innym, z bliskiej przyszłości Ziemi. Użyłem go specjalnie dla podkreślenia uniwersalizmu. Jednak nadal to dla mnie będzie science-fiction. Po prostu dzisiaj jeszcze nie ta technika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A dzisiejsze booty-hejterzy, to niby pies?;))) A automatyczne wyłapywanie przez programy w sieci słów kluczowych i usuwani niepożądanych treści? Powtórzę: Cywilizację galaktyczną zdecydowanie byłoby stać na coś więcej niż ziemską sieć z roku 2020! Pozdr.

 

To ledwo raczkuje. I nie jest w pełni automatyczne – pracuję w korpo zajmującym się nowymi technologiami serwerowymi. Dzisiaj masz skrypty i algorytmy, zresztą mocno kulawe, co da się zaobserwować na Facebooku. Użyjesz jedno złe słowo i dostajesz bana, bo algorytm nie rozpoznaje do końca kontekstu językowego.

To, co nadchodzi, to SI spełniające test Turinga (czy prawdziwe inteligentne, obdarzone osobowością – to inna sprawa). To trollkonta nierozróżnialne od prawdziwych. Nie takie, że masz 30 wiadomości politycznych i na nie jedna, dwie fotki z wakacji (przejrzyj konta komentujących na serwisach, zobaczysz o czym mówię). Będziesz je oglądał i będziesz myślał, że to prawdziwy człowiek, z prawdziwą przeszłością.

SI zrobi ci w tym samym czasie pięćset filmów, puści jako pięćset różnych blogerów, a oglądającym każdego z nich będzie się wydawało, że to żywy człowiek do nich przemawia, bo treść będzie dopasowana idealnie do ich poglądów.

Nie będzie trzeba odwoływać się do kradzieży danych, bo nadchodzą analizy danych, o których napomina się w kontekście rosyjskich prób manipulacji, a których początkiem jest sprawdzanie historii przeglądarki. Nadchodzi wspierający je hardware: NPU, komputery kwantowe. Od momentu wyjścia z domu (a może nawet i w nim) będziesz analizowany pod każdym kątem, nie tylko z historii przeglądarki i będą Ci proponowane odpowiednie reklamy. I żeby tylko na nich się skończyło.

I ponownie – masz rację, że kosmiczna cywilizacja to pewna przyjęta konwencja. Że pewnie w zanadrzu Abha ma jeszcze rzeczy, o których nie pomyślałem. Że mogę to zamienić na pojutrzejszą Ziemię, wycinając część uniwersalizmu w tej opowieści o etyce dziennikarskiej, bo będzie dotyczyła Chin, Niemiec albo Serbii. Ale wszystkie wymienione w opowiadaniu wynalazki to nadal s-f z naszej perspektywy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Oki, częściowo mnie przekonałeś, ale sęk w tym, że nie w tym tkwi problem , bo problem główny jest w dysonansie, który pozostał. Bo krzywa inteligencji Dukaja mi się od razu przypomniała, ,z perfecyjnej niedoskonałości. Moim zdaniem, znacznie lepiej dla Twojego opowiadania, jego wiarygodności byłoby, gdyby działo się na Ziemi, np. za 50 lat. Ew.w Układzie Słonecznym.No nie można zasuwać gwiazdolotami, a posługiwać się głównie telegrafem na drucie. Nie pasuje jedno do drugiego, po prostu, z ogromną szkodą dla Twego opowiadania. Teraz , mam nadzieję, wytłumaczyłem jaśniej…

Rozumiałem Twój dysonans już wcześniej. Sam mam go, gdy czytam space operę, której tematem są uniwersalne wartości, a technika wylądowała na drugim czy trzecim planie. Bo jako inżynier od razu sobie zadaję pytanie, jak to możliwe, że nie korzystają z X czy Y. To jest niestety problem także i w moim tekście i stopień jego akceptacji zależy od czytelnika. U Ciebie nie zaskoczyło, u kogoś innego tak, ktoś inny jeszcze krzyknie non possumus i powie, że to zmarnowany potencjał, że on by wolał poczytać o tych trollerach z ich perspektywy albo o tym, co jeszcze potrafi neural czy portale.

Wszystkim nie dogodzę, a miałem tylko 60k znaków do wykorzystania. Na siłę mogę próbować tam wcisnąć opisy techniczne, ale słuszną radę dał mi Cobold – powinienem zdefiniować, co jest głównym pomysłem i wokoło tego budować opowieść. A że było nim zastanowienie nad etyką dziennikarską, nad tym, jak złe jej wykorzystanie buduje legendy (tutaj przytaczane w opozycji do prawdy jako jeden z synonimów kłamstwa), jak na nią wpływa zmiana z tłumienia faktów na ich przekręcanie, to w innych elementach musiałem pójść na skróty. Być może błędnie dobrałem składniki, trzeba było zmienić Republikę na inną nazwę i zamiast skojarzeń z galaktyczną cywilizacją byłyby z “Obcym” albo “Żołnierzami kosmosu. Czas i reakcje czytelników pokażą. Jeśli to błąd, no to trudno – podjąłem taką decyzję i zaakceptuję jej wynik.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przerażenie, smutek oraz gniew ludzi za laserowymi ogrodzeniami skupiały się na niedokończonej figurce mężczyzny w mundurze polowym. Otoczony przez wysokich rangą oficerów Republiki, rozmawiał z jednym z trzymanych chłopaków

Kto jest otoczony przez oficerów? Przerażenie, smutek, niedokończona figurka? Czegoś tu brakuje.

– I? – zagrzmiał głos Wszechwiedzący.

Wszechwiedzącego?

 

Udało mi się dokończyć. Fabuła i akcja zakręcone jak świński ogon. :) Podobało mi się bardzo, zwłaszcza, że do samego końca nie wiedziałem, czy Pirja opublikuje materiał. Ostatni jej dialog przez “telefon” jest trochę naciągany. Przypomina monolog głównego złego przed finałem filmu. “A teraz wytłumaczę ci dlaczego przegrasz!”.

Limit znaków zdusił informacje na początku, ale może dałoby się je rozłożyć bardziej równomiernie.

Osadzenie opowiadania na Ziemi za x lat, w mojej ocenie nadałoby też przejrzystości. Nie musiałbym wracać myślami kim są Lefezjanie, Prawodawca, itp. Ale to może ja jestem niekumaty dzisiaj. ;)

Nie wiem czy zamierzone, ale opowiadanie to taka swoista interpretacja i kontynuacja mixu Orwella i Huxleya.

Podsumowując, opowiadanie zostanie chyba ze mną na jakiś czas, a to już przecież bardzo dużo. Bardzo dobry tekst. W mojej ocenie jest faworytem w konkursie. :)

 

Dzięki Ac za dodatkowe uwagi :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Etyką dziennikarską??? Oj, toś mnie ubawił na koniec tym oksymoronem :D. Sorki, zbyt wiele mam lat, choć kiedyś, w młodości, też mi ten oksymoronik przewrotny latał za uszami. ;)

Wyjaśniam w krótkich żołnierskich słowach: etyka dziennikarska skończyła się definitywnie, odkąd redakcje stały się podrzędnymi, ostatnimi w kolejności dziobania, częściami składowymi megakorporacji. Albo partii politycznych, co na jedno prawie wychodzi.

To o tym jest to opowiadanie?! Mój Boszszsz!

W związku z tym cofam wszystkie moje zastrzeżenia: Twoje dzieło, naprawdę świetnie napisane, w pełni przechodzi test brzytwy Lema! Fantastyka w postaci czystej! :DDDD

Etyką dziennikarską??? Oj, toś mnie ubawił na koniec tym oksymoronem :D. Sorki, zbyt wiele mam lat, choć kiedyś, w młodości, też mi ten oksymoronik przewrotny latał za uszami. ;)

Wyjaśniam w krótkich żołnierskich słowach: etyka dziennikarska skończyła się definitywnie, odkąd redakcje stały się podrzędnymi, ostatnimi w kolejności dziobania, częściami składowymi megakorporacji. Albo partii politycznych, co na jedno prawie wychodzi.

Jakbym czytał Abhę z mojego opowiadania :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Tylko nie wiem, czy o AŻ taką fantastykę Ci na pewno chodziło :D. Pozdr.

;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Brawo brawo brawo!

Wciągający tekst, zadający ciekawe pytania – o rolę prawdy w świecie mediów, o wpływ tychże mediów na stan umysłów, o istnienie “świętych krów”, o rolę służb specjalnych itp itd.

Czyli – “Wszyscy ludzie prezydenta” plus “Przyjaciel z piekła”.

Ale żeby nie było tak różowo – takich dziennikarzy jak Pirja już nie ma. Skończyli się dawno temu. Już nie za życie dziecka, a za dobry samochód dziennikarka sprzedałaby się Lefezjanom. Ponadto – to jednak historia na dobrą książkę, a nie na krótkie opowiadanie. No i standardowy motyw, czyli jak wyszkoleni do zabijania najemnicy dyskutują po próżnicy, zamiast załatwić sprawę dwoma strzałami, czy też dają się załatwić nadzwyczaj szczęśliwym rzutem kamykiem (tu prawdopodobieństwo akcji zgrzyta i piszczy wniebogłosy). Na początku się trochę gubiłem w postaciach, ale to pewnie przez skrótowość.

Mam też parę zastrzeżeń:

– “nie wysuwanie bezpodstawnych oskarżeń” – brzmi niezgrabnie; może “o powstrzymanie się od wysuwania…”?;

– “Te postępują zgodnie z oczekiwaniami” – raczej “toczą się”;

– “Nie zdyskwalifikuję lefezjańskich zawodników ze wszystkich zawodów” – też niezgrabnie; “nie dopuszczę do startu”?, “zdyskwalifikuję wszystkie federacje”?;

– “rozerwą go na atomy” – rozerwać to można na strzępy; na atomy – raczej rozbić;

– “sławetny w swym czasie” – raczej “sławny”, “sławetny” nie ma wydźwięku zbyt pozytywnego;

– “równości wszystkich wobec wszystkiego” – tzn. wobec czego? wobec prawa, biologii i praw fizyki?;

– “podtrzymać swego małego mężczyznę przy nadziei” – “być przy nadziei” to być w ciąży;

– “otrzymać kurtuazyjną wyjaśnienie” – literówka: kurtuazyjne;

– “sąsiadująca z nim sędzia” – ona z nim nie sąsiadowała, bo nie siedziała obok niego, za to jej mieszkanie sąsiadowało z jego mieszkaniem;

– “Jak jest zasięg informacji?” – literówka: jaki;

– “Czy tegoroczna Gala Nagród Republikańskiej Akademii Filmowej to nie przesada? „Żołnierze giną, a rząd i celebryci się bawią” – tu akurat wątpliwości mniejsze, ale są – czy na Oscarach bawi się jakikolwiek rząd? Chyba, że to festiwal filmów propagandowych?;

– “przykładowa fałszywka wygenerowany” – literówka: wygenerowana;

– “natarła z krzykiem, lecz zdzielił ją kolbą” – to brzmi, jakby krzyk zdzielił ją kolbą;

– “pewną polityczną karierę w tym pokoju” – raczej – “osoby przebywającej w tym pokoju” lub coś w tym stylu;

– “znalazła się ciemnym pomieszczeniu” – brakuje “w”;

– “reguły tego pomieszczenia”– raczej – “panujące (obowiązujące) w tym pomieszczeniu”;

– “sytuacja ponownie się nie powtórzy” – masło maślane;

– “politycy i idole” – raczej “celebryci”;

– “Popołudniu” – “Po południu”.

 

Bardzo mi się, ma jeden duży minus – za krótkie :).

 

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Dzięki za wpis. Rzucę okiem na niezgrabności językowe :)

No i standardowy motyw, czyli jak wyszkoleni do zabijania najemnicy dyskutują po próżnicy, zamiast załatwić sprawę dwoma strzałami, czy też dają się załatwić nadzwyczaj szczęśliwym rzutem kamykiem (tu prawdopodobieństwo akcji zgrzyta i piszczy wniebogłosy).

Prawdę mówiąc to nie gadali po próżnicy, tylko chcieli wiedzieć, co to za jedna baba się do roboty wpycha. Ale masz rację, że przynajmniej jeden z nich zachował się nieprofesjonalnie i zastrzelił świadka, który wszystko nagrywał. Kolejna wada rozwoju techniki – każdy może mieć przy sobie kamerę. Zwłaszcza jako implant do nagrywania spraw sądowych ;)

A z tym kamykiem to autentyczna sytuacja ze studium wojskowego znajomego. Nie pamiętam jak dokładnie do tego doszło, ale podczas strzelania serią uderzył o lufę kamyk. Kumpel odchylił karabin i seria poszła bokiem przez odrzut. Na szczęście szybko puścił spust, a i strzelnica wojskowa to warunki kontrolowane ;)

Masz rację, że jest tu pewne szczęście bohaterki, ale tak już bywa w życiu i książkach :)

Ale żeby nie było tak różowo – takich dziennikarzy jak Pirja już nie ma.

Widzę, że opcja Abhy zaczyna przeważać :)

“Czy tegoroczna Gala Nagród Republikańskiej Akademii Filmowej to nie przesada? „Żołnierze giną, a rząd i celebryci się bawią” – tu akurat wątpliwości mniejsze, ale są – czy na Oscarach bawi się jakikolwiek rząd? Chyba, że to festiwal filmów propagandowych?;

Tutaj to celowe zagranie pokroju: rolnikowi zdechła krowa, a obok jechał polityk przeciwnej opcji. “Czy politycy opcji X każą dolewać do benzyny nielegalnych substancji?” Czyli prawda nieważna, okoliczności nieważne (a może krowa chorowała już od dawna), ważne że można dowalić przeciwnej opcji :)

Bardzo mi się, ma jeden duży minus – za krótkie :).

Może kiedyś napiszę, co było dalej w jakiejś książce. Na pewno znajdzie się tam też miejsce na rozwianie wątpliwości Rybaka na temat poziomu zaawansowania technologicznego Republiki :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo dobry kawałek fantastyki! 

Wiele już zostało powiedziane, więc krótko – ciekawy świat, konkretny, ważny przekaz, skomplikowana intryga (choć, muszę przyznać, dzieje się dużo i szybko – nieco się gubiłem w tym, kto kim manipuluje, po co, jak i dlaczego). Zgadzam się ze Staruchem – za krótkie. Przedstawienie szerszego kontekstu zrobiłoby tekstowi lepiej. Ale oczywiście – limity ;-) 

Rybakowy dysonans technologiczny również zauważyłem, ale to jest w zasadzie norma w takich tekstach. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą podróże międzygwiezdne, odbywane w rozsądnym czasie. Po prostu może być z tym lepiej, lub gorzej, a u Ciebie wcale nie jest źle.

Fakt, są tu ograne chwyty fabularne – "szczęście" Pirji w konfrontacji z "esbekami", ostatnia rozmowa z głównym adwersarzem, umierające dziecko – jednak należy pamiętać, że nimo powagi przekazu poruszamy się w kategorii literatury rozrywkowej i typowe, lecz zawsze skuteczne i dobrze rozegrane chwyty są jak najbardziej na miejscu.

Podsumowując – bogaty i niezwykle interesujący koncert fajerwerków.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki za komentarz Thargone :) Miło mi, że się podobało :)

Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą podróże międzygwiezdne, odbywane w rozsądnym czasie.

Tak po prawdzie opowiadanie zdecydowałem się osadzić w moim uniwersum (puszczam oko w postaci Shezarów i Unii Andermańskiej). Jak tam się odbywają podróże międzygwiezdne, można przeczytać w mojej zeszłorocznej Olufence ;) W skrócie: wcale nie tak prosto i łatwo podróżować między gwiazdami. Jednak jakbym tutaj dodał jeszcze ten element, to rozwodniłbym główną treść, że o zamotaniu czytelnika nie wspomnę. A forma krótka (nawet jak ma 60k) powinna jednak być bardziej skondensowana w tematyce i treści. Za tym idą pewne skrótowce, jak choćby to “szczęście” bohaterki. Inaczej można by spędzić kolejne tysiące znaków, tłumacząc w szczegółach, jak ocalała :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Moje trzy grosze:

zwieńczenia procesu pokojowego

To element stylizacji na żargon polityczny? Bo ciutkę zbyt dziwnie brzmi, ale ja jestem przeczulona.

bezpartyjnej senatorki

Po polsku (jeszcze?) powinno być "bezpartyjnej senator".

 zerwała się na równe nogi, rozglądając

Naraz?

 Nie wyglądało, by miała coś we włosach.

Może lepiej: Nie zauważyła żadnych dziwnych rzeczy we włosach.

 podziałem tematów

Hę? A nie listą? Listą tematów z przypisanymi do nich nazwiskami?

Ciupkę lepiej.

Ciutkę, albo ociupinkę (wiem, autokorekta twierdzi inaczej, ale ćśś!).

 niebieskich oczu synka, które na moment wypełniły iskierki radości

Trochę to jak z prasy kobiecej, takie wiesz, konwencjonalne.

Lekko zacisnął dłoń na barku

Nie przesadzaj z tą anatomią – przez chwilę myślałam, że to jednak bunt robotów :P

 Chciała bić pięściami w ścianę. Nie na decyzję przełożonego, ale na cały system, któremu ten z dobroci serca próbował zaradzić.

Uwaga na składnię!: Chciała bić pięściami w ścianę. Nie z powodu decyzji przełożonego, rozzłościł ją cały system, przed którym szef z dobroci serca próbował jej bronić.

 Jednak będąc zwykłym obywatelem więcej nie mógł zrobić.

Może: Jednak jako zwykły obywatel nie mógł zrobić więcej.

 Konstytucja Republiki mówiła o równości wszystkich wobec prawa, jednak jeśli nie pochodziłeś z planet centralnych, nie mogłeś liczyć na przywileje

Przywilej to nierówność. Tylko sithowie rozumują w kategoriach bezwzględnych :P

 lekarze rozkładali ręce i oznajmiali: „niestety nie są państwo centroobywatelami”

Naprawdę nawet nie udają, że nie o to chodzi?

 atmosfera bezduszności

Na pewno o to chodzi?

 zobaczyła nadawcę wiadomości

Nie zobaczyła nadawcy, bo go tam nie było – zobaczyła, kto nadał wiadomość.

 świata naznaczonego przez krwawe prześladowania klanu Shezarów

Klan prześladował, czy był prześladowany?

 przyciskiem kasującym

Przyciskiem kasowania (to nie przycisk decyduje o skasowaniu).

 Cios żołdaka trafił z całą siłą serwomotorów pancerza.

Wiem, o co chodzi, ale to niedobre zdanie. Może trochę bardziej opisz rezultat?

 Film spauzował

Nie wiem, czy to nie zbyt kolokwialne w tekście literackim.

blondwłosy mężczyzna

Lepiej po prostu: blondyn.

 ile ciężarnych kobiet mają użyć do zakładu

… "użyć"? Widzę, że coś paskudnego się tu dzieje, ale nie widzę, co (może to i lepiej…)

 Uśmiech rozmówcy zlał się z radością wojaków.

W jaki sposób? Uśmiech jest wizualny, a rechoty się słyszy. Dwie różne rzeczy.

 Założyli na szyjach ofiar

Założyli na szyje ofiar, albo ofiarom na szyje.

Twarz asystenta przybrała przepraszający wyraz.

Może lepiej to opisz.

 Bezpośrednio od mojego źródełka.

Ze źródełka (wiem, chodzi o człowieka, ale źródełkowość jest metaforyczna).

 podszedł do leżącej puli

Zgrzytnęło. Potem sobie przypomniałam, że się zakładali, ale może lepiej opisz to, do czego podszedł.

 nigdy nie lubiła tej wersji prezentowania Prawodawcy, preferując obraz odzianego w garnitur starca

Źle to brzmi: nigdy nie lubiła tej wersji image'u Prawodawcy, wolała odzianego w garnitur starca.

 drzwi ustawiono w tryb

Ustawiono na tryb, i opisz tę diodę (co jest nośnikiem sygnału? Kolor? Migotanie?).

 Znajomy nie był centroobywatelem

To był – czy nie był?

 Wytarła rękawem twarz z krwi zabitego i z drżącymi rękami dotknęła twarzy Gurgera.

Ja zrobiłabym tak: Starła rękawem krew z twarzy. Drżącymi rękami dotknęła policzków Gurgera.

 jak amulet szczęścia

Wystarczy "amulet".

 Znowu gnębicie Gurgera i grozicie jego znajomym?

 – Spadaj, idiotko. Mam pozwolenie.

Coś naiwny ten dialog. Mają pozwolenie na gnębienie?

 Uśmiech zadowolenia zniknął mu z twarzy, gdy Pirja poderwała się do biegu.

Ale czy ona to widzi? Przecież zaglądamy jej przez ramię.

 zadarła głowę do kamery

Jakiej kamery?

 zaczną odbierać wszystkim prawa, poczynając od centroobywateli

Naturalniej brzmiałoby: zaczną odbierać prawa wszystkim, a zaczną od centroobywateli.

 współpracowniczka z sekretariatu

Współpracownica, albo koleżanka.

 Jak więc myślisz?

Nienaturalne: Jak myślisz?

 mówiło bezemocjonalnie SI

Mówiło beznamiętnie, albo opisz ten monotonny głos.

 Uruchommy oddolne inicjatywy

To jest gramatycznie poprawne, ale wygląda dziwnie.

Diody oczu rozbłysły na ciepły, niebieski kolor.

Diody oczu rozbłysły ciepłym niebieskim kolorem.

 Musiała zastać go przy pracy

Widocznie zastała go przy pracy.

 Sąsiad jest policjantem, więc nic ci nie grozi.

Akurat.

 Pomimo przemyśleń ile wyjawić, by nie narażać Raszala, słowa płynęły jak rzeka.

Choć zastanawiała się wcześniej, ile wyjawić, żeby nie narazić Raszala, słowa popłynęły jak rzeka.

 Kubek stukał o blat za każdym razem, gdy Pirja brała go w drżącą dłoń.

Chyba kiedy go odstawiała?

 ot tak

Ot, tak.

 rzekła z beznadzieją

Rzekła bez nadziei, albo wymamrotała. Ale "rzekła" jest trochę za wysokie w rejestrze na polityczny thriller.

 wymiotującego pracownika korporacji przy masowym grobie

Pracownika korporacji wymiotującego przy masowym grobie.

 powiedział zszokowany Raszal

Byłoby lepiej opisać, jak to mówi, żeby czytelnik sam się domyślił, że jest wstrząśnięty (i tak się domyśla z kontekstu).

 ewakuować niezdatne do pracy jednostki

Ewakuować jednostki niezdolne do pracy.

 Nagłe olśnienie sprawiło, że nie potrafiła złapać oddechu.

Nagłe olśnienie zaparło jej dech w piersi.

 Ale to nic, czego nie da się naprawić.

Anglicyzm.

 powiedziała rozjemczo

Powiedziała dyplomatycznie, może starając się załagodzić sytuację albo ułagodzić rozmówczynię, ale nie "rozjemczo".

 wyrósł prostopadłościan i przekształcił w krzesło

Co przekształcił? Tu nie możesz opuścić "się".

 Rozwarła szeroko ręce

Rozłożyła ręce.

 mimo posiadania niewyobrażalnej technologii, potrafią ją wykorzystywać jedynie do rozrywki

Ma ją na co dzień, nie sądzę, żeby była dla niej "niewyobrażalna": mają niewyobrażalną technologię, a potrafią ją wykorzystać tylko do zabawy.

 zagłuszcie ich twierdzenia w tłumie podobnych

Zagłuszcie ich twierdzenia kakofonią podobnych.

 Tylko że

Tylko, że.

 Raszal chwycił jej dłonie w swoje.

Raszal chwycił jej dłonie. Kropka.

 wyleczono by

Łącznie.

 Rzuciła leżący obok kawałek bruku w napastnika…

Szybciej i intensywniej: Cisnęła w napastnika odłamkiem bruku. Trafiła w lufę karabinu. Wiązka przeorała ścianę przed Pirją.

 Rozcięta szkłem noga odezwała się przy uderzeniu o bruk.

Noga się nie odzywa – to jest miejsce na odrobinę purpury, typu "ból zapłonął w nodze" czy coś.

 starała się nie brzmieć zbyt tryumfująco

Starała się, żeby jej głos nie brzmiał zbyt triumfalnie.

 Na ironię zakrawało, że lecieli do najbardziej pstrokatego budynku

I co w tym ironicznego?

pojazd, jak i ich dokładnie sprawdzono

Lepiej: pojazd i pasażerów dokładnie sprawdzono.

 Pana niestety muszę prosić o przeczekanie

Pana, niestety, muszę poprosić, żeby zaczekał.

 wymuszeniu nałożenia filtrów na zmysły.

Może lepiej: wymuszonym nałożeniu filtrów na zmysły (ale nie jestem pewna, co masz na myśli).

 Rządzący po Agrahaju

Jaśniej byłoby: następcy Agrahaja.

 przekazując sporo władzy do autonomicznych systemów

Przekazując sporo władzy autonomicznym systemom.

 No tak

No, tak.

 Tylko czy

Tylko, czy.

taki sam priorytet jak zbrodni

Taki sam priorytet, jak zbrodni.

 działania klanu Shezarów na Lefezji, boli

Ten przecinek zbędny.

 czuję się strasznie

Tutaj zabrzmiała jak gwiazdka pop, nie polityk.

 w wypadku otrzymania zawiadomienia, powinna

Zbędny przecinek.

 Oraz że

Oraz, że.

 Nie miała wyboru – nie była centroobywatelką.

Bo im wszystko wolno? Coś wątpię, żeby było im wolno tańczyć inaczej, niż władza zagra.

 Pirja złożyła się w pół

To bardzo komicznie brzmi. Może zwinęła się w kłębek, oparła łokcie na kolanach, zwiesiła głowę?

 ale ten wypadł mi z rąk

Wystarczy "wypadł mi z rąk", z kontekstu jasno wynika, że chodzi o diament.

 

Masz trochę problemów ze składnią, robisz trochę za mało opisów, chociaż przy tej tematyce i w tym gatunku lepiej dać ich za mało, niż za dużo. Stylizacja jeszcze chwiejna, ale coś się powoli klaruje – ćwicz dalej. Przesłanie smutne, ale prawdziwe i aktualne, niestety. Boże, zatrzymaj świat, ja wysiadam…

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dzięki, Tarmino. Rzucę okiem na uwagi w wolnej chwili.

Przywilej to nierówność. Tylko sithowie rozumują w kategoriach bezwzględnych :P

Bo im wszystko wolno? Coś wątpię, żeby było im wolno tańczyć inaczej, niż władza zagra.

Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre równiejsze :) Konstytucja PRL też mówiła o równości i swobodach, ale wiadomo, jak wyglądała praktyka :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Opowiadanie bardzo mi się podobało i szybko wciągnęło, choć podobnie jak u poprzednio komentujących, odczułem nieco skutki krótkiej formy i braku szerszego tła. Podczas czytania miałem wątpliwości kto należy do której strony konfliktu i do jakich służb. Ale z drugiej strony może dzięki temu mogłem się wczuć w świat pochłaniany przez dezinformację trollerów ;D

W kwestii dysonansu technologicznego, to chciałbym zauważyć, że upływ czasu nie zawsze jest proporcjonalny do postępu technologicznego. To, że w starożytnym Rzymie wynaleziono maszynę parową, nie oznaczało, że po średniowiecznej Europie śmigały pociągi ;) Zresztą w świecie opowiadania zdarzyło się chyba parę galaktycznych wojen, które mogły zahamować rozwój. Może nie jest to satysfakcjonujące wytłumaczenie, ale można tak chyba uzasadnić rozwinięcie się tylko pewnych obszarów technologii.

Dziękuję za komentarz, Światowiderze :)

No tak, wychodzi na to, że wciąż daję za dużą dawkę nieznanego :) Trzeba będzie dalej nad tym pracować.

Z tym dysonansowym zacofaniem przez wojny, to trzeba uważać. Postęp technologiczny w czasie dwóch ostatnich wojen światowych (że o zimnej nie wspomnę) sporo napędził. No, chyba że mówimy o inwazji barbarzyńców i totalnym zniszczeniu, ale to też nie reguła.

A z tymi Rzymianami i maszyną parową to ciekawe. Skąd ten przykład?

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Serce roście, patrząc na te komentarze ;)

A i dyskusja ciekawa. Osobiście jednak widzę w tym opowiadaniu futurologię – bliskiego, bo bliskiego zasięgu, ale zawsze. U mnie cynizm z wiekiem tępieje. Co się tyczy brzytwy Lema, fantastyka socjologiczna zajmuje się nie tylko przewidywaniem przyszłości ale i pokazywaniem teraźniejszości w krzywym zwierciadle, zwierciadle możliwym do zbudowania tylko dzięki fantastycznemu instrumentarium.

Również dziękuję za ciekawą betę. Nie klikam do biblioteki tylko dlatego, że mam swoje koboldzie zasady tyczące się betowania i klikania.

Pozdrawiam!

Wielkie dzięki za betę i kilka celnych porad w jej trakcie (wypustek, wypustek, muszę zapamiętać ten wypustek) :)

 

Edytka:

Jak kogoś to interesuje, to właśnie na żywo szef Facebooka spowiada się przed amerykańskim Senatem w kwestii ochrony danych, rosyjskich działań itd. Czyste złoto :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pierwowzór turbiny parowej skonstruował Heron z Aleksandrii. Ponoć zaprezentował swój wynalazek cesarzowi, roztaczając przed nim wizję zastosowań tego odkrycia. Jednak cesarz odciągnął go na bok i cicho powiedział – "Wszystko pięknie, tylko co my wtedy zdobimy z tymi wszystkimi niewolnikami?". W rezultacie maszyna znalazła zastosowanie jedynie w świątyni, bodajże Apolla, gdzie w "magiczny sposób" otwierała drzwi zasłaniające ołtarz.

Hmm, bania Herona. Ciekawe, nie słyszałem o niej. Aż poczytam z ciekawości. Dzięki!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wszystko pięknie, tylko co my wtedy zdobimy z tymi wszystkimi niewolnikami

Dokładnie tak. Mówi się nawet, że już Grecy byli w stanie stworzyć gwałtownie rozwijającą się cywilizację naukowo – techniczną, na kształt naszej. Na drodze stanęło niewolnictwo (byli zwyczajnie tańsi, niż wdrażanie wynalazków na szerszą skalę), oraz brak metody naukowej. A właściwie hołdowanie czemuś, co było w zasadzie dokładnym przeciwieństwiem metody naukowej. 

Rozwój techniki, a tym bardziej poszczególnych gałęzi techniki może iść w bardzo różnych kierunkach i zależy to od często przypadkowych czynników. 

Na początku dwudziestego wieku choćby, jako optymalne systemy napędowe do rodzącego się właśnie przemysłu motoryzacyjnego równorzędnie rozpatrywano trzy opcje – silniki parowe (szybko odpadły ze względu na masę i stopień skomplikowania), elektryczne i spalinowe. Wygrały spalinowe, bo nie wymagały czasu na ładowanie akumulatorów i można było wykorzystać elementy już powstającej infrastruktury. 

Trzeba było stu lat, żeby napęd elektryczny wrócił do łask, a wystarczyło parę nieco innych decyzji i nacisk zostałby położony na rozwój akumulatorów, nie systemów spalania wewnętrznego i dzisiejszy świat mógł wyglądać nieco inaczej :-) 

Dlatego nie gryzie mnie aż tak bardzo, typowe w tekstach SF, "dlaczego, jeśli oni potrafią robić to, to nie używają tamtego?", bo w sumie nigdy nie wiadomo :-) 

Oczywiście, zdarzają się przegięcia, ale to bardziej w filmach, nie literaturze. Film, nawet jeśli nie ma jakichś specjalnych ograniczeń finansowych, musi wywoływać obrazem określone wrażenia i skojarzenia. Vide słynny "Awatar" – mieli technologie umożliwiające loty międzygwiezdne i transfer świadomości do sztucznie wychodowanego ciała (i to zdalnie, w czasie rzeczywistym), ale żołnierze musieli się przeciętnemu Amerykaninowi kojarzyć odpowiednio żołniersko, niesympatycznie i groźnie. Więc latali czymś, co było w zasadzie helikopterami i strzelali z wielgachnych, sypiących łuskami karabinów, wypisz wymaluj powiększone M-60.

Ech, poniosło mnie. A chciałem tylko podkreślić, że tekst NWM-a jest pod względem przedstawionej technologii całkiem wiarygodny i przemyślany :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przypomina mi się pewien żart o Chińczykach. Że wynaleźli kompas, proch i papier. Na co Europejczycy odpowiadają, że i owszem, ale to oni na papierze sporządzili mapy i rysunki techniczne, dzięki kompasowi dopłynęli do Chin i następnie karabinami podporządkowali sobie całe państwo dynastii Qing.

 

Edytka:

O, dzięki za rozwinięcie myśli Thargone.

A właściwie hołdowanie czemuś, co było w zasadzie dokładnym przeciwieństwiem metody naukowej. 

A mógłbyś to rozwinąć? Co tak źle robili Grecy?

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Stworzyłeś świat niewiele różniący się od naszego, a poruszone problemy nie odbiegają od tych, które dotykają także nas.

Rzecz dzieje się bardzo żwawo, a i postaci jest tu dostatek, więc nie ukrywam, że początkowo miałam małe problemy z połapaniem się czyj punkt widzenia jest właśnie prezentowany. Jednak sprawy wyklarowały się na tyle szybko, że dalsza lektura okazała się przyjemnością, mimo że o przyjemnych rzeczach wcale nie traktuje. Mam też wrażenie, że opowiadanie mogłoby być jeszcze lepsze, gdyby nie ograniczał Cię limit znaków. Uważam bowiem, że poruszasz sprawy na tyle ważne i ciekawe, że naprawdę szkoda, że nie mogłeś poświęcić więcej miejsca tak bohaterom, jak i opisywanym zagadnieniom.

Chciałbym móc kliknąć Bibliotekę, ale na razie powstrzymują mnie usterki.

 

„Nie zdys­kwa­li­fi­ku­ję le­fe­zjań­skich za­wod­ni­ków ze wszyst­kich za­wo­dów na pod­sta­wie nie­po­twier­dzo­nych oskar­żeń”. –> Raczej: „Nie zdys­kwa­li­fi­ku­ję le­fe­zjań­skich za­wod­ni­ków i nie wycofam ze wszyst­kich za­wo­dów na pod­sta­wie nie­po­twier­dzo­nych oskar­żeń”.

 

Ra­szal zmie­nił wy­świe­tla­ny slajd i wskaź­ni­kiem la­se­ro­wym wska­zał… –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Ra­szal zmie­nił wy­świe­tla­ny slajd i la­se­ro­wą strzałką wska­zał

 

Chcia­ła bić pię­ścia­mi w ścia­nę. Nie na de­cy­zję prze­ło­żo­ne­go, ale na cały sys­tem, któ­re­mu ten z do­bro­ci serca pró­bo­wał za­ra­dzić. –> Czy można bić pięściami w ścianę na coś?

Proponuję: Chcia­ła bić pię­ścia­mi w ścia­nę. Nie ze złości na de­cy­zję prze­ło­żo­ne­go, ale na cały sys­tem, któ­re­mu ten z do­bro­ci serca pró­bo­wał za­ra­dzić.

 

O czym to pu­bli­ko­wał Gur­ger? –> Wydaje mi się, że publikuje się coś, nie o czymś.

Proponuję: O czym to była publikacja Gurgera?

 

uroz­ma­icić ko­lej­ną noc prze­pięk­nym kon­cer­tem świa­teł. –> Świateł nie słychać, więc raczej: …uroz­ma­icić ko­lej­ną noc prze­pięk­nym pokazem świa­teł.

 

Ja pier­do­le, do­brze, że nie ja­dłem obia­du. –> Literówka.

 

– Dowód toż­sa­mo­ści – roz­ka­zał dron po­li­cyj­ny pil­nu­ją­cy wej­ścia do stre­fy miesz­kal­nej wy­łącz­nie dla cen­tro­oby­wa­te­li. –> Co rozkazał dron?

 

Pirja od­chy­li­ła je ka­wa­łek i od razu strach ści­snął jej gar­dło. –> Raczej: Pirja uchy­li­ła je nieco i od razu strach ści­snął jej gar­dło.

 

Ten nie pu­ścił Pirji, ale cof­nął o kilka kro­ków i oparł się o fotel z cia­łem Gur­ge­ra. –> Ten nie pu­ścił Pirji, ale cof­nął się o kilka kro­ków i oparł o fotel z cia­łem Gur­ge­ra.

 

Nosz kurwa… –> Noż kurwa

 

Pirja po­de­rwa­ła się do biegu. Za­nur­ko­wa­ła za róg, by unik­nąć dru­gie­go strza­łu. Sły­sząc bie­gną­ce­go za nią za­bój­cę… –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …Pirja po­de­rwa­ła się do ucieczki. Za­nur­ko­wa­ła za róg, by unik­nąć dru­gie­go strza­łu. Sły­sząc bie­gną­ce­go za sobą za­bój­cę

 

Abha chwy­ci­ła szklan­kę i wy­pi­ła hau­stem za­war­tość. –> Chyba miało być: Abha chwy­ci­ła szklan­kę i jednym hau­stem wypiła za­war­tość.

 

Na cud za­kra­wa­ło, że po­mi­mo pory koło parku stała wolna tak­sów­ka po­wietrz­na. –> Chyba miało być: Na cud za­kra­wa­ło, że po­mi­mo późnej pory koło parku stała wolna tak­sów­ka po­wietrz­na.

 

Diody oczu roz­bły­sły na cie­pły, nie­bie­ski kolor. –> Nie bardzo to widzę, albowiem niebieski należy do grupy kolorów zimnych.

 

– Tam były dzia­ła­nia wo­jen­ne. By­li­śmy oto­cze­ni przez wro­gów. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuje: – Tam trwały dzia­ła­nia wo­jen­ne. By­li­śmy oto­cze­ni przez wro­gów.

 

cho­ro­bę, którą wy­le­czo­no by w try miga… –> Raczej: …cho­ro­bę, którą wy­le­czo­no by w trymiga

 

Druga i trze­cia do­koń­czy­ła dzie­ła… –> Druga i trze­cia do­koń­czy­ły dzie­ła

 

Ledwo zje­cha­ła, gdy zza za­uł­ka wy­biegł czwar­ty za­bój­ca. –> Ledwo zje­cha­ła, gdy z za­uł­ka wy­biegł czwar­ty za­bój­ca.

 

– Od stro­ny ofi­cjal­nej – kon­ty­nu­owa­ła. – se­na­tor­ka Gir­han… –> Zbędna kropka.

 

se­na­tor­ka Gir­han zwoła kon­fe­ren­cję pra­so­wą, gdzie za­pew­ni o peł­nej ko­ope­ra­cji. –> …se­na­tor­ka Gir­han zwoła kon­fe­ren­cję pra­so­wą, na której za­pew­ni o peł­nej ko­ope­ra­cji.

 

Czy może pani sko­men­to­wać prze­cie­ki na temat ra­por­tu rządu Le­fe­zji do­ty­czą­cych czy­stek et­nicz­nych na Ber­ga­tha­ri? –> Czy może pani sko­men­to­wać prze­cie­ki na temat ra­por­tu rządu Le­fe­zji, do­ty­czą­ce czy­stek et­nicz­nych na Ber­ga­tha­ri?

 

Pirja po­czu­ła, jakby ją spo­licz­ko­wa­no. –> Pirja po­czu­ła się, jakby ją spo­licz­ko­wa­no.

 

Pirja zło­ży­ła się w pół i za­czę­ła cicho łkać. –> Pirja zgięła się w pół i za­czę­ła cicho łkać.

 

tak jak los nie­prze­li­czo­nej ilo­ści miesz­kań­ców Ber­ga­tha­ri. –> Ludzie są policzalni, ale rozumiem, że chciałeś uniknąć powtórzenia.

Proponuję: …tak jak los nie­prze­li­czo­nej rzeszy miesz­kań­ców Ber­ga­tha­ri.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pokazujesz paskudny świat polityki, machlojek, przekupstw i dziennikarstwa. Nie przepadam za tak nieprzyjemnymi światami, więc i ten mnie nie uwiódł. Ale wykreowany dobrze.

Trochę myliły mi się bohaterki. Przez jakiś czas nawet myślałam, że ta na A to senatorka.

Dopisuję się do stronnictwa, któremu za mało fantastyki. IMO – brzytwie Lema by się nie oparło. To tekst o dziennikarstwie, bardzo podobnym do współczesnego, o manipulowaniu opinią przy pomocy mass mediów… Do tego stopnia, że często łapałam się na przyporządkowywaniu historycznych zdarzeń do Twoich opisów. Filmik z brutalnej egzekucji – islamiści. Obozy koncentracyjne i “Praca czyni (po)wolnym” – Niemcy. Mierziło mnie to grzebanie w kanale polityki.

Interesujące podejście do tematu legendy. Byłoby by całkiem świetne, gdyby jeszcze znalazła się istota, która mogłaby o sobie powiedzieć “jestem legendą”. ;-)

Wykonanie całkiem niezłe.

Nagłe olśnienie zaparło jej d

Oj, musiało być bardzo nagłe, skoro nie pozwoliło dokończyć słowa, o zdaniu już nie wspominając. ;-)

 

Co tak źle robili Grecy?

Czytałam niedawno Arystotelesa. “Fizykę” i coś tam jeszcze. Jako inżyniera pewnie ucieszy Cię informacja, że według faceta przez wieki zwanego po prostu Filozofem: jeśli ciało, na które działa stała siła, w czasie A przebywa odległość B, to w czasie ½ A przebędzie odległość ½ B. I zdaje się, że aż do Newtona nikt tego nie podważał. Tak powiedział geniusz, więc tak jest, a empiryzm sucks.

Babska logika rządzi!

Grecy byli mocno przywiązani do swojego Logos, które miało kilka znaczeń, ale przede wszystkim oznaczało jakąś zasadę organizującą, wewnętrzny porządek rzeczy. Wiązało się to oczywiście z logiką, ale tą raczej "ciemną stroną" logiki. To znaczy, że jeśli jakieś twierdzenie było eleganckie, spójne i wewnętrznie logiczne, to było prawdziwe. A jeśli nie odpowiadało faktom, to tym gorzej dla faktów.

Bo zmysły, a zatem jakakolwiek obserwacja, są zwodnicze, natomiast myśl – logika – nigdy. Dlatego taki Arystoteles, który miał całą głowę wypełnioną mózgiem, plótł mimo to straszne bzdury, jeśli chodzi o kosmos i astronomię. Nawet przez myśl by mu nie przeszło, żeby solidnie się przyjrzeć, wyciągnąć wnioski, poobserwowac jeszcze raz w nieco odmiennych warunkach i na podstawie tego wysnuć jakąś teorię. No i jeszcze brak znaczenia powtarzalności zjawisk – gdyby Arystoteles złapał dziesięciu ludzi i policzyłby im zęby (i każdy miałby trzydzieści dwa zęby) to nie przyszłoby mu do głowy, ze każdy człowiek ma trzydzieści dwa zęby, tylko że akurat tych dziesięciu ludzi ma trzydzieści dwa zęby.

Nasze zdroworozsądkowe spojrzenie na rzeczywistość byłoby tak samo sprzeczne ze "zdrowym rozsądkiem" greckiego filozofa, jak jak dla nas świat fizyki kwantowej.

W takich warunkach postęp naukowy był właściwie niemożliwy, po prostu jedna odjechana teoria goniła drugą, wszystkie tak samo niesprawdzalne. Żadnemu z "naukowców" nie przyszłoby zresztą do głowy weryfikowanie ich, albo poddawanie falsyfikacji. 

Rozwój czysto technologiczny też odpadał, ze względu na niewolnictwo.

Ten "naukowy" sposób myślenia ciągnął się przez cały okres rzymski, a potem został chętnie przechwycony przez chrześcijańskich filozofów (między innymi dlatego, że niejako naturalnie przewidywał miejsce dla wszechmocnego Boga). Dużym krokiem naprzód, dokonanym w Średniowieczu, było to, że (poza odosobnionymi przypadkami) chrześcijaństwo znosiło niewolnictwo. Ale trzeba było dopiero kilku myślicieli – rewolucjonistów końca Średniowiecza, między innymi Kopernika i Galileusza, a przede wszystkim Giordano Bruno, żeby totalnie przeorganizować sposób myślenia i pchnąć świat do przodu… 

Cholercia, znowu się rozpisałem… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuję wszystkim za komentarze.

 

Reg

Miło mi, że tekst przypadł Tobie do gustu, :)

Dziękuję za łapankę, poprawiłem pozycje. Miałem wątpliwości o “strzałkę laserową”, ale faktycznie, Wujek Google podał, że i takie określenie się spotyka. Poprawiłem też “trymiga”, ale tu mam pytanie. Sugerowałem się, wpisem na PWN odnośnie tego wyrażenia, który dopuszcza obie formy. Jest on jednak z 2005 roku. Czy wyszło nowsze zalecenie w tej kwestii, czy też po prostu częściej spotyka się pisownię łączną i tę warto po prostu stosować?

 

Finkla

Ślicznie dziękuję za klika :)

Mało fantastyki? Ech, będę musiał przemyśleć, jak jej więcej wplatać w tekstach nietechnicznych. Albo mocniej eksponować, by mi brzytwą Lema nie grożono :)

Ale odniesienia do historii słuszne wyłapane. Lubię wplatać takie sugestie, wbrew pozorom historia ludzkości pełna jest powtarzających się błędów. Choć bardziej niż islamistami czy nazistami, sugerowałem się tym, co wyprawiali Belgowie w swojej kolonii w Kongu (tutaj polecam dokument BBC “Biały król, czerwony kauczuk, czarna śmierć”, choć i on nie jest wolny od pewnych wypaczeń).

 

Thargone

Dziękuję za klika i za wyjaśnienia. Mi długość nie przeszkadza, ciekawie się czytało te wyjaśnienia :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Autorze, nikt Ci nie groził, jedynie bardzo delikatnie ocenił, zwracając uwagę na fakt (– Wy fakt widieli? – Niet, nikakowo chwakta ja nie uwidieł, on uże był wnutri – M. Wańkowicz) tarzając się w dodatku w superlatywach, po co od razu hiperbolizować? Nie wypada. ;D

Rybaku, emotikon na końcu wypowiedzi sugeruje, by nie brać motywu z grożeniem na poważnie :) Pierwotnie chciałem napisać “bym nie był osądzany, że lubię siedzieć okrakiem na pewnej brzytwie”, ale ostatecznie wybrałem inny, podkreślający, że powinienem wziąć się do roboty ;) Tak więc nie ma o co się gniewać, ja sam za superlatywy i uwagi dziękuję, bo można z nich wyciągnąć coś ciekawego. Tak do poprawy, jak i do dalszego stosowania ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Thargone, a propos avatara etc. : w przypadku wysokobudżetowych amerykańskich filmów DO lat 12 ZAWSZE w finale decyduje ordynarne mordobicie. Nigdy rozwiązania zaproponowane niegdyś przez Sun Tzu.;). Także sztafaż sci-fi jest w owych wysokobudżetowcach całkiem przypadkowy. W zasadzie TYLKO od aktualnego popytu dany scenariusz jest ubierany a to w scenografię fantastyki, a to – filmu o piratach, jest to całkowicie wtórne. Weź piratów z Karaibów, wsadź ich do kosmolotów, i masz co najmniej Star-Trek. Weź Ostatniego Jedi, ubierz go w pludry i bandanę plus daj sztuczną nogę i krzywą szablę, zmień mu kosmolot strzelający laserami na żaglowiec łupiący konwencjonalnie ze starych dobrych odprzodowych, spiżowych dział i masz Piratów z Karaibów V (czy VI, gubię się już).

Dlatego brzytwa Lema jest aż tak ważna przynajmniej w literaturze, sądzę. Także dlatego, że z góry wyklucza dzieła, choćby i wybitne (np. w kategoriach tego portalu) kierujące się, pardonne-Moi za to nieładne słowo – koniunkturą (sorry, Autorze, ale muszę to napisać: był popyt na sci-fi, wyjąłem ludobójców z czołgów w Bośni, wsadziłem ich w kosmoloty i jest super. No nie jest, niestety.)

Jeśli brzytwy Lema nie będziemy stosować fantastyka błyskawicznie przejdzie na pozycje gatunku zastępczego, straci swą samodzielną pozycję wśród gatunków i obszarów literackich, nawet to minimum, którego się w latach minionych dopracowała, w wielkim znoju i trudzie, zresztą. Takie jest moje skromne zdanie, można się z nim nie zgadzać, albo nie, to w końcu tylko opinia outsidera. Pozdr.

NWM, napisałam raczej w trymiga, bo pisownia rozłączna zdaje mi się bardziej rosyjska. Ale decyzja należy do ciebie.

Cieszę się, że pozostałe uwagi uznałeś za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, że outsiderem nie jesteś, Rybaku. Natomiast mam wrażenie, że w powyższym poście używasz zamiennie terminów “science fiction” i “fantastyka”. I do tego jeszcze nakładasz temu pierwszemu minimalny horyzont czasowy, jaki musi upłynąć, wyłączając pewien nurt, który ogólnie nazwijmy “near future”.

Bo zgodzę się, że Piratów z Karaibów da się przerobić na odcinek Star Treka. Tylko najpierw trzeba tych przeklętych zombie wyjaśnić pseudonaukowo, zamienić azteckie złoto na pseudocząstkę i voila. Będzie space opera, mocno dyskutowalne (przeze mnie także) czy science fiction, ale nie odmówię temu miana fantastyki i brzytwę Lema to spokojnie przejdzie. Bo element fantastyczny (zombifikacja i klątwa) ta historia ma we krwi.

Natomiast bardzo nie zgadzam się z traktowaniem “near future” (nawet ubranego w zbyteczne kosmiczne szaty, jak u mnie) jako niefantastyki. Za dzieciaka czytałem nieświeżą w owym czasie książkę Toma Clancy’ego “Dług Honorowy”. Pomijając wręcz absurdalne źródło tamtejszego konfliktu (przypomnę, że i rok wydania i mniej więcej akcja działa się w 1994, a autor wrzucał konflikt USA z Japonią o podłożu handlowym) rzecz od strony militarnej pokazywała pole walki z wykorzystaniem technologii stealth. Stealth były myśliwce (F-22), helikoptery (RAH-66 Comanche), bombowce (F-117 i B-2). Wszystko istniejące modele lub prototypy. Clancy pokazywał jak stare F-16 i F-15 mogą się w cztery litery cmoknąć na tym polu walki. Wymyślał ciekawe rozwiązania elektroniczne dla wzmocnienia detekcji samolotów AWACS, by były w stanie wykryć te niewykrywalne dla radarów potwory. To był fascynujący obraz. A że dookoła symulatory go wspierały, w niemal każdej grze komputerowej był samolot tego typu, to łatwo uznałem – to już jest rzeczywistość.

I jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że projekty stealth szlag trafił. Nie wypaliły. Technologia okazała się za słaba na nowe radary. F-117 poszły na żyletki, B-2 to obecnie gloryfikowany bombowiec strategiczny o zbyt małej ładowności, by być czymś więcej niż zabawką, F-22 nigdy nie spełniły pokładanych w nich nadziei głównie przez brak opcji pionowego starty i iluzoryczność stealtha. Dzisiaj otwarcie się mówi, że F-35 to także będzie wtopa, gdyż jeszcze nie wyszedł, a już są radary zdolne go wykryć (choć wymusił na Chinach i Rosji drogie inwestycje w tej materii). Obecnie trwają prace nad czymś lepszym, ale będzie do tego daleka droga, a wysokie koszty każą zadać pytanie, czy to się będzie opłacać. Technologia stealth może się bowiem okazać drogim, ale nieużytecznym w symetrycznej wojnie gadżetem.

Czemu to wspominam? Bo dla każdego laika samoloty stealth to następna generacja walki powietrznej, epitafium rozwoju technologii walki powietrznej, które już jest na rynku w wersji finalnej. Tymczasem pozostaje ona nadal w tej samej sferze, co klonowanie, słaba SI czy kwantronika. Mamy tego ledwo początki, niemowlęce kroczki, ale prawdziwe zastosowanie dopiero czeka na horyzoncie. Jesteśmy na etapie lamp elektronowych, ale do tranzystorów nam daleko.

I teraz pytanie – czy obraz wykreowany przez Toma Clancy’ego nowej walki powietrznej to w takim wypadku science fiction czy jeszcze nie (pomijam naturalnie fikcję polityczną całego uniwersum Jacka Ryana)? Niby mamy technologię, by to osiągnąć, ale to samo mogę powiedzieć o klonowaniu, słabej SI i kwantronice. Czyli że mamy tyle, że nic nie mamy. Dla specjalistów to nadal fantastyka naukowa – gdyby Clancy przeniósł to kosmiczne rejony, efekt byłby nieco mniej nieprawdopodobny, ale nadal pozostawałby mrzonką.

Jeśli bowiem nie jest s-f, to ile musi upłynąć lat, by stał się nim? Na jakim przekracza się magiczną granicę w literaturze, że coś należy już do współczesności? Tym, że widać to na horyzoncie? W takim razie czemu jeszcze traktujemy klonowanie czy kwantronikę jako zupełną nowość?

Może postrzeganiem przez publikę? Nikt nie rajcuje się F-35, Su-57 czy okrętami nawodnymi budowanymi w tej technologii – przecież technologię stealth mamy już od dawna! Po cholerę F-15, F-16, F/A-18 jeśli nie będą w stanie wykryć tych potworów! Jednak wtedy znów lądujemy z pytaniem – a co z klonowaniem, kwantroniką czy NPU? Czemu ich publika nie postrzega jako pieśń teraźniejszości, choć ich etap rozwoju też nie jest aż tak wysoki?

A może chodzi raczej o pytanie “co się zmieni, gdy zastosujemy nową technologię?” Pomijając tło political fiction, w “Długu Honorowym” Clancy pokazał nowe pole walki, inne od standardów, gdzie w poprzednich nowelach trzymał się mocno przy ziemi. Wszedł dla mnie na rejony fantastyki, choć dopiero USA inwestowało w technologię, którą opisał. Pokazał, co się zmieni, jak bardzo przestarzały będzie konwencjonalny sprzęt i strategie. I choć w niektórych rejonach nie mijał się ze stanem rzeczywistym, masowe użycie niewidzialnych dla radarów samolotów, helikopterów czy bombowców pozostaje ciągle w sferze planów największych mocarstw. Czy więc w takim wypadku brzytwa Lema go ciachnie czy nie?

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Reg

Okej. Myślałem, że jest jakaś nowsza dyrektywa językowa, więc z czystej ciekawości się spytałem :)

Jeszcze raz wielkie dzięki za łapankę :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zupełna racja, Rybaku, jeśli chodzi o filmy. Zamierzałem do tego, że w wysokobudżetowych filmach ewidentne, technologiczne bzdury są bardzo wyraźne, a w literaturze już nie. I można je też inaczej tłumaczyć, na przykład nierównomiernym rozwojem, jak choćby w przypadku samochodowego silnika.

W tym momencie rozwój elektronicznych mediów, z całym ich dobytkiem, jest jaki jest, ale to nie znaczy, że wkrótce nie wyhamuje. Z miliona różnych możliwych powodów.

To, że u NoWhereMana są loty międzygwiezdne, nie znaczy, że jakiś tam post-internet nie rozwinął się kiepsko i wygląda, jak "za trzydzieści lat". Może właśnie ze względu na technologię lotów (odległości, kłopoty z komunikacją, czy co tam jeszcze) 

I co do brzytwy Lema sie zgadzam. Należy owego narzędzia używać często i gęsto, żeby fantastyka nie była zwykłym balem przebierańców. Ale nie ma co machać nią jak psychopatyczny golibroda, bo fantastyka, w znacznej mierze, opowiada historie o teraźniejszości, albo i przeszłości. Należy tylko zadbać, żeby ów "element fantastyczny" nie polegał jeno na zmianie środków transportu, ale stanowił integralną część opowieści, żeby historia nie mogła bez niego zaistnieć w niezmienionej formie, żeby tekst nie mógł zrobić na czytelniku takiego samego wrażenia, gdyby osadzić go tu i teraz.

Moim ulubionym i często przytaczanym przykładem jest Opowieść Konsula z Hyperiona – to zwykły melodramat, który rozgrywać mógłby się w dowolnym momencie ziemskiej historii. Ale prosty zabieg z dylatacją czasu wybił go na poziomy emocjonalne, nieosiągalne dla nie-fantastyki. 

Analogicznie, można NoWhereManowi obciąć to i owo i umieścić go w Bośni w latach dziewięćdziesiątych, ale nie wiem, czy nie stracił by przypadkiem zbyt dużo. Choćby na gruncie działania mediów, ściśle opartym na, jakby nie patrzeć, futurystycznej technologii.

EDIT :

Pisałem, zanim przeczytałem posta NWMa. Tu i ówdzie powtarzam więc to i owo ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Technothrillery Clancy’ego mam wszystkie:). Tudzież Larry’ego Bonda. Może z okresu średniej młodości, ale znam je prawie na pamięć.

Z tego, co piszesz wynika jednak dowodnie, że Twoje opowiadanie wręcz powinno dziać się na Ziemi za jakieś -naście/-dziesiąt lat. Tylko by mu to pomogło, a przy tym jego fantastyka (niczym u Zajdla w Limes Inferior) byłaby zdecydowanie bardziej dostrzegalna. Właśnie przez te niby drobne , ale istotne różnice w niuansach. Zbyt dalekie wrzucenie opowiadania w przyszłość jak widać – bardzo mu zaszkodziło, włączając masę dysonansów, ewidentnych anachronizmów i w końcu, w efekcie, uruchamiając skutecznie dość tę nieszczęsną brzytwę Lema (dobrze że nie Ockhama – wyklętego brytyjskiego mnicha;). 

Zwróć uwagę na opowieści o pilocie Pirxie – moje kultowe opowiadania – tam widać, że to jest bardzo oswojona przyszłość – teraz, tylko cokolwiek dalej. Ale jednak, z różnych względów – nie dałoby się zamienić Pirxa na kapitana kontenerowca. Weźmy moje ulubione opowiadanie – Terminus… Albo Ananke. Lub choćby Albatrosa. czy w końcu Test pilota Pirxa.

Tyle moich przemyśleń. Inna sprawa, że uwielbiam zarówno fantastykę “bliskiej przyszłości” jak i historie alternatywne (zwłaszcza!). Bo w ich przypadku można sobie cudownie gdybać nad rolą niuansów i w nadchodzącej przyszłości , i w minionej historii… Co też jest fantastyką:)

 

Zasadniczo, wplatanie faktycznych odrobinek historii do tekstu jest dobre i fajne. Tylko w tym przypadku wzmacniały wrażenie, że fantastyka tkwi głównie w dekoracjach. Nie wiem, może odwoływały się do zbyt świeżej historii, może zbyt łopatologicznie. Sapkowski robił to subtelniej.

 

A co do brzytwy Lema. Wydaje mi się, że główny problem polega na pytaniu, co jest trzonem opowieści. Jeśli naparzanka, to sorry, ale nie ma większego znaczenia, czy chłopcy miecze mają żelazne, czy laserowe, gołe pięści czy nanozbroje. To tylko sztafaż.

A jeśli na przykład klonowanie – to zależy. Technicznie wszystko jest możliwe i przetestowane na zwierzętach. Ale jeżeli rozważamy etyczne i społeczne implikacje klonów… Jakie prawa powinien mieć klon? Co, jeśli w bitwie spotka się dwóch superwojowników z identycznym DNA? Wtedy Lem z brzytwą ucieka. Póki co.

Babska logika rządzi!

Jak ja lubię takie dyskusje :)

Choćby na gruncie działania mediów, ściśle opartym na, jakby nie patrzeć, futurystycznej technologii.

Właśnie w to celowałem :)

Z tego, co piszesz wynika jednak dowodnie, że Twoje opowiadanie wręcz powinno dziać się na Ziemi za jakieś -naście/-dziesiąt lat. Tylko by mu to pomogło, a przy tym jego fantastyka (niczym u Zajdla w Limes Inferior) byłaby zdecydowanie bardziej dostrzegalna. Właśnie przez te niby drobne , ale istotne różnice w niuansach.

Masz rację, że pewnie opór byłby mniejszy. Tylko czy w związku z tym np. nie powinniśmy wszystkich powieści o klonowaniu umieścić w bliskiej przyszłości, skoro inne aspekty technologiczne autor ledwo podciąga do popkulturowej wersji s-f, by zapewnić sobie tło do opowieści? Czy nie zmieni to paradoksalnie wymowy tekstu in minus dla czytelników? Pewnie co osoba, to inna odpowiedź.

Jeśli naparzanka, to sorry, ale nie ma większego znaczenia, czy chłopcy miecze mają żelazne, czy laserowe, gołe pięści czy nanozbroje. To tylko sztafaż.

Jako fascynat militariów nie zgodzę się, Finklo. Nie da się zrównać bomby lotniczej sterowanej laserowo z pociskiem katapulty. Nie można porównać armii XX wiecznych, dysponujących siłą ognia zdolną do równania miast w kilka godzin, z XV wiecznymi, które potrzebowały ręcznej roboty tysięcy chłopa przez dzień lub więcej. Wojna się zmienia. Powody może nie, ale ona sama już tak. I wraz ze zmianami pojawiają się rozterki, jak choćby to, czy stosować bronie masowego rażenia, czy nie. Czy wyzuwać ludzi z uczuć chemią, czy nie. Czy atakować cywilne cele produkujące elementy dla nowoczesnych komponentów, czy nie. Czy dawać władzę nad niewyobrażalną siłą ognia automatowi, czy nie. Robot z mieczem jest mniej przerażający niż robot z atomówką.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Robot z atomówką? To trzy prawa robotyki Asimova już wywalasz do kosza? Nie za wcześnie, aby? Chociaż, jeśli wezmę coś z mojego podwórka – czyli SI (bo czymże jeśli już nie SI są systemy decyzyjne na rynkach finansowych, w nanosekundach przewalające biliony z krańca świata, w drugi kraniec?) sterująca już obecnie w praktyce decyzjami inwestycyjnymi megafunduszy na całym świecie… Coraz bardziej autonomicznie… coraz bardziej niekontrolowalne. Ha – wszystko już było (Golem XIV! ;) . Nawiasem mówiąc (krzyna krypciochy, można?;D – to także jest w moim konkursowym opowiadaniu, a właściwie – w jego powieściowym, już gotowym rozwinięciu. 

p.s. Nie zgodzę się z Twojją koncepcją porównania siły ognia. Dla średniowiecznych a nawet rzymskostarożytnych mieszczan gigantyczne trebusze wokół murów były równie przerażające jak dla XX-wiecznych – masowe bombardowania. Przerzucone takim trebusdzem za mury zwłoki zadżumionego były równie skuteczne, nawet ilościowo, jak dzisiejszy ‘Nowiczok” czy głowica – wycinały niekiedy CAŁĄ lokalną populację.

Wtrącę się (pomimo, że tekstu jeszcze nie skończyłem):

Prawa robotyki Asimova są już od dawna uznawane za… zupełnie nijakie. Za pięknie brzmiące slogany, ale raczej nieefektywne.

 

(bo czymże jeśli już nie SI są systemy decyzyjne na rynkach finansowych, w nanosekundach przewalające biliony z krańca świata, w drugi kraniec?)

To nie SI, to zwykłe boty i automaty, grupy algorytmów pracujące liniowo, których decyzyjność jest bardzo ograniczona. Porcje kodu, które wykonują swoje ściśle okreslona zadania.

 

Robot z atomówką? To trzy prawa robotyki Asimova już wywalasz do kosza?

Raczej daję pewne porównanie ;) Nie ukrywajmy, armie kombinują jak mogą, by zautonomizować zabijanie i sprowadzić je do naciśnięcia przycisku w generalskim gabinecie. Jedynie opór etyczny społeczeństw broni przed pójściem w te systemy. Choć w krajach takich jak Rosja i Chiny już są opracowywane autonomiczne drony bojowe.

Dla średniowiecznych a nawet rzymskostarożytnych mieszczan gigantyczne trebusze wokół murów były równie przerażające jak dla XX-wiecznych – masowe bombardowania.

Nie zgodzę się. Ludzie nie bali się trebuszy. Bali się tego, co szło za nimi. Bali się, że gdy padną bramy, tysiące żołnierzy zaczną uprawiać RPG (rabować, palić, gwałcić). Uczynią niewolnikiem. To armie i żądni łupów żołnierze w ich szeregach ich przerażali.

Dzisiaj ludzi przeraża jeden bombowiec czy jedna rakieta, bo może zawierać broń, która bez dyskryminacji zabije kogo popadnie. Jej nie przekupi się łupem ani nie przebłaga prośbami. Tak, nadal boją się armii, ale do przestraszenia potrzeba już mniejszej ilości wojska, bo to jest w stanie niszczyć znacznie więcej.

Zmieniła się siła ognia, zmienił się obiekt strachu. Z armii na pojedyncze środki zniszczenia.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zapomniałeś o zarażonych zwłokach? Oczywiście że ludzie panicznie się tego bali.

stn – neurony w mózgu też przesyłają pojedyncze impulsy, niczym boty itd. Ale ich system to już mózg i myślenie (niekiedy;). Moim zdaniem tak jest już i w świecie finansów – owszem, to pojedyncze impulsy, programy, ale… ich system staje się czymś funkcjonalnie większym stopniowo (bo jest ich DUŻO, a jak mawiał dialektycznie stary poczciwy Hegel – ilość skokowo zmienia się w końcu w jakość;)….etc…

Nawet jeśli tego nie zauważamy, myśląc, że to wciąż pojedyncze impulsiki, nieznaczące takie… :D

Zapomniałeś o zarażonych zwłokach? Oczywiście że ludzie panicznie się tego bali.

Tak, zapomniałem. Ale mimo to nie widzę związku, bo nadal musiała dotrzeć do miasta armia, a generał okazać się na tyle głupi, że odmówiłby łupów żołnierzom. Przypadki przerzucania zwłok to były najczęściej ruchy wodzów, którzy sami stracili sporą część wojska w zarazie i chcieli nią poczęstować wrogów. “Skoro my nie zdobędziemy ich kosztowności, to nikt ich nie zdobędzie”.

Były tez i inne sztuczki, jak choćby zatrucie studni przez Salladyna przed bitwą pod Hattinem i wzięcie krzyżowców pragnieniem. Jednak nadal mówimy tu o ruchach armii. Wielotysięcznych najczęściej, bo tereny zdobyte trzeba było potem utrzymać.

Ludzi nadal więc przerażała armia. Tutaj dodatkowo zarażona wcześniej, dotknięta przez losową “katastrofę naturalną”. Dzisiejsze atomówki mogą nam spaść na głowę, a nikt o tym nawet się nie dowie aż do uderzenia ;) Dobra, przesadzam, ale głowice docierają w przeciągu godzin, podobnie jak samoloty. Wojna stała się szybsza, a broń masowego rażenia jest pod znacznie lepszą kontrolą. Tu nie będzie przypadków (oby, bo znów – jeden terrorysta z atomówką w środku miasta i puf!).

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W tej chwili sieci neuronowe mają niewiele wspólnego z mózgiem, tym bardziej sposobem w jaki działa, przekazuje i przetwarza bodźce. Tego poziomu skomplikowania jeszcze długi czas nie będziemy w stanie odtworzyć, ani tym bardziej zamodelowac procesów, które pozwalają na tak rozwinięte procesy przetwarzania równoległego, którymi charakteryzuje się mózg.

Sieci RNN (rekurencyjne sieci neuronowe) też działają na zasadzie “neuronów”, przekazując przez kolejne bloczki z funkcjami matematycznymi dane, uczą się, by umieć podane na wejściu wartości odtworzyć. Ale to nadal jest aproksymacja, wprowadzone podczas procesu uczenia uproszczenia i dewiacje powodują, że uczenie jest zgrubne, a ilość iteracji, która doprowadzi do oczekiwanych efektów duża. Powstają dedykowane układy scalone dla takich sieci neuronowych, ale to nadal kropla w morzu potrzeb i marzeń.

Aktualne sieci tylko udają, że myślą. To bardziej lustrzane odbicie tego, co poda im się na wejściu. A my naszą tendencją do antropomorfizacji wszystkiego, co tylko możliwe, dajemy się sami sobie oszukać. Nie daj się zwieść marketingowi kopropacji, ani tym bardziej nagłówkom gazet popularnonaukowych. ;)

 Gazetom popularnonaukowym się nie damy, marketingowi korporacji też nie. Za starzy jesteśmy :)))

Optymistyczny akcent :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo udany koncert fajerwerków :):):)

 

Porządnie napisany tekst, traktujący o poważnych sprawach, przedstawiony w paskudny sposób, ale jak najbardziej pasujący do poruszanych problemów. Przeczytałam z zaciekawieniem. Żwawa akcja, dużo postaci, zakręcona fabuła, pytania o rolę dziennikarstwa i jego wpływ na zwykłych obywateli, gdzie leży prawda? Twoje opowiadanie zmusiło mnie do zatrzymania się w codziennej gonitwie i do spojrzenia na świat tak trochę bardziej… refleksyjnie?

 

Jak dla mnie to Twój najlepszy tekst, z pewnością zasługujący na bibliotekę. I na piórko?

 

Jeśli chodzi o fantastykę. W mojej opinii jest jej wystraczająco dużo, nawet jeśli stanowi ona jedynie tło, ale tło bardzo dobrze zarysowane.

Konstytucja PRL też mówiła o równości i swobodach, ale wiadomo, jak wyglądała praktyka :)

Ale jeśli ktoś podważał jedyny słuszny ustrój, to tatuś prominent mógł go bronić tylko do czasu.

 A jeśli nie odpowiadało faktom, to tym gorzej dla faktów.

To akurat powiedział Hegel :) Ale tak, Arystoteles był racjonalistą (tj. za podstawę poznania przyjmował rozum) – wtedy prawie wszyscy byli. Porządne rozumowanie indukcyjne trzeba było dopiero wynaleźć (tak, istnieją niematerialne wynalazki – nikt ich nie docenia, ale są). Tyle, że Stagiryta był racjonalistą umiarkowanym – jego fizyka jest właśnie zdroworozsądkowa (powiedz, tak bez namysłu, co spadnie pierwsze – kamień, czy piórko? Problem Arystotelesa polega tu na tym, że nie odróżniał podstawowej przyczyny zjawiska od tego wszystkiego, co je zakłóca, w tym przypadku oporu powietrza). Za to, co współcześni fizycy opluwają jako arystotelizm, odpowiada raczej coś na kształt kultu, którym Arystotelesa przez wieki otoczono (a miało to swoje przyczyny). Giordano Bruno natomiast był przede wszystkim heretykiem – jego (strasznie obrazoburcza) teza, że Bóg jest materią, też była wyrozumowana (chodzi tu o materię pierwszą, którą wymyślił Arystoteles). Nie tylko Ty masz skłonność do słowotoku, thargone :)

 Jeśli brzytwy Lema nie będziemy stosować fantastyka błyskawicznie przejdzie na pozycje gatunku zastępczego

Zastępczego – wobec czego? Bo wiesz, polemizowałabym z tezą, że fantastyka nie mówi o rzeczywistości – mówi, tylko bardziej ogólnie (Arystoteles się kłania i podaje na tacy swoją i Platona koncepcję wiedzy), a nie jak powieść z kluczem. Ten konkretny tekst jest bardziej "kluczowaty", owszem – w innych dekoracjach mógłby się rozgrywać akurat tak samo, ale znasz może to opowiadanie (zapomniałam tytułu…), w którym, aż do końca zupełnie bez nazwisk, Hernan Cortez i jego ludzie robią swoje, a narrator udaje, że to science-fiction? Konie nazywa "transportowcami", księży "psionikami" itp.? Potwornie mnie to wkurzyło, kiedy je pierwszy raz przeczytałam, bo to już po prostu oszustwo (autorowi chodziło chyba o to, że prawdziwy świat jest ciekawszy, niż wymyślone bajeczki, czym okazał całkowity brak kumania, o co w "bajeczkach" chodzi.) I znowu jadę na Berdyczów… W każdym razie, oszustw nie pochwalam, ale są różne poziomy abstrakcji.

 Wydaje mi się, że główny problem polega na pytaniu, co jest trzonem opowieści.

Dobrze gada, dać jej ciastko.

 trzy prawa robotyki Asimova już wywalasz do kosza?

Jeszcze się filozoficznie wtrącę – prawa Asimova (jak wszystkie inne) muszą być zinterpretowane, zanim się je wcieli w życie (on sam chyba gdzieś o tym napisał).

 Na jakim przekracza się magiczną granicę w literaturze, że coś należy już do współczesności?

Parę rzeczy z Dicka już się ziściło…

 

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dziękuję za dalsze komentarze :)

 

Katia

Cieszy mnie, że i się podobało i skłoniło do refleksji :) Dziękuję także za klika i zgłoszenie :)

 

Tarnina

Ale jeśli ktoś podważał jedyny słuszny ustrój, to tatuś prominent mógł go bronić tylko do czasu.

Tak, do czasu. Jednak perspektywa ma znaczenie i dla Pirji będącej w dolnych warstwach drabiny centroobywatel może wszystko – i tę myśl wyraża narrator. Tak jak dzieciakom wydaje się, że opiekun na obozie może wszystko, a potem, jak dorastają i nim zostają, się okazuje, że jednak nie :)

Parę rzeczy z Dicka już się ziściło…

Żeby tylko z Dicka. I żeby tylko kilka :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To akurat powiedział Hegel :)

To powiedział Thargone. Proszę nie przypisywać jakiemuś Hegelowi moich słów! 

 

Nie tylko Ty masz skłonność do słowotoku, thargone :)

Po prawdzie, to do autentycznych mistrzów mi daleko. Niedawno, w ramach żartu, zamierzałem Twoje, Tarnino, opowiadanie o zachochlikowanym warsztacie skomentować tak tarninastajl, ale skala przedsięwzięcia mnie przerosła, nawet w fazie pomysłu ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dobrze napisany i ciekawy tekst. Początek bardzo dobry, dynamiczny, od razu określa universum i daje jego skrótowy, ale wyrazisty opis. Potem też jest dobrze i ciekawie, chociaż opowiadane jednak co nieco traci na dynamice. Ale nadal jest interesująco i co ważne, realistycznie. To się czuje. Trochę wkradło się niezgrabności językowych typu “zgramoliła się”. Hmm… Ale do końca opowiadanie jest wciągające, chociaż przydałyby się drobne cięcia.

Niewątpliwie tekst biblioteczny, więc kliknąłem.

Szkoda, że autor nie wysłał tekstu np. do “Okolicy Strachu”. Po nieznacznym przeredagowaniu mogliby go wziąć. Szkoda.

Pozdrówka.

Dziękuję Rogerze za klika i za opinię :)

Generalnie pracuję teraz nad kilkoma opowiadaniami, które planuję porozsyłać. Zobaczymy, ile z nich odniesie sukces ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przyznam, że nie dotarłem do końca. Jak dla mnie było za dużo – nazw, nazwisk, stanowisk, technologii, punktów widzenia, zależności przyczynowo-skutkowych… Z początku jeszcze za tym nadążałem, ale gdzieś w połowie stwierdziłem, że jednak tekst nie jest dla mnie. A może ja po prostu nie lubię polityki i SF, i stąd takie odczucia? :)

To rzekłszy, jestem pod wrażeniem dopracowania fabuły (przynajmniej do połowy, bo dalej nie wiem ;)) oraz uniwersum. Napisane też oczywiście jest IMO dobrze.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dzięki za podjęcie próby El Lobo Muymalo. Wiadomo, każdy ma swój gust, a ja dodatkowo sprawy nie ułatwiam, wrzucając czytelników na głęboką wodę. Tym bardziej dzięki! :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Kolejny solidny, esencjonalny tekst Człowieka Znikąd – bardzo mi się podobało.

Na plus z pewnością kilkuwarstwowa fabuła (sfera polityczna, uczuciowa, detektywistyczna), detaliczność światotwórstwa, przyspieszenia akcji (jak sceny u Gurgera i Raszala), które dobrze stopniowało napięcie i nadawało rytmu… Te “Internetowe” wstawki, komentarze, wiadomości – też na duży plus.

Generalnie, bardzo lubię te Twoje opowieści s-f – budzą we mnie tęsknotę za przestrzenią. Też muszę kiedyś spróbować się w tym gatunku.

Wady? Z pewnością kondensacja. Mnogość nazw, frakcji, zależności aż prosi się o coś dłuższego niż takie opowiadanie na konkurs. Książka Twojego autorstwa z pewnością przyniosłaby więcej radochy Countowi, niż te ciągłe boje z limitami. Mógłbyś wtedy lepiej zarysować Pirję i jej relacje z rodziną (w Modyfikowanym Węglu te kwestie zostały lepiej rozwiązane i to niekoniecznie ze względu na poziom autora ;) ), mógłbyś zawrzeć więcej opisów, bo tych mi bardzo brakowało. Ten świat musiał wyglądać naprawdę ciekawie, a nie mogłem go sobie w pełni wyobrazić.

Na minus poczytuję też pewne podobieństwa, “schematy”, które stosujesz. Chociażby ten rodzinny. To oczywiście dobra motywacja do walki, choć splecenie tego wszystkiego z elementem politycznym nieraz podczas lektury przywoływało mi Matriarchinię. A poza tym wolę, gdy bardziej niż na polityce, skupiasz się na hard s-f ;P Ale to już ściśle subiektywna uwaga.

 

Mimo grzeszków muszę przyznać, że lektura przyniosła mi dużo satysfakcji, z pewnością się nie zawiodłem. Stempla jakości postawić już nie mogę, ale zawsze w obwodzie pozostaje hrabiowskie błogosławieństwo… Które poważnie rozważę w najbliższym czasie ;)

 

Trzym się ciepło. Na koniec kilka uwag:

Pirja zerwała się na równe nogi, rozglądając po pustej sali.

Wiem, że można usuwać zdublowane “się”, ale w tym przypadku nie wygląda to zbyt dobrze. Po prostu koślawo – ja bym to jakoś zmienił.

Nie ze złości na decyzji przełożonego, ale systemu prawnemu, któremu ten z dobroci serca próbował zaradzić.

Coś tu się posypało.

O czym to była publikował Gurger?

No właśnie → ?

Młody mężczyzna zgiął się w pół, zatoczył i padł prosto w błoto.

Pisownia łączna

Wracając do rzeczy, od teraz zaczynamy prace na całodniowych zmianach.

Literówka

Wbrew pozorom ludzi nie morduje się ot[-,] tak.

powiedział głos wypowiadany przez dziesiątki kobiet i mężczyzn jednocześnie.

Źle to brzmi.

Mogę cię zapewnić, że póki będę w stolicy, dopóty taka sytuacja się nie powtórzy.

Rany boskie, to burzy porządek świata, NoWhereMan! :P Albo póki-póty, albo dopóki-dopóty, w Twoim zestawieniu brzmi to, nie wiem… strasznie nieswojo XD

Samo pozostawienie e-papierosa z asystentem to za mało.

Nie kapuję tego.

Jak ona będzie żyć, zaprzeczając powołaniu każdego dziennikarza: służbie prawdzie[-.][+?]

Zakończyłbym znakiem zapytania.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dziękuję Hrabio i za poprawki (powinienem za część spalić się ze wstydu, bo są wynikiem pośpiechu i braku dokładności z mej strony) i za opinię :)

Też coś czuję, że sporo mych pomysłów mogłoby rozwinąć się w dłuższej formie. Jednak nie wiem, czy jestem jeszcze językowo gotowy na ten wyczyn – zbyt zachwaszczam póki co wypowiedzi. Ale mam parę planów na teksty niekoniecznie konkursowe, a więc też i mogące być dłuższe ;)

 

Samo pozostawienie e-papierosa z asystentem to za mało.

Nie kapuję tego.

Wszechwiedzący demonstruje swoją wszechwiedzę. Abha niedawno zostawiła e-papierosa przed wejściem u Harszada – a szef SBR-u to wiedział. To takie mniej groźne stwierdzenie “pamiętaj, że mam cię zawsze na oku”. Szpilka ukryta pod płaszczykiem troski.

 

Jeszcze raz wielkie dzięki za komentarz :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zabierałam się za czytanie tego tekstu trzy razy, aż w końcu przeczytałam. Do strony technicznej, jak i samej fabuły nie mam żadnych zarzutów, ale zacytuję tutaj fragment z komentarza El Lobo, bo miałam identyczne odczucia:

Jak dla mnie było za dużo – nazw, nazwisk, stanowisk, technologii, punktów widzenia, zależności przyczynowo-skutkowych…

Doceniam wykreowany przez Ciebie świat i postaci, muszę jednak stwierdzić, że s-f, to nie moja bajka. :(

No cóż, tak bywa. Bardzo dziękuję, że mimo że nie podeszło, to jednak spróbowałaś aż tyle razy podejść do tekstu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Podobało mi się :)

Bardzo dobre opowiadanie z ciekawym tłem. Mimo długości, przeczytałam je szybko i (chyba) nie zgubiłam się ani razu. Powodzenia w konkursie. :)

 

Anet, Rosso – bardzo mnie cieszą Wasze opinie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dojszłam! ;) Przeczytałam opowiadanie. Jak już wiadomo, kwalifikuje się do konkursu.

 

Niewiele mi zostało jakichś technikali do uchwycenia, ale udało się:

 

zaczną odbierać wszystkim prawa wszystkim, a zaczną od centroobywateli. ← coś się posypało

– Choć, obejrzymy razem, co ma nam do powiedzenia, dobrze? ← chodź?

 

Opinia o fabule po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia!

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dzięki za łapankę, Naz :) Jestem ciekaw opinii, ale cierpliwie na nią poczekam :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Tekst wciąga od samego początku. Dobrze prowadzisz narrację, wręcz nie pozwalając czytelnikowi się oderwać (a przynajmniej ja nie mogłem :D). Postacie są takie, jakie być powinny – wyraźne, nieusztucznione i charakterystyczne (tylko Pirja kojarzyła mi się z główną bohaterką “Smoleńska”, ale to już nie Twoja wina). Sama opowieść moim zdaniem ma nawet potencjał na hollywódzką ekranizację; tylko by się dodało parę wybuchów tu i tam :P Podoba mi się pomysł na te komentarze oraz wideoartykuły. To dodaje klimatu. 

– I? – zagrzmiał głos Wszechwiedzącego.

– Żadnych zabójstw, żadnej przemocy. Tylko przekupstwa. Jeśli zaistnieje potrzeba eliminacji, poprosimy o zgodę.

– I?

– Oprócz tego wyskrobię taki raport, że centrala będzie dobrze wiedziała, kogo powiesić i za co.

– Doskonale, Abho. – Radosny ton przyprawił Lefezjankę o ciarki. – Wiedziałem, że można na ciebie liczyć.

Czy ten fragment miał być nawiązaniem do jakiegoś dzieła kultury? Bo mi bardzo kojarzy się z pewną grą.

Podsumowując, bardzo solidne i wciągające opowiadanie :) 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Bardzo dziękuję za opinię i nominację, Soku :)

Czy ten fragment miał być nawiązaniem do jakiegoś dzieła kultury? Bo mi bardzo kojarzy się z pewną grą.

Raczej do niczego konkretnego nie nawiązywałem, ale jestem ciekaw, z czym Ci się skojarzyła :)

 

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W Gothicu była podobna rozmowa; trzeba było wymieniać NPC-owi jakieś tam rzeczy, a on po każdej takiej wymienionej mówił przeciągłe “iiiiiiiiiiiiiiiiii?” :D Takie tam skojarzenie. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Oho, ależ mi humor podbiłeś, porównując do Gothica :) Ech, lata młodości :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nie wiem co jest tego przyczyną, ale tekst wydał mi się ogromnie przegadany i od samego początku gubiłem się w rozpoznawaniu bohaterów. Całość fabuły zrozumiałem mniej więcej, a opowiadanie ciągnęło mi się niemiłosiernie i co jakiś czas tęsknie zerkałem na miejsce, w którym dobiegnie końca. 

Bywa, nie każdemu wszystko podpasuje. Dziękuję jednak, że dałeś mu szansę :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W końcu udało mi się dotrzeć i tutaj. Przez konkurs Naz i długie opowiadania, a tak po prawdzie, także mój, mam ostatnio spore zaległości, ale do rzeczy.

To już trzecie Twoje opowiadanie, gdzie widzę kondensację pomysłów i fabuły. I tak naprawdę to mój największy zarzut, kolejny raz. :) Fajne drobiazgi fantastyczne, przeglądanie wiadomości, nagrywanie z oka i takie tam, lubię to. :) Miałem jednak tak, jak kilka osób, gdzieś tam na początku gubiłem się w osobach i sytuacjach, co utrudniło mi lekturę. I tu kłania się wspomniana przeze mnie stłoczona fabuła. Przez to mniej identyfikuję się z bohaterami, wiesz, trudniej znaleźć mi się w ich skórze.

Scena z ciężarnymi kobietami niepotrzebna, nie pasująca do reszty opowiadania. Za to warsztatowo jest dobrze. Wydaje mi się, że kiedyś miałeś więcej “koślawych” zdań, tera zauważyłem jedno, czy dwa.

Broniona przez niego ciężarna kobieta ze łzami w oczach padła do stóp stojącego obok w tłumie starszego robotnika.

Czy druga część zdania ma jakieś istotne znaczenie? Znikome.

Ale jak pisałem, takich zdań już praktycznie nie masz.

Rzucił mi się w oczy komentarz Counta, też uważam, że lepsza dla Twoich pomysłów byłaby dłuższa forma. Ja (wiecznie) czuję niedosyt. Co nie znaczy, że mi się nie podobało, ale mogłoby jeszcze bardziej. ;)

Dzięki za przeczytanie i opinię, Darconie :)

Tak coś mam, że próbuję wcisnąć jak najwięcej w jednym rzucie. Z opowiadania na opowiadanie coraz mniej, ale nadal to problem. Tym niemniej postaram się jeszcze zmniejszać dawki, by nie było to tak przytłaczające ;)

A co do dłuższej formy, to może i coś się wykroi z tego wszystkiego. Choć to nadal nieprędka perspektywa ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dołączam do opinii o brzytwie Lema. Za fantastykę robi tu zadeklarowany setting (wymienialny na dowolny inny, w tym stuprocentowo realistyczny) i imiona/nazwiska bohaterów (bo tak się jakoś dziwnie przyjęło, że w przyszłości ludzie nie nazywają się Jan Kowalski, John Smith, Jacques Dupont, Luigi Bianchi, Juan Suarez itede itepe, tylko muszą mieć wymyślne imiona, najlepiej z jakimś apostrofem lub myślnikiem – ciekawa jestem, skądinąd, co by na taką ewolucję języka powiedzieli lingwiści; obstawiam, że zrobiliby facepalm). Tekst jest niezły, ładnie opisuje wojnę hybrydową, ale dla mnie raczej głównonurtowy, bo to nawet political fiction średnio – za mało konkretów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Myślę, że to kwestia pomysłu, chyba za bardzo je rozbudowujesz, jak na opowiadanie. Warto żebyś napisał coś nie skupiając się na world buildingu i wielowątkowej fabule, a na bohaterze, jako jednostce. Chociażby, żeby się przekonać, czy się uda. :)

Darcon

Masz w tym wiele racji. Dzięki za radę, choć nie wiem, na ile jest wykonalna ;) Jak myślę “policjant”, od razu przychodzi mi na myśl struktura komendy, wydziały, realny zakres spraw i kto kogo kontroluje (federalni, wydział wewnętrzny), kwestie budżetowe… No, kurcze, sam zobacz. Ale mimo to spróbuję :)

 

Drakaina

Dziękuję za przeczytanie i komentarz ;) Co do brzytwy Lema, to mogę odpowiedzieć jak poprzednikom – o ile zgadzam się, że scenografia kosmiczna może tu zostać zastąpiona bliską przyszłością (przez moje niewielkie skupienie na samej technologii), o tyle w kwestii, że mamy to samo dzisiaj albo da się wymienić na dowolny inny setting – już nie. To trochę jak mówić, że wojna w XV i w XVII wieku jest taka sama, bo w obu czasach obecny był proch i broń palna ;) Fantastyczny element technologiczny jest tu obecny i jest nieodzowny, by wspomniana przez Ciebie “wojna hybrydowa” (ale raczej to nie ona jest tutaj pokazana) miała jakiekolwiek szanse powodzenia ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A nie była taka sama? ;-)

Gwałconym babom pewnie było wszystko jedno, jakie mundury mają żołdacy…

Babska logika rządzi!

A nie była taka sama? ;-)

Gwałconym babom pewnie było wszystko jedno, jakie mundury mają żołdacy…

Zacznijmy od tego, że w XV wieku nie wszystkie armie miały mundury. Prędzej poznałabyś po mowie, a i to nie zawsze – uważam, że zawód najemnika mógłby rywalizować z innym co do faktu bycia najstarszym ;)

I daruję Wam wykłady na temat zmiany funkcji jaką pełniła jazda (czy raczej jej upadku), strategii piechoty, rozwoju technologicznego broni… No, sama widzisz Finklo, że byłoby o czym pisać ;) Ale fakt faktem, że jak kogoś to nie pociąga, to pewnie wszystko jedno czy strzelają z hakownic, arkebuzów czy muszkietów ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W XV w. to w ogóle munduru w takim znaczeniu, jak my to dziś rozumiemy (i jakie się dopiero w XVIII w. zaczęło kształtować) czyli sformalizowanym, nie było.

Natomiast nadal nie widzę tego niezbędnego elementu fantastyki, bez którego nie obyłaby się opisana wojna hybrydowa. Domyślam się, że chodzi o cyborga i SI (?), ale będę się upierać, że podobne efekty, jakie oni dają, można uzyskać bardziej realistycznymi środkami. A z kolei, jeśli przyjąć, że to daleka przyszłość i świat w sumie space opery, to taka wojna hybrydowa, która jest bardzo bliska temu, co mamy dzisiaj, może wydać się niemal tak archaiczna jak armia pruska w 1806 pod Jeną.

Ale tak po prawdzie czasem się zastanawiam, czy nadużywanie brzytwy Lema ma sens, bo w sumie może bardziej istotne jest to, czy tekst daje poczucie “fantastyczności” , czy nie. Może gdyby tu było nieco więcej technobełkotu, za którym skądinąd wcale zazwyczaj nie przepadam, może gdyby świat był mocniej zarysowany – może wtedy to poczucie byłoby mocniejsze. Bo ogólnie mi się podoba, także – o czym wcześniej nie napisałam – za wtręty z mediów i stylistyczne mieszanie. Bardzo lubię wykorzystywanie takich form narracyjnych.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Domyślam się, że chodzi o cyborga i SI (?), ale będę się upierać, że podobne efekty, jakie oni dają, można uzyskać bardziej realistycznymi środkami.

Niestety muszę Ciebie rozczarować – nie da się. Żeby to zobaczyć, wystarczy włączyć telewizor – Rosja może powtarzać, ile chce, że to nie jej ludzie zajęli Krym, że wybory są prawdziwe, ale nic to nie da. Kilka fotek, kilka przecieków i cały PR szlag trafił, nie mówiąc już o tym, że poza swoim państwem ciężko prowadzić taką walkę dezinformacyjną. Ale daj im SI zdające test Turinga, daj dostęp do sprzętu komputerowego takiego jak procesory kwantowe czy NPU, do całych farm takich superserwerów, a ludzie nie będą w stanie odróżnić prawdy od fałszu. I to nie z powodu swego lenistwa, jak to często dzisiaj bywa (wystarczy odrobina pracy z Wujkiem Google, by odkryć konto trolla czy pastę), ale z powodu przytłoczenia źródłami, wszystkimi równie prawdopodobnymi. Zobaczą piętnaście wersji tego samego i będą musieli rozsądzić, co jest prawdą, a co nie, kierując się niczym więcej jak przeczuciem.

Przekładając to na język armii XV i XVII wieku – dzisiaj ludzie widzą owe cyfrowe hakownice oraz ładowane od przodu armaty i myślą, że to epitafium osiągnięć w wojnie dezinformacyjnej. Ale tak naprawdę prawdziwa wojna dopiero nadchodzi, wraz z muszkietami, bagnetami i formacjami liniowymi. A i to nie będzie koniec jej rozwoju.

A z kolei, jeśli przyjąć, że to daleka przyszłość i świat w sumie space opery, to taka wojna hybrydowa, która jest bardzo bliska temu, co mamy dzisiaj, może wydać się niemal tak archaiczna jak armia pruska w 1806 pod Jeną.

Myślę, że kluczem są właśnie te pogrubione słowa. Wielu z machających przede mną brzytwą Lema jak widzi kosmos i coś na kształt space opery, od razu zakłada, że wszystko poszło niewyobrażalnie do przodu. Tymczasem technologię postawiłem tutaj na trzecim albo nawet czwartym planie, w zamian skupiając się na ludzkim dążeniu do prawdy, którego owa technologia wcale a wcale nie musi ułatwić (wbrew temu, co się dzisiaj często mówi). Sieć dostarczana do neurala wcale nie musi być naszym internetem – równie dobrze może być infosferą transmitującą myśli, uczucia i wszystko inne. Nie skupiałem się na jej opisie, bo i nie była ona głównym punktem tekstu.

A że tekst bezpośrednio dotyka ważnego od zarania dziejów tematu prawdy i fałszu (tutaj w ujęciu wojny hybrydowej), to i zapewne jest mniejsze poczucie jego “fantastyczności”. Ów wspomniany przez Ciebie technobełkot byłby tu na pewno rozwiązaniem, ale na niego zwyczajnie zabrakło miejsca w kompozycji.

Tutaj wchodzi to słusznie wypomniane przez Darcona i innych stłoczenie – na prezentację wszystkiego nie miałem po prostu miejsca. Wszystkich nie zadowolę, więc mogę jedynie sobie pluć w brodę, że może nie zwiększyłem dawki prezentacji technologii, by zawalczyć o tych, co potrzebują jej więcej, by poczuć “fantastyczność” dzieła ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

okej, trochę mnie przekonałeś w kwesii SI, choć obserwacje terenowe jasno pokazują również, że Goebbels miał rację i kłamstwo, które raz się rozpowszchni bardzo trudno obalić – to tyczy się jednakowoż raczej oskarżeń wobec konkretnych osób, nie wojny, ale naprawdę widzimy w obecnych czasach potęgę manipulacji medialnej.

 

Wielu z machających przede mną brzytwą Lema jak widzi kosmos i coś na kształt space opery, od razu zakłada, że wszystko poszło niewyobrażalnie do przodu.

no tak, to chyba oczywiste, zważywszy jak zaawansowany jest realny program kosmiczny wink oraz zważywszy tradycję tego gatunku…

 

Tymczasem technologię postawiłem tutaj na trzecim albo nawet czwartym planie, w zamian skupiając się na ludzkim dążeniu do prawdy, którego owa technologia wcale a wcale nie musi ułatwić

i będę się upierała, że szkoda, mimo że (to ważne w tej ocenie), nie przepadam za technobełkotem. Dla mnie najsłabszym ogniwem tego tekstu są rozmowy i interakcje między bohaterami, więc w tym konkretnym opowiadaniu wolałabym więcej świata, mniej bohaterów. Ono jest o technologii, przesłanie się wybroni.

 

A że tekst bezpośrednio dotyka ważnego od zarania dziejów tematu prawdy i fałszu

W kontekście wojny i propagandy konkretnie dopiero od Tukidydesa, który jednakowoż tylko zauważył manipulację, ale się nad tym nie rozwodził devil

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

okej, trochę mnie przekonałeś w kwesii SI, choć obserwacje terenowe jasno pokazują również, że Goebbels miał rację i kłamstwo, które raz się rozpowszchni bardzo trudno obalić – to tyczy się jednakowoż raczej oskarżeń wobec konkretnych osób, nie wojny, ale naprawdę widzimy w obecnych czasach potęgę manipulacji medialnej.

Tak jak pisałem – to ledwo przygrywki, pierwsze jaskółki nadchodzących zmian.

i będę się upierała, że szkoda, mimo że (to ważne w tej ocenie), nie przepadam za technobełkotem.

Masz rację, że dla pewnej grupy to by pomogło. Z kolei gotowy jestem postawić diamenty przeciwko orzechom, że w przypadku zmiany punktu spojrzenia, pojawiliby się i tacy czytelnicy, którzy mówiliby o zbytnim skupieniu się na technice, a za małym na postaciach. Tu już wchodzą ludzkie gusta, więc wybrałem pewną opcję z nadzieją, że więcej osób zadowoli niż zrazi ;)

no tak, to chyba oczywiste, zważywszy jak zaawansowany jest realny program kosmiczny wink oraz zważywszy tradycję tego gatunku…

Niestety, romantyzm czytelniczy to silny oponent ;) Sam się o tym przekonuję, gdy ktoś podnosi temat przyszłych wojen kosmicznych i z uporem godnym lepszej sprawy nie chce przyjąć do wiadomości, że większość jego rozważań zwykła termodynamika (nie mówiąc o praktyczności czy ekonomii) spuści w kiblu :)

W kontekście wojny i propagandy konkretnie dopiero od Tukidydesa, który jednakowoż tylko zauważył manipulację, ale się nad tym nie rozwodził devil

Ciekawa informacja, dziękuję za nią. Nie szukałem kto i kiedy zaczął pisać o tym, ale lubię kolekcjonować takie wiadomości, bo a nóż-widelec okażą się przydatne :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A nie jeszcze wcześniej? Mam wrażenie, że rozmaici władcy od zarania dziejów lubili się chełpić zwycięstwem, które polegało na tym, że armia zwiała z niewielkimi stratami. ;-)

Babska logika rządzi!

A nie jeszcze wcześniej? Mam wrażenie, że rozmaici władcy od zarania dziejów lubili się chełpić zwycięstwem, które polegało na tym, że armia zwiała z niewielkimi stratami. ;-)

Ja mam wrażenie, że działo się to od momentu, gdy jeden organizm postanowił przekazać drugiemu nieprawdziwą informację. Natomiast Drakaina pewnie ma na myśli dzieła spisane, które zaznaczają otwarcie, że wróg kłamał.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ja mam wrażenie, że działo się to od momentu, gdy jeden organizm postanowił przekazać drugiemu nieprawdziwą informację

Czyli od wirusów :P?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Czyli od wirusów :P?

A cholera wie, Staruchu. Jeśli celowo użył dezinformacji, by zdobyć dla swego DNA, RNA czy co tam miał akurat pod ręką lepszą komórkę do namnożenia, to czyż nie jest to idealny przykład dezinformacji przeprowadzonej dla dalszego istnienia ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nie zapominajmy o tych głębinowych rybkach, które zwabiają ofiarę świecącym wyrostkiem. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie zapominajmy o tych głębinowych rybkach, które zwabiają ofiarę świecącym wyrostkiem. ;-)

Oczywiście, że nie powinniśmy :)

Kto wie, czy słowa nie były też przyczyną ewolucji ;)

Znalezione obrazy dla zapytania ewolucja ryba słowa

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nieee, ryby głosu nie mają. ;-)

Babska logika rządzi!

Nieee, ryby głosu nie mają. ;-)

Może właśnie dlatego dzisiaj nie mówią :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@Finkla

A nie jeszcze wcześniej? Mam wrażenie, że rozmaici władcy od zarania dziejów lubili się chełpić zwycięstwem, które polegało na tym, że armia zwiała z niewielkimi stratami. ;-)

Mowa jest o refleksji nad prawdą i fałszem, nie o ich istnieniu. Oszukiwać w sensie praktycznym potrafią stosunkowo nisko stojące na drabinie ewolucyjnej zwierzęta (np. owady), a nawet rośliny. Propaganda zatem istniała, podkreślanie własnego statusu też. Ale pierwszym, kto zwrócił uwagę na to, że w czasie wojny stosuje się manipulację słowną, był Tukidydes.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Natomiast Drakaina pewnie ma na myśli dzieła spisane, które zaznaczają otwarcie, że wróg kłamał.

Jeszcze inaczej. Chodzi o coś znacznie głębszego niż proste wróg kłamał. Chodzi o manipulację opinią publiczną. Cytat: “Otóż za najistotniejszy powód, chociaż przemilczany, uważam wzrost potęgi ateńskiej i strach, jaki to wzbudziło u Lacedemończyków; natomiast powody oficjalnie podawane , dla których obie strony, zerwawszy rozejm, stanęły na stopie wojennej, były następujące…”

To jest początek refleksji o tym plus minus, że historię piszą zwycięzcy, i że mogą istnieć różne wersje opisu tych samych zdarzeń, co więcej, kreowane na użytek propagandowy.

Skadinąd dyskusje o wojnie hybrydowej poddały mi pewien dość dziwaczny pomysł na opowiadanie…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jakby ktoś się zastanawiał, czemu licznik nieco podskoczył – dodałem niewielkie fragmenty sugerujące większą złożoność sieci (że nie działa tylko na obraz, ale także na wszystkie zmysły) oraz pewną reklamę tłumaczącą, kim jest troller ;) Nie zmieniają jednak one poprzedniej kompozycji utworu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przeczytałem i dałem się porwać politycznej intrydze – jestem miłośnikiem “House of Cards”. Jak dla mnie bohaterowie stracili kosztem tła za dużo i z tego względu, gdyby nie przerywniki z treściami internetowymi byłbym znudzony, ale nie byłem. Jest w tej dziennikarsko-Internetowej części tekstu kilka niezręczności w bardzo Twoim stylu – moja opinia, np.:

 

“Rektor to oszust, który dostał posadę za polityczne znajomości i możliwości dzisiejszych SI”. “Rektor zdobył stanowisko dzięki sztucznej inteligencji!” – pokaż brukowcowy pazur! ; D

„Dziś hańba, jutro znów wojna!” – takie hasła lepiej się skanduje ; D

 

A co do Lema i jego starożytnej golarki, to tekst się broni, bo historia dziennikarki wymagała podkręcenia. Takie jest moje zdanie.

 

Pozdrawiam,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Dzięki za opinię i te dwie propozycje – faktycznie, bardziej brukowcowe :) Poprawię już po zakończeniu konkursu, bo teraz już nie wolno ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mnie również Twój tekst się podobał, podobały mi się odniesienia do rzeczywistości, ale kompletnie za to nie rozumiem zarzutów o zbyt małą ilość fantastyki.

Jednak tak jak część czytelników uważam, że limit ograniczył Cię masakrycznie i przez to opowiadanie nieco ucierpiało. Jest dużo postaci, zwrotów akcji, nazw, nawiązań, świat jest bardzo bogaty – przyznam, że czułam się tym czasem nieco przytłoczona i z trudem orientowałam się w kolejnych wydarzeniach. Nie zawsze, oczywiście, ale zdarzało się.

Ale i tak – brawo.

Dziękuję za opinię, Ocho :) Miło mi, że się podobało :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pracowali oni dla kilku korporacji z Lefezji, świata naznaczonego przez krwawe prześladowania klanu Shezarów. Kiedy upadł jej reżim, Republika wynagrodziła mieszkańcom swą ówczesną bierność centroobywatelstwem.

Przyznaję, że tego fragmentu ni w ząb nie rozumiem. To “jej” tyczy kogo? Najbardziej pasowałaby tu Republika, ale nie wydaje mi się, żeby to jej reżim tutaj upadł. Do nikogo innego z kolei to zupełnie nie pasuje. Tak więc, że się powtórzę: ni cholery nie łapię.

 

Obiektyw zakryła czerwień, jakby ktoś oblał obiektyw farbą.

Brrr…

 

Ale zagłuszcie ich twierdzenia w tłumie podobnych, przekupcie redaktorów, negujcie prawdziwość przedstawianych faktów faktów pełnymi emocji zmysłoartykułami, a powiadam wam: tylko najbardziej wrogie nam media będą popularyzować szkalujące opinie.

Więcej baboli nie pamiętam, za wszystkie serdecznie Cię rozgrzeszam…

…albowiem jest to kawał naprawdę dobrego tekstu. Na mój gust nawet pod złote piórko od MC. A na pewno na brąz ode mnie.

Czego mógłbym, może nawet powinienem się przyczepić, to fabuła na tyle pokręcona, że czasem naprawdę musiałem mocno dawać po hamplach, by nie wylecieć z zakrętu. Nie przyczepię się jednak, bo, mimo wszystko, nie wyleciałem; nawet nie poczułem żwiru pod kołami.

Inaczej rzecz ujmując, stworzyłeś naprawdę świetną intrygę; zawiłą, skomplikowaną i wielowymiarową, ale jednocześnie sensowną i na tyle przejrzystą, że po przeczytaniu człowiek nie ma paskudnego wrażenia, iż czegoś mu brakuje, coś jest nie na miejscu albo coś jest po prostu bez sensu. Ergo, albo wszystko jest, i to dokładnie tam, gdzie być powinno i tak, jak być powinno, albo na tyle umiejętnie zakręciłeś czytelnikiem – przynajmniej tym konkretnym – że ten już nie jest w stanie stwierdzić, że czegoś brakuje i tak dalej. A że w ostatecznym rachunku prawda nie ma znaczenia, bo cokolwiek się za nią skrywa, czytelnikowi i tak zostaje czysta, niekłamana przyjemność z lektury, to nie będę dociekał.

Podsumowując, fabularnie to dłuuugaśne i przegadane – o mój Boże, o mój Boże! – fard Sci-Fi, jak dla mnie, wypada na piątkę. I to piątkę z dodatkowym plusikiem za zakończenie. Bo to, choć raczej oczywiste w swej nieoczywistości, tak naprawdę jest tym jedynie słusznym i sensownym. Ale czy dobrym? Subiektywnie, jako zakończenie opowiadania – i owszem. Ale czy również jako zakończenie samej historii? No cóż, w tym całe piękno tego zakończenia, że tego się już nie dowiemy.

W każdym razie cieszy, że odrobiłeś lekcję, której za sprawą swojego opowiadania udzielasz czytelnikowi.*

Jeśli chodzi o wykonanie natomiast, również jestem ukontentowany. Nad wyraz zacnie wyszła Ci ta zabawa formą i, nazwijmy to, parodiowanie współczesnych e-mediów. Już samo w sobie jest to po prostu fajne, ale jako integralna część tekstu wypada jeszcze lepiej; raz, że świetnie buduje klimat, dwa, że ładnie wkomponowuje się w samą historię, trzy, że świetnie zdaje egzamin jako nośnik ważnych dla historii informacji i różnych smaczków, a cztery, że… cholera, zapomniałem. Było tu coś o eleganckim pokazywaniu sedna problemu, z którym postanowiłeś się zmierzyć.^^

Rozbicie tekstu na dwie bohaterki, antagonistki, też zdało tutaj egzamin, bo zdołałeś utrzymać ciężar obu tych opowieści we względnej równowadze, więc – wbrew uprzedniej żartobliwości – tekst nie nużył zbytnim przegadaniem, ale też i nie męczył zbyt szybkim kołowrotem.

No, co tu dużo gadać, fajna bardzo dobrze napisana historia w ciekawym, porządnie przemyślanym i spójnym świecie.

Jakieś tam drobne potknięcia natury językowej – do tych wypisanych na górze babolków dodałbym jeszcze kilka zaginionych w akcji przecinków, gdybym tylko nie był takim leniuszkiem – i owszem były, a do tego dość jednak banalne dylematy moralne, przed którymi postawiłeś bohaterkę (a które jednak nie rażą, bo banały mają to do siebie, że stają się banałami, gdyż życie je takimi czyni; człowiekowi zostaje tylko się z tym pogodzić… i, ewentualnie, opisywać) i może kilka jeszcze drobnych niedogodności, ale tych musiałbym się już teraz doszukiwać na siłę i w sumie nie wiadomo po co – jest to piach zaledwie, i to nie w oku, a w sandałach.

Więc yebał, jest świetnie i tyle.

Natomiast jeśli chodzi o nawiązanie do tematu konkursowego – które mnie, prawdę mówiąc, zupełnie nie interesuje, bo i niby dlaczego by miało? – to jest ono raczej delikatne, można by rzec, schowane dość głęboko w tle. Przynajmniej tak, jak ja to widzę. Ale, jak się już rzekło, ani mnie to grzeje, ani przegrzewa.

Ciut gorzej natomiast tekst wychodzi z pojedynku z upierdliwcami uzbrojonymi w Brzytwę Lema. Spokojnie można by pozamieniać nazwy Republik i innych takich na bardziej swojskie, jak NATO, czy UE, miejsce akcji na coś, co można zaznaczyć palcem na mapie, a konflikt przypisać krajom zaczynającym się na “R”, “S”, albo, dajmy na to, “U”, i niewiele by to tak naprawdę zmieniło. Przedstawiona tutaj technologia, przynajmniej ta kluczowa dla fabuły, też jakoś bardzo nie odbiega od tego, czym wszelkiej maści agencje dysponują już dzisiaj (a pewnie nawet zostają w tyle za tym, czym dysponują już nie od wczoraj, a czego my możemy się tylko domyślać).

Ech… jak to dobrze, że jestem upierdliwcem uzbrojonym zaledwie w stary, dobry, szwajcarski scyzoryk.

 

Peace!

 

 

* – Cokolwiek miałoby to znaczyć.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Pracowali oni dla kilku korporacji z Lefezji, świata naznaczonego przez krwawe prześladowania klanu Shezarów. Kiedy upadł jej reżim, Republika wynagrodziła mieszkańcom swą ówczesną bierność centroobywatelstwem.

Przyznaję, że tego fragmentu ni w ząb nie rozumiem. To “jej” tyczy kogo?

A nie Lefezji? Tak by sugerowała konstrukcja zdania.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za wyczerpujący komentarz, Cieniu :) cieszy mnie, że się podobał, nawet pomimo tego upchania

Przyznaję, że tego fragmentu ni w ząb nie rozumiem. To “jej” tyczy kogo? Najbardziej pasowałaby tu Republika, ale nie wydaje mi się, żeby to jej reżim tutaj upadł. Do nikogo innego z kolei to zupełnie nie pasuje. Tak więc, że się powtórzę: ni cholery nie łapię.

Tak, chodziło o Lefezję.

Heh, widzę też, że dwa błędy wskoczyły w trakcie poprawek pod koniec kwietnia. Wygładzę je, mam nadzieję, że Naz się nie obrazi ;)

Przedstawiona tutaj technologia, przynajmniej ta kluczowa dla fabuły, też jakoś bardzo nie odbiega od tego, czym wszelkiej maści agencje dysponują już dzisiaj (a pewnie nawet zostają w tyle za tym, czym dysponują już nie od wczoraj, a czego my możemy się tylko domyślać).

Wbrew pozorom nie jest aż tak zaawansowana. Znajomy fizyk kwantowy, który pracował u mnie w korpo, mówił, że dzisiejszy aparat naukowy i techniczny np. w zakresie komputerów kwantowych jest na etapie, w jakim technologia cyfrowa była w latach czterdziestych XX wieku. Czyli imponujące rozwiązania zajmujące pół budynku, które po długich przygotowaniach algorytmu potrafią rozwiązać… sudoku. Albo bardzo skomplikowane obliczenia do łamania szyfrowania. Taka współczesna Bomba Turinga :) No, w Wieśka Cztery jeszcze na tym nie zagramy, a i do sztuczek, które będą potrafiły robić przyszłe maszyny też jej daleko :)

Ale trzymaj się tego scyzoryka, trzymaj Cieniu, bo te wszystkie cudowne maszyny działają tak długo, jak we wtyczkach jest prąd. A nawet i krócej, jak im się coś przepali ;) A scyzoryk analogowy, nie ma części elektronicznych, czysta mechanika. Idealny na postapokalipsę :)

W każdym razie jeszcze raz dzięki za wyczerpujący komentarz :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pierwszy raz tak się wahałem przy piórkowej decyzji. 

Serwujesz kolejne opowiadanie głęboko osadzone w jednym z Twoich światów. Zauważyłem, że charakterystyczne jest dla nich to, że… nie ma nic szczególnie charakterystycznego. I nie uważam tego za wadę! Sporo fantastycznych światów ma jakieś jedno założenie, z którego wynikają wszystkie następne rzeczy – coś typu przełomowy wynalazek itd. U ciebie tło jest złożona, tak jak w naszym świecie – trudno by wskazać coś przełomowego. Twoje światy na pewno nie są czarno-białe. Nie są też łatwe. 

I z tym mam największy problem. O ile skomplikowany świat powoli poznaje się w powieści, w opowiadaniach łatwiej się odnaleźć, kiedy są w nich pewne uproszczenia. A Ty, nie dość, że rzucasz sporo nazw organizacji, planet, funkcji, to jeszcze wprowadzasz dużo bohaterów z dziwnymi (ale fajnymi) imionami. Rzucasz mnie na głęboką wodę i kurde, jak chcę się utrzymać na powierzchni, to się muszę trochę pomęczyć. 

Ale warto. Nie wiem, jaki jest Twój docelowy styl pisania (i nie mówię tu tylko o stylu na poziomie zdań, ale na poziomie całej opowieści). Nie wiem, czy mają być lekkie, przyjemne, czy raczej trudniejsze, wymagające skupienia. Ja się muszę skupić, bo się gubię. Ale należy tutaj zaznaczyć, że ostatnio nie czytuję zbyt dużo tak rozbudowanej fantastyki, więc nie jestem wyrobionym czytelnikiem. No ale jako członek Loży staram się być świadom własnych ograniczeń i próbuję spojrzeć trochę obiektywniej (nawet jeśli to paradoksalne stwierdzenie). 

I co widzę? Widzę tutaj masę świetnych pomysłów, z których najbardziej spodobali mi się trollerzy. Nie brakuje ciekawych szczegółów (szczypanie w gardle przez lecznicze nanoboty). Wątek Priji jest bardzo dobry, jej motywacje jasne. Bardziej gubiłem się w tym drugim wątku. Świetny jest w końcu sam temat mediów i wykorzystanie motywu legendy (swoją drogą u mnie też jest co nieco o mediach i o trollowaniu ;)). Brzytwa Lehma? Mnie właśnie się spodobało to, że można by szukać odniesień do naszej historii. Jest dynamiczna akcja, jest urozmaicona o internetowe wpisy forma. 

Ogółem lektura satysfakcjonująca, choć dla mnie nie łatwa. 

Myślę, że MC powinien zerknąć na ten tekst, więc ode mnie – po namyśle – będzie TAK :)

 

PS Muszę też pochwalić wykonanie, dobra robota! 

Mam wrażenie, jakbym obejrzał fragment odcinka jakiegoś serialu z dobrymi recenzjami, czerpiącego garściami z House of cards i The Expanse. Tylko niestety był to fragment ze środka sezonu…

Jest politycznie i socjologicznie. Jest warsztat chyba najlepszy, jaki u Ciebie jak dotąd widziałem. Jest parę całkiem ciekawych postaci. Różnych rodzajów łakoci jest tutaj mnóstwo, lecz odniosłem wrażenie, że zamiast serwować je po trochu, bym nabierał chęci na więcej, zarzuciłeś mnie wszystkim, co miałeś, a jakbyś mógł, rzucałbyś jeszcze więcej. Naprawdę, dawno nie czytałem opowiadania w takim skupieniu, żeby nadążać o czym oni wszyscy mówią. Z jednej strony to plus – bo bohaterowie wypadali naturalnie, a dialogi nie spełniały roli infodumpu. Ale z drugiej strony – ja nie jestem z tymi postaciami od dwustu stron powieści, które przyzwyczaiłyby mnie do takiego tempa i do takiego sposobu prowadzenia konwersacji. 60k to sporo, a mimo to ten limit ograniczył Cię bardzo. Mógłbyś tę historię śmiało (i łatwo) rozwinąć do powieści i tylko zyskałaby przez to na jakości. Widać to po bohaterach – o ile dziennikarka wypadła barwnie ze swoim charakterem, swoimi motywacjami, tak pozostałe postaci są dość określone. Najbardziej doskwierała mi ta lefezjanka na A, którą pokazałeś jako bezwzględną i skuteczną polityk, ale zabrakło miejsca na poznanie jej z jakiejś – jakiejkolwiek – innej strony.

Jeszcze parę słów na temat świata. GE-NIAL-NYM pomysłem są wstawki a’la komentarze, a’la artykuły, itd. Czytałem taką książkę pt. “Futurospekcja/The Flashforward” Sawyera, w której część rozdziałów zaczynała się właśnie opisem reakcji świata w mediach na aktualne wydarzenia w książce. Fenomenalnie budowało to (nienawidzę tego słowa) immersję i kapitalnie to również wykorzystałeś tutaj. Natomiast w opowiadaniu przewijały się nazwy takie jak republika, bodajże unia i coś jeszcze, co widziałem już w paru innych Twoich tekstach, choć nie pamiętam, czy dokładnie w takiej formie, jak tu. I teraz nie wiem, czy to wszystko jest częścią jakiegoś wspólnego uniwersum (w którym bardzo kiepsko się orientuję, bo ledwie pamiętam nazwy, a co dopiero ktogdziezkimdlaczego), czy może aż tak podoba Ci się scenografia galaktycznej polityki, że za każdym razem tworzysz nowe państwa, sojusze, zależności. Jak już wspomniałem, to bardzo dobre opowiadanie pod kątem socjologicznym i jako political fiction, ale czy to fantastyka? Czy gdyby pozamieniać wszystko na ziemskie warunki, tekst coś by stracił? Naprawdę szukałem fantastycznego elementu, bez którego historia nie mogłaby się obejść i go nie znalazłem. Trollerzy? Teraz też można wykupić ludzi komentujących tak, jak chce zleceniodawca. Leczące nanoboty? To byłoby coś, gdyby faktycznie wyleczyły z czegoś dziennikarkę i miało to wpływ na historię, tymczasem one wywołały tylko przyjemną sensację w gardle. Neural? Postaci wykorzystywały go tylko do oglądania filmów i przesyłania ich sobie – taki smartfon w mózgu. Babka na A miała w jednej scenie przytłumione zmysły, ale gdyby wlazła do czarnego pokoju i rozmawiała z kimś mówiącym przez syntezator, jej zmysły nie byłyby równie przytłumione?

NoWhereManie, kierunek jest świetny, ale dla mnie to jeszcze nie to. :c

 

PS: Ostało Ci się kilka literówek, których niestety nie miałem czasu wypisywać. Warto przejrzeć tekst raz jeszcze, skoro walczysz o miejsce w antologii.

Dzięki Wam obu za komentarze :)

 

Funthesystem

Na pewno równowaga między głębią świata a jej prezentacją jest czymś, nad czym muszę pracować dalej. Nie chcę, by tekst był prostacki, ale też nie pragnę super skomplikowanych elementów. Być może błędem jest osadzanie tego w zmyślonych światach, miast iść w prostą kontynuację losów Ziemii (jak tutaj – zmyślona kosmiczna republika zamiast niedalekiej przyszłości). Kres sugerował, by polegać na popkulturowych skojarzeniach, ale widzę, że one same są za słabe, przynajmniej w formie, w jakiej założyłem ;) Będę musiał pomyśleć, co zacz i na ile sobie pozwolić z upraszczaniem całości, by z kolei nie zgubić tego, o co czasem mi chodzi – ukazania, że niektóre sprawy są szalenie skomplikowane i nie da rady z nich zrobić prostego scenariusza :)

Cieszę się jednak, że finalnie się podobało :)

 

MrBrightside

Nawet jeśli to jeszcze nie teraz, to cieszę się, że tekst sprawił przyjemność :)

Co do tej nieszczęsnej brzytwy Lema, to jednak widzę tutaj swoją winę. Nie w tym, że jej nie spełnia, bo tutaj będę się bronił jak lew – technologii do zakrywania całej prawdy, do totalnego jej skompromitowania jeszcze nie mamy. Winę widzę w tym, że jednak pracując nad tekstem, przesunąłem technikę na trzeci-czwarty plan. W efekcie musiałem polegać na znajomości realiów czytelników, a te są inne od moich, osoby zajmującej się na co dzień w pracy datacenter. A to doprowadziło do tego, że techniki, które z mojej perspektywy będą za jakiś (niemały) czas, zostały wzięte za już obecne (nie wspominając o tym, że kosmiczne tło tylko to u niektórych podkreśliło).

Co ciekawe, dzisiaj mieliśmy nawet na ten temat rozmowę w pracy (dzisiaj = piątek 04.05.2018). Czołowy przykład do komputery kwantowe. Pewne firmy (*ekhem*D-Wave*ekhem*), podpierając się często i gęsto artykułami w prasie popularnonaukowej (ale nie tylko) chwalą się już wersjami ponad stu kubitowymi, podczas gdy sami teoretycy mechaniki kwantowej mają wątpliwości, czy takie procesory w ogóle podpadają pod definicję “uniwersalnego komputera kwantowego”. Nie oznacza to, że źle działają, ale nie mają one takiej mocy obliczeniowej, jaką mieć będą autentyczne maszyny kwantowe (pod tym linkiem jest to fajnie wytłumaczone, polecam linki z pierwszego posta pod pytaniem).

Drugi, znacznie bliższy mojej obecnej pracy, to SI. Zuckerberg powtarzał słowo AI tyle razy na zeznaniach przed Senatem, że stało się to nieomal mantrą. Tymczasem owo “SI” polega na armii programistów, na bieżąco poprawiających błędnie działające algorytmy. Jak się śmialiśmy – inteligencji jest tu tyle, ile wyłapią u kandydatów na inżynierów rekruterzy podczas rozmów o pracę.

Także winę tu widzę i kolejny efekt kompresji – trzeba jednak bardziej się skupić na technice. Ale sama dyskusja i wnioski na ten temat dała mi pomysł na pewien tekst ;)

Aha, jeszcze co do uniwersum – tak, to jak i inne opowiadania, gdzie pojawia się nazwisko “Shezar” istnieją w jednym kontinuum. Celowo jednak staram się pisać je w taki sposób, by były samodzielne, jak widać jeszcze z nie najlepszym skutkiem. Ale tą kwestię poruszyłem przy komentarzu Funa :)

A te wspomniane literówki jeszcze poszukam. Dzięki za cynk :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Komentarz jest zaległy, więc będzie z tych krótszych. Mea culpa!

 

Bardzo dobre czytadło, z ciekawą fabułą i do tego przystające do naszych czasów – porusza problematykę nam bliską i aktualną. Dzieje się to za sprawą fantastycznego instrumentarium – wyolbrzymienia i ekstrapolacji w czasie, więc żadna brzytwa czy inna maszynka do golenia nie są tutaj wystarczająco ostre.

Spodobała mi się dynamika scen. Przykładowo kiedy bohaterka potrąca wazon (o ile pamięć mnie nie myli), myślimy sobie, że jej obecność zostanie natychmiast odkryta, ale Lefezjanin nie odwraca się, bo hałas przypisuje partnerowi.

Gdzieś w trakcie lektury (raczej blisko początku), na moment zagubiłem się w technobełkocie, ale taka już stylistyki fantastycznej uroda, a uczucie szybko minęło.

Dzięki za przeczytanie i uwagi, Teofilu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sorry, jeśli powtarzam po poprzednikach, ale nie czytałem komentarzy. Jest ich tak dużo, a czasu tak mało…

Bardzo dobry tekst, ale z kilkoma wadami, które utrudniają odbiór.

Na początek to, co osobiście mnie raziło. Dużo faktów o świecie, informacji, tytułów, nowych imion, nazwisk (czasem niełatwych), ciekawostek i wycinków z historii. Jak dla mnie zdecydowanie za dużo jak na tekst o takich rozmiarach. W niektórych fragmentach wręcz musiałem się zatrzymać i przeczytać je ponownie tylko po to, żeby stwierdzić, że w sumie niczego się nie dowiedziałem.

Myślę też, że mógłbyś dopracować część dialogów (nie mówię, że nie są wiarygodne, ale niektóre z nich można byłoby z pewnością dopieścić).

Ładnie próbowałeś opisać emocje, ale chyba jednak zbyt szybko i łatwo Prija odrzuciła niesamowicie kuszącą ofertę uratowania syna w zamian za ideały.

To tyle z narzekania. Nie myśl, że test mi się nie spodobał. Wręcz przeciwnie. Po prostu odnoszę wrażenie, że mógłby być jeszcze lepszy.

Wymyśliłeś naprawdę bogaty i interesujący świat. Nazwałbym go nawet wiarygodnym. Dobrze wypada sama fabuła, zabawa z manipulacją faktami w odległej przyszłości, kilka smaczków technologicznych, sprawnie opisana akcja. Tak, kiedy historia przyspiesza, czyta się płynnie. Opowiadanie ma swoje zalety, dlatego czytałem z przyjemnością, przyglądając się od czasu do czasu wybuchom fajerwerków.

Jakich fajerwerków? Tytuły artykułów, komentarze, wiadomości itp. Według mnie wyszły bardzo dobrze, przy niektórych wręcz się zaśmiałem (Jurgani Smuth! ;D).

 

Na koniec kilka uwag:

 

Dobra, przerzuć kilka tysięcy trollerów do tej sprawy. Mają odwrócić uwagę od tego filmiku sędzi.

„Tego” bym wyrzucił.

 

Jeśli jej rodzina miała mieć szansę, musiała wiedzieć, co ma w rękach. Co było warte zabicia Gurgera.

Pomóc mogła w tym tylko jedna osoba.

2 x mieć, 1 x musieć i 1 x móc tak blisko siebie nie wyglądają za dobrze.

 

Tylko w ten sposób uratuję i Lefezję i polityczną karierę pewnej osoby w tym pokoju.

Przecinek przed drugim „i”.

 

– Pani?! – Lefezjanka także przestał panować nad sobą. – Wie pani, kim jest?!

Literówka.

Dzięki za komentarz, Perruxie. Nie jesteś jedynym, który zwraca uwagę na mocno skomplikowany świat, będący wycinkiem czegoś większego. To będzie u mnie nieustająca walka – jak pisać małe teksty o wielkich światach.

Z emocjami to pewnie kwestia podejścia – powiem szczerze, że gdy ja byłem w sytuacji równie trudnego wyboru, po prostu chwilę się “pożaliłem wewnętrznie” jak ona i potem podjąłem decyzję :) Pewnie co człowiek, to inaczej :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Co do emocji, możliwe moje wrażenie wynika z tego, że wcześniej kreowałeś bohaterkę bardziej jako matkę niż dziennikarkę z powołania. Ale jak najbardziej się zgadzam, że każdy czytelnik może mieć inne zdanie, zależy pewnie od podejścia. Chciałem zawrzeć w komentarzu osobiste wrażenia z lektury, bo one są czasem dla autorów równie cenne jak wytykanie “obiektywnych” baboli :)

Jasne :) Jeszcze raz dzięki za przeczytanie i uwagi :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Najpierw Ci się do czegoś przyznam, NWMie.

Nie znam SF, poza utworami filmowymi, poznaję gatunek tu na portalu. Poza tym, kiedy polityka pojawia się w tekstach, sięgam niechętnie, zwyczajnie jej nie lubię, tak w życiu, jak i w literaturze.

A tu proszę – opowiadanie, które zawiera element polityczny, jest SF, a ja z zachwytem lecę w stronę zakończenia, gładko i z ogromną przyjemnością. Co ciekawe, naprawdę miałem w głowie bardzo konkretny obraz rzeczywistości i wszystkich elementów tej historii, dopełniony w społecznym i politycznym aspekcie przez zastosowane wpisy i newsy. Mimo wspomnianej kondensacji, rzetelność i klarowność przedstawienia działa bardzo pozytywnie na odbiór. Jestem szczerze zaskoczony, że moja romantyczna dusza, pluskająca się najchętniej w fantasy, tak dobrze się tu odnalazła.

Kolejne SF na portalu, które zachęciło mnie do wyciągnięcia ręki w stronę pułki z tym gatunkiem.

Treść i mocna końcówka zostawiły mnie z kilkoma rozważaniami. Piękne.

Dzięki za lekturę, zdecydowanie trzymam kciuki za Twój udział w konkursie!

Pozdrawiam!

Bardzo mi miło, że się spodobało :)

Dzięki za przeczytanie i komentarz :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jestem zachwycony.

Historia jest wciągająca, zagmatwana i oryginalna. Do tego przedstawiona w nieszablonowy, robiący wrażenie sposób. Wymyśliłeś cały świat, jego historię, sytuację polityczną i gospodarczą oraz zapełniłeś go plejadą postaci przeżywających ciekawe przygody. Ciekawi mnie, czy inspirowałeś się “Czwartą władzą” Spielberga lub ogólnie historią Raportu McNamary? 

Forma bardzo przypadła mi do gustu. Fragmenty newsów, komentarzy i linków podkreślają głębokość stworzonego świata. Jedni powiedzieliby, że to niepotrzebne i zapycha miejsce, ale ja uważam,  że to podkreśla klimat (jestem fanem “Kawy i papierosów” Jarmuscha).

Opowiadanie jest zdecydowanie jednym z lepszych napisanych na konkurs. Masz duże szanse. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Bardzo mi miło, że się podobało i ślicznie dziękuję za komentarz :)

Inspiracja samej akcji przyszła ze strony starszych filmów dotyczących dziennikarstwa śledczego (głównie ”Wszyscy ludzie prezydenta”), ale do przemyśleń przyczyniły się rozmowy ze znajomymi na temat stanu świata, technologii oraz tworzenia mitów historycznych.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dobra, w ramach komcia konkursowo-jurorskiego już się rozpisałam, co mi w tekście zgrzyta.

Uratowało Cię to, że poruszasz bardzo ważną tematykę – manipulowania motłochem przez czwartą władzę. Dowody tego widać na każdym kroku: spory, ilu było uczestników demonstracji, niusy z serii “jedna baba drugiej babie”. Ważniejsze kwestie są pomijane. Bo mniej krzykliwe, bo nie działają na te najprymitywniejsze instynkty, bo wymagają większej wiedzy (tak przy ich tworzeniu, jak przy odbiorze) i wysiłku, a nie tylko przeczytania, co w blogach piszczy…

Że głosowałam na TAK, pewnie zauważyłeś.

Babska logika rządzi!

Dzięki za doprecyzowanie, Finklo ;) I dziękuję za TAKa :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fajny thriller. Bardzo mi się podoba wplatanie do narracji fragmentów artykułów, komentarzy i odnośników – sama lubię się tak bawić z formą, a u Ciebie nie jest to tylko ozdobnik, tylko element popychający fabułę do przodu. Polityka, manipulacja informacją, rola mediów i stosunek społeczeństwa do tragedii dziejących się “gdzieś tam”, poza ich bezpośrednim otoczeniem – to wszystko pokazałeś super.

Mam pewien problem z tym centroobywatelstwem. Trochę mi się to wydawało mało prawdopodobne, takie różnice w traktowaniu teoretycznie równych obywateli. Trochę to było za mocne, bo przecież całość szła raczej w inną stronę – teoretycznie demokracja, pokój i rządy prawa, a dopiero jak się poskrobie, to widać prawdziwe nierówności i to, że prawo nie dotyczy wszystkich w takim samym stopniu. Motyw z chorym synkiem był moim zdaniem nieco przesadzony – po prostu czułam, że próbuje się tu grać na moich uczuciach. Chore dziecko, leczenie na wyciągnięcie ręki, mąż na wojnie – zbyt grubymi nićmi to szyte jak na mój gust.

Poza tym – dobry tekst.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dzięki za przeczytanie i komentarz Mirabell :)

Cieszę się, że i Tobie podobał się pomysł z artykułami i komentarzami :)

Co do centroobywatelstwa – wbrew pozorom powszechna demokracja to wymysł bardzo XX-wieczny. Wcześniej narzucano jakieś ograniczenia, sugerując, że tylko spełniający je ludzie będą naprawdę troszczyć się o los państwa. Dzisiaj także co po niektórym wpadają na pomysł podobne pomysły ;)

A z tymi grubymi nićmi szytym dramatem się nie wyprę. Mogę tylko cicho powiedzieć, że potrzebowałem odpowiednio silnej motywacji, by w momencie odkrycia prawdy o ludobójstwie Pirja miała jakikolwiek powód, by ewentualnie jej nie ujawniać. Rodzina i jej dobro wydawała się takim najlepszym i najłatwiej zrozumiałym dla czytelników motywem :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dobry tekst, gratuluję piórka. :) Bardzo fajny pomysł z wykorzystaniem SI do efektywnego trollowania. Przyznam, że musiałem czytać dość powoli, żeby nie pogubić się w wątkach, ale wszystko chyba zrozumiałem. Spodobało mi się przeplatanie narracji fragmentami czatów.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ślicznie dziękuję za przeczytanie i komentarz :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jestem pod wielkim wrażeniem obranej tematyki i pogmatwaniem akcji. Naprawdę robi wrażenie oraz wymaga ode mnie, w przyszłości, kolejnej lektury. A na deser, space operowe klimaty, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Gratuluję zasłużonego piórka :)

Dziękuję za komentarz, Deirdriu. Fajnie, że i klimaty i tematyka przypadły do gustu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Świetne. Niech za moją ocenę najlepiej posłuży to:

 

Napisz na marcin@storytel.pl, rozpisując tę historię/opowieść w tym świecie na 10 odcinków serialu SF (po około 50k znaków każdy). Chcę dobrego SF, politycznego, o mediach, efektownego w warstwie S, ale “trzymającego rzeczywistość za jaja” w warstwie F – czyli właśnie mówiącego o współczesnych mediach, polityce, internecie. Chcę “House of Cards” + “The Expanse” + “Modyfikowany węgiel” + “Newsroom”.

 

Daj mi to w synopsisie, a potem w odcinki pilotowym, a kupię od ciebie serial i nagram go w ramach Storytel Original.

 

Zacznij od synopsisu właśnie, czyli opisu każdego z 10 odcinków, tak po 1000-2000 znaków opisu na odcinek.

 

Oczywiście jeżeli interesuje cię wydanie tego jako serialu audio;]

Przyłączam się do zadowolonych z lektury.

Na początku byłem lekko zagubiony w mnogości wątków, a tego czytałem na raty (czas! a raczej jego brak), ale efekt finalny bardzo przyjemny.

Największym plusem jest wybalansowanie miedzy fikcją, nauką i ludzka naturą. To bardzo ludzkie i na czasie – użyć technologii do manipulacji.

Gratki!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth

Wielkie dzięki za komentarz i cieszę się, że się podobało :)

 

Malakh

Powiem szczerze – opadła mi szczęka :)

Bardzo chętnie bym się spróbował. Skontaktuję się na dniach, bo mam parę pytań odnośnie “wykonania” – nie znam się na produkcjach dźwiękowych, więc wolałbym wiedzieć, których zaułków omijać już przy synopsisie :)

W każdym razie, bardzo dziękuję za przeczytanie i opinię :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

 

A to się nie pogryzie z publikacją na łamach antologii?

Tak czy siak – gratuluję NWM i kuj żelazo póki gorące!

Po przeczytaniu spalić monitor.

A to się nie pogryzie z publikacją na łamach antologii?

Raczej nie powinno, bo mogę opisać to, co dzieje się potem. Chronologicznie to ledwo początek pewnych wydarzeń w tym uniwersum.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo dobry tekst, czytało się wyśmienicie!

 

Bardzo podoba mi się nastrój paranoi w międzybotowych dyskusjach. Nikomu wierzyć nie można.

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Dziękuję za opinię i komentarz :)

No, jak tylko dostaniemy takie SI z Turingiem, trzeba będzie się nieziemsko pilnować. A szczególnie interesujące może być, gdy zaczną takie dwie gadać ze sobą nawzajem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A to się nie pogryzie z publikacją na łamach antologii?

 

Ja chcę cały serial, 10 odcinków, w sumie na 500k znakow. Jak dla mnie to tutaj może być osią/jednym z rozdziałów/pilotem itp. Przeca wszyscy tu marudzili, że za mało, za mało tła, za duży świat wciśnięty w zbyt krótkie opowiadanie. No więc ja chcę całej historii;]

Yes, świetny pomysł, sam marudziłem :)! Jeno czemu, kurna, do słuchania, a nie na papierze :-/?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Bo audiobooki to przyszłość, co widać po światowym, ale i polskim rynku książki: podczas gdy nawet sprzedaż ebooków zaczęła spadać, audio od kilku lat rok w rok rośnie po 30%. I ściąga do książek tych, którzy dotychczas raczej ich unikali: mężczyzn z grupy 25-35.

 

Poza tym, Storytel to też niemożliwa do opisania przyjemność pracy ze mną jako redaktorem, już od etapu planu tekstu. A, no i ten, jak mu tam, Cetnarowski też pomaga;D

To teraz już wiemy, że najlepiej do Redakcji (grupa wiekowa 25-35) wysyłać wersje audio swoich tekstów ;).

Po przeczytaniu spalić monitor.

No, jak tylko dostaniemy takie SI z Turingiem, trzeba będzie się nieziemsko pilnować.

Już teraz trzeba, przy wszelkiego rodzaju recenzjach. A przez agregatory linków to czasem trudno cokolwiek sensownego znaleźć, bo z tej sieci to się pętla robi.

 

I gratulacje ;)

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

No tak, audiobooki to przyszłość, a książka i Staruch to przeszłość :-/.

Czekam na mówiony internet, bez tych paskudnych, małych, czarnych robaczków…

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Weź, wypluj przez lewe ramię. Czasami, jak się jakaś durna reklama rozedrze…

Babska logika rządzi!

Straszny czad z tym audiobookowym serialem. Powodzenia NWM, dasz radę!

Dzięki. Już coś się klaruje pod tą czachą ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka