- Opowiadanie: przezroczysta - Iluzja dobra

Iluzja dobra

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Iluzja dobra

Zatruta ziemia ledwo dycha. Dusze większości stworzeń gniją. Nadzieja jednak powoli się odradza. Świat został naznaczony przez anielską iskrę światła. W świętym mieście zaczęto rodzić córki i synów o mężnych sercach i przejrzystych duszach. Tak o to dobro miało zalać ziemię, rozprzestrzeniać się niszcząc brud, złość i potęgę nienawiści.

Anielskie dzieci stworzyły jednak inny plan. Zamknęły się w swoim pięknie, próbując zignorować resztę świata.

 

***

 

– Dlaczego wyjechałeś?

Majka nie rozumiała dobrowolnego opuszczenia miasta aniołów. Nikt o zdrowych zmysłach tego nie robi.

– W domu byłem złym człowiekiem. Tutaj, wśród równych sobie, umiem być dobry.

– Nie rozumiem. Nie można być raz dobrym, a raz złym. Komplikujesz – Majka poprawiła kosmyk włosów, chowając go za ucho. – Wysyłasz mnie w swoje strony, a sam stamtąd uciekłeś. Chcesz, żebym i ja stała się zła?

Marcel zaśmiał się przyjaźnie.

– Widzę twoją energię. Nigdy nie będziesz zła. Tacy ludzie jak ty, pozostają dobrzy na zawsze. Nawet w kosmosie. I wszędzie.

– Tacy jak ja, czyli jacy? Coś ściemniasz.

– Czyli prawdziwi. Marzysz, ale nie wymagasz. Pragniesz, ale nie żądasz. Ból i smutek Cię nie paraliżują, nie niszczą. I ta wszechobecna zazdrość, nie ma jej w tobie, nigdy. Zazdrość jest najgorsza, zjada człowieka od środka i nie pozwala być dobrym. W domu zazdroszczę braciom miłości, sukcesu, inteligencji. A tutaj, gdzie nikt tego nie ma, okazuje się, że jestem szczęśliwy.

– W końcu i tutaj ludzie mogą to zdobyć, co wtedy?

– Znów ucieknę.

– Przecież wiesz, że to jest iluzją. Nie lepiej pracować nad sobą i sprawić, aby nasze myśli i serce były nam posłuszne?

– I znów nie rozumiesz mała. Nie da się. Choćbym starał się ze wszystkich sił, nie oszukam swojej natury. A to jest jakaś ściema – Maja spojrzała na podniesione przedramię Marcela, na którym namalowany czarnym atramentem anioł rozpościerał skrzydła. Symbol oznaczał, że dana istota pochodziła z miasta aniołów. Miejsca, w którym mieszkali ci dobrzy, lepsi od innych. Osoby tam narodzone mają piękne dusze, podobno. Dusze te błąkały się przez stulecia, cierpiały, miotały się. W końcu zasłużenie zostały dotknięte przez anioła i mogły jeszcze raz się narodzić.

– Anioły nie istnieją – krzyknął Marcel po chwili ciszy. Maja zamarła. Rozejrzała się nerwowo i zauważyła, że kilka osób drgnęło, słysząc słowa jej towarzysza, ale nikt nie podszedł, nawet strażnicy, którzy stali nieopodal. Mogła się tego spodziewać. Nie śmią zwrócić uwagi naznaczonemu. Może głośno wygłaszać plugastwa i obelgi i będzie bezpieczny. I wtedy dziewczyna zrozumiała, czego przez całe życie jej brakowało. Wolność. Wolność, która należy się każdemu człowiekowi. Wolność, która jest dobrem. Po prostu wolność.

– Anioły nie istnieją – teraz to ona krzyczała. Głośno, wymownie, zwracając twarz ku niebu. Jej słowa nie pozostały bez echa. Na placu dało się wyczuć narastające napięcie i szepty. Strażnicy skierowali wzrok w stronę dziewczyny, a jakaś staruszka chwyciła ją za ramię.

– Opanuj się, dzieciaku – szepnęła babcia. – Majka zwróciła na nią swoje wielkie, zielone oczy.

– Dlaczego? Po co? – wzruszyła ramionami, ignorując karcący wzrok kobiety.

– Ponieważ anioły faktycznie nie istnieją, a prawda musi być ujawniona szeptem, aby zaślepieni ludzie nie mogli jej stłamsić. Oni nie słyszą ciszy – mrugnęła i odeszła na bok.

– Marcel? – zagadała spokojnym tonem Majka, chowając się przed wzrokiem nieznajomych za rogiem budynku.

– Tak? 

– Mówisz, że widzisz moją energię? Dlaczego ty ją widzisz, a ja nie? Jak dokładnie wygląda? Dlaczego nikt nigdy o tym nie mówi? Czy ty mi przypadkiem nie ściemniasz?

– Widzę wibracje, są przezroczyste i jednocześnie barwne, pieszczą lub drażnią zmysły w zależności od duszy. Wszyscy naznaczeni je widzą. Podobno to nasz dar od aniołów, a darami nie wolno się chwalić – wzruszył ramionami – dlatego o tym nie mówimy.

– Ale uważasz, że nie ma aniołów?

– Prawda, tak uważam – Marcel pokiwał twierdząco głową.

Majka zamknęła oczy. Wspomnienia niczym gęsta chmura napłynęły do jej umysłu, nie pozostawiając miejsca na jakiekolwiek inne myśli. 

 

Dziewczynka miała cztery latka. Ojciec wybudził ją w środku nocy, szepcząc:

– Wstawaj mała, musimy ruszać.

Majeczka nie wiedząc, co się dzieje, posłusznie zaczęła przecierać oczka i podnosić się z łóżka. Wtem, niespodziewanie do pokoju wbiegła matka. Oczy ojca zabłyszczały od łez.

– Pozwól mi ją uratować. Niech chociaż jej nie odbiorą wzroku… proszę… – wysyczał drżącym głosem ojciec.

– Oszalałeś, nie pozostawiasz mi wyboru. Lepiej uciekaj, już tu jadą. Zawiadomiłam władzę.

Po tej nocy, Maja już nigdy nie spotkała taty. 

Zabieg, o którym mówiła matka, wykonuje się u dzieci, aby przedłużyć życie. Naznaczeni są chronieni przez anioły, nie potrzebują zabiegu, ale reszta ludzi, nie dożyłaby czterdziestu lat, podobno.

 

Maja skupiła się jeszcze bardziej, zaciskając powieki. Coś pamięta, ale nie wie dokładnie, czym to jest. Pamięta jakby wibracje…ale nie wie, czy to nie kłamstwo jej umysłu. Czyżby zabieg odbierał możliwość widzenia energii, którą i ona widziała jako dziecko? Tylko po co miałoby to być odbierane?

– Ponieważ wśród naznaczonych jest więcej złych istot niż wśród reszty ludzi – odpowiedział na jej myśli Marcel – I oni o tym wiedzą. A widzenie energii, to też widzenie uczuć, myśli i wspomnień. Jesteście otwartą książką. My też byśmy byli, gdyby was nie okaleczali, a nas nie blokowali. Stracilibyśmy władzę. Najłatwiej było wam wmówić, że zabieg przedłuża życie.

– Dlatego uciekłeś z miasta aniołów…

– Tak, nie chcę żyć wśród nich.

– Ale… po co mnie tam wysyłałeś?

– Ponieważ masz najpiękniejszą energię jaką kiedykolwiek widziałem – Marcel spuścił nieśmiało wzrok. – Chciałem poruszyć serca tych, którzy mają jeszcze sumienia. Może by się przebudzili i nie szli, jak bydło, bezmyślnie za głosem władzy. Może zauważyliby, że ludzie naznaczeni nie są lepsi, i że to wszystko jest tylko, jak sama powiedziałaś, iluzją.

– Okaleczają ludzi pod pretekstem przedłużania im życia, tylko po to, aby rządzić? Naprawdę myślisz, że widok mojej aury coś by zmienił?

– Tak, na prawdę w to wierzę – powtórzył.

 

Maja przypomniała sobie jak ojciec wszystko zapisywał, a potem poddawał się dziwnym medytacjom i zabiegom. Twierdził, że oczyszcza umysł z toksycznych myśli. Majka wiedziała jedno, musi odnaleźć notatki ojca, a może i jego samego, jeśli gdzieś tam jeszcze jest i żyje.

 

– Musimy coś z tym zrobić – podsumowała dziewczyna szeptem.

– Tak, musimy – przytaknął chłopak, obejmując ją ramieniem.

 

Koniec

Komentarze

Cześć ;)

Całkiem przyjemnie się czytało choć… Osobiście mam już dość tematyki aniołów w jakiejkolwiek formie by nie była. Choć sam jestem zwolennikiem otwartych zakończeń, to Twoje wydaję mi się nieco za bardzo otwarte.

Poznałem bohaterów, zalążek historii, posłuchałem trochę filozoficznych i motywacyjnych dialogów po czym… no właśnie, nic się nie wydarzyło.  Musimy coś z tym zrobić – Jak dla mnie nie jest to satysfakcjonujące zakończenie :(

Ale jak już mówiłem, czytało się przyjemnie, może inni lubią anioły i spasuje im to zakończenie ;)

Wypatrzyłem przy okazji:

Ból i smutek Cię nie paraliżują, nie niszczą. – małą literą.

Pamięta jakby wibracje…ale nie wie, czy to nie kłamstwo jej umysłu. – zgubiłaś spację.

Pozdrawiam ;)

 

 

Fajnie byłoby umieścić jakąś akcję w tekście. Tło nakreśliłaś całkiem dobrze (chociaż musiałem trochę pogłówkować, jak to jest z tymi zabiegami) i pomysł na opko niczego sobie. Niestety to tylko scenka, dialog, który przybliża czytelnikowi wymyślony przez ciebie świat. Chętnie przeczytałbym coś, co zapadłoby mi w pamięć na dłużej. Tak jak napisał Realuc, zakończenie nie było zbyt satysfakcjonujące. Ale jako wstęp do czegoś dłuższego jest ok ;)

 

Czasami źle zapisujesz dialogi.

 

 – Nie rozumiem. Nie można być raz dobrym, a raz złym. Komplikujesz – Majka poprawiła kosmyk włosów, chowając go za ucho.

Po komplikujesz powinna być kropka. W tekście jest tego więcej.

Ktoś ci pewnie podeśle poradnik do dialogów, ja nie wiem, gdzie go szukać.

 

W niektórych miejscach przecinki zaszalały :P Poza tym rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy.

Tak o to dobro miało zalać ziemię, rozprzestrzeniać się niszcząc brud, złość i potęgę nienawiści. – oto razem.

– Tak, na prawdę w to wierzę – powtórzył. – naprawdę razem

Nie będę analizował ani pod kątem gramatycznym, ani pod kątem głupotek logicznych, bo raz że nie umiem, a dwa że to nie moja działka. Moją uwagę zwróciło za to co innego:

 

Pierwsze trzy zdania wydają mi się odrobinę wyrwane z kontekstu. Nie bardzo rozumiem, co wspólnego ma “zatrucie“ i “gnicie dusz” z całą historią o aniołach. Poza tym, “zatruta ziemia” sugeruje raczej prośrodowiskowe sci-fi, a tutaj klimat jest bliższy fantasy czy (nie traktuj tego jako obelgi, po prostu dostrzegam pewne podobieństwo) young adult a la “Igrzyska śmierci”, także mam lekki dysonans. Przypuszczam, że to po prostu kwestia mojej niedostatecznej wiedzy o świecie

 

Trochę natomiast komplementując, czytam to i w głowie dzwonią mi “Mroczne materie” Pullmana z tą kwestią “religijnej” organizacji majstrującej z ludźmi, aby uczynić ich bardziej posłusznymi. Akurat Pullman jest moim zdaniem autorem wartym takiego metaforycznego ukłonu.

Dziękuje bardzo za wszystkie uwagi, szczególnie te wskazujące na błędy. Przynajmniej daje to możliwość spojrzenia na tekst z innej perspektywy. :)

Podpisuję się w pełni pod komentarzami Realuca i Mithrilla, właściwie nic dodać, nic ująć, a na opowieści o aniołach (mrocznych i świetlistych równo) też już mam lekką alergię. Może dodam tyle: sprawia to wrażenie wprawki, a nie gotowego opowiadania.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zgodzę się z przedpiścami, że to bardziej wygląda na początek historii niż na całość. I przydałaby się jakaś fabuła, bo na razie bohaterowie tylko omawiają problem, ale nic nie robią.

Możesz edytować tekst i poprawiać błędy.

Tak o to dobro miało zalać ziemię,

Jest różnica między “o to” i “oto”. Czasami masz problemy z pisownią łączną/ rozdzielną.

Ból i smutek Cię nie paraliżują, nie niszczą.

W dialogach ty, twój, pan itp. małą literą. Tylko w listach dużą.

Babska logika rządzi!

Czy to aby na pewno skończone opowiadanie? Bo mam wrażenie, że przeczytałam zaledwie wstęp do czegoś większego. Jako ćwiczenie, może być, ale jako opowiadanie, niestety, nie.

Wielka szkoda, że błędy, choć wskazane palcem, nie zostały poprawione.

 

– Nie ro­zu­miem. Nie można być raz do­brym, a raz złym. Kom­pli­ku­jesz – Majka po­pra­wi­ła… – Brak kropki po wypowiedzi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Dziew­czyn­ka miała czte­ry latka. –> Dziew­czyn­ka miała czte­ry lata.

Niepotrzebne zdrobnienie. Rok życia dziecka trwa dokładnie tyle, ile dorosłego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Bardzo to młodzieńcze (mimo deklarowanych 28 lat autorki) i chyba wtórne wobec podobnych opowieści Young Adult o aniołach, dystopiach, wybrańcach, którzy łamią system itp. … Jako portalowy starzec nie umiem się wciągnąć w takie historie, nie potrafią mnie zainteresować. Dla mnie to jest napisane zbyt wzniośle, kiczowato i romantycznie. Młodzieńczo i efekciarsko. Ale nie zniechęcaj się moją opinią – nie jestem targetem takich opowieści.

Oczywiście rzuca się w oczy, że to zaledwie wstęp (fragment) do jakiejś dłuższej historii. Sam pierwszy akapit wobec reszty tego fragmentu wygląda jak wyjęty z … . Sama wiesz skąd. Do tego napisany jest z takim patosem i powagą, że nie sposób się zaśmiać.

Komplikujesz swój świat siląc się na oryginalność, ale wrzucenie do jednego worka (i krótkiego fragmentu) tylu pomysłów (raczej wtórnych) nie zmieni faktu, że to wszystko czytelnik już zna.

Pisać potrafisz, takie rzeczy się wyczuwa. Jest to pisanie jeszcze trochę niezręczne, warsztatowo ułomne, ale widać w tym i jakiś dryg i emocje i dobre podstawy do ćwiczenia pióra. Szkoda tylko, że wrzucasz na portal kawałek tak niechlujnie napisany i pełen usterek. Rzuca się w oczy m.in. błędny zapis dialogów, literówki i chaotyczna narracja. Kilka przykładów:

Może głośno wygłaszać plugastwa i obelgi i będzie bezpieczny. I wtedy dziewczyna zrozumiała, czego przez całe życie jej brakowało. Wolność. Wolność, która należy się każdemu człowiekowi. Wolność, która jest dobrem. Po prostu wolność.

Z kontekstu wychodzi forma "Wolności" nie "Wolność".

– Opanuj się, dzieciaku – szepnęła babcia. – Majka zwróciła na nią swoje wielkie, zielone oczy.

 

Tutaj wypowiedzi i didaskalia całkiem się posypały.

 

– Tak, na prawdę w to wierzę – powtórzył.

 

Naprawdę?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hej. Nie przepadam za aniołami i logiką emocjonalną nastolatki szczególnie, gdy historia niczego nowego nie wnosi. Ale piszesz nie najgorzej. Tematu tylko poszukaj ciekawszego ;) Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Strasznie młodzieżowy tekst, taki przejaskrawiony i przesycony anielskimi zastępami. To nie dla mnie. Ciężkostrawny (”napuszony”) styl i wypchane wzniosłymi słowami zdania zmęczyły mnie. Nawet jeśli nie miało być tu fabuły (porządnego ciągu wydarzeń), to nie dostałem interesującego strumienia świadomości. To było jak wodospad emocji, których nie rozumiem… i w których nie zamierzam zamaczać nawet palca.

Nowa Fantastyka