- Opowiadanie: MPJ 78 - Trudny przypadek

Trudny przypadek

Jakiś czas temu była afera przez “fe”.  Szkoda, że nie można jej rozwiązać w sposób z opowiadania :D 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Finkla, NoWhereMan, Marcin Robert

Oceny

Trudny przypadek

Doktor Katarzyna Bajdurzewska, poprawiła okulary, założyła nogę na nogę, sięgnęła po notes i dyktafon, po czym rzekła:

– Panie Sławku, proszę.

– Pani doktor, potrzebuję pomocy. – Pacjent, który wszedł, patrzył na nią oczami skrzywdzonego szczeniaczka.

– Świadomość problemu jest pierwszym krokiem do podjęcia leczenia. – Wskazała mu leżankę.

– Widzi pani, ja od wielu lat mam problemy z osobowością, a to skutkuje tym, iż nie kontroluję swojej agresji.

– Kiedy to się zaczęło?

– W tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym.

– Nie jest pan aby za młody? – Katarzyna zapytała delikatnie, patrząc na PESEL pacjenta lokujący go w grupie trzydziestolatków.

– Ja tak naprawdę jestem bardzo stary, tylko tak wyglądam.

– To ile ma pan lat?

– Tysiące.

– A kim pan jest?

– Nazywano mnie kiedyś Swarogiem.

– Rozumiem. – Lekarka na kartce szybko zanotowała: kompleks boga, urojenia wielkościowe, schizofrenia. – Wróćmy do roku tysiąc dziewięćset trzydziestego, co się wówczas stało?

– Jeden z moich symboli niemal z dnia na dzień przestał być ceniony i szanowany, a został znienawidzony.

– Panie – Katarzyna rzuciła oka w kartę pacjenta – Sławku, dlaczego to dla pana takie ważne?

– Bo jak moje symbole są szanowane, to staję się silniejszy, jak są zapominane, słabnę stając się niemal cieniem, natomiast kiedy są nienawidzone, to mi szkodzi.

– O jaki symbol chodzi?

– O swastykę.

– Aha… – lekarka na kartce dopisała słowo nazista.

– Nie jestem żadnym popaprany naziolem, oni mnie okradli i choć odzyskałem co moje, to nadal przez nich mam problemy! – Pacjent gwałtownie poderwał się z kozetki.

– Proszę się uspokoić. Bierzemy głęboki oddechy, wdychamy powietrze nosem, wypuszczamy ustami, liczymy do dziesięciu…

– Już mi lepiej.

– Skoro pan nie jest nazistą, to po co panu swastyka?

– Wie pani, ten znak tysiąc lat temu był związany ze słońcem. Potem przyszło chrześcijaństwo, straciłem chramy, trochę mnie zapomniano, ale mój symbol był nadal popularny na Podhalu. Nazywano go tam niespodziankowym krzyżykiem i szanowano, bo chronił od złego. W dwudziestoleciu międzywojennym, pułki strzelców podhalańskich umieszczały go w swoich odznakach pamiątkowych. To był piękny czas. Potem przyszła wojna, niemal wszystko straciłem. – Swaróg zaczął cicho płakać.

– Już dobrze – Katarzyna starała się zapanować nad pacjentem. – Panie Sławku, wspominał pan, że ją odzyskał.

– Tak, ale to nie bardzo pomogło.

– Jak pan to zrobił.

– A więc udałem się w tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym do Argentyny…

 

Świt na ranczu Ilanco bywa piękny, jezioro, puszcza, słońce wschodzące nad Andami, śpiew budzących się ptaków, wszystko to tworzy magiczną atmosferę. Na werandzie eleganckiej willi mężczyzna na oko dobiegający sześćdziesiątki, znany tu jako senior Antonio, właśnie rozstawił sztalugi. Rzucił okiem na częściowo już namalowany pejzaż, czekając na odpowiednie oświetlenie, podkręcał siwy cienki wąs w stylu Salwadora Dali.

– Buenos dias. Czy też może powinienem powiedzieć, heil Hitler?

– Kim jesteś? – Siwowłosy malarz obrócił się błyskawicznie, wyciągając spod kamizelki lugera.

– Kimś, komu ta pukawka nie zrobi żadnej krzywdy.

– Chyba znów mi lekarze jakieś narkotyki podają, bo mam omamy – mruknął Antonio i schował pistolet.

– Przyjmij do wiadomości, iż choć jestem półprzezroczysty, to jestem rzeczywisty.

– A więc kim jesteś?

– Kiedyś zwano mnie Swarogiem.

– Czyli?

– Pogańskim bogiem słońca, kowali i dostatku.

– Z tego, co mi Heinrich kiedyś mówił, a on się na tym znał, pogańską boginią słońca była Sunna.

– U nordyków owszem, ale ja jestem bogiem słowiańskim.

– Czyli dopadli mnie Rosjanie. Goebbels mnie przed tym ostrzegał! Teraz Stalin będzie mnie obwoził po Moskwie w klatce, jak zwierzę! – Antonio pokrzykiwał żywo gestykulując. Wydawało się, że jest na granicy histerii.

– Trudno się z tobą rozmawia, nie słuchasz.

– Wiem. Mam z tym problem. – Malarz błyskawicznie przestał się gorączkować i przeszedł do rzeczowego tonu. – To dlatego, iż ostatnie dziesięć lat głównie przemawiałem i rozkazywałem. Mój terapeuta oraz Ewa mówią, że robię postępy, zaczynam słuchać i wymieniać poglądy, zamiast wygłaszać monologi.

– Skup się. Zabrałeś mi coś, co należało do mnie, i chcę to odzyskać.

– Ja? – Wyraz twarzy senior Antonia zdradzał bezgraniczne zdumienie. – Okradłem słowiańskiego boga? Pewnie mylisz mnie z Heinrichem, on faktycznie zdobył gdzieś pogański złoty kociołek. Tylko, że ja nie mam pojęcia, gdzie go szukać.

– Nie mówię o błyskotkach tylko o symbolach.

– Nie rozumiem.

– Ukradłeś mi swastykę, była kiedyś moim symbolem, dawała szczęście, a teraz jest przeklęta. Kiedyś ludzie chcieli ją posiadać, a teraz ją przeklinają. To mi szkodzi.

– Nie planowałem tego. To Heinrich. Poza tym szprycowali mnie różnymi świństwami i nie wiedziałem, co robię. W zasadzie, to jedynie wykonywałem rozkazy. – Antonio rozpędzał się w tłumaczeniach.

– Nie obchodzi mnie to. Chcę z powrotem to, co do mnie należy.

– Jak ci mam to oddać? Przecież tego się nie da zrobić.

– Podpiszemy umowę.

– O… – Malarz zdumiał się ponownie.

– Jak to się u was mówi, „ordnung muss sein”.

 

W powietrzu zmaterializował się dokument w dwóch kopiach. Senior Antonio szybko go przeczytał, nie zrozumiał. Przeczytał wolniej, z identycznym efektem. Przeczytał po raz kolejny, bardzo wolno, ale nie pomogło.

– Możesz mi wytłumaczyć, o co tu chodzi?

– To proste. Zrzekasz się na moją rzecz wszelkiej mocy wynikających z tego symbolu, w zamian za to, ja nie wydam nikomu miejsca twojego aktualnego pobytu.

– Taki układ mi odpowiada. – Malarz wziął do ręki ołówek i zamszycie podpisał papiery.

– Żegnam – rzekł przybysz i znikł ze swoją kopią dokumentu.

– Wygląda, że to nie były omamy po lekach – mrukną malarz.

Chwilę jeszcze popatrzył na leżącą umowę, po czym staranie ją złożył i schował. Słońce było we właściwym położeniu, toteż szybko zajął się nanoszeniem farby na płótno.

 

– Rozumiem, że wejście w interesy ze zbrodniarzem sprawiło, iż masz teraz wyrzuty sumienia. – Katarzyna zachowywała zawodowy spokój.

– Biznes jest biznes. Sama w sobie umowa nie była zła, prawie wszystko zadziałało jak trzeba. Tyle, że byłem wówczas zdesperowany i nie przewidziałem jakie będą konsekwencje.

– A jakie one są?

– Przez wieki, myśląc o mnie zbierano energię związaną ze szczęściem i dobrem, teraz mój symbol przyciąga energię związaną z nienawiścią i głupotą. Kiedy w tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym wymusiłem na Adolfie podpisanie umowy byłem przekonany, że energia, to energia. Niestety ta, którą otrzymuję teraz sprawia, że głupieję, a na dodatek mam ochotę kogoś pobić.

– Proszę pamiętać, że agresja jest zła. Zapiszę panu odpowiednie leki na uspokojenie.

– To nie pomoże.

– Dlaczego?

– Proszę popatrzeć.

Doktor Katarzyna zbladła. Pacjent z leżanki, stał się mglisty, przezroczysty, a potem po prostu znikł. Chwilę później zmaterializował się w promieniach słońca tuż przy oknie. Na leżance wyglądał jak typowy biznesmen na dorobku, fryzura a'la Christianio Ronaldo, garnitur Vistuli, zegarek Aviator Aircobra, jedwabny krawat i takaż koszula szyta na zamówienie. W słońcu stał brodacz ze złotą opaską na włosach. Ubrany więcej niż skromnie w białe płócienne spodnie, łapcie z łyka, kowalski fartuch, w ręce trzymał ciężki młot.

– O boże, mam halucynacje – wyszeptała lekarka.

– Nie jestem urojeniem, tylko pacjentem, który potrzebuje pomocy. Tyle, że z uwagi na moją specyfikę, pigułki mi nie pomogą.

– To niemożliwe, coś takiego nie ma prawa istnieć. – Doktor Bajdurzewska zdawała się być przerażona.

– Pani doktor, to przykre, że odmawia mi pani prawa do istnienia, zamiast pomóc.

– Ja sama, przez to co widzę, potrzebuję pomocy. – Lekarka miała łzy w oczach.

– Spokojnie, po prostu jestem trochę inny. To nie powód do łez. Pani Kasiu, to jak będzie?

– Postaram się. Panie Sławku, może niech pan spróbuje, jakoś tę negatywną energię przekuć na coś pozytywnego. Czasem po prostu trzeba ludziom tłumaczyć, co robią źle i ich edukować.

– To może faktycznie zadziałać. – Swaróg zamyśli się głęboko.

– Jeśli nie, to może spróbujemy hipnozy w czasie następnej wizyty? – Psycholożka znów panowała nad sobą. – Za dwa tygodnie?

– Dobrze.

– Co to? – Katarzyna ze zdumieniem patrzyła na eleganckie pudełeczko, które pojawiło się na jej kolanach.

– Drobne wyrazy wdzięczności, za problemy poznawcze, które pani sprawiłem. – Swarożyc lekko się uśmiechnął.

Chwilę później pacjent opuścił gabinet, a doktor Bajdurzewska spoglądała na złoty łańcuszek z wisiorkiem przypominającym ośmioramienne słońce.

 

Koniec kwietnia, zwłaszcza kiedy mży, dla większości ludzi to kiepski czas, by zapuszczać się w głąb lasu. Grzybów i jagód jeszcze nie ma, a sezon wycinek i polowań już się skończył. Grupie kilkanoaściorga nastolatków płci obojga zdawało się to zupełnie nie przeszkadzać. Być może byli zasłuchani w przemówienie kogoś ubranego w mundur Waffen SS. Wreszcie nadszedł punkt kulminacyjny spotkania. Z dużym trudem, bo zapałki gasły na deszczu, zebranym udało się zapalić benzynę wlaną do foremek do ciast ustawionych w swastykę. Zaczęli właśnie hajlować, gdy z płomieni wyłonił się mężczyzna o wyglądzie kulturysty.

– Coś dodaliście mi do piwa? – Nastolatek o łysej głowie podejrzliwie patrzył na kumpli.

– Żyd! – Inny, cośkolwiek pijany uczestnik spotkania zasugerował się brodą przybysza.

– Milczeć, hołoto!

– Brać go! – Krzyczał ten ubrany jak esesman.

– Błysnęło, jakby na polanie nagle pojawiło się słońce. Chwilę później, stadko nastolatków mających wrażenie, że czas zwolnił, siedziało na ziemi, spętanych plastikowymi szybkozłączkami. Przybysz rzekł:

– Mam was edukować.

– Kim ty jesteś?

– Milczeć! Psiakrew! Znów przez was mnie ponosi. – Wziął głęboki oddech. – Nazywam się Swaróg.

– Twaróg, głupia ksyw… – solidny kopniak uciszył pseudoesesmana.

– Na czym to skończyłem? Już pamiętam, jestem Swaróg właściciel swastyki i chcę wyjaśnić kilka rzeczy. Symbol ten należy do mnie i mam na to stosowne dokumenty. – W tym momencie do siedzących trafił telepatyczny przekaz z podpisania umowy w Argentynie. – Wiem, że dla części was te spotkanie i symbol to draka, dla innych to wyraz buntu, niektórzy przelewają na niego całą swoją nienawiść do tego świata. Tego ostatniego nie zamierzam tolerować, podobnie jak tych, którzy są tu, by sprzedać innych telewi…

– Zdychaj!

Pseudoesesman, przeciął więzy i rzucił się na Swaroga, zamierzając pchnąć nożem, ale jedynie przeleciał przez niego niczym przez mgłę. Stracił równowagę i runął jak długi na ziemię. Prasłowiański patron kowalstwa z wściekłością uderzył młotem w rękę atakującego go człowieka. Trzask kości i skowyt trafionego świadczyły, iż młot się zmaterializował.

– Jestem starej daty, więc nie wierzę w bezstresowe i bezbolesne nauczanie. Zrozumiano?

– Tak – Chór zalęknionych głosów grzecznie przytaknął.

– Cieszę się, że to już mamy za sobą. Jakieś pytania?

– Jesteś bogiem?

– Kiedyś mnie za takiego uważano. Niestety, On nie jest z tego świata, a ja tak. Niemniej, jak ktoś dobrze o mnie myśli i szanuje moje symbole, to mogę mu się odwdzięczyć. Powiem wam tylko tyle, że nie bez powodu górale umieszczali mój symbol jako zabezpieczenie przed złym losem.

– O co chodziło z tą telewizją? – Zainteresowała się jedna z dziewczyn.

– Ten tam – Swarożyc wskazał na pseudoesesmana – to dziennikarz, tak zwany wolny strzelec pracujący od czasu do czasu dla jednej z telewizji. Dostał zlecenie na zrobienie materiału o neonazistach. Znalazł was w sieci i zaproponował imprezę.

– To dlatego piwo miało być za darmo. – Domyślił się jeden z uczestników.

– Czyli tam gdzieś w krzakach, czai się ekipa z kamerą? – Jedna z dziewczyn nerwowo się rozglądała po lesie.

– Żadnych takich. Widzicie ten tort z wafelkową swastyką? Tam na składanym stoliku? Pod blatem jest przyczepiona kamera. Z pewnych względów zależy mi na dyskrecji, toteż wyjąłem z niej kartę pamięci.

– Facet, ty to jesteś super gość.

– Wiem – odrzekł skromnie Swaróg. – Żegnam was, myślcie o mnie ciepło.

 

Znikł chwilę później. Cielęcy zachwyt jaki wzbudził w tych nastolatkach, co prawda dawał mu zastrzyk sił, ale też pewne niepokojące wizje. Będą w niego wierzyć, dając stały dopływ mocy, ale dostrzegli w nim też nadczłowieka z marzeń. Istotę, która z nich, słabych fizycznie, mających masę kompleksów, przypisujących swe niepowodzenia światu, zrobi zwarte zwycięskie szeregi. Wizje potęgi jaką możny w ten sposób zdobyć nęciły, ale były obce, nie słowiańskie, a germańskie. Trzeba będzie na ten temat porozmawiać z doktor Katarzyną. Bez wątpienia psycholożka wkrótce uzna go za bardzo trudny przypadek.  

Koniec

Komentarze

Bardzo dobrze się czyta, pomysł świetny, Swaróg nawet jeśli bożek, to po słowiańsku pechowy ;). Kij w mrowisko wsadzasz, oj, nie polubią cię tutejsi wyznawcy totalnej :D

Wyrżnął jak długi na ziemi – niepoprawnie. I padł jak długi na ziemię. I wyrżnął w ziemię itd…

Całkiem fajny tekst. Luźny i z humorem, choć właściwie wcale nie o pierdołach.

Ha, wydaje mi się, że o ten symbol to kilka różnych bóstw mogłoby konkurować, ale co tam. Wiadomo, że słowiańskie najlepsze :-) 

Niestety, On nie jest z tego świata, a ja tak. 

Dobre! 

Tradycyjnie, nie najlepiej z przecinkami, ale nie bardzo potrafię w tej kwestii pomóc, nie będę poprawiał, z uwagi na ryzyko niedźwiedziej przysługi. Może ktoś mądrzejszy pomoże.

Pozdrawaim!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Skusili mnie bogowie słowiańscy, więc jestem :)

 

Historia ciekawa. Spodobał mi się pomysł na Swaroga i chętnie przeczytałabym coś więcej, z pogłębioną psychologią i fabułą. Tekst czytało się lekko, co częściowo jest zasługą przewagi dialogów w tekście.

Następnym razem poświęć chwilę dłużej na wymyślanie tytułu – może znajdziesz coś nieco bardziej chwytliwego? Wiem, że potrafisz, pamiętam “Kim tu być” :)

Swastyka była używana przed Nazistów od 1920.

 

Jeśli chodzi o błędy – nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi, przecinki czasem pojawiają się w złych miejscach, kilka razy wstawiłeś kropkę zamiast znaku zapytania. Wynotowałam tyle, ale podejrzewam, że przy drugim czytaniu znalazłoby się jeszcze trochę. Jeszcze trochę pracy przed tobą, jeśli chodzi o interpunkcję :)

 

 

 

po czym rzekła. – dwukropek na końcu

 

– Panie Sławku proszę. – przecinek po wołaczu

 

– To ile ma pan lat. – znak zapytania

 

zanotowała, kompleks boga… – dwukropek zamiast przecinka

 

– Panie, – Katarzyna – zbędny przecinek

 

– Aha… – lekarka na kartce dopisała słowo nazista. – zły zapis dialogu

 

Potem przyszła wojna niemal wszystko straciłem. – brakujący przecinek albo spójnik

 

– Już dobrze – Katarzyna starała się zapanować nad pacjentem – zły zapis dialogu

 

– Tak ale to nie bardzo pomogło. – brak przecinka

 

– Jak pan to zrobił. – znak zapytania na końcu

 

Na werandzie eleganckiej willi, mężczyzna na oko dobiegający sześćdziesiątki – zbędny przecinek

 

– Wygląda, że to nie były omamy po lekach – mrukną malarz.

 

energia, to energia – zbędny przecinek

 

Chwile później

 

Grupie kilkunastu nastolatków płci obojga, zdawało się to zupełnie nie przeszkadzać – zbędny przecinek

 

Być może byli zasłuchani w przemówienie, kogoś ubranego w mundur Waffen SS – zbędny przecinek

 

– Milczeć hołoto! – przecinek po wołaczu

 

– Brać go! – Krzyczał ten ubrany jak esesman. – zły zapis dialogu

 

– Twaróg, głupia ksyw… – solidny kopniak uciszył pseudo esesmana – zły zapis dialogu i brak kropki kończącej zdanie

 

jestem Swaróg właściciel swastyki i chcę wyjaśnić kilka rzeczy – brakujące przecinki

 

– Tak – Chór zalęknionych głosów grzecznie przytaknął. – zły zapis dialogu

 

Miłego wieczoru :)

Jutro to ogarnę 

Przeczytałam, ale tekst nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Pewnie dlatego, że dostrzegam tu inspirację niedawnymi, szeroko komentowanymi wydarzeniami i nawet wplecenie do opowieści postaci Swaroga, nie przekonało mnie do niej.

 

wy­cią­ga­jąc spod ka­mi­zel­ki Lu­ge­ra. –> …wy­cią­ga­jąc spod ka­mi­zel­ki lu­ge­ra

 

Zrze­kasz się na mnie wszel­kiej mocy wy­ni­ka­ją­cych z tego sym­bo­lu… –> Raczej: Zrze­kasz się na moją rzecz/ moją korzyść wszelkich mocy, wy­ni­ka­ją­cych z tego sym­bo­lu

 

rzekł przy­bysz i znikł ze swoją kopią do­ku­men­tu. –> Wydaje mi się, że powinien dostać oryginał, nie kopię.

 

fry­zu­ra w stylu a'la Chri­stia­nio Ro­nal­do… –> Masło maślane.

Wystarczy: …fry­zu­ra w stylu Chri­stia­nio Ro­nal­do… Lub: …fry­zu­ra à la Chri­stia­nio Ro­nal­do

 

może niech pan spró­bu­je, jakoś ne­ga­tyw­ną ener­gię… –> …może niech pan spró­bu­je jakoś ne­ga­tyw­ną ener­gię

 

pa­trzy­ła na ele­ganc­kie pu­de­łecz­ko, jakie po­ja­wi­ło się na jej ko­la­nach. –> …pa­trzy­ła na ele­ganc­kie pu­de­łecz­ko, które po­ja­wi­ło się na jej ko­la­nach.

 

Gru­pie kil­ku­na­stu na­sto­lat­ków płci oboj­ga, zda­wa­ło się to zu­peł­nie nie prze­szka­dzać. –> Skoro nastolatkowie są płci obojga, to: Gru­pie kil­kana­ściorga na­sto­lat­ków zda­wa­ło się to zu­peł­nie nie prze­szka­dzać.

 

ben­zy­nę wlaną do fo­re­mek do ciast usta­wio­ny w swa­sty­kę. –> …ben­zy­nę wlaną do fo­re­mek do ciast, usta­wio­nych w swa­sty­kę.

 

– Mil­czeć! Psia krew! –> – Mil­czeć! Psiakrew!

 

so­lid­ny kop­niak uci­szył pseu­do es­es­ma­na –> …so­lid­ny kop­niak uci­szył pseu­does­es­ma­na.

 

Stra­cił rów­no­wa­gę i wy­rżnął jak długi na ziemi. –> Literówka.

 

Cie­sze się, że to już mamy za sobą. –> Literówka. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatycznie napisane. Spodobał mi się pomysł włączenia Swaroga do nazistowskiej imprezy. Chociaż ja bym swastykę raczej z buddystami kojarzyła, ale niech tam. Krzyżyków w historii jak mrówków, to i połamane mogą się powtarzać w różnych miejscach. Zgrabnie wykorzystałeś niedawne wydarzenia.

– Jak to się u was mówi, „ordnung muss sein”.

Napisałabym Ordnung dużą – oni tak piszą rzeczowniki.

Wiem, że dla części was te spotkanie

To. “Te” to liczba mnoga.

Babska logika rządzi!

Naprawdę fajny pomysł i na motyw przewodni i efekt końcowego rozwiązania. Najfajniej wypadła rozmowa Swaroga z pewnym malarzem-akwaleristą oraz końcowa z Wafel SS :) Także po obejrzeniu tego koncertu jestem usatysfakcjonowany.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za uwagi ;) 

 

Zupełnie mi nie podeszło. Pomysł co prawda oryginalny, nie czytałem nic podobnego, ale sama realizacja nie w mój deseń. Pani psycholog z kapelusza, ba wydaje się, że sama wizyta u nie tak samo. Bo kto ma mu pomóc? Psycholog, który w niego nie wierzy? Może…

Kilka błędów.

– Świadomość problemu jest pierwszym krokiem do podjęcia leczenia. – Wskazała mu leżankę.

Wiadomo, że nie sobie.

– Panie – Katarzyna rzuciła oka okiem w kartę pacjenta

– Nie jestem żadnym popapranym naziolem, oni mnie okradli

Do następnego, może bardziej mi się spodoba.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobre! To już drugi lutowy tekst, na który zamierzam oddać głos do Biblioteki. Nad takim drobiazgiem się tylko zastanawiam: czy we fragmencie dialogu

 

a to skutkuje tym, iż nie kontroluję swojej agresji

 

nie lepiej zamiast książkowego “Iż” wstawić zwyczajne “że”?

 

No i jeszcze to znaczące nazwisko pani psycholog. Czy określa ono cechy postaci i czy te cechy mają jakieś znaczenie dla interpretacji opowiadania? Wydaje mi się ono zbędnym ozdobnikiem.

 

Chociaż ja bym swastykę raczej z buddystami kojarzyła (…)

 

To praindoeuropejski symbol, faktycznie jeszcze przed ostatnią wojną używany u nas na Podhalu.

 

Ogólnie mam lekkie zboczenie jeśli idzie o “iż” prywatnie używam go namiętnie zamiast “że” ;)

 

Doktor Katarzyna Bajdurzewska, poprawiła okulary, założyła nogę na nogę, sięgnęła po notes i dyktafon, po czym rzekła:

Po co ten pierwszy przecinek?

I tutaj:

Pseudoesesman, przeciął więzy i rzucił się na Swaroga, zamierzając pchnąć nożem, ale jedynie przeleciał przez niego niczym przez mgłę.

– Błysnęło, jakby na polanie nagle pojawiło się słońce. Chwilę później, stadko nastolatków mających wrażenie, że czas zwolnił, siedziało na ziemi, spętanych plastikowymi szybkozłączkami.

I ta pauza na początku?

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka