- Opowiadanie: via - Zmysły

Zmysły

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zmysły

Już czas.

Nie jest za wcześnie, a nawet odrobinę za późno, ale nie spodziewali się tego.

Już czas.

Szybko zebrali wszystkie dokumenty i potrzebne torby. On G 351 wracał się dwa razy do mieszkania, żeby upewnić się, że mają wszystko. Ona Ś 465 mimo bólu nawet nie próbowała go pośpieszać. Wiedziała, że dla niego też jest to ważna chwila i stara się zrobić wszystko najlepiej jak może. A niewiele może, przez co jest jeszcze bardziej zestresowany.

Już czas.

W samochodzie Ona Ś 465 dotknęła jego ramienia i delikatnie ścisnęła. Kiedy się zatrzymali chwyciła jego dłoń i zaczęła szybko dotykać odpowiednich punktów. „Boję się”. On G 351 wziął jej dłoń w swoje ręce, żeby dodać jej otuchy. Pocałował ją w szyję i niewyraźnie wyszeptał.

– Kocham cię, dasz radę.

„MY damy radę” odpowiedziała znowu dotykając jego dłoni.

Wysiedli z samochodu. On G 351 zgarnął torby, otworzył ukochanej drzwi i pomógł wysiąść. Trzymając się za ręce, ruszyli razem po schodach i korytarzach. Mężczyzna znalazł odpowiedni gabinet i wszedł, by dowiedzieć się, co mają dalej robić. Po chwili wyszedł, znowu wziął żonę za rękę i wprowadził do środka.

– Jak często ma pani skurcze? – usłyszała średnio sympatyczny męski głos.

– Co około pięć minut – odpowiedziała niepewnie. – Bardzo boli.

– Niech pani usiądzie na fotelu. – Ktoś, na pewno nie On G 351, wziął ją za rękę, podprowadził do fotela i pomógł usiąść. Dłoń była delikatna, więc Ona Ś 465 domyśliła się, że to pielęgniarka. – Jak się pani nazywa?

– Ona Ś 465 2345.

– „Eś”? Niech się pani nie wygłupia i używa pełnego nazewnictwa. To nie klub książki tylko szpital, poprawnie uzupełniona dokumentacja jest bardzo ważna! – zawołał lekarz.

– Ona Ślepa 465 2345 – odpowiedziała ze łzami w oczach, czując się coraz gorzej.

– Jak się nazywa ojciec?

– On Głuchy 351 2342.

– Nie jesteście małżeństwem? – zapytał lekarz nieprzyjemnym tonem.

– Postanowiliśmy zostać przy własnych oznaczeniach – odpowiedziała cicho.

– Doktorze, to nie jest wymagane w dokumentacji – zwróciła uwagę pielęgniarka i ścisnęła delikatnie ramię kobiety. Ona Ś 465 uśmiechnęła się do niej słabo.

– Yhm. Data ostatniej miesiączki?

– 15 stycznia.

– Przewidywany termin?

– Według usg 23 października.

– Choroby w ciąży? Choroby przewlekłe?

– Nic.

Po chwili poczuła ból, gdy lekarz zaczął ją badać. Cieszyła się, że On G 351 tego nie słyszy. Bała się, że od razu by interweniował, a nie chciała dodawać im jeszcze stresu. Po wszystkim na pewno złożą skargę na tego lekarza, ale teraz najważniejsze było dziecko.

– Zaraz ktoś po panią przyjdzie – powiedział lekarz i usłyszała trzaśnięcie drzwiami.

– Może pani już zejść, wszystko jest w porządku. Podczas badania odeszły pani wody, doktor poszedł po położną, żeby przewieźć panią na blok porodowy. Już niedługo.

– Dziękuję – odpowiedziała, schodząc z fotela przy pomocy pielęgniarki i męża. Po niezdarnym ubraniu się, przytuliła się do niego mocno i szybko przekazała wieści na migi. – Jak się ten lekarz nazywa?

– Pewnie chce pani złożyć na niego skargę? On Ageuzja 729. Brak odczuwania smaku nie jest jego jedyną ułomnością, jak pani zauważyła. Niestety ma pani pecha, to jeden z jego ostatnich dni tutaj. Dostał wypowiedzenie, było na niego za dużo skarg. Ale musi dopracować do końca miesiąca. Pocieszę panią, że to jedyny taki lekarz w naszym szpitalu. Na porodówce mają teraz dyżur bardzo dobre położne, są profesjonalne i sympatyczne. Szybko pani zapomni o Nim Ageuzji 729.

– Mam nadzieję. A co z moim mężem?

– Oczywiście może iść z panią, zaraz mu wszystko wyjaśnię.

On G 351 wziął żonę za rękę, gdy pielęgniarka tłumaczyła mu, co ich teraz czeka. Pokazała mu, gdzie muszą się podpisać, wyjaśniła, gdzie teraz pójdą i że położne zaraz się nimi świetnie zajmą.

Tak też się stało. Mimo coraz częstszych skurczów i ogromnego bólu Ona Ś 465 na slai porodowej od razu poczuła się lepiej. Położna Ona Anosomia 215 była bardzo sympatyczna i przyjęła ich pod swoje skrzydła. Jej Ś 465 podała gaz znieczulający, a Jego G 351 posadziła tuż obok łóżka i kazała trzymać żonę za rękę. Ona Ś 465 słyszała każde wypowiedziane przez położną słowo i domyślała się, że kobieta jednocześnie albo tylko chwilę później informuje o wszystkim jej męża za pomocą rąk. Rzeczywiście poczuła się zaopiekowana i nieco spokojniejsza. Jednak chyba nic nie było w stanie zmniejszyć jej bólu.

– Już czas – powiedziała Ona An 215.

Już czas.

Ona Ś 465 krzyczała z bólu i ciężko oddychała, ale On G 351 cały czas był przy niej. Trzymał ją za rękę, głaskał po głowie i rozemocjonowany dotykał punktów na jej dłoni.

„Kocham Cię” „Dasz radę” „Już prawie koniec, widzę główkę”

I nagle było po wszystkim. Ona Ś 465 usłyszała krzyk – najpiękniejszy dla niej dźwięk w tej chwili. On G 351 zobaczył małą główkę z kilkoma przyklejonymi do niej włosami i otwartymi szeroko ustami – widok, na który czekał od dziewięciu miesięcy.

– To dziewczynka i jest zdrowa – powiedziała położna i kazała Jej Ś 465 jeszcze raz poprzeć, żeby urodziła łożysko. I już było po wszystkim. Pielęgniarki ubrały dziecko i przyłożyły matce do piersi. Jedna z nich tłumaczyła dokładnie ojcu, że teraz przez około dwie godziny zostaną na sali, a następnie zostaną przeniesieni na salę poporodową.

Rodzice odetchnęli z ulgą i zostali sami. Przez chwilę rozmawiali za pomocą dłoni, a następnie On G 351 rozesłał informacje do rodziny i znajomych. Ona Ś 465 ułożyła się nieco wygodniej i z dzieckiem przy piersi zasnęła.

 

– Mamy dla państwa wiadomości, niestety nie są one najlepsze.

Ona Ś 465 wytrzeszczyła oczy przestraszona i przytuliła mocniej córkę. Mąż chwycił ją mocno za rękę – najwyraźniej pielęgniarka tłumaczyła wszystko od razu na język migowy.

– Państwa córka jest w pełni zdrowa, został jej nadany numer 6.

– To chyba dobrze? – zapytała Ona Ś 465, odruchowo wybijając słowa na dłoni męża.

– Pani nie rozumie – ona jest w pełni zdrowa. Nie ma żadnych defektów ani ubytków.

Przez moment Ona Ś 465 nie rozumiała, co w tym złego – przecież to dobrze, że dziecko jest zdrowe! Po chwili jednak On G 351 głośno wciągnął powietrze i mocniej ścisnął jej rękę. Po kolejnych paru sekundach kobieta również zrozumiała problem.

 

Ona Ś 645 była ślepa od zawsze, a On G 351 odziedziczył głuchotę po rodzicach. Dzień po narodzinach dzieci miały wykonywany szereg badań, który miał pomóc ustalić, jakie defekty mają i nadać oznaczenie. Pierwszy człon oznaczenia określał płeć, tu nie było wielu możliwości – On albo Ona. Bardzo rzadko zdarzało się Ono, a nawet jeśli to prawie zawsze natychmiast podejmowana była decyzja co do płci dziecka i wykonywana operacja. Drugi człon wskazywał, który zmysł dziecko ma upośledzony. Numery oznaczały, którym dzieckiem z danym defektem jest w bieżącym roku.

Każdy człowiek rodził się z jakimś defektem, najpopularniejsze były Ślepota i Głuchota. Osoby z oznaczeniem Ś i G mogły żyć właściwie normalnie, poza ograniczeniem w wykonywaniu niektórych zawodów. Oczywiste jest na przykład, że ktoś kto nie widzi nie może być na przykład chirurgiem, a niesłyszący nie zostanie dyrygentem, ale większość świata stała dla nich otworem. Rzadsze były Anosomia i Ageuzja, czyli brak węchu i smaku. Te defekty stosunkowo najmniej przeszkadzały w życiu, bo nie wpływają na wiele jego aspektów. Trudniej jest zostać uznanym kucharzem, ale wystarczy nauczyć się proporcji i można świetnie gotować. Dodatkowo tylko te wady dawały możliwość zostania lekarzem większości specjalizacji czy przywódcą państwa (oczywiście pomniejsi politycy mogli mieć i inne defekty). Najrzadszym defektem była hipestezja czyli brak czucia. Osób z oznaczeniem H prawie nie było, a żyło im się bardzo ciężko, wiele umierało w młodym wieku. Pod hipestezję postanowiono też wpisywać braki kończyn – nieco lżejszy defekt, traktowany zwykle podobnie jak An i Ag.

Ludzie zazwyczaj łączyli się z osobami z tymi samymi defektami, bo mieli podobną pozycję społeczną, lepiej rozumieli swoje problemy i łatwiej było im żyć razem. Dlatego bardzo często wady były dziedziczone: jeśli rodzice byli głusi istniało 99% prawdopodobieństwa, że ich dziecko również będzie głuche. Tacy ludzie wiedzieli, z czym będą musieli się zmierzyć i jak pomóc potomstwu wejść w życie. Czasem jednak ludzie zakochiwali się w sobie niezależnie od defektów, a dziecko miało 50% szans na wadę każdego z rodziców. Niekiedy, śledząc historię medyczną obu rodzin, można było bardziej precyzyjnie określić, które geny są silniejsze i jaka wada bardziej prawdopodobna.

Czasami zdarzało się tak, że ktoś rodził się z więcej niż jedną wadą. Taka osoba miała zwykle trudniej w życiu, ale jeśli odziedziczyła defekty po rodzicach, zazwyczaj miała w nich wsparcie i pomoc przy problemach. Takie osoby kwalifikowały się też do operacji, która mogła usunąć jeden z defektów lub przynajmniej go zmniejszyć. Jednak nie zawsze się na to decydowano, bo operacja była bardzo niebezpieczna i niepewna.

Bardzo rzadko, bo zaledwie kilka razy w roku, rodziło się dziecko bez żadnej wady. Nie miało ono jednak pełnego wachlarza możliwości, a rodzice stawali przed ogromnym dylematem. Takie dziecko obowiązkowo poddawano operacji usunięcia jednego ze zmysłów. Jeśli rodzice mieli wystarczająco dużo pieniędzy mogli sami wybrać klinikę, w której zostanie wykonana operacja i zmysł, który ma zostać usunięty. Jeśli mieli pieniędzy więcej niż wystarczająco, mogli ukrywać dziecko aż będzie świadome, a potem mogło ono udawać wybraną wadę i żyć spokojnie bez operacji. Jednak jeśli rodzice należeli do biedniejszej części społeczeństwa byli skazani na państwowe kliniki i wybór lekarzy. Zwykle decydowano się na usunięcie wzroku, gdyż obszar za niego odpowiedzialny w mózgu był stosunkowo duży i łatwo dostępny. Niektórzy, często na prośby rodziców, próbowali wywołać anosomię lub ageuzję, by dziecko miało najlepszy start w przyszłość. Jednak obszary odpowiedzialne za zmysł węchu i smaku są niewielkie i umieszczone głębiej w mózgu, przez co operacja stawała się dużo bardziej niebezpieczna. A w pełni bezpieczna i pewna przecież żadna operacja nie jest.

Niestety Ona Ś 645 i On G 351 do bogatych nie należeli.

 

– Nasza klinika wykonuje operacje tylko we wtorki, będziecie musieli poczekać do jutra. Dyżur będzie miał doktor On Ag 895. Dziś możecie z nim porozmawiać, ale ostrzegam, że nie należy do osób chętnych do negocjacji. Musicie bardzo uważać, co mówicie.

– Jakiego zmysłu zazwyczaj pozbywa się doktor? – zapytała Ona Ś 465, przytulając do siebie córeczkę.

– Doktor zawsze najpierw robi wywiad i decyduje się na jeden z defektów rodziców.

– A może… – zaczęła, uważnie wczuwając się w dotknięcie męża na dłoni. Powoli przekazywała pytanie ukochanego. – A może coś przeoczyliście? Może w małej jeszcze rozwinie się któraś wada? Nie możemy poczekać chociaż tygodnia i sprawdzić…?

– Oczywiście, powtórzymy wszystkie badania – głos pielęgniarki stał się nieco chłodniejszy, a On G 351 wystukał na dłoni informację „Nie spodobało jej się. Uważa, że podważamy jej kompetencje”. – To rutynowe działanie w takiej sytuacji. Wyniki zostaną sprawdzone przez trzy niezależne osoby, a na końcu jeszcze przez doktora przed operacją. Jednak moim obowiązkiem jest poinformować was o zaistniałej sytuacji, żebyście mieli czas się przygotować.

– A co z po…?

– Nie można poczekać. Prawo mówi, że operacja ma zostać wykonana w najbliższym możliwym terminie. – głos pielęgniarki wyraźnie złagodniał. – Przykro mi.

Ona Ś 465 skinęła powoli głową. Nie dała nic po sobie poznać, a przynajmniej taką miała nadzieję, ale uważnie wczuła się w dotyk męża. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć i tak było też tym razem. On G 351 miał plan.

 

Ona Ś 645 głaskała delikatnie po głowie swoją małą córeczkę. Nie wiedziała, jakie jest życie ze wszystkimi zmysłami. Nie wyobrażała sobie tego. Nawet nie znała bliżej nikogo, kto miałby tylko oznaczenie Ag albo An. Ale była pewna, że życie z mniejszymi defektami jest łatwiejsze, a jak każda matka chciała dla swojego dziecka tego, co najlepsze. A już na pewno nie chciała, żeby jej zaledwie jednodniowa córeczka musiała od razu na początku swojej drogi na tym świecie przechodzić ciężką operację. „Przecież to dziecko nie jest niczemu winne!” chciała krzyczeć. „Nie wybierało, że urodzi się ze wszystkimi zmysłami!”.

Nawet w najśmielszych wyobrażeniach przyszłości Ona Ś 645 i On G 351 nie myśleli, że ich dziecko mogłoby mieć wszystkie zmysły. Oboje pochodzili z rodzin z defektami i od urodzenia mieli swoje wady. Nie byli też najmłodsi, bo mieli problemy z zajściem w ciążę. Przecież to powinno zwiększyć możliwość wystąpienia wady! „Dlaczego właśnie nam musiało urodzić się w pełni zdrowe dziecko?” pytali sami siebie w myślach.

Jednak On G 351 miał plan. Jego żonę podnosiło to na duchu. Jeszcze przed świtem poczuła, że do pokoju ktoś wchodzi i cicho podchodzi do dziecięcego łóżeczka. Mała nawet nie mruknęła, kiedy została podniesiona. „Dobry znak. To może się udać” pomyślała z ulgą jej mama i ułożyła się wygodniej. Rano musi mieć siłę, żeby odegrać swoją rolę.

– NIE! – Ona Ś 645 usłyszała zrozpaczony krzyk swojego męża wpadającego do sali. Podbiegł do niej i zaczął szukać w pościeli jej dłoni.

– Och nie, co się stało? – zawołała jeszcze zanim ją odnalazł. – Co się z nią stało? Gdzie jest…?

Ale w tej chwili On G 351 odnalazł jej rękę i zaczął gorączkowo stukać w punkty na jej ręce. Zamarła, nie pewna czy dobrze rozumie, ale on powtórzył to jeszcze raz.

Od drzwi rozległ się chłodny głos.

– Już czas.

Koniec

Komentarze

Interesujący pomysł, odwrócenie koncepcji ,,zdrowia", choć ja czuję niedosyt :) mam wrażenie, że to fragment jakiejś większej opowieści, chciałabym się wręcz dowiedzieć, co dalej z tą małą, bo to, wbrew pozorom nie do końca oczywiste.

No, dobrze. Przyznaję, że tekst oddziałuje na emocje – ale, u jasnej ciasnej przez Marszałkowską, DLACZEGO??? Jaki jest sens tej antyutopii? Po co upośledzać to nieszczęsne dziecko? Żeby było takie, jak wszyscy? Jesteś wrażliwa, to nie ulega wątpliwości, ale musisz popracować nad jasnością przekazu, bo nie zrozumiałam, o co chodzi. Język też jest bardzo toporny.

 

Czepialstwo szczegółowe:

 Nie jest za wcześnie, a nawet odrobinę za późno, ale nie spodziewali się tego.

Jak mogli się nie spodziewać, skoro jest już późno?

 potrzebne torby

Po co im niepotrzebne torby?

 wracał się dwa razy (…) żeby upewnić się,

Wracał, albo zawracał. Żeby się upewnić. Cały akapit mocno przegadany, łopatologiczny – może lepiej byłoby to pokazać? I tu, i dalej po prostu spisujesz wykonane czynności, nic nie opisując – to nie działa na wyobraźnię.

 wziął jej dłoń w swoje ręce

Wziął jej dłoń w ręce.

 odpowiedziała znowu dotykając

Odpowiedziała, znowu dotykając.

 usłyszała średnio sympatyczny męski głos

Opisz go. Głos faceta, który wypełnia zeznanie podatkowe, np.

 Niech się pani nie wygłupia i używa pełnego nazewnictwa.

Przecież wszyscy wiedzą, co oznacza która litera? I właściwie dlaczego jedynym określeniem tych ludzi jest ich kalectwo?

 Bała się, że od razu by interweniował, a nie chciała dodawać im jeszcze stresu.

Mąż pewnie by się wtrącił i tylko pogorszył już i tak nieprzyjemną sytuację.

 wyjaśniła, gdzie teraz pójdą

Dokąd pójdą.

 poczuła się zaopiekowana

Nie po polsku. Poczuła, że ma dobrą opiekę.

kazała Jej Ś 465 jeszcze raz poprzeć, żeby urodziła łożysko

"Poprzeć" można kandydata w wyborach. Słowo po prostu wywołuje nie to skojarzenie, o które Ci chodzi.

 Dzień po narodzinach dzieci miały wykonywany szereg badań, który miał pomóc ustalić, jakie defekty mają i nadać oznaczenie.

Dzień po narodzinach dzieci poddawano badaniom, by określić ich defekty i nadać oznaczenie.

 Pierwszy człon oznaczenia…

Dlaczego? Dlaczego nie normalne imiona? Ta cywilizacja określa ludzi wyłącznie na podstawie fizycznego defektu? I dlaczego prawie wszyscy są defektowni? Wojna jądrowa? Przy okazji – nie nadużywaj strony biernej.

 Anosomia i Ageuzja, czyli brak węchu i smaku.

Brak węchu nazywa się anosmia.

 Trudniej jest zostać uznanym kucharzem, ale wystarczy nauczyć się proporcji i można świetnie gotować.

Nie.

Cały akapit tłumaczący sytuację jest przegadany, chociaż właściwie nic nie mówi o tym świecie (p. wyż.) Poza tym – genetyka działa inaczej (temat-rzeka, tu go nie wyjaśnię) – get thee to a library.

 Nie byli też najmłodsi, bo mieli problemy z zajściem w ciążę.

Wiem, o co chodzi, ale brzmi to nielogicznie.

 usłyszała zrozpaczony krzyk

Krzyk rozpaczy (to mąż był zrozpaczony).

 zawołała jeszcze zanim

Zawołała, jeszcze zanim.

 odnalazł jej rękę (…) punkty na jej ręce.

Powtórzenie.

 nie pewna

Niepewna.

 

Jeśli to tekst antyaborcyjny (przysięgam, że nie wiem), polecam Philipa Dicka "Przedludzi" (The Pre-Persons) jako profesjonalne opracowanie podobnego pomysłu. Nie trać ducha – ale przed Tobą daleka droga.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Witaj!

Nie można odmowić fajnego pomysłu. Napisane też niezgorzej, choć to i tamto można by doszlifować. Najbardziej wymęczyła mnie ilość infodumpu w końcówce.

Rozumiem, że plan z porwaniem dziecka się nie powiódł.

 

Merytorycznie mam tylko zastrzeżenie co do tego, że ze ślepotą nie żyje się najgorzej, ale nie znam realiów Twojego świata, więc przyjmuję, że skoro to powszechne, że każdy ma jakąś wadę, to wszędzie są udogodnienia, wszyscy uczą się migać czy dotykać.

 

Generalnie na plus, nie wiem tylko czy jest tu głębszy przekaz, jak tak to jaki? Ale historia ciekawa.

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bardzo ciekawy pomysł na świat. Acz też mam pewne zastrzeżenia – dlaczego pozbawiać zdrowe dzieci jakiegoś zmysłu? Po co męczyć dziecko i jeszcze za to komuś płacić?

Ciekawa jestem, jak plan wymyślił On G. Coś więcej niż ukrycie dziecka? Podmienienie na inne z wadami?

– Ona Ś 465 2345.

Z liczbami w beletrystyce trzeba uważać. A już na pewno nie powinny się pojawiać w dialogach, bo i jak to wymówić?

Babska logika rządzi!

Ciekawy pomysł, przywodzący mi na myśl odcinek Strefy Zmierzchu “In the eye of beholder” (albo jakoś podobnie). Czytało się miło, ale faktycznie infodump w końcówce mnie zmęczył, tak jak Mytrixa. 

Nieźle też oddziałujesz na emocje słowami, choć zabrakło końcowego szlifu, który pozbyłby się błędów wyrzucających mnie z imersji. To właśnie takie drobne grudki nie pozwalały mi do końca cieszyć się tekstem.

Podsumowując: okej, nawet z małymi fajerwerkami.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przykro mi, opowiadanie zupełnie nie przypadło mi do gustu. Dość wydumany problem wymyka się mojej wyobraźni i nie wzbudza żadnych emocji. W dodatku nie najlepsze wykonanie pozbawia Zmysły resztki tego, co mogło sprawić, by tekst przynajmniej dobrze się czytało.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł rzeczywiście ciekawy, a tekst z początku nawet wciągający. Potem niestety, zamiast objaśnić czytelnikowi sytuację poprzez akcję lub dialogi, przechodzisz do infodumpu, od którego się ziewa, ale niestety nawet tam nie tłumaczysz do końca dlaczego zdrowemu dziecku trzeba odebrać jakiś zmysł. Tak jak powiedziała Tarnina, jaki jest cel upośledzania tych zdrowych dzieci? Tego nie wiemy i to zgrzyta, burzy wiarygodność tekstu. Mnie osobiście zabrakło też wyjaśnienia w kwestii tego jaki był plan Jego G, dlaczego ten plan się nie powiódł i co się właściwie stało. Zakończenie bardzo ucięte w stosunku do reszty tekstu. Brakuje przynajmniej jednego akapitu. Moim zdaniem, potencjał jest, ale nie do końca wykorzystany. 

Interesujący pomysł, choć również jestem ciekaw, jaki jest sens w zabieraniu zmysłów zdrowym ludziom. Opowiadanie wciąga i oddziałuje na emocje, to plus. Na minus – infodump mocno rzuca się w oczy, końcówka niejasna i to w dwóch względów (co wymyślił ojciec i co stało się z dzieckiem).

Dziękuję Wam wszystkim za komentarze. Wrzuciłam tekst i zapomniałam o tym w wirze ostatnio mniej codziennej codzienności…

Tak naprawdę tekst powstał kiedyś na konkurs (nawet go wygrał, chciałam poznać inne opinie), którego tematem była po prostu antyutopia. Pomysł na ludzi bez jednego zmysłu przyszedł mi do głowy na studiach w czasie zajęć z neurologii, tam po prostu i postanowiłam go wykorzystać. Nie ma żadnego głębszego sensu, czemu ten świat taki jest, pomyślę o tym kiedyś ;)

Jest chodzi o nawał informacji… Cóż, raz że tekst miał minimalną objętość, a dwa – czułam potrzebę wyjaśnienia pewnych kwestii. Pewnie w dłuższym tekście wyglądałoby to lepiej, ale na taki nie miałam weny.

Ogólnie planuję napisać jeszcze jedno albo dwa opowiadania w tym świecie (nie jestem właściwie pewna, co się stanie z dziewczynką, więc mogą wyjść dwie alternatywne historie), może wtedy wyjdzie z tego coś z większym sensem :)

Nowa Fantastyka