- Opowiadanie: thomasward - Milicja

Milicja

Takie tam urban fantasy w rosyjskim klimacie, może komuś akurat się spodoba. :D Tekst odleżał w szufladzie kilka miesięcy po jego napisaniu i był kilkakrotnie poprawiany, więc przynajmniej błędów powinno być dość niewiele. Miłej lektury!

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy II, Użytkownicy

Oceny

Milicja

Kołatka była stara, stalowa, ręcznie kuta, a jej dźwięk mógłby obudzić umarłego. Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia,v podeszła do drewnianych drzwi i otworzyła. Uśmiechnęła się nieznacznie i skinęła głową dwóm mężczyznom w kapeluszach i płaszczach, którzy trzymali w rękach milicyjne odznaki.

– W czym mogę panom pomóc?

– Porucznik Jurij Lebiodkin, a to starszy chorąży Ygor Yenkov z wydziału dochodzeniowego milicji obywatelskiej. Obywatelka Walentina Dorobczenkowa?

– We własnej osobie.

– Możemy wejść?

Staruszka przesunęła się na bok, a milicjanci weszli do środka. Dom w którym mieszkała Walentina był dość duży i bardzo stary. Na drewnianych ścianach wisiały olejne obrazy, głównie martwe natury i portrety dawno zmarłych osób, a podłogi wyściełane były ciemnoczerwonymi i purpurowymi dywanami. Oficerowie usiedli w salonie na dwóch obitych skórą fotelach z misternie rzeźbionymi w dębie podłokietnikami. Staruszka zamknęła drzwi i niespiesznie przyczłapała do swych gości. Usiadła w kącie salonu na czarnej skórzanej sofie.

– Herbaty? Kawy?

– Poprosimy po szklance wody.

Dorobczenkowa wyszła do kuchni. Po chwili wróciła ze srebrną tacą, na której stały trzy zdobione w asymetryczne roślinne wzory szklanki oraz plastikowa butelka wody.

– Czy znała obywatelka Saszę Dorobczenko, lat trzydzieści siedem?

– Tak, znałam Saszkę. Był moim synem.

Lebiodkin wyjął z kieszeni pudełko tanich papierosów i zapalniczkę. Wyjął jednego i włożył do ust. Gestem zachęcił staruszkę do poczęstowania się.

– Dziękuję, nie skorzystam. Zresztą wolałabym, żeby pan nie palił, nie lubię tytoniu. Jego odór…

Kąciki ust Lebiodkina drgnęły w lekkim uśmiechu. Zapalił papierosa i zaciągnął się. Powoli wypuścił dym.

– Jego odór przypomina mi syna. Sasza lubił tanie papierosy.

– Nie przez nie umarł.

– Nie. Ale zawsze gdy wracał do domu czułam ich smród, zmieszany z potem i damskimi perfumami.

– A więc to przez smród tytoniu obywatelka zabiła własnego syna?

Dorobczenkowa otworzyła szeroko oczy i usta. Porucznik nalał do szklanki odrobinę wody i wrzucił do niej niedopalonego papierosa.

– Nie zabiła go obywatelka, bo nie jesteście już panią Walentiną. Dorobczenkowa nie żyje, a w jej ciele siedzi demon. Jak się nazywacie, demonie?

Staruszka przez chwilę siedziała z szeroko rozwartymi ustami, gdy nagle zgasło światło. Milicjanci usłyszeli syk oraz brzęk tłuczonych w kuchni naczyń. Światło zapaliło się, a funkcjonariusze ujrzeli demona, który siedział na sofie. Twarz staruszki nabrała ciemnoszarego koloru przywodzącego na myśl brudny, zaniedbany nagrobek. Przecinały ją liczne, ciemnoczerwone blizny. Z ust staruszki wysunął się długi i cienki jęzor, którego zielona końcówka rozdzieliła się na dwie wijące się jak węże witki. Głowa Dorobczenkowej była wykrzywiona pod nienaturalnym kątem jak u wisielca ze złamanym karkiem, a jej oczy zaszły aksamitną czernią. Przez chwilę demon wściekle syczał i wiercił się na sofie, ale po chwili zastygł, odwrócił łeb w kierunku milicjantów i przestał się w ogóle ruszać. Yenkov ze znużeniem spojrzał za przełożonego.

– Kolejny, towarzyszu poruczniku. Tak jak pan przewidział. Ostatnio jakaś plaga.

– Ostatnich wrogów rewolucji powiesiliśmy lata temu, więc pewnie w piekle nudy.

– Ano. A szkoda, bo wódeczki nie idzie się na spokojnie napić, tylko jeździć trzeba i śledztwa prowadzić. Ot, takie życie.

– Święte słowa, towarzyszu chorąży. Jak się nazywacie, demonie? – Porucznik spojrzał wymownie na poczwarę z piekła, która zasyczała wściekle i posłusznie odpowiedziała.

– Tellear.

Chorąży wyjął z kieszeni długopis oraz mały bloczek papieru i zaczął coś pisać.

– Dawno opętaliście panią Dorobczenkową?

– Będą trzy miesiące.

– To wy zabiliście jej syna?

– Tak. Rękami jego matki.

– Z którego kręgu piekła pochodzicie?

– Czwartego.

– Jaki jest wasz powód wizyty na Ziemi?

– Nuda. Ostatnio umiera niewielu komunistów, więc i w piekle nie ma kogo dręczyć.

– Yenkov, zapisałeś to?

– Piszę, towarzyszu poruczniku.

– Pomiń ten fragment o komunistach.

– Tak jest, towarzyszu poruczniku.

Lebiodkin poczekał chwilkę, aż podkomendny dokończy pisać, po czym wziął od chorążego dokument i włożył go w ręce demona.

– Niezbędne będzie zatwierdzenie autentyczności waszych zeznań. Proszę podpisać w tym miejscu.

Choć demon wciąż sapał z wściekłości, posłusznie wziął długopis, popisał zeznania i oddał je w ręce porucznika.

– W imieniu milicji obywatelskiej dziękujemy za podjętą współpracę.

– Dlaczego… – Demon mówił cicho, jakby ze smutkiem i utajoną furią. – Dlaczego nie mogę was opętać? Dlaczego nie mogę wam nawet nic zrobić? Dlaczego nie mogę wam się nawet, kurwa, sprzeciwić?

Yenkov uśmiechnął się, a Lebiodkin westchnął znużony i spojrzał na współtowarzysza.

– Gdyby za każdym razem gdy zadadzą to pytanie płaciliby mi rubla, to już dawno by mnie zamknęli. To już nie jest śmieszne.

– Mnie to wciąż bawi, towarzyszu poruczniku.

– Znudzi ci się to, Yenkov.

– Tak, towarzyszu poruczniku.

– Słuchaj mnie, Tellear. W naszej pięknej, komunistycznej ojczyźnie demony nie istnieją, tak jak nie istnieje Bóg, szatan i cała reszta tego tałatajstwa.

– Ale przecież…

– Istnieją tylko wrogowie narodu, elementy wywrotowe, reakcjoniści, zbrodniarze próbujący sabotować naszą piękną ojczyznę, a ty się do nich zaliczasz, prawda Yenkov?

– Tak, towarzyszu poruczniku!

– Ale przecież ja istnieję!

– Nie istniejesz, bo tak twierdzą filozofowie z katedry uniwersytetu w Leningradzie, a za filozofami partia. Nie istniejesz, więc nic nie możesz nam zrobić. Nic, co sprzeczne jest z marksistowskim materializmem nie może nam zrobić krzywdy.

– Ale panowie oficerowie…

– Towarzysze oficerowie. Lepiej zamilcz. Mogłeś nawiedzić zgniły, kapitalistyczny Zachód, a wybrałeś naszą szczęśliwą, socjalistyczną ojczyznę. U nas jesteś nikim, zwykłą przeszkodą w budowaniu wiecznego ładu, paprochem z innego świata, który należy strącić z marynarki i podrzucić sąsiadowi, chwastem zachodniej filozofii, który należy wyrwać z korzeniami i spalić na ołtarzu komunizmu, by nie skaził kompostu, z którego wyrosną owoce naszego społeczeństwa.

– Ładnie powiedziane, towarzyszu poruczniku.

– Dziękuję, Yenkov. Rozwiążesz problem?

Yenkov szybkim ruchem wyjął zza paska amerykański rewolwer i strzelił demonowi w łeb. Wysłannik piekieł zasyczał i opadł na sofę niczym sflaczała piłka. Zielone strzępki mózgu oblepiły mebel i ścianę. Za oknem błysnęło, światła zgasły, lecz po chwili prąd wrócił. Milicjanci usłyszeli syk demona:

– Spotkamy się w piekle.

Liebiodkin westchnął i odpowiedział:

– Piekło nie istnieje.

Yenkov zabezpieczył rewolwer i wsunął go za pasek spodni. Milicjanci wstali, założyli płaszcze i kapelusze. Raz jeszcze spojrzeli na martwą Dorobczenkową, wyglądającą teraz jak normalna, nieopętana, bestialsko zastrzelona staruszka. Funkcjonariusze wyszli z domu. Lebiodkin wyjął papierosa i zapalił go. Zaciągnął się, wypuścił srebrzysty dym, który powoli rozwiewał się w chłodnym wieczornym powietrzu. Yenkov po raz ostatni spojrzał na starą rezydencję, która pochodziła jeszcze z czasów carskiej Rosji. Westchnął.

– Szkoda starowinki.

Porucznik Lebiodkin splunął na ziemię, przyklepał plwociny butem i odchrząknął.

– Szkoda. Ale taka robota i takie życie.

– Piękny wieczór, towarzyszu poruczniku.

– Prawda, Yenkov. Zgłośmy to chłopakom, niech posprzątają bałagan, a potem… Po co tak na trzeźwo?

Lebiodkin podszedł do okien rezydencji i wrzucił do środka papierosa. Krytycznie spojrzał na stos kilkunastu starych firan, który szybko zaczął trawić zaprószony przez porucznika ogień. Milicjanci obserwowali przez moment tańczące języczki płomieni, które powoli zjadały stare fałdy materiału, po czym wsiedli do auta i odjechali. W aktach napisano, że rezydencję podpalili nieznani sprawcy, a staruszka zginęła w płomieniach.

Koniec

Komentarze

Wiesz, samo odleżenie jeszcze niczego nie gwarantuje :) To warunek konieczny bezbłędności, ale nie wystarczający.

 Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym, stoickim tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia podeszła do drewnianych drzwi, otworzyła je.

Tempo nie może być "stoickie" – sprawdź, co to jest stoicyzm. Dlaczego ono było "znane" tylko staruszkom? Młodzi też się guzdrzą ;P Między opisem kołatki a "ktoś zastukał" jest jakaś taka wyrwa – paradoksalnie, chyba lepiej by było opisać kołatkę i kołatanie, a potem od razu powiedzieć, że starsza pani poszła otworzyć. No, i nie musisz wprost mówić, że otworzyła, bo to oczywiste.

 skinęła głową dwóm mężczyznom w kapeluszach i płaszczach trzymających w rękach milicyjne odznaki.

Płaszcze trzymały w rękach? A przy okazji – jeśli transliterujesz rosyjskie nazwiska, transliteruj je po polsku, nie po angielsku (Jenkow, nie Yenkov).

 fotelach z misternie rzeźbionymi w sośnie rączkami

Podłokietnikami, i sosna nie jest drewnem szlachetnym, więc jeśli chcesz pokazać dostatek, to nie pasuje.

 Staruszka z pietyzmem zamknęła drzwi i przekręciła klucz w zamku, po czym niespiesznie do nich przyczłapała.

Jakieś to zbyt szczegółowe. I "pietyzm" troszkę za wymyślny jak na prostą czynność zamykania drzwi.

 Dorobczenkowa wstała i wyszła z pomieszczenia.

Wystarczy powiedzieć, że wyszła – musiała w tym celu wstać.

 Tak, znałam Saszkę. Był moim synem.

To brzmi tak, jakby się pokłócili lata temu. Beznamiętnie. Jeśli o takie wrażenie chodzi (a sądząc z reszty tekstu – tak), to OK.

 Ale zawsze gdy wracał do domu czułam ich mdły fetor, zmieszany z ostrym, kwaśnawym zapachem potu i subtelną wonią damskich perfum.

To nie jest naturalne w dialogu. Tak może mówić narrator, ale postać – nie. Posłuchaj, jak ludzie rozmawiają.

 Dorobczenkowa otwarła szeroko oczy i aż kaszlnęła z wrażenia.

Brzmi to cokolwiek komicznie. Kaszlnęła z wrażenia? Oczy otworzyła, nie otwarła.

 Nie zabiła go obywatelka, bo nie jesteście już panią Walentiną. Dorobczenkowa nie żyje, a w jej ciele siedzi demon. Jak się nazywacie, demonie?

… KGB aresztuje swoich? ;)

 Milicjanci usłyszeli syk oraz brzdęk tłuczonych w kuchni naczyń.

Brzęk. Co je tłukło? Czy może raczej spontanicznie pękały?

 Yenkov popatrzył się na zwierzchnika zmęczonym wzrokiem.

Jenkow ze znużeniem spojrzał na zwierzchnika.

 Ostatnich wrogów rewolucji powiesiliśmy lata temu, więc pewnie w piekle nudy.

Wiesz, że to materialiści dialektyczni i w piekło nie wierzą, prawda?

 Ano. A szkoda, bo wódeczki nie idzie się na spokojnie napić, tylko jeździć trzeba i śledztwa prowadzić. Ot, takie życie.

Ooj, bo mnie kusi, żeby wrzucić dowcip o Stirlitzu.

 odpowiedziała grubym tenorem

Dicit Wikipedia: Tenor jest najwyższym głosem męskim osiągalnym rejestrem piersiowym (patrz: technika śpiewu). Gruby jest bas, ewentualnie baryton.

Przesłuchanie demona jest urocze. On tak po prostu odpowiada? Żadnego plucia jogurtem i znieważania świętości? (prawda, że ich świętości to dwaj sypiający ze sobą domorośli ekonomiści, mumia z błotem zamiast mózgu i Gruzin-psychopata…)

 Choć demon wciąż sapał z wściekłości, posłusznie wziął długopis, popisał zeznania i oddał je w ręce porucznika.

Jaki grzeczny demon.

 W naszej pięknej, komunistycznej ojczyźnie demony nie istnieją, tak jak nie istnieje Bóg, szatan i cała reszta tego tałatajstwa.

No. :) Reszta dialogu jest super – comedy gold! I tym razem nie kpię, naprawdę się chichram nad klawiaturą, choć wstałam lewym odnóżem. Zwłaszcza ten kompost wywołał chichotki.

 wyjął zza paska amerykański rewolwer

Aha! Wróg narodu!

 Zielone, lepiące się resztki mózgu obryzgały mebel i ścianę.

Nie wiedzą, że lepiące, jeśli tego nie widzą: Zielone strzępki mózgu oblepiły mebel i ścianę.

 na chwilę zgasły wszystkie światła, lecz po chwili prąd wrócił.

Dwa razy "chwila" – może tak: Zapadła ciemność, ale po chwili światła znów rozbłysły.

 usłyszeli wściekły, cichnący głos

Może lepiej by było: usłyszeli syk?

 Raz jeszcze spojrzeli na martwą Dorobczenkową, która wyglądała teraz jak normalna, nieopętana, bestialsko zastrzelona osoba, po czym wyszli z domu.

Niezręczne. Rozwiń.

 Krytycznym okiem popatrzył na stos kilku firan, który szybko zaczął trawić zaprószony przez porucznika ogień.

Poplątane: Zmierzył krytycznym spojrzeniem tlące się fałdy firan.

Nie jestem specjalistką od pożarów (15/18 w teście on-line "Czy nadajesz się na strażaka" :) ) ale nie wiem, czy to tak łatwo podpalić dom, a przede wszystkim, czy to tak szybko idzie. Lepiej sprawdź.

 Milicjanci obserwowali przez kilka chwil tańczące języczki płomieni

"Przez chwilę" brzmiałoby lepiej.

 

Przyjemnie czarny humor, choć trochę naiwny. Język niezły. Podstawy już masz – nie od razu, ale myślę, że możesz napisać coś naprawdę fajnego. Powodzenia!

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

 

Bardzo podobał mi się pomysł. Skoro partia i filozofowie uniwersytetu w Leningradzie twierdzą, że coś nie istnieje, to tak musi być. :D

Humor rzeczywiście czarny, więc i pośmiałam się troszkę. Czyta się nieźle, chociaż czasami zbyt drobiazgowo opisujesz pewne rzeczy, a to niekoniecznie ma aż takie znaczenie dla całości. Zerknęłam do komentarza Tarniny i widzę, że już wypisała to, do czego miałam się przyczepić.

Podsumowując, jak dla mnie, to udane opowiadanie, ale wymaga jeszcze poprawek. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Dzięki za komentarze, poprawiłem wszystkie uwagi poza jedną (moja nauczycielka od rosyjskiego z przyczyn mi nieznanych była wielką fanką angielskich transliteracji, toteż z wrodzonej krnąbrności pozostawiłem taką formę zapisu imion i nazwisk). 

 

Tempo nie może być "stoickie" – sprawdź, co to jest stoicyzm.

Wiem, co to stoicyzm, ale jakoś zawsze z przyczyn mi nieznanych kojarzył mi się z powolnością. Ot, taki warsztatowy nawyk, który należy wyplenić. 

 

Ooj, bo mnie kusi, żeby wrzucić dowcip o Stirlitzu.

Autor uprzejmie donosi, że jego też kusiło. :)

 

Wiesz, że to materialiści dialektyczni i w piekło nie wierzą, prawda?

Wiem, pomysł na opowiadanie narodził się, gdy czytałem o tym nurcie filozoficznym.

 

Overall dzięki za konstruktywne, wartościowe opinie! :)

Frytki.

Oki, jak poprawiłeś, to idę do biblioteki. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Bardzo fajny tekst. Szkoda, że taki krótki:)

Kiedyś dostanę Nobla.

Wiem, pomysł na opowiadanie narodził się, gdy czytałem o tym nurcie filozoficznym.

Ale powinni być konsekwentni (ci prawdziwi też nie byli). 

 

Ponieważ swoją obywatelską postawą pozbawiłeś mnie wymówki, żeby zaspamować wątek filmikami z Benedictem Cumberbatchem, wrzucam filmik o sobie XD i wróżę świetlaną przyszłość.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Sympatyczny pomysł, ale fabuła mnie nie przekonała. No, tak po prostu – przyszli pewni swego, przesłuchali, zaciukali, ślady zatarli… Zabrakło mi jakiejś niepewności, zaskoczeń. Biedny demon nawet sobie powalczyć nie mógł, ledwo pytanko pisnął.

Oficerowie usiedli w salonie na dwóch wyszywanych skórą fotelach

To fotele się wyszywa? I to skórą?

Babska logika rządzi!

Obitych skórą chyba faktycznie brzmi o wiele lepiej, a i bliżej temu do prawdy.

Frytki.

Tekst całkiem udany, choć nie jestem fanem takiej fantastyki. Uzyskałeś rosyjski klimat, bohaterowie wyraziści. Trochę zgrzyta mi ta srebrna taca i plastikowa butelka wody. Widać, że jesteś młody. :) Żadna staruszka, czy to w Rosji czy to w Polsce nie podałaby tak gościom wody. :) Ech, kiedyś to była kultura przyjmowania gości… Wracając do tematu, to wyszedł trochę taki MiB w wersji komunistycznej. Czytało się dobrze, ale z głowy szybko wyleci.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Szort dość klimatyczny i czytało się całkiem miło, ale cóż, na długo pamięci nie obciąży.

 

Po­rucz­nik spoj­rzał się wy­mow­nie na po­czwa­rę z pie­kła… –> Po­rucz­nik spoj­rzał wy­mow­nie na po­czwa­rę z pie­kła

 

– Z któ­re­go kręgu pie­kła po­cho­dzi?cie –> Cóż za osobliwy zapis!

 

Yen­kov za­bez­pie­czył re­wol­wer i scho­wał go za pasek spodni. –> Raczej: Yen­kov za­bez­pie­czył re­wol­wer i wsunął go za pasek spodni.

Nie wydaje mi się, aby za paskiem od spodni można schować rewolwer.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie jestem do końca przekonany. Znalazłem parę ciekawych fragmentów, głównie podczas wykładania przez porucznika komunistycznej filozofii. Oprócz tego fabularnie kiepściutko; jedyne “twisty” na jakie się silisz, to wyciągane z tyłka kolejne fakty – a to że syn nie żyje, a to że babka jest demonem. Czego nijak nie sugerujesz wcześniej, więc i siła takiej informacji jest w efekcie mniejsza niż mogłaby być.

Do tego zdecydowałeś się na szort, a ta forma cechuje się maksymalnym skondensowaniem informacji, przyciągnięciem uwagi od samego początku i celną puentą. Brakuje mi tutaj tego wszystkiego. Z początku raczysz czytelnika opisami mebli, które nie mają absolutnie żadnego znaczenia dla dalszej historii. Kogo to obchodzi? Chyba tylko znawcę antyków, ale nie wiem czy tu na takiego trafisz. Puenta choć celna, to dość rozmemłana i rozwleczona, zaczynasz o niej mówić już w połowie tekstu, w efekcie czego czekałem aż już skończysz wykładać prawdę objawioną, bo żadne nowe wiadomości się nie pojawiały, wałkowałeś jedno i to samo. Do tego skoro głównymi bohaterami są, jak mniemam, ci policjanci, to dlaczego cały czas nie prowadzić historii z ich perspektywy? W połowie szorta następuje przeskok ciężaru narracji z babki na policjantów i kiepsko to wygląda, bo nagle się okazje, że babka jest niewiadomoczym a za chwilę dostaje kulkę w łeb. Taka z niej istotna bohaterka. Równie istotna jak te nieszczęsne meble.

Pomysł sympatyczny, wykonanie raczej do poprawy. Pozdrawiam!

Jasnostrony ma trochę racji, ale to racje na piórkowego szorta.

O ile szort może dostać piórko.

Ale tak, jestem za tym aby rozciągnąć to na krótkie opko 10-15k znaków, Poprowadzić całość z perspektywy milicjantów, bo ta para ma zadatki na bohaterów więcej niż jednego opka.

Fajnie oddany rosyjski klimat, ideologia i wywody starszego stopniem milicjanta naprawdę dobre.

Tylko Te nieszczęsne meble. Przerobiłbym to na klamrę -> Napisał o starych zasłonach na początku i o starych podpalonych przez milicjantów zasłonach na końcu.

Milicjanci wpadaja do chaty i od razu wiedzą co się święci, a gdyby tak chociaż poudawali, że nie wiedzą chwilę dłużej, gdyby pokazać coś co zdradza dziwne zachowanie staruszki a nie, tak że fiku myku pyk była babcia jest demon.

Ale ogólnie mi się podobało. Napisane nienajgirzej, choć można by trochę stylistycznie poprawić :)

 

Garść uwag/sugestii:

 

Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia podeszła do drewnianych drzwi, otworzyła je.

 

Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia(+,) podeszła do drewnianych drzwi i otworzyła je.

 

Yenkov zabezpieczył rewolwer i wsunął go za pasek spodni. Milicjanci wstali, założyli płaszcze i kapelusze. Raz jeszcze spojrzeli na martwą Dorobczenkową, która wyglądała teraz jak normalna, nieopętana, bestialsko zastrzelona staruszka. Funkcjonariusze wyszli z domu. Lebiodkin wyjął papierosa i zapalił go. Zaciągnął się, wypuścił srebrzysty dym, który rozwiał się w chłodnym wieczornym powietrzu. Yenkov po raz ostatni spojrzał na starą rezydencję, która pochodziła jeszcze z czasów carskiej Rosji. Westchnął.

 

Troche mnie drażniło nadużywanie słowa który w tekście, często da się je zręcznie ominąć.

 

Sporo też masz wyrażeń z się, na nie też watro zwrócić uwagę :)

Nic na siłę, alw czasem warto spróbować inaczej.

Udaj się może z jakimś niedługim tekstem betę :-)

 

A i na koniec uwaga techniczna:

Czterokrotnie nazywasz milicjantów "oficerowie", chorąży to nie oficer, chorąży stoi szczebel niżej. Porucznik jest oficerem.

Nie znalazłem jak to dokładnie wyglądało w rosyjskiej milicji ale tu znajdziesz stopnie w polskiej MO, link:  https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Milicja_Obywatelska (Patrz: zakładka stopnie służbowe w MO)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Z tego co wiem w rosyjskiej milicji o chorążych mówiono już jako o oficerach, oczywiście tylko grzecznościowo. A w oryginalnej wersji przed korektą Yenkov był podporucznikiem, więc to pochodzi stamtąd. Dzięki panowie za przydatne i szczere opinie, właściwie zgadzam się z wami we wszystkim. W następnym opowiadaniu przyłożę się nieco bardziej do konstrukcji fabuły i twistu(ów).

Frytki.

Opowiadanie bez twista też może być fajne, warto też postarać się by walorem opka, nie byl jedynie twist :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Parę piórek za szorty się na tym forum już pojawiło.

Spojrzałeś na daty?

Ostatni opierzony szort opublikowany był: 18.11.15. :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bo szort to, IMO, bardzo trudna forma. Poza tym trochę nie rozumiem, do czego pijesz. Celowanie od razu w poziom piórkowy jest błędne?

Ja nie piję, bo żona karmi :) Tak się tylko przekomarzam ;)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Sympatyczny tekścik, taki w sam raz na niedzielne popołudnie. Jest parę fajnych fragmentów, ale na końcu pozostałem pod wrażeniem, że przeczytałem zaledwie scenę. Przyszli, zrobili co trzeba, wyszli – i tyle. Przydałaby się wyraźniejsza puenta, by jakoś podkreślić całość.

Podsumowując: sympatyczny koncercik fajerwerków, ale brak mu czegoś szczególnego, co by pozostało w widzach na dłużej.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A mnie całkiem przypadł do gustu ten czarny humor. Aż mi się szkoda biednego demona zrobiło. ;)

Może nie jest idealnie, ale po poprawkach na pewno jest dużo lepiej niż było. Myślę, że każdy kolejny tekst będzie lepszy.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Sympatyczny tekst. Filozofia milicjantów zrobił mi humor :) Jak ktoś wcześniej napisał, Lebiodkin i Yenkov mają potencjał. Chętnie poczytałbym o nich jakieś dłuższe opowiadanie.

Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia,v podeszła do drewnianych drzwi i otworzyła.

Zwróć uwagę na zdania wtrącone, jak te tutaj: 

Dom[+,] w którym mieszkała Walentina[+,] był dość duży i bardzo stary.

– Gdyby za każdym razem[+,] gdy zadadzą to pytanie[+,] płaciliby mi rubla, to już dawno by mnie zamknęli.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka