- Opowiadanie: Eryvan - Ojcowska dobroć

Ojcowska dobroć

Jest to krótka opowieść rozgrywająca się w mieście krasnoludów w domu pewnego kowala.
Może was nie porwać, jako że jest krótkie i nim zaczniecie czytać opowiadanie dobiegnie końca. 

Zdaję sobie sprawę ze jakieś błędy się pojawią. Jestem gotowy też na wszelkie sugestie i poprawki.
Niemniej zachęcam do przeczytania.

 

PS: TO NIE JEST ŚWIAT WARHAMMERA!

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Ojcowska dobroć

– Nie tak, synu! – krzyczał krasnolud w podeszłym wieku. – To nie cep czy kij. Używaj młota w taki sposób, aby kolejne uderzenie było lepsze od poprzedniego. To Runiczne kowadło i wiele można zdziałać przy pomocy odrobiny jego wsparcia, ale musisz wykazać się nieco cierpliwości. Umiejętności przyjdą z czasem i praktyką. – Uśmiechnął się do syna.

Młody krasnolud walił co raz w kawał rozgrzanej do czerwoności stali. Przy każdym uderzeniu z kowadła sypały się iskry o różnych kolorach, które spadały na ubitą ziemię. Uczeń był krępy i silny jak na swój wiek. Ojciec podsycał miechem ogień raz za razem, instruował syna i karcił za liczne, wciąż te same błędy.

– Singrimie! – wrzasnął w końcu. – Przestań! To nie ma sensu. Chodź – wskazał miejsce, gdzie stał – pokażę ci, jak prawidłowo uderzać, a ty w tym czasie naciskaj na miech i przyglądaj się, jak ja to robię. Potem pomogę ci w dalszej nauce.

– Tak, ojcze – odparł Singrim, mocno zawiedziony swoimi poczynaniami.

Krasnoludy zamieniły się miejscami i po chwili kowadło ponownie zostało rozświetlone gradem iskier. Tym razem uderzenia były pewne, przemyślane, precyzyjne i przepełnione zamiłowaniem do kowalstwa. Syn za każdym razem, gdy ojciec uderzył o stal, otwierał szerzej oczy ze zdziwienia. Po dość długim okresie doświadczony rzemieślnik przestał stukać młotem, wrzucił wykuty przedmiot do zimnej wody i podszedł do Singrima.

– Pamiętaj, aby zawsze spoglądać na przedmiot, który wykuwasz. Dostrzeżesz dzięki temu odkształcenia i będziesz wiedział, jak i gdzie uderzyć następnym razem. Wykonałem dla ciebie młot, którym stworzysz jutro swój pierwszy przedmiot. – Oznajmił synowi, klepiąc go po ramieniu. – Kowalstwo to nie jest łatwe rzemiosło. Mam jednak nadzieję, iż z każdym dniem nabierzesz więcej wprawy i doświadczenia w tej znojnej i czasochłonnej sztuce. – dodał otuchy Singrimowi. – Dobrze, na dziś już wystarczy. Chodźmy na posiłek i odpoczynek.

Obaj ruszyli do domu, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Mieszkali na obrzeżach miasta, ponieważ jak tłumaczył stary kowal, nie lubił zgiełku i zatłoczenia. W tej krótkiej drodze na posiłek, stary krasnolud przekazał synowi jeszcze kilka cennych rad.

***

Nazajutrz ojciec Singrima pracował już w kuźni i oczekiwał na swojego ucznia. Młody krasnolud zjawił się późnym rankiem z uśmiechem na twarzy. Biła od niego determinacja i chęć dalszej nauki.

– To, mój chłopcze, jest twój młot. – Podał synowi narzędzie opatrzona kilkoma runami i literą ,,s” na trzonku.

Młody krasnolud spojrzał najpierw na ojca, potem na stalowy młot. Nie wiedział, co powiedzieć ani jak ma się zachować, ponieważ pierwszy raz otrzymał dar od ojca. Wtedy kowal podszedł do niego i rzekł:

– Synu, nie smuć się – Uśmiechnął się do niego. – Nie przystoi, aby davi odczuwał zakłopotanie. Jesteśmy dumnym ludem i powinniśmy okazywać honor za każdym razem. – Mówiąc to zaprosił syna przed kowadło. – Teraz będziemy kontynuować naukę! Tam – wskazał na skład stali – masz przyszykowane sztaby różnych metali. Wybierz jedną i przekuj ją w to, co będziesz chciał. Pamiętaj o tym, czego już się nauczyłeś.

– Tak, ojcze, ale jeśli nie powiedzie mi się znowu? – Syn kowala miał wyraźne obawy przed kolejną pracą.

– Hmm – zamyślił się na moment. – W takim razie wykonaj coś prostszego. Niech to będzie przedmiot który przyda się w codziennych czynnościach. Może jakiś toporek. – Zaproponował, zagrzewając Singrima do ochoczej pracy.

Młody krasnolud pośpiesznie udał się do składu po stalową sztabkę. Posiadał już w głowie kilka prostych pomysłów, które mogłyby spełnić oczekiwania. Wybrał najlepszy z nich i rozpoczął pracę. Stuki młota o metal i miliony iskier pokazywały, jak wielką wagę przywiązuje do kunsztu kowalskiego, młody uczeń. W pewnym momencie nauczyciel krzyknął:

– Źle! – wskazał na zniekształcony fragment przedmiotu. Gdy dostrzegł zakłopotanie na obliczu syna, postanowił mu pomóc. – Synu, spokojnie. Spójrz na przedmiot. Powiedz mi co chcesz wykuć?

– Chcę, żeby to był topór, ale nieco mniejszy i poręczniejszy.

– Dobrze. Co widzisz, gdy patrzysz na kawałek stali?

– Nie wiem. – odparł krótko. – Wydaje mi się, że to zarys trzonka z wielką ilością przyklejonego metalu.

– W takim razie uderzaj w stal w taki sposób aby zmienić jej kształt w ostrze topora.

Singrim postąpił według zaleceń ojca. Uderzał młotem dokładnie w miejsce, w którym miało pojawić się ostrze. Odgłosy pracy ustały dopiero późnym południem, gdy Singrim zakończył wykuwanie broni. Dostrzegł, że coś jest nie tak w jednym miejscu, uderzył jeszcze raz, po chwili słysząc jęk zawodu. Spojrzał na swoje dzieło i dostrzegł, że po ostatnim, kończącym stuknięciu uderzeniu powstała skaza na przedmiocie. Syn kowala posmutniał, spojrzał na zawiedzionego nauczyciela, wypuścił młot i ruszył pędem w stronę domu, do swojego pokoju. Nie mógł zrozumieć, co zrobił źle. Przecież chciałem dobrze – pomyślał Singrim.

Starzec podszedł do kowadła, podniósł młot, spojrzał na nieudane dzieło syna i zdumiał się, gdyż zobaczył, że to nie jest skaza. Na przedmiocie, którym okazał się mały toporek, znajdował się wcześniej umieszczony w stali zielony kamień. Na mą brodę – pomyślał krasnolud. – To runa księżycowa, a mój syn odsłonił ją w tym metalu! Chciałem kiedyś wykorzystać tę stal do czegoś innego. Teraz jednak muszę dokonać inskrypcji i zamknąć runę, aby oręż stał się magiczny.

Jak pomyślał tak też i zrobił, spędzając przy kowadle resztę dnia. Pamiętał, że musi przekazać synowi kolejne wskazówki dopiero jutro. Zamknął runę późnym wieczorem, gdy księżyc świecił wysoko na ciemnym niebie, pełnym gwiazd.

Nagle usłyszał szmer, jakieś poruszenie, ale nie widział niczego co przykułoby jego uwagę. Ruszył do domu. Już miał podejść do drzwi, gdy bełt wbił się we framugę. Zawrócił w pół kroku, podbiegł w oka mgnieniu do kuźni, sięgnął po swój topór i okrągła tarczę. Stając w pozycji obronnej czekał bacznie obserwując. Po chwili z zaułka wyłonił się zielonoskóry z kuszą i sztyletem za pasem. Zabójca, zmora krasnoludów – pomyślał.

Zaszarżował odsłaniając się nieco. Doświadczony ork błyskawicznie to wykorzystał. Bełt trafił kowala prosto w udo. Krasnolud przewrócił się i wypuścił tarczę. Nie mógł już kontynuować walki. Za nimi zakotłowało się w obejściu W pewnej chwili z domu wypadł syn, powstrzymywany przez matkę. Wyrwał się jednak z jej chwytu i pobiegł do kuźni, w poszukiwaniu broni. Nie znalazł niczego poza toporkiem który wykuł, dobył go i ruszył w stronę leżącego ojca. Minęła dłuższa chwila, gdy kolejny bełt poszybował w stronę niedoświadczonego ucznia. Strzał okazał się niecelny, jak rzut kamieniem z dwudziestu metrów do małego dołka.

– Ojcze, co mam robić?! – krzyknął młodzieniec. – Nie uczyłeś mnie jeszcze walczyć!

– Wykorzystaj topór. Rzuć nim w orka. Mam tylko nadzieję, że nie spudłujesz.

Singrim chwycił mocniej za toporek, już wykonywał zamach. Dostrzegł szarżującego orka w jego stronę. Krasnolud stał o cal od śmierci. Co on wyprawiał? Krasnolud wykonał rzut, nie celując w zielonoskórego. Topór zawirował w powietrzu, a ostrze zamigotało w blasku księżyca, dosięgając celu. Broń wbiła się w korpus zabójcy po samą rękojeść. Orkiem aż zakręciło, nim upadł na ziemię. Singrim podbiegł do ojca.

– Tato! Nic ci nie jest? – krzyczał zmartwiony.

– Weź go! – podał mu obosieczny topór. – Dobij to plugawe stworzenie!

Uczeń szybko podszedł ciągnąc za sobą ciężki oręż. Zobaczył, że napastnik dycha, choć dogorywa. Podniósł topór, tak wysoko jak dał radę i po chwili ostrze ugrzęzło w ciele orka.

– Ojcze, chyba go zabiłem. – Młodziana zemdliło, odwrócił się i zwymiotował. Pierwszy raz patrzył na czyjąś śmierć. Oprzytomniał i dostrzegł, że matka pomaga wstać swojemu mężowi.

– Thungri, jak się czujesz? Wszystko z tobą dobrze? Pokaż tę ranę. – Jęczała matka.

– Uspokój się, kobieto! – warknął starzec. – Gildo przynieś krasnoludzki samogon i jakiś materiał. Trzeba… Przemyć ranę. – Wyjęczał, wyciągając bełt z nogi.

Krasnoludzica pędem udała się do domu.

– Brawo, synu. – Głos ojca przepełniała duma i radość. – Zabiłeś swojego pierwszego orka i to w mej obronie. To chyba najwyższy czas na naukę walki bronią. Jestem już za stary, ale pokażę ci, jak walczyć oraz udoskonalimy twoje rzucanie toporami.

– Dlaczego topór bez problemu znalazł swój cel? – Zapytał zdumiony, a zarazem ciekawy Singrim. – Przecież był źle wykonany! – jęknął. – Co z nim zrobiłeś?

– Zamknąłem tylko runę, którą przypadkiem odkryłeś, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. – Wskazał na toporek trzymany w rękach syna. – Miałem tę stal przeznaczyć na coś innego, ale dzięki temu udoskonaliliśmy twoją pierwszą broń.

Po chwili matka Singrima wróciła, aby przemyć Thungrimowi krwawiące miejsce.

– Synu… Cholera! – jęknął, gdy żona przemywała obrażenie – Ostrożnie Gildo! – krzyknął i następnie zwrócił się do syna:

– Musisz nazwać jakoś ten topór, skoro jest magicznym przedmiotem. Masz jakiś pomysł? – zapytał wyczekując ciekawej nazwy.

Singrim spojrzał na trzymany toporek, następnie na matkę i swój wzrok zatrzymał na ojcu. Uśmiechnął się do niego i z wielką dumą odparł:

– Tak! Będzie nosił imię: Ojcowska dobroć!

Koniec

Komentarze

Eryvanie, obserwuję Twoje literackie próby i widzę, że nieustannie męczysz tego Warhammera. Przy poprzednich Twoich opowiadaniach odpadłem gdzieś w połowie trzeciego – czwartego zdania z powodu licznych i wyjątkowo rażących błędów. Tym razem przeczytałem do końca i chciałbym zostawić Cię z pewną moją obserwacją. 

Mianowice: idzie Ci coraz lepiej. Nie jest to jeszcze ideał, nie wiem nawet czy to opowiadanie ma poziom biblioteczny, prawdopodobnie nie. Jest jednak o niebo lepsze od poprzednich Twoich prób, a były one podjęte całkiem niedawno. Znaczy to tyle, że uczysz się i wyciągasz wnioski z uwag, które dali Ci inni portalowicze.

Sam lubię Warhammera, grałem w niego kilka lat. Opowiastka, którą nam zaprezentowałeś wygląda zupełnie podobnie do tych miniatur, które serwują autorzy podręczników przy kolejnych rozdziałach. Oczywiście tamte są bardziej skompresowane. Widać co Cię kręci – i coraz lepiej idzie Ci odtwarzanie tegoż klimatu oraz przekazanie go Czytelnikom. Mam jednak pytanie: czy nie byłoby lepiej i jeszcze ciekawiej skupić się na czymś nowym? Może za jakiś czas? Nie szufladkuj się w Warhammerze. 

Fajnie, że się uczysz. Fajnie, że Twoje pisanie się rozwija. I fajnie, że się nie poddałeś po tym jak przeżyłeś załamkę w poprzednim tekście ;).  

Kilka usterek:

 

– Synu, nie smuć się – Uśmiechnął się do niego stary krasnolud. Nie przystoi, aby 

 

Zjadłeś myślnik. 

 

Jego ojciec naciskał miech raz za razem

 

A czy mógł to być ojciec kogoś innego? Uważaj na zbędne zaimki. 

 

Oraz parę innych. Gdzieś tam była “zona” zamiast “żona” itd. Zanim opublikujesz tekst przyglądaj mu się zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Niechlujstwo skutkuje natychmiastowym porzuceniem tekstu przez czytelnika. 

 

Tyle ode mnie. 

Łukasz Kuliński Dzięki za odwiedzenie i kilka uwag. Mam pomysł na coś nie w Warhammerze ale to z czasem. Wiem jedno nikogo tutaj nie zaskoczę bo już ,,tyle” przeczytali różnych dziwactw, że coś kolejnego i podobnego nie sprawi im większego zachwytu.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Nie znam świata Warhammera, więc nie wiem na ile fabuła jest typowa dla tego uniwersum. Historia toczy się niespiesznie, nie ma tu może jakichś fajerwerków, ale jest za to całkiem przyjemna scenka rodzajowa. Widać, że przedstawianie uczuć, emocji idzie Ci jeszcze nieco topornie, bardziej opisujesz niż pokazujesz, ale czytało się całkiem dobrze. Pod względem kompozycji tekstu też ok.

Technicznie – trochę różnych błędów jest. Przykłady:

 

– Nie tak [+,] synu! – brakuje przecinka

Młodzian był krępy i silny, jak na swój młody wiek. – młodzian nie może być stary

 

Teraz dodatkowo spocony od gorącej pary, palącego się ognia i tego wszechogarniającego gorąca, jakie biło z kuźni. – wywaliłabym trochę słów:

Teraz dodatkowo spocony od gorącej pary, ognia i wszechogarniającego gorąca, jakie biło z kuźni.

 

Ojciec naciskał miech raz za razem, instruował syna i karcił słowami za liczne i wciąż te same błędy. – a to zdanie mi się podobało :)

 

naciskaj na miech i przyglądał się – literówka

 

– Tak, ojcze. – odparł Singrim – zbędna kropka

 

przestał stukać młotem – raczej kuć, a jeśli chcesz uniknąć powtórzenia, to uderzać

 

Po dziesięciu minutach ojciec przestał stukać młotem, wrzucił wykuty przedmiot do zimnej wody, w celu ostudzenia i podał synowi. – coś tu jest nie tak z podmiotem i przecinkami, wychodzi jakby podał synowi przedmiot, który wrzucił do zimnej wody, a nie młot

 

Nie chcę twojego zawodu. – raczej Nie chcę sprawić ci zawodu.

 

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Dogsdumpling dzieki za odwiedzenie, przeczytanie i wskazanie uwag. Ciesze sie ze przeczytales i uwazaz to za przyjemny tekst. Popracuje nad uczuciami nastepnym razem i zrobie wiecej akcji.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

OK, jest jakiś pomysł na temat, nawet sympatyczny.

Acz mam zastrzeżenia. Odnoszę wrażenie, że do kuźni wszedł całkiem zielony chłopak, który w życiu nie patrzył, jak należy tym młotem machać. Raz, że mało prawdopodobne, żeby ojca przy pracy nie widział. Dwa, dlaczego w takim razie kowal go tam wpuścił i od razu oczekiwał cudów? I jeszcze dał dzieciakowi do treningu stal z domieszką mithrillu? Nie wiem, jak w Warhammerze, ale w innych uniwersach to raczej drogi materiał. To trochę tak, IMO, jakby kursanta na prawo jazdy sadzać za kierownicą luksusowej limuzyny. I to nawet przed zajęciami teoretycznymi z przepisów.

Oprócz tego droga od wykucia do używania przedmiotu wydaje mi się podejrzanie krótka. Ojciec wykuł młot (tak zrozumiałam), wrzucił do wody i już można brać do ręki i machać. A gdzie osadzenie na stylisku? Oszlifować czy inaczej wygładzić też nie trzeba? Z toporkiem poszło jeszcze szybciej – obyło się bez hartowania w wodzie, prosto z kowadła i już można rzucać.

Nie znam się na kowalstwie, ale czy podczas samego kucia trzeba pracować z miechem? Myślałam, że to tylko podsyca ogień, w którym rozgrzewa się metal, zanim wyląduje na kowadle.

Na przedmiocie, którym okazał się mały toporek, znajdował się wcześniej umieszczony w stali zielony kamień. To runa księżycowa wyryta w tym topazie.

To znaczy, że w kawałku stali był kamień szlachetny? I szlag go nie trafił podczas kucia? I dlaczego zielony? Topazy chyba rzadko przybierają ten kolor.

Babska logika rządzi!

Finkla dziękować za przeczytanie. Mialem juz to pisac wcześniej.. To nie jest Warhammer! Jest to inspirowane. Proces samego wykuwania tak jest szybki ale nie jest aż tak istotny. Wazniejsze jest podejście syna ktory uczy się pod okiem ojca. Moze faktycznie nie dodalem ze sa to początki jego nauki. Chodzi tu tez o relacje ojciec-syn

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Że to początki nauki, to akurat widać. Chodzi mi o to, że ojciec rzuca chłopaka na bardzo głęboką wodę.

Babska logika rządzi!

O błędach już było, więc nie będę dodawać nic od siebie. Co się zaś tyczy historii, to mnie nie porwała. Owszem, jest w niej trochę ciepła i ode mnie plus za pokazanie relacji ojciec-syn, ale poza tym nic więcej.

Nie czytałem innych twoich opowiadań, więc nie odniosę się do sugerowanych przez innych postępów, ale w porównaniu co do niektórych tekstów, z którymi miałem te nieprzyjemność obcować, twój wypada dobrze. Dużo treningu, jeszcze więcej lektury (niekoniecznie fantastycznej) i będziesz coraz lepszy.

Ślę pozdrowienia :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Tak szczerze, to nie wiem czemu wszyscy uważają, że opowiadanie dzieje się w świecie Warhammera, a nie np. Greyhawka ;)

A co do tekstu – jest tu pomysł, jest jakaś ścieżka. Miałbym identyczną uwagę, co Finkla – jak pisałeś o synu, to mi przed oczami stawał nastolatek przysposabiany do zawodu, a nie uczeń u czeladnika. Może być skądinąd słuszne :)

Śniąca dała Ci sporo wskazówek, na co zwracać uwagę przy korekcji błędów, ja dorzucę to:

Młody krasnolud walił co raz w kawał rozgrzanej do czerwoności stali z domieszką mithrillu. Młodzian był krępy i silny, jak na swój wiek.

Wystrzegaj się używania wyrazów, które mają podobne człony (tu “młody” i “młodzian”), w niedalekiej odległości od siebie. Nie jest to powtórzenie, ale źle brzmi w uszach. To samo dotyczy przypadkowych rymów.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan dzięki!

 

Następnym razem serio zaznaczę we wstępie jakie są inspiracje.

Faktycznie! Młody młodzian.. kurcze :P Błachy błąd. zaraz poprawie.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Dzień dobry, pochylę się warsztatowo nad kilkoma zdaniami. Będzie wrażenie, że się przypieprzam i będzie to słuszne wrażenie.

Młody krasnolud walił co raz w kawał rozgrzanej do czerwoności stali z domieszką mithrilu.

Od strony formalnej tu nie ma błędu, ale jednak mógł walić z odrobiną entuzjazmu, z widocznym skupieniem, z uroczą nieporadnością, ale zdecycdował się walić z domieszką mithrilu. Rozumiesz o co mi chodzi? To zdanie bym przerobił.

Tym razem uderzenia sprawiały wrażenie przemyślanych, precyzyjnych i przepełnionych zamiłowaniem do kowalstwa.

Ale dlaczego “sprawiały wrażenie”, a nie po prostu były? Wrażenie sprawia się na kimś (nie wydaje mi się, że Singrim “miał wrażenie” – choć sam jeszcze nie umie, to dobrze rozróżnia fachowość od partactwa), na dodatek tak napisane zdanie sugeruje, że to tylko wrażenie, a tak naprawdę to ściema.

Po dziesięciu minutach ojciec przestał stukać młotem.

Kto zmierzył te 10 minut? Czy ktokolwiek, poza narratorem, ma tam zagerek? Takie przedstawienie czasu pasuje bardziej do współczesności, niż do Warhammera, czy w ogóle średniowiecza.

Stuki młota o metal i miliony iskier pokazywały, jak wielką wagę przywiązuje do tego młody uczeń.

Do czego konkretnie przywiązywał wagę? Bo z tekstu nie wynika. Ja oczywiście wiem, ale to trzeba jeszcze napisać – do swojego zadania, do prób sprostania oczekiwaniom ojca, do precyzji uderzeń. Cokolwiek.

Na przedmiocie, którym okazał się mały toporek…

Patrzą na ten przedmiot od dłuższego czasu i on “okazuje się” toporkiem. Wcześniej nie mieli pojęcia? A przecież można prosto: “Na przedmiocie, małym toporku” i nic się nie musi okazywać.

– Na mą brodę – pomyślał krasnolud.

Myśli pewnie i można tak zapisywać, ale nie, jeśli w ten sam sposób zapisujesz dialogi. Jedno od drugiego musi się różnić.

Ta runa pozwala wykonać tym toporem perfekcyjny rzut

Zaimkoza.

lecz stało się coś niesłychanie nieprawdopodobnego.

Zastanawiam się czym się różnią rzeczy nieprawdopodobne od niesłychanie nieprawdopodobnych.

 

A ogólnie: ja w ogóle nie mam nic przeciwko opowiadaniom w świecie gry – co więcej, przygody Felixa i Gutreka bardzo lubię i polecam do analizy pod kątem warsztatu właśnie. Są nienaganne, to ich siła. Nie znam Twoich wcześniejszych tekstów, ale widzę Cię właśnie jako młodego kransoluda, który uczy się fachu. Musisz się zacząć pochylać nad poszczególnymi uderzeniami młota – czyli nad konkretnymi zdaniami – a nie myśleć już o małym toporku, czy wielkim magicznym mieczu, który powstanie na koniec. Ja kilka zdań wybrałem, ale można naprawdę wziąć każde i nad nim popracować, zobaczyć, co znaczy, jak się ma do zdania przed i do zdania po, jak wspólnie konstruują akapit. Podobnie jak Singrim musisz jeszcze cierpliwie wykonać sto tysięcy uderzeń, zanim osiągniesz mistrzostwo. Nie ma dla Ciebie drogi na skróty, niestety (dla większości z nas tu nie ma).

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Co jeszcze mogę dodać… Tak, to jest najlepszy z Twoich tekstów, a to oznacza, że jest progres i będzie coraz lepiej. I rzeczywiście, sporo jeszcze machania młotem przed Tobą i żmudnego wykuwania. Ale to nic, bo są perspektywy. 

Oprócz tego, co zostało napisane już napisane, zwróć uwagę jeszcze na to, jak często w pierwszej połowie tekstu padło słowo "ojciec". Nie chodzi nawet o to, żeby zastąpić je innym, w wielu przypadkach można by zupełnie je ominąć, bo i tak z kontekstu zdania wynika, o kogo chodzi.

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Cerlegu, spodobała mi się metafora z wykuwaniem. :-)

Babska logika rządzi!

Napier…am tym młotem ciągle i ciągle są skazy, więc wiem jak to jest :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Nigdy nie rób nic na siłę. Weź większy młotek. ;-)

A może trzeba odłożyć młot i spróbować szlifierki? ;-)

Babska logika rządzi!

Widziałaś kiedyś krasnoluda ze szlifierką?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

To jest argument. Ale z młotem w sumie też nie widziałam. ;-)

Babska logika rządzi!

Dziękować za opinie i porady usiadexdo tego w wolnej chwili prawdopodobniexdzis wieczorem lub jutro rano

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Na mą brodę

Na piwo przechlane!

 

Ojcowska dobroć rzucona już leci

Kogo przetrąci – nie spłodzi dzieci.

 

Eryvanie rozumiem fascynację warhammerem, i choć dużo przed Tobą pracy, to pomału jest coraz lepiej.

Pomysł w sam raz na szorta. Choć czekam na kontynuację dziejów Ojcowskiej dobroci.

Tylko nie pchałbym się w pisanie fanficka. Równie dobrze można to umieścić we własnym świecie fantasy. (Nikt ci fanfika też nie wydrukuje).

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Uch, Mytriksie, gdzie Ty tym toporkiem celujesz? Normalnie, jak jakiś barbarzyński ork. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, mając 200cm w zwyż, krzatem nie zostanę ;-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To jeszcze nie powód, żeby toporkiem rzucać tam, gdzie się dzieci płodzi. ;-)

Babska logika rządzi!

Kiedy on taki precyzyjny, to aż kusi.

Niemniej nie chodziło mi wcale o rzucanie w miejsca intymne, tylko o to, że jak ktoś zginie toporknięty, to już potomstwa nijak mieć nie będzie.

No chyba że tam jakaś nekromancja się podzieje lub coś innego z przedrostkiem nekro-.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

A, to już bardziej huminetarne. Uf!

Babska logika rządzi!

Inspiracji nie znam. Opowiadanie nie jest napisane źle, błędy są, ale da się je przeżyć. Nie nest jeszcze znakomicie, ale wszystko przychodzi z czasem :) 

Sama fabuła nie porwała mnie, nie lubię raczej tego typu prostych scenek obyczajowych. Pomimo że zakończenie było nawet niezłe, to w całości brakuje akcji czy jakiś bardziej nadzwyczajnych wydarzeń.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Zostało poprawione i nieco ubarwione o ,,akcję” Dodam że zaistniała sytuacja będzie wyjaśniona w kolejnej historii, o ile powstanie jakaś w mojej głowie.

Pozdrawiam Eryvanik.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Ojcowska dobroć VS Matczyna furia

(Krasnoludy VS Orki)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mytrix ciekawy pomysł nie powiem xD. Może zrealizuję.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Eryvanie, nie znam tego świata, a to co przeczytałam jawi mi się jako scenka opisująca przyuczanie młodego krasnoluda do fachu kowala, zakończona niespodziewaną potyczką z orkiem. Jako wprawka pisarska, może być, ale mam nadzieję, że już niebawem będzie Cię stać na więcej.

Wykonanie nadal pozostawia sporo do życzenia.

 

Umie­jęt­no­ści przyj­dą z cza­sem i prak­ty­ka. –> Literówka.

 

Teraz do­dat­ko­wo spo­co­ny od go­rą­cej pary, ognia i wszech­ogar­nia­ją­ce­go skwa­ru, jakie biło z kuźni.. –> Teraz do­dat­ko­wo spo­co­ny od go­rą­cej pary, ognia i wszech­ogar­nia­ją­ce­go żaru, jaki bił z kuźni.

 

Po dość dłu­gim okre­sie czasu… –> Masło maślane. Okres to czas.

Wystarczy: Po dość dłu­gim czasie

 

Wy­ko­na­łem dla cie­bie młot, któ­rym wy­ko­nasz jutro swój pierw­szy przed­miot. –> Powtórzenie.

 

Chodź­my do domu na po­si­łek i od­po­czy­nek. Obaj ru­szy­li do domu… –> Powtórzenie.

 

Biło od niego de­ter­mi­na­cją i dal­szą chę­cią nauki. –> Biła od niego de­ter­mi­na­cjachę­ć dalszej nauki.

 

Za­pro­po­no­wał za­grze­wa­jąc Sin­gri­ma do ocho­czej pracy. –> Literówka.

 

Gdy do­strzegł za­kło­po­ta­ną minę na ob­li­czu syna… –> Raczej: Gdy do­strzegł za­kło­po­ta­nie na ob­li­czu syna

 

Po chwi­li z za­uł­ku wy­ło­nił się zie­lo­no­skó­ry… –> Po chwi­li z za­uł­ka wy­ło­nił się zie­lo­no­skó­ry

 

Sin­grim chwy­cił moc­niej za to­po­rek, już wy­ko­ny­wał za­mach.. –> Jedna kropka wystarczy.

 

Głos ojca pełen prze­peł­nia­ła duma i ra­dość. –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

–Mia­łem tę stal prze­zna­czyć na coś in­ne­go… –> Brak spacji po półpauzie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

..z jakim orkiem? to tam się jakiś ork pojawił? o.O!

 

edit: rzeczywiście, ork jak się patrzy.

 

Błędy wypunktowała reg. dodam tylko merytorycznie:

Nie znam rozmiaru kuszy, ani technologii ale:

Przeładowanie kuszy zajmuje sporo czasu. (Ok, ork ma na to siłę, ale to i tak problematyczne, przy ilości wypalonych bełtów)

Poza tym:

Bełt przebija tarczę, zbroję, czy w co tam trafi, generalnie prawie wszystko, drewniane bale i zbroje płytowe też. Ciekawostka za wikipedią:

W XII wieku Anna Komnena, córka cesarza bizantyńskiego Aleksego I Komnena, w swej Aleksjadzie tak pisze o kuszy (nazywanej cangrą): jest to łuk barbarzyński (…) Strzały wypuszczane gwałtownie mocą cięciwy, napiętej z wielkim wysiłkiem, przebijają na wylot tarczę czy pancerz z grubego żelaza i lecą dalej. Cangra działa tak, jakby strzelał sam diabeł. Kogo dosięgnie pocisk, ten pada nieszczęsny.

Tak więc wbicie się bełtu w tarczę jest nierealne.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Po poprawkach nadal nie porywa. Czegoś tu brakuje. Akcja nie jest zbyt porywająca czy wyjątkowa.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Reg. Dzięki za wykazanie błahych błędów. Być może będzie mnie już stać na coś więcej.

Mytrix po zastanowieniu masz racje kusza nie strzela tak szybko xD

Piotrek Lecter nie wiem czego się spodziewasz po raczkującej osobie w sztuce pisania.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Eryvanie, moim zdaniem nie ma błahych błędów – skoro utrudniają lekturę, nie są błahe.

Natomiast Twoje przypuszczenie, że niebawem będzie Cię stać na więcej, napawa optymizmem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg postaram sie zeby tak było. Na pewno nie beda to wyzyny pisarskie, ale licze na to uda mi sie stworzyc coś wyjatkowego

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Eryvanie, jeśli stworzysz coś na tyle wyjątkowego, że zachwycisz czytelnika, będzie to oznaczać, że chyba wspinasz się na wyżyny. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Eryvanie, muszę powiedzieć, że jestem zadowolona, bo w tym opowiadaniu dostrzegam już ładne zdania. Im dalej w las, tym ich mniej, ale to normalne. Twoje wysiłki (a gdzieś tam i moje się znajdą) idą w dobrym kierunku. Mamy jakiś zamysł, puentę i próby plastycznej opowieści. Oczywiście nadal ogranicza cię schemat myślenia (krasnolud, kowadło, chłopy do broni, baba niezdarna histeryczka, dumny lud nieznający zakłopotania itp. – to wszystko sztampa w najtoporniejszym wydaniu, bo całkowicie poważnym, bez krzty zabawy czy humoru). No i nadal pojawiają się błędy. Wymienię tylko kilka.

 

To nie cep, czy kij. ← poczytaj zasady przecinka przed czy

ale musisz wykazać się nieco cierpliwością. ← albo wykazać się cierpliwością, albo wykazać nieco cierpliwości. To różnica

Uczeń był krępy i silny, jak na swój wiek.

Teraz dodatkowo spocony od gorącej pary, ognia i wszechogarniającego żaru, jaki bił z kuźni..

wrzucił wykuty przedmiot do zimnej wody, w celu ostudzenia i podszedł do Singrima. ← wiemy, że wykuty przedmiot wrzuca się do wody w celu ostudzenia. Nie rób z czytelnika matołka ;)

Pamiętaj, aby zawsze spoglądać na przedmiot(+,) który wykuwasz. ← przeczytaj i zapamiętaj zasady co do słowa który i przecinka

Oznajmił synowi(+,) klepiąc go po ramieniu.

Mam, jednak nadzieję

Ddodał otuchy Singrimowi. – Dobrze(+,) na dziś już wystarczy. ← zasady zapisu dialogów

To(+,) mój chłopcze, jest twój młot. ← zasady zapisu wtrąceń

– Synu, nie smuć się – Uśmiechnął się do niego stary krasnolud.

Nasza rasa to głownie kowale i rzemieślnicy, ale także wspaniali, dzielni i odważni wojownicy. ← to jest infodump, taki książkowy. Syn na pewno wie, czym zajmuje się jego rasa :D Ta wypowiedź nie ma najmniejszego sensu

Przecież chciałem dobrze – pomyślał Singrim. ← myśli zapisujemy kursywą i bez tej pierwszej półpauzy dialogowej

Na mą brodę – pomyślał krasnolud.

– Uspokój się(+,) kobieto! ← tak btw., to ona jest spokojna i racjonalna, i nawet nie krzyczy, a ty posługujesz się po prostu sztampowymi odzywkami ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

wiemy, że wykuty przedmiot wrzuca się do wody w celu ostudzenia. Nie rób z czytelnika matołka ;)

A nie w celu zahartowania? Zdaje się, że gdyby ostygło na kowadle, byłoby słabsze. Czy tam kruche, nie znam się.

Babska logika rządzi!

Finkla na posterunku! Hartowanie, z tego co kojarzę, obejmuje obróbkę cieplną i schładzanie. Ale głowy nie dam.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

No, kuje się też póki gorące. ;-) Ale nie wiem, może do hartowania to trzeba osobno rozgrzać. Nigdy nie pracowałam w kuźni.

Babska logika rządzi!

Naz błędy poprawione choć wiem, że na pewno jeszcze jest ich tam sporo. Okej! Koniec ze sztampowym opisywaniem znanych ras.

Finkla co do tego wykuwania poczytam i zmodyfikuję na tyle na ile to możliwe.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Może mnie nie porwać, ale nie dlatego, że jest za krótkie. Raczej dlatego, że dałoby się z tego pomysłu zrobić opowieść dziejącą się w realnym świecie (historyczną lub współczesną) i byłaby ona wtedy dość banalna. Czy przygody dwóch elfów są bardziej interesujące tylko dlatego, że są oni elfami? Ale jeżeli zaprezentowana opowieść związana jest ze światem jakiejś gry, to dla gracza faktycznie może być przez sam ten fakt interesująca.

 

Na koniec jednak powiem, że opowiadanie czytało mi się dość dobrze (pewnie dlatego, że było krótkie i nie zdążyłem się znudzić zanim dobiegło końca ;) ).

Nowa Fantastyka