- Opowiadanie: Niebieski_kosmita - Ujawniam siem wam, wybranym

Ujawniam siem wam, wybranym

Witajcie ziemianie, ogólnie to postanowiłem wreszcie wyjawić wam majo prawdziwą toż Zamość i historię. Czujcie się wybrańcami jak Neo bo tylko wam postanowiłem to opowiedzieć ale musicie zachowywać wszystko w tajemnicy jak coś.

Nie jestem tylko pewien jednej rzeczy mianowicie, żeby nie przepisywać mojego kosmicznego prawdziwego imienia i nazwiska to robiłem Ctrl+V, tak jak pisało w tym waszym Internecie, ale nie wiem czy to zadziałało. Bo jak nie to nie moja wina.

 

(Nie wiem, czy to dozwolone, ale dodam też coś na poważnie: dawno pisanie nie dało mi takiej rozrywki. Czy coś ze mną jest nie tak? O.O)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Ujawniam siem wam, wybranym

Niebieski kosmita Haliwsar Tivelrar, mający siedemnaście macek w różnych miejscach, których normalnie byście się nigdy nie spodziewali, obudził się ze snu, który śnił przez całą noc. Ale było jeszcze ciemno, albo wiem na planecie UB-788, na której mieszkał, słońce wschodziło tylko co drugi dzień. Była to w ogóle dziwna planeta. Ziewnął swoją zębatą paszczą i powiedział:

– Hultrwel trutpen – co znaczyło w jego języku: Ale dziwny miałem sen.

Zanim jednak zdążył pomyśleć głębiej o swoim śnie, trzęsienie ziemi zatrzęsło ziemią, a właściwie nie ziemią, bo planeta UB-788 była zrobiona z metalu, to znaczy była całkiem mech nizowana, właściwie to była jednym wielkim robotem. I ten robot też się budził ze snu, którzy wcześniej śnił.

– Trutwas deprytuik… rupewaf thgg – mruknął kosmita, a to znaczyło: Jak ja nienawidzę tej planety.

Pochodził z odległego układu gwiezdnego, w którym były cztery gwizdy i dwie planety, dlatego tam było dużo więcej dnia niż tutaj. Dlatego mu się nie podobało. W dodatku musiał przelatywać codziennie 456 311 789 kilometrów, żeby pójść do pracy, i tam też było ciemno, chociaż to już była inna planeta tam gdzie pracował, ale podobna. A pracował przy produkcji supernowoczesnych kompów, umieją cy h nawet myśleć i mówić.

Ubrał skafander (a nie było to łatwe z powodu jego macek) i poszedł, albo popełzł, jak kto woli, do terminalu, skąd miał odlecieć statkiem kosmicznym do pracy. Po drodze jadł śniadanie, składające się z oczu Arkturiańskiej foki i pieczonych udek ślimaka z Alshaina, i myślał o swoim wyśnionym śnie. Planeta trzęsła się coraz bardziej, dlatego idąc lub pełznąc potykał się.

Tyrmun gurweun, olkartsakk jaarpew? – pomyślał Ctrl+V, co znaczyło: Ciekawe, co śniło się planecie?

Jemu śniły się gwiazdy, to chyba te z rodzinnego układu, ale nie był pewien bo było strasznie jasno i nie widział dobrze. Jasno też było przez te gwiazdy. I to w ogóle był proroczy sen, tego też pewnie byście się nie spodziewali ale on jeszcze o tym nie wiedział, bo to dopiero miało się okazać w przyszłości.

Pełznąc zaszedł do portu, a tam okazało się, że strajkujący urządzili strajk, i statki nie latają.

(Od teraz nie będę już pisał co kosmita powiedział w swoim języku tylko od razu będę tłumaczył, ale nie myślcie że on mówił po polsku czy coś)

– No i co teraz? – zastanowił się głośno Ctrl+V. – A niech to supernowa trzaśnie!

– O, to ty! – usłyszał swoimi ultradźwiękowrażliwymi uszami. Przesunął swoje oczy na tył głowy i zobaczył Kimelreana Ypsundlasa, kolegę z pracy ale on nie robił kompów tylko zamiatał podłogę. A tak naprawdę to nie był jego kolega bo on go nie lubił.

– To ja – potwierdził.

– Ale słabo, nie? Nie możemy lecieć do pracy.

– Słabo – zgodził się.

– To co robimy? Może pójdziemy do baru?

– No dobra….

W sumie nie miał ochoty iść z Ctrl+V do baru ale nie miał za bardzo innego pomysłu. Jakby ewentualnie odwołali strajk to byłoby fajnie (w sensie on tak myślał), ale na razie raczej nie wyglądało na to. I poszli, albo popełzli, jak kto woli.

Kiedy weszli do środka nikt się na nich nie obejrzał tak jak to się zawsze dzieje w tych głupich opowiadaniach fantasy, ale wtedy planeta zatrzęsła się bardzo mocno i po raz ostatni, a kosmita się potknął i przewrócił. I wtedy już popatrzyli i zaczęli się śmiać. A niektórzy mieli po kilka paszcz więc śmiali się głośno jakby było ich dużo więcej.

– NIE ŚMIAĆ SIĘ!!! – rozległ się nagle głos planety-robota co już się obudziła. Bo ona pilnowała żeby nikt nikomu nie robił krzywdy. I umilkli, a Ctrl+V wstał.

– Nic ci nie jest? – zapytał ten drugi. On się nie przewrócił bo miał mniej macek, tylko dziewięć, i łatwiej mu było chodzić czy też pełzać, jak kto woli.

– Nie – odparł pierwszy (główny bo cha ter).

Wzięli sobie po szklance soku z kosmoarbuza i usiedli, ale nie na swoich czterech literach, bo nazwa tego, na czym usiedli, miała całe mnóstwo liter i nie dałoby się jej tu zapisać dlatego jej nie zapisałem.

– Co tam u ciebie?

– Aaa, po staremu.

– To fajnie.

Jak widać, rozmowa widzialnie się nie sklejała.

– Noo, a u ciebie?

– Aaa, kupiłem sobie sdraeprla.

A to było takie zwierzątko domowe coś jak wiewiórka, tylko miało więcej oczu i macek.

– Aha. A po co?

– A nie wiem.

– Może żeby go zjeść? Ha, ha!

Tamten popatrzył się dziwnie jak na debila którym sam był ale o tym nie wiedział, co tylko dobitnie pokazuje jak wielkim był debilem.

– Nie śmieszne.

– O przepraszam, ja się śmieję, ha ha! – wtrącił się jakiś koleś. Obrócili wzrok i spojrzeli na niego, bo głowy nie musieli obracać jak już mówiłem. A tamten koleś w ogóle nie miał macek ani nic, i wyglądał strasznie dziwnie bo miał dwie nogi i dwie ręce. (W sensie że dziwnie dla nich)

– Idź stąd – powiedział Ctrl+V. (ten nie główny bo cha ter)

– Tak naprawdę zwróciłem waszą uwagę bo chciałem ci coś powiedzieć. Pochodzę z bardzo odległej planety gdzie nikt nic nie wie o istnieniu kosmitów, tylko supertajna organizacja iluminacji, do której należę. Planeta nazwa się Ziemia…

– Uwaga!!!! – rozległ się kszyk i rozległy się odgłosy strzałów z miotacza laserowego. I pokazali się zabójczy mordercy z planety Ixiowahh, a oni byli generalnie znani z zabójczości. Nasi bo cha tero wie skryli się pod stołem a tam nie było dużo miejsca, a sprawę znowu utrudniały macki.

– Kurde, wiedziałem!! – zawołał człowiek. – Chcą mnie zabić, żeby zatrzymać proroctwo!

– Jakie proroctwo?

– Musisz przylecieć na Ziemię, Ctrl+V. Ukryjesz się w skórze człowieka i będziesz pisał ludziom opowiadania, opowiadające o kosmitach, ale tak żeby się nie skapnęli że ty jesteś kosmitą.

– Będzie mu ciasno w takiej skórze bo on ma mnóstwo macek – wtrącił ten drugi. – Ja mam mniej, to dlaczego nie ja?

– Bo tak zostało napisane w księdze iluminacji – odparł człowiek. – A tak w ogóle to nazywam się Elon Musk.

– Miło mi, Ctrl+V – powiedział drugi i nastąpił zwrot akcji bo akurat wtedy strzał lasera przestrzelił mu głowę, mimo że siedział pod stołem.

– O, nie! – powiedział pierwszy.

– Szybko, uciekaj! Ja cię będę osłaniał! – krzyknął Musk i wyskoczył spod stołu, strzelając takim wielkim działem laserowym, większym niż te tamtych.

Kosmita też wyskoczył i pobiegł do tylnego wyjścia, które na szczęście nie było obstawione przez obstawę tamtych z laserami. Planeta odezwała się: – Nic ci nie jest?

– Nie – odparł on.

– To dobrze. To ja ich teraz zniszczę – stwierdziła planeta i nagle cały budynek spadł w przepaść, co to się otworzyła pod nim.

– Tylko nie to! Tam był Elon Musk!

– Spokojnie, kolego – usłyszał głos z tyłu i znowu przesunął swoje oczy. A tam stał ten sam człowiek i się uśmiechał takim dziwnym uśmiechem. I kosmita się zdziwił.

– Prawdziwy Musk jest na Ziemi i czeka na ciebie a tu przysłał swoje klony – wyjaśnił.

– Dobrze. Jak się przedostaniemy do statku komicznego? Przecież w porcie strajkują.

– Luz, mam własny statek. To znaczy Elon ma.

– Aha.

No i poszli, albo popełzli, (chociaż w sumie tylko Ctrl+V pełzł) jak kto woli, przez miasto do supertajnej bazy Muska, ale mieli się na baczności bo nigdy nie wiadomo czy nie zaczną strzelać. Ale nie zaczęli, co było w sumie dość dziwne ale co zrobić.

– Pamiętaj o proroctwie – rzekł Musk, wpychając macki kosmity przez drwi statku. – Ludzkość musi zostać uświadomiona ale powolutku, bo się zrobi rzeźnia.

– Zrozum ale.

– Powodzenia – powiedział on i znowu rozległy się odgłosy strzałów laserowych, a także maserowych, czyli było już ostro. Elon szybkim ruchem zamknął drzwi i uruchomił rakietę do startu.

Kosmita, startując w rakiecie, widział przez okno, jak ze wszystkich stron biegną zabójczy mordercy z Ixiowahh, a z drugiej strony klony Muska. I wybuchnęła wielka bitwa ale rakieta już wyleciała w powietrze (to znaczy nie eksplodowała tylko wiecie o co chodzi), a potem w kosmos. Najpierw w pod przestrzeń, potem w środo przestrzeń a na końcu w nad przestrzeń i wtedy już pędziła z prędkością warp milion. I wtedy niebieski kosmita zobaczył te same gwiazdy co we śnie, i wszy s co zrozumiał, i znowu poszedł spać bo był strasznie zmęczony przez to wszy s co.

Koniec

Komentarze

Elon Musk wysłał w kosmos samochód odtwarzający “Space oddity”, dlatego brakuje mi tutaj tej piosenki ;) 

Teraz się boje po pżeczytaniu tego opofiadania bo to wielka tajemnica a ja się boje tajemnic i tera się boje ze zrobią mnie kszywde te kosmity zabójcy. Wolałem nie wiedzieć ale jak jusz wiem to nikt nie powiem.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Nooo, Elon Musk to wgl spoko ziomek bo go poznałem tak jak muwiły klony jak przyleciałem tu na Ziemię. Dzienki za komentasz.

Precz z sygnaturkami.

Jezus ma ryjA

Stań się, kim jesteś.

Udana grafomania. Może w kilku miejscach delikatnie przekombinowane, ale ogólnie tekst jest zabawny. Dobrze wyszły np. dialogi, Elon Musk, no i zdanie: „Tamten popatrzył się dziwnie jak na debila którym sam był ale o tym nie wiedział, co tylko dobitnie pokazuje jak wielkim był debilem.” xD

Fajnie też, że nie upchałeś tekstu błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi.

 

I wybuchnęła wielka bitwa ale rakieta już wyleciała w powietrze (to znaczy nie eksplodowała tylko wiecie o co chodzi), a potem w kosmos.

Tutaj według mnie wtrącenie nie jest konieczne. Kiedyś w grafomanii chodziło właśnie o takie zabawne potknięcia językowe, których autor-grafoman pisząc tekst może nie zauważyć. Ale w sumie wszystko się zmienia, wtrącenie może zostać, jeśli podoba Ci się jak jest ;)

 

PS. Ciekawe, czy mój komentarz będzie jedynym niegrafomańskim pod powyższą autobiografią :D

Jezus nie ma ryja tylko twasz!! i nie wiem co to miało znaczyć.

A pan szympans napisał dużo mondrych słów co ich nie rozumiem, ale hyba się spodobało także dzienki.

PS co to za jeden ten grafoman???

Precz z sygnaturkami.

PS co to za jeden ten grafoman???

Grafomania – słowo powstało ze złączenia dwóch innych [1][2]. Grafoman to osoba, która ma zamiłowanie do matematycznego myślenia, dlatego opowiadanie jej autorstwa jest wybitnie przemyślane pod kątem logiki.

[1] Graf – struktura matematyczna służąca do przedstawiania i badania relacji między obiektami

[2] Mania – bardzo mocne zamiłowanie do czegoś

 

PS. Niebieski kosmopolito, nie obrażaj Mojej osoby. Ludzie mawiają mi, że swoja twarzoczaszka jest taka jakby mi od szympansa wyciągnęli i przymocowali niczym maskę zorro z wyciętymi oczami na oczach. Ale ja nie zaliczam się to tej małpy człowieko-kształcącej, bo mi wikipedia podpowiedziała, że na naszym globusie żyją dwa gatunki szympansów i… „Obydwa gatunki są najbliżej spokrewnione z rodzajem Homo”. Tfu!

A to ok :)))) zero spiny jak coś proszę pana szympansa oczywiście

Precz z sygnaturkami.

Początkami opowieści miałam podejrzenie, że przyjdzie mi robić to czego nie zdołam polubić, a mianowicie czytać o sennych majakach siedemnastomackowgo niebieskiego kosmity, ale się rychło zorientowałam, że nic z tych rzeczy, tylko żeby po problemach z komunikacją najlepiej się udać do baru, nawet jak się kogo nie za bardzo lubi, bo tam zawżdy się wydarza coś godnego uwagi i zainteresowania. I tak było też tym razem, więc moja lektura jest bardzo usatysfakcjonowana, a jeszcze nawet tym bardziej, że przeczytałam że Autora-Twórcę też to bardzo i niecodziennie rozbawiło jak pisał.

Tylko mi się nie podobają czerwone wężyki co pod literami ustawionymi w słowa i wyrazy chodzą albo pełzają (jak kto woli).

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeprowadziłem badania na szeroką skałę nad czerwonymi wężykami! i podchodzę do wniosku iż wężyki gniazdują się pod niektórymi słowami których nie lubi om. Często to są skomplikowane słowa ale nie zawsze. Ale często wy starczy dodać odstęp albo kilka w smrodku, znaczy środku, słowa, al bo jakąś literę zmielić i już. Tag zrobiłem i jest ich mniej, dziękować za uwagę!!!

Precz z sygnaturkami.

Bardzo dobrze, Autorze Niebieski Kosmito, że zrobiłeś Tag, (choć on już dawno był zrobiony i popłynięty), ale ten Twój Tag też się przydał, bo oznaczył i wiadomo o co chodzi i do którego konkursu należy opowiadanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No nie zły kamingałt zapodał eś. W szyciu bym nie podejrzała że ty na prawdę jesteś kos miką. Bardo minie za skoczyłeś normalnie. Sok i nie do wieża nie.

Ale fajoskie przy gody bogate Ra. Misie.

Babska logika rządzi!

Niebieski kosmito,

Spodobało mi się, że pozostawiłeś mi wybór w kwestii poszedł czy też popełzł. Reszta wyjaśniona łopatologicznie. Przyjemna, niekłopotliwa lektura. Nawet błędy ortograficzne ładnie się tutaj prezentują. 

Dzień ki wam trojgu za komentarze! Superowo że wam się podobało i w ogólnie to chciałem podziękować: mojej mamie która we mnie wieży, mojemu psu co jest strasznie śmieszny i w łaty no i wszystkim Czytelnikom!!! A w ramach specjału na 13 komentarzy idę do KFC!! Koch am was.

Precz z sygnaturkami.

A co zrobi sz na 14 komci?

Babska logika rządzi!

Ale to przecie sz nie jest okrągła licz ba! tak jak 13. Trójka s tylu ma takie zaokrąglenia i przez to je s okrągła nie?? Heloł??

Precz z sygnaturkami.

A, sorki. Nie jest em bobra z matmy.

Babska logika rządzi!

A ja jest em bardo dobry (nie chwałą c się), bo na mojej planecie wygrałem taki jeden koń kurs szkolny xd i dostałem w ogóle super zajefajną nagrodę nie zgadła być! Taką kolorową kostkę co można ją kręcić i trzeba ułożyć take same kolory.

Precz z sygnaturkami.

O, na to graty! To jakaś wypas i ona kostka musi byś. Ja kojarz e tyko talkie do rzuca nie, co majo kroki na ścinach. I one som dla minie wystarcza jąco trudne.

Babska logika rządzi!

Fajowe opko takie kosmiczne i wgl super że wszystko porządnie wyjaśniłeś np to że rakieta nie eksplodowała tylko wyleciała w powietrze a potem w kosmos bo człowiek to ma różne głupie pomysły i nie rozumie.

Uśmiałam się. :D

Milo mi :) zgadzam się że wy ludzie macie różne łupie pomysły! dlatego musi alem wszystko tak tłumaczyć. Ale to nie problem bo mam Misję od samego Elona Muska w końcu :D

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka