- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - " Pieśń o Arkadiusz " -dzieło fantazy

" Pieśń o Arkadiusz " -dzieło fantazy

Szanowni Państwo ,

 

jednakowoż ,postmodernistyczna dusza moja została wstrząśnięta a poruszona ,gdym ujrzał był ów kardynalny prospekt literackiego konkursu .Odczytawszy zaś nagłówek " Grafomania " ,chyżo skonstatowałem ,iż jest ów konkurs czymś dla mnie zgoła nieodzownym .A to z takiej przyczyny ,że – jak wiadomo - z greckiego :" gráphein " oznacza pisać ,tworzyć ,istotę świata chwytać i na pergamin przelewać ;" mania " zaś – szaleństwo ,twórczy szał ,który spala duszę i penetruje najskrytsze pokłady jestestwa .Grafoman zatem nikim innym zwan być nie może ,jako właśnie tym ,kto tworzy dzieła tak ambrozyjskie ,że go ta twórczość pali ,pochłania ,wierci do najgłębszych komór wrażliwej ,acz na swój sposób prężnej jak stal sprężynowa ,co to ją kowal w kuźni do czerwoności rozgrzewa i weń młotem okrutnym wali ,duszy ! Któż jest zatem grafomanem jeśli nie ja ,drodzy państwo ! Z całym szacunkiem ,ale bez znajomości choćby języków klasycznych ,których Państwo – jak mniemam – nie znają ,nie można liczyć na miano Grafomana .Ani nawet do miana owego pretendować .Dlatego jestem nim ja ,nie Państwo .

Pojawił się mi wszelakoż ów pewien niejaki problem ,jakowoż nie miałem jednak pojęcia czym jest fantastyka .Postanowiłem nie podchodzić do sprawy tak in excelsis Deo ,a poszukać miast tego wiedzy u źródeł ,azaliż dokonać tak zwanego " resaerchu " . Dowiedziałem się wonczas ,że ta cała " fantastyka " to opowieści ,alea iacta est ,o różnych elfach ,wróżkach i krasnoludkach .Zdumienie ogarnęło mnie naonczas niezmierne ,jako iż przekonan byłem ,że takie tematy interesujące mogą być jedynie dla dziatwy .Przez chwilę mój udział w konkursie znalazł się pod przysłowiowym znakiem zapytania !!!

Atoli ,biorąc sobie do serca przestrogi Platona ,mówiące ,iż axis mundi ,doszedłem byłem do wniosku ,że nie mogę odbierać Państwu zaszczytu przeczytania mojej opowieści .Postanowiłem zatem oświecić mym skromnym blaskiem ów ,nie bójmy się użyć tego słowa – pośledni gatunek ,jakim jest fantastyka .

Macie zapewne ,drodzy Państwo ,niejakie troski a obawy ,azali tak utalentowany postmodernista ( Ja ) nie ucierpi artystycznie biorąc udział w turnieju ,mającym charakter niewątpliwie ludyczny .Imć Beryl stwierdził nawet ,że opowiadaniu przynależne jest bycie zabawnym ! Ótóż ,moi mili Państwo ,o ile Wasza troska o skarb narodowy ( Mnie ) jest chwalebna ,to obawy te są nomen omen nieuzasadnione ,gdyż o wielkości człowieka świadczy również – tak ! – jego zdolność i zamiłowanie do żartobliwych gagów i krotochwil ,które jest u mojej osoby niemal tak gargantuiczne jak u Was ,pospolitych śmiertelników .

Zatem nie przeciągam dłużej ,gdyż ,jak wiadomo, senatus populus quo romanus ,i zapraszam do konsumpcji niżej wymienionego utworu .

 

Podłączam wyrazy szacunku ,

 

E .L .Loboś-Muymalewski

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

" Pieśń o Arkadiusz " -dzieło fantazy

Uwaga!!!

W celu optymalnego odbioru poniższego tekstu uprasza się o czytanie wszystkich głosek “ ł ” przedniojęzykowo-zębowo .

 

Podziękowania

 

Dziękuję oczywiście sobie samemu ,za zniżenie się i zstąpienie do maluczkich ,i oświecenie ich błyskiem mego talentu .

 

 

 

Ty ,który pieśni tej słuchasz ,

Czy masz na imię Zosia ,czy Łukasz ,

Wiedz ,że wojownik wielki wystąpi

W tym opowiadaniu .

 

 

Przedsłowie

 

Niepoślednich rozmiarów ptak z gatunku sępowych zakłapał krzywym dziobem . Rozpostarł skrzydła i wicher ,co się był akurat zerwał ,w nie załomotał . 

–Rrrraaa !-zaryczało ptaszysko, bijąc skrzydłami powietrze ,jako ten kuchcik bije tłuczkiem mięsiwo na kotelety .

Jegomość sęp okiem bystrym jak rzeka patrzał w dół wzgórza . 

Był to rok ano domina tysiąc sto dwudziesty siódmy " ( … ) dziwny rok ,w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia " (Sienkiewicz ,1991) . W dole wzgórza ,co to na nim sęp ów ptaszny siedział ,podążał był naonczas jeździec ,w płaszczu rozwiewanym przy pomocy wichru .Ptaku ciekła ślinka i burczało w brzuchu ,bo wiedział ,że tam ,gdzie się ów człek pojawia ,zawsze jest moc trupów ,dzięki którym ptak może głód swój owy nasycić .

Jeździec wstrzymał konia i majestatycznie połechtał wzrokiem widnokrąg . Włosy miał długie ( jeździec ,nie widnokrąg ) ,białe ,spięte w kok ,a także i długą siwą brodę splecioną w dwa warkoczyki ,a to dlatego ,że był krasnoludkiem .Znajdował się też w posiadaniu 3 sztuk oręża ,a w szczególności – jednej szabli na ludzi ,drugiej na potwory i trzeciej na wszelki wypadek .Jak każdy krasnoludek miał też szpiczastą czapkę i czerwony kubrak ( jak widzicie ,drodzy Czytelnicy ,zrobiłem dogłębny resaerch ) . Kubrak ów był koloru amarynowanego ,ażeby nie znać było na nim krwi ,utaczanej z żył pokonanych wrogów ,w tej liczbie głównie goblinów i smoków .

Krasnoludek nazywał się Arkadiusz i podróżował był naonczas przez Równinę Bulgur . Zmierzał het ,het ,przed siebie ,aż tam gdzie majaczył masyw Gór Mountains ,bo tam właśnie został wysłany przez swojego króla ,którego rycerzem był on ( Arkadiusz ) . 

Król Euzebiusz ,bo tak zwał się ów monarcha ,wysłał Arkadiusz na samotną wyprawę ,której celem było oswobodzenie wioski Cewniki z rąk stowarzyszenia goblinów .Wszyscy inni rycerze króla zginęli otruci wskutek spisku ,który miał miejsce niedługo przed wyjazdem Arkadiusz ,tedy Arkadiusz samojeden podążać na wyprawę musiał oną . Król atoli ,takoż nie mógł z nim jechać ,bo po śmierci swych rycerzy załamał się był chłopina i siedział zamknięty w swym zamczysku ,choć nie w komnacie ,a w osłupieniu .

-Choroba-mruknął był wojownik na znak ,że nie jest zadowolony ze swego losu i bo wiedział ,że tak łatwo tej misji nie wypełni ,o nie . Zdawał sobie sprawę ,że droga czeka go trudna i wiele okrucieństw ostrzy sobie na niego zęby ,a może i szable .

 

 

Wstęp

 

Najsamprzód dotarł był Arkadiusz do oazy , gdyż równina , którą podążał była tak naprawdę pustynią . Żar lał się z nieba i rycerz poty wydobywał z siebie niezmiłowane . Zasłoniwszy ręką oczy od słońca i spojrzawszy w niebo , sęp kołował w powietrzu. Niewielka była to oaza , a przy tym całkowicie sucha i wszelakiej roślinności pozbawiona , jeśli nie liczyć gaju palmowego , a także zbocza porośniętego winoroślą i gęstych krzewów czarnej porzeczki , które porastały trzy hektary ziemi . Ziemie owe były w tym województwie wyjątkowo żyzne i wilgotne , dlatego znajdowała się tu również całkiem pokaźnych rozmiarów połać lasu równikowego . W jej centrum zaś oazy płynęło jezioro , wypełnione po brzegi niebieską wodą , która błyszczała świecącym z nieba słońcem . Jezioro otaczał gęsty las , składający się z sosen . Arkadiusz odetchnął głęboko , wciągając w nozdrza zapach szyszek .

–Zatrzymajmy się tu na nocleg– powiedział Arkadiusz do swojego przyjaciela minstrela , który miał na imię Bevareaux de Besançon , choć wszyscy mówili na niego Loczek . Minstrel był jedynym , który zgodził się wyruszyć z Arkadiusz na niebezpieczną ,bądź co bądź ,wędrówkę . Wielki Mag ,wysyłając Arkadiusz na wyprawę powiedział , że Bevareaux de Besançon na pewno będzie dla niego dobrym towarzyszem , choć żaden z niego woj . Ale któż może wiedzieć , jaki los czeka śmiałków , może to właśnie osoba Bevareaux de Besançon przyczyni się do nadania zgoła innego biegu wydarzeń , niż by się były wydarzyły , gdyby minstrela nie było ( na wyprawie ) .

–Ale po co ? Przecież jest dzień !-rzekł Bevareaux de Besançon i, jak widać , już wtedy jego obecność okazała się przydatna , gdyż dzień istotnie miał wtedy miejsce . Bevareaux de Besançon zaintonował skoczną melodię na swojej harfie . Miał on loki na głowie i dlatego przezywano go Loczek . Był także blondynem , jednak nie wiedzieć czemu nikt nie przezywał go Blondaskiem albo czymś innym w tym guście . 

–Ano ,tak– odrzekł Arkadiusz na znak , że zgadza się z tym , co powiedział Bevareaux de Besançon . Tak, więc pojechali dalej , roześmiawszy się uprzednio z zaistniałej sytuacji dialogu na temat pory dnia .

 

 

Prolog

 

Jechali przez pustynię . Słońce chyliło się ku zachodowi i jego czerwone promienie świeciły na żółto . Arkadiusz oraz jego towarzysze Bevareaux de Besançon i Chuy de Cayo de Cuantanamera rzucali długimi cieniami na piasku pustyni , kiedy ich wielbłądy oświecały promienie zachodzącego słońca . Atmosfera była na tyle luźna , że Bevareaux de Besançon wyjął zza pazuchy swoje wierne gęśle i począł na nich brzdąkać , intonując krotochwilny rapsod . 

Wtedy to zaatakowały Elfy .

Zakradły się do bohaterów ” jak ważka na przykucniętych kolanach “ ( Maras ,2018 ) .Były wielkości zaciśniętej pięści i miały skrzydła jak motyle . Trzepotały nimi niezmiernie prędko , unosząc się w powietrzu wokół trzech wojowników . Ubrane były w zielone kubraczki i seledynowe czapeczki . W rękach trzymały łuki i strzały maleńkie jak igły .

–Stójcie !-zapiszczał przywódca Elfów , mierząc malutkim łukiem w Bevareaux de Besançon . Minstrel zatrząsł się ze strachu , wiedział bynajmniej , że z Elfami , choć są małe , żartów nie ma .

–Hahahahaha !-roześmiał się Arkadiusz na znak , że go to ubawiło , nie na wesoło jednak , o nie , a bardziej na ponuro i toteż ponury był to zaśmiech . Żeby nie powiedzieć – złowrogi . Arkadiusz wyjął tedy swój łuk . Był on bowiem najlepszym łucznikiem w królestwie , bo od urodzenia codziennie całymi dniami , od rana do północy , a nawet do wieczora , ćwiczył strzelanie z owegóż ( łuku ) .

–Nie chcemy was zabić– pisnął Elf .–Tylko wyzywam cię ,Arkadiusz ,na zawody łucznicze .Jeżeli wygram , oddacie mi wasz pierścień , z którym jedziecie w Góry Mountains z polecenia Chuy de Cayo de Cuantanamera , Wielkiego Druida .

Arkadiusz pokręcił głową na znak , że się nie zgadza , choć zrozumiał , co Elf do niego powiedział i przemyślał to , aczkolwiek jego decyzja była niezgodna z wola Elfa . Elf posmutniał wtedy i łza wypłynęła z jego oka , spadła na rozgrzany bezlitosnym słońcem piasek pustyni , zaskwierczała i wyparowała , unosząc się do góry pod postacią malutkiego dymka pary wodnej .

A wtedy Arkadiusz zaatakował Elfa . 

Wypalił z łuku z głośnym hukiem . Strzała poleciała , rozcięła z podejrzliwym jękiem gorące powietrze pustyni i urwała Elfowi rączkę , w której trzymał broń . Mały łuczek spadł na piasek ,a Elf zawył jak ranny łoś . Z kikuta ręki krew drzyzgała naokoło , a na domiar złego spanikowany Elf kręcił się wkoło jak bąk , rozbryzgując krwawicę na wszelakie persony przy owym zajściu obecne . Drugiemu Elfowi wytrysnął w twarz tak niefinansownie , że namalował mu czerwony pasek w poprzek twarzy. Trzeciemu ochlapał zielony kubraczek , a do czwartego krew wprawdzie nie doleciała , ale on tak czy siak zgiął się w pół i zrzygał .

Wtedy Bevareaux de Besançon wyjął lutnię i zaintonował Pieśń Mordu . Muzyka była taka przewrotna , że wszystkie Elfy nagle eksplodowały malutkimi wybuszkami , rozrzucając wkoło równie malutkie flaczki , strzępki ubranek oraz kostki , wyglądające jak rybowe ości . Taki to był koniec Elfów .

Arkadiusz otarł twarz ze szczątków i aż jemu samemu popłynęła krew z nosa od tej Pieśni Mordu , choć oczywista daleko mu było do eksplozji . A to dlatego, że Bevareaux de Besançon wcześniej rzucił na niego zaklęcie , które chroni przed Pieśnią Mordu . Rzucił je też na siebie i dlatego nie wybuchł .

–Ach !-zawył tedy Arkadiusz , patrząc w niebo niewidzącymi oczyma .–Czemuś nas wysłał na tę wyprawę , o wielki Chuy de Cayo de Cuantanamera ! Przez to zmuszon byłem uśmiercić te oto Elfy , których jedyną przewiną było , że ich los niezdolnymi do zrozumienia stworzył , co to się dzieje w świecie , jak się sprawy mają , a przecie nie zawsze jest tak , że sprawy taki a nie inny obrót przybrać muszą ! Och, niech będę przeklęty ja , i moi druhowie Bevareaux de Besançon i Chuy de Cayo de Cuantanamera , którzyśmy przeca jedynie wiecznie dobra pragnąc , wieczne zło czynim !

Takie to rozterki moralne miał Arkadiusz , ponieważ był on królewskim kapłonem , który całymi dniami spowiadał się i studiował uczące księgi o religiach i moralnościach , więc i do takich rozterek miał talent a ciągoty .

Ale cóż było robić , służba nie drużba , więc pojechali dalej .

 

 

Rozdział I

 

Cała nasza piątka dotarła tedy dnia siódmego miesiąca Nissan do Gór Mountains . Tam trafili na szlag który piął się w górę prosto jak strzała , zakręcając wokół kamieni i skalnych załomów . Teren jawił się jako skalisto-kamienisto-sosnowy , przyprószony lekką domieszką czarnoziemu i brązowoziemu , a nawet zielonoziemu , tam, gdzie rosła trawa .

Stanęli podówczas na skalnej półce i pod nimi rozciągał się pamiętny landszaft Doliny Bulgur . Bystro wijąc się wśród pagórków leśnych i łąk zielonych , podążała doliną rzeczułka zwana River . Mieniły się jej wody przaśnie a chyżo , kiedy tak sobie płynęła , meandrując wśród roślinności szeroko rozciągnionych . Rozglądawszy się wkoło , dostrzegł był Arkadiusz jakoweś wejście , jakąś dziurę hebanową wydrążoną w skalnej ścianie , co ni chybi jak wejście do jaskini wyglądało ono .

Wonczas z jaskini wyjszła dziwna , fantastyczna ( jakżeby inaczej ) istota . Miała tedy była istota owa jednakowoż pajęcze nogi , w liczbie ośmiu sztuk , rozcapierzone na wszystkie strony świata . A długie były te nogi takie , że choćby i Ulisses okręt swój budował ,i drwa na maszt doń szukał , to by i dłuższego nie potrzebował , niż te nogi były one . Chyba na metr trzydzieści najmniej , a może i więcej . Lecz wyżej , ponad nogami , w niczym kreatura owa pająka nie przypominała . A wręcz przeciwnie . Tułów miała ludzki , męski i umięśniony , jako ten Appollin rzymski , tylko nie taki biały , a normalny , koloru cielistego . Z tułowia wyrastało dwoje rąk , długich i muskularnych, a ręce te dzierżyły narzędzie miecznicze jedna , oraz zasłonę tarczową wtóra . Wyżej zaś tułowia znajdował się łeb , bardzo paskudny , przypominający ni to psa , ni to jaszczurkę , ni to diabli wiedzą co . Krzywe żółte zębiska sterczały były z owego łba , jeden w górę , nad wargą , drugi zasię ku dołowi .

Stwór powiódł po przybyłych wzrokiem mówiącym , że spał sobie wygodnie w jaskini , już miał wstawać , ale mu się nie chciało , ale w końcu musiał , bo usłyszał , że ktoś się po jego podwórcu pałęta , no to i wstać musiał , i wyjść , żeby sprawdzić ,co to się wyprawia onego dnia o tak wczesnej pogańskiej godzinie . Bo zapomniałem przedtem napisać , że nasza dzielna szóstka dotarła w góry o zimnej godzinie przedświtu .

Arkadiusz już wtedy wiedział , że potwor ten nazywa się Burumbuch i że zaatakuje atakiem straszliwym , miotając ciosy miecza wkoło , jakby chciał ich zabić . A wiedział to Arkadiusz , bo był królewskim gastrologiem i od maleńkości już ćwiczył się był całymi dniami w sztukach magicznych i przewidywalniczych , jako na ten przykład ruchów ciał niebieskich , z których to można ni chybi przyszłość wyczytać (przeszłość także , po prawdzie, jednak nikt tego nie robi , bo po co skoro i tak wiadomo co było ) . Tedy przewidywać umiał Arkadiusz jako nikt inny .

Toteż stało się ono właśnie tak jak wojownik przewidział. Z wściekłym rykiem , który oznaczał , że stwór jest zły i że właśnie ma zamiar rzucić się na bohaterów , zły stwór rzucił się na bohaterów .Zaatakował mieczem .

Ciach !

Trach !

Trzask , prask! 

Leciały skry ,gdy jego miecz zderzał się z szablą Arkadiusz . Bevareaux de Besançon ,Chuy de Cayo de Cuantanamera ,Dietmar Dietrich Ditke von Duesseldorf , Eusebio Esposito Ebbio d'Ebefrenica Edicola , Finley Fairchild Farnworth Flatlay Flemming of Fordingbridge i Gienek też atakowali mieczami , szablami , rohatynami i kurhanami , i leciało tyle iskier wkoło , że aż zajął się od nich sosnowy las , co to był porastał okoliczne regiony . Płomienie buchnęły z owego lasu , szybko urosły niemiłosiernie , pochłonęły sosny i kosodrzewinę , aż otoczyły walczących .

Wtedy to Arkadiusz wpadł na szczwany plan . Żeby stwora szabelką nie ciachać , to kopnął go był z rozbiegu , z całej siły ,w miętkie . Bo Arkadiusz był najlepszym piłkarzem w królestwie , gdyż od urodzenia całymi dniami grał w piłkę , więc i kopnięcie miał tęgie . I pod siłą tego kopnięcia stwór poszybował po łuku między płonące sosny . Dał się słyszeć potwora wizg i przekleństwa jegoż . A potem ,płomieniami się zająwszy , zaskwierczał był stwór jak kiełbasa na rożnie . I taki właśnie był koniec Burumbucha .

 

 

Epilog

 

Tedy , pokonawszy stwora fortelem ,był Arkadiusz monstrualnie z siebie zadowolon . Pomyślał , że przecie poradził sobie z Burmubuchem , mimo że został na wyprawie sam , bo Bevareaux de Besançon zginął w oazie zjedzony przez jeziorną ośmiornicę , czy też może była to hydra , czy jeszcze insze jakieś coś , w każdym bądź razie wieloszyje i wielogłowe , łuskowate i ze wszech miar odrażające . Ale to nieważne . Naonczas , sam ów Arkadiusz szedł teraz dalej w góry , żeby wypełnić swą misję , z którą w pierwszym miejscu był wyruszył , czyli odnaleźć magiczny korzeń Krzaku Krzewiny .

Wyszedł tedy wysoko , no , dość wysoko w góry , choć nie tak znowu strasznie . Szedł taką wąską ścieżyną , aż dotarł na miejsce , gdzie rosło drzewo ( akacja ) , a pod drzewem ( akacją ) rósł krzak . Arkadiusz wiedział był , że krzak ów to nikt inny jak słynny ów Krzak Krzewiny , bo w królestwie Arkadiusz był słynnym na całe królestwo botamikiem , bo od dziecka już całymi dniami studiował botamiczne księgi i atłasy ,i chodził po lasach i po krzakach ,i je badał . Dlatego bez ochyby odgadł , że ów krzew to jest ten Krzak Krzewiny .

Wyjął zza pazuchy saperkę i jął kopać pod Krzakiem . Zarówno w końcu , jak i w pocie czoła wydarł korzeń , otrzepał go z ziemi i schował do mieszka , który to mieszek wsadził za pazuchę . Już szykował się do drogi powrotnej , rad i wesół , że zadanie wykonał , gdy usłyszał jakieś podejrzane biadolenie . Odwróciwszy się , korzeń z wrażenia wyleciał mu zza pazuchy . 

Otóż pod akacją ujrzała się osobliwa postać . Była to staruszka , stara i przygarbiona . Z twarzy wyglądała na starą , a z sylwetki na starą , bo była przygarbiona . W ręce trzymała sękaty kostur i rzecze do Arkadiusz w te słowy :

–Oooooo , panie ślachetny , ja żem jest królewna , ino zaklęta w staruszkę . Weźże mi pomóż i mię odczaruj !!!

–A jak mam cię odczarować ?–zapytał Arkadiusz na znak , że nie wie , jak mógłby staruszkę odczarować .

–Oooooo , panie ślachetny–zawodziła–ty mię ucałować musisz , jak mię chcesz odczarować .

No to Arkadiusz , rad nie rad , już do babuleńki dopada i już się do całowania bierze . Ledwie musnął był suche i sztywne ( jak korzenie ) wargi staruszki , a tu jak nie huknie ! Jak nie błyśnie ! Jak nie trzaśnie ! Wybuch wielki nastąpił , wkoło się iskry wszędzie porozlatywały , białym blaskiem huknęło ,siwy dym wystrzelił i w niebo poszybował , i już nie było staruszki na półce skalnej , ale niestety nie było też królewny. 

Arkadiusz , nieco od wybuchu otumanion , jego długie wąsy były osmalone . W duchu dziękował bogom , że nie miał brody ( przecie nie był krasnoludkiem ) , bo gdyby ją miał , to by ją teraz całą osmaloną , miał. Ale dość już o tym . Bynajmniej ,dobył wonczas Arkadiusz szabli , gdyż oto w miejscu eksplodowanej staruszki znajdowała się kolosalna dźdźownica!

Kolosalna dźdźownica wyglądała prawie jak dźdźownica , jeno że była kolosalna . Zwinęła swój zezwłok pod siebie i stała , unosząc się, jako ta kobra , co wychodzi z koszyka fuckira . Syknęła , bo dźdźownice syczą , tylko te zwyczajne są takie maleńkie , że tego nie słychać . Zawinęła wielkim cielskiem i skoczyła na Arkadiusz .

Jednakoż Arkadiusz wiedział , że tę walkę jeno sprytem i strategią wygrać może , nie zaś krzepą . A był on najwybijniejszym strategiem i jenerałem królestwa , bo już od urodzenia całymi dniami uczył się tajników i arkanów dowodzenia militarnego .

Tedy zaś , kiedy kolosalna dźdźownica przelatywała nadeń , Arkadiusz wystawił jeno w górę swoją szablę . I tak dźdźownica rozpruła sobie o tę szablę brzuszysko przez całą długość , od pyska aż do końca odwłoka . Skóra dźdźownicy rozstąpiła się i Arkadiusz zalały pokłady cuchnących flaków , krwi , kału , moczu i niedotrawionego cholerstwa , które było się wyzwoliło z rozprutego żołądka . Reszta zaś potwora , lżejsza o jakieś dwie setki kilogramów po utracie wnętrzności , przeleciała nad półką skalną i runęła w przepaść . A spadając , wydała z siebie osobliwy kwik ( https://www.youtube.com/watch?v=MUL5w91dzbo ) . I tak wyglądał koniec Kolosalnej Dzwonnicy .

Pokonawszy stwora , Arkadiusz korzeń wziął i powrócił do królestwa . Dzięki korzeniowi wyrwał z dłoni śmierci córkę króla , Anestezję , i król dał mu , a ją pojął za żonę , i żyli długo , i szczęśliwie . I potem Arkadiusz to wszystko opisał w książce całą swoją wędrówkę . Książka w mig stała się bescelerem , bo Arkadiusz był najlepszym pisarzem w królestwie , bo już od pierwszego roczku codziennie i całymi dniami ćwiczył się w pisarstwie .

 

 

I ja tam byłem , choć się nie chwaliłem ,

Za zdrowie Arkadiusz piłem i paliłem ,

I choćem już stary i dziwny tera ,

To nic .

 

Fin

Koniec

Komentarze

Przedsłowie, wstęp i prolog :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

A potem tylko jeden rozdział :P

Bo gdyby onże był wędkarzem, nie zmarnowałby Kolosalnej Dżdżownicy , jeno ją wykorzystał!

Chała, nędza, tragedia, dno i pół metra mułu. Gorszego tekstu w życiu nie czytałem. Tekst ten mógłby pretendować do nagrody malinowego kleksa, wyróżnienia dla najgorszych tekstów dekady, gdyby taka nagroda istniała. Jestem wstrząśnięty, poruszony, zakłopotany, skrępowany, zniesmaczony, zdegustowany, zażenowany, nieukontentowany, zdeprymowany, skonsternowany, skonfundowany, zirytowany i jak widać, nasz język jest wystarczająco bogaty, aby móc znaleźć wiele słów, których nikt prawie nie rozumie. Nie trzeba do tego łaciny, która nadaje się do tego, co by lekarzem recepty wypisywać, których i tak nikt nie rozczyta, a farmaceuta w aptece wyda co będzie chciał, bo i tak go nikt nie sprawdzi, czy dobrze wydał to, co wydał, chyba że resztę ze stówy. Tyle mam do powiedzenia po przeczytaniu przedmowy i dalej czytać nie mam zamiaru, bo czuję się urażony, zrażony i obrażony.

Po pierwsze primo.

Jak mogłeś, niedrogi autorze, porównać naszą zacną portalową społeczność do motłochu, pospólstwa i prostych ludzi. Wszyscy tu umieją dobrze czytać i korzystają ochoczo i nagminnie z tego daru, czym już pretendują do miana elity. Ba! Wielu nawet pisze i to nie krótkie SMSy, jak prości ludzie, którzy nawet na filmach napisów w dole ekranu czytać nie czytają.

Po drugie primo.

Jak mogłeś, nieszanowny autorze, spłycić fantastykę jedynie do fantazy i to do wróżek i krasnoludków. Jak mogłeś pominąć smoki i jednorożce, wilkołaki i wampiry, czy wiedźmy i czarodziejów. Gdzie opary steampunkowych światów, pyły postapokaliptycznych pustkowi, horrorowe potworności i międzygwiezdne przygody? No gdzie? Po prostu nie chciało się zrobić porządnego riserczu. A może brak odpowiedniej terminologii w łacinie stał na przeszkodzie? Pięciolatek by więcej wygooglał.

Po trzecie primo.

Mienisz się być grafomanem, czyli maniakiem pisania, a serwujesz nam tekst na 18 000 znaków? A gdzie pozostałe 12 000? W przedmowie? Prawdziwy miłośnik pisania nie przepuści okazji, aby się wypisać do granic możliwości.

Bez poważania

Anonim

 

PS. Kraszewski, a nawet sam Homer, też pisali FANTASTYKĘ i korona im z głowy nie spadła!

Mytrix, Karol – No, bo zapomniałem jeszcze o przedmowie.

 

rybak – wykorzystywanie dżdżownic to już za dużo jak na mnie ;)

 

Unfall – ale Ty tak serio poczułeś się urażony?

Edit: dobra, załapałem. ;) E . L. Loboś-Muymalewski przygotowuje druzgocącą ripostę. 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Unfall – ale Ty tak serio poczułeś się urażony?

A Ty na serio pisałeś przedmowę? ;)

W porządku, jestem zatem pierwszym (chyba), który nabrał się na komentarz pod własnym Grafomaniowym tekstem. :)

 

Szanowny ( ? ) Panie Anonimie ,

 

otóż cała ta – rzekłbym – chmura rzucanych w stronę tekstu owegóż inwektyw , pretenduje jedynie do miana potwierdzenia , ażeli geniusz mojej osoby tylko przez wybrane persony pojęty być może . Jest to takoż przesłanka ,iż – jak mawiał Sokrates – quidquid latine dictum sit altum videtur – i niniejszym zakończam twórczość w tym “ gatunku “ , jakim jest fantastyka.

 

E . L . Loboś-Muymalewski

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Spoko tekst . Szacun za należy te w pro wadzenie czytnika w klimę. Ale Ufall ma racje, ze z tym po taktowaniem nas jak temp motłoch to po jechałeś. Ja duszo czytam i jestem wrobioną czytnikiem wiec porsze mi tu bez takich indykacji.

Babska logika rządzi!

Ja terz uwarza ze fantazy to pierdolety takie debilne dla dzieci bajki na dobranoc aby zasnęły bajek sluchajonc. Ale tobie to bdb wyszedło i wgl takie to pomynsłowe i ciekawskie. Ten gówny bochater to taki ałtentetyczny i wgl super. Jak bym dziewczyna był to bym się zakochał.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Nie snacie siem na fentezy! Za Mao czy tacie!

Babska logika rządzi!

Ojojoj, się teraz wkręcam… 

Disklejmer (na wszelki wypadek): jeśli ktoś naprawdę poczuł się urażony, to proszę o wybaczenie, nie było to moim zamiarem. Celem przedmowy było śmianie się ze mnie samego (czy raczej ze stworzonego na potrzeby konkursu autora wyżej wymienionego utworu).

 

Droga Pani Finklo, jak pisałem, przeprowadziłem – za przeproszeniem – dogłębny resaerch, co oznacza, iż w dziedzinie fentezy za eksperta poczytan być mogę!

Raduje się ma dusza, że spoko. + Disklejmer dla Ciebie, jeśli dotyczy ;)

 

Szanowny Panie Pietrek – ach tak, na tym polega właśnie głębia mego geniuszu, że nawet w tym gatunku dzieło ponadczasowe dokonać zdolna moja osoba była!

 

 

 

 

 

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Luz, ziom. Nie tak je oblegi siem pod graf manią pisało. ;-)

Babska logika rządzi!

Rozpasały nam się malowniczo losy i dzieje Arkadiusz i pozwoliły pociągnąć od pierwszych zdań aż po koniec, na końcu którego nie wiem skąd pojawił się jeden Fin, co mnie wprawiło w zdumiałość niemałą i wręcz zairygowało, bo go wcześniej ani trochę nie było, to znaczy nie występował w tym dziale.

A opowieść o Arkadiusz podobała mi się wielce, a już to szczególnie, że był dzielny i chyba roztaczał ze z siebie jakąś aurę, bo raz był sam a to znowu z całkiem licznym orszakiem towarzystwa innych postaci, które jednakowoż znowu gdzieś niknęły aż pojawił się tajemniczy Fin na koniec.

I jeszcze Ci musze szepnąć, iż nadmiernie porozciągałeś słowa od siebie, grodząc je kropkami i przecinakami, co mi okropnie utrudniło czytanie i bardzo zachęcało do rzucenia czytania w tzw. cholerę, no ale tak się nie stało.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to spoczko, ziomalko Finkla. :)

 

Szanowni Regulatorzy,

 

wielcem ukontentowan z tej li przyczyny, że się Ci opowieść podobała, a że wielce to już w ogóle. Rad żem jest, że od początku do samego końca pociągnięta opowieść przez Ciebie została, a nie na ten przykład do środka jeno, czy – Boże uchowaj – początku.

Jegomość Fin pojawić się musiał, albowiem skoro i Lechita się w opowieści znalazł, i Niemiec, i Hiszpan, Włoch czy Angielczyk, to dlaczego Fina miałoby zabraknąć, przeca nie są gorsi jacyś czy co. A że fabuły dlań brakło, to się tak symbolicznie na końcu ukazał.

Biadam tera, że Ci przecinki czytelnictwo utrudniły, albowiem strawiłem minut chyba ze dwadzieścia, żeby je wszystek odpowiednio spacjami rozdzielić. ;)

 

Z poważaniem,

 

E . L . Loboś-Muymalewski

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

a ręce te dzierżyły narzędzie miecznicze jedna , oraz zasłonę tarczową wtóra

Kwintesencja grafomanii!

 

Jakeż em nikczem czytawszy jakżem wspaniale ów dzielo! Świadom kontaktiery z boskiem dzielem, mogem umreć szczęśliw ów!

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Ach, drogi Panie Skullowski, jakżeż się me serce a dusza raduje, żeś we mnie raczył był grafomana dostrzec!

Azaliż się do zmierania tak rychło nie szykuj!

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Wzdyż azaliż ażebym skonał, a nie zemrę! Masz me ów tudzież słowo!!!

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Eee, e.. tam jak on mógł całymi dniami strzelać z łuku do północy i wieczora i jednocześnie całymi dniami kopać piłkę? To się qpy nie trzyma.

Cze piasz siem, hejterze jeden. Boga tery tak czasem majom, że wszy sitko umio, bossie od dziecka naumiali.

Babska logika rządzi!

E Pani Finklo, to ja się pierwszego razu dowiaduję, żeby wielgachne i sławą pokryte bohatery miały się czego od dziecka naumieć. No bo skąd dziecki mogą umieć, no skąd?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A widzisz, ziomala Reg. Ja nie dawno czyta łam taka książę, że w niej była dziewczynka. A na kocu się pokazało, że to buła prze brana boginia. To może od nie j siem te bohatery naumiali.

Babska logika rządzi!

Uszłeś mej uwadze, Autorze, ale się mityguję:

Wielce zdolnością pisarską nasączony Szanowny E. L. Lobosiu-Muymalewski, zaprzestań już że biadań nad postawionemi po swojemu przycinkami i innymi kropkami, bo ja już przeczytałam i teraz to mi te znaczki już żadnej krzywdy nie robią, a nawet koło staśka latają,  bo się już chyba do opowieści Twojej wracać już nie będę, no chyba że mi co odbije, to się zawrócę.

 

Pani Finklo, jedna dziewczynka wiosny nie czyni, nawet jak jest osobliwego, bo od bogów podchodzenia, to ja bym się tak nie wspierała na tym wątłym przekonaniu, że od dziecków można się czego nauczać, chyba że je poprzewijać i umywać im dupki, bo one nawet tego nie potrafią umieć, no boć to dzieci, kruszyny jeszcze nienaumiałe niczego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drodzy Państwo, 

ja również i anal logiczne miałem wątpliwości, czy aby lza się od dziecka czego uczyć, a tym więcej kilku rzeczy naraz. Prędkom jednak skonstatował, że skoro w takiej to dyrekcji mnie mój własny geniusz pociągł, tedy to i słuszność, i takoż prawda objawiona być musi.

Szanowni Regulatorzy, rad jestem niesłychanie, że znaczki krzywdy już nie czynią, zmartwion jestem jedynie z takiej to przyczyny, że biednemu Staśkowi nie dają one spokoju!

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie turbuj się E.L. Lobosiu-Muymalewski wzmiankowanym staśkiem, bo to tylko takie nazwanie wiele mówiące ino w pewnych kręgach, tak jak gdzie indziej na ten przykład powiada się o wacku, ale chyba stasiek jest lepszy, bo mogą też go używać dziewczyny, choć go praktycznie nie majom…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Panie Reg ale jeż Eli ta dziewczynka, jak to boginia jest nie śmiertelna i szyje bardo długo, to morze wielu ludziów pouczyć. Aż się nawet wio san zrobi.

Babska logika rządzi!

A to ja nie jestem w poprzek tezie, że jak dziewczynka ma długo szyć, to i pewnie kiedy dorośnie, i wtedy niech uczy, jak już będzie urośnięta do właściwego poziomu, zdolnego przekazywać nazbieraną wiedzę i rozdzielać ja do mózgów co bardziej wybranych i zasługujących na umienie herosów powieściowych. Ale, na bogów! nie wymagajmy tego od dziecka-dziewczynki, jak jest malutka!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj bo widzisz tamto buło tak skąp likowane, że boginia szyła już długo a na dal wyglądała jak miła dziewczynka. Ale sama się już naumiała duszo, nawet czarów i cud uf. Tyko ona buła dziwka i nic nie mówiła prawie całką książę. Aż rycie że myśleli, że ona jest nie ma.

Babska logika rządzi!

A…! No to trzeba należało od razu wyłożyć, że to było dziewczątko zakamuflonowane, że się ono zamaskało małością i dziecięcością, a duża już była i w wiedzę zasobna. Jak tak, to można przyjąć, że to całkiem inne dwa butki na wielkie i głębokie deszcze i takież błota!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

El Labo, 

Te przecinki przyrośnięte do głów słów tak mię zdekoncentrowały, że po nieuważnej lekturze nic mi we łbie z historii nie zostało. Przeleciawszy po komentarzach zorientowałam się, że bohater jest, fabuła jest, lokalizacja jest, są też język i styl, a to najważniejsze! ;)

Duszo tych naj ważniejszych się zebra ło. ;-)

Babska logika rządzi!

Autorze masz potencjał by pisać prace naukowe bo szanujesz źródła i robisz przypisy i to harwardzkie a może i jagiellońskie.

Góry Mołnajns mnie kupiły podobnie jak rozliczone talenty bohatera.Piękna historia aż ścieram samotną, kryształową łzę i z podziwu wyjść nie mogę nad tym dziełem.

 

Szanowna Pani KatarzynaSikora,

z owymiż przecinkami to taka historia, że chcąc zabłysnąć spędziłem byłem minut chyba ze dwadzieścia, żeby je odpowiednio przestawić. :) Niestety, jak widać, przedobrzyłem.

Radem jest jednakoż, że – jak Szanowna Pani Finkla zauważyć raczyła – odnalazłaś w opowiadaniu najważniejsze elementy. ;)

 

Szanowna Pani Rossa

niedawno w bólach byłem jedną taką pracę – za przeproszeniem – spłodziłem, to i mi takie nawyki zostały. ;)

Wielcem jest ukontenowan, że się Pani tak podobało, kłaniam się nisko, zamiatając podłogę piórkiem.

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Labo, 

 

Cieszę się, że Cię zadowoliłam masą najważniejszych, jak to znów pięknie ujęła Finkla.

 

Bardzo przepraszam, że negatywnie odniosłam się do przedłożonej przez Ciebie pracy celem rozprzecinkowania tekstu, niestety nie umiem owijać tekstów bawełną.

Szanowna Pani KatarzynaSikora,

jam świadom, że po 10 000 lat odpowiadam i o wybaczenie proszę, alem zabłądził był w odmętach i to dlatego tak.

Zadowoliła Pani, a jakże. Radem jest takowoż, że nie owija Pani w bawełnę, tak tekstów jak i takoż kotów, co to je jeno ogonem odwracać lza.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nowa Fantastyka