- Opowiadanie: Karol123 - Taoistyczny sen

Taoistyczny sen

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Taoistyczny sen

Tak. Jestem karpiem. Mieszkam na przedmieściach Buenos Aires, lubię palić czerwone gauloises, programuję. Wiecie, w C++. Do pracy chodzę w tanich garniturach, ze skórzaną teczką w płetwie. W biurowcu AT&T spędzam jedną trzecią każdego dnia. Szefa nie lubię, stołówki, gdzie serwują okropne jedzenie, tym bardziej.

W latach osiemdziesiątych, kiedy wszyscy – to znaczy wszyscy z mojego pokolenia – szaleli na imprezach i wozili się czerwonymi jak dojrzałe czereśnie kabrioletami, ja ślęczałem w piwnicy moich świętej pamięci dziadków, naprawiając sprzęt AGD i RTV. Dla sąsiadów i znajomych za marne pięćdziesiąt groszy na godzinę. Mówili, że jestem złotą rączką. W wolnych chwilach – to znaczy wtedy, kiedy nie byłem w szkole albo nie dłubałem w śmierdzącym dziadostwie – projektowałem maszynę zagłady świata. Wiecie, taką jak kreskówkowi złoczyńcy: dużą, zasilaną dotąd nieznanym źródłem energii, z wielkim satelitą, który – kurwa – strzela laserami. I w ogóle.

Chcecie poznać tajemnicę? Udało mi się. Ale ciii. Czterotonowe ustrojstwo na razie znajduje się w blaszanym garażu w Massachusetts – zabezpieczone, nieaktywne, pod plandeką.

Dwa lata do milenium, piękne czasy. Kupiłem wtedy starego forda – nazwałem go Esmeralda – który dzięki moim dłoniom i forsie stał się prawdziwym potworem i palił osiemdziesiąt jeden litrów ropy na kilometr, wysysając cały tlen z powietrza w okolicy. Zdarzało się, że jakiś dzieciak z astmą dostawał ataku, rzadziej – dusił się na śmierć. Jestem złym karpiem, nie obchodziło mnie to.

Chociaż nie mam rodziny, w zeszłe święta – ależ to była zima! – kupiłem aż dwójkę dorodnych ludzi. Godzinami przesiadywałem w łazience i patrzyłem, jak te urocze stworzonka pluskały się w wodzie. Sześć godzin przed pierwszą gwiazdką urżnąłem obojgu łby.

Teraz, mając trzydzieści osiem lat, kompleksy na punkcie wyblakłych łusek i plan zniszczenia świata (zarówno w głowie, jak i na papierze) – nie wiem, czego pragnę. Pamiętacie czasy, kiedy jako małe karpiątka rozpierała was energia, śmiech rozsadzał brzuch i rumienił policzki, a marzenia mogły spełnić się w każdej chwili? Ja pamiętam. To było jeszcze przed zapyziałą piwnicą dziadków i starym sprzętem do naprawy. Moje marzenie było czyste, nieskazitelne, jasne – chciałem rozwalić świat na kawałki. W końcu jestem złym karpiem.

Och, nie myślcie sobie, że tego nie zrobię. Kiedy stuknie mi czterdziestka, wsiądę w samolot do Bostonu, gdzie uruchomię malutką Tsurę, która bez problemu pokroi Ziemię na kawałki niczym nóż ciasto.

Tylko że… nie sprawi mi to radości, chociaż kiedyś na samą myśl o użyciu mojego działa dostawałem dreszczy.

Słyszeliście kiedyś o taoistycznym śnie? Pewien karp śnił, że jest motylem. Był we śnie świadom, że lata po świecie jako motyl; nie miał pojęcia, iż jest rybą. Wtem obudził się i ujrzał, że jest karpiem. Zdębiał: nie miał już pewności, kim jest: karpiem, śniącym, że jest motylem, czy motylem, śniącym, iż jest karpiem.

Czasami, kiedy siedzę w AT&T we własnym biurze, stukając w klawiaturę i popijając ohydną kawę, przypominam coś sobie – pewne wydarzenie, którego nie potrafię umiejscowić na linii czasu mojego życia. Cygan – nie wiem, czemu mam taką pewność, że to Cygan (może to taki wewnętrzny radar ostrzegający przed niebezpieczeństwem; przecież Cyganie są niebezpieczni, prawda?) – machający wahadełkiem tuż przed moimi zielonymi, przechodzącymi w szmaragd oczami ciągle przewija się we wspomnieniach. Mam czarne oczy. Tak jak wszystkie karpie.

Mężczyzna próbuje mnie uśpić, jednocześnie szepcąc: „Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo…”.

I rzeczywiście, czasami mam wrażenie, że świat, ludzie, wszystko i ja, ja, ja, przede wszystkim ja… wszystko to jest zwariowane, jakby po ogromnej dawce LSD czy morfinie.

Jednak wydaje mi się, że to ani LSD, ani morfina… To raczej Cygan, który wyjął mózg z mojej czaszki, a potem poplątał myśli jak czarodziej.

Szybko o tym zapominam, bo to tylko przebłyski… Jestem karpiem, palę czerwone gauloises, wożę tyłek morderczym fordem – to mój świat. I jeszcze mała Tsura w blaszanym garażu w Massachusetts, która… wiecie, co zrobi.

I oprócz tego wszystkiego – tego całego bajzlu na świecie i we mnie – jest jeszcze jedna rzecz, coś, o czym już mówiłem – taoistyczny sen. Boicie się czasami zasnąć po horrorze albo wyjątkowo przerażającej historyjce opowiedzianej przez świrniętego znajomego przy ognisku w lesie? Ja nie, ale mam inny strach, duży, przytłaczający – ta cholerna teoria irrealnego snu, w którym nie wiadomo, kim się jest.

Pamiętam jedynie śmierdzący oddech starego Cygana i jego bezzębny uśmiech, wahadełko w kolorze kobaltu oraz słowa zdzierające skórę z ciała: „Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo…”.

Jestem karpiem, pracuję w AT&T, programuję. 

I teraz, kiedy kopcę czerwonego gauloises, kiedy trzymam płetwę na wajsze, której pchnięcie zniszczy świat, kiedy moje myśli biją się, tłoczą, znikają – nie wiem, naprawdę nie wiem, kim jestem: karpiem czy motylem?

I ta zima stulecia, kiedy urżnąłem łby dwójce pluskających się w wannie ludzi.

Boję się. Boję się zasypiać, boję się wstawać. Bo może się okazać, że stary Cygan nie był zabłąkanym elementem, który wkradł się do moich wspomnień, a taoistyczny sen to coś więcej niż teoria mogąca wyewoluować w praktykę, wpleść się w rzeczywistość i ogłuszyć człowieka niczym ciężki młot. Boję się, że taoistyczny sen to nie tylko prosty scenariusz – albo to, albo tamto – że to potężna iluzja, której nie da się pokonać. Zawsze będzie coś więcej – kret, ważka, pies, surykatka, mewa… Każdy poranek będzie kolejnym etapem w drodze do przebudzenia. Jednak to nie oznacza, że szaleństwo kiedyś się skończy. A nawet jeśli… Jak się o tym przekonać?

Żyję na przedmieściach Buenos Aires, lubię palić czerwone gauloises, programuję. Do pracy chodzę w tanich garniturach, ze skórzaną teczką w płetwie. W biurowcu AT&T spędzam jedną trzecią każdego dnia.

I naprawdę nie wiem. Do cholery, naprawdę nie wiem, kim jestem: karpiem, śniącym, że jest motylem, czy motylem, śniącym, że jest karpiem?

 

 

Stary Cygan kucnął przed nagrobkiem, na którym wyryto dwa imiona: Tsura i Esmeralda.

Zapłakał, ponieważ nie miał już niczego. Niczego oprócz świadomości, że zemścił się na skurwielu, który zabił jego żonę i córkę, topiąc je w wannie. Który oddzielił tasakiem głowy od ich ciał.

Teraz ciało mordercy leży bezwładne w szopie. Umysł zaś pracuje. Wieczność w taoistycznym horrorze – w samotności, nudzie, sennym poplątaniu, cierpieniu, niezrozumieniu i strachu. To dobra zapłata.

Mężczyzna otarł spływającą po policzku łzę i uśmiechnął się. Dobrze jest być Cyganem. Dobrze jest znać zaklęcia, nawet te najbardziej piekielne.

Koniec

Komentarze

Ciekawy motyw z tym taoistycznym snem, nie słyszałem o nim wcześniej. Fajnie wykorzystany. Spodziewałem się innego zakończenia, bardziej popieprzonego. Trochę mnie ono zawiodło, ale tylko trochę. Ogólnie, jak dla mnie, przeciętny tekst. To znaczy, że niczym mnie nie porwał, ale przeczytałem bez bólu. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Fasoletti, dzięki za opinię :)

Lubię piekło. Na papierze znaczy. I dlatego klikam bibliotekę.

 

Plusy:

– fajny styl.

– spoczko pomysł.

– niezłe wykonanie.

– fajne zakończenie, bardzo fajne, a prowadzi do niego nieco surrealistyczna opowieść o karpiu-człowieku. Mile mnie zaskoczyło.

 

Minusy:

– to działka Reg.

 

 

 

zapraszam do mnie

Stań się, kim jesteś.

Dzięki za opinię i bibliotekę :) Cieszę się, że ci się spodobało, szczególnie ten fajny styl :)

Fajne opowiadanie. Przyznam szczerze, że w niektórych momentach odrobinę się gubiłem, ale summa summarum wszystko się ładnie wyjaśniło.

 

A co do Cyganów, to nigdy nie zapomnę, jak kiedyś mnie oraz moich kolegów zagadały dwa (na oko dziesięcioletnie) cyganiątka, tutaj cytuję:

 

“– Ej, panowie, nie chcecie kupić jakiś długopisów”

 

:D

 

Kiedyś dostanę Nobla.

Dzięki za opinię, Borowiku. Cieszę się, że ci się spodobało :)

 

I jak, kupiłeś te długopisy? :P

Niestety nie. Nie wiem czemu, ale sprzedawcy nie wydawali się być godnymi zaufania :D

Kiedyś dostanę Nobla.

Pewnie bez wkładów byś dostał :D

Interesujący pomysł na zemstę, ładnie splecione motywy z wizjami.

Wykonanie też niczego sobie.

Mężczyzna próbuje mnie uśpić, jednocześnie szpecąc:

Literówka.

Babska logika rządzi!

Dzięki za kilka i komentarz, Finklo. Fajnie, że ci się spodobało :)

Ładnie napisane, z pomysłem, klimatyczne. Jednym słowem jestem bardzo zadowolona z lektury. Spodobał mi się motyw karpia, i zemsta, i Cyganie… I tytuł.

Dreptam oddać klik do biblioteki :)

Ciekawy motyw. Zręczne oddanie szaleństwa głównego bohatera. Dziwny klimat i groteska, a to lubię. Płynna w czytaniu narracja. Fajne wykorzystanie motywu snu i hipnozy. Niezłe zakończenie.

Ale fabułę mógłbyś trochę rozwinąć. Za bardzo wyszedł Ci z tego strumień świadomości. Chciałbym trochę więcej historii. 

Myślę jednak, że nominacja do Biblioteki należy Ci się.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dobre. Początkowo nieco pogmatwane, ale tym bardziej wciągające. Podobało mi się, że w finale wszystkie klocki wskoczyły na swoje miejsce. Podobało mi się. :)

Katio, dziękuję za komentarz i bibliotekę. Bardzo fajnie, że że jesteś zadowolona z lektury i że doceniłaś nawet tytuł ;)

 

Pietrku, cieszę się, że zostawiłeś komentarz i że spodobało ci się na tyle, aby oddać głos do biblioteki :) 

 

Edit:

AQQ, przegapiłem twój :P Fajnie, że wciągnęło i że ci się spodobało :)

Straszne – w sensie "brr", nie w sensie technicznym, bo technicznie bardzo porządne. Mówi to facetka, która nie mogła powstrzymać chichrania przy "Zewie Cthulhu", żeby nie było.

 

Czepialstwo:

Ten sen przyśnił się taoistycznemu mędrcowi (nie pamiętam, któremu), owszem – ale to go nie czyni taoistycznym, tak jak sen mojego ojca chrzestnego nie jest sam w sobie chrześcijański.

 Żyję na przedmieściach

"Mieszkam" jest bardziej po polsku, ale ujdzie.

 stołówki, gdzie serwują okropne jedzenie

Nie mogą go podawać? Jestem przeczulona…

 maszynę zagłady świata

Ciutkę niezręczne. Może wystarczyłoby: maszynę zagłady – dalej i tak mówisz, co chciał z nią zrobić.

 napędzaną na dotąd nieznane źródło energii

Napędzaną źródłem energii, a lepiej zasilaną źródłem energii.

 dzięki moim dłoniom i forsie stał się prawdziwym potworem

Jakieś to takie amerykańskie w brzmieniu.

 zarówno w głowie jak i na papierze

Zarówno w głowie, jak i na papierze.

 wszak Cyganie są niebezpieczni

"Wszak" tu zgrzyta, jest zbyt wysokie w tonie – "przecież" byłoby lepsze.

 mam inny strach, duży, przytłaczający – ta cholerna, irrealna teoria snu, w którym nie wiadomo, kim się jest.

"Mam inny strach" to kalka z hiszpańskiego (mój hiszpański jest na poziomie, na jakim zwykle pływają karpie, ale tyle wiem) – po polsku brzmi nienaturalnie. "Irrealny" to nierzeczywisty, ale teoria nie jest bytem, tylko opisem bytu (tu powstrzymuję się od mądrzenia, na które nie mam teraz ochoty i powiem tylko, że opis, jeśli jest bytem, to raczej czysto intencjonalnym – znaczy się, nie można go wyrzucić za okno).

 odstręczający oddech

Może mógłbyś go troszkę opisać?

 kobaltowe wahadełko

Metaliczny kobalt wygląda… jak metal. Nie da się na oko odróżnić od innych metali, i nie robi się z niego drobiazgów. Wahadełka bywają raczej mosiężne. Jeśli chcesz wahadełko ze szkła kobaltowego, napisz tak. Jeśli chcesz, żeby błyszczało – napisz, że jest wypolerowane, że rzuca błyski w oczy – widzisz, o co chodzi.

 nie tylko płytki scenariusz

Co to, u licha, jest płytki scenariusz?

Zakończenie z Cyganem trochę rozczarowuje, bo odsłania całą tajemnicę, która jest istotą tej historyjki.

 Który oddzielił tasakiem głowy od ich ciał.

Troszkę to purpurowe.

 Wieczność w taoistycznym horrorze – w samotności, nudzie, sennym poplątaniu, cierpieniu, niezrozumieniu i strachu.

W jaki sposób ten horror jest "taoistyczny"? Taoizm, na ile pamiętam, głosi coś podobnego do systemu Spinozy – wszystkie byty są tylko przejawami Tao, które jest nienazwane i nieokreślone – i nie wynika stąd nic strasznego, poza tym, że kiedy przeminiemy, roztopimy się w nurcie świata (co też nie każdego przeraża).

 

Rokujesz. We shall watch your career with great interest ;)

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Przestraszyłaś tym pierwszym słowem, Tarnino :P Fajnie, że wykonanie okazało się porządne. A przy Zewie Cthulhu (cholera, zawsze muszę sprawdzić pisownię) ani nie robiłem brr, ani się nie chichrałem :)

 

Za część czepialstwa dziękuję i przyjmuję na klatę, z częścią też trochę podyskutuję ;)

 

To najpierw odniosę się do tej

Ten sen przyśnił się taoistycznemu mędrcowi (nie pamiętam, któremu), owszem – ale to go nie czyni taoistycznym, tak jak sen mojego ojca chrzestnego nie jest sam w sobie chrześcijański.

i tej uwagi

W jaki sposób ten horror jest "taoistyczny"? Taoizm, na ile pamiętam, głosi coś podobnego do systemu Spinozy – wszystkie byty są tylko przejawami Tao, które jest nienazwane i nieokreślone – i nie wynika stąd nic strasznego, poza tym, że kiedy przeminiemy, roztopimy się w nurcie świata (co też nie każdego przeraża).

Taoistyczny w tych przypadkach nie określa taoizmu, tylko jest zwykłą nazwą, którą narrator postanowił się posługiwać. Właściwie to nawet nie ja sobie to wymyśliłem, tylko wziąłem z jakiejś stronki (http://logic.amu.edu.pl/images/4/4e/Schreiberhau2009.pdf ). Tam znajduje się teoria w oryginale i dwa tytuły: sen motyla i taoistyczny sen. Po prostu wykorzystałem ten drugi :)

 

 mam inny strach, duży, przytłaczający – ta cholerna, irrealna teoria snu, w którym nie wiadomo, kim się jest.

"Mam inny strach" to kalka z hiszpańskiego (mój hiszpański jest na poziomie, na jakim zwykle pływają karpie, ale tyle wiem) – po polsku brzmi nienaturalnie. "Irrealny" to nierzeczywisty, ale teoria nie jest bytem, tylko opisem bytu (tu powstrzymuję się od mądrzenia, na które nie mam teraz ochoty i powiem tylko, że opis, jeśli jest bytem, to raczej czysto intencjonalnym – znaczy się, nie można go wyrzucić za okno).

Hmm, mnie się podoba takie proste “Mieć strach”. Rzeczywiście, trochę dziwne to brzmi, ale też w dziwny sposób mi się podoba :) A jeśli chodzi o irrealny to po prostu kolejności mi się pomyliła. Miało być: teoria irrealnego snu.

 

kobaltowe wahadełko

Metaliczny kobalt wygląda… jak metal. Nie da się na oko odróżnić od innych metali, i nie robi się z niego drobiazgów. Wahadełka bywają raczej mosiężne. Jeśli chcesz wahadełko ze szkła kobaltowego, napisz tak. Jeśli chcesz, żeby błyszczało – napisz, że jest wypolerowane, że rzuca błyski w oczy – widzisz, o co chodzi.

Chodziło o kolor :P Chyba po prostu zmienię na coś… innego, żeby nie było nieporozumień.

 

 Dzięki za łapankę i wiarę w moją bazgraninę :)

Zdecydowanie na plus, że przyciągasz czytelnika.

Tak. Jestem karpiem.

Tak powinna się zaczynać każda powieść. Jak to zobaczyłem, to wiedziałem, że przeczytam do końca.

 

Sam motyw zemsty jakoś jako zakończenie wydał mi się banalny, chociaż trzeba przyznać, że całe przedstawienie wraz z nieszablonowymi pomysłami robi tutaj robotę.

Nie wybitnie, ale wyjątkowo solidnie.

Tymczasowy lakoński król

Tak po­win­na się za­czy­nać każda po­wieść.

Oj, ale to by było dziwne, szczególnie autobiografie :P

 

Fajnie, że ci się spodobało :)

Ciekawy tekst. Właściwie podobał mi się cały, oprócz zakończenia. Jakoś tak odarło tekst z tajemnicy i przyjemnej niepewności. Jak dla mnie za duży konkret i zbytnia “zwykłość” w stosunku do reszty tekstu. Czytało się dobrze.

 

zasilaną dotąd nieznanym źródło energii, – źródłem

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Hmm, bez zakończenia zostałaby wielka tajemnica, a czytelnicy drapaliby się po głowach, o co chodzi – przynajmniej tak mi się wydaje. Może was nie doceniam ;)

Tak czy siak, dzięki za odwiedziny i cieszę się, że uważasz tekst za ciekawy i że czytało ci się dobrze :)

A bo ja lubię niedopowiedzenia ;-)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Niezły pomysł i takież wykonanie. Wynurzenia karpia i jego niepewność dość zaskakujące, ale przedstawione zajmująco. Zakończenie całkiem OK.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Najfajniejszy z Twoich tekstów.

Pomysł na rozwiązanie dość typowy, ale rozegrany świetnie. Styl, klimat, tajemnica – wszystko gra znakomicie. Jestem niezwykle zadowolony z lektury. Zapewne są minusy, ale ogólne wrażenie sprawia, że nie mam ochoty się nimi zajmować. A właśnie tak powinien działać dobry tekst. 

Dodatkowy plus za forda, wysysającego tlen i powodującego ataki astmy u dzieci :-) Zupełnie, jakbym słyszał Jeremiego Clarksona. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ciekawie wyszła ta groteska i w ogóle intrygujący motyw z tym snem. Przyznam, że trochę ten absurd zaczął męczyć, ale końcówka, która wszystko wyjaśniła mi się spodobała. Także ogólnie to mi się podobało, choć tekst z żukiem bardziej przypadł mi do gustu.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Regulatorzy, thargone, SzyszykowyDziadku, bardzo dziękuję za odwiedziny. Aż miło czytać takie komentarze :) Cieszę się, że jesteście zadowoleni z lektury. Jak widać gusta są różne, bo thargone uważa szorcika za najlepsze, co wysmarowałem, a Dziadek nadal pamięta historię o zwierzątkach :)

 

PS. thargone, nie wiedziałem, że Clarkson dusi dzieci :P A tak serio to nie oglądałem nawet jednego odcinka TopGeara. Nowego The Grand Tour też nie.

Fajny motyw zemsty i czarów. Wniosek z nich jeden – nie denerwuj Cygana!

Generalnie czytało się nieźle, a sam pomysł – choć nienowy – został opisany na tyle dobrze, że wciągnął mnie do końca.

Podsumowując: udany koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Karolu, ja też pamiętam tekst o zwierzątkach ;-) 

I faktycznie, to on jest najlepszy. A powyższy najfajniejszy, choć wyjaśnienia, dotyczące różnicy, wyglądałyby raczej mętnie :-) 

Co do Clarksona, to chodzi mi o styl motoryzacyjnych porownań, bardzo podobny:

"Brzmi jak bóg piorunów, płuczący gardło gwoździami" albo 

"Bardziej wkurzałby ekologów chyba tylko wtedy, gdyby jeździł na paliwie zrobionym z delfinów" 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tak, Cyganów nie wolno denerwować ;) Dzięki za komentarz, NoWhereMan. Fajnie, że wciągnęło.

 

thargone, no rzeczywiście, jest podobieństwo :) Ma teksty chłop :D

Bardzo dobre, Karolu. Podobało mi się. Finał zupełnie mnie zaskoczył. Cały tekst czyta się szybko i może nie przyjemnie, te słowo na pewno tu nie pasuje, ale ciekawie. Niby absurdalne scenki, które na końcu łączą się w logiczną całość. Ładnie to wszystko uplotłeś. Jestem usatysfakcjonowany lekturą.

Pozdrawiam.

Jeśli jesteś usatysfakcjonowany, Darconie, to i ja jestem usatysfakcjonowany :D Dzięki, że wpadłeś i miło słyszeć, że ci się podobało.

Czytało się dobrze. Pomysł fajny i dobre wykonanie.

Homarze, dzięki za odwiedziny. Fajnie, że ci się spodobało :)

Fajne :)

Dzięki, Anet. Fajnie, że fajne :)

Dobrze się czyta. Początek – ten z karpiem i ludźmi – miałem wrażenie, że będzie to coś w stylu moralizującej bajki na Boże Narodzenie ;) Dostałem coś innego.

 Może nie wybitne, ale jakże dobre.

Dzięki, tom :)

 

miałem wrażenie, że będzie to coś w stylu moralizującej bajki na Boże Narodzenie

Okazuje się, że nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zawsze trzeba pamiętać o teorii taoistycznego snu, bo może się okazać, że karp to człowieka, a bajka na Boże Narodzenie to bloody revenge ;)

Nowa Fantastyka