- Opowiadanie: AQQ - Zeszyt w czerwonej oprawie

Zeszyt w czerwonej oprawie

Taki eksperyment z tworzeniem klimatu...

Opowiadania ukazało się majowym Szortalu Na Wynos

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Zeszyt w czerwonej oprawie

Wreszcie na miejscu – westchnął Marcin i z zadowoleniem wciągnął głęboko do płuc powietrze przesycone zapachem sosnowego igliwia. Przeciągnął się jeszcze, spoglądając na lekko pomarszczoną taflę jeziora i wyciągnął z bagażnika dwie wypchane do granic możliwości torby podróżne.

Aśka musiała skończyć projekt, nad którym pracowała od pół roku, dzieciakom został jeszcze tydzień nauki, więc Marcin postanowił, że przyjedzie tutaj sam i wszystko przygotuje. Miejsce wydawało się niemalże bajkowe i idealne na rodzinny wypoczynek. Wymarzony letni dom nad jeziorem nabyli po okazyjnej cenie. Poprzednia właścicielka podobno utonęła podczas nocnej kąpieli, ale dom był tak ładny i przytulny, że nic nie było w stanie ich zniechęcić do jego kupna. Wystarczyło zrobić tu tylko porządek, usunąć stare rupiecie i nieco odświeżyć.

Popołudnie spędził, upychając do foliowych worków niepotrzebne drobiazgi i wyszczerbione naczynia. Pozbył się starych obrazów, na których jelenie dumnie prezentowały swe poroża na tle zachodzącego słońca. Zwinął przeżarte przez mole dywany i porąbał na kawałki rozlatujące się krzesła.

Było już dość późno, kiedy wreszcie udało mu się zaprowadzić jako taki porządek. Rozejrzał się krytycznie i doszedł do wniosku, że bez malowania ścian, okiennic i futryn się nie obejdzie. Farby, wałki, pędzle, gładź szpachlowa… wyliczał i doszedł do wniosku, że musi to wszystko spisać, a jutro skoczyć do pobliskiego miasteczka na zakupy. Rozejrzał się w poszukiwaniu jakiejś kartki i jego wzrok padł na niewielkie kartonowe pudło wypełnione książkami i papierami, które przygotował do wyrzucenia. Uwagę Marcina przykuł, leżący na wierzchu, oprawiony w czerwoną skórę gruby zeszyt. Zabrał go i rozsiadł się w wiklinowym fotelu na werandzie.

Kartki zeszytu zapełnione były mrożącymi krew w żyłach historiami, z których każda została napisana innym charakterem pisma. Marcin z zaciekawieniem studiował mroczne opowieści o demonach, upiorach, tajemniczych zgonach i morderstwach, które od zawsze tak go fascynowały. Nagle jakaś niepohamowana siła zmusiła go, by sięgnął po długopis i również zaczął pisać…

 

Ciszę dusznego czerwcowego wieczora przerwał szum liści, poruszonych nagłym podmuchem wiatru. Chłodny powiew przyjemnie muskał spocone ciało…

Marcin przerwał pisanie i otarł mokre czoło.

Czarne kłębiaste chmury pojawiły się niespodziewanie i zasnuły niebo, pogrążając świat w ciemności…

Latarką w telefonie oświetlił sobie kartkę i pisał dalej.

Wiatr wiał z coraz większą siłą, targając koronami drzew. O wzburzone wody jeziora uderzyły pierwsze krople deszczu. Po chwili rozległ się grzmot i pierwsza błyskawica przecięła niebo. Deszcz uderzył ze zdwojoną siłą, tłukąc bezlitośnie o szyby i dach domu nad jeziorem. Huk towarzyszący kolejnym uderzeniom piorunów tłumił odgłos kroków, zbliżającej się od strony lasu postaci. W blasku błyskawicy przez chwilę zamajaczyła ciemna sylwetka mężczyzny w czarnym kapeluszu z szerokim rondem, zasłaniającym twarz. Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem zbliżał się do domu. Drewniane schodki prowadzące na werandę cicho zaskrzypiały, kiedy postawił na nich pierwszy krok. Końce cienkiej linki owinął ciaśniej wokół dłoni. Jeszcze raz sprawdził wytrzymałość sznura, naprężając go mocno, po czym zarzucił na szyję, siedzącego na ganku mężczyzny.

Marcin skończył pisać i z zadowoleniem przestudiował jeszcze raz cały tekst. Nie zwracał uwagi na piekło, które rozpętało się wokół niego. Siedział skulony pod daszkiem nad werandą i z przyjemnością obserwował szalejącą wokół niego nawałnicę. Nagle usłyszał skrzypienie drewnianych schodków i czyjeś kroki. Nie zdążył się nawet odwrócić, gdy poczuł, że zaczyna się dusić. Bezskutecznie próbował pozbyć się pętli, która zaciskała się coraz mocniej na jego szyi, sprawiając, że z trudem łapał oddech. Ostatnią rzeczą, którą zobaczył przed śmiercią, był wpis w zeszycie poprzedzający jego własną opowieść, a kończący się słowami:

Noc była jasna, ciepła i cicha. Stojąca na brzegu kobieta zrzuciła ubranie i powoli zanurzyła się w jeziorze. Płynęła spokojnie, próbując dotrzeć do miejsca, gdzie odbijał się księżyc. Nagle poczuła, że coś łapie ją za nogę i zaczyna wciągać pod wodę; coraz głębiej, aż do samego dna…

 

***

 

– Mamo, zobacz jaki fajny zeszyt!

– Dajcie mi święty spokój. Jak skończę myć te okna, to pójdziemy popływać, a teraz znajdźcie sobie jakieś zajęcie.

– No to pobawimy się w szkołę. Nauczę Olę pisać…

 

Koniec

Komentarze

Fajny szorcik. Nic mnie tutaj jakoś specjalnie nie zaskoczyło, ale czytało się przyjemnie. Akurat zrobiłam sobie przerwę w pracy i połknęłam razem z ostatnim łykiem kawy. Nastrój poprawiony, także, czego więcej chcieć. Może, żeby troszkę się przyczepić zaznaczę, że jednak groza mnie nie zdjęła, właśnie przez to, że zbyt łatwo było się domyślić, jak zadziała czerwony zeszyt. Ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Pozdrówka :)

Rossebelle, zdaję sobie sprawę, że przy takiej liczbie znaków trudno o prawdziwą grozę, ale cieszę się, że mimo wszystko uprzyjemniłam ci popołudniową kawę. Szkoda, że nie zaskoczyło. Również pozdrawiam. :)

Szkoda, AQQ, że w przedmowie uprzedziłaś, co było powodem powstania opowiadanka, bo choć fajnie się czytało, to wiedziałam czego się spodziewać i grozy raczej nie poczułam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurczę, musiałam edytować przedmowę, żeby przynajmniej było zaskoczenie. ;)

Dzięki, Reg. Fajnie, że chociaż fajnie.

A, i dodam jeszcze, że jestem ciekawa, co napiszą dzieci. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzieci miewają koszmarne pomysły. ;)

Istotnie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No. Nie ma to jak sympatyczne, pełne humoru opowiadanka. A nie horrory jakieś… ;-)

OK, jest jakiś pomysł. Nie rzuca na kolana, ale trudno wymagać szału od czegoś tak krótkiego.

a jurto skoczyć do pobliskiego miasteczka na zakupy.

Literówka.

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. Niby nic nowego, jak chodzi o pomysł, ale zrealizowane efektownie i nastrojowo. Dobrze się czytało.

Finkla, prawda, że sympatycznie? I dzieciaczki tak ładnie się bawią. :D

Muszę popracować nad tym rzucaniem na kolana. Dzięki za wizytę.

 

Ninedin – fajnie! Cieszę się bardzo, że ci się podobało. Dzięki za odwiedziny. :)

No, ale przynajmniej jest dowód, że powinno się dużo czytać, zanim człowiek zacznie pisać. ;-)

Babska logika rządzi!

Ostatnio czytałam chyba Elementarz. :)

No to bardzo bym uważała na Twoim miejscu. Zwłaszcza na teksty bez happy endów… ;-)

Babska logika rządzi!

Jak myślisz, czy instrukcja obsługi lodówki, to dzieło z happy endem? ;D

To zależy, co jest na końcu. Jeśli coś w rodzaju “prawidłowe użytkowanie lodówki zapewnia długą bezawaryjną pracę”, to luzik. Ale jeśli pogróżki, co się stanie, jeśli wyrzucisz lodówkę na zły śmietnik…

Babska logika rządzi!

Albo pogróżki, co się stanie, jeśli zrobisz z niej czołg… ;)

To, jako najważniejsza sprawa, jest na samym początku. ;-)

Babska logika rządzi!

Chłopaki z Rudego 102 przeczytali tylko początek. ;)

Następni mało czytaci… Szczęście, że mieli psa przewodnika… ;-)

Babska logika rządzi!

przynajmniej jest dowód, że powinno się dużo czytać, zanim człowiek zacznie pisać. ;-)

 

Otóż to!

 

Sympatyczne bardzo, czytało mi się gładko i płynnie (no, może poza zachodzącym słońcem, które kończyło dwa akapity pod rząd i jakoś tak mi się to powtórzenie rzuciło w oczy). 

Zaskoczenia i specjalnej grozy nie było, bo już od momentu, gdy wspominasz, że każdy tekst w zeszycie był napisany innym charakterem pisma, można było zacząć coś podejrzewać. Plus dodatek, że to opowieści grozy i kolejny plus, gdy przeplatałaś narrację z relacją na samym początku pisania tekstu przez bohatera. 

Ogólnie – jak na króciaka fajne.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, rzeczywiście dużo tych zachodów słońca. Jakoś nie zwróciłam na to uwagi, ale zazwyczaj tak jest. Postaram się jakoś to poprawić, ale dopiero wieczorem. :) No tak, wszyscy się domyślają od samego początku, więc niespodzianki nie było, ale cieszę się, że ostatecznie uznałaś, że króciak fajny. Dzięki. :D

Jaki na taki krótki tekst wyjątkowo udane. Przeczytałam z przyjemnością. Fajny klimat stworzyłaś i za to kliczek :)

Katiu, przyjemność to ja mam, kiedy widzę zadowolonego czytelnika. Dzięki. :)

Zabrał go i rozsiał się w wiklinowym fotelu na werandzie,

Taka zabawna literóweczka ;)

 

Sympatyczny szorciak, nie zaskoczył, nie przestraszył, ale może być. Grunt, że na tak małej przestrzeni stworzyłaś klimat.

Pjona! Też jestem w majowym numerze :)

 

A szorcik dobry, z klimatem ;)

Może dzieciaki zaatakuje mordercza lodówka? Na półkach było już pustko. Drzwi lodówki otworzyły się i zagarnęły do wnętrza uczące się pisać rodzeństwo. Kiedy matka wyjrzała przez okno, zobaczyła gnającego przez pole Zelmera, z którego dochodziły piski jej dzieci.

Deirdriu – Toż on się rozsiał, a później jak okiem sięgnąć wszędzie wyrastały Marciny. ;) Fajnie, że udało mi się cokolwiek stworzyć na małej przestrzeni. Wiesz… ja chyba jednak lubię małe przestrzenie.

 

Karolu – Pjona! A pozostając w klimacie: Kiedy matka wyjrzała przez okno, zobaczyła gnającego przez pole Zelmera, z którego dochodziły piski jej dzieci. Nie zauważyła jednak czającego się za rogiem Bosha, który z otwartymi drzwiami zmierzał w jej stronę…

Dzięki za odwiedziny. :)

AQQ, tak to właśnie zobaczyłam oczyma wyobraźni ;D

Bardzo fajne. 

Fabuła rzeczywiście nie zaskakuje, ale nie miała, więc wszystko gra. To, o co chodziło, czyli klimat, nastrój, atmosfera – znakomite. Napisane również przednio, nic zresztą dziwnego, kiepsko napisanym tekstem takiego klimatu się nie osiągnie.

I tylko komentującym się dziwię – mrok, groza, trup pada, dziatki niewinne zaraz padną też, a wy podśmiechujki o kłapiących lodówkach. Wstyd. 

Poza tym wiadomo, że najstraszniejsza lodówka to taka, która w swych mrocznych odmętach

(nie, zaraz, lodówki nie mają odmętów, a już na pewno nie mrocznych, no chyba, że światełko wysiądzie) 

Zatem – w swych przeraźliwie jasnych czeluściach materializują zakazane żarcie. Ot choćby – Człowiek jest na ósmym tygodniu okropnej diety, otwiera lodówkę licząc na standardowego brokuła, a tam… Tort czekoladowy. 

To dopiero groza… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

…której trzeba dzielnie stawić czoła i zmieść wroga z talerza, czy tam patery – do ostatniego okruszka!

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Słodycze twój wróg! Ładuj wroga w mordę!

Czy jakoś tak…

Babska logika rządzi!

Ale nie, nie, to naprawdę horror. 

No bo otwiera taki weganin swoją prowegańską lodówkę, a tam golona. Albo mięsożerca idzie do swojej krwawej lodówy, a tam tofu wypełza… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone – jeśli wyczułeś klimacik i atmosferę, to świetnie. Cieszę się, że się podobało, dzięki. :)

I tylko komentującym się dziwię – mrok, groza, trup pada, dziatki niewinne zaraz padną też, a wy podśmiechujki o kłapiących lodówkach. Wstyd. 

Jaki tam wstyd! Wszak wiadomym jest, że lodówka weszła już do kanonu komentarzy i jej obecność pod tekstem jest konieczna! Zwłaszcza jak wpadnie Finkla. ;)

Ja z kolei miałam wczoraj inny problem, szukałam czegoś, co zawierałoby chociażby znikomą ilość czekolady, a w lodówce tylko zielenina. :(

Oj tam, przesadzasz. Skomentowałam tysiące tekstów i lodówka pojawiła się w komciach chyba tylko pod kilkoma.

Babska logika rządzi!

Może rzeczywiście przesadzam, ale i tak mam do niej sentyment. :)

Bardzo dobry tekst, bo choć krótki, czytelnik ma możliwość poczuć subtelny, mroczny klimat. Ciekawe, co mogła napisać Ola? :D Aż strach pomyśleć. :D

No i gratuluję publikacji i dołączam się do piony, bo też jestem w Szortalu, ale tym lipcowym :)

Cieszę się, Rosso, że jako jednej z nielicznych udało ci się wyczuć subtelny i mroczny klimat. :) Sama się zastanawiam, co takiego napisały dzieciaki. Może przywołały do życia jakieś demoniczne kucyponki? :D

No i oczywiście pjona i gratulasy!

Przyznaję, że jestem tępy. O czym jest to opowiadanie?

O czerwonym zeszycie. ;)

Sama nazwa "kucyponki" jest już wystarczająco straszna ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No i ładnie. Budowanie klimatu wyszło bardzo dobrze. Poza tym lubię Twój styl, czyta się bardzo lekko i przyjemnie.

Fabuła fakt, króciutka i dość przewidywalna, ale skoro miał to być eksperyment z budowaniem nastroju to się nie czepiam. ;)

Bym klikał, gdyby doklikane nie było, więc klik duchowy ode mnie. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo, dzisiaj zostały skomentowane dwa moje teksy. W obu komentarzach pojawia się zdanie: “lubię Twój styl”. Nawet nie wiesz, jaką satysfakcję sprawia coś takiego! :D

Bardzo się cieszę, że według Ciebie, klimacik fajnie wyszedł. 

Dzięki serdecznie za tego duchowego klika, bo ma dla mnie równie ważne znaczenie jak te rzeczywiste. :D

Właśnie z tego powodu nie lubie pisać posępnych i ponurych powiastek. A nuż się wydarzą :)

Tak sobie myślę, Homarze, że gdyby chociaż połowa ponurych powiastek z tego portalu miała się wydarzyć, to niezły byłby bajzel na świecie. :)

sprawiając, że trudem łapał oddech

 

Ostatnią rzecz, którą zobaczył przed śmiercią

 

literówki : >

 

Nie takie złe, ale chyba większe wrażenie zrobiłoby na mnie, gdyby ktoś przerwał Marcinowi w trakcie gryzmolenia i mężczyzna w czarnym kapeluszu musiałby stać na deszczu w niezręcznej sytuacji, czekając, co będzie dalej. Albo gdyby to była jakaś zagraniczna miejscówka, a Marcin okazałby się typowym przebiegłym Polakiem z rodzimych dowcipów i napisał w zeszycie, że mężczyzna w czarnym kapeluszu przynosi mu zimne piwko, a potem smaży kotlety dla całej rodziny.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki, Nevazie, za wyłapanie literówek. :)

Twoje propozycje są niezłe, ale gdzie tu groza? Chyba że to piwo byłoby ciepłe, a nie zimne, a kotlety z tej babki, co się wcześniej utopiła. ;)

Dzięki za odwiedziny.

O czerwonym zeszycie. ;)

 

Aż tak tępy nie jestem, tyle zrozumiałem :D

Okej, to tak w skrócie: facet znalazł jakiś przeklęty zeszyt, coś kazało mi napisać w nim przerażającą historię, która później wydarzyła się w rzeczywistości, no i po gościu. :D

Aśka musiała skończyć projekt, nad którym pracowała od pół roku, dzieciakom został jeszcze tydzień nauki, więc Marcin[-,] postanowił, że przyjedzie tutaj sam i wszystko przygotuje.

Mogłabym napisać, że fajne i odhaczyć jako przeczytane, ale zebrało mi się na szczerość, więc wybacz, AQQ.

W piątym zdaniu dowiedziałam się, że poprzednia właścicielka domku utonęła i w zasadzie od tego momentu wiedziałam, że Marcin też zginie. A gdy zaczął pisać w czerwonym zeszycie, nie miałam wątpliwości, że opisuje swoją przyszłość. Nie czułam grozy. I, niestety, ten szort pozostawia mnie obojętną, co zawsze jest niedobre :(

Natomiast czytało mi się (jak zwykle u Ciebie) bardzo dobrze :)

Bardzo się cieszę, Anet, że zebrało ci się na szczerość. :D

Rzeczywiście zawaliłam i za wcześnie odkryłam wszystkie karty, ale cieszę się, że przynajmniej czytało ci się dobrze. :)

Okej, to tak w skrócie: facet znalazł jakiś przeklęty zeszyt, coś kazało mi napisać w nim przerażającą historię, która później wydarzyła się w rzeczywistości, no i po gościu. :D

 

To demoniczne! :O

Szatan lubi takie rozrywki…

 

Fajnie napisane, klimat jest, niespodzianki nie ma. No może ta, że z pętlą na szyji walcząc o życie, nadal preferuje zgłębianie literatury:) Ale pomysł jest i warsztat dobry.

3Xsię to trochę za dużo

Nie zdążył się nawet odwrócić, gdy poczuł, że zaczyna się dusić. Bezskutecznie próbował pozbyć się pętli, która zaciskała się coraz… 

Patetronusie, jeśli klimat i warsztat według Ciebie dobry, to już i tak więcej niż połowa sukcesu. 

że z pętlą na szyji walcząc o życie, nadal preferuje zgłębianie literatury:)

Facet wie, że niewiele czasu mu zostało, to po co ma go marnować, jak może poczytać. :D

Pomyślę, jak wyeliminować te nieszczęsne się.

Dzięki za odwiedziny. :)

Całkiem zgrabny szort, AQQ. :) Klimat osiągnąłeś, jak chciałaś. :) Zgrzyta mi tylko króciutki fragment:

Marcin z zaciekawieniem studiował mroczne opowieści o demonach, upiorach, tajemniczych zgonach i morderstwach, które od zawsze tak go fascynowały. Nagle jakaś niepohamowana siła zmusiła go, by sięgnął po długopis i również zaczął pisać…

A naprawdę musiały go fascynować takie historie? Nie mógł sięgnąć po nie o tak, z ciekawości? Nie wszystko musi mieć swoja przyczynę (ale wielokrotnie tak piszemy w opowiadaniach, żeby zaraz się ktoś nie przyczepił, że coś jest bez sensu, faktycznie zaś, mnóstwo spraw w życiu robimy bez sensu…), ot był ciekawy, co ktoś napisał. 

To samo tyczy się nagłej niepohamowanej siły. Mnie wystarczyłoby, gdyby po prostu poczuł chęć, chciał spróbować też coś napisać, albo poczuł wewnętrzną potrzebę? Taka NNSiła kojarzy mi się z filmami klasy B.

Poza tym, naprawdę nieźle.

Pozdrawiam.

Dzięki, Darconie. :)

Fascynacja? A może tylko ciekawość? Wydaje mi się, że są osoby, które mają autentycznego świra na punkcie takich klimatów. A niepohamowana siła? Może to szort klasy B. :D

Cieszę się, że dostrzegłeś klimat i zgrabność króciaka. :)

Również pozdrawiam!

Nowa Fantastyka