- Opowiadanie: soku1403 - Tajemnicza zagadka o morderstwie (Mysterious murder mystery po angielsku, bo po angielsku też będzie książka)

Tajemnicza zagadka o morderstwie (Mysterious murder mystery po angielsku, bo po angielsku też będzie książka)

No hejka! To pierwszy tom przygód śledźczego Johna Hawkinsa o, którym już mam dużo książek napisanych, ale na razie tylko, jedna. Będzie też po angielsku, ale chyba sam to zrobię, bo już umiem. 

Słownik dla tych, którzy nie wiedzą:

*policjant, który rozwionzuje gagadki

**nie żywy człowiek

***to znaczy, że odkrył coś umysłem

****imie i nazwisko osoby

*****taki samochód w USA

******anonim do wionżą

*******takim sprytnie lekkim w słowach być

********że się modlą do kogoś, ale tak insentywnie

*********bardzo stare mające bardzo dużo lat

**********trzymanka na pistolet

***********taka zagadka, że nie wiesz o co chodzi

************takie coś, że prawda, ale że nieprawda i śmieszne

Tylko nie kopjujcie tego, bo potem pujdę do sondu i już nie będzie już tak miło!

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Tajemnicza zagadka o morderstwie (Mysterious murder mystery po angielsku, bo po angielsku też będzie książka)

Prolog

– Kolejny typowy dzień – powiedział śledźczy* John Hawkins, a potem wyjął papierosa ze swojej kieszeni swojego granatowego płaszcza i zapalił zpomocą czerwonej jak krew zapalniczki.

W miejscu zderzenia było dużo osób w mundurach, ponieważ byli policjantami. Byli też tacy bez mundurów, ale było ich mniej, bo mieszkali w bloku przedktórym byli wszyscy.

W budynku było zaklejone żółtą policjancką taśmą okno, przez którą nikt nie mógł przejźć. John przeszedł przez nią, bo był najważniejszy ze wszystkich tutaj.

– Co się stało? – spytał najbliższego stojącego policjanta, który patrzył na niego przestraszającym wzrokiem.

– Morderstwo się stało – wyjonkał policjant, któremu strach w ciąż nadal nie schodził z jego twarzy.

– Standart – stwierdził John, gdyż nieraz widział zabitych ludzi. – Gdzie jest denat?**

– W środku – policjant pokazał w okno wskazującym palcem.

– No to idę.

– Panie śledźczy Hawkins! – zatrzymał go krzycząc funkcjonariusz.

– Co? – John był zły za to, że policjant zatrzymał go kiedy szedł do mieszkania zobaczyć ciało.

– To nie jest zwykłe morderstwo.

– A jakie? -Specjalne? – odparnął z przekonsem John zadowolony ze swojego modrego dowcipu. Policjant zamilknął w ciszy, a John poszedł. Na klatce schodowej stał chłopak płacząc ze załzawionymi oczami. Śledźczy domyślił się, że chłopak dopiero co płakał i że był bliskim najbliższym zamordowanego.

Coza smutny świat– pomyślał John machając bokiem na głowami.– W dobrym i szczenśliwym świecie dzieci nie musiały by płakać i się smucić, że ktoś umarł.

Przed drzwiami do mieszkania dwóch policjantów opowiadało sobie żart. John nie usłyszał kawału, ale słyszał śmiechy. Potem wszedł do środka i zakrył nos, bo śmierdziało.

– Co tak śmierdzi? – powiedział do samego siebie John. – Widziałem i pachniałem nieżywych ludzi niekilkukrotnie, ale one tak nie śmierdziały. Morze ten policjant przed blokiem miał rację, że to niezwykłe morderstwo?

Przeszedł przez długi i wąski jak szlag w kanionie korytarz i otworzył usta wymalowane zdumieniem. W salonie obok lewej ściany od strony Johna leżały martwe zwłoki. Wokół ciała znajdowała się bardzo duża kałuża w kolorze krwi.

– Krew – mrugnął John i przykrył usta swoim rękawem granatowego płaszcza.

Ofiara nie miała ronk ani nóg. Śledźczy wydedukował***, że muszą one być gdzie indziej. Nie miał twarzy na skórze, przez co jego twarz była czerwona i nieładna. John nie widział płci od razu, a nie chciał pytać policjantów, bo sami pewnie nie wiedzieli jeszcze, więc spojrzał w dół, bo ciało było nagie. Widząc to co Bozia dała denatowi odkrył, że to MEN-SZCZY-ZNA. Wyjął ze swojej kieszeni swój nieodłączny notes oraz długopis i napisał tą bardzo ważną informacje żeby nie zapomnieć. Wtedy obok Johna stanął ktoś jeszcze. John podskoczył, z zdziwnienia upuścił notes niechronnie zmierzający w kierunku dołu. John nie bez powodu był lepszym policjantem od innych i złapał w powietrzu notes póki ten nie spadł do kałuży krwi i się pobrudził.

John spojrzał na tego, co go zdziwił tak z zaskoczenia. Był to menszczyzna, ale wyglądał na policjanta. Chociaż nie ubrał na siebie munduru więc pewnie był takim samym śledźczym jak John. A John nie lubił kiedy ktoś był taki dobry jak on, i od razu nie polubił tego człowieka.

– Nazywam się porucznik Andrew Connors – powiedział porucznik i wystawił do niego bladą i suchą jak pień brzozy dłoń. John też tak zrobił i się złączyli.

– A ja…

– Tak wiem – przerwał mu błyskawicznie Connors, którego nie zlubił jeszcze bardziej. – Słynny John Hawkins. Ciekawe czy sprostasz takiej zagadkowej tajemnicy jak ta – w głosie Connorsa było słychać szyderstwo i wyśmiewanie.

– Wiesz coś o toszsamości**** denata? – spytał nie chętnie John.

– Tak to Michael Palmer, który tu mieszkał i był piekarzem.

– Piekarzem – powiedział John i zanotonował w notesie.

– Chłopak na klatce schodowej to jego syn.

– A jego matka?

– Zginęła na raka płuc trzy lata temu – Connors poszedł dwa kroki do przodu, ale była tam krew więc cofnął się do tyłu. – To bardzo podejrzliwe. Palmera wszyscy szacowali i darzyli apatią.

– Więc kto go zabił?

– To już od ciebie zależy – oznajmił porucznik i pociągnął mocno nosem aż John usłyszał chociaż nie chciał. – Musisz się tego dowiedzieć, bo inaczej nie będziemy wiedzieć. Zobacz na ciało. Morze znajdziesz coś ciekawskiego.

Connors poszedł sobie a John, nie więc został. Zbilżył się do zwłok i kucnął, bo tak się lepiej widziało. Poszukał wzrokiem, ale nic nie znalazł, bo ciało wciąż było gołe i nieciekawe.

– Hmm – zamyślił się poważnie śledźczy. – Może jest coś pod nim?

Klasnął w ręce, ale tak jakby skończył jakąś robotę a nie jak zespół Piotra Rubika i przewrócił Palmera żeby popatrzeć co jest na podłodze. Był to złocisty jak promienie słońca medialion na, którym coś było zrobione. Jakiś dziwny znak. John wyszedł z mieszkania i nieszybkimi krokami potruchtał do policjanta, który stał przedtem przed oknem i nadal tam stał.

– Funkcjonariuszu – zwrócił do niego John i pokazał medialion. – Co to za znak?

– Gdzie? – spytał policjant.

– Tu – odpowiedział John wskazywszy na środek złotego kółka.

– To znak gangu, który mieszka na pułnocy w mieście.

– Dzięki.

– Ale niech pan uważa – ostrzygł go. – Bo to jest też chyba sekta, która wierzy w jakiegoś demona i się do niego modli nocami w opuszczonych miejscach gdzie nikogo nie ma.

– Dziękuję za ostrzyżenie – podziękował John i wsiadł do swojego samochodu – swojego Pontiaca***** i odjechał żeby wrócić do domu i coś zjeść. John nie miał rodziny, bo mieszkał sam. Musiał sam sobie robić obiady, sprzątać po obiadach i prasować swoje ubrania, których nie prasował, bo nie lubił i miał zepsute żelazko.

Gdy zjadł smaczną jajecznicę i dobre piwo, które pił często i mu smakowało znowu wsiadł do samochodu i pojechał do pułnocnego miasta aby porozmawiać z tamtym gangiem o, którym mówił policjant przed oknem.

Rozdział 1

Przyjechał na ulicę gangu ze złotym medialionem i poszedł przed siebie patrząc czy, nie ma nikogo na dworzu kto mógłby porozmawiać z nim o sekcie i zabójstwie.

Domy w pułnocnym mieście były małe i zniszczone a z ich ścian schodziła farba. John domyślił się, że mieszkają tutaj tylko biedni ludzie, którzy mało zarabiają i ledwo sznurują****** koniec z końcem.

John kroczył po asfaltowym chodniku. Jego nogi głośno klapały kiedy robił kroki i zobaczył starą czarno-skórą kobietę w sendziwnym wieku.

– Dzień dobry – przywitał się z nią John. Nie wyjmował od znaki ze swojej kieszeni granatowego płaszcza żeby nie być rozpoznanym jako funkcjonariusz policyjny, bo nie chciał by ktoś to odkrył.

– Czego pan chce? – powiedziała niemiło kobieta patrząc na niego podejrzanym wzrokiem.

John wiedział żeby być subtelnym******* w rozmowach w pułnocnym mieście.

– A tak się rozglądam tylko tutaj – odpowiedział nicniewiedzącym głosem. – Okolica jest bardzo ciekawa, bo słyszałem, że jest tu sekta, która się modli do jakiegoś demona w pustych miejscach. Słyszała pani coś o tym?

Subtelność zadziałała ze skutecznością bejsbolisty, który odbija pałką piłkę i biegnie i ją łapie, bo kobieta podszedła do niego.

– Słyszałam, lecz nie za głośno, mogę mówić, bo będe miała problemy.

– Niech się pani nie zamartwica – pocieszył ją czule i z uśmiechem John.

– A to dlaczego? Jesteś gliniarzem?

– Nie – powiedział pewnie śledźczy.

– To dobrze. To powiem.

– To niech pani mówi.

– Dobrze – jeszcze raz poparzyła po wszystkich swoich stronach czy nikogo nie ma, ale nie było. – Sekta jest tutaj i się spotykają w piwnicy w pustym domu siedem domów dalej na lewo.

– Kiedy się tam potykają?

– Późno w nocy około dwudziestej drugiej.

– I co tam robią?

– No to co pan mówił:modlą się do demona i go czczom********.

– A wie pani kim jest ten demon?

– Słyszałam kiedy rozmowę dwóch chłopaków jak byłam w sklepie i oni mówili, że idą w nocy do piwnicy żeby modlić się do Refycula.

– Refycul – zamyślił się roztropnie John. – Nic mnie to nie mówi.

– Ale ja nic nie powiedziałam i nic nie wiedziałam jakby co – powiedziała na szybkości kobieta.

– Nie ma sprawy proszę pani – zapewnił ją śledźczy i poszedł do wozu. – Do widzenia.

– Do widzenia – odpowiedziała.

John wszedł do swojego Pontiaca i go odpalił za pomocą kluczyka do auta. Silnik nie chciał zapalić, ale potem zapalił i pojechał. John też zapalił wyjmując ze swojej kieszeni granatowego płaszcza paczkę papierosów. Już wiedział co będzie robić dzisiejszej nocy. Pójdzie do piwnicy pustego domu i się dowie dlaczego zabito tego menszczyznę w bloku rano.

Rozdział 2

Kiedy była już noc John przyszedł do piwnicy i sprawdził czy nikt go nie widzi, ale było ciemno więc nie było go widać. Wyciągnął przed swoje ciało rękę i odtworzył wiekowe********* drzwi piwnicy, które wyglądały na starodawne. Zszedł po schodach, które szły w dół, ale tak cicho i bez szelestnie. Gdy był już blisko to słyszał głosy i ktoś śpiewał. John wyciągnął z kabury********** pistolet z amunicją i trzymał go blisko twarzy, ale do góry żeby w razie czego opuścić pistolet i szczelić.

Szedł nie szerokim korytarzem a przed nim była jakaś duża sala z białymi kapturzystami. Mieli przezcieradła na głowie i ciałach i śpiewali coś. John zbliżył się najbliżej jak mógł, a bliżej nie mógł, bo by go zobaczyli. John patrzył na nich, ponieważ był ciekawy co robią, ale stojąc nadepnął na butelkę, która była pod jego nogą i się zbiła. Kapturzyści to usłyszeli i go pojmali, ale nie zabijali. John krzyknął: puście mnie! ale albo go nie słyszeli albo nie chcieli.

Posadzili go na narysowanym na podłodze czerwonym kółku z gwiazdką w środku i znowu zaczęli śpiewać. John chciał wstać, ale go przytrzymali za nogi i górne kończyny. Kapturzyści nadal śpiewali a śledźczemu zrobiło się bardzo ciepło aż mu się zachciało pić czegoś zimnego. Nagle Johnowi coś się stało we wzrok, bo miał biel w oczach. Zemdlał w stanie nieprzytomności.

Rozdział 3

Obudził się zalany potem a potem wstał i popatrzył na boki. Wszędzie było biało i nic innego. Dopiero później John zobaczył jakiegoś menszczyznę w garniturze i krawacie z brodą.

– Witaj Johnie – powiedział chrypkim głosem.

– Kim jesteś? – spytał John, który nie wiedział kim jest ten menszczyzna. – I z kąd znasz moje imie?

– Wiem wiele rzeczy – odparnął egmanistycznie***********. – Twoje imie też.

– A z kąd?

– Wiem to od zawsze.

– Więc musisz być moim ojcem – powiedział z charakterną dla siebie sarkastycznością************ w tonie głosu.

– Ale jestem kimś znacznie lepszym.

– Kim?

– To ja chciałem żebyś poszedł do tej piwnicy.

John był dezorientowany.

– Nieprawda.

– Prawda.

– Powiedziała mi o tym czarno-skóra kobieta a nie ty.

– A jak się nazywał demon o, którym mówiła?

– Skąd o tym wiesz?

– Odpowiedz – powiedział groźnie menszczyzna w garniturze.

– Refycul.

Dał mu kartkę i ołówek, które były z nikąd.

– Masz i to napisz.

– Po co?

– Pisz.

John to zrobił chociaż nie wiedział jaki jest w tym sęs. Nagle pojawiło się lustro, w którym był John.

– Podnieś kartkę i zobacz co pisze w lustrze.

John aż zaniemówił ze zdziwości:

– Lucyfer! – krzykł. – Jesteś diabłem!

– Tak.

– To ty zabiłeś tego menszczyznę?

– Nie.

– A kto?

– Moi wyznawcy.

– Czemu?

– Żebym miał ofiarę.

– A czemu im to kazałeś?

– Bo lubię jak ludzi boli i cierpią.

– A czemu mnie zaprowadziłeś do piwnicy?

– Bo nikt inny mi nie stanowi zagrożenia a ty tak.

– Jakiego zagrożenia?

John był sprytny, bo te pytania to nie były tak, o tylko zagadywał diabła żeby niewidocznie wyciągnąć pistolet.

– Jesteś bardzo mądry i przebiegły. Chcę takiego w piekle.

John przyśpiesznym ruchem wyciągnął pistolet i szczelił diabłowi w czoło. Lucyfer zrobił się czerwony i wybuchł ogniem.

– Ja nie umieram! Ja jestem nieśmiertelny!

Ale zniknoł. A Johna przeteleportowało do jego mieszkania i był już bezpieczny.

Epilog

John Hawkins dostał awans w policji i został porucznikiem a Andrewa Connorsa zwolnili i dali jego stanowisko Johnowi. John po tym jak pokonał diabła złapał kapturzystów i pisali o nim w gazetach i mówili w telewizji. Johnowi nie zależało na sławnie tylko na dobrym robieniu swojej pracy, którą lubił.

John wiedział, że to nie ostatnia przygoda, która go spotkała albo spotka i kiedyś znowu nastąpi coś co będzie takie tajemnicze jednak miał nadzieję, że to będzie później, bo teraz chciało mu się odpoczywać. 

Koniec pierwszego tomu nie robić kolejnych, bo mam prawa autorskie!

Koniec

Komentarze

Jósz-Sie (taki hiński Brus Li) bałemże Grafofagia natenczas zanurzyła loty definicyjnie. A tu o. Hura. NOwreszcie dobry potekst. Jakbym miau curke w tfoim wieku, to bybmył dómny. Ale nie mam. Ani sórki, ani synowca, ani nawet piesa. To nie jestem. Ale bym muk.

I bardzotesz Mi-Sie (tajwaniecki Brus Li) podoba solidarnie poczyniony sownik. No nieźle. Jestem n atak.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Pęk na o powieś! Trochu się bałam ,że coś łzego siem wstanie temu śledź czemu bogo po lubiłam, chodź na wet nie w jem czyje st przy stojny. Ale naszcz eście wszy stko doprze siem ukończyło wiec luz.

Widzew ze używasz trud nych stów. fajosko że zrobiłeś do nich siłownik łatwiej się wyłapać o co cho.

Babska logika rządzi!

Bardzo mnie się podoba ten kryminał. Jest zawadiacki. Autor ma jak widać jajca. Bardzo chciałbym poznać tom przygodę po angielsku. Powinna mnie zaskoczyć. Jest tu wiele pereuek w tekście. Na ten przykład: Poszukał wzrokiem, ale nic nie znalazł, bo ciało wciąż było gołe i nieciekawe.​ ​Od razu widać że to bardzo Wielka Literatura.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oto przybywa Tommy Lee Jones bez poczucia humoru, by ze szczerą, zgredowską powagą zmasakrować Twój tekst. Może udowodnię tylko tyle, że nie rozumiem genialnego żartu (ah, Widziu, dusi mnie!), albo, że jestem podłą suką, która podbudowuje swoje ego, znęcając się nad dziećmi. Trudno. Moving on.

 

Primo (i najważniejszo) – nie przyjmuj z góry, że jesteśmy głupi. Być może faktycznie jesteśmy (mówię za siebie!), ale przyjmowanie tego z góry jest nieuprzejme i nie nastawia nas, przybyszów z planety Sarkazm, zbyt przychylnie. OK? Aż nas czułki bolą. Ale nie wylądowaliśmy wczoraj i wiemy, co to jest "śledczy" czy "kabura" – jeśli stwierdzisz, że bodzie sambur czy buhaj włochaty, nie ucz nas tego – myśmy o tym wiedzieli przed laty.

 

Secundo – nie będę Ci wytykać błędów gramatycznych, ortograficznych ani interpunkcyjnych. Nie dlatego, że ich nie ma, bo są w każdym zdaniu, ale to zadanie Twojej pani od polskiego. Ona nie gryzie. Idź do niej. Przynieś dużą bombonierkę (polecam z wiśniówką).

 

Tertio (chwilka absolutnej powagi, szczerości i czego tam) – wystarczył mi wstęp, żeby stwierdzić u Ciebie manię wielkości. W Twoim wieku jest to normalne (albo to, albo ciężka, czarna depresja) – ale weź głęboki oddech i pomyśl przez chwilę. Rozważ przynajmniej możliwość, że sam sobie wydajesz się tak boski tylko dlatego, że nie znasz nic bardziej boskiego od siebie – ale świat jest wielki i jeśli tylko na niego spojrzysz, zaraz coś takiego odkryjesz. Więc wyluzuj.

 

"Mysterious mystery" brzmiałoby nieźle tylko w parodii. Co podtrzymuje tezę, że robisz sobie z nas jaja.

 potem wyjął papierosa ze swojej kieszeni swojego granatowego płaszcza i zapalił zpomocą czerwonej jak krew zapal niczki.

Miał własną kieszeń i własny płaszcz. Bogacz. Ponadto dysponował krwistoczerwoną zapalniczką, jak znalazł dla maczo.

 W miejscu zdarzenia było dużo osób w mundurach, ponieważ byli policjantami.

Ci osobi byli policjantami, jak rozumiem. Podmiot zdania podrzędnego nie zgadza się z podmiotem zdania nadrzędnego, przez co całość, mówiąc kolokwialnie, nie trzyma się kupy.

 Byli też tacy bez mundurów, ale było ich mniej, bo mieszkali w bloku przedktórym byli wszyscy.

Było ich mniej, bo mieszkali w bloku? Trzy razy "być".

 W budynku było zaklejone żółtą policjancką taśmą okno, przez którą nikt nie mógł przejźć. John przeszedł przez nią, bo był najważniejszy ze wszystkich tutaj.

Policyjną taśmą. Nikt nie mógł przejść – ale John jakoś mógł? Czyli chyba nikomu nie było wolno przejść? Poza tym, od kiedy oficjalnie prowadzący śledztwo gliniarz włazi oknem?

Spytał najbliższego stojącego policjanta, który patrzył na niego przestraszającym wzrokiem.

Leżący policjanci (ci z betonu) są na ogół mało rozmowni. I że się nie przestraszył tego wzroku, ja cię. Twardziel.

 Morderstwo się stało – wyjonkał policjant, któremu strach w ciąż nadal nie schodził z jego twarzy.

I w mordę za niesubordynację. Nie dość, że wciąż, to jeszcze nadal. Aż tak mu nie schodził ten strach? I jak on wyglądał? Był włochaty, jak przodek Muminków?

 Standart – stwierdził John, gdyż nieraz widział zabitych ludzi.

… z tą męską obojętnością, uch.

 -Specjalne? – odparnął z przekonsem John zadowolony ze swojego modrego dowcipu.

Jak on to zrobił, że dowcip był "modry"? Moje bywają najwyżej błękitnawe.

Policjant zamilknął w ciszy, a John poszedł. Na klatce schodowej stał chłopak płacząc ze załzawionymi oczami.

Zamilknięcie oznacza, że zapadła cisza, a płakać bez łez jest dość trudno. Po co powtarzasz to samo po dwa razy?

 Śledźczy domyślił się, że chłopak dopiero co płakał i że był bliskim najbliższym zamordowanego.

Geniusz.

 Coza smutny świat– pomyślał John machając bokiem na głowami.– W dobrym i szczenśliwym świecie dzieci nie musiały by płakać i się smucić, że ktoś umarł.

Co on, przepraszam, robił z tą głową? Dyskusję o problemie zła sobie darujemy, powiem tylko, że John ma w tej chwili inne zmartwienia, bardziej przyziemne.

 Co tak śmierdzi? – powiedział do samego siebie John. – Widziałem i pachniałem nieżywych ludzi niekilkukrotnie, ale one tak nie śmierdziały.

"Pachniał"? Kwiatek pachnie. Książka prosto z księgarni pachnie. Ciasto orzechowe pachnie. Ty to wszystko wąchasz i przypuszczam, że John nie różni się od przeciętnego człowieka w tej materii. Przepisz tysiąc razy: "pachnieć" to "wydzielać zapach", "wąchać" to "odbierać zapach". "Niekilkukrotnie" brzmi jak coś, co wymyślił Dariusz Kamys po ćwiartce wódki.

 Morze ten policjant przed blokiem miał rację, że to niezwykłe morderstwo?

Może i miał.

 wąski jak szlag w kanionie korytarz

“Szlag” = “piorun”. Udana metafora.

 leżały martwe zwłoki

A potem wszedł John Romero i zwłoki stanęły na baczność.

 Wokół ciała znajdowała się bardzo duża kałóża w kolorze krwi.

Była to, naturalnie, kałuża minii, którą zwłoki malowały poręcz na balkonie, zanim się potknęły i wylądowały z puszką na głowie.

 Krew – mrugnął John i przykrył usta swoim rękawem granatowego płaszcza.

Geniusz. Rękaw też miał swój?

 Ofiara nie miała ronk ani nóg. Śledźczy wydedukował, że muszą one być gdzie indziej.

Prawie jak Stirlitz. Przy okazji – "poznać coś umysłem" i "wydedukować" to nie to samo – dedukcją nazywamy poznanie umysłowe pośrednie (tj. rozumowanie), a jest jeszcze bezpośrednie (intuicyjne).

 Nie miał twarzy na skurze, przez co jego twarz była czerwona i nieładna.

A, fe. Gdzie się ta twarz znajdowała, swoja drogą?

 Widząc to co Bozia dała denatowi odkrył, że to MEN-SZCZY-ZNA.

Droga Boziu. Bądź tak dobra i spuść na tego mężczyznę poczucie wstydu. Może być listek figowy.

 napisał tą bardzo ważną informacje żeby nie zapomnieć.

… zamiast uszczypliwego komentarza, dowcip o Stirlitzu: Stirlitz wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami. Narciarze – pomyślał Strirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.

Wtedy obok Johna stanął ktoś jeszcze. John podskoczył, z zdziwnienia upuścił notes niechronnie zmierzający w kierunku dołu. John nie bez powodu był lepszym policjantem od innych i złapał w powietrzu notes póki ten położył się na ziemi w kałóży krwi i się pobrudził.

Czyli ktoś się zmaterializował koło Johna, którego notes wyrywał się w stronę podłogi (pewnie chciał chłeptać ciepłą krew zabitego, muahaha), na której by się następnie położył i zamerdał ogonkiem?

John spojrzał na tego, co go zdziwił tak z zaskoczenia. Był to menszczyzna, ale wyglądał na policjanta. Chociaż nie ubrał na siebie munduru więc pewnie był takim samym śledźczym jak John. A John nie lubił kiedy ktoś był taki dobry jak on, i od razu nie polubił tego człowieka.

Ja też się dziwię, jak się dziwię. Naturalnie, powszechnie wiadomo, że policjanci to trzecia płeć (rozmnażają się przez wślizgiwanie). Mundur się zakłada, nie ubiera (ubiera się człowieka w mundur). A skąd John wie, że facet jest tak dobry, jak on? Jakiś szósty zmysł?

 John też tak zrobił i się złączyli.

Takie rzeczy tylko po dwudziestej drugiej.

 Tak wiem – przerwał mu błyskawicznie Connors, którego nie zlubił jeszcze bardziej. – Słynny John Hawkins. Ciekawe czy sprostasz takiej zagadkowej tajemnicy jak ta – w głosie Connorsa było słychać szyderstwo i wyśmiewanie.

Trudno się powstrzymać od szyderstwa, naprawdę. Jak bardzo nie polubił Connorsa?

 Connors poszedł dwa kroki do przodu, ale była tam krew więc cofnął się jednak do tyłu.

Miał nowe buty.

 To bardzo podejrzliwe. Palmera wszyscy szacowali i darzyli apatią.

Tak, wtyka nos tu i ówdzie. "Szacowali" = "oceniali na oko". "Apatia" = "obojętność".

 Więc kto go zabił?

 – To już od ciebie zależy

Oo, to mocne oskarżenie.

 pociągnął mocno nosem aż słyszało

Co słyszało? Król Julian?

 Musisz się tego dowiedzieć, bo inaczej nie będziemy wiedzieli.

Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Müllera leżącego na podłodze, i nie dającego oznak życia.

– Otruty – pomyślał Stirlitz, przyglądając się rączce siekiery wystającej z piersi.

 Zobacz na ciało. Morze znajdziesz coś ciekawskiego.

Tymczasem bakterie, imprezujące na zwłokach nieszczęsnego piekarza, z ciekawością zapatrzyły się w górę. Nad trupem debatowało dwóch tekturowych policjantów.

 Connors poszedł sobie a John nie więc został. Zbilżył się do zwłok i kucnął, bo tak się lepiej widziało. Poszukał wzrokiem, ale nic nie znalazł, bo ciało wciąż było gołe i nieciekawe.

Stirlitz wchodzi do sklepu. Zobaczył cebulę.

– Cebula – pomyślał Stirlitz.

– Następny głupi kawał o Stirlitzu – pomyślała cebula.

 Klasnął w ręce, ale tak jakby skończył jakoś robote a nie jak zespół Piotra Rubika

… Stirlitz, idąc korytarzem w RSHA, zobaczył podstawę logarytmu naturalnego.

– E, tam – pomyślał Stirlitz.

 Był to złocisty jak promienie słońca medialion na którym coś było zrobione.

I wcale nie umazany żadnymi płynami ustrojowymi.

Funkcjonariuszu – zwrócił do niego John i pokazał medialion. – Co to za znak?

 – Gdzie? – spytał policjant.

 – Tu – odpowiedział John wskazywszy na środek złotego kółka.

 – To znak gangu, który mieszka na pułnocy w mieście.

 – Dzięki.

 – Ale niech pan uważa – oszczegł go gdy zdążył. – Bo to jest też chyba sekta, która wierzy w jakiegoś demona i się do niego modli nocami w opuszczonych miejscach gdzie nikogo nie ma.

A skąd wy wiecie takie rzeczy, funkcjonariuszu? Hę? Czyżbyście bywali w tych opuszczonych miejscach?

 Dziękuję za oszczeżenie – podziękował John

Proszę, poprosiłam, litości.

 wsiadł do swojego samochodu – swojego Pontiaca i odjechał żeby wrócić do domu i coś zjeść. John nie miał rodziny, ale mieszkał sam.

Nie miał też skrzatów domowych, jak mniemam?

 Musiał sam sobie robić obiady, sprzątać po obiadach i prasować swoje ubrania, których nie prasował, bo nie lubił i miał zepsute żelazko.

Nieszczęśnik.

 Gdy zjadł smaczną jajecznicę i dobre piwo, które pił często i mu smakowało znowu wsiadł do samochodu i pojechał do pułnocnego miasta aby porozmawiać z tamtym gangiem o, którym mówił policjant przed oknem.

To ma jakieś znaczenie, że mu smakowało? Jak mógł rozmawiać z całym gangiem – to nie jest pojedyncza istota?

 dworzu kto mógłby porozmawiać z nim o sekcie i zabujstwie.

– Halo! – zawołał John. – Jest tu kto? Chcę rozmawiać o sekcie, zabójstwie, a w przerwie możemy nakręcić tani film porno!

Wtem spadło mu na głowę wiadro.

 ledwo sznurują koniec z końcem

Końce zazwyczaj nie bywają wyposażone w sznurówki.

 Jego nogi głośno klapały kiedy robił kroki

Znaczy – był w drewniakach.

 czarno-skurą kobietę w sendziwnym wieku

Przedziwne.

 żeby nie być rozpoznanym jako funkcjonariusz policyjny, bo nie chciał by ktoś to odkrył.

Odcinek 333.: Stirlitz myśli.

 odrzeknęła niemiło kobieta popatrząc na niego podejrzanym wzrokiem.

Wzrok pani Goodfellow miał na sumieniu trzy napaści z bronią w rzęsach, ale żadnej mu nie udowodniono.

 nicniewiedzącym głosem

Mój głos też nie ma o niczym pojęcia.

 Subtelność zadziawała ze skutecznością bejsbolisty, który odbija pałką piłkę i biegnie i ją łapie, bo kobieta podszedła do niego, ale tak żeby nie słyszał.

Taaaak… W pokoju był półmrok. Stirlitz wszedł weń ostrożnie. Półmroka nikt potem już nigdy nie widział.

 Niech się pani nie zamartwica – pocieszył ją czule i z uśmiechem John.

 – Ato dlaczego? Jesteś gliniarzem?

 – Nie – powiedział pewnie śledźczy.

Już myślałam, że znowu będzie porno, ale to tylko Godot wszedł, spojrzał i wyszedł.

 Kiedy się tam potykają?

Na miecze, lubo na topory?

 – Refycul – zamyślił się roztropnie John. – Nic mnie to nie mówi.

"Roztropność" (prudentia, phronesis) – cnota intelektualna, uzdalniająca do właściwego sądu o rzeczach. Wg. Tomasza z Akwinu składają się na nią: pamięć, zdrowy ogląd, otwartość na pouczenia innych, domyślność (przyczyn), zdrowy osąd, zdolność wyobrażenia sobie skutków swoich czynów, oględność, zapobiegliwość.

 – Ale ja nic nie powiedziałam i nic nie wiedział jakby co – powiedziała na szybkości kobieta.

Stirlitz zaatakował znienacka. Znienacko bronił się tak, jak umiał. A Umiał to też był nie lada zawodnik…

 go odpalił za pomocą kluczyka do auta. Silnik nie chciał zapalić, ale potem zapalił i pojechał. John też zapalił wyjmując ze swojej kieszeni granatowego płaszcza paczkę papierosów

Zwykle uruchamiał samochód wytężonym błaganiem, ale to był wyjątkowy dzień, bo John po raz pierwszy w życiu zapalił ogień pstryknięciem palców lewej ręki.

 Wyciognął przed swoje ciało rękę i otworzył wiekowe drzwi piwnicy, które wyglądały na starodawne.

Jakie prawdo…yyy…prawdowyglądne? te drzwi. Od kiedy ręka Johna oddzieliła się od jego ciała, nie spotkał jeszcze tak uczciwego elementu stolarki budowlanej.

 Zszedł po schodach, które szły w dół, ale tak cicho i bez szelestnie.

Zwykle schody chodzą z hałasem.

 John wyciognął z kabury pistolet z amunicją i trzymał go blisko twarzy, ale do góry żeby w razie czego opuścić pistolet i szczelić.

Blisko twarzy – ale do góry? Lepsi śledczy od niego stracili w ten sposób nosy. Dobrze chociaż, że broń nienaładowana (skoro amunicję wyjmuje obok broni…).

 Szedł nie szerokim korytarzem a przed nim była jakaś duża sala z białymi kapturzystami.

Ale na szczęście się obudził. Co to element architektury, kapturzyści?

 John zbliżył się najbliżej jak mógł, a bliżej nie mógł,

Stirlitz w końcu odzyskał przytomność i natychmiast zasnął.

 stojąc nadepnął na butelkę, która była pod jego nogą i zbiła

Tak nagle się tam zmaterializowała?

 Kapturzyści to usłyszeli i go pojmali, ale nie zabijali. John krzyknął: puście mnie! ale albo go nie słyszeli albo nie chcieli.

Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradka dzieci puchły i umierały.

 Posadzili go na narysowanym na podłodze kółku z gwiazdką w środku czerwonym kolorem i znowu zaczęli śpiewać.

Niepotrzebnie się bał. To najoczywiściej przedszkole.

 Nagle Johnowi coś się stało we wzrok, bo miał biel w oczach. Zemdlał w stanie nieprzytomności.

Borys Jelcyn ogłosił swój impachement – tego rodzaju męta Stirlitz nie znał.

 w garniturze i krawacie z brodą.

Krawat nie golił się od rozwodu, kiedy żona-apaszka opuściła go, zabierając wszystkie żyletki.

 powiedział chrypkim głosem

Na śniadanie zjadł bowiem chrupki chleb.

 Kim jesteś? – spytał John, który nie wiedział kim jest ten menszczyzna.

Stirlitz wiedział, że wojna już się skończyła, tylko nie wiedział jeszcze – gdzie.

 odparnął egmanistycznie

Był bowiem wielkim egoistą, a wręcz egomanem.

 Więc musisz być moim ojcem – powiedział z charakterną dla siebie sarkastycznością w tonie głosu.

Kończy mi się wytrzymałość, więc powiem tylko: "charakterny" = "czupurny", "charakterystyczny" = "wyróżniający coś".

 John był dezorientowany.

Tak, jak czytelnik, który usiłuje przebrnąć przez ten tekst.

 Dal mu kartkę i ołówek, które były z nikąd.

Były z materii (mam nadzieję).

 John to zrobił chodź nie wiedział jaki jest w tym sęs.

Ja też nie wiem.

 Nagle pojawiło lustro, w którym był John.

Tak w środku, jak Alicja?

 zobacz co pisze w lustrze.

W lustrze jest John, o innych bytach piszących nie wspominałeś, ergo – tylko John może pisać w lustrze. Elementarna logika.

 John aż zaniemówił ze zdziwości

Ości, ości. Ale zaraz znowu zagadał?

Lucyfer! – krzykł. – Jesteś diabłem!

Stirlitz posłał Müllera do diabła. Następnego dnia diabła odwiedziło Gestapo.

 – Bo nikt inny mi nie stanowi zagrożenia a ty tak.

 – Jakiego zagrożenia?

 John był sprytny, bo te pytania to nie były tak, o tylko zagadywał diabła żeby niewidocznie wyciągnoć pistolet.

 – Jesteś bardzo mądry i przebiegły. Chcę takiego w piekle.

Stirlitz jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:

– Rozwodnione.

A sąsiad na to:

– Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heinekena.

John przyśpiesznym ruchem wyciągnoł pistolet i szczelił diabłowi w czoło. Lucyfer zrobił się czerwony i wybuchł ogniem.

 – Ja nie umieram! Ja jestem nieśmiertelny!

 Ale zniknoł. A Johna przeteleportowało do jego mieszkania i był już bez pieczny.

Tu wstawić głęboką dyskusję teologiczną. Co go przeteleportowało? John Constantine?

 

Epilog jest godny tekstu.

 

Reasumując – kochanie Ty moje najsłodsze. O swoje prawa autorskie nie musisz się martwić, bo tego cudu nikt nie ukradnie. Serio. Rozszerz swoją świadomość (tam za oknem jest prawdziwe powietrze!) i nie rób sobie jaj z uczciwych wariatów. A jeśli nie robisz sobie z nas jaj i faktycznie chcesz pisać – na razie odłóż pióro i czytaj. Prawdziwe książki. Jak przeczytasz ze dwieście, to pogadamy.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ty tak całkiem serio Tarnina?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo fajna grafomania. To jest tak złe, że aż dobre. Kicz, sztampa i brak talentu, które tu naładowałeś, czynią tekst przyjemnym. To coś w stylu filmów Rodrigueza. Gwiazdka z czerwoną kropką w środku mnie kupiła :) Zagadka była bardzo enigmatyczna, a opowiadanie strasznie nieprzewidalne. Nie mogłem się domyślić zakończenia do samego końca ;)

Uważam, że to ma szanse w konkursie, a nawet jeśli nie, to książka na pewno stanie się bestsellerem. 

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

And the nagroda dla pierwszego wkręconego czytelnika goes to…

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

mr.maras – tak, serio jestem podłą suką :) i muszę dziś siedzieć cały dzień w domu. Wrr. A jeśli chcesz poznać seriozność mojego komentarza, policz dowcipy o Stirlitzu i podziel to przez Dartha Vadera, a otrzymasz współczynnik głębokiej powagi, jaka mną powodowała.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Chyba podpiszę się pod pytaniem mr. marasa. Te błędy były celowe… O to chodzi w konkursie “Grafomania”…

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

W czasie deszczu dzieci się nudzą ;P

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Tarnina odwaliła ten kawał znakomitej, ale niepotrzebnej roboty zupełnie celowo. I teraz śmieje się w kułak: Haha, ale was wkręciłam, że sie wkręciłam… 

A co do tekstu, to chyba mam faworyta, póki co. Ze względu na to, że to porządne opowiadanie, fabuła, akcja, konkretny bohater ba, nawet tłist jakiś na końcu. Solidny kawał grafomanii. Co prawda mam wrażenie, że nieco przegiąłeś, Soku, z błędami, za dużo tego. Ale poza tym – miodzio. 

Edit :

Pisałem komentarz jeszcze przed ostatnimi wpisami Tarniny. Zatem spieszę :

Zasadą konkursu grafomanii jest napisanie także złego tekstu, jak się tylko da, jednocześnie zachowując maksymalną śmieszność i nie wpadając w kompletny bełkot. To całkiem trudne zadanie! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wrodzona uczciwość nie pozwala mi się nie przyznać – zostałam wkręcona. Joke’s on me. Ale, na moje usprawiedliwienie, za mocno wierzę w ludzkość, żeby uwierzyć, żeby ktoś pisał tak przeraźliwie i robił to celowo. No, i muszę siedzieć w domu, bo czekam na paczkę, o czym zostałam powiadomiona dopiero rano. Wrr.

 

Czapki z głów przed Autorem!

 

ETA: Ale za to nie muszę mieć wyrzutów sumienia, że zmieszałam kogoś z błotem. Win-win!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Wkręt na N-tą edycję grafomanii?

Absowicie cudowne :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Tarnino, ale dowcipy o Stirlitzu fajne. ;-)

Babska logika rządzi!

To chyba jakieś prawo fizyki, że muszę z siebie w każdym nowym miejscu zrobić idiotkę :) A dowcipy o Stirlitzu zawsze są fajne.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Neftlix powinien serie nakręcić, o tym pilocie odcinka.

Dobra policyjna robota i jeszcze realistczna bo detektywi tak pracujom. Widziałem w telewizorze, bo ogladam kryminalne zagadki z Ameryki.

I diaboł tez jest i to sie chwali bo to taka fanatastyka najwyzszych lotów. Lubie fanatastyke gdzie dibaly sa, bo to zawsze wtedy grozniej jak sie czyta. I to takie ze sie nie wygra, bo Lucfron nie umiera bo nie moze, tez jest dodajace tersci do fabuly.

Bardzo dobre.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Bardzo fajna i wciongajonca ta tfoja ksionszka. Czytałam z zaparym tchem i ne mogłam się oderwać. Fajnie że dałeś ten słownik bo bez tego nicbym nie zrozumiała. Ot teras jestem wielkom fankom Johna i czekam na dalsze pszygody jego.

Ale przegiołeś troche z błendami i pszy tej objentości tekstu troszkę to menczy.

O jakości tego tekstu świadczy to, że został wzięty na poważnie :)

Generalnie ilość grafomanii w sam raz, czytało się w miarę płynnie, kilka chwytów budzących politowanie, generalnie dobry tekst konkursowy.

Tymczasowy lakoński król

Ło panie, ile komentarzów! :D

Dzięki za docenienienie Bajlut, Fikla i panie Martas. 

Tarnino, doceniam za urozmaicenie sekcji komentarzy pod moim opowiadaniem i za przyznanie się do błędu. Chociaż na początku myślałem, że to jakiś żart okrutny :P

Kicz, sztampa i brak talentu

Jaki brak talentu? Moja ciocia prawniczka cie za to pozwie o znierozławienie!

Dzięki, Pietrku :)

Thargone, dzięki za aż tak pochlebną opinię. Mam nadzieję, że będę Twoim faworytem do końca :D

Dżidżeju, czuję się zaszczycony Twą obecnością. 

Zalth, dziena ziom :D

AQQ, dalsze przygody Johna bendą, ale troche dalej, bo teraz za to na to za wcześnie, bo fani muszą naj pierw nie cierpliwić się a potem cieszyć na drugom ksionżkę :)

Ale przegiołeś troche z błendami

Nie ma błendów a jak myślisz inaczej to pogadaj z mojom ciocią prawniczką! ;)

Dzięki wszystkim, że wpadliście. 

EDIT: Dzięki, OneTwo :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Łoooo ale wspaniała powieść na najwyższym poziomie literatury dedektywistycznej a nawet kryminalistycznej! 

Jednym okiem paczyłam na notatki na egzamin a drugim na to dzieło i z tego to przynajmniej coś zrozumiałam. Cóż za precyzja, akcja i wgl wszysko super! Dobrze że umieściłęś słownik bo jak ktoś nie jest wykształconym kryminalistom miałby kłopoty.

 

Nie da się poukrywać, Autorze soku1403, że napisałeś jak umiałeś, dając tym sposobem dowód światu, że pisać umiesz jak nie przymierając nie byle kto.

A historia co ją wypisałeś wzbudziła moje szczere zainteresowanie i czytałam ją z zaparciem aż nie mogłam przestać aż się podowiadywałam o co chodzi i dlaczego chłopczyk na schodach płakał oczami bo jemu tacie poucinali koniczyny i życie mu uleciało z krwią obfitą i czerwoną na podłodze,

Prowadzący w dochodzeniu John Hawkins też jest świetną postacią nakreśloną, w dodatku szalenie samodzielną, bo mieszka samopas i wszystko robi a i jeszcze ma czas żeby powyśledzać różne sprawy kryminalne i krwiste zabójstwa bez litości i umie to wszystko logistycznie wydedukać.

Elementarz fantastyczny też dobrze wsadziłeś w treść opowieści swojej w postaci diabła i teraz nikt Ci nie posądzi że o nim zapomniałeś. To było naprawdę dość niezłe posunięcie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ofiara nie miała ronk ani nóg. -> RONK :D

Niesamowicie zaskakująca jest tożsamość Recyfula!

Fajne, sztampowe, dobry pomysł z przypisami. Tylko ilość błędów sprawiła, że przestałem zwracać na nie uwagę. W takiej ilości pojedyńcze śmiesznostki nie miały szans dobrze wybrzmieć :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki Rosso, Reg, Mytriksie. 

W takiej ilości pojedyńcze śmiesznostki nie miały szans dobrze wybrzmieć

Przejrzę sobie później i chyba dokonam czystki na błędach :D 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dobry pomysł Cię oświecił Autorze, że byś choć opóźnionego to jednak poprawczaka obłędów dokonał. A tylko nie obkładaj przejrzewania swojego na całkiem potem, bo luty bywa krótki i jego koniec mignie nie wiadomo kiedy, a wtedy to już nie będzie co płakać nad rozlanym sokiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dokonało się, ale nie wiem, czy zmiany są wystarczające. Tak trochę mi żal było te błędy poprawiać :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

przyczyniłem się do błędów ludobójstwa:O

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nie czynić Ci sobie wyrzuty, Mytriksie, kędy Ci cel tak jasno przyświecił. A i dzieło Soka zyskało przy tym na, przepraszam za wyrażenie, urodzie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie jem co ma d’tego Urod Srogi wuc orkuf, ale korzy stając na okazji ciałem pozdrowić babcię: elo, elo!

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Zielonoskórzy? Znowu? Dajcie mi moją szablę, jak usiekę, jaj zdzielę, jak szczelę…

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Uwarz aj, sam marz zielony ewa tar.

Babska logika rządzi!

To pszykryfka, jestem incognitywny!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tak cisie tyko wydawa… Oni wiedzom o tobie wszy sitko.

Babska logika rządzi!

Sitko nic nie wie bo pytałem łyszkę 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Zara wezme Topór +4 z ruckzacka wyjmne i ni ebedzie tak wes oło!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A to imię od tyłu to normalnie super pomysł był. Normalnie od razu swoje napisałem, ale coś te litery nie bardzo wygladają

Bo nie każden ma takie diablo fajne imia jak Lucjan. ;-)

Babska logika rządzi!

Normalnie od razu swoje napisałem, ale coś te litery nie bardzo wygladają

To napisz sobie na jutubie i obejrz tutorial jak to się robi.

Dzięki, Homarze :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Finkla, ależ Ty się rozwinęłaś z tymi komentarzami grafomańskimi. Zaczynam powolutku wymiękać i moje zrozumienie przechodzi z każdym kolejnym Twoim postem w niezrozumienie. Idziesz w ślady Bailouta czy jak? Się pytam. ;) 

 

 

Ja jeż s wuj test napis ssałam wiec to nie ciałkiem ślady Bilauota. Chyba to dla temu, że jur nie musze pił nowa ć litrówek imam luzik. :-)

Jak potrzep ujesz tłumoka to dej znaki.

Babska logika rządzi!

Una jusz przerosła wicemiszcza

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Merci zboku. ;-)

Babska logika rządzi!

Jaki boku? To nieja ssałem eromantycznego napisa

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

To w jeżyku franc bydło, ty manie jedne. ;-)

Babska logika rządzi!

K linga Franza :D

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Nowa Fantastyka