- Opowiadanie: mr.maras - Wybitna siudemka cz. I: Umierająca w Męczarniach Niezmierna Kraina cz.1. Prolog: Niespodziewajna śmierć dwóch gównych bohaterów. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Wybitna siudemka cz. I: Umierająca w Męczarniach Niezmierna Kraina cz.1. Prolog: Niespodziewajna śmierć dwóch gównych bohaterów. Ale nie uprzedzajmy faktów.

To je moja kolejna powieść. Jestem takim rozpłodowym pisarzem, prawie demiugriem albo nawet Philipiukiem i napisałem już wiele powieści i wszystkie doszły pocztą do różnych wydawnict. To niedługo będą w bibliotekach pewnie do wypożyczenia. Tutaj daję fragment nowej powieści (ale pisze już inną) który jest całością. I niech Regulatorzy poprawią mi błędy i zrobią punkcję a Finkla wytnie jeśli jest za dużo dobrych opisów. A Prokurator JeRzymowski niech mi zrobi literówkę własnoręcznie i popracuje z językiem..

Oceny

Wybitna siudemka cz. I: Umierająca w Męczarniach Niezmierna Kraina cz.1. Prolog: Niespodziewajna śmierć dwóch gównych bohaterów. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Wy­pra­wa i zdu­mio­ny Ava­ra­oga­ra­an. Świt na­dziei.

 

Na czar­nym jak noc noc­nym nie­bie roz­błysł się z hu­kiem błysk nie­bie­skiej bły­ska­wi­cy, potem czer­wo­nej bły­ska­wi­cy, a póź­niej znowu nie­bie­skiej bły­ska­wi­cy i po niej żół­te­go pio­ru­na.(Nie znali wtedy w tych cza­sach w świe­cie fan­ta­sy pio­ru­no­chro­mów i nie­jed­na wio­ska spło­nę­ła w tą cichą i i spo­koj­ną oraz cie­płą noc do­czest­nie. W oko­li­cy były dwie wio­ski aku­rat i wszyst­kie domy i miesz­ka­nia oraz apar­ta­men­ty po­żarł pożar.

– AAAAGG­GRR­RHHHH– roz­darł się ktoś roz­dzie­ra­ją­co wdzie­ra­jąc się w ciszę w ciem­no­ściach mroku prze­ci­na­nych na prze­mian nie­bie­ski­mi bły­ska­wi­ca­mi, czer­wo­ny­mi bły­ska­wi­ca­mi, nie­bie­ski­mi bły­ska­wi­ca­mi i żół­ty­mi pio­ru­na­mi. Ale oni szli ma­sze­ru­jąc pra­wie truch­tem dum­nie i hardo dalej. Bie­gli żwawo i po­su­nię­ty­mi kro­ka­mi. I nigdy nie do­wie­dzie­li się kto tak wrzesz­czał i po co i dla­cze­go i gdzie jak te trzy małp­ki co za­sła­nia­ją twarz. A w sumie szko­da i nie­zła Bo­ru­ta bo to był cały czer­wo­ny smok siła 80 i mogli mieć fa­jo­wą przy­go­dę ale po­szli w zu­peł­nie inna stro­nę i mieli tylko fajną akcję z Czar­nym Ma­kiem w któ­rej zgi­nął Vik­tor Mo­car­ny i jego naj­więk­szy męski druch i pod­pór­ka w cięż­kich chwi­lach Karol Naj­sil­niej­szy ale to ma być ty­tu­ło­wa nie­spo­dzian­ka. Nad ich gło­wa­mi kłę­bi­ły się bły­ska­wi­ce. Nie­bie­skie i żółte i czer­wo­ne esy­flo­re­sy – bar­dzo po­etyc­ki to był wid­no­krąg i cięż­ko opi­sać w dark fan­ta­sty..

Bo byli prze­cież Wy­bi­tą siu­dem­ką. Byli Pierw­szą Armią Księ­stwa Ru­cha­mu. Drugą ale słab­szą Armią Księ­stwa było 800 023 jeźdź­ców ninja ry­ce­rzy-ma­ri­nes na wiel­błą­dach żeby jeź­dzić po tra­wie i po pu­sty­niach i in­nych uksztau­to­wa­niach te­re­nu i mieć za­pa­sy wody w pod­ręcz­nych gar­bach. Z lan­ca­mi, ka­ta­pul­ta­mi prze­no­śny­mi, szwed­na­ją­cy się w ukry­ciu w razie trze­go po gra­ni­cach księ­stwa dłu­gim ta­bo­rem za któ­rym szły też wy­kwint­ne dziw­ki i pro­sty­tut­ki i kur­ty­za­ny i gej­sze dla więk­szej szar­ży oraz zwy­kłe kurwy dla po­spo­li­tych sze­re­gof­ców wy­cho­dzą­cych się z pleb­su i po­spul­stwa i bie­do­ty i wie­śnia­ków upra­wia­ją­cych zboża na chle­by i różne go­rzał­ki i ko­nia­ki na fer­mach.

A oto oni: Vic­tor Mo­car­ny z Mo­ca­rel­li (jego kra­ina pry­wat­na), Karol Naj­sil­niej­szy, Hec­tor Naj­szyb­szy, Zie­mo­wi­to­sław Naj­lep­szy w Dzi­dach, Ar­chil­le­os Grzmo­to­wy, Kerv Czy­ste Ostrza któ­re­go uwol­ni­li z prze­past­nych pod­zie­mi w wiej­skiej cha­cie/wię­zie­niu i był im dźwięcz­ny do­zgo­nie, Coran Łuk Za­rą­bi­ście Celny. Ale to nie te dziw­ki i kurwy wy­mie­ni­łem teraz tylko dru­ży­nę co szła na po­cząt­ku po­wie­ści.

To oni byli Naj­lep­siej­szy­mi z Wo­jow­ni­ków Nie­zmier­nej Kra­iny. Byli dumni i pysz­ni. Ale ży­la­ści i ko­ści­ści. Bo mieli same wy­ła­żą­ce aż na po­wierzch­nie mię­śnie i ży­la­ki na udach i przed­ra­mio­nach i nad­garst­kach. Mieli tri­cep­sy i bi­cep­sy i mię­śnie dwó­gło­we i trój­gło­we i czte­ro­gło­we jak ce­bre­ry. Mieli tor­sje owło­sio­ne i si­xpac­ki na swo­ich wy­pa­sio­nych od ćwi­czeń brzu­chach. Ich mięso było po­twor­nie i strasz­nie wy­tre­no­wa­ne w tur­nie­jach i wal­kach i bi­twach i w po­je­dyn­kach i też w wal­kach w ręcz. I wszyst­kich woj­nach. A w tym świe­cie były już czte­ry wojny świa­to­we co dwa­dzie­ścia lat! Szok…

I wszy­scy no­si­li same kaski z ro­ga­mi i pod­pa­ski bio­dro­we żeby widać było z da­le­ka że to nie zlew­ki i ostra ekipa bie­gnie na­prze­ciw na po­li­go­nie walki. Wy­glą­da­li na Za­praw­dę Nie­złych Za­pi­ja­ków.

Z.N.Z.

Jak nie­wy­mie­rza­jąc takie Ko­man­do Foki ale Foki Fan­ta­sy. I nawet śmiesz­ny ele­ment to był w fa­bu­le za­war­ty bo Vic­tor na­umial się od­bi­jać piłkę pink­pon­go­wą no­sa­lem swo­je­go kasku i lubil fruti di mare. Więc pa­si­ło z tymi fo­ka­mi.

Bar­dzo nie­źle za­bi­ja­li swo­ich an­ty­go­ni­stów. Zaraz na po­cząt­ku po­wie­ści za­mor­do­wa­li nawet por­ta­go­ni­stę i wtedy potem szli koło smoka wła­śnie, co było już prze­cież mó­wio­ne wy­raź­nie i do­kład­nie opo­wie­dzia­ne wyżej wcze­śniej (cyta.: Nie do­wie­dzie­li się nigdy…). Potem prze­szli przez całą pa­no­ra­mę od gór do morza wpa­da­ją­ce­go do oce­anu.

Na zamku wszy­scy wsta­li.

Król też wstał i umył po­ran­ną to­a­le­tę. Potem uru­cho­mił pro­ce­sy my­ślo­we o pla­nie na­pad­nię­cia de­san­tem na kró­le­stwo które było dwa kró­le­stwa dalej od gra­ni­cy ich księ­stwa (na mapie jest za tymi kre­ska­mi ta­ki­mi śmiesz­ny­mi bo nie umia­łem na­ry­so­wać takie małe drze­wa). Król Ava­ra­oaga­ra­an zmarsz­czył rzęsy bo głę­bo­ko się zdu­miał o pla­nach de­san­tu w in­wa­zji. Gdy tak dumał o de­san­cie wy­glą­dał dum­nie. Jak przy­sta­nę­ło na króla Naj­więk­sze­go i Naj­sil­niej­sze­go Księ­stwa Nie­zmier­nej Kra­iny jakim był Ava­ro­aaga­ra­en po ojcu też królu sie­dzą­ce­go na tro­nie pod­pie­ra­ją­ce­go łok­ciem przy­stoj­ną po­cią­głą twarz ogo­lo­ną brodą do­oko­ła. Z przy­mró­rzo­ny­mi ocza­mi zmy­ślo­ny­mi nad losem de­san­tu tkwił w pro­ce­so­rze. Tron dzie­dzi­czy­li.

Słoń­ce już stało w Ze­ni­cie…

 

Obiekt w Czar­nym Lesie

 

Sze­dli gę­sie­go przez Czar­ny Las i wszy­scy sie­dem śpie­wa­li chó­rem co sił w pu­cach. Na szpi­cu trzy łok­cie przed resz­tą ka­wal­ka­dy wo­jow­ni­ków szedł Vic­tor Mo­car­ny w ab­so­lut­nej ciszy bo tak śpie­wał już kie­dyś i miał potem za­pa­le­nie skrze­li i wy­lą­do­wał na po­go­to­wiu. Był czuj­ką. W jed­nej ręce trzy­mał miecz a w jed­nej tar­cze i na­pię­ty łuk i zu­peł­nie na luzie, spod cięż­kich po­wiek ob­ser­wo­wał śro­do­wi­sko dla zmył­ki na­bi­ja­jąc fajkę i krze­sząc iskry skrze­mie­nia­mi bo nie znał za­pal­nicz­ki. I nie­sa­mo­wi­cie bacz­nie nad­słu­chi­wał od­gło­sów wy­dzie­la­nych przez las idąc bez­sze­lest­nie i od­su­wa­jąc ga­łę­zie i ko­na­ry to­po­rem i flan­cą z przy­cze­pio­nym pro­por­cem Kró­le­stwa Ru­cha­mu. Miał też na­bi­tą kuszę w po­go­to­wiu (ale innym nie tym gdzie był ze skrze­la­mi). Skra­dał się jak ważka na przy­kuc­nię­tych ko­la­nach. Oczy miał czuj­ne i za­mknię­te w takie fajne oto­czo­ne brwia­mi jakby wło­ska­mi szpar­ki i wy­glą­dał sęxi nawet.

A resz­ta dru­ży­ny za jego ple­ca­mi z koł­cza­nem peł­nym strzał i beł­tów i ple­ca­kiem oraz po­sła­niem na leśne po­sto­je noc­le­go­we i wo­do­po­je i ha­ma­kiem na miej­sca gdzie były dwa drze­wa w od­po­wied­niej od­le­gło­ści śpie­wa­ła co sił okrut­ną pieśń-hymn-przy­śpiew­kę Pierw­szej Armii.

Dresz­cze mają konie, roz­wol­nie­nie gady

a my nie­ru­chon­nie sko­pie­my wam zady

Do dołu wrzu­ci­my

na palu spa­li­my

prze­le­ci­my psa…*

Nagle w lesie zapadła cisza. Ptaki prze­sta­ły sza­leń­czo świer­go­lić i także za­lot­nie świer­go­tać. Niedź­wie­dzie zu­peł­nie prze­sta­ły mru­czeć draż­niąc osy ukra­da­jąc im miód. Wilki i lisy już nie szczę­ka­ły ze stra­chu. Rysie, ge­par­ty i żbiki nie miał­cza­ły. Bobry rów­nież nie zgrzy­ta­ły zę­ba­mi o korę. Wtem i nagle znie­nac­ka! Z za­sko­cze­nia coś przy­je­ba­ło w drze­wa z wiel­kim ha­ła­sem. Nad lasem roz­legł się huk i łuna świa­tła.

Vic­tor pod­niósł umię­śnio­ną dłoń.

– STAĆ!!! – szep­nął przy­kła­da­jąc palec ser­decz­ny do ust. Wszy­scy żoł­nie­rze Pierw­szej Armii mieli kod pal­co­wy i po­tra­fi­li na wiele ki­lo­me­trów bez słowa prze­ka­zy­wać sobie ję­zy­kiem mi­go­czą­cym sa­my­mi pal­ca­mi całe zda­nia a nawet roz­ka­zy.

– Co?

– Weźmy stań­my w szyku bo­jo­wym.

– Do broni! Po trzy­kroć do broni.

Mó­wi­li Coran, Hec­tor i Ar­chil­le­os ale nie w tej ko­lej­no­ści.

Na­pię­li łuki i spię­li mię­śnie na ca­łych or­ga­ni­zmach.

– Za­mknij­cie mordy dru­cho­wie moi – wy­ce­dził ser­decz­nie Vic­tor. Trosz­czył się o swoją świtę.

Przed nimi wid­niał kra­ter jak po wy­bu­chu bomby ato­mo­wej. Siła ude­rze­nia wy­wró­ci­ła wszyst­kie wy­kro­ty i zro­bi­ła wer­te­py.

Na środ­ku jakby w ją­drze kra­te­ru leżał cy­lid­ner. Miał dziw­ne znaki na sta­lo­wych bo­kach i właz. Gdy otwo­rzy­ły się drzwi na rów­ni­nę wy­sy­pa­ły się nie­zli­czo­ne hordy zie­lo­nych stwo­rzo­nek. Mieli z sie­dem stóp wzro­stu ale też strasz­li­wie wiel­kie te stopy. Pa­zu­ry i kły wy­sta­ją­ce pod kątem z mię­si­stych warg.

– Orki! – Wrzesz­czał Coran roz­grze­wa­jąc do boju.

– Go­bli­ny! – Darł się Hec­tor.

– To nie trole! Trole nie są zie­lo­ne! – Za­pa­ro­wał Ar­chil­le­os.

Fala ob­cych przy­by­szów za­la­ła Pierw­szą Armię. Kerv wyjął swoje Dwa Ostrza czym wzbu­dził po­dziw Co­ra­na.

Walka roz­go­rza­ła na dobre. A nawet na złe bo zie­lo­ne stwo­ry po­wo­li uzy­ski­wa­li prze­wa­gę li­czeb­ną.

Udało im się obciąć lewą flan­kę Dru­giej Armii i Vic­tor zna­lazł się cał­kiem sam, osa­czo­ny i oto­czo­ny przez zie­lo­ne morze. Stwo­rów. Wtedy ponad gło­wa­mi nitogo­bli­nów nitoorków po­ja­wi­ła się zna­jo­ma czu­pry­na. Ra­do­śnie pod­ska­ki­wa­ła po­śród wro­giej hordy po­śpie­wu­jąc pieśń Pierw­szej Armii: na palu spa­li­my… prze­le­ci­my psa…

– Ktoś Ty!? – za­wo­łał z roz­kwi­tłą na nowo na­dzie­ją Vic­tor.

– To ja Karol. Twoj druch przy­by­wam z od­sie­czą. – Vic­tor nie zdą­żył się ucie­szyć gdy czu­pry­na zni­kła wśród morza wro­gów. Tak zgi­nął Karol Naj­sil­niej­szy. Jeden z gów­nych bo­ha­te­rów i naj­lep­szy przy­ja­ciel Vic­to­ra jesz­cze z cza­sów gdy razem jako młode wilcz­ki wal­czy­li w klat­kach na pro­win­cji Kra­iny.

Znów był sam jak palec w ciem­nej dupie. Nie­mra­wo od­pę­dzał mie­czem i to­po­rem tłumy zie­lo­nych. Co jakiś kwa­drans wy­strze­lał do nich z łuku i kuszy. Do­stał zbyt wiele cio­sów i za­dra­pań pa­znok­cia­mi. Czy tu umrze?

Pła­kał z bez­sil­no­ści. Był ranny i życie ucie­ka­ło z niego w pa­ni­ce ca­ły­mi sznu­ra­mi ko­mó­rek krwi i roz­to­cza. Nie miał szans. Był bez­na­dziej­ny. Umie­rał. Konał. Ledwo zi­piał. Za­mie­rał. Zio­nął du­chem w ka­łu­żach czer­wo­nej juchy le­cą­cej ka­ska­dą z ran cię­tych. Ale wia­do­mo że na­dzie­ja jest matką wy­na­laz­ków. Krzyk­nął Eru­eka! w gło­wie. Szyb­ko wziął i przy­niósł z oko­li­cy 45 ogrom­nych gła­zów na­rzu­to­wych i zbu­do­wał pa­li­sa­dę (tutaj dasz opis do­kład­ny tej pa­li­sa­dy, taki jak jest u Sap­kow­skie­go i można ze stro­ny 87 na górze wziąść).

Teraz on był górą.

Po ja­kimś cza­sie za pa­li­sa­dę za­czę­li scho­dzić się inni. Wszy­scy prze­ży­li na szczę­ście. Tak się kręci koło for­tu­ny na po­lach bitwy. Tylko Karol szczezł po­śród bo­sych zie­lo­nych stóp. Zbez­czesz­czo­ny i udep­ta­ny.

– Co teraz? Mamy tylko około 245 beł­tów. Szy­ku­je się nie­zła za­ba­wa – moc­nym i ni­skim mę­skim te­no­rem nie zna­ją­cym stra­chu mówił Hec­tor.

Vic­tor mil­czał i cały czas trzy­mał wy­ka­łacz­kę w ustach i miał w kask wbu­do­wa­ny ka­wa­łek ciem­ne­go wi­tra­żu ze świą­ty­ni bo­gi­ni płod­no­ści Ty­ty­tyi­ty żeby wy­glą­dać bar­dziej ta­jem­ni­czo i męsko i le­piej wi­dzieć gdy pa­trzył długo, po­dejrz­li­wie lub uważ­nie na Słoń­ce. Cza­sem drę­czy­ło i mę­czy­ło go do­wódz­two Armii.

– Za­wsze muszę sam wy­my­ślać swoje tak­ty­ki sa­me­mu…

Coran splu­nął:

– Je­steś w tym naj­lep­siej­szy z nas. Mi­lion razy wy­ba­wi­łeś nasze brud­ne tyłki. – mówił pro­sto z mostu jak pro­sty żoł­nierz gu­asi­śre­dnio­wie­cza.

Wszy­scy po­ki­wa­li z dez­apro­ba­tą.

– Zgoda. Ura­tu­ję was. Mój plan jest taki: po­ga­dam z wo­dzem tych stwo­rzo­nek o po­ko­ju.

– To może być pu­łap­ka! – krzyk­nął z tro­ską Ar­chil­le­os.

– Wiem. Ale po­dej­mę to ry­zy­ko żeby oca­lić wiele ist­nień. – Vic­tor zmy­ślił się głę­bo­ko.

Otwo­rzy­li bramę w pa­li­sa­dzie. Wódz zie­lo­nych już cze­kał w swoim na­mio­cie. Gdy Vic­tor wszedł do środ­ka drzwi w na­mio­cie uchy­li­ły się znowu i wszedł tam Czar­ny Mak i rzu­cił za­klę­cie:

– Pie­przę Cię i Twoje ple­mię z innej pla­ne­ty. – I znikł w mlecz­nej gę­stej czar­nej mgle. Vic­tor nie krył wy­mie­sza­nia.

– To był zły Czar­ny Mak. Macie prze­je­ba­ne. Z czar­ny­mi cza­ra­mi nie ma dow­ci­pów.

– Kurwa To nie jest fer! Magia nie ist­nie­je w Ko­smo­sie i Wszech­świe­cie! Ma­ka­fa­ka! – stwo­rzon­ko ko­smicz­ne prze­raź­li­wie krzy­cza­ło za­my­ślo­ne roz­pa­czą nad swoim losem.

Wtedy do na­mio­tu we­szli inni człon­ko­wie Pierw­szej Armii.

– Chce­my pomóc.

– A macie czę­ści za­mien­ne do re­ak­to­ra? – zie­lo­ny in­truz na­brał na­dziei.

– My tu mamy gu­asi­śre­dnio­wie­cze. Jak mamy wam pomoc na­pra­wić re­ak­tor nu­kle­ra­ny. Nie koń­czy­li­śmy żad­nych fa­kul­te­tów z ar­to­fi­zy­ki i in­ży­nie­rii gwiezd­nych co­smo­lo­tów. Nawet nie wiemy co to jest roz­pat ato­mów i stud­nia gra­wi­ta­cjo­wa. – Vic­tor nie owi­jał w wełnę.

– Ja wiem co to jest stud­nia. U nas na fer­mie bu­ra­ków mie­li­śmy stud­nię – Po­wie­dział zmy­sło­wym szep­tem Coran który za­stygł w bez­ru­chu w sku­pie­niu przy­glą­da­jąc się wid­no­krę­go­wi do­oko­ła nich na­mio­tu. Ogar­nę­ły go wspo­mnie­nia. Jed­no­cze­śnie na­pi­nał tri­cep­sy bo nigdy nie wy­cho­dził z cyklonu.

Vic­tor nie prze­ry­wał sobie: – I jak dzia­ła­ją ja­kieś ta­ble­ty czy coś nie wiemy zu­peł­nie..

– Ja wiem jak dzia­ła­ją różne ta­ble­ty. – przez zęby w za­ci­śnię­tych w szpar­kę war­gach wy­ce­dził z po­gar­dą wy­pi­sa­ną na nie­ogo­lo­nej i twar­dej twa­rzy Zie­mo­wi­to­sław: Mój oj­ciec był al­che­mi­kiem a matka pra­co­wa­ła gdzieś za barem.

– Wiem. – Vic­tor wie­dział.

– Co?

– Co?

– Co?

– Co?

Za­py­ta­li chó­rem.

– Znaj­dę i za­bi­ję Czar­ne­go Maka. – Vic­tor za­czął ostrzyć ostrze flan­cy z pro­por­cem Ru­cha­mu.

W kącie na­mio­tu po­ja­wi­ła się czar­na mgła i wy­su­nę­ła się z niej ręka w czar­nej skó­rza­nej rę­ka­wicz­ce i wy­strze­lił z niej jakby zie­lo­ny pio­run. Vic­tor padł jakby ra­żo­ny pio­ru­nem.

I tak zgi­nął był Vic­tor Mo­car­ny. Naj­więk­szy i naj­sław­niej­szy wój spo­śród wojów Księ­stwa króla Ava­ro­aga­ra­na. Pierw­sza Armia po­szła w posyp­kę. Ko­smi­ci zo­sta­li już i za­miesz­ka­li pod­zie­mią żeby się nie rzu­cać w oczy wśród go­bli­nów i orków.

Ale to do­pie­ro po­czą­tek przy­gód na­szych bo­ha­te­rów.

The End

Koniec

Komentarze

I niech Regulatorzy poprawią mi błędy i zrobią punkcję…

Och, Autorze, tak wypisany i wyrobiony, że aż się poczułam zatknięta z ochoty wejścia Ci na rękę i zrobienia Ci dobrze i zgodnie z Twoim życzeniem, ale chyba nie mogę Ci jednocześnie nic obiecać na razie, a przynajmniej dotąd, dopokąd nie zapoznam się najbliżej ze tekstem Twym i jego wszystkimi literami. To zalecam osobiście tymczasem i na razie, abyś wziął póki co tam masz na podorędziu na wstrzymanie sobie się na parę godzin, aż się wyśpię i przyjdę i wtedy zrobię Ci, co tam sobie będziesz chciał.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie sądzę żeby tu wiele pracy było dla was. Powieść jest wyszlifowana i wypracowana do ostatniej zwrotki.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czyżbyś po namyśle z refleksją odrzucał moje chęci na Twoją jasno i przez ogródek wyrażoną ofertę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja mówię zawsze raz a porządnie. Liczę na dobra złapankę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No to od razu wyrażam swoje do Ciebie uprzedzenie, że musisz wiedzieć, że jestem słaba i liczenia i z rachunków, ale jak mówisz, że zawsze raz a porządnie, to może się zepnę i przy pomocy jakiegoś, przepraszam za wyrażenie, abakusa, złapię Ci co tam masz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

(edit) Fajne. :)

Pozdrawiam. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Mój zarzut jest taki, (nie tylko do tekztu tego) że nasi grafomani przedobrzają. Bo gdy zdanie ma już jedną niezręczność i jeszcze jest przestawione w akapicie, to dodatkowo źle użyte słowa to już nadmiar. Jak nawali się wszystkich grafomańskich przywar naraz to żadna się na plan pierwszy nie wysuwa, radości nie przynosi ;(

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Generalnie fajne, niektóre zwroty perełka, chociaż podobnie jak Mytrix miałem wrażenie przesytu. Najbardziej mnie wybijały te wtrącenia IV ściany, że niby coś ciężko w dark fantasy napisać.

 

Płakał z bezsilności. Był ranny i życie uciekało z niego w panice całymi sznurami komórek krwi i roztocza. Nie miał szans. Był beznadziejny. Umierał. Konał. Ledwo zipiał. Zamierał. Zionął duchem w kałużach czerwonej juchy lecącej kaskadą z ran ciętych. Ale wiadomo że nadzieja jest matką wynalazków. Krzyknął Erueka! w głowie

Tak czy siak w wielu miejsach można się pośmiać, więc tekst udany.

 

PS: Co wy grafomani macie z tymi długimi tytułami ;) Toż to jakaś plaga…

Tymczasowy lakoński król

Ja wiem że przesycam. Mam bardzo bogaty garaż pisarza i musze używać wszystkich moich możliwości. World przeleciał ten tekst z cztery razy aż odpadł prolog. Nie mogę sobie wyobrazić pisania gorzej. Ja musze pisać bardzo dobrze żeby być fer w stosunku z czytelnikiem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

“ – Wiem. – Victor wiedział.

– Co?

– Co?

– Co?

– Co? “

 

Widzę…

widzę…

widzę… i obserwuję u Ciebie, Drogi Snikersie, po mistrzowsku poprowadzone dialogi; czuję, w jak konsekwentny sposób nakręcają spiętrzoną spiralę wiru zdarzeń, niczym tuleja (no wiesz… ta trąbka, ten puzon bawoli czyli róg) u wylotu wanny, wypełnionej wpienioną taflą wody aż po same jej brzegi – jej, SEGEA Lux, jej, prawdziwej princessy pośród wszystkich nowych wanien na gwarancji. 

 

Pozdrawiam całe Księstwo Ruchamu! Alejkum Rucham!

Jakrze byłam zaskoczona czytając o śmierci głównych bochateróf. Aż się wzrószyłam. Akcja leci tak szypko że nie nadanżam za niom. Fajnie że wystepuje tutaj Kurw Czysto Oszcza. Lubię go bardzo <3 i jest moim ulubionym bochaterem.

Król też wstał i umył poranną toaletę

xD padłam

Po prostu pienkne. PIENKNE!!1!one

(szacunek wielki jak kosmos rze ktoś napisał wgl tyle słów)

Pozdrawiam :)

Precz z sygnaturkami.

Wzruszyło mnie do dna mojej duszy, a w niektórych momentach to nawet głębiej na przykład kiedy umar Victor Mocarny i wcześniej zanim wzniósł palisadę i myślał że serio umrze.

 

Był ranny i życie uciekało z niego w panice całymi sznurami komórek krwi i roztocza.

 

heart

No to nawet muszę powiedzieć, że się przyszło mi zagubić poniekąd w Twojej obszernej i wiele mówiącej opowieści, bo tyle treści tu zwarłeś w szeregi zdarzeń nieprzewidywalnych w najśmielszych marzeniach, że się nawet po przeczytaniu już kwadrant nie umiem połapać czy ja to czytałam, czy jeszcze nie rozbudzona po śnie jestem i śnię może jeszcze.

Bohaterów masz dobrych, bo są z krwi, mięsa i kości i jeszcze wygimnastykowani jak trzeba i obuci z Bronią. Broni ci u nich dostatek i potrafią się z nią obejść.

Zaskakującym efektem w jednym miejscu było, że tym bohaterom przyszło nagle spotkać się z zielonymi ludkami i ucieszyłam się, że się dogadali pomiędzy sobą wzajemnie, choć łatwo nie było, a niektórzy wcześniej umarli i tej chwili nie dożyli.

I tylko się mi nie całkiem podoba, że Autorze Marasie, chyba wypuściłeś z kieszeni swojej węża, bo on się rozplenił po literach Twoich i czerwonością swoją pod nimi poukładał. A trzeba było zaprosić do współpracowania Pana Edytora co jest wężołapaczem zawodowym, to On by Ci nieuchronnie pomógł w tej bolączce.

I jeszcze muszę wyznać, że mię urzekło to zdanie malownicze i pełne gracji: Skra­dał się jak ważka na przy­kuc­nię­tych ko­la­nach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“co było już przecież mówione wyraźnie i dokładnie opowiedziane wyżej wcześniej” – mi tu chodzi o komentarze, ale pozwalam sobie słów autorowych użyć – bardzo mnie się podobało i kiedyś nawet takie “wykwintne dziwki” widziałem, w swoim czasie, a przy nazwaniu liczby ich armii “800 023” śmiałem się aż do końca, “co było już przecież mówione wyraźnie i dokładnie opowiedziane wyżej wcześniej”  i jeszcze powiem, że mnie się wydaje, że im więcej grafomanii tem bardziej najlepiej, żeby komuś się nie wydało, że ona szyderczo oszukana – prawdziwa grafomania nie błądzi raz na jednym zdaniu, ale na wszystkich zdaniach a wyrazach nawet także ; D

 

Pozdrawiam ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Dreszcze mają konie, rozwolnienie gady

a my nieruchonnie skopiemy wam zady

Do dołu wrzucimy

na palu spalimy

przelecimy psa…*

Toż śpiewam tą pieśń dzieł cały bowiem niezmiernie mi się przydzieliła, gdym o poranku ledwo nastałym czytałam Twoje wybitne dzieło.

Z podziwu wyjść nie mogę nad zdaniami i historią pełną złożeń odpowiednią dla ludzi odbytych z literaturą piękna. 

 

@Żoglner. Tak. To wzruszajoce. Ja płakałem jak pisałem i mi sie zwarcie zrobiło w laptopie. To serduszko co jest tam to z WOŚP?

 

@Macieku z Ustronnego miejsca! Czuje jak mnie obserwujesz moim siudmym umysłem. Ja dialogi prowadzę od wielu lat. Som mistrzowskie bo wystarczy robić coś 10000 godzin i sie jest mistrzem. O stulei na puzonie bawolim nie wypowiem się bo to wstydliwa sprawa. Wanna na gwarancji z princessą też mie nie interesuje bo mam dziewczynę. Ale chyba jesteś moim idolem o mnie mile łechta więc nie będę sie gniewał. Alejkum Rucham!

 

@Agugu Ja sie raduje że taka niespodziewanka mi się udała. Ja walnołem Kliffhangar zaraz na początku żeby jeszcze bardziej podłonczyć czytelnika pod wysokie napięcie. Ja tez uwielbiam Kurwa Czysto Oszcza. Ja go dałem do mojej powieści żeby go ocalić bo chcieli go w innej powieści powiesić na gilotynie. Ja sie martwię czy ty jak padałaś w toalecie to tam cały czas leżysz czy już ktoś cie podniósł.

 

@Niebieski Kosmito. Wiem że pienkne – nie zaskoczyłeś mnie tu w niczym. To je literatura piekna przecież. Ale ja myślę, że u mnie w powieści byś się nie ukrył między orkami z tym twoim kolorem.

 

@Regulatorzy. Wy mi w kieszeni węża nie szukajcie! Ja mam dziewczynę! Pan Edytor to jakiś transesteta to go nie zapraszam. Ja wiem że moja powieść to sie śni po nocach potem. Mi się też śniła w sztywnej okładce na wysoki połysk i z rysunkiem Franciszka Frazotty. A to zdanie co ci rzekło to ono jest bardzo złożone bo ważki mają dwa stawy.

 

@Malrow Ja nie wiem jak ta gratomania się ona zjawia w powieści ale staram się. Wykwinte dziwki też widziałem ale one mnie nie widziały bo się schowałem. Ja się ciesze że się śmiałeś ale dlaczego do końca? Oni tam umierają tragicznie i dramatycznie! I tylko nie dzwoń czasem pod 800 023 bo tam chyba z kall centrum w Bombaju łączy.

 

@Rosia. Ja wiem ze to jest bardzo piękna literatura. A nawet literatura śliczna. Sam się dziwie że mi tak ładnie wychodzi. A własną piosenkę Pierwsza Armia śpiewa nostalgicznie do mojej ulubionej melodii z takiego irańskiego filmu z którego wyszłem zaraz na początku strasznie smutnej.

 

@Zathl ​Ja ten Twój coment z gwiazdkami jak dla dobrego hotelu lubiłem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wim, ze chciałżeś żebym Ci wytła oposy, ale one som tak zarąbiaszcze, ze ich nie mogę po ciąć, bo som fajne. Jak jeż ciąć, to boga terów, ale jusz ich sam nie źle pociąłeś, wiec nie wiem.

Fajna graf mania, morze nie co prze gięta, ale w porzo.

Boginia płodno ości ze sowim imieniem mię u rzekła.

No i pisanka armijna też wy miotła.

Babska logika rządzi!

O Figlo nie tnij moich oposów w takim razie. Ona ta gratomania nie jest przegięta ale zagięta bo jak mój agent/impresario przeczytał to powiedział że teraz to go zagiąłem (ale nie jestem w sumie pewny, źle go słyszałem, może powiedział Ty ch..u złamany?). Boginy płodności to prawdziwa jest, widziałem taką na filmie mitologicznym o boginach i boszkach na golasa jak robili płodność.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

To ty ze sowim agendą nie porozumiasz się na pisemnie?! Oni som prawie jak prawicy, jak nie masz na papieżu, to go wykręcą ogonem i zostaniesz w nocniku z ręką.

Babska logika rządzi!

Ja tego węża wcale Ci w kieszeni nie grzebałam, tylko bo on sam wylazł i poszedł pod litery się położyć. I już.

Bardzo się ucieszyłam natychmiast, że masz dziewczynę, i bardzo cieszę się, że mi to powiedziałeś, że ją masz. Domysł snuję, że Ty też się cieszysz i dlatego głośno o tym napisałeś!

Fajnie że masz sny o książce w wyglansowanej na sztywno okładce, bo się taka o wiele mnie niszczy choćby i przy częstym śnieniu o czytaniu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja z nim gadam na piwie albo na gadu-gadu. Bo on tak gadu-gadu tylko na razie. Wysyła powieść wszędzie mówił. Ale na razie jest na A przy aaatrakcyjne69@wp.pl i aaatapczansprzedam@gmail.com

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie doprze, wydawnictwa mogą być dopiero przy W…

Babska logika rządzi!

@Reguratorzy. Ja muszem pisać że się cieszę bo inaczej ona może znowu mnie zamknie w pawlaczu. 

@Figlo. Wydawnictwa na Wy są a nie na W!

Po przeczytaniu spalić monitor.

O matko! A pawlacz jest pewnie na antresoli, się domyślam!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O kur de! To jeż cze da lej niż myśliłam…

Babska logika rządzi!

@Regulorzy. Pawlacz jest na przedpokoju. Pawlak na atrensoli a Pawłowicz w kuchni. Coś chyba je.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ani chybi batonika “Pawełek”. ;-)

Babska logika rządzi!

To chyba taki odruch Pawłowa na batonik Pawełek ma Pawłowicz.

Po przeczytaniu spalić monitor.

OK. Wygrałeś. Nie przychodzi mi do głowy żadna przyzwoita, pawłowa riposta. Mogę tylko zacytować Pawlakową: “Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. ;-)

Babska logika rządzi!

Co to to nie. Nie sprowokujesz mnie do cytowania JPII.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Tak trzymaj i nie popuszczaj. ;-)

Babska logika rządzi!

No siemanko, Mordeczko, przeczytałem w końcu to opko, tylko dugo mi zeszło, bo ja nie czytam tak szybko jak jakaś wykształcona p*** po technikóm (ómie się kreskuje, co nie).

No spoczko było, brechtaliśmy się z Łysym i Mati, a pszy tym historia była b. ciekawa i ja ogólnie lubię takie wojenne klimaty, że się zabijają, że flaki lecą, krew no i są gobliny itepe itede.

A no i tak jak wspomiasz w komętarzu masz zajefajny garaż pisarza. Ja jakbym miał taki garaż to bym go wynajmował, żeby dodatkowe hajsy zarabiać (hehe taki żarcik na poczekaniu, bo ja to trochę taki konik jestem).

 

Na czarnym jak noc nocnym niebie rozbłysł się z hukiem błysk niebieskiej błyskawicy, 

 Tu w tym zdaniu mi brakło infa czy to była noc czy jaka pora dnia i jak wyglądało niebo.

 

Kerv Czyste Ostrza – ja tego ziomka skądś kojarzę, tylko skąd?????????????? Czyżby bohater jakiegoś portalowego opka?

 

 

Skradał się jak ważka na przykucniętych kolanach.

A teraz serio. Powyższe zdanie to majstersztyk.

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ziom dobrze że wpadłeś (gratulacje przy okazji). Powieść jest pełna krwi i odciętych członków. To jest menskie fantasy. Krva co nigdy nie skrewił dobrze kojarzysz. On jest słynny bardzo.

To zdanie to jest zdanie a nia żaden majstercośtam. Jeśli mnie obraziłeś to odpowiesz za to na upitej ziemi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Luzik, ziom, to powała buła. ;-)

Babska logika rządzi!

No właśnie, ziomek, luzik. Bo Ty mnie tu na solóweczkę wyzywasz, a majstersztyk to znaczy, że dobre w ch***

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A to looz, ziom. Już żem chciał iść na solą. Jak dobre w ch*** to piona Ej Lagom Mumało. Mieliśmy kiedyś majsta na budowie, starego ch*** i właśnie jakoś tak na niego wołali wszyscy majsterpryk czy majstersryk albo majsterdik. To żem myślał że mnie rzucasz oblegi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Część 1 części 1 to prawie jak uszczypliwość do książki autora Kryształów Czasu :P 

A.Sz. ma napisać 26 tomów tylko. Ja planuję 78 tomów ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jeszcze nie wiesz na ile części podzieli ostatni tom i ile powstanie prequeli i sequeli :P 

Oj nie macie pojęcia ile ja napisze prequeli i sequeli i fequeli i bequeli. A jak starczy czasu to walnę jeszcze z trzy trequele!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Napis ała bym tobie co mi się rymło z słowem prekłele i innymi, ale chyba byś mnie umarł…

Babska logika rządzi!

Kobiet nie ubijam. Stary i mądry dziad co mieszkał w krzakach naprzeciwko rzekł: nie bij kobity, a jak juz musisz ją ukarać to schowaj jej lustro.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Schowania luz tra się nie bojam. :-)

Sequele, prequele, serdele i cwele!

Babska logika rządzi!

Rymnęłaś jak fiftycent jakiś (nie znam się bo ja hejhopu i rapucapu nie słucham). Albo jak jakiś gipsiarz z celi (nie znam się bo nie siedziałem ani nie stałem i nie leżałem w więzieniu. Nic nie robiłem nigdy w więzieniu jeszcze).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Naprawdę dobra grafomania. W dobrych ilościach i tak autentycznie zła. Tak naturalnie Ci to wyszło.

Cały czas nie mogę się otrząsnąć po szoku, jaki odczułem, gdy zginęli głowni bohaterowie. Wszystkiego się spodziewałem, ale nie tego :)

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Maturalnie mi wyszło ale pandoktor powiedział że mogę upchać spowrotem i nikt nie zauważy. Ja wiem żem dał takiego szoka i niespodziewajke z tymi zdenatami portagonistami. Ja żem czerpał satysFUCKcje jak żem ich ubijał. Jak jakiś borzek śmierdzi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To oni byli Najlepsiejszymi z Wojowników Niezmiernej Krainy. Byli dumni i pyszni. Ale żylaści i kościści. Bo mieli same wyłażące aż na powierzchnie mięśnie i żylaki na udach i przedramionach i nadgarstkach. Mieli tricepsy i bicepsy i mięśnie dwógłowe i trójgłowe i czterogłowe jak cebrery. Mieli torsje owłosione i sixpacki na swoich wypasionych od ćwiczeń brzuchach. Ich mięso było potwornie i strasznie wytrenowane w turniejach i walkach i bitwach i w pojedynkach i też w walkach w ręcz. I wszystkich wojnach. A w tym świecie były już cztery wojny światowe co dwadzieścia lat! Szok…

 

Brrr… cusz za relistyczny opis :/ A stym psem to jusz przesadziles. Gupia pisanka!!!

 

Realistyczna ta grafomania wyszła :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Pisałem jak umiem najlepiej. Z Talentem za plecami i z Muzą i Weną siedzącymi na kolanach. Moich oczywiście kolanach. Nie swoich kolanach. One czasami siadają na swoich kolanach. ale nie na swoich w sensie na swoich nawzajem tylko na swoich prywatnych i osobistych kolanach do których mają 100 % praw własności.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka