- Opowiadanie: Divv - Pośród Cieni

Pośród Cieni

Witam chciałbym wam przedstawić moje jeszcze niedokończonego opowiadanie.

Oceny

Pośród Cieni

I

Arther zawsze wiedział, że wszystko co mu się przytrafiło miało jakiś powód. Znienawidzony, odrzucony, sam nie wiedział dlaczego akurat on musi to wszystko znosić. Jednak dzięki temu stał się tym, kim jest teraz. Mordercą. Zawsze wiedział, że widzi więcej ale wszystko wyjaśniło się dopiero po jego Przebudzeniu. Może to przez jego odmienność go odrzucili? Często zadawał sobie to pytanie ale zawsze pozostawało ono bez odpowiedzi. Wszystko to doprowadziło go do obecnej chwili, gdzie czekał w zatęchłej spelunie  na swój kontakt. Jak zwykle się spóźniał. Arther siedział więc spokojnie i pił swoje piwo. Wreszcie kontakt przyszedł.

– Jak poszło z moim zleceniem? – zapytał ubrany na czarno mężczyzna. Miał wyraźnie zarysowaną szczękę, krótko ostrzyżone włosy i utykał na prawą nogę.

– Wszystko poszło zgodnie z planem, bez żadnych przeszkód. Czekam na zapłatę.

Mężczyzna rzucił na stolik sakwę pełną srebra i powiedział.

– Zapłacę dziesięć razy tyle za następne zlecenie, a nawet dorzucę coś dodatkowego. Ostrzegam jednak, że tym razem może nie pójść tak łatwo. Tylko jesteś w stanie to zrobić.

– Mów. -powiedział chłodno Arther.

– Lepiej żebyś sam przeczytał – wyjął list z kieszeni swojego płaszcza i położył przed chłopakiem.

– Czekam na odpowiedź do jutra i lepiej zastanów się dwa razy, zanim się tego podejmiesz.

Po czym wstał i wyszedł na zatłoczoną ulice slumsów. Gdy otwierał drzwi kilka promieni słońca wpadło do zapuszczonego lokalu. Na stołach leżeli pijacy, a obok nich żołnierze, którzy tylko tutaj nie byli traktowani z pogardą jaką darzyli ich bogatsi i bardziej religijni mieszkańcy wyższego miasta. Arther zaraz po wyjściu mężczyzny otworzył list i z niedowierzaniem odczytał słowa w nim zapisane. Miał nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Dostał zlecenie na najważniejszą dla siebie osobę. Swojego mistrza. W liście znajdowały się wyjaśnienia, dotyczące  podejrzeń o przygotowywanie zamachu na księcia. Arther nie wierzył osobie, która całe życie wpajała mu, że mają z mroku służyć księstwu i robić wszystko, by zapobiec kolejnej niszczycielskiej wojnie. Po niej ich małe państewko zniknęłoby przypuszczalnie z map. Jak mógł się tego dopuścić?! Chłopakiem targały sprzeczne emocje. Nie wiedział co powinien zrobić. Jednym ruchem wstał, przypiął sakwę z pieniędzmi do paska, list schował do kieszeni i wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Musiał sam się przekonać czy to co opisano w liście jest prawdziwe. Musiał podjąć trudną decyzję. Potrzebował pieniędzy. Chciał wreszcie skończyć z tym życiem i przenieść się do Wyższego Miasta. Uciec od tego wszystkiego. Szedł prosto do swojej kryjówki z zamiarem przygotowań. Musiał się dowiedzieć co kieruje jego mistrzem i jedynym przyjacielem.

II

Zgiełk zatłoczonych ulic Dolnego Miasta lub jak sami je nazywali mieszkańcy Lochu, był czymś do czego Arther był przyzwyczajony. Całe życie spędził na tych ulicach. Z czystą naturalnością przychodziło mu przemykanie między bocznymi ulicami, znał to miejsce aż zbyt dobrze. Gdy wreszcie dotarł do celu jego oczom ukazał się stary cmentarz z dawno zapomnianymi grobami. Arther przeszedł przez główną aleję i podszedł do niewielkiego śluzy prowadzącej do kanałów. Skupił się i spróbował wyczuć czyjąś obecność żeby sprawdzić czy na pewno nikt go nie śledził. Upewniwszy się że jest sam odsunął właz i zeskoczył w ciemność. Gdy wylądował od razu wymacał w powietrzu sznur przywiązany od spodu klapy, mocno szarpnął i gdy właz opadł znikły ostatnie promienie światła które oświetlały wnętrze kanału. Arther sięgnął do kieszeni po pudełko zapałek po czym szybkim ruchem wyjął jedną z nich i odpalił od ścian kanału. W słabym świetle odnalazł starą lampę i odpalił ją. Szedł prosto przed siebie, aż dotarł do drzwi jednak było z nimi coś nie tak. Nie powinny być otwarte. Arther szybko wyciągnął sztylet który miał przypięty do paska i ostrożnie popchnął drzwi i wszedł do środka. Wszystko wyglądało normalnie lecz chłopaka nadal nie mogło opuścić uczucie że ktoś jest w pomieszczeniu. Powoli skradał się w każdy zakamarek kryjówki ale nigdzie nikogo nie znalazł nie było ani mistrza ani nikogo kto wywoływał to dziwne uczucie. Chłopak wiedział że podejmie się bardzo ciężkiego zadanie jeśli zgodzi się wykonać powierzone mu zlecenie naraża swoje życie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, ale za te pieniądze mógłby wieść spokojne życie w Górnym Mieście.  

Mimo że nie podjął on jeszcze żadnej decyzji wiedział że musi się uzbroić, jeśliby odmówił zostanie uznany za zdrajcę jak jego mistrz i najpewniej od razu skazany. Arther podszedł do stojaka na którym razem z mistrzem trzymali swoją broń. Przepiął krótki miecz przez pas, na plecy założył małą tarczę obszytą czarnym materiałem. Nagle, Arther kątem oka zauważył jakiś ruch, był pewny że mu się nie przewidziało. Powoli odwrócił się i zaczął iść w kierunku w którym jak mu się zdawało udał się intruz. Nie udało mu się zajść daleko kiedy z cienia w kącie pokoju wyskoczyła na niego dziwna istota. Mimo chwili zawahania chłopak zdążył odskoczyć po czym szybko dobył swój miecz w jedną rękę a sztylet w drugą i ruszył na dziwną bestię. Stwór był większy od Arthera i zdecydowanie wolniejszy i właśnie tą przewagę zamierzał wykorzystać chłopak, z łatwością uniknął ciosu który monstrum chciało mu wymierzyć i nie pozostał dłużny wbijając sztylet w masywne cielsko potwora. Jednak coś było nie tak potwór nawet nie drgnął, a z jego rany zaczęła wydobywać się dziwna żrąca substancja. Arther szybko wypuścił sztylet i odskoczył od potwora, jednak tym razem był zbyt wolny i masywna łapa rzuciła nim o ścianę. Chłopak po tym uderzeniu nie potrafił złapać oddechu a co dopiero myśleć o podniesieniu się. Monstrum zbliżało się do niego, był pewny swojej śmierci, lecz nagle coś się wydarzyło. Z paszczy potwora zaczął wydobywać się snop oślepiającego światła a towarzyszył temu nieludzki ryk. Po paru sekundach było po wszystkim a potwór zniknął, za to jego miejscu stał nie kto inny jak mistrz Arther promieniujący złocistym światłem.

-Musimy pogadać młody, chodź za mną.-To powiedziawszy odwrócił się do chłopaka plecami i wyszedł z kryjówki pozostawiając za sobą złoty ślad.

 

Koniec

Komentarze

Witam chciałbym wam przedstawić moje jeszcze niedokończonego opowiadanie.

Divv, skoro opowiadanie nie jest dokończone, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem, co do kwestii technicznych – parę dialogów jest źle zapisanych, interpunkcja leży. Ponadto styl niemrawy, wiele zdań można by lepiej napisać. Np.:

 

“Arther szybko wyciągnął sztylet który miał przypięty do paska i ostrożnie popchnął drzwi i wszedł do środka. Wszystko wyglądało normalnie lecz chłopaka nadal nie mogło opuścić uczucie że ktoś jest w pomieszczeniu. Powoli skradał się w każdy zakamarek kryjówki ale nigdzie nikogo nie znalazł nie było ani mistrza ani nikogo kto wywoływał to dziwne uczucie”

 

W pierwszym  zdaniu zupełnie niepotrzebne powtórzenie spójnika.

W drugim – “Opuścić uczucie” to w tym kontekście bardzo dziwna formuła. “Wrażenie, że ktoś jest w pomieszczeniu” brzmi lepiej.

W trzecim – “nigdzie nikogo” to masło maślane. Tak samo jak powtórzenie “nikogo”. W ogóle zdanie jest trochę bez sensu, bo co wnosi do narracji? To, że bohater nie widzi nikogo możemy się już domyślić z drugiego zdania. I wizja mężczyzny skradającego się po “każdych zakamarkach” swojej kryjówki jest dosyć zabawna. Tak jakby spędził 15 minut szukając wyimaginowanego wroga, co i tak mu się nie udało. 

Można tak:

 

“Wyciągając sztylet przypięty do paska, Arther ostrożnie popchnął drzwi i ostrożnie wszedł do środka. Mimo iż wchodząc nie zauważył niczego nadzwyczajnego, nie opuszczało go wrażenie, że ktoś kryje się w cieniu. Przeszukał pokój w poszukiwaniu intruza, co ku jemu rozdrażnieniu, nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Coś chciało mu wmówić, że jest sam. ” 

 

Itd.

 

Co do historii to się nie wypowiem, bo było jej niewiele. Na razie idzie, że tak powiem, standardowo. 

Pozdrawiam!

 

Historia praktycznie żadna – nie wiem kim jest Ar­ther, kim kontakt-zleceniodawca, kim mistrz, nie wiem też gdzie i kiedy rzecz się dzieje. Opisane wydarzenia mało ciekawe.

Wykonanie, delikatnie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia. Przeszkadzają powtórzenia i nadmiar zaimków, że o nie najlepiej skonstruowanych zdaniach i zlekceważonej interpunkcji nie wspomnę.

 

po jego Prze­bu­dze­niu. Może to przez jego od­mien­ność go od­rzu­ci­li? –> Nadmiar zaimków.

 

Wszyst­ko to do­pro­wa­dzi­ło go do obec­nej chwi­li, gdzie cze­kał w za­tę­chłej spe­lu­nie… –> Chwila to czas, a gdzie określa miejsce.

Proponuję: Wszyst­ko to do­pro­wa­dzi­ło go do obec­nej chwi­li. Cze­kał w za­tę­chłej spe­lu­nie

 

– Mów. -po­wie­dział chłod­no Ar­ther. –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

wyjął list z kie­sze­ni swo­je­go płasz­cza i po­ło­żył przed chło­pa­kiem. –> Zbędny zaimek. Czy wyjmowałby coś z kieszeni cudzego płaszcza?

 

ostat­nie pro­mie­nie świa­tła które oświe­tla­ły wnę­trze ka­na­łu. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

 Ar­ther się­gnął do kie­sze­ni po pu­deł­ko za­pa­łek po czym szyb­kim ru­chem wyjął jedną z nich i od­pa­lił od ścian ka­na­łu. W sła­bym świe­tle od­na­lazł starą lampę i od­pa­lił ją. –> Powtórzenie.

Zapałek i lamp nie odpala się, ale można je zapalić.

 

ale ni­g­dzie ni­ko­go nie zna­lazł nie było ani mi­strza ani ni­ko­go… –> Powtórzenia.

 

Chło­pak wie­dział że po­dej­mie się bar­dzo cięż­kie­go za­da­nie… –> Chło­pak wie­dział że po­dej­mie się bar­dzo trudnego za­da­nia

 

za­uwa­żył jakiś ruch, był pewny że mu się nie prze­wi­dzia­ło. –> …był pewny że mu się nie przywi­dzia­ło.

Poznaj znaczenie słów przewidziećprzywidzieć się.

 

za­czął iść w kie­run­ku w któ­rym jak mu się zda­wa­ło udał się in­truz. Nie udało mu się zajść da­le­ko kiedy z cie­nia w kącie po­ko­ju wy­sko­czy­ła na niego dziw­na isto­ta. Mimo chwi­li za­wa­ha­nia chło­pak zdą­żył od­sko­czyć… –> Powtórzenia.

 

i wła­śnie prze­wa­gę za­mie­rzał wy­ko­rzy­stać… –> …i wła­śnie prze­wa­gę za­mie­rzał wy­ko­rzy­stać

 

wbi­ja­jąc szty­let w ma­syw­ne ciel­sko po­two­ra. Jed­nak coś było nie tak po­twór nawet nie drgnął, a z jego rany za­czę­ła wy­do­by­wać się dziw­na żrąca sub­stan­cja. Ar­ther szyb­ko wy­pu­ścił szty­let i od­sko­czył od po­two­ra… –> Powtórzenia.

 

-Mu­si­my po­ga­dać młody, chodź za mną.-To po­wie­dziaw­szy… –> – Mu­si­my po­ga­dać, młody, chodź za mną. – To po­wie­dziaw­szy

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Co mogę napisać? Jest problem z powtórzeniami, interpunkcją, zapisem dialogów, ale chyba najbardziej mi przeszkadzało, że nie czytało się płynnie. 

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka