- Opowiadanie: maciekzolnowski - List do Biurokraty. Otwarty

List do Biurokraty. Otwarty

Ludzie! Dajcie se spokój! Nie trućta się, bo w tym roku Grafomanię wygram ja, kolokwialnie. Mam już praktycznie, rzec by można, tego węża w kieszeni zaklepanego. Nie będę brał w usta, bo wolę piwo, ale coś tam jednak mogę zdradzić i puścić z ust: Otrzymałem dziś kuriera od Wielce Szanownego Jurora Pana Doktora beryla. (Wielki szacun, Panie Profesorze Doktorze Jurorze, by the way). Patrzę kolokwialnie, otwieram, zaglądam, no kurde, a tam – co widzę? Laury kolokwialnie. Matko Przenajświętsza! Co za radość! No dosłownie ocipiałem i zbaraniałem. Także jest teraz wilk syty i owca: Wy podzielicie się chwałą, chwałą, chwałą, a ja pogadam ze Śniącą na Private. Może coś tam dla mnie ma: „Słońce, pozwól no na stronę”. Także jestem spokojniuśki tera: relaksik normalnie, kolokwialnie. I już sobie z lekka nawet spocząłem na nich, na tych laurach znaczy, gdyż robiłem na fejsa i musiałem przykucnąć oraz spocząć, aby ta zielenina koloru ciemnego była lepiej widoczne w moim selfie. No to dzięka. Pa!   

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

List do Biurokraty. Otwarty

 

Sucha Psina, 1.2.34r.

 

Szanowny Biurokrato, Eminencje, Ekscelencje, Mili Państwo, Czytelnicy!

 

Na wstępie pragnę podziękować za cierpliwość w lekturze. Pozwolę sobie rozpocząć list cytatem: „Ludzie, każdy z was mógłby, samotny, więziony, Myślą i wiarą zwalić i podźwignąć trony”. – Z tą mickiewiczowską refleksją na ustach przyszło mi, autorowi wypowiedzi o jak najbardziej interwencyjnym charakterze, zmierzyć się w piątek, 1.2.34 roku około godziny piętnastej, z kompletnym brakiem wyobraźni biurokraty. Oto kiedy usiłowałem, wyłącznie w celach eksperymentalno-zdrowotnych, puścić bąka, kiedy próbowałem wprowadzić w czyn arystotelesowskie twierdzenie: „Prawdziwa wiedza, to znajomość przyczyn” i sprawdzić, na ile „dźwięki łagodzą obyczaje”, stałem się ofiarą nikczemnej lustracji oraz obraźliwych ataków personalnych ze strony biurokraty. Zwrócono na mnie uwagę i wysłano do kąta; zarzucono mi nader zaborcze podejście do medium, które to powszechnie zwie się powietrzem i przewodzi dźwięki. Tymczasem to właśnie biurokrata, w sposób nie dyskursywny, ustalił, które dźwięki są i być mogą, i być muszą, i być albo nie być mają (albo nie mają).

 

Wracając do kwestii – powiedzmy – wolności chciałbym dodać, iż proces generowania silnego, mało smrodliwego bąka (i zresztą każdego innego dźwięku) jest procesem żmudnym i zasługującym na podziw, a nawet na szacunek. Beneficjentami takowej chwalebnej konstatacji powinni być między innymi młodzi, niedoświadczeni twórcy listów otwartych (tacy jak autor niniejszego powyższego), z których wielu wpaja nam (prostym ludziom), że „Istotą działania jest wolność, a działania twórczego przede wszystkim” (Friedrich Schlegel), że „Zdaniem edukacji [zdrowotnej] jest dać umysłowi [i odbytowi] (…) niezależność (…) Tylko to jest dobrym wykształceniem, nie zaś wpajanie czci i szacunku dla pewnych dogmatów podawanych pod wątpliwą nazwą zasad (…) Taka jest [bowiem] natura ludzkiego umysłu [oraz ludzkiego… siedzenia] , że żadną przemocą zniewolić się nie da” (John Locke). Staramy się (my wszyscy się staramy) nakłonić prostego człowieka do przestrzegania zasad demokracji, do hołdowania postawom: tolerancji, życzliwości i praworządności. Tymczasem w „przytulisku” rzeczonego biurokraty – w instytucji, konstytuującej swą politykę w oparciu o paradygmat „zatruwania ludziom życia” (nie powietrza) – można było przekonać się:

– w jaki sposób niszczy się cudzą sferę intymną, przy jednoczesnym kwestionowaniu aksjologicznego wymiaru ludzkiej godności (biurokrata przez dziesięć minut obwąchiwał salę po tym, jak hrymnąłem salwę);

– jak zaciekle broni się regulaminu, który – w moim przekonaniu – jest niezgodny z prawem, regulaminu, który nie odwołuje się do żadnego egzogenicznego arbitrażu (akt ten jurystyczny, dopuszcza w szczególności możliwość bezprawnego wglądu w cudze dupsko, które akurat w moim przypadku służy mi do wyrażania czysto audytywnych treści).

 

W tym miejscu pozwolę sobie również na uniwersalistyczną negację indyferentyzmu wobec… eksperymentowania (z własnym ciałem w roli głównej). Nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że biurokrata uwikłał się w niechlubne – znane z przeszłości – praktyki lustracyjne i inwigilacyjne. Tymczasem, i to wszyscy wiemy, nie ma już zakazanych książek, filmów i gazet, nie pali się czarownic na stosie (przy czym odwołuję się tu do szerokiego ujęcia wiedzy, obejmującego wszelkie formy świadomości społecznej, to jest: religię, naukę, ideologię i magię, i… dziennikarsko-naukową prowokację).

 

Pośpiesznie cisną się na usta następujące pytania:

Czy biurokrata oraz inne osoby z nim współpracujące mogą śledzić prywatną, niesmrodliwą, falę akustyczną w celu określenia jej szkodliwości? A także… bardziej generalne kwestie:

Na ile biurokraci mogą lustrować i inwigilować obywateli?

Czy instytucje użyteczności publicznej rzeczywiście funkcjonują jako instytucje publiczne, czy też raczej jako prywatne folwarki swych korytobiorców?

 

Warto jeszcze dodać, że otaczający nas świat, otaczająca nas przyroda posiada szereg endogenicznych latencji, szereg narzędzi chroniących przed zgubą i ostatecznym potępieniem ze strony zaburzenia falowego w ośrodku sprężystym, i naprawdę nie wypada angażować biurokratów w działania policyjno-detektywistyczne…

 

Proszę więc, Mili Państwo, bardzo proszę, nie odbierać hedonistom radości obcowania, tu i teraz, z żywym, pląsającym dźwiękiem we wszystkich jego przejawach i we wszystkich miejscach, w których chce on sobie pociesznie po pląsać. „Carpe diem, quam minimum credula postero” (jak głosi Horacy).

 

 

Z wyrazami,

 

Nie-Biurokrata.

 

 

 

Wiadomości do:

 

Rzecznik Wolności i Nagości

Minister do spraw Równego Statusu Kosmitów, Kosmitek, Dronów, Dronków i Dronetek

Minister do spraw Zrównoważonego Rozwoju Łapownictwa

Wysoki Komisarz Unijny do spraw Równego Statusu Wszystkich Pedałów Rowerowych i Motorowerowych

Burmistrz Pupowa, Wójt Bąkowa

Gdzie-Ci-Kwiaty

Bąki-Zbij

Koniec

Komentarze

Tekst napisałeś autorze sprawnie, tylko fantastyka jakby nikła :D Momentami uśmiechło lecz jakoś szczególnie nie ubawiło :o ALE wolność akustyczności dupy, bo jak się bąków nie uwalnia to brzuch boli. O.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Oryginalny pomysł ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Coś od Pana grafomanią zajechało, Panie Maćku. 

Gdzie-Ci-Kwiaty

:D

 

Mytrix, jakoż i ja jestem za dupska akustyczności wolnością. To moje niezbywalne, przyrodzone prawo. I żeby nie było, że nie było.

Dzięka, Anettt! 

AQQ, ano, zajechało ode mnie grafomanią, a bo to pierwszy raz zajechało?

 

“Proszę więc (…) nie odbierać hedonistom radości obcowania (…) z żywym (…) dźwiękiem (…) we wszystkich miejscach, w których chce on sobie pociesznie po pląsać”. Może powinno być pupląsać (nowy wyraz znaczy się). ;)

Bardzo fajoski pomys. Byś sie bardziej pszyłorzył to morze i byś te Laury. Ale może i. Bo Beryl je prawkiem, winc może sie przychyli na takie klimaksy. No nieźle. Ustęp, typu wyhodek, o latęcjach chronicznych przed Zabużanami falowymi muj najlepsiejszy.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Bail, jak tak dalej pójdzie u ciebie z regresem, to przy ostatnich tekstach będziesz klepał przypadkowe klawisze pisząc komentarze :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bede nosił tfojo powałę z dumo!

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Bailout, może faktycznie się wstrzymaj, bo przeczytałam przez Ciebie, że Beryl jest prawiczkiem o.O Zdążyłam już pomyśleć, że tu jakieś cudowne poczęcie miało miejsce, Święty Duch Fantastyki i te sprawy, a ja bidna nic nie wiem…

 

A tekścik oryginalny.

A ja jestem przeciw, to znaczy za. Za biurokratom, a przeciw wolnym pierdom.

Konwencja Genewska, ta o użyteczności broni masowych, zabrania zagazowywowania ludzi i biurokrata miał rację, że obwąchiwał, bo dźwiękom zdupnym często towarzyszy ulatnianie się gazów, nie dość że łatwopalnych, co grozi pożarem (jeszcze powinien strażaka wezwać do kontroli przeciwpożarnej) to jeszcze trujących. Nie można ludzi gazować jak Hitler i Husajn! 

A na koncerty to sobie znajdźdźe jakom muszle. Taką koncertową, na otwartym powietrzu cobyście się Sami nie zagazowali, melomani zapierdziali :p

No cóż, śmierdząca sprawa… Dla reportera! Ofc!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A leż Teyami! Musimy tes prawy od siebie od różnić! Jusz wyjaśniam. Na ponirzszej słitfoci widzimy prawiczka, tszymającego Beryla.

 

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Śmiało ruchnąłeś Autorze Listu Do Biurokraty w swoim otwartym liście nabrzmiały problem zbączeń mających miejsce w miejscach publicznych i urzędasach nawet w biurach różnych się panoszących. Nagminnie i powiatowo, a i z miejska takoż.

Ale że też Ci się chciało na światło dzienne wyciągać takiego problematycznego zdarzenia, co on miał miejsce tak iście dawno, że nawet mnie wtedy jeszcze na ten świat nie poczęto, to kto by to pamiętał po tylu laty!? I za tą odwagę Cię podziwiam Autorze Listu!!!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Powitać, czółko, czołem! 

 

 

“Bardzo fajoski pomys.” Dzięka, Bailout. Czytałem Twój komentarz. Dobrze mówił Myrtix: no faktycznie… regres jest! ;)) I tak trzymaj! 

 

Dzięka Teyami. Też właśnie zrozumiałem, że Beryl (nasz W.Sz. doktor profesor) jest, ten teges, praw(n)ikiem. 

 

Zalth. Powiem Ci tylko tyle: ;)

 

Ukłony Unfall! Ty to masz rację w sumie z tym strażakiem. Powinien go ten biurowy gostek jednak zawezwać. A gdyby rzecz miała miejsce w U.K., to pewnie i by się tam znaleźli jacyś antyterroryści, bo terroryści już są na miejscu zapierdziali, to znaczy zatwardziali, i gwiżdżą na wszystko (i na Anglików też). I nic tego stanu rzeczy nie zmieni. Wiadomo: multi-kulti zafajd…

 

Dzięka Reg., żeś zechciała zauważyć, bardzo zresztą uprzejmie, żem jest odważny. Byłem odwaRZny i jestem odważny nadal. “I za tą odwagę Cię podziwiam Autorze”. No to miłe jest po prostu, to miłe, ja siebie też podziwiam. I Ciebie też, ale nie wiem za co. Chyba za Twą “twarz do komentarzy”: twarz i głowę, intelekt znaczy…  

 

A na koniec, Chachary, to chciałem zauważyć jeszcze, iż grafomanię wyssałem po prostu z mlekiem z szejka z zestawu Happy Meal, także nie uczcie dzieci ojca Maćka matki, jak należy uprawiać grafomanię. Ja ją uprawiałem, kiedy Was jeszcze na świecie nie było, kiedy nas wszystkich jeszcze na świecie nie było.

 

 

Łączę wyrazy,

MZ

Konwencja i pomysł jak na grafomanię nietypowe. Może kopara mi nie opadła poniżej poziomu morza, ale odświeżające podejście do tematu w kilku miejscach skutecznie mnie uśmiechnęło ;)

A co do mnie, to należę do grupy anty-bąków. Ostatnio tyle się o smogu mówi – a co by to było, gdyby zalegalizować gazy, o których waszmość tak ładnie piszesz?! Wskaźniki smogowe by nas zabiły!

Mnie się bardzo podobało i przeczytałam z narosłym zaintrygowaniem, bowiem ja lubię listy, zwłaszcza cudze i jak są otwarte, bo wtedy nie trzeba się napracować z czajnikiem, żeby w spokoju przeczytać. 

Zacny miałeś pomysł i śmiało go opisałeś jak na grafomana przystanęło. 

“(…) ja lubię listy, zwłaszcza cudze i jak są otwarte, bo wtedy nie trzeba się napracować z czajnikiem, żeby w spokoju przeczytać”. Dzięka! Ale – miła (jak poranna) Rossa, czajnik czajnikiem – ale po co Ci on? Nóż albo nożyczki nie lepsze? A potem zawsze można zwalić na kuriera lub innego ciekawskiego delivera

 

Thx, Perrux! Chodzi mi właśnie po głowie pewien pomysł na opowiadanko o morderczym smogu. Skoro pisałem już o krwawej trawce (trawniku), o kosmicznym piwku, które zabija, o sarenko-dronach, krwiopijcach, o wrednych, zbawolonych pterorosomakach, to czemuż bym nie miał nie “nasmażyć” i czegoś o “sumie wszystkich smrodów”? Polska to piękny kraj, który smogiem napowietrznym stoi!

Cóż, pozostaje mi tylko przytoczyć pewną mondrość ludowom:

Niepuszczone bąki ulatniają się do mózgu i stąd rodzą się posrane pomysły.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dogsdumpling, może to i posrany pomysł jest, ale bym chciał (a tego mi zrobić nie wolno) jeszcze jeden tekścik na Grafomanię hrymnąć – nieco mniej smrodliwy, ale za to z całą pewnością rozbrajająco głupi i rozwalająco zabawny. Może walnę jakoś tak poza konkursem (jak łysy warkoczem o glebę), się obaczy. Serdeczności i ukłony, MZ :)

Hmm… Skoro postulujesz, jak to Mytrix ładnie określił, wolność akustyczności dupy to pomysł powinien być jak najbardziej w porządku XD Chyba, że własnych postulatów nie przestrzegasz :P

 

Bail, jak tak dalej pójdzie u ciebie z regresem, to przy ostatnich tekstach będziesz klepał przypadkowe klawisze pisząc komentarze :D

Genialny komentarz XD

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Jany! Bardzo modry list napisał żeś. Ja tam nic praw je nie skumałam, ale jak juror Beryl jezd profesorem to pewnie sie mu da.

Znasz tego kawała o facecie co potrawił pierdzieć róż ne melodie? Morze cisie przydać do riserczu.

 

A Bail tren uje żaby potem z de kasować koń karencję.

Babska logika rządzi!

A zechciałabyś ów kawał nam przypomnieć, łaskawa Finklo, Przyjaciółko Droga. :)

 

Proszcię bardzo:

 

Przychodzi facet do dyrektora filharmonii i mówi, że chciałby u niego pracować.

– A na jakim instrumencie pan gra?

– Na żadnym.

– W takim razie…

– Ja pierdzę.

– Co?!

– Potrafię wypierdzieć każdą melodię.

Dyrektor dał mu nuty jakieś prostej melodyjki, facet “zagrał”.

– To niesamowite! Ale to była łatwa melodyjka, teraz coś trudniejszego.

Facet się skoncentrował i trudniejszą melodię też wypierdział.

– No, jestem pod wrażeniem. Jeżeli zagra pan to, to od jutra pana angażuję.

Facet popatrzył na nuty.

– No niestety, tego nie dam rady. Tu i tu bym się zesrał.

 

Ale to stary kawał. Dzisiaj facet by zrobił karierę na youtubie… ;-)

Babska logika rządzi!

Za to Ty potrafisz opowiadać kawały. Finkla na youtuba!!! :)) 

Dziękuję, ale pozostanę przy opowiadaniu kawałów bez kamery. I przy zabawnych tekstach od czasu do czasu.

Babska logika rządzi!

Dzięki dogs.

Ja też Finklo trenuję :D i czytam innych co przedwcześnie dochodzą a swój tekst piszę i szlifuję :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tesz sie 3mam tej strateg ji.

Babska logika rządzi!

B3dz13My N4jl3p51 b0 0st@n1 bd 1szymi .

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Jesz cze Bailout się morze wkręcić…

Babska logika rządzi!

Jak już offtopujemy (zresztą to grafomania) to ja jeszcze czekam na Unfalla, i liczę, że wpłyną też jakieś mocne teksty od innych mocnych w słowie pisanym portalowiczów.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Unfall nie tren uje. Ale morze nie musi.

Babska logika rządzi!

Na pociszenie poem, rze na zrazie nic nie napizgałem, Al-Bowiem jeste zajenty cieszko walko o but i karzdy wałek hleba, ale na zatracenie poem wam, rze napiżdże. Ico stego? Taki konkur, to Beryl szczela, a Joseheim kure nosi. Kto to tam wydra, kto to wi.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Czytuję sobie teksty grafomańskie bez komentowania, ale ponieważ wywołałeś mnie, Maćku, imiennie, to nie wypada nie odpowiedzieć :) 

Ja tam o niczym nie wiem, żadnego nadplanowego zasilenia konta nie odnotowałam ;) Ale jeszcze wszystko przed Berylem – namiary do mnie ma, więc nigdy nic nie wiadomo ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A tak. Potrzebne są kontakty, namiary… wiadomo. Al-Bowiem bez znajomości Twego konta, nie będę go mógł niczym zasilić. ;) Więc… proszę i dziękuję.

Mój tekst jest, wg mnie, przegadany, nudny, nadęty i słaby. Słaby nawet, jak na moje grafomańskie możliwości. Ale spokojnie, spokojnie. Czarny koń tego wyścigu, który rży i porusza radośnie swą grzywą, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. A tak na poważnie… Przygotowuję dwa nowe teksty, które wystawię już poza konkursem. Mam nadzieję, że przypadną Wam one do gustu. ;)

No widzisz, Maćku, ja nie rozdają numeru konta na prawo i lewo. Jak ktoś coś chce załatwić, to musi je poznać w inny sposób. Jesteśmy fantastami, więc w grę wchodzą magia, jasnowidztwo, wróżenie z gwiazd, super moce futurystycznych technologii… ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie zapominajcie o podróżach w czasie – muzeum z papierami Śniącej, gadatliwe wnuki… ;-)

Babska logika rządzi!

muzeum z papierami Śniącej

surprise 

Chyba muszę zacząć robić porządki w tych papierach, żeby później wstydu przed kustoszem nie było… 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wyciągi z konta pokryte gęstą i lepką pajęczyną to też jakiś wizerunek. Do tego półka słoiczków z podpisami: “Języki lapońskich ropuch”, “Nogi islandzkiego węża”, “Porost zebrany na bagnach o północy podczas burzy”… ;-)

Babska logika rządzi!

Wyciągi z konta pokryte gęstą i lepką pajęczyną

Chyba muszę zacząć je drukować i wpinać do segregatora. Bo przy bankowości elektronicznej póki co nie mam ani jednego na papierze, pajęczyna nie ma więc czego pokrywać… 

 

 “Porost zebrany na bagnach o północy podczas burzy”

Nie zapominajmy, że o północy w krwawą pełnię ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ty weź, daj chronopodróżnikom jakąś szansę! Druknij chociaż parę, żeby coś przetrwało. ;-)

Masz wymagania; i pełnia, i burza. Jak biedna, wiedźma-tradycjonalistka ma przy paskudnej pogodzie poznać, że jest pełnia? ;-)

Babska logika rządzi!

Jak biedna, wiedźma-tradycjonalistka ma przy paskudnej pogodzie poznać, że jest pełnia? ;-)

 

To się czuje, zwłaszcza, gdy się jest wiedźmą. Możesz mi wierzyć, wiem to.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

OK, wierzę. My, androidy, zazwyczaj jesteśmy naiwne w stosunku do danych. ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, zamiast marnować tutaj swój czas, lepiej byś zrobiła, gdybyś zechciała trochę popracować i poczarować piórem. ;)) 

 

A to dobre: “Porost zebrany na bagnach o północy podczas burzy [i krwawej pełni]”. Ja podobno znam Beskidy, a mimo to nigdy nie udało mi się znaleźć grzybków magicznych (magic mushrooms). Tutaj w Anglii mam zresztą taką oto ksywkę (na wyrost właśnie): Magic. 

A tak, a propos, ex aequo, czy czytał ktoś może “Osiem cztery” Nahacza? 

Nowa Fantastyka