- Opowiadanie: Zalth - Spotkanie na Galimatiasie.

Spotkanie na Galimatiasie.

Hej. Jestem miłośnikiem psychologiczno-socjalistycznego hard-sf. Mam nadzieję że wam się spodoba moje opowiadanie. Jest pierwsze z antologii którą sam pisze.

Słonik:

Galimatias – jeden z księżyców Saturna (albo Jowisza)

Encefalon – Księżyc Jowisza (albo Saturna)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Spotkanie na Galimatiasie.

Prolog

 

 

Kiedyś scedzałem z Karen mnóstwo swojego wolnego czasu, bo w końcu była moją żoną. Żyliśmy razem na kolonii badawczej na Encefalonie – jednym z księżyców Jowisza (albo Saturna) i tam prowadzimy badania. Ja z fizyki cząstek elementarnych, a ona robiła doktoranta z biologi maturalnej. Realizowaliśmy razem swoje hobby zbierając o nich rożne ciekawe informacje. Nie wiem kiedy zaczęliśmy się oddalać. Ja byłem w laboratorium, a ona w zakładowej stołówce, a ja byłem w domu, ona w kuchni, ja byłem od ściany, a ona z brzegu. I wtedy wiedziałem że coś się psuje.

Pewność uzyskałem jak wszedłem do swojego laboratorium, badającego wpływ cząstek elementarzowych na cząstki i byłem już wtedy przeświadczony, że coś jest nie tak. Uprawiała miłość rogacza ze swoim przełożonym na wielkim sypialnianym łóżku obok generatora czarnej materii którego ożywałem żeby odpoczęć po wielu godzinach pracy w laboratorium.

Nagle jej zainteresowanie moją osobą spadło do stałej Plamka. Podświadomie czułem że kiedyś musiało do tego dorosnąć, bo była tak atrakcyjna kobietą, że wszyscy się pytali: „To twoja żona!?”

Sytuacja diametralnie zmieniła się na moja niekorzyść. Finalizowałem swoim analitycznym umysłem wszelkie możliwe sanitariusze jakie mogły się zdarzyć właśnie w tej chwili. Cały widzialny Wszechświat stanął mi przed oczami i pole widzenia zasnuła czerwona zamglona mgła kłębiącej się ciężkiej puchatej nienawiści i złości.

Jak mogła mi to zrobić?

Przecież resocjalizowaliśmy nawzajem siebie. Byliśmy nimi. Zawsze stawiałem jej oparcie do fotela w normalnym życiu. Nie mogłem wiedzieć co myśli mimo, że nie miała ubrania. Stała na siedząco na łóżku i patrzyła na mnie nie mrugając oczami zasklepionymi łzami, tylko wzrok miała kamienny niczym głaz. Zachowywała się dziwnie.

Obok leżał mój najlepszy przyjaciel, współpracownik, szef, ale też i Judasz przebrzydły i zdrajca, doktor Peter Nebelung z obleśnym uśmiechem na twarzy i kpił ze mnie prosto w moje oczy. Był moim kumplem ale zawsze podążał mojej zony i teraz mu się to jakimś cudem udało.

– Musimy się rozwiesić, Dorofiej – powiedziała stanowczo. – Kocham cię, ale połowa majtku jest moja.

– Nie Karen, – powiedziałem spokojnie. – Skończymy to teraz. – powiedziałem jeszcze spokojniej i chwyciłem za wielki Topór z tytanowej stali wiszący na ścianie laboratorium i ruszyłem do przodu. Coś samo kierowało moimi krokami albo to byłem ja.

– Nie krzyknęła. – Donośnie – Nie rób niczego głupiego!

Przyspieszałem kroki jeden za drugim chcąc jak najszybciej dotrzeć do generatora. Nie mogę z nią żyć to nie będę tez bez niej. Zanim Karen czy Nebelug mnie potrzymawszy uderzyłem z całej siły w czerwony przycisk bezpiecznika bezpieczeństwa generatora cząstkowego.

 

 

Pięć lat później.

 

 

Nie lubię Galimatiasa – największego księżyca Saturna (albo Jowisza). Za dużo tam rożnych rzeczy co mnie denerwowały. Ale musiałem tutaj przybyć, bo wszelkie tropy wskazywały na to, że nie miałem innego wyjścia, niż tam się pojawić. Unikając padającego stróżkami kropel z góry na dół monotlenku diwodoru postawiłem kołnierz płaszcza podróżnego i udałem się do najbliższego otwartego baru.

Przeniosłem się tu generując przenośny most Rosenberga – Eisensteina, ale efekt uboczny w postaci zespołu, szlag, Turreta, już dawał mi się we znaki. Mój mózg nie lubił takich ostrych jazd i byłem głodny, a zespół zaburzeń neurologicznych wygrywał na moich neurotransmiterach swoje ulubione irytujące kawałki.

Cóż, cena za moc którą mogłem zaakceptować. Jako outsister społeczeństwa nie przejmowałem się opinią innych, bo taki był mój już los. Na który zdecydowałem się pięć lat temu. Tylko pragnienie zemsty i naprawienia błędu jakim był Nebelung zostało takie samo. Mroczna jak najczarniejsza z czarnych czarna dziura z której wypełzła część mojej osobowości lubiła tan stan i wolność jaką uzyskałem. Byłem psychologiczną osobliwością chwytającą fotony szczęścia, by na zawsze uwięzić je w grawitacyjnym więzieniu pułapki mojej depresji.

W barze zauważyłem kilka pustych miejsc i zająłem jedno w cichym kacie w rogu sali. Podeszła do mnie ubrana kelnerka i byłem w szoku, bo nie była mechaniczna. Przecież roboty są tańsze – pomyślałem.

– Co podać?

– Whiskey i „kurczaki!” coś, „motyka noga!” zjadliwego „niech to dunder świśnie!” do jedzenia. – Cholerny tik. Za parę godzin przejdzie. Zaniemówiłem, a ona przyjebała zamówienie z dziwnym wzrokiem wpatrzonym we mnie i odeszła, aby je zrealizować do kuchni na zapalaczu lokalu jak to miały kelnerki w zwyczaju.

Siedziałem w cichym barze i obserwowałem holowizor w innym niż mój róg rogu sali, który przedstawiał rożne wiadomości ze świata i planety. Zauważywszy, że wiadomościach przeważały informacje o dziwnych przypadkach psychicznych wśród ludzi na palancie doszedłem do wniosku, że jestem we właściwym miejscu. Coraz więcej puzzli pasowało w misternie tkanym kłębku tajemnic.

Siedziałem tak klika minut i czekałem na zamówienie i oglądałem wiadomości, kiedy ktoś wszedł do baru. Jakaś zamaskowana kobieta. Jej twarz była całkowicie zasłonięta, ale poznałem coś znajomego. Nieznajoma przebiegła oczami po twarzach w zapchanym po pachy górnikami barze. Niektórzy mieli kosmiczne kombinezony na głowie i nie widziała ich wyraźnie, a inni nie. Przebiła się przez tłum i mijając ich z gracją ludzi siadała przy moim stoliku.

– Cześć kochanie – powiedziała Karen. – Zmieniłam się. – To prawda, była piękna, ale dla mnie ohydna jak sałatka robiona w garmażerce supermarketu.

– Co ty nie powiesz – powiedziałem mroczno z głębi duszy.

– Wiesz, każdy popalenia błędy i nie mogę teraz patrzeć biernie na nasz związek. Pragnę cie bardzo przeprosić za to co się stało.

– No nie wiem – zabrzmiało zjadliwie sarkastycznie – Bzykasz się z moim szefem i najlepszym przyjacielem w moim służbowym łóżku do pracy, a teraz uważasz, że nic się nie stało? – Przez moje słowa przebijała złość niczym promieniowanie gamma przez nieszczelną klapę od kibla.

– On jest szalony, Dorofiej! Uwolnij mnie od niego! Od pięciu lat jestem z nim, ale on jest coraz bardziej nieobliczalny. Wiesz co się z nami stało podczas wypadku laboratorium… Nie tylko ty i ja się zmieniliśmy. On też doznał przemiany. Tylko o wiele bardziej. Nebelung chce wykorzystać te kwantowe moce przeciwko ludzkości. Tylko ty masz tyle mocy i intelektu aby go powstrzymać i uwolnić mnie z tej sprali przemocy. Jego ekskrementy naukowe są coraz straszniejsze. Wszyscy ci ludzie wokół – wskazała ręką siedzących wokół ludzi bawiących się z małymi dziećmi – są zagrożeni. Są niewinni. Proszę cię, pomóż im, bo ja jestem za słaba mimo swoich telepatycznych zdolności.

Siedziałam i myślałem o tym co powiedziała, a czas liniowy kosmosu upływał cicho bo takie było prawo fizyki. Przyjechało moje jedzenie, a ja wziąłem beznamiętnie ostry jak nóż widelec.

– I tak miałem to zrobić – powiedziałem, a ona rozpromieniła się niczym supernowa.

 

*

 

Nebelung nigdy nie miał jakiegoś dobrego gustu, mimo że przeleciał mi żonę. Na swoją kryjówkę wybrał starą opuszczona fabrykę w bunkrze tajnej bazy wojskowej na granicy miasta. Karen wskazała nam telepatycznie drogę przez trzydzieści pięter kondygnacji, aż dotarliśmy na samo dno naszego związku.

Po drodze było ciężko, bo atakowały nas co jakiś czas grupy kontrolowanych umysłowo górników. Peter coś im zrobił i nie mieli swojej woli tylko jego. W pocie czoła tworzyłem nowe mosty czasoprzestrzenne i wysysałem ich na powierzchnię, a nie w próżnię, bo Karen krzyczała. Ogłuszała ich mentalnie, żeby stali spokojnie, ale coraz bardziej słabła i musiała się posilać tabliczkami czekolady. Tyła przy tym momentalnie o jeden lub dwa kilogramy, co powodowało u niej głęboki płacz. Ale wiedziała że tak trzeba.

Wreszcie przebiliśmy się do ostatniej komory tajnego bunkra i otworzyliśmy wielkie stalowe drzwi. Dokoła migały jakieś komputery i świeciło się nastrojowe czerwone światło lamp awaryjnych. W środku było pusto oprócz wielkiego sypialnianego łóżka. Nebeluga nie było.

– Co jest?! – zakrzyknąłem zdziwiony tako sytuacją. – Gdzie on jest!

– Tutaj – powiedziała Karen ze złośliwym uśmiechem na twarzy migocząc zawzięcie w rożnych kwantowych stanach i przemieniając się w Petera. Z hukiem zatrzasnęli drzwi. Nie było drogi ucieczki.

Wszystko nagle zrozumiałem. To była ta przemiana. Oni się scalili w jedna osobę. Mój najlepszy były przyjaciel i moja najlepsza była żona byli teraz jedną istota. Dosłownie i w przenośni.

Patrzyłem się na zmieniającą formę istotę i zastawiałem się – co teraz.

– I co teraz – spytałem obojętnie. – Po co tu mnie zwabialiście?

– Wiesz, wpadliśmy na genialny pomysł. Jak to wszystko wyprostować. – powiedzieli z tajemniczym uśmiechem zbliżając się do mnie i rozpinając nieustabilizowaną kwantowo koszulę/rozporek – Tęsknimy za tobą, a teraz masz jedyną we wszechświecie stuprocentową szansę aby twoja żona była też twoim najlepszym przyjacielem.

 

 

Koniec

Komentarze

Dobrze, że dałeś Słonik! Zatem mogem wziąć się do odczytu!

Edit: Trochę mnie drażniły te pozamieniane słowa (za dużo i niektóre jakby na siłę) ale trafiły się i niezręczności i inne takie tam grafomańskie zagrania :-)

Generalnie na plus i twist fajny na koniec, rzekłbym, że stworzyłeś nowy wymiar, wielowymiarowej miłości transseksualnej trójkątnej homoheterojednoczesnej xD – dzięki ale jakoś nie chciałbym tego próbować :O (horror)

Całościowo na plus :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Fajne :)

Ej. Ja czytałem oryginał…

Ależ udana profanacja, pastisz, parodia. Co za niezwykle udany plagiat!!! Jak subtelnie wycyckałeś esensję sedna z jądra rdzenia!!!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dramatycznie opisałeś losy bohatera w pożyciu z jego żoną, i za pewną przyczyną też szefa i przyjaciela. Różnie okazuje się, splatają się i się przędą nitki i wątki życiowe zanim się dotrze do baru, gdzie po pięciu latach można odsapnąć i coś zjeść, nawet jak się nie lubi jednego księżyca co jest w tytule. No ale skoro nieprzewidywany los rzucił tu Dorofieja, to i to co zastał, ku jemu zaskoczeniu okazało się zaskokiem nie lada. Mnie jako czytelniczkę też zaskoczyło niemało ale i znacznie wpłynęło na zadowolony odbiór całego opowiadania.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Romantyczno-tragiczno-kosmiczne z niezłym twistem na końcu. Fajne. :)

O Borze! Przeciesz to jezd wybitne! Czekamna wiencej, o Borze, jesteź genialnym pizarzem! Buagam, powiec kiedy anatologia zostanie opublikowana! Jesteź genialnym tfurcą, o Borze, zasługujesz na literackiego Nobela! Jestem tfoim wielkim fanem, czekam na wjencej, o Jeżu słodki, podobauo mie się, masz ode mnie szeźć gwiazdeg!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Podobno ludzie się zwalniali z pracy żeby to przeczytać.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bosskie! Poprostu matkoboskie! Znowu bedom gadać, że ZAthla chwale bo znajomy, ale un taki znajomy jak z koziej dupy prześcieradło, klikłem kiedyś żaby jemu nie było przygro. Ale ten dzieło, to jest klasa wyrzej nsz korpulencja! No podniesł porzeczke zanadto na gure!

Podeszła do mnie ubrana kelnerka i byłem w szoku

Jako i ja jestem w szoku! Wyreżyserować! Oskara! Normalnie jak sałatka w supermarkecie, i to taka owocowa, bo wszystkiego po trochu, jest słodkie jabłko (terminologia) i cierpki ananas (plot twist), a wszystko to jeszcze za pół darmo dają!

Dramat, sajens fikszon i horror erotyczny w jednym. Brawo, bardzo brawo. I jakie kunsztowne:

Bylem psychologiczną osobliwością chwytającą fotony szczęścia, by na zawsze uwięzić je w grawitacyjnym więzieniu pułapki mojej depresji.

Majsterwerk, po prostu!

Tylko risercz taki trochę z dupy miałeś, no bo przecież każdy wie, że księżyc Jowisza nie nazywa się Encefalon, tylko Encefallus. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Bajlut, a to chyba nic nowego, że ciem o kolesiostwo oskarżajo. Zdażały się już zdawiendawna jednostki kture kszyczały że na portalu panóje kolesiostwo i w ogule to syf i gupie te kułka wzajemnej adorancji som na portalu.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

@Mytrix: Jakie pozamieniane? Edytor tak kazał i basta! (ale jeszcze przejrzę)

…nie chciałbym tego próbować :O – Cykor kwantowy. :P

@Anet: Yupi! :)

@maras: No musiałem, bo chyba bym eksplodował. :D

@Reg: Czyli zaskoczyło bo zaskoczyło. :)

@AQQ: Dzięki!!!

@Wilku: O, Borze, dziękuję. Cóż za entuzjazm. :)

@Bailout: Że ja? Nie przyjaciel? Ranisz me serce. /cry (P.S. Poszedł przelew za kliki)

@Żongler: Oskar? Nie znam typa. A sałatka w markecie ciach, ciach ciacha się z ciacha.

@Thargone: Sam dałeś! Encefallusa w słowiku nie ma!

 

Dzięki za komenty. :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Encefallusa w słowniku nie ma 

Ale w moim jest! Chyba masz jakąś wersję z babyfiltrem!

 

EDIT:

 

O, motyla noga, masz rację! To nie słownik astronomiczny, to była historia wyszukiwań mojej żony… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ha! Motyla nogawka.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Najlepszy, kurwa, w tym wszystkim i tak, w chuj, był zespół Turreta, aż się, odpierdol, prosiło o więcej, dziwka, wtrąceń :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

X-do-diaska-D

Przeczytane. Podobało się. – Misternie tkany kłębek tajemnic. Pozdrawiam rozbawiona.

Hej! Język! Turret czy nie Tourrete, ale się mię tu na kłębku rozbrykali… Dzięki za odwiedziny! :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

przenośny most Rosenberga – Eisensteina

To jest mega. Duży szacuun!

Widzę, że kolega zapewne z tego samego almy mutter co i ja ;-)

Do Almy nie chodzę, bo w moim mieście nie ma, a mutter ist gut, danke!

Historia? :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A jakrze by inaczej! Wydział Historii Przystosowawczej, Katedra Twórczego Rozwoju Dziejów Najstarszych oraz Arheologii Kreatywej ;-)

Tak, tak, tak. Bardzo trafna nazwa. :D

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

O Boże, jakie to wspaniałe!!!!111oneone!!

Te miłosne kompilacje!

A niektóre cytaty które można wyłapać z Twego dzieła są takie że Pałlo C. by się nie powstydził!!! (już o tym inni mówili to niebędę powtarzać)

Super Autorze chce to na półce!

Proszę nie wspominać o Pałlo.C – jestem z nim mocno skonfliktowany konfliktem.

Działo będzie dostępne jak skońcżę. Dziękuję, Pisarz.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tak napravde to Zalh je za zdrosny, bo Pałlo tesz mie lubi. Nie marf sie, on jes fajny, ale stary.

Uff, ulużyło!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Jako fan psychodelicznego-kapitalistycznego soft-sf podchodziłem do dzieła z pełną nieufnąścią. Szczęśliwie autor stanął i to wysoko. Dogłębnie spenetrował układ słoneczny pełen trudnych pojęć, ale na tym się niezatrzymał oferując znacznie głębsze doznania i głębie relacji. Zdecydowany warty polecenia.

Nie wiem czy tekst wygra, ale z swoim gatunku jest zdecydowanym faworytem!

Tymczasowy lakoński król

Kolo, szacun za risercz. Ja też lubiam twardszą hard syf i jezdę oczar owa na. Mnóstwo smakowitych smaczków dodaje smaku obwieści. Normalnie miszcz! A tłist w kocówce mnie wymiótł.

Babska logika rządzi!

Nacie racje! Praca u postawówki z tekstem to podstawa. Długo zbierałem rożne informacje nauklowe aż ekstrapolowałem natchnieniem i jest. Napisałem.

Dzięki za komety, dopingujom mnie do napsiania dlaszych i blizszych cześci o Doktorze Dorofieju.

Salut!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Byłem psychologiczną osobliwością chwytającą fotony szczęścia, by na zawsze uwięzić je w grawitacyjnym więzieniu pułapki mojej depresji.

<3 Świetne.

 

Środek coś za dobrze napisany w porównaniu z częścią pierwszą i ostatnią, ale… Końcówka jest genialna!!! Robi całe opowiadanie XD

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Patrz, a tak się starałem przy tym środku. Chyba za bardzo. :)

Dla Dorofeija “końcówka” tez zrobiła różnicę. :D

Dzięki. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dobre, prawdziwie psychologiczno-socjalistyczne hard SF i to takie pisane z dużej litery. Poprawka, z samych dużych liter i z podkreśleniem, a końcówka powala lepiej niż oblodzony chodnik. Serio!

Demonstruję odgłos powalania: “yebut!” O’tak!

Thx! :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Znamienite dzieło. Jest tu miłość, porządanie, zdrada, przyjaśń, a to wszystko polane bardzo mondrym SF. 9/10 bo nie ma krwi. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Rzeczywiście, nie ma krwi… surprise

Nie wiem jak to mogło się stać, sorry. Postaram się poprawić.

 

Dzięki. ;)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

nawet jak dal mnie jest za durzo trudnych słów. (a ja pochodzę z kosmosu gdzie jest ich dużo). Ty to chyba na jakimś uniwersytecie czy coś powinieneś być!!

Precz z sygnaturkami.

Raz byłem, ale wyjść kazali. :(

Dzięki!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Tą płętą o przyjaźni maurzeniskiey dokonałeś dzieło wybitne!

Ah, starałem się i wyszło. Nic na ten geniusz nie poradzę.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zaith, 

 

chouduję geniurzofy.

He-he, “chouduję geniurzofy.” Przyznam, że chwilę zajęło nim zatrybiłem sens. To coś jak “fzhut”. :D

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No i myto Geniu szu po szedł się lofciać… ;-)

Babska logika rządzi!

Myt? I tak oto zadałaś mu cios śmirtelny!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Eee, sorki. Prze konanie? W jara? Tak lepiej?

Babska logika rządzi!

Ciagle niszczysz. ;(

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Holender… To morze tak. Geniu sz Zaltha po szedł po kwiatki. Zaraz wróci i wszystkim będzie bardzo mało?

Babska logika rządzi!

O, jest git. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A, jeszcze chciałam dodać, że pozazdrościłam tego różowego płaszcza antykwasowego, bo lubię ten fason. Więc se taki uszyję, lub wydziergam na szydełku prze weekend. Postaram się pochwalić sieem fotkami gotowego produktu.

Ten płaszcz Dorofiejowi zrobiła babcia na drutach telefonicznych. Bardzo pyszny.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nowa Fantastyka