- Opowiadanie: Borowik - Bitwa pod Kebabem

Bitwa pod Kebabem

Opowiadanie opisujące fikcyjną bitwę pod kebabem ^^

 

Uwaga!

 

Przed przeczytaniem najlepiej jest zajrzeć na Nonsensopedie, by przynajmniej trochę orientować się w temacie.

Tutaj jest link: http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Wojna_kebabowa

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Bitwa pod Kebabem

Bitwa pod kebabem

31 grudnia 2016 roku pańskiego w Ełku

 

Turcy niegodziwi! Znowuż z najszlachetniejszą Rzeczpospolitą Polską konflikt wszczęli! Hrabia Daniel we krwi leży. Skonał nasz zacny rycerz…

Opłakiwali go bracia, lecz niedługo to trwało. O honor ojczyzny i rodaków walczyć muszą. W bój idą nasi patrioci. Niezliczone ich oddziały pod Kebab ciągną, a wodzem im Sebastian z rodu Sebiksów, herbu Seicento. Prawilny on zaiste, odważny i nieustraszony. Szanują go ziomkowie i lękają się Arabowie, a sława jego daleko poza granice dzielnicy sięga. Niejednemu kosę pod żebra sprzedał i z niejednego kufla żubra pił, toteż jemu właśnie hetmańską buławę król Janusz Passat Trzeci ofiarował, by z jej pomocą, Polskę wybawić od najeźdźców raczył.  

W końcu nasz dzielny Sebastian wychodzi naprzód. Majestatyczna jego morda, w świetle słońca, niby oblicze nieludzkie się jawi. Fioletowa od sińców i blizn, brudna od pyłu i kurzu… jak na twarz prawdziwego woja przystało. Staje on w pozie wodza godnej, nogi rozkracza i krocze wypina. Skupiony i zamyślony dłoń podnosi i w stronę przeklętych Turków fakulca pokazuje.

To znak!

Widząc go, do boju rusza pierwsza kompania kibolska. Najdzielniejsi z dzielnych, zamaskowani kominiarkami, pierwsi na Kebab nacierają! Piersi im zdobią białe orły i kotwice powstańcze, a w dłoniach dzierżą pałki i teleskopy. Na nic się zdaje osmańska potęga, niepotrzebnie Turcy noże ostrzyli… i tak nie zdołają odeprzeć nieokiełznanej patologii Polskiej. Tłuką się szyby, upadają zrobione z krzeseł i stołów fortyfikacje. Jednodrzwiowa brama ugina się pod naporem rzucanych rac i kamieni. Turcy wyjątkowo zaciekle bronią kebabowej twierdzy, lecz wynik tej bitwy jest już przesądzony. Nie mają szans kozojebcy. Zadarli z potężniejszymi od siebie i rychło klęskę poniosą.

Nagle… rozlega się dźwięk policyjnej syreny. Oto nadchodzą niebieskie legiony, jadą ich suki opancerzone! Na pomoc pewnie, rodakom ruszyli. Turków dobić! Słychać wiwaty, raduje się cała sebiksowa armia na widok posiłków. Na bok odeszły dawne spory i zatargi. Teraz jak przyjaciele, ramię w ramię, z Turkami walczyć będą. Wódz Sebastian, z radości płacząc, machaniem ich wita, ale oni, zamiast rodakom pomóc, zdradę jawną ukazują i ruszają w stronę kibolskiej kompani, by ją od tyłu, jak dziewkę, wydupić.

– Targowica! – krzyczą Karyny i chcąc mężów ratować, niczym husaria, wózkami swymi nacierają na niebieskich wrogów. Ci natomiast, na widok czterokołowych machin, zaopatrzonych w Brajany i Dżesiki, mur ze swych tarcz przeźroczystych czynią, jednocześnie pałując niemiłosiernie każdego, kto pod rękę im podejdzie.

Rozumiejąc, że niedobrze się dzieje, wódź Sebastian interweniować się decyduje i osobiście stojąc na czele drugiej grupy uderzeniowej, zwanej „Dresiki”, by wspomóc kiboli i Karyny wyrusza.

 Na Boga! Ależ on odważny… ależ nieustraszony! Pierwszy na zdrajców szarżuje, pierwszy ich od kurew wyzywa. Widać, że jedyny hetmańskiego tytułu godny! Jego ciosy jak pociski armatnie, przebijają się przez smerfów defensywę. Za nim to idą łysi bracia i pijane siostry! To on jednoczy wszystkich patusów! Niesie się po kamienicach pieśń bitewna „Zawsze i wszędzie, policja jebana będzie!”.  Razem ją Polskie Legiony śpiewają!

 

Walczą jednak hardo zdradzieckie policjanty, niełatwo takich na glebę położyć. Wielu ich, a każdy w zbroję opancerzony. Tyły zaś, smok wodą ziejący im osłania, co mocą swoją niejednego rycerza zgładził.

Słabnie w oczach dzielność naszych wojaków. Nie daje już rady szlachetny Mateusz, dilerem zwany. Ucieka z pola bitwy lodziara Andżelika. Zbyt potężna się mundurowa armia okazała. Próbują jeszcze młodzi, kostką brukową, przewagę na rodziców stronę przenieść, lecz… co to?!

Na duszę moją i całego potomstwa mego! Niemożliwa się rzecz stała! Wódź Sebastian pochwycony! Rzucili się na niego kupą, ręce mu kajdanami żelaznymi unieruchomili. Złapały go psy chytre i do furgonetki ciągną! Szybko znika jego piękna twarz w suki ciemnym wnętrzu…

Zaniemówiło zgromadzenie. Ucichły śpiewy i gwizdy. Wszyscy patrzą z żalem, jak ukochanego hetmana wróg uprowadza. Dzielny on był i waleczny. Kochali go młodzi oraz starzy, więc opuścić go w takiej chwili, sromotą by było. Już szykują przyjaciele plany odbicia, gotują się do nierychłej walki. Nie puszczą tej zniewagi tak łatwo! Uratują towarzysza. Ruszą na komisariat, ale… dopiero jutro, bez pośpiechu. Dzisiaj żadna siła ich do szturmu nie przekona… bo dzisiaj wieczorem Mistrzów Liga się zaczyna i większą hańbą byłoby ją opuścić na rzecz jednego skurwysyna…

 

Na żywo relacjonował Kronikarz – Gall Borowiczek

Koniec

Komentarze

Mi nie podposowało, może łaskawiej bym spojrzał gdyby opublikowałbyś kilka dni po zamieszaniu na fali emocji, a nie dobry rok później. Niestety dla mnie taki odgrzewany kebab mija się z celem.

Tymczasowy lakoński król

OneTwo Dzięki za przeczytanie :)

 

Wiem, że wydarzenie miało miejsce rok temu, ale wtedy nawet nie wiedziałem o istnieniu NF ^^

 

Kiedyś dostanę Nobla.

O co tu chodzi, Borowiku? Gdzie tu fantastyka?

Rozumiem, że poczułeś nieprzepartą chęć opisania jakiejś rozróby, ale czy naprawdę była konieczna publikacja tego dzieła?

 

Zno­wusz z naj­szla­chet­niej­szą Rzecz­po­spo­li­tą Pol­ską… –> Zno­wuż z naj­szla­chet­niej­szą Rzecz­po­spo­li­tą Pol­ską

 

Opła­ki­wa­li go bra­cia, lecz nie długo to trwa­ło. –> Opła­ki­wa­li go bra­cia, lecz niedługo to trwa­ło.

 

Nie­zli­czo­ne ich od­dzia­ły pod Ke­ba­ba cią­gną… –> Nie­zli­czo­ne ich od­dzia­ły pod Ke­ba­b cią­gną

 

z nie­jed­ne­go kufla Żubra pił… –> …z nie­jed­ne­go kufla żubra pił

Nazwy napojów zapisujemy małymi literami. http://sjp.pwn.pl/zasady/;629431

 

W końcu nasz dziel­ny Se­ba­stian wy­cho­dzi na przód. –> W końcu nasz dziel­ny Se­ba­stian wy­cho­dzi naprzód.

 

za­my­ślo­ny dłoń pod­no­si do góry… –> Masło maślane. Czy mógł podnieść dłoń do dołu?

Czy podniósł samą dłoń?

 

nie­okieł­zna­nej pa­to­lo­gi Pol­skiej. –> …nie­okieł­zna­nej pa­to­lo­gii Pol­skiej.

 

Wódź Se­ba­stian, z ra­do­ści pła­cząc… –> Literówka.

 

nie łatwo ta­kich na glebę po­ło­żyć. –> …niełatwo ta­kich na glebę po­ło­żyć.

 

gor­szą hańbą by­ło­by ją opu­ścić… –> …większą hańbą by­ło­by ją opu­ścić

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy dzięki za przeczytanie :)

 

Przepraszam, ale musiałem. Ten tekst chodził za mną od dłuższego czasu.

 

Cel był prosty – napisać coś nowego i rozśmieszyć. Komuś na pewno się spodoba :)

 

Ps: Dzięki za pokazanie błędów :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Borowiku, ale to wcale nie jest śmieszne! To co opisałeś jest straszne!

Szczerze mówiąc, będę mocno zdziwiona, jeśli ten tekst kogoś rozśmieszy. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kibolska rozróba, ot co!

Pomysł może jest i wart uwagi, ale jako autor i tudzież naoczny świadek mogłeś wprowadzić coś fantastycznego od siebie. xd

końcówka iście jak z filmu jakiegoś, nie wzbudziła we mnie szczególnego czegoś.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Eryvan dzięki za przeczytanie :)

 

Wiem, wiem… zabrakło fantastyki, ale cóż ja poradzę. Byłem pod natchnieniem i musiałem to z siebie wyrzucić ^^

 

regulatorzy Po pierwsze to każdy ma inne poczucie humoru, więc to, że tekst nie bawi Ciebie, nie oznacza, że nie rozśmieszy kogoś innego.

Po drugie to nie rozumiem, co jest tutaj strasznego. Patologia? Śmierć Daniela, którego historię można poznać w internecie? Opisy bitewne? Proszę wyjaśni mi to, bo bardzo mnie to nurtuje.

 

Kiedyś dostanę Nobla.

Ależ oczywiście, Borowiku, zgadzam się z Tobą, że różnych ludzi śmieszą bardzo różne rzeczy. Dałam wyraz wyłączne własnym odczuciom.

Straszne jest dla mnie opisane huligańskie wydarzenie. Straszny, uważam, przyświecał Ci powód: Cel był pro­sty – na­pi­sać coś no­we­go i roz­śmie­szyć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy

 

“Cel był prosty – napisać coś nowego i rozśmieszyć”

Napisanie czegoś nowego, samo w sobie, nie może być straszne… natomiast skoro tekst jest śmieszny dla mnie, to chyba zrozumiałe, że chciałem nim rozśmieszyć innych, a nie zanudzić czy też zachwycić.

 

Rozumiem, że tekst nie przypadł Ci do gusty, ale mam też dziwne wrażenie, że w jakimś stopniu bardzo go do siebie przyjęłaś. Ja opisałem jedynie wydarzenia, które miały miejsce w nieco inny sposób. Polska jest pełna patologii, a opisane wydarzenie to nic, w porównaniu z tym, co się dzieje w niektórych zakątkach świata.

Kiedyś dostanę Nobla.

Nie, Borowiku, zupełnie nie przyjęłam tekstu do siebie. Powtarzam – wydarzenie, które opisałeś, dla mnie jest okropne i nie widzę w nim nic śmiesznego. Ale tę kwestie już wyjaśniliśmy i zapewne każde z nas pozostanie przy własnym zdaniu.

Ciekawa jestem opinii innych czytelników.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgodzę się z OneTwo – sporo czasu już minęło od incydentu i tekst nie ma odpowiedniej "mocy". Poza tym, gdzieś już na necie widziałem podobną wariację. Także, jak dla mnie wyszło średnio. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth dzięki za komentarz :)

 

 

Kiedyś dostanę Nobla.

Pewnego razu dobry przyjaciel, którego wtedy byłem bardziej pewien niż siebie samego i nie zmieniło się to do dziś, opowiedział mi wydarzenie, które przytrafiło się jego koledze z roku.

W tamtym czasie mój przyjaciel był studentem medycyny i z akademika lub do akademika wracał wtedy ów wspomniany kolega. Działo się to w parku, bo tam właśnie mieściły się budynki. Zaczepiło go kilku gostków, pobiło, a później stało nad ofiarą, a jeden powiedział:

– Patrzcie jak mu fajnie oko wypływa.

Wypływało przez rozbite okulary, bo to okularnik był.

 

Ani wtedy ani dziś ta historia nie zdołała mnie rozśmieszyć. Nie śmieszyła też mego przyjaciela i choć z groteską był za pan brat, bo uwielbiał Witkacego, szczególnie poprzez spektakle w Zakopanem, to jednakże rzeczywiste wydarzenie przedstawiał jako coś niesamowitego, ale przy tym porażającego, co trzeba z siebie wyrzucić.

Miał mnie do słuchania.

Co nie równało się temu, że śmialiśmy się z cudzego nieszczęścia.

 

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Dlaczego noworodka wkładasz do miksera nóżkami do dołu?

na emeryturze

Nie ruszyło. Opis jak opis, ale humor nie wstrzelił się w upodobania. Wydarzenie traktuję obecnie wzruszeniem ramion, więc i próby przerobienia go w jakąś stronę spływają po mnie jak po kaczce. Sam tekst nie ma w sobie jakichś szczególnych emocji.

Obejrzałem więc ten koncercik fajerwerków bez szczególnych przykrości, ale też i bez uniesień.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sama fabuła mnie nie ruszyła, ale stylizacja ciekawa.

I fantastyki nie ma. :-(

Babska logika rządzi!

Jastek Telica Dzięki za przeczytanie i… eee… fajna historyjka :)

 

gary_joiner Dzięki za komentarz :) (nóżkami do dołu? Nie wiem… żeby dłużej płakał?)

 

NoWhereMan Dzięki za przeczytanie :)

 

Finkla Dzięki za przeczytanie i docenienie stylizacji :)

Kiedyś dostanę Nobla.

Żeby do końca widział, jak się onanizujesz.

na emeryturze

A co jak jest ślepy?

Kiedyś dostanę Nobla.

Nie moja bajka, nie moja piaskownica, nie moje poczucie humoru.

Nowa Fantastyka